NOWOŚCI
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą nawiedzenie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą nawiedzenie. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 31 lipca 2016

SZORTy #38: Oculus, Diabelska tablica Ouija, Zbaw nas ode złego

Oryginalny tytuł: Oculus | Reżyseria: Mike Flanagan | Scenariusz: Mike Flanagan, Jeff Howard | Obsada: Karen Gillan, Brenton Thwaites, Katee Sackhoff, Rory Cochrane, Annalise Basso, Garrett Ryan, James Lafferty | Kraj: USA | Gatunek: Horror
Premiera: 08 września 2013 (Świat) 27 marca 2015 (Polska)
Ocena: 6/10

     Trudno teraz o dobry horror, który potrafiłby zainteresować fabułą, ale również i przestraszyć. Najnowsza propozycja od Flanagana wydaje się łączyć te dwie cechy, w szczególności, że jest to pełnometrażowy obraz jego dawnej produkcji.
     Mija jedenaście lat od tragicznych wydarzeń w domu Russellów. Pozostała przy życiu córka stara się oczyścić swojego brata z zarzutów zamordowania swoich rodziców. Wierzy ona, że za jej rodzinnym dramatem stoją mroczne siły kryjące się w lustrze. Przy pomocy brata, który dopiero co opuścił zakład psychiatryczny ma zamiar udowodnić swoje racje.
     Już na wstępie trzeba przyznać, że „Oculus” nie jest filmem najwyższych lotów. Nie oznacza to jednak, iż nie potrafi zaintrygować widza pomysłem- wręcz przeciwnie. Jest jednym z najbardziej niekonwencjonalnych i z pewnością nieoczekiwanych wątków, jakie mogłyby pojawić się w horrorach ostatnich lat. Przede wszystkim jednak jest to świetnie wykorzystane dla zbudowania klimatu. Gdyby była to jedynie zwykła opowieść o zabójczym lustrze, to może faktycznie, nie byłoby to wystarczające dla przykucia naszej uwagi. Jednak jeżeli mowa jest już o przedmiocie mającym możliwość zmieniania naszego świata, a przynajmniej tego jak go postrzegamy... to już zaczyna się robić enigmatycznie. Nie dość, że rodzeństwo musi walczyć z demonami przeszłości, to dodatkowo dochodzi do starcia z prawdziwymi siłami zła. Biorąc pod uwagę, że nieźle potrafią namieszać w umysłach nie możemy być pewni, co jest prawdą a co jedynie wyobrażeniem. Czy zjadamy jabłko, czy może jednak żarówkę? Mamy w ręce kawałek szkła mogący zabić drugiego człowieka, czy może w ogóle nie rozbijaliśmy donicy? Świetne pomieszanie z poplątaniem. Twórcy do takiego stopnia nakręcili widzów, że z łatwością można było się pogubić i zatracić we własnym logicznym myśleniu. Takie zabawy to ja uwielbiam! A takich filmów jest zdecydowanie za mało. W dodatku tak bardzo klimatycznych!

Oryginalny tytuł: Ouija | Reżyseria: Stiles White | Scenariusz: Juliet Snowden, Stiels White | Obsada: Olivia Cooke, Ana Coto, Daren Kagasoff, Bianca A. Santos, Douglas Smith, Shelley Henning | Kraj: USA | Gatunek: Horror
Premiera: 23 października 2014 (Świat) 24 października 2014 (Polska)
Ocena: 3/10

     Tablica Ouija jest jednym z najbardziej popularnych gadżetów okultystycznych. Często wykorzystywana do seansów spirytystycznych stała się oczywistym przedmiotem wielu filmów fantastycznych. A co gdyby zrobić z tego horror? Stiles White pokazuje, że „Diabelska tablica Ouija” wcale nie jest taka... diabelska.
     Przyjaciółki od dziecka, urozmaicające sobie czas zabawą tablicą Ouija. Zasad jest kilka, a między nimi to, aby nigdy nie bawić się nią w pojedynkę. Gdy dziewczyny dorastają coś się zmienia, a kiedy jedna z nich ginie, druga nie może otrząsnąć się z szoku. Wkrótce okaże się, że za wszystkim stoi ulubiona zabawka z dzieciństwa.
     Film, którego fabuła sprawia wrażenie interesującej. Aczkolwiek to co z pozoru wydaje się być intrygujące szybko przemienia się w coś niesłychanie banalnego, coś na co ciężko jest patrzeć i przy czym trudno jest wytrwać do końca. Trudno nazywać „Ouija” horrorem, bowiem niewiele wspólnego ma to z tytułami tworzącymi grozę. Twórcy myśleli najwyraźniej, że jak wyłączą kilka razy światło, zarzucą jakąś groźną mordą w otchłani ciemności lub po prostu zaczną mordować ludzi w dziwny sposób to tym samym zbudują jakąkolwiek grozę. I pewnie plan by się powiódł, gdyby nie fakt, że koniec historii zmierza w tak bardzo głupawym kierunku. Już od pewnego momentu można się domyśleć, że coś tutaj jest w tej opowieści nie tak. Nagle mamy twist sytuacyjny, który z założenia sprawić ma, że albo dostaniemy zawału, albo padniemy z wrażenia. Niestety, zadanie nie zostaje dobrze wykonanie, bo jedyne co wydarzenia generują to niekontrolowane napady chichotu. A jak jeszcze do sytuacji dołącza jedna z bohaterek, to już po prostu trąci dennym paranormalem. Innymi słowy, film White'a dłuży się niemiłosiernie, a zamiast straszyć to zanudza na śmierć. Szkoda, bo koncepcja całkiem fajna...

Oryginalny tytuł: Deliver Us from Hell | Reżyseria: Scott Derrickson | Scenariusz: Scott Derrickson, Paul Harris Boardman | Obsada: Eric Bana, Édgar Ramírez, Olivia Munn, Joel McHale, Sean Harris, Chris Coy | Kraj: USA | Gatunek: Horror, Kryminał
Premiera: 04 lipca 2014 (Świat) 04 lipca 2014 (Polska)
Ocena: 5/10

     Co wyjdzie z połączenia kina grozy z dość monotonnym kryminałem? Jakaś paranormalno- przyziemna sieczka lasująca mózg, a stworzona przez Derricksona. I pozostaje tylko pytanie, jak ktoś kto dał życie klimatycznemu „Sinisterowi” tworzy takiego średniaka, jak „Zbaw nas ode złego”.
     Dwóch policjantów na służbie. Trafiają w wir dziwacznych wydarzeń prowadzących do kobiety, która w ZOO wyrzuciła swoje dziecko do zagrody z lwami. Śledztwo, do którego dołącza nie taki święty ksiądz doprowadza do tajnej wojskowej misji i demonicznych zapisków.
     Kiedy wydaje nam się, że widzieliśmy już chyba wszystkie odsłony filmów o opętaniach i egzorcyzmach pojawia się coś takiego jak „Zbaw nas ode złego” i całkowicie przestawia nasz światopogląd. Świetny pomysł na fabułę poprowadzony w tak dramatycznie nijaki sposób, że zamiast się bać trzeba walczyć z chęcią zamknięcia oczu i zapadnięcia w głęboki sen. Powiązanie kryminalnych elementów z fabułą budzącą grozę oraz motywami wojskowymi nie do końca wydaje się tu sprawdzać. Bardziej to nuży niżeli rozbudza zainteresowanie, aczkolwiek trzeba przyznać, że jest kilka ciekawych scen, które zmrożą krew w żyłach. Jednakże, gdyby nie finałowa scena trudno byłoby nie uznać tego filmu za porażkę. Te kilkadziesiąt ostatnich minut jest naprawdę mocnych i na swój sposób przerażających, a także rozczulających. Wtedy następuje właśnie kumulacja naszych emocji. Do tego czasu musimy zawiesić na czymś oko i chyba właśnie po to wprowadzono postać księżulka o mrocznej przeszłości. Przystojny i tak bardzo męski totalnie przyćmiewa Erika Banę. Szkoda tylko, że jest to jeden z bardzo nielicznych plusów produkcji, bo choć udaje się tutaj stworzyć klimat tajemnicy i grozy, to jednak nie do końca można się na to złapać. Spodziewałam się czegoś lepszego. I to o wiele lepszego!

poniedziałek, 5 października 2015

1185. American Horror Story, aut. Ryan Murphy, Brad Falchuk


     Ogląda sobie człowiek „Glee” i nawet nie jest świadomy tego, że w umysłach ludzi, którzy stworzyli ten rozśpiewany serial młodzieżowy zrodzi się pomysł na całkowicie odmienną w swojej stylizacji produkcję. Ryan Murphy i Brad Falchuk wpadli na genialny pomysł i postanowili na popularny od zawsze strach. Tak narodził się dość niezwykły serial o tytule „American Horror Story”, który polscy widzowie śledzić mogli wraz ze stacją FOX. Pierwszą częścią tego przeboju jest „Murder House”, czyli swoista antologia najrozmaitszych opowieści z pograniczy grozy i psychozy.
     Bohaterami pierwszego sezonu jest rodzina Harmonów, która postanawia rozpocząć nowe życie w przepięknym domu w Los Angeles. Vivien i Ben (Connie Britton, Dylan McDermott) próbują odbudować swoje małżeństwo po jego zdradzie, więc nie zauważają problemów z jakimi zaczyna mierzyć się ich nastoletnia córka Violet (Taissa Farmiga). To właśnie ją odwiedza nastoletni Tate, który uczęszcza również na sesje terapeutyczne do jej ojca. Nikt nie jest świadom tego, iż chłopak od wielu lat jest duchem zamieszkującym nowy dom Harmonów. Jednakże nie jest to jedyny mieszkaniec z krainy umarłych. Okazuje się, że budynek ma dość makabryczną przeszłość, a każdy kto kiedykolwiek poniósł śmierć w jego murach pozostawał w nich na zawsze.
     Ten serial ma moc, moc straszenia w sprawdzowy sposób. Jednakże wszyscy dobrze wiemy, że choć metody na przestraszenie widza znane są już od bardzo dawna, to smak przy ich wykorzystaniu uzależniony jest jedynie od wizji twórców. Na szczęście Murphy i Falchuk pokazali nie raz przy „Glee”, że gust mają nie najgorszy, więc nie da się zwątpić w sukces kolejnego obrazu, który wyszedł spod ich ręki. Najgenialniejsza w całej tej produkcji jest oczywiście fabuła. Dwunastoodcinkowy sezon serwuje nam najrozmaitsze oblicza grozy. Każdy epizod przedstawia każdego kolejnego ducha zamieszkującego Murder House. Psychopatyczny zabójca, który morduje swoich kolegów ze szkoły; sławny lekarz gwiazd, któremu odbiło, gdy utracił dziecko; czy przepiękna gosposia zamordowana przez żonę swojego kochanka- te i jeszcze kilka innych dusz nawiedzają ten dom. Najfajniejszy jest jednak pomysł na wykorzystanie owych historii, bowiem to co podziało się z tymi ludźmi przed laty, ma teraz wpływ na obecnych mieszkańców. Twórcy sprawnie łączą wątki z przeszłości, z tym co dzieje się z bohaterami. Wystawiają na próby ich zdrowe zmysły, a także nadwątloną przez zdradę moralność, czy zdrowie fizyczne po poronieniu. Dom jakby znając tą przeszłość sprawia, że wciąż powraca i to z większą siłą, aż do całkowitego wyniszczenia. To wszystko bardzo ładnie się ze sobą łączy, niekiedy nawet wprowadzając kilka zwrotów w akcji, nie tylko poruszając nas do głębi, ale przede wszystkim siadając na naszą psychikę. I wszystko byłoby pięknie i wspaniale, gdyby skończyć całą historię makabrą. No, ale nie, scenarzyści musieli pchnąć opowieść o krok dalej czyniąc z nią jakąś dziwnie pokraczną opowiastkę o sile rodzinnej miłości. Czy może być coś dziwniejszego?
     Powiedzmy sobie szczerze, „American Horror Story” nie jest jakiś superstraszny, tylko najnormalniej w świecie psychiczny! Dlaczego tak twierdzę? Cała opowieść utrzymana jest w dość specyficznym klimacie. Podniszczone meble, zakurzone zakamarki, no i oczywiście różne pokraczne duchy, kryjące się w każdym kącie. Makabra wynosi się tutaj na wyższe wyżyny, w szczególności przy epizodzie „Spooky Little Girl”. Obrzydliwości... Szczęśliwie, jest to jeden taki odcinek, no... góra dwa, na cały sezon. Jednakże tak naprawdę, straszy się nas tutaj już na samym początku każdego spotkania z bohaterami serialu. Wszystko to wina openingu. Nie ma chyba bardziej niepokojącego wejścia niż tego do „American Horror Story”. Odstraszające obrazy w połączeniu z muzyką Ceasara Davily dają autentyczny koszmar wizualny dźwiękowy, który nie jest najtrafniejszych wyborem do usypiania nas w łóżkach. Czyni go to najbardziej masakrycznym z otwarć wśród seriali. Bardziej złowieszczy był chyba tylko kawałek z „Z Archiwum X”.
     Kolejnym atutem produkcji jest obsada. Wśród nazwisk mamy nie tylko Dylana McDermotta, Denisa O'Hara, czy Zachary'ego Quinto, ale przede wszystkim gwiazdę wielkiego formatu, wiekową, ale wciąż piękną Jessikę Lange. Nadaje temu show większego wymiaru. Ma w sobie coś takiego, co wzbudza w człowieku niepokój. Gdy zechce, potrafi nas przerazić na śmierć. Jest świetna w tym co robi, gra z wielkim zaangażowaniem i charyzmą, więc nie dziwne, że została wyróżniona za rolę Constance. Świetna rola bardzo dobrze zagrana. Takie światło tego serialu telewizyjnego. Nie tak całkiem zła jest też Connie Britton. Razem z McDermottem tworzyli bardzo zgraną parę i nie trudno było uwierzyć, że są małżeństwem. Oboje niewiele gorsi od Lange, a to już prawdziwa pochwała. Nie sposób nie wspomnieć tutaj też i młodym pokoleniu- Taissa Farmiga oraz Evan Peters, czyli dwa skrajne bieguny. Pierwsza to siostra znanej Very Farmiga, robiącej błyskotliwą karierę w podobnych produkcjach z pogranicza horroru i dramatu. Młoda Farmiga może jeszcze wiele zawojować w Hollywood, gdyż ma do tego predyspozycje. Idealnie odegrała rolę zagubionej dziewczyny tęskniącej za domem. Natomiast Peters tak jak Lange, gdy chce potrafi zaskoczyć i wystraszyć nie na żarty. Nic dziwnego, że dobrali ich w taką, a nie inną relację. Podsumowując obsada znakomicie dawała sobie radę w swoich rolach. Każdy był enigmatyczny, ale również i pełen energii co do swoich kreacji. Udało im się odtworzyć wszystko to, co zamierzone zostało.
     Długo wzbraniałam się przed „American Horror Story”. Serial w formie horroru i to jeszcze o duchach, to raczej nie jest coś po co chętnie człowiek sięga. Okazuje się, że Ryan Murphy wraz z Bradem Falchukiem odwalili kawał dobrej roboty. Po seansie pierwszego sezonu bardzo szybko zapomina się, że mieli cokolwiek wspólnego z musicalem dla młodzieży. Świetnie skomponowana fabuła produkcji, gdzie strach przeplata się ze wzruszeniem i humorem. Pełny wulgarności, czułości i obrzydliwości, a także niespotykanego dotąd klimatu, co czyni go naprawdę wyjątkowym obrazem. Szkoda jedynie, że coś co zaczyna się tak obiecująco i w gruncie rzeczy wpływa na psychikę widza kończy się w tak cukierkowy sposób. W pewien sposób zaskakujący, bo nie tego się człowiek spodziewa po ładowaniu do głowy podobnych okropieństw, ale bardziej zawodzi w tym aspekcie. Nie mniej, warto sięgnąć i odczuć choć odrobinę strachu.

Ocena: 7/10

Oryginalny tytuł: American Horror Story / Reżyseria: Ryan Murphy i inni / Twórca: Ryan Murphy, Brad Falchuk / Zdjęcia: Christopher Baffa, John B. Aronson, Michael Goi / Muzyka: James S. Levine / Obsada: Dylan McDermott, Connie Britton, Taissa Farmiga, Jessica Lange, Evan Peters, Denis O'Hare, Zachary Quinto, Lily Rabe, Frances Conroy, Sarah Paulson i inni / Kraj: USA / Gatunek: Horror, Akcja / Liczba odcinków: 12
Premiera: 05 października 2011 (FX) 12 listopada 2011 (FOX)

czwartek, 8 sierpnia 2013

1064. Obecność, reż. James Wan

Oryginalny tytuł: The Conjuring
Reżyseria: James Wan
Scenariusz: Chad Hayes, Carey Hayes
Zdjęcia: John R. Leonetti
Muzyka: Joseph Bishara
Kraj: USA
Gatunek: Horror
Premiera: 18 lipca 2013 (Świat) 26 lipca 2013 (Polska)
Obsada: Vera Farmiga, Patrick Wilson, Lili Taylor, Ron Livingston, Shanley Caswell, Hayley McFarland, Joey King, Mackenzie Foy, Kyla Deaver, Shannon Kook, John Brotherton, Sterling Jerins

     Ich sprawy pojawiają się na ekranach od bardzo wielu lat. Opowiadano już o rodzinie Smurlów z Pennsylvani, a także Lutzów mieszkających w domu w Amityville. Teraz, dzięki Jamesowi Wanowi („Piła”, „Naznaczony”, „Dead Silence”), światło dzienne ujrzała kolejna sprawa małżeństwa- Eda i Lorraine Warrenów, zawodowo zajmujących się badaniem zjawisk paranormalnych. „Obecność” to film o jednej z ich najbardziej wstrząsających spraw, jakie przyszło im prowadzić, a dotyczących siedmioosobowej rodziny Perronów, do których przyczepił się nadnaturalny twór.

wtorek, 7 maja 2013

1045. Paranormal Activity 4, reż. Henry Joost, Ariel Schulman

Seria: Paranormal Activity #4
Reżyseria: Henry Joost, Ariel Schulman
Scenariusz: Christopher Landon
Zdjęcia: Doug Emmett
Muzyka: brak
Premiera: 17 października 2011 (Świat) 19 października 2012 (Polska)
Obsada: Katie Featherson, Kathryn Newton, Matt Shively, Aiden Lovekamp, Brady Allen, Stephen Dunham, Alexondra Lee
Gatunek: Horror

    Gdy w 2007 roku zrobiło się głośno o tym filmie, wiedziałam, że jest to coś dla mnie. Film kręcony z pierwszej ręki, w dodatku o zjawiskach paranormalnych, jak dla mnie- idealna produkcja. Miałam nadzieję, choć z pewnością nie tylko ja, że „Paranormal Activity” Orena Peli będzie jednoepizodyczną przygodą. Niestety, po 5 latach wciąż przychodzi nam zapoznawać się z kolejnymi dziwacznymi tworami pozorowanymi na obraz sprzed lat. A co gorsza, twórcy chcąc się obłowić na znanej choć pozbawionej już jakiegokolwiek sensu historii przygotowują kolejny atak, na 2013 rok. Żenada.

piątek, 15 czerwca 2012

949. Paranormal Activity 3, reż. Henry Joost, Ariel Schulman

Reżyseria: Henry Joost, Ariel Schulman
Scenariusz: Christopher B. Landon
Zdjęcia: Magdalena Górka
Kraj: USA, Kanada
Gatunek: Horror
Premiera: 14 października 2011 (Świat) 21 października 2011 (Polska)
Obsada: Katie Featherston, Sprague Grayden, Chloe Csengery, Jessica Tyler Brown, Lauren Bittner, Christopher Nicholas Smith, Brian Boland, Dustin Ingram

    Cztery lata temu Oren Pelli wstrząsnął całym światem, kiedy na ekranach kin pojawiła się jego debiutancka produkcja o tytule „Paranormal Activity”. Film, którego przestraszył się sam Steven Spielberg, zrobił oszałamiającą furorę zarabiając o wiele więcej niż sama jego produkcja kosztowała. Dla fanów filmu jedno było pewne- to jeszcze nie koniec! Nie było więc zaskoczeniem, kiedy rok później przyszło nam zmierzyć się z kolejną częścią historii, choć za kamerą stanął ktoś inny. W kończącym się 2011 roku swoją premierę miał trzeci film z serii, dzięki któremu widz coraz głębiej zapada się w tę swoistą sagę, w której istotnym elementem są demony.
     Dwie siostry – Katie i Kristi (Katie Featherston, Sprague Grayden), odnajdują w jednej z szaf w rodzinnym domu pudło ze starymi filmami rodzinnymi. W domu Julii (Lauren Bittner), matki dwóch dziewczynek – Katie i Kristi (Chloe Csengery, Jessica Tyler Brown), zaczynają dziać się dziwne rzeczy. Wszystko zaczyna się od filmu nakręconego przez jej chłopaka, kamerzystę weselnego- Dennisa (Christopher Nicholas Smith). Na filmie tym, mężczyzna przypadkowo wyłapuje tajemniczą zjawę. Na przekór swojej dziewczynie postanawia zamontować kamery w całym domu, aby dowiedzieć się więcej o tym zjawisku. W tym samym czasie Kristi zaczyna mówić o swoim wymyślonym i tajemniczym przyjacielu Toby'm.

wtorek, 24 stycznia 2012

860. Paranormal Activity 2, reż. Tod Williams

Seria: Paranormal Activity #2
Reżyseria: Tod Williams
Scenariusz: Michael R. Perry, Christopher B. Landon, Tom Pabst
Zdjęcia: Michael Simmonds
Kraj: USA
Gatunek: Horror, Paradokumentalny
Premiera światowa: 20 października 2010
Premiera polska: 22 października 2010
Obsada: Sprague Grayden, Brian Boland, Molly Ephraim, Seth Ginsberg, Katie Featherston, Micah Sloat, Vivis Colombetti

    Wszyscy w świecie kina rozpamiętują ten wspaniały dzień, kiedy to pierwszy film początkującego reżysera i scenarzysta Orena Peli ujrzał światło dzienne. Jego produkcja „Paranormal Activity” w oszukańczy sposób przyciągała widzów do kin wzbudzając w nich prawdziwe emocje. Film tak się spodobał widowni, że postanowiono nakręcić jego kontynuację, która być może nie odniosła podobnego sukcesu, ale jest równie efektowna. Niestety, tym razem Peli został jedynie producentem filmu a reżyserię pozostawił Todowi Williamsowi („Drzwi w podłodze”). Ten jednak nie odbiegł tak bardzo od wizji Peliego zachowując jego klimat i sposób budowania napięcia. 
    Historia jest dość zagmatwana bowiem wydarzenia, które mają miejsce w filmie dzieją się przed tymi, które miały miejsce w filmie pierwszym. Poznajemy tutaj siostrę bohaterki poprzedniego filmu Katie (Katie Featherston) – Kristy (Sprague Grayden). Założyła ona rodzinę z Danem (Brian Boland) i wraz z nowonarodzonym synkiem Hunterem, a także córką Dana z poprzedniego małżeństwa – Ali (Molly Ephraim) zamieszkują przepiękny dom na przedmieściach. Jednakże sielanka wkrótce dobiega końca kiedy znać daje o sobie tajemnicza siła terroryzująca dom. Początkowo wszyscy podchodzą do wydarzeń sceptycznie dopóki nie dochodzi do tragedii.

sobota, 29 października 2011

818. Szpital "Królestwo" (sezon 1), reż. Craig Baxley

Oryginalny tytuł: Kingdom Hospital
Reżyseria: Craig Baxley
Scenariusz: Stephen King, Richard Dooling, Lars von Trier, Tabitha King
Zdjęcia: David Connell
Muzyka: Gary Chang, Hal Beckett
Kraj: USA
Gatunek: Horror, Komedia, Dramat
Premiera światowa: 03 marca 2004 na stacji ABC
Premiera polska: 06 maja 2005 na stacji TVP1
Liczba odcinków: 13
Obsada: Andrew McCarthy, Allison Hossack, Bruce Davidson, Jamie Harold, Sherry Miller, Diane Ladd, Jack Coleman, Julian Richings, Del Pentecost, Jodelle Ferland, Kett Turton



    W 2004 roku na ekranach amerykańskich telewizorów stacja NBC wypuściła serial, którego scenarzystą, a także producentem wykonawczym jest wzięty, znany i lubiany twórca powieści grozy – Stephen King. Ten osoby nikomu nie należy przedstawiać, dlatego też spodziewano się, że serial „Szpital Królestwo” bazujący na scenariuszu duńskiego mini-serialu Larsa Von Triera „Królestwo”, odniesie nie lada sukces. Pomimo tego, że reżyserii podjął się Craig R. Baxley, którego produkcje wykazują raczej poziom przeciętny, to jednak sama historia i klimat filmu jest charakterystyczny dla powieści Stephena Kinga. 
    Akcja serialu rozgrywa się w szpitalu „Królestwo” w Maine, który powstał na ruinach fabryki, w której przed 130 laty wybuchł pożar, zabijając niemalże wszystkie dzieci. Od pewnego czasu szpital nawiedzają trzęsienia ziemi, a wraz z nimi uwolnione zostają nieczyste siły. Wkrótce po szpitalu roznosi się plotka, że jest on nawiedzony. Lekarze, ale także i pacjenci pełni własnych dramatów życiowych i zawodowych zaczynają dostrzegać rzeczy niemożliwe. Jedna z częstych pacjentek szpitala- pani Druse (Diane Ladd), twierdząca, że jest medium, próbuje porozumieć się z duchami, które opanowały szpital. Zawierza jej pewien lekarz- dr Hook (Andrew McCarthy), który na własne oczy dostrzega ducha małej dziewczynki o imieniu Mary (Jodelle Ferland). Kiedy do szpitala trafia znany malarz- Peter Rickman (Jack Coleman), wszystko obraca się na korzyść szpitala, gdyż dzięki pomocy ducha o wyglądzie mrówkojada- Antubisa, stanowi teraz łącznik pomiędzy światem żywych, a światem umarłych. Wkrótce wszyscy będą musieli się zjednoczyć, aby zniszczyć zło, które chce uśmiercić wiele istnień znajdujących się w szpitalu „Królestwo”.

czwartek, 9 grudnia 2010

540. Paranormal Activity, reż. Oren Peli

środa, 8 grudnia 2010

420. Nawiedzony dwór, reż. Rob Minkoff

Reżyseria: Rob Minkoff
Reżyser polskiego dubbingu: Waldemar Modestowicz
Scenariusz: David Berenbaum
Dialogi polskie: Jakub Wacsile
Zdjęcia: Remi Adefarasin
Muzyka: Mark Mancina
Kraj: USA
Gatunek: Czarna komedia / Przygodowy
Premiera światowa: 26 listopada 2003
Premiera polska: 13 kwietnia 2004
Główne role:
          Eddie Murphy jako Jim Evers
          Marsha Thomason jako Sarah Evers
          Aree Davis jako Megan Evers
          Marc John Jefferies jako Michael Evers
          Nathaniel Parker jako Gracey
          Terence Stamp jako Ramsley
          Jennifer Tilly jako Madame Leota
          Wallace Shawn jako Ezra
Polski dubbing:
          Zbigniew Zamachowski jako Jim Evers
          Danuta Stenka jako Sarah Evers
          Zofia Jaworska jako Megan
          Rafał Kołsut jako Michael
          Krzysztof Kolberger jako Gracey
          Arkadiusz Bazak jako Ramsley
          Witold Pyrkosz jako Ezra
Historia:
    Jim Evers wraz ze swoją piękną żoną Sarą prowadząfirmę sprzedającą nieruchomości „Evers&Evers”. Jim w przeciwieństwie doSary jest pochłonięty pracą, ale obiecuje jej i swoim dzieciom, Megan iMichaelowi, że wybiorą się razem na rodzinny weekend. Jednakże dzień przedwyjazdem dzwoni mężczyzna, który chciałby, aby jego posiadłością zajął się niekto inny jak sama Sara. Jim nakłania żonę, aby wstąpili do nowego klienta wdrodze nad jezioro. Okazuje się jednak, że zabawią tam dłużej niż się tegospodziewają, ponieważ właściciel posiadłości, Gracey, widzi w Sarze swojąukochaną Elizabeth, która zabiła się tuż przed ich ślubem. Wraz ze swoimlokajem, Ramsleyem, zrobią wszystko, aby ślub w końcu doszedł do skutku.
Moja opinia o filmie:

    Film jest kolejnym przeniesieniem jednej z atrakcjiDisneylandu na ekran. Tym jednak razem z filmem zmierzył się człowiek, którymoże nie ma zbyt wielkiego doświadczenia w reżyserii, ale z pewnością sprawił,że większość z nas pokochała stworzonego przez niego „Króla Lwa”, czy „StuartaMalutkiego”. Czy Rob Minkoff sprawił, że ten film jest lepszy od pozostałych?Trudno to stwierdzić, to zależy od tego, z której strony się na to spojrzy.Jednakże filmy Minkoffa mają jedną wspólną cechę- są idealne zarówno dladzieci, jak i dla dorosłych.
 
    Miałam dwa podejścia do tego filmu, co sprawiło, żeoglądałam go w dwóch różnych wersjach. Połowę filmu widziałam w telewizji zlektorem, ale niestety mój dalszy seans został zakłócony, dlatego też powielkich trudach związanych z odszukaniem filmu w Internecie drugą częśćobejrzałam już z dubbingiem- a szkoda, bo wiecie jak nie lubię dubbingowanychfilmów. Muszę przyznać się, że osobiście mam mieszane uczucia w związku z tymfilmem. Do tej pory nie wiem, który z gatunków był dominujący w tym filmie,ponieważ kiedy dodasz do horroru komedię to albo wyjdzie coś wspaniałego albototalna klapa. Nie trudno zrozumieć, że w moim zdaniem chodzi o to drugie. Wszczególności, gdy dodamy tutaj dość fantastyczne efekty specjalne.

    Prawdę mówiąc to nie do końca wiedziałam kiedy sięśmiać podczas oglądania tego filmu. Były sceny, które były oczywiście śmieszne,ale były też takie gdzie, jak mi się wydaje, powinnam się śmiać, a nawet sięnie uśmiechnęłam. Sceną, w której faktycznie się zaśmiałam była zdecydowaniescena kiedy duch Elizabeth prowadził Megan i Michaela do swojego obrazu.Zaprowadziła ich do windy, Megan już miała wchodzić kiedy Michael spojrzał nawindę, a potem odwrócił się w lewo i miał zamiar odejść :D oczywiście kochanasiostra mu nie pomogła. Właściwie to nie mogę sobie przypomnieć, żadnychzabawniejszych dialogów, no może oprócz tego jednego kiedy Jim ratował swojążonę i zabrał ze sobą do wozu cygankę w kuli o imieniu Leota. Mówi do niej:„trzymaj się”, na co ona: „ale czym?”. No trudno, żeby się czegoś złapała skorobyła kulą ;P Także jak widzicie moi drodzy nie była to aż tak zabawna komediajak można byłoby się spodziewać.

    Z drugiej strony zaś horror. Moim zdaniem może imiało to lekkie zadatki na ten właśnie gatunek, no ale nie do końca wyszło.Były tutaj trupy, były duchy, była przecież niezwykle przerażająca posiadłość,którą oglądaliśmy nie dość, że w nocy to jeszcze w porze deszczowej. Powinno tostworzyć idealny klimat do filmu grozy, no ale niestety dzięki wstawkąfantastycznym trochę ten klimat nam się ulatniał. Osobiście bałabym sięmieszkać w takim domu, ale oczywiście do wszystkiego można się przyzwyczaić.Poza tym komu jest potrzebne przy domu cmentarzysko? To powinno jeszczebardziej nas przerazić, no ale kiedy do akcji wkracza latający stół z głowącyganki w szklanej kuli, kiedy zaczynają naszego bohatera gonić instrumentyoraz kiedy widzimy niebieskie duchy na cmentarzu to uwierzcie mi, ale całyklimat może najnormalniej w świecie prysnąć. Jednakże z drugiej strony takieefekty nie są do końca bezcelowe, ponieważ dzięki nim mamy czym zachwycić oko,a to wszystko dzięki tym nasyconym kolorom w mrocznej przestrzeni. No i niemogę nie wspomnieć o tym przepięknym wstępie filmu, tzn. samej wejściówce. Jestidealnie zrobiona. Ma swój klimat i w połączeniu z muzyką daje prawie, żearcydzieło. No, ale nie można oceniać filmu po samym wstępie :)

    W filmie tego rodzaju nie mogło zabraknąć równieżwątku rodzinnego i miłosnego. Oczywiście niezwykła miłość Jima do Sary zostałanam przedstawiona od strony naszego realnego dorosłego świata. Natomiast jeżelichodzi i miłość Gracey`a do Elizabeth to miała ona w sobie coś baśniowego. Amoże to ze względu na stroje :P no tak czy inaczej mamy tutaj do czynienia zdwoma różnymi poglądami na miłość, oczywiście jest to spowodowane odpowiednimiróżnicami czasowymi ;P ja tam osobiście nie miałam nic przeciwko temu wszystkiemu,ale może byłoby lepiej jakby te wątki były tak bardziej przekonującoprzedstawione.

    Eddie Murphy pokazał nam się w tym filmie z zupełnieinnej strony. Zawsze był zabawny i strzelał żartami, czasami także głupimi, nalewo i prawo. W tym filmie był jakby bardziej dorosły, ale jednak wciążzabawny. Bardziej wolę go dokładnie w takich rolach. Jeżeli chodzi o MarshęThomason to muszę się przyznać, że pomimo tego iż jej twarz wygląda mi znajomoto w ogóle jej nie znam. W filmie prezentowała się rewelacyjnie, a jej gratakże nie dawała mi jakiś powodów do niezadowolenia. Dzieciaki jak zawsze grająnajlepiej ;P Wiecie jak to z nimi jest… im to wszystko przychodzi z niezwykłąłatwością :)

    Film nie jest wcale taki zły jak się wydaje zpoczątku. Może nie jest to film pierwszej klasy i może nie każdy znajdzie w nimcoś dla siebie, ale jest to przyjemny filmik dla całej rodziny, no może opróczdzieci poniżej 10 roku życia ;P Nie będę was jakoś szczególnie zachęcać do jegoobejrzenia, bo to tylko wasza decyzja, ale może pomoże wam fakt, że mniepodobał się tak średnio ;P

Ulubione sceny:
*    próba zniszczenia ślubu.

Kącik refleksyjny:

    Czy chcielibyście mieszkać w podobnej rezydencji?Czy wierzycie, że człowiek może się odrodzić na nowo? Wierzycie w duchy?
Galeria:
 
OCENA: 6/10            Niezły
      

394. Lustra, reż. Alexandre Aja

375. Nawiedzona narzeczona, reż. Jeff Lowell

poniedziałek, 6 grudnia 2010

330. Powrót do domu na przeklętym wzgórzu, reż. Victor Garcia

323. 1408, reż. Mikael Hafstrom

poniedziałek, 29 listopada 2010

231. Inni, reż. Alejandro Amenabar

Oryginalny tytuł: The Others
Reżyseria: Alejandro Amenabar
Scenariusz: Alejandro Amenabar
Zdjęcia: Javier Aguirresarobe
Muzyka: Alejandro Amenabar
Kraj: USA, Hiszpania, Francja
Gatunek: Thriller
Premiera światowa: 02 sierpnia 2001
Premiera polska: 04 stycznia 2002
Obsada: Nicole Kidman, Christopher Eccleston, Alakina Mann, James Bentley, Fionnula Flanagan, Eric Sykes, Elaine Cassidy

    Grace wraz z dziećmi Anne i Nicolasem mieszkają w ogromnym domu na angielskiej wyspie. Grace dba o to, żeby okna były zawsze zasłonięte, a wszystko to dlatego, że Anne i Nicolas cierpią na alergię na promienie słoneczne. Pewnego dnia do domu Grace puka pani Mills wraz z panem Tuttlem i młodziutką Lydią, którzy znaleźli ofertę pracy jako służba w tym domu. Grace przyjmuje ich. Spokój całej rodziny zostaje zakłócony przez tajemnicze zjawiska. Grace jednak nie wierzy Anne, że to sprawka duchów. Do momentu, gdy sama nie zaczyna wyczuwać obecności innych. Nie zdaje sobie jednak sprawy z tego, że pani Mills i pozostali znają prawdę, którą Grace i jej dzieci również będą musiały za niedługo poznać.
Plusy:
-    oczywiście klimat. Jest to jeden z takich filmów jak u Shyamalana. Jest jakaś spokojna akcja, która coraz bardziej nas ciekawi a potem nagle pach! i zaskakujące zakończenie ;] klimat jest niezwykły. Mgła i ciemności sprzyjają takim sytuacjom jak pojawianie się duchów. No i w dodatku ta tajemniczość, którą skrywa w sobie pani Miles i pozostała służba.
-    napięcie. W takich klimatycznych filmach nigdy nie wiadomo co się za chwile stanie. To jest właśnie najlepsze. Siedzisz sobie spokojnie i oglądasz a tu nagle coś wyskoczy, ktoś krzyknie i już masz gęsią skórkę :D oczywiście tutaj było najlepiej gdy pojawiały się "duchy" i na samym końcu gdy wszystko zbliżało się ku wyjaśnieniu :)
-    zakończenie. Za każdym razem jak oglądam ten film pod koniec filmu serce zaczyna mi szybciej walić, bo wiem co za chwilę się staje. Nigdy mi się nie znudzi to uczucie. Zakończenie jest bardzo zaskakujące, a la "Szósty zmysł" Shyamalana.
-    Nicole Kidman. Ona jest taka piękna... i w ogóle... tyle w niej emocji. Bardzo mi się podobała w tym filmie. Była jednocześnie taka spokojna a zarazem taka zachwiana psychicznie. Genialna rola i genialne wykonanie.
-    Anne i Nicolas. Te dzieciaki to dopiero były przerażające. Właściwie to nic dziwnego, bo przecież nie wychodziły na słońce więc ich trupi wygląd był zrozumiały ;P
Minusy:
-    dla niektórych akcja może się za bardzo ciągnąć, a co za tym idzie może im się zacząć nudzić, ale.. skoro mój ukochany obejrzał ze mną film do końca i nie usnął a byliśmy bardzo zmęczeni to coś w  tym musi być ;P
Ulubiona scena:
-    oczywiście motyw, w którym wszystko się wyjaśnia.
Moja opinia:
    Jest to jeden z moich ulubionych filmów. Oglądam go zawsze, gdy tylko mam taką okazję i na pewno następnym razem też go obejrzę :P

216. Straszny dom, reż. Gil Kenan

Oryginalny tytuł: Monster House
Reżyseria: Gil Kenan
Scenariusz: Pamela Pettler, Dan Harmon, Gil Kenan, Rob Schrab
Zdjęcia: Xavier Perez Grobet, Paul C. Babin
Muzyka: Douglas Pipes
Kraj: USA
Gatunek: Animacja, Horror
Premiera światowa: 15 czerwca 2006
Premiera polska: 18 sierpnia 2006
Dubbing: Mitchel Musso, Sam Lerner, Spencer Locke, Steve Buscemi, Maggie Gyllenhaal

  DJ wraz ze swoim przyjacielem Chowderem mieszkają sobie na spokojnym osiedlu. Jedynym powodem do strachu jest sąsiad DJa znad przeciwka- pan Nebbercracker. Jest on już starszym człowiekiem i wszystko mu przeszkadza. Stał się on jedną z najstraszliwszych osób z osiedla przez to, że zabraniał komukolwiek wejść na terytorium swojego domu, a gdy coś się tam znalazło to zwyczajnie to rekwirował. Pewnego dnia DJ doprowadza pana Nebbercrackera do ataku serca. Podczas gdy złośliwy sąsiad jest w szpitalu jego dom zaczyna się dziwnie zachowywać. DJ wraz z Chowderem i ich koleżanką Jenny myślą, że pomoże im policja. Szybko zmieniają zdanie, gdy dwóch policjantów zostaje pożartych przez dziwny dom Nebbercrackera.
Dobre strony:
-    chyba największym plusem tego filmu jest to, że wprowadza on coś nowego. Pierwszy raz spotkałam się z horrorem, który został stworzony w formie bajki.
-    podobał mi się bardzo pomysł tego domu, który okazał się potworem. Te wszystkie jego ruchy ust, czyli werandy, oczu, czyli okien i języka, czyli dywanu.
-    podobało mi się wnętrze domu i to jak pożerał swoje ofiary.
-    całkowicie wzruszyło mnie zakończenie tego filmu, gdy pan Nebbercracker spotkał się ze swoją ukochaną żoną :) aż normalnie łezka mi się w oku zakręciła.
Minusy:
-    jakoś nie specjalnie zafascynowało mnie połączenie bajki z horrorem, gdyż przez to, niektóre motywy były jak dla mnie zdeka przesadzone.
-    rozczarowało mnie wyjaśnienie tego dlaczego ten dom jest potworem. Spodziewałam się czegoś bardziej... nadzwyczajnego. W ogóle zaskoczyło mnie to, że ten dom miał jakiekolwiek powiązania z ludźmi. Sądziłam, że ten dom będzie od samego początku opuszczony.
-    denerwujące było również to jak dom nagle dostał rąk i zaczął gonić swoje ofiary. Jakieś science fiction wogóle.
-    momentami było potwornie nudno. Więcej było gadania niż jakiejś akcji no i oczywiście mało było tych momentów z domem.
Ulubione sceny:
-    podobały mi się momenty, w których dom pokazywał swoje potworne oblicze :) było to po prostu świetne.
-    podobało mi się również jak zjadał swoje ofiary- no ten dywan jako język był po prostu zniewalający :)
Moja opinia:
   Spodziewałam się czegoś lepszego po tej bajce. Zafascynowało mnie to, że był to horror, ale niestety jak zwykle się zawiodłam. Nie jest to coś nadzwyczajnego, ale myślę, że nie zaszkodziłoby wam zobaczyć tego nowego gatunku :)

czwartek, 25 listopada 2010

151. Tunel śmierci, reż. Philip Adrian Booth

Oryginalny tytuł: Death Tunnel
Reżyseria: Philip Adrian Booth
Scenariusz: Shane Dax Taylor, Christopher Saint Booth, Philip Adrian Booth
Zdjęcia: Philip Adrian Booth, Marcel Cabrera, Roberto Correa
Muzyka: Christopher Saint Booth
Kraj: USA
Gatunek: Horror
Premiera światowa: 29 lipca 2005
Premiera polska na DVD: 29 maja 2006
Obsada: Steffany Huckaby, Jason Lasater, Kristin Novak, Annie Burgstede, Melanie Lewis, Yolanda Pecoraro

    Pięć pięter, pięć dziewczyn, pięć godzin. Na jednej z imprez inicjujących zostaje wybrane pięć dziewczyn, Devon, Elizabeth, Ashley, Tori i Heather,  które mają przejść test strachu w opuszczonym sanatorium. Sanatorium zostało stworzone dla ludzi zarażonych gruźlicę. Umarło tam ponad 60 000 ludzi, których ciała zostały zwożone do tunelu stworzonego specjalnie do tego celu nazywanego tunelem śmierci. Każda z dziewczyn zostaje umieszczona na osobnym piętrze i mają przetrwać tylko, albo, aż pięć godzin. Niby wszystko jest dobrze dopóki dziewczyny nie zaczynają widzieć dziwnych rzeczy.
    Co jest najbardziej przerażające w tym filmie? To, że jest on oparty na faktach...
    Ogólnie fabuła dosyć dosyć. Film nie nudzi, bo co chwile się tam coś dzieje. Czy trzyma w napięciu? Nawet nawet. Mnie przerażał momentami doszczętnie. Film jest dosyć zakręcony, właściwie to nawet bardzo. Gdy zabierałam się za oglądanie tego filmu mój tata powiedział "Nie oglądaj tego filmu, bo jest jakiś beznadziejny" Ale jak to zawsze u mnie bywa, dla mnie żaden film nie jest beznadziejny, są tylko lekko niedopracowane. Czy ten taki był? Może nie do końca.
    Podobały mi się te przeskoki w czasie, ale prawdę mówiąc to właśnie to wprowadzało najwięcej zamętu. Już są uwięzione, a za chwile znowu są ujęcia z imprezy i tak w kółko. Momentami to myślałam, że zgłupieję. Podobały mi się również skoki w przeszłość, a potem znowu w teraźniejszość :)
    Film nie budzi aż takiej grozy, ale ma tę atmosferę tajemniczości i te niespodzianki, które tak uwielbiam. Chodzi mi o to, że jest jakaś historia, którą łączy tych bohaterów i która tłumaczy dlaczego akurat oni znajdują się w tym budynku. Zbieg okoliczności? Chcieliby :D
    Poszukując właśnie stron na temat Sanatorium Waverly Hills znalazłam zdjęcie tego sanatorium. Nie mogę uwierzyć, że oni nakręcili film właśnie w tym sanatorium. Nigdy bym tam nie weszła. W życiu...!! Jeszcze znając tą historię. Opisałam ją po krótce w Historii. Wrzuciłam do linków odnośniki do stron Sanatorium i do Wikipedii gdzie bardziej jest przybliżona cała historia.
    Pamiętam jak moja koleżanka nie zrozumiała tego filmu. Powiem tak... wszystko było dla mnie jasne po teorii Heather, ale troszku się skomplikowało na samym końcu. Nie zrozumiałam tej końcówki, nie zrozumiałam dlaczego tak miało być i dlaczego to akurat ona ma zostać...
    W ogóle na jednym z plakatów z filmu stoją wszystkie dziewczyny i nie uwierzycie w jakie słowo układają się pierwsze litery ich imion... DEATH, czyli ŚMIERĆ. Nieźle twórcy to zaplanowali, szkoda tylko, że sama tego nie skojarzyłam hihi :D
    Nie wiem w sumie co tu jest skomplikowanego w tym filmie. Duchy straszą w sanatorium i opętują tych którzy się tam znajdują... No może nie wszystkich :D:)
    Obsada... hmmm nie mam w sumie nic do zarzucenia. Ashley była totalną francowatą małpą. Jak my to na studiach nazywamy... Typowy Pustak :) hihi :D piękna, ale głupia jak but z lewej nogi :) zastanawiałam się czy przeżyje :D ;) Jakoś ludzie nie za bardzo się tutaj wyróżniali, ale grali dość przekonująco jak na takie mało aktywne role, bo w sumie każdy umie chodzić i udawać, że się czegoś boi :D
    Film mi się... niech będzie, że mi się podobał, ale nie do końca. Nie wiem czemu, ale marzyłam aby się skończyć, ale to może przez ten stres :P Wiecie jak to jest... moja psychika nie wytrzymuje już takiej dawki emocji :D ale film jest niezły, nie wiem czemu większość go krytykuje.

niedziela, 24 października 2010

045. Shutter- Widmo, reż. Bunjong Pisunthanagoon, Pakpoom Wangpoom

Oryginalny tytuł: Shutter
Reżyseria: Bunjong Pisunthanagoon, Pakpoom Wongpoom
Scenariusz: Bunjong Pisunthanagoon, Pakpoom Wongpoom, Sopon Sukdapisit
Zdjęcia: Niramon Ross
Muzyka: Chartchai Pongprapapan
Kraj: Tajlandia
Gatunek: Horror
Premiera światowa: 09 września 2004
Premiera polska: 03 lutego 2006
Obsada: Ananda Everingham, Natthaweeranuch Thongmee, Achita Sikamana 


    Ton (Ananda Everingham) jest zawodowym fotografem. Jane (Natthaweeranuch Thongmee) właśnie kończy studia. Pewnej nocy wracają z imprezy. Dziewczyna przypadkowo potrąca młodą kobietę. Ton proponuje uciekać, oboje odjeżdżają. Na zakończeniu roku Jane, Ton robi zdjęcia. Po ich wywołaniu odkrywa dziwną smugę na wszystkich zdjęciach. Gdy przygląda im się bliżej dostrzega tam twarz potrąconej przez nich dziewczyny. Od tego momentu zaczynają dziać się dziwne rzeczy. Ton ciągle myśli, że prześladuje go duch dziewczyny, poza tym od czasu wypadku strasznie boli go kark. Po wizycie u lekarza dowiaduje się, że z jego karkiem wszystko jest w porządku. Sprawa staje się coraz bardziej podejrzana. Dlatego też Ton i Jane udają się do człowieka, który w swoim zakładzie dorabia postacie duchów do zdjęć. Tłumaczy im jednak, że kilka zdjęć jest prawdziwych, bo jak można przerobić zdjęcie z polaroida? Ton i Jane próbują rozwiązać zagadkę. Przed Tonem stanie ciężkie zadanie, wyjawienie prawdy o przeszłości Jane. Czy to w jakiś sposób pomoże im odkryć prawdę o tajemniczej postaci na zdjęciach?
    Akcja filmu jest dość powolna, ale w żadnym wypadku nie jest nudno. Film ma bardzo zaskakujący koniec, a właściwie przerażający
    Pod względem napięcia film jest po prostu okropny. Normalnie idzie dostać zawału. W jednym momencie tak się wystraszyłam, że zmieniłam pozycję z siedzącej na leżącą w ciągu sekundy. Jest tutaj wiele scen trzymających w napięciu. W szczególności te, gdy Ton robi zdjęcia i boimy się czy zobaczymy na tym zdjęciu ducha czy nie.  Koniec filmu jest po prostu straszny. Nie da się tego opisać. Myślałam, że padnę! Koszmar! 
    Film nie jest specjalnie brutalny, ale te niektóre momenty... no normalnie myślisz, że to się dzieje naprawdę a tu się okazuje, że to był tylko jakiś chory sen jednego z bohaterów. Normalnie idzie ześwirować. 
    Nie ma to jak takie filmy, gdzie nigdy nie pamiętam nazwisk ani imion. Postać Natre jest bardzo przerażająca i naprawdę trzeba być geniuszem, żeby tak świetnie to zagrać. Bardzo mi się podobało.
    Film jest po prostu genialny i bardzo przerażający. Azjatyccy reżyserzy wiedzą co zrobić, żeby przerazić widza. Naprawdę coś niesamowitego.