NOWOŚCI

Najnowsze teksty

poniedziałek, 15 stycznia 2018

GeeKolekcja #85: Zamknięcie roku 2017

     Wstęp, początek i rozwinięcie. W takich trzech odsłonach można było oglądać moje filmowo-książkowo-gadżetowe starcia z zawartością portfela. Stwierdzam jednak, że to zdecydowanie za długi okres czasu i często ciężko jest mi się dokopać do wszystkich zdjęć moich nabytków, jakie znaleźć można u mnie w smartfonie. Nowy rok, nowa ja, więc może coś w organizacji tej kwestii zmienię. Póki co, prezentuję Wam to co udało mi się kupić, dostać lub też wybłagać przez te cztery ostatnie miesiące roku, począwszy od września, a na grudniu skończywszy. Enjoy!

Od górnej lewej:

1. Megasztuczki dla małych magików, aut. Joshua Jay - egzemplarz od wydawnictwa Egmont
2. Ale auta! Odjazdowe historie samochodowe, aut. Michał Leśniewski - j.w.
3. Indeks szczęścia Juniper Lemon, aut. Julie Israel - wymiana z LC
4. Metro 2034, aut. Dmitry Glukhovsky - zakup na FB
5. Pojedynek na słowa, aut. Connie Willis - j.w.
6. Piękny sekret, aut. Christina Lauren - j.w.
7. Nigdziebądź, aut. Neil Gaiman - zakup 
8. Koralina, aut. Neil Gaiman - j.w.
9. Początek wszystkiego, aut. Robyn Schneider - zakup w Biedronce
10. Lokatorka, aut. JP. Delaney - j.w.
11. Nie podchodź bliżej, aut. Katarzyna Misiołek - zakup u Nieprzeczytane.pl
12. Lifeblood. Krew życia, aut. Gena Shewalter - egzemplarz do recenzji od HarperCollins
13. Consolation, aut. Corinne Michaels - egzemplarz do recenzji od Szóstego Zmysłu
14. Początek, aut. Dan Brown - zakup u Nieprzeczytane.pl
15. Zielone koktajle. Detoks, aut. praca zbiorowa - prezent od Publicat S.A. na targach książki
16. Nasze kochane święta, aut. Iwona Poczopko - prezent od Książnicy na targach książki
17. Pierwszy śnieg, aut. Jo Nesbo - j.w.
18. Arsen, aut. Mia Asher - egzemplarz do recenzji od Szóstego Zmysłu
19. Conviction, aut. Corinne Michaels - j.w.
20. It Ends With Us, aut. Colleen Hoover - zakup u Otwartego na Targach Książki
21. Cwana Ciotuchna, aut. David Walliams - zakup u Platona na Targach Książki
22. Magnus Chase i Bogowie Asgardu. Statek Umarłych, aut. Rick Riordan - zakup u Galerii Książki na Targach Książki w Krakowie
23. Tajne akta obozu herosów, aut. Rick Riordan - j.w.
24. Czaromarownik 2018, kalendarz - zakup u wydawnictwa Kobiece na Targach Książki
25. Smoczek Loczek i bardzo straszna czkawka, aut. Maciej Jasiński - zakup u wydawnictwa Tadam na Targach Książki
26. Smoczek Loczek na ratunek księżniczce, aut. Maciej Jasiński - j.w.
27. Kobo w supermarkecie, aut. Michał Kubas - j.w.
28. TO, aut. Stephen King - zakup u Nieprzeczytane.pl
29. Zostać Panią Parrish, aut. Liv Constantine - egzemplarz od wydawnictwa HarperCollins
30. Pudełko z guzikami Gwendy, aut. Stephen King, Richard Chizmar - zakup na promocji w Świat Książki
31. BulletBook, Bądź pięknie zorganizowana, aut. David Sinden - zakup na promocji w Empik
32. Harry Potter i Więzień Azkabanu. Wydanie ilustrowane, aut. J.K. Rowling - prezent gwiazdkowy od rodziców
33. I nie było już nikogo, aut. Agatha Christie - prezent gwiazdkowy od siostry
34. Dunkierka, aut. Joshua Levine - prezent od dystrybutora filmu Galapagos Films

+ Funko POPki Harry Potter, Ghostface, Pennywise, Gunslinger, Severus Snape, Daenerys Targaryen - od Pop Vinyl, EMP, DystryktZero
+ zakładki Pennywise, L, smok z EpikPage kupione na Targach Książki w Krakowie

35. Transformers. Ostatni rycerz, reż. Michael Bay - kupione na promocji w Empik
36. Dunkierka, reż. Christopher Nolan - egzemplarz od dystrybutora Galapagos Films


37. Strażnicy Galaktyki, vol. 2, reż. James Gunn - egzemplarz od dystrybutora Galapagos Films
38. Split, reż. M. Night Shyamalan - zakup na promocji w Biedronce, za 9,99zł
39. Sekretne życie zwierzaków domowych, reż. Chris Renaud, Yarrow Cheney - j.w.
40. Leon zawodowiec, reż. Luc Besson - j.w.
41. Złe mamuśki, reż. Jon Lucas, Scott Moore - j.w.
42. Kong. Wyspa Czaszki, reż  Jordan Vogt-Roberts- egzemplarz od Galapagos Films
43. Piraci z Karaibów. Zemsta Salazara, reż. Joachim Ronning, Espen Sandberg - j.w.
44. Wonder Woman, reż. Patty Jenkins - j.w.
45. Kochane kłopoty, serial - j.w.
46. Za niebieskimi drzwiami, reż. Mariusz Palej - j.w.
47. Spiderman: Homecoming, reż. Jon Watts - zakup na promocji w Lidlu
48. Basmati Blues, reż. Dan Baron - prezent od Galapagos Films
49. Valerian i miasto tysiąca planet, reż. Luc Besson - gwiazdkowy prezent od Człowieka Damiana
50. Power Rangers, reż. Dean Israelite - zakup na promocji w Biedronce, 9,99zł
51. Listy do M2, reż. Maciej Dejczer- j.w.
52. Światło między oceanami, reż. Derek Cianfrance - j.w.

53. Mitologia nordycka, aut. Neil Gaiman - zakup na promocji w Biedronce

+ Funko POP - Spiderman: Homecoming w słuchawkach - zakup u PopVinyl


Figurki POPkowe
+ Negan z The Walking Dead - EMP
+ Elsa z Frozen - POPVinyl
+ Octavia z The 100 - j.w.
+ Lexa z The 100 - j.w.
+ Hellboy - j.w.
+ Thor z hełmem Sukura z Thor Ragnarok - gwiazdkowy prezent od Ani i Krystiana z bloga OniKruki
+ Severus Snape z Harry Pottera - prezent gwiazdkowy od Rodziców,
+ Daenerys ze smokiem - prezent gwiazdkowy od siostry
+ Alien - zakup na EMP
+ Davy Jones - j.w.
+ Aquaman z Justice League - zakup u POPVinyl
+ Mulan - j.w.
+ Wonder Woman z Justice League - j.w.
+ Roszpunka z Tangled - j.w.

+ Zakładki od EpikPage - Jon Snow i Daenerys


niedziela, 14 stycznia 2018

Książka #473: Początek, aut. Dan Brown

     Tyle lat oczekiwania na kolejne powieści z serii o Robercie Langdonie i w końcu jest! Po świetnym “Kodzie Da Vinci” i rewelacyjnych “Aniołach i Demonach” kolejne tytuły tworzyły tendencję spadkową. “Początek” miał być przełomem i na pewnym poziomie jest. Nie trudno jednak odnieść wrażenie, że po drugiej edycji symbolicznych przygód sympatyka sztuki jego zapał znacznie zmalał, tak jak i nasz w zetknięciu z tą lekturą.
     Robert Langdon znowu wraca do akcji. Tym razem ładuje w słonecznej Hiszpanii, gdzie jego przyjaciel i były student ma ogłosić największe odkrycie naukowe, które zagrozić ma wszystkim religiom świata. I nie tylko. W miejscu, gdzie nauka zderza się ze sztuką, a religia jest najważniejsza, bohaterowi przyjdzie uciekać przed złowieszczym spojrzeniem pałacu, wścibskim okiem mediów, mając do pomocy jedynie przyszłą księżniczkę i super komputer. To jemu bowiem przyjdzie uwolnienie rewelacji, która może całemu światu.
     Dan Brown jako człowiek pochodzący z domu, gdzie każdego dnia dochodziło do starcia religii i nauki, ciągle zadawał niewygodne pytania z kategorii “skąd się wzięliśmy”. Ze swoich dylematów w tym temacie postanowił uczynić fundament najnowszej powieści. Mając do dyspozycji dwie teorie powstania życia na Ziemi- naukową i duchową, stworzenie z tego porywającej powieści wydawało się być tylko kwestią czasu. Ostatecznie każdy z nas zadaje sobie to odwieczne pytanie. Jednakże jeszcze bardziej fascynujące wydaje się być drugie stawiane pytanie- dokąd zmierzamy. Jest ono o tyle frapujące, że choć zastanawiamy się nad sensem naszego życia, to nie rozmyślamy dokąd ono zmierza. Odpowiedź jest zaskakująca. I choć teoretycznie jest to pięknie ubarwiona fikcja, to każdy czytający dostrzeże w niej naszą obecną rzeczywistość. I okej, ten temat jest do przyjęcia. Wprawia w konsternację, zmusza do refleksji i oczywiście zatrważa, ale niestety…  jest to prawie wszystko, co ma do zaoferowania “Początek”. Całej historii brakuje pewnej dynamiki, którą cechowały się dwie pierwsze powieści autora. Brak tu specyficznego napięcia połączonego z przygodą życia, gdzie istotnym było podążanie za śladami, odkrywanie sekretów, łamanie szyfrów. Do tego tematyka kościelna nie wydaje się być porywająca. Za to już naukowa… i owszem. Ten wątek na pewno spodoba się fascynatom fantastyki naukowej, a także nerdom, którzy rzadko kiedy odstępują swoje komputery na krok.
     Robert Langdon chyba się już starzeje. Jednakże jego przygody pozwalają przypuszczać, że nie brak mu werwy. Nieustannie podróżuje po różnych miejscach zwracając na nie naszą uwagę. Dzięki niemu odwiedzimy najwspanialsze budowle przepięknej Hiszpanii, bo dzięki magii Internetu z łatwością możemy tam dotrzeć w tej samej chwili. Ponadto oprowadza nas sam miłośnik sztuki więc możemy się też czegoś dowiedzieć o tych zabytkach i dostrzec najdrobniejsze detale, na które zapewne nie zwrócilibyśmy większej uwagi podczas samotnej wycieczki. Zdecydowanie warto odbyć tę podróż za sztuką. Jeżeli oczywiście kogoś kręcą bogate opisy.
     Zawsze miło powrócić w objęcia teorii Dana Browna i odkrywać każdą ich kartę wraz z Robertem Langdonem, i jakąś jego przepiękną towarzyszką. “Początek” prezentuje bardziej kontrowersyjną historię niżeli “Kod da Vinci”. To zdecydowanie bardziej przerażająca teoria, która zachwieje życiem nie tylko ludzi wierzących, ale też myślących. I choć zachwyca kontrast między sztuką a technologią, a  hiszpańskie zabytki zachwycają swoim wyglądem, to nie wystarczy, aby zachwycić czytelnika na tyle, aby przymknął oko na niedoróbki, czy nadmierne dłużyzny. Niestety, lekki zawód podczas lektury, która okazała się być niewystarczająco wciągająca.

Ocena: 4/6

Tytuł oryginalny: The Origin / Tłumaczenie: Paweł Cichawa / Wydawca: Sonia Draga / Gatunek: thriller / ISBN 978-83-8110-143-1 / Ilość stron: 576 / Format: 143x205mm
Rok wydania: 2017 (Polska), 2017 (Świat)

środa, 3 stycznia 2018

1244. Dunkierka, reż. Christopher Nolan

     Gdy fan produkcji Christophera Nolana słyszy o tym, że jego ulubiony twórca kina zabiera się za realizację kolejnego przedsięwzięcia- zamiera z uśmiechem na ustach. Gdy dodatkowo okazuje się, że tematem przewodnim filmu jest „Operacja Dynamo” ratująca brytyjskich żołnierzy z Dunkierki w trakcie II wojny światowej, uśmiech zaczyna rozrastać się od ucha do ucha. Oczywistym bowiem staje się, że to będzie coś! I nie było szansy na pomyłkę, bo przecież ten człowiek, w duecie z geniuszem muzycznym- Hansem Zimmerem, może stworzyć jedynie kolejny epicki film, w dodatku o charakterze wojennym, a jego tytuł jest prosty i wszystkim znany, bo to „Dunkierka”.
Źródło: Galapagos Films
     Rok 1940, żołnierze wycofują się z okupowanej przez Niemcy Francji. Wśród nich jest młody Tommy (Fionn Whitehead), któremu jako jedynemu z oddziału udaje się przetrwać zasadzkę wroga i dotrzeć na plażę Dunkierki skąd odbywać się ma ewakuacja alianckich żołnierzy. Nie jest to jednak łatwe przedsięwzięcie z uwagi na krążące niemieckie bombowce, które skutecznie dziesiątkują wojska i jednostki pływające. Rząd podejmuje decyzję wysłania cywilnych łodzi na ratunek żołnierzom. Na jednej z nich jest ojciec (Mark Rylance) z jednym z synów i jego przyjacielem, którzy nie cofną się przed niczym, aby wypełnić swoją misję. Nawet jeżeli na ich morskiej ścieżce stanie kilku odratowanych żołnierzy. Za sukcesem ewakuacji kryją się również piloci myśliwców (Tom Hardy, Jack Lowden), starający się ochronić ocalałych przed kolejnymi ostrzałami i bombami.
     Nie przepadam za produkcjami wojennymi z kilku powodów. Za dużo ludzi tam ginie, za dużo dzieci tam ginie, no i czasem zdarzy się, że zginie jakiś pies lub inne niewinne stworzenie. Praktycznie z tych samych powodów lubię oglądać tego typu produkcje, wtedy odzywa się lekki sadomasochizm, który każe mi oglądać i płakać jak bóbr. Oczywistym jest, że takie filmy zawsze będą wzruszające, podniosłe i patetyczne. Najnowsza produkcja Christophera Nolana też do takich należy- choć jest może mniej łzawa. Nie oznaczało to jednak, że nie przyszło mi bronić się od niej rękami i nogami. A tu proszę, obejrzałam nawet więcej niż raz i wciąż mi się podobało. Wzięcie sobie na temat pracy „Operację Dynamo” to strzał w dziesiątkę. Zachwycająca jest bowiem solidarność Brytyjczyków w obliczu takiej sytuacji. Pomysłowe i godne podziwu.
Źródło: Galapagos Films
Jeszcze lepszym okazało się zrealizowanie filmu w takiej formie, w jakiej uczynił to Nolan i nie jestem w stanie stwierdzić, czy jakikolwiek twórca poradziłby sobie z tym tak, jak uczynił to on. W końcu ma te swoje „nolanowskie” zagrania z obrazów, które są tak bardzo dla niego typowe, jak gigantyczne wybuchy w produkcjach Michaela Baya. Nolan za to lubi się bawić czasem stopniując tym samym napięcie do granic możliwości, nie mówiąc już o totalnym chaosie, który rozgrywa się w kluczowym momencie. Typowe. 
     Fabuła to tak naprawdę trzy różne ścieżki, widziana z trzech różnych perspektyw opowieść o wyzwoleniu brytyjskich żołnierzy z plaży Dunkierki. Każda z nich to zupełnie inne emocje do przetrawienia- czy to z punktu widzenia żołnierza, który pragnie wydostać się spod oblężenia, czy od strony ratującego żołnierzy cywila, czy pilota myśliwca chroniącego żołnierzy. Wydarzenia świetnie się przeplatają, tworzą spójną całość, ale w momencie rozegrania ostatecznych scen ciężko jest ogarnąć kto, co i gdzie. Z drugiej zaś strony jest to świetne zagranie, bo do końca nie wiadomo co się wydarzy. Całość jest jednakże bardzo stonowana, dość statyczna, niby coś się dzieje, ale płynie to tak monotonnie, że bez większych ekscesów. Dzięki temu skupić się można na prawdziwych walorach tego filmu. A z pewnością należą do nich emocje, które niesie ze sobą ta historia. Uczucia osaczenia, klaustrofobii i beznadziei- każda z możliwych, doświadczanych na froncie. Bez względu na to, czy działasz na lądzie, na wodzie, czy w powietrzu- emocje zawsze będą niezmienne.
Źródło: Galapagos Films
     Najlepszym co mogło przydarzyć się temu obrazowi, poza zatrudnieniem do reżyserii Christophera Nolana, to zaangażowanie Hansa Zimmera, do skomponowania ścieżki muzycznej. Rzadko kiedy ma się okazję doświadczyć czegoś podobnego podczas filmu. Muzyka jest tutaj tak intensywna, że dominuje nad wszystkim innym. Wyznacza emocje wraz z każdym kolejnym uderzeniem. Buduje napięcie, wskazuje gdzie masz napiąć mięśnie, a gdzie możesz liczyć na nadzieję. Muzyka zbudowała cały ten film! No dobrze, może nie cały, bo sporą rolę odegrały tutaj również i zdjęcia. Świetnie ujęcia, jeszcze lepiej zmontowane. Scena z tonącego statku jest chyba lepsza od ujęcia na Titanica. Bardzo dobrze się na to patrzyło. A jak jeszcze ma się świadomość, że całe efekty tego filmu były jak najbardziej realistyczne, bo statki wojenne odrestaurowane, a wojska na plaży to nie kolejne piksele z komputera, tylko niesamowite makiety, to zyskuje to na jeszcze większym znaczeniu. Gdzie nie spojrzeć tam zachwyt!
     „Dunkierka” to film z bardzo okrojonymi dialogami. Aktorzy więc muszą się bardzo postarać, aby być dostrzeżeni nie tylko przez widza, ale również i krytyka. Cała ekipa spisała się na medal, ale oczywiście jest kilka perełek, takich jak człowiek na moście, znany również jako Kenneth Branagh. Stoi i jest takim ojcem dla tych wszystkich czekających na ratunek żołnierzyków. Mówi chyba najwięcej spośród bohaterów tego filmu. Z drugiej strony prezentuje się również postać tajemniczego ojca, granego przez Marka Rylance'a. Tak bardzo oddany sprawie, tak bardzo ślepy na wszystko inne. Jednocześnie godne podziwu, a zarazem przerażające. No i na sam finał człowiek latające w masce przez większość filmu, który dostarcza sporo emocji, walcząc do ostatniej minuty. Do tego cała rzesza aktorów wspierających, dorównująca królujących im.
Źródło: Galapagos Films
     Najnowszy obraz Christophera Nolana, to pod pewnymi względami arcydzieło. Tak wyjątkowego filmu uzbrojonego w tak potężne działa jak kompozycje muzyczne Hansa Zimmera i zniewalające zdjęcia Hoyte'a Van Hoytema, rzadko można uświadczyć. „Dunkierka” to opowieść o odwadze, ale też i paraliżującym strachu. Dzięki różnym perspektywom, widz ma szansę na jeszcze większe zaangażowanie się w historię. Trzeba przyznać, że i bez tego nie jest to specjalnie trudne, bo przejmująca i dynamiczna muzyka, w połączeniu z osaczającymi zdjęciami robią już spektakularne wrażenie. Nie jest to może arcydzieło fabularne, ale z pewnością prezentuje kolejny skrawek nieznanej historii, dając możliwość zrozumienia i poczucia się jak bohaterowie tamtej misji. Jest się czym zachwycać, to z pewnością!

Ocena: 8/10
Recenzja filmu DVD „Dunkierka” - dystrybucja Galapagos Films
Film dostępny jest również w wersji Blu Ray oraz 4K.

Oryginalny tytuł: Dunkirk / Reżyseria: Christopher Nolan / Scenariusz: Christopher Nolan / Zdjęcia: Hoyte Van Hoytema / Muzyka: Hans Zimmer / Obsada: Fionn Whitehead, Mark Rylance, Cillian Murphy, Kenneth Branagh, Tom Hardy, Tom Glynn-Carney, Jack Lowden, Harry Styles / Kraj: USA, Wielka Brytania, Francja, Holandia / Gatunek: Dramat wojenny
Premiera kinowa: 13 lipca 2017 (Świat) 21 lipca 2017 (Polska)
Premiera DVD: 18 grudnia 2017

niedziela, 31 grudnia 2017

Wyzwanie: 24 książki, które mam na półce dłużej niż rok - edycja 2017

     Każdy książkoholik w pewnym momencie dostrzega, że proporcja pomiędzy ilością nabywanych książek, a ilością przeczytanych tytułów zaczyna się zdecydowanie wydłużać. W pewnym momencie do każdego zaczyna docierać, że nie starczy mu życia na przeczytanie całej swojej biblioteczki. W szczególności, gdy w danym roku sięgamy po nowe tytuły, a nie spoglądamy w stronę wołających nas z półki tomiszczy, zalegających od wielu lat.
Z tym problemem borykałam się również i ja. Dlatego też pierwszym krokiem ku lepszemu samopoczuciu stało się przejrzenie książek na regale i zastanowienie się, czy rzeczywiście mam je ochotę przeczytać, czy nie uległam chwilowemu zachwytowi, gdy zobaczyłam wyprzedaż za 10zł, a może po prostu jestem już „za duża” na takie lektury.
     Kolejnym i ostatnim krokiem ku uszczupleniu mojej biblioteczki stało się wyzwanie Kasiek z bloga "Z pasją o dobrych książkach". Jego celem było przeczytanie w 2017 roku 24 książek, które mam na półce dłużej niż rok. Jestem zachwycona tym, że udało mi się osiągnąć swój cel. I to przed czasem! A pomiędzy tymi starociami znalazłam również czas na przeczytanie kilku nowości. Duma mnie rozpiera.
     Już na starcie postanowiłam wybrać tytuły, którym przyjrzę się w tym roku. Niektóre wybory były oczywiste, inne niekoniecznie. A jeszcze inne ewoluowały zamieniając się na miejsca z innymi. Jednakże wiecie jak to mówią... „co się odwlecze...”. Przyjdzie na nie czas w nowym roku, bo nie mam zamiaru osiadać na laurach. Ewentualnie trochę zmniejszę tę ilość.
Ten rok był bardzo różny. Oczywistym stało się, że nie ogarnę tak wielu recenzji. Dlatego też o części poczytać możecie osobno, ale tutaj zbiorczo przedstawię Wam moje ogólne i bardzo skrócone wrażenia po lekturze. Zdradzę Wam także inne sekrety związane z tymi książkami.
  1. Lawendowy pokój, aut. Nina George / na półce od 2014 roku
Wybór nie był oczywisty, ale zapoznałam się wcześniej (jak zawsze od tyłu) z „Księgą snów”, którą otrzymałam do recenzji. Bardzo ciekawa była to lektura. Jednakże ten tytuł w ogóle do mnie nie przemówił. Nie potrafiłam złapać klimatu już od pierwszych stron i naiwnie czekałam na większą fascynację. Nudziłam się niczym mops, a jedną stronę czytałam po dziesięć razy. Nie zaiskrzyło, więc powieść porzuciłam, obiecując sobie, że już nigdy więcej nie sięgnę po powieści Niny George.
  1. Wayward Pines. Bunt, aut. Blake Crouch / na półce od 2015 roku
W czasie moich wakacji nad polskim morzem w 2015 roku przeczytałam pierwszy tom. Miałam zamiar czytać kolejne, ale pojawiło się wiele innych rzeczy w moim życiu. Postanowiłam powrócić do tej serii i byłam zachwycona. „Bunt” może nie do końca spełnił moje oczekiwania, ale zdecydowanie był bardzo wciągający. To ten typ powieści, które bardzo szybko się czyta.
  1. Wayward Pines. Krzyk, aut. Blake Crouch / na półce od 2015 roku
Ta powieść była odrobinę inna niż poprzedniczka. Bardziej mordercza, bardziej krwawa, bardziej brutalna. Innymi słowy- zachwycająca. Nie pożałowałam ani przez chwilę, że zdecydowałam się na towarzyszenie bohaterom w ich dalszych losach w Wayward Pines. W szczególności, że tak dużo się działo. Książka zdecydowanie dla ludzi o mocniejszych nerwach.
  1. Słodkie kłopoty, aut. Susan Mallery / na półce od 2013 roku
O tej książce pisałam szerzej. Sięgnęłam po nią z powodów całkiem oczywistych- czytałam poprzednie części i chciałam w końcu zakończyć tę serię. Powieść to typowe romansidło, pełne pasji i wzruszeń. Mnie się podobało. Idealna, żeby odstresować się w szpitalu.
  1. Losing Hope, aut. Colleen Hoover / na półce od 2015 roku
I tak jak poprzednio. Książka, która jest kontynuacją innej książki, choć tak naprawdę jest innym spojrzeniem na te same wydarzenia. Ciekawe podejście do historii, ale jak dla mnie całkowicie zbędny zabieg. Owszem, fajnie spojrzeć oczami faceta na związek, ale... po co? Nadal było przejmująco, bo w końcu fabuła się nie zmienia. Jak dla mnie, do przeczytania raz.
  1. Bez skazy, aut. Sara Shepard / na półce od 2012 roku
Kupiłam, bo zakochałam się w serialu. Pierwszy tom przeczytałam podczas wspomnianych wakacji 2015 roku w podróży nad morze. Całkiem fajnie się czytało, ale trąciło banałem. Niestety, drugi tom okazał się być pod tym względem jeszcze gorszy. Zdecydowanie bardziej polecam serial. To ten jeden wyjątek od reguły, gdy ekranizacja jest lepsza od powieści- przynajmniej w moim mniemaniu. Nie inaczej jest z tym tytułem. Jest po prostu nudno. Do przeczytania i zapomnienia, niestety.
  1. Zakręceni, aut. Emma Chase / na półce od 2015 roku
Trudno jest nie zauważyć pewnej tendencji w moich wyborach. Tutaj kolejny sequel ciekawej powieści. Tym razem o zabarwieniu erotycznym. I oczywiście, jest ostro i gorąco. Jednakże trochę to przypomina tendencję zmierzchową, gdzie najpierw jest pięknie ładnie, potem przychodzi kryzys, bo-mam-taki-kaprys i znowu wielki powrót. Trochę przewidywalne, ale nie oznacza to, że wciąż nie jest zabawnie. To wciąż jest wielki plus tej powieści.
  1. Zapomniane, aut. Cat Patrick / na półce od 2012 roku
Szczerze? Już nawet nie pamiętam o czym była ta książka. Przypadek? Kupiłam dawno temu w Empiku, bo miałam fazę na paranormalne romanse. Teraz nawet nie kojarzę, czy faktycznie tam jakowyś był. Wypisz wymaluj z gatunku „przeczytaj i zapomnij”. A chyba nie o to chodzi w książkach.
  1. Podwieczność, aut. Brodi Ashton / na półce od 2014 roku
Uwielbiam klimaty mitologii w powieściach. W końcu Percy Jackson... No, ale ta cała Ashton... w ogóle mnie to nie wzięło. Nudna, fabuła ślamazarnie się wlecze. Muszę jednak przyznać, że zakończenie było zaskakujące, ale ja się nie dam nabrać na te słodkie obietnice rewelacji w kolejnym tomie i zrywam z zamiarem kontynuacji lektury.
  1. Endgame. Wyzwanie, aut. James Frey / na półce od 2015 roku
O tak! Tę książkę czytałam w szpitalu po operacji. Bardzo wciągająca z genialną koncepcją na prezentację fabuły. Świetna historia, naprawdę przejmująca i stopniująca napięcie. Koniec świata? No dajcie spokój, oczywistym było, że na to polecę! Świetnie się czyta, bo w końcu jest bardzo pomysłowa.
  1. Nigdy nie gasną, aut. Alexandra Bracken / na półce od 2014 roku
Oto mamy przykład książki, z której się wyrasta. „Mroczne umysły” mnie zachwyciły. Tak bardzo czekałam na kontynuację i co? I nic. Trochę się wynudziłam, ale stwierdziłam dobra, skończę już tę serię skoro mam ją na półce.
  1. Po zmierzchu, aut. Alexandra Bracken / na półce od 2015 roku
I tak oto trafiłam do finału, gdzie pełno było akcji, pełno powodów do wzruszeń. Czy te tomy przejściowe zawsze muszą tak człowieka wymęczyć, zanim dadzą się w pełni nacieszyć serią? Oczywiście, i tak uważam, że jest to jeden z najbardziej zaprzepaszczonych pomysłów, w szczególności, że w trakcie lektury ma się wrażenie deja vu. Szkoda, że koniec końców nie jest to nic oryginalnego.
  1. Gwiazd naszych wina, aut. John Green / na półce od 2013 roku
Zakochałam się w filmie, więc musiałam przeczytać książkę. W końcu! Jestem nią urzeczona, równie mocno jak ekranizacją. Naprawdę przejmująca historia, która chce nas chyba utopić we własnych łzach. Sympatyczni bohaterowie o moim ulubionym, sarkastycznym poczuciu humoru, których nie sposób nie pokochać. Zdecydowanie warto do niej powracać!
  1. Papierowe miasta, aut. John Green / na półce od 2014 roku
Zachwycona pierwszą książką musiałam przeczytać kolejną. I jakiż był mój zawód, gdy emocje były całkowicie odmienne. Aż ciężko uwierzyć, że to ten sam autor. Owszem, jest to historia całkiem ciekawa, ale... tak nudnie opowiedziana. Zmarnowany potencjał, jak dla mnie. A szkoda. Zaledwie jedna fajna scena i bohaterka, której nie da się lubić. Niestety.
  1. Golem, aut. Edward Lee / na półce od 2013 roku
W końcu musiałam przeczytać coś krwawego, a ta książka nie była specjalnie grubaśna. Moja pierwsza od tego autora. Aż samo się prosiło. Momentami obrzydliwa, ale w bardzo niewielkim stopniu. Chwilami intrygująca, ale szczerze mówiąc to te okultystyczne przeplatanki z przeszłością odrobinę za bardzo nużyły. Nic rewelacyjnego, raczej też do zapomnienia.
  1. Robokalipsa, aut. Daniel H. Wilson / na półce od 2012 roku
Kupiłam ją na promocji u Znaka, za 10zł bodajże. Tylko dlatego, że miał być film. Choć w sumie też z powodów czysto osobistych, bo przecież kocham roboty. Książka okazała się być takim samym zawodem jak „World War Z”. Nie przepadam za reportażową powieścią, bo nie potrafię się w nią wciągnąć. Tutaj było tak samo. Kilka przeplatających się ze sobą historii, które były mniej bądź bardziej ciekawe, czy wciągające. Pokazujące różne podejścia do robotyki, czy to od strony czysto romantycznej, czy wojskowej. Chyba nie muszę mówić, która bardziej do mnie przemawiała.
  1. Nigdy i na zawsze, aut. Ann Brashares / na półce od 2012 roku
Gdy przychodzi mi napisać o tej książce mam wrażenie, że pomieszało mi się kilka tytułów. Opowieść o podróży w czasie, a w zasadzie życiu ponad czasem. Pomysł na fabułę cudowny i wykorzystany również całkiem zgrabnie, ale mnie po prostu nie biorą historyczne powieści. Złapałam się na tym, że czekałam tylko na powroty do przyszłości, choć muszę przyznać- budowanie tej opowieści od setek lat zrobiło na mnie wrażenie. Wzruszająca historia, to na pewno.
  1. Player One, aut. Ernest Cline / na półce od 2012 roku
Tytuł znalazł się na mojej liście, gdyż jest jednym z najdłużej przeze mnie posiadanym. To po pierwsze. Poza tym... ekranizacja już wkrótce więc trzeba było się przygotować. W sumie nie będę za bardzo marudzić porównując film do pierwowzoru, bo już niewiele z niego pamiętam. Historia miała być mega i rzeczywiście pomysł intrygował. Na pomyśle się skończyło, bo niestety później bardziej się męczyłam z czytaniem niż czerpałam z tego przyjemność. Jak dla mnie wiało nudą. Szkoda.
  1. Olśnienie, aut. Aime Agresti / na półce od 2013 roku
Powieść, którą dostałam od męża na dzień kobiet. Sama chciałam. To jeden z tych tytułów, który długo mi zalegał, a byłam pewna, że się z nim rozstanę jak już przeczytam. I po jej przeczytaniu tak to się skończyło. Uwielbiam paranormalne historie więc oczywistym było, że musiałam przeczytać. Fascynują mnie klimaty elitarne, więc uważałam, że mi się spodoba. I spodobała. Względnie. Wszystko owiane tajemnicą, teoretycznie, bo gdybym nie wiedziała jaki ma być charakter tej historii, to pewnie bym się go nie domyśliła czytając. Szkoda jedynie, że rozwiązanie tajemnicy nie było jakimś wielkim WOW! Finał jak zawsze wzbudził największe emocje, ale to i tak za mało, aby zapamiętać na dłużej tę opowieść.
  1. Kobieta w czerni, aut. Susan Hill / na półce od 2013 roku
Kolejna zekranizowana opowieść. Tym razem obiecałam sobie, że nie obejrzę filmu dopóki nie przeczytam książki. W końcu będę mogła zwolnić półkę zarówno z książki, jak i filmu. Spodziewałam się czegoś... bardziej! Bardzo ślamazarna historia opierająca się o zwierzenia dziwacznego człowieczka o jego jeszcze dziwniejszej wizycie w dziwnym domu. Nic specjalnego. Jak dla mnie bez klimatu, o dziwo. Zakończenie jednak... pamiętliwe! Ponoć inne niż w filmie.
  1. Krzyk aniołów, aut. Stephen Nassise / na półce od 2013 roku
Powieść, którą porzuciłam. Jest mi tym bardziej żal, że dostałam od siostry na Gwiazdkę. Tym bardziej mi smutno, że oczekiwałam czegoś na miarę książkowego „Supernatural”. Jednakże jak zaznaczałam na Goodreads, że zaczynam czytać okazało się, że jest to kolejny tom serii. Ta myśl zawładnęła moim umysłem, który od razu nastawił się na to, że się nie wciągnie. Nie wciągnęłam się więc szybko rzuciłam ją w kąt. Szkoda.
  1. 11 cięć, praca zbiorowa / na półce od 2013 roku
Zbiór opowiadań, najstarszy jaki posiadam, a którego nie przeczytałam. I jak to zwykle ze zbiorami wygląda- jedna historia jest ciekawsza, inna niekoniecznie. Mamy tu opowieści bardziej krwawe, bardziej psychologiczne. Do mnie oczywiście przemawiają te pierwsze, gdzie bohaterami są zabójcze futra, czy ogromny głód. Inne szokują, jak romantyczna dyniowa historia. Na samo wspomnienie w mojej głowie pojawia się wielkie zszokowanie poprzez uśmiech! W większości są to jednak przeciętne opowiadania.
  1. Eleonora & Park, aut. Rainbow Rowell / na półce od 2015 roku
Kupiona na wyprzedaży w Biedronce. Tak! Tam też kupuję książki. Wiele dobrego o niej słyszałam i sama też mogłabym wiele dobrego napisać. Książka dla młodzieży, całkowicie przesiąknięta młodzieżowymi emocjami. Historia, której nie życzę żadnemu nastolatkowi- no ewentualnie poza poznaniem takiej miłości jak nasza rudowłosa. Uroczy romans, od którego aż ciepło robi się na sercu. Wszystko za pomocą porozumiewawczych spojrzeń i drobnych gestów. Cudnie!
  1. Dziesięć płytkich oddechów, aut. K.A. Tucker / na półce od 2014 roku
Książkę zdobyłam na moich pierwszych targach książki w Krakowie. Zaintrygowała mnie, bo swego czasu dużo się o niej mówiło i to w wielu superlatywach. Mnie również się spodobała, ale obawiam się, że również szybko o niej zapomnę. Historia jakich wiele, więc w sumie szybko domyśliłam się, co i jak. Zwykła opowieść o dziewczynie dochodzącej do siebie po straszliwym wypadku, w którym straciła najbliższych. Intrygujące jest otoczenie w jakim porusza się dziewczyna, a chłopak, którego spotyka w pralni rozpala policzki do czerwoności. 

poniedziałek, 25 grudnia 2017

Książka #472: Podaruj mi miłość, praca zbiorowa

     12 najpoczytniejszych pisarzy i pisarek, specjalistów od emocji młodzieży bierze pióra, tudzież klawiatury komputerów w dłonie i pod nadzorem Stephanie Perkins tworzy miłosne opowiadania. Warunek? Wątek świąteczny. Ładując w nowele charakterystyczne dla siebie motywy udaje im się stworzyć wielobarwną antologię o tytule “Podaruj mi miłość. 12 świątecznych opowiadań”.
     12 różnych opowiadań. 12 historii świątecznych osadzonych w mniej bądź bardziej prawdziwej rzeczywistości. 12 opowieści o miłości rodzicielskiej, chłopięcej, heteroseksualnej i magicznej. Miłości w miejscach najoczywistszych i najbardziej zaskakujących. Rosnącej w fabryce zabawek, przy wyborze choinki, czy w odciętej od świata uroczej chatce.
     Kiedy zbliżają się święta Bożego Narodzenia a za oknem jedynie deszcz i masa światełek- innymi słowy klimat świąt schował się chyba w kanałach, idealnym na pobudzenie świątecznego ducha może okazać się dobra lektura. Na ten czas idealną propozycją staje się “Podaruj mi miłość”. Ta antologia jest przepełniona wszystkim tym, czego potrzeba nam w czasie oczekiwania na święta. Nie chodzi tu tylko o świecidełka, stosy prezentów i akcenty świąteczne. Magia tkwi przede wszystkim w ośnieżonych ulicach i polnych drogach, które rozświetlone są światłem świec i ludzką życzliwością. Bez względu na to czy bohaterowie pomagają wtaszczyć choinkę na ostatnie piętro budynku, przebierają się za Mikołaja, aby zrobić przyjemność rodzeństwu chłopaka, czy po prostu przygotowują świąteczną kolację i prezenty- każde z tych opowiadań jest wyjątkowe. Wśród historii znajdą się te bardziej magiczne, gdzie bohaterki podkochują się w starych duchach, elfich pomocnikach Mikołaja, czy magicznych istotach. Wszystko jednak ściśle trzymające się Świąt. Najlepsze w tej antologii jest to, że przy ponownej lekturze spokojnie możemy zagłębiać się w nasze ulubione opowiadania, które idealnie wprowadzą nas w świąteczny klimat.
     Miłości tutaj nie brakuje. Emocje wylewają się z kart książki. Mają one bardzo różne oblicza. To nie tylko miłość pomiędzy dwójką młodych ludzi, czasem z bagażem przeszłości. Najbardziej poruszające są te, które wychodzą ponad to, bo w końcu w Święta nie chodzi o miłość romantyczną a rodzinną. Bohaterowie budują utracone więzi z rodziną, a także odnajdują nową w miejscach, w którym by się tego nie spodziewali. Nie ma niczego bardziej wzruszającego i zachwycającego w całej tej książce.
     “Podaruj mi miłość” to chyba najfajniejsza książka jaką można przeczytać z okazji Świąt i przy okazji sprezentować najbliższej osobie. W szczególności, że w dzisiejszych czasach tak ciężko jest o klimat świąteczny sprzed lat. Dzięki ciekawym bohaterom i jeszcze ciekawszym historiom spędzimy kilka najbardziej magicznych i najbardziej świątecznych godzin. W dodatku dzięki zbiorowi możemy czytać dokładnie to czego chcemy, bo przy takim przeglądzie każdy znajdzie coś dla siebie.

Ocena: 5/6

Tytuł oryginalny: My True Love Gave to Me: Twelve Holiday Stories / Tłumaczenie: Małorzata Kafel / Wydawca: Otwarte / Gatunek: romans / ISBN 978-83-7515-381-1 / Ilość stron: 432 / Format: 136x205mm
Rok wydania: 2014 (Świat), 2015 (Polska)

czwartek, 21 grudnia 2017

1243. Za niebieskimi drzwiami, reż. Mariusz Palej

     Dobrego fantasy w polskiej kinematografii nie było od lat. Można wspominać „Starą baśń”, „Wiedźmina”, czy „Przyjaciela wesołego diabła”, które nie grzeszyły efektownością, ale coś ze sobą niosły. O dziwo, większość to ekranizacje powieści i nie inaczej jest w przypadku „Za niebieskimi drzwiami”. Produkcja w reżyserii debiutującego Mariusza Paleja, to nic innego jak adaptacja bestsellerowej powieści Marcina Szczygielskiego. Tak bestsellerowej, że niektórzy usłyszeli o niej dopiero na etapie powstania filmu.
Źródło: Galapagos Films
     Młody chłopak imieniem Łukasz (Dominik Kowalczyk) wyjeżdża z mamą (Magdalena Nieć) na upragnione wakacje. Podczas podróży ulegają wypadkowi, na skutek którego trafiają do szpitala. Mama ani myśli się budzić, natomiast jej ukochany syn wiernie trwa przy jej boku. Tak jednak nie może dłużej być i chłopiec trafia pod opiekę swojej ciotki- Agaty (Ewa Błaszczyk). Jego tymczasowym domem staje się ogromna rezydencja i mały pokój z niebieskimi drzwiami. Na skutek jednej z awantur poznaje drugie oblicze drzwi, dowiaduje się, że prowadzą do zupełnie innego świata- świata jak ze snów. Gdzieś pomiędzy wylegiwaniem się wśród kolorowych traw i rozmowami z gadającym ptaszyskiem, trafia na przerażającego potwora, który nie cofnie się przed niczym, aby dostać się do rzeczywistego świata.
     Jak to zwykle bywa przy produkcjach polskich, mocno sceptycznie podchodziłam do seansu. Do tej pory uważałam, że najlepiej wychodzą nam dramaty, a teraz okazuje się, że fantasy i przygodówki też są niczego sobie. „Za niebieskimi drzwiami” to dość nieklasyfikowalny twór, który jest ni to horrorem, ni to filmem fantasy, ni to dramatem. To produkcja z pogranicza snów i rzeczywistości, gdzie dorosłość dobija się za pomocą pięści do niebieskich drzwi naszej wyobraźni.
Źródło: Galapagos Films
Historia zaczyna się w zupełnie nieoczekiwany sposób, który od razu uzmysławia, że będzie to coś zupełnie innego niż dotychczas oglądaliśmy. Okazuje się być to całkiem dobrym obrazem dramatycznym, gdzie pokazuje się trudy dorastania, nawiązywania więzi z rówieśnikami, gdzie w tle przewija się rodzinny dramat. Cóż więc zrobić w takiej sytuacji? To samo co robi każdy, ucieka przed problemami za niebieskie drzwi. Tam może marzyć do woli i nie ponosić żadnych konsekwencji. Ale nawet zza tych niebieskich drzwi czasem coś przenika do naszej rzeczywistości, co niesie za sobą sporą dozę wiedzy, nauki na całe życie. Obok tego ukazuje się niesamowitą więź matki z dzieckiem, którzy są sobie szczególnie bliscy, bo mają jedynie siebie. Nie ma nic bardziej rozczulającego niż to, jaka tragedia ich dotyka. Łamie serce. Na szczęście rodzą się też nowe przyjaźnie. Zbudowane na makabrze, którą do tej pory dostrzegaliśmy w produkcjach typu „Stranger Things”. Świat „do góry nogami” nabiera tu aż za bardzo dosłownego znaczenia.
     Z pewnością „Za niebieskimi drzwiami” zaskakuje swoim wyglądem. Kurcze... to jest naprawdę piękny film. Ma cudowny klimat podkreślony epickimi zdjęciami, a w dodatku te efekty... Swoim pięknem przebija nawet niektóre hollywoodzkie filmy. Serio! Nieoczywista animacja świata po drugiej stronie drzwi, gdzie wszystko ma bardzo pastelowe barwy, ale momentami zieje z tego nieziemska groza.
Źródło: Galapagos Films
Przykładowo w ujęciu lokalizacji Krwawca, a już nie mówiąc o drugiej odsłonie willi... Stylizacją przypomina to „Serię Niefortunnych Zdarzeń”- ma urok, ale budzi też lekki niepokój. Cudownie zanimowany ptak, no i sam Krwawiec... O RANY! Takiego potwora nie chciałoby się spotkać na ulicy, ani nawet w sennych koszmarach. Za całość odpowiadało studio Alien FX i jeżeli o mnie chodzi, to mogą działać tak przy każdej polskiej fantasy. Świetnie się to ogląda!
     Aktorstwo jest z lekka kalekie, ale nie ma się co dziwić, bo większą część czasu filmowego zajmują dzieciaki, które dopiero raczkują w filmowej przygodzie. Dominik Kowalczyk budzi spore nadzieje, natomiast nie ma rady na totalnie dziwacznego Oskara Wojciechowskiego, który najwyraźniej próbuje się zrehabilitować swoją pokraczną grą w „Pierwszej miłości”. Z marnym skutkiem. Spośród gwiazd starszego pokolenia wymienić można Adama Ferencego, Magdalenę Nieć i Ewę Błaszczyk. Wymienić, gdyż nie spędzają na ekranie za wiele czasu. Największa uwaga skupia się na tej ostatniej i pokazała ona całą siebie. Jak sama wspomina była to dla niej świetna przygoda i dało się to odczuć. Zdecydowanie największym zaskoczeniem jest tu Michał Żebrowski, który nie ujął mnie chyba bardziej w żadnym filmie od czasu „Ogniem i Mieczem”. Jako Krwawiec jest totalnie nie do poznania, ale barwa jego głosu robi swoje przy kreacji tej przerażającej postaci. Bardzo dobre wystąpienie!
Źródło: Galapagos Films
     Pomimo wszelkich zalet jakie posiada „Za niebieskimi drzwiami” obawiam się, że jest to propozycja, o której dość łatwo się zapomina. Oczywiście, za historią idzie spora dawka emocjonalna, do tego obraz jest spektakularny, że aż godny zapamiętania- gdyż daje nowe nadzieje dla polskiego kina. Film o bliżej nieokreślonym gatunku, który łączy w sobie wszystko i wiele ma do powiedzenia światu, gdzie pastelowe barwy przeplatają się z niepokojącymi lokalizacjami, a marzenia senne przenikają do świata zewnętrznego. Obraz, który jednocześnie zachwyca pięknem, ale z drugiej strony ujmuje podejściem do straty, więzi w relacji matka-syn, a także wchodzenia w dorosłość. Do tego funduje widzowi jedno z najciekawszych zakończeń w polskim kinie. Film dla każdego z nas, bowiem każdy ma czasem ochotę schować się za niebieskimi drzwiami, bez względu na to, co czeka go po drugiej stronie.

Ocena: 6/10

Recenzja filmu DVD "Za niebieskimi drzwiami" - dystrybucja Galapagos Films.
Film dostępy również w wersji Blu-Ray.

Oryginalny tytuł: Za niebieskimi drzwiami / Reżyseria: Mariusz Palej / Scenariusz: Adam Wojtyszko, Magdalena Nieć, Katarzyna Stachowicz-Gacek / Na podstawie: powieści Marcina Szczygielskiego „Za niebieskimi drzwiami” / Zdjęcia: Witold Płóciennik / Muzyka: Michał Szablowski / Obsada: Dominik Kowalczyk, Ewa Błaszczyk, Magdalena Nieć, Michał Żebrowski, Teresa Lipowska, Adam Ferency, Sara Ługowska, Oskar Wojciechowski, Jakub Gawrecki / Kraj: Polska / Gatunek: Fantasy
Premiera kinowa: 04 listopada 2016
Premiera DVD: 22 listopada 2017

wtorek, 12 grudnia 2017

Książka #471: Zostać panią Parrish, aut. Liv Constantine

     Zawsze fajnie poczytać o psychopatycznych zapędach z najwyższej półki. Nie dość, że intryga, to jeszcze to wszystko w świecie pięknych i bogatych, znanych też pod pseudonimem naiwnych i zobojętniałych. Jednakże jeżeli ktoś myśli, że rozszyfrował powieść „Zostać panią Parrish” już po samym blurbie... to grubo się pomyli. Duet siostrzany Lynne i Valerie Constantine, skrócony do Liv Constantine, poprzez swój literacki debiut przenosi czytelników na nowe wyżyny manipulacji i szaleństwa, pokazując, że nic nie jest takie, jakim się z początku wydaje.
     Daphne Parrish ma życie jak ze snów. Jej bogaty mąż nie szczędzi grosza na to, aby ją uszczęśliwić i zapewnić życie w komforcie, czy też wakacje jej marzeń. Kobieta bywa na najważniejszych imprezach i zna najważniejszych ludzi. Ma dwie wspaniałe córeczki, które dają radość im obojgu. Każda chciałaby być na miejscu Daphne Parrish i mieć takiego męża jak Jackson. Każda chciałaby mieć ciuchy najlepszych projektantów i jadać u najlepszych szefów kuchni. Tym każdym jest też Amber Patterson, pochodząca z biednej rodziny, której marzy się życie księżniczki. Ta kobieta postanawia uknuć perfidną intrygę, aby raz na zawsze wkupić się w łaski przystojnego biznesmana i zająć miejsce jego żony, Daphne.
     Czyta sobie człowiek taką książkę i rzuca bluzgi w każdy możliwy kąt mieszając Amber z błotem i życząc jej najgorszego, a potem z kolei denerwując się na głupią Daphne, która z taką łatwością daje się wkręcić. Co z tego, że „łączy” jest przeszłość i dzielą ten sam problem? Co z tego, że dziewczyna jest miła i sumienna? Chyba są jakieś granice ile człowiek może przyjąć na głowę bredni?! Siedzenie w głowie Amber, to jest jakiś koszmar. Wyrafinowana pannica, która po trupach dąży do celu. Jej punkt widzenia jest bardzo prosty, ale przy tym bardzo okrutny. Nie do końca rozbudowane są tutaj przyczyny jej postępowania, a niby mówi się, że to książka psychologiczna. Tia. Jej powódki są proste- była biedna, chce być bogata. Zaczytujemy się więc w jej intrydze i myślimy, że przecież to nie może być fabuła klasyfikująca książkę do thrillera. No i macie rację, bowiem jest to zaledwie połowa historii widziana oczami tylko jednej ze stron tej intrygi. Okazuje się, że za drugimi drzwiami dzieje się coś całkowicie bardziej przerażającego.
     Kiedy przechodzimy do drugiej części opowieści patrzymy na nią oczami Daphne. Widzieliśmy starania o miejsce przy tronie, a teraz czytamy o tym, jak to wielkie życie się prezentuje. Życie przy boku tego bogatego, tego któremu pieniądze wyżarły mózg. To jest problematyka typu Christiana Greya, ale bardziej złożona, nie z takim finałem i w ogóle trochę w innym charakterze. Nie poddaje się jednak psychologicznej analizie jego postawy, bo też nie jest do końca wiadome skąd się to wzięło. Ostatecznie okazuje się, że aktualna pani Parrish jest wątkiem, któremu trzeba się przyjrzeć od samego początku. To ona jest tutaj główną bohaterką i jak się okazuje w trakcie- wzorem do naśladowania. Jej postać bardzo się rozwija, a wraz z tym rozwojem transformacji ulegają również emocje czytelnika. Opowieść Daphne jest o wiele bardziej przejmująca, chwytająca za serce i przerażające. I wtedy BAM! Przychodzi obrót akcji i potem to już człowiek aż podśmiechuje się pod nosem, gdy następuje utarcie innego nosa.
    „Zostać panią Parrish” jest książką o dwóch twarzach. Z jednej strony jest wyrafinowaną, zimną oszustką, a z drugiej stłamszoną i zniszczoną przez zło, które czai się za zamkniętymi, złotymi drzwiami. Druga twarz zdecydowanie bardziej do mnie przemawia, jest przepełniona emocjami, strachem i bólem. Ma prawdziwą fabułę- wspaniały i romantyczny początek, przerażające rozwinięcie i obolałe zamknięcie. Lynne i Valerie stworzyły trzy bardzo ciekawe postaci, która każda jest inna i zupełnie inaczej odbierana przez czytelników. Razem wzajemnie się uzupełniają, ale osobno niektórzy są nie do zniesienia. Nie jest to do końca książka psychologiczna, jeżeli tak to bardzo niskich lotów, jednakże kreowanie intryg i problematyka rodziny Parrishów to zdecydowanie coś, co potrafi czytelnikowi uszkodzić psychikę. Oby więcej takich opowieści, ale tylko na papierze proszę!

Ocena: 4/6
Recenzja dla wydawnictwa HarperCollins!


Tytuł oryginalny: The Last Mrs. Parrish / Tłumaczenie: Marta Brzezicka / Wydawca: HarperCollins / Gatunek: romans, thiller / ISBN 978-83-276-3063-6 / Ilość stron: 384 / Format: 145x215mm
Rok wydania: 2017 (Świat), 2017 (Polska)


czwartek, 7 grudnia 2017

1242. Mroczna wieża, reż. Nikolaj Arcel

     Ten rok jest szczęśliwym dla wszystkich sympatyków Stephena Kinga. Z każdej strony bombardowani jesteśmy ekranizacjami powieści tego poczytnego autora, z różnym efektem. Nie dość, że możemy oglądać jego bohaterów na ekranach telewizorów, to w dodatku możemy zachwycać się historiami na kinowych salach. Jednakże zawiedzeni będą długodystansowi sympatycy „Mrocznej wieży”, której wielotomowa seria uwięziona została w niespełna dwugodzinnym seansie. 
     Jeden wielki wszechświat, zamieszkiwany przez najróżniejsze istoty w ich niesamowitych krainach. Na straży tych światów, w samym ich centrum, stoi potężna, mroczna wieża, która odgradza je od wielkiej Ciemności. Jest jednak pewien czarnoksiężnik- Walter (Matthew McConaughey), korzystający z potęgi dziecięcych umysłów i chcący obalić za ich pomocą wspomnianą wieżę, aby wpuścić za barierę krwiożercze potwory. Od zarania dziejów wieży tej strzeże stowarzyszenie Rewolwerowców, do którego należy też Roland (Idris Elba), a przynajmniej należał dopóki nie zawładnęła nim żądza zemsty. Do ich świata przybywa młody chłopak- Jake (Tom Taylor), który od śmierci swojego ojca gnębiony jest straszliwymi wizjami.
      Należę wśród tych szczęśliwców, którym obca jest seria Mrocznej wieży od Kinga. Przeczytałam raz jedno opowiadanie w tym temacie i totalnie zniechęciłam się do dalszej lektury. Nie mniej, kiedy rozszalało się info o ekranizacji, a z plakatu złowieszczo spoglądał Idris Elba wiedziałam, że to muszę to zobaczyć! I tak oto weszłam na salę pozbawiona wszelkich nadziei na sukces po wszystkich tych negatywnych opiniach. Wyszłam natomiast podekscytowana z jednym credo krzątającym mi się to głowie.
     „Mroczna wieża” zaintrygowała mnie od samego początku swoją historią. Nie wiedziałam czego się spodziewać, bo po wspomnianym opowiadaniu zapamiętałam jedynie Rolanda i wampiry bodajże. O filmie wiedziałam tylko tyle, że będzie tam wieża. Mroczna wieża. Tyle z fabuły. Wciągnęła mnie historia młodego Jake'a- takiego typowego odludka, którego nikt nie rozumie, nawet jego własna matka, który walczy o każdy jeden dzień, aby nie skończyć w wariatkowie. No i teoretycznie mu się udaje, ale tak jakby nie do końca. Jego wątek jest idealnie dramatyczny, w szczególności, gdy spojrzy się na końcowe atrakcje, które wyciskają łzy z oczu. Oczywiście, jego rolę w całym tym przedsięwzięciu można było rozpracować już w chwili, gdy się pojawia na ekranie, ale ja byłam pochłonięta trawieniem przedmowy o Wieży, szokującym wejściem itp. Historia kupiła mnie na starcie choć tak naprawdę spodziewałam się bardziej jałowych terenów i lekko klimatów postapokaliptycznych, a nie zatłoczonego i pełnego chaosu Nowego Jorku. Początkowo przeplatanie akcji z Jakiem, a rozgrywek Waltera z Rolandem sprawiały wrażenie faktycznej podstawy na fabułę. Z początku z lekka dziwnie to wyglądało, ale wkrótce skręciło we właściwym kierunku. Postać Rolanda i Waltera wprowadzają motyw odwiecznej walki dobra ze złem, choć na moje oko to oboje wyglądają na nie do końca dobrych obywateli tego świata. Chęć zemsty, chęć władzy... w tym nie ma ani krztyny szlachetności. Jednakże są chwile, są chwile, które zapierają dech w piersi.
     Uwielbiam ujęcia, w których Roland wycisza siebie, swoje myśli, swoje ciało, kiedy wyostrza słuch, kiedy szpanuje swoimi rewolwerowymi zdolnościami, to jest to na co czeka się cały film i włos się od tego jeży. Cudowne! W szczególności, że nie są to jakieś pokraczne slow motion, tylko takie chwile, gdzie można napawać się zachwytem wywoływanym przez konkretną scenę. Podobało mi się to. Ten film ma niesamowity klimat, niby taka zwyczajna szara rzeczywistość każdego z nas, w którą wkrada się cień zła i paranormalnych łap. Oczywiście, nie udało uniknąć się przesady, jak chociażby te wszystkie dziwaczne istoty, które były aż nazbyt karykaturalne. Zachwycająco wyglądało za to niebo, a Wieża prezentowała się naprawdę... wzniośle! Do tego wszystkiego ciekawe kompozycje muzyczne, a w ich realizacji oczywiście sam wielki Junkie XL, który robi z tego prawdziwą magię.
     Przyznaję się bez bicia, że po seansie potężnie mnie wzięło na Idrisa Elbę. Jego dobra rola w „Pacific Rim” poszła na bok w obliczu Rolanda. Rewolwerowiec, jego credo, jego wyciszanie, jego stylizacja, cały Idris i więcej Idrisa, i pozostaje tylko Idris. Ze swoją powagą, lekką nonszalancją, z całą tą charyzmą stał się naprawdę idealnym Rolandem i kandydatem na obrońcę ludzkości. Nie mogę jednak zapomnieć o pięknym Matthew McConaughey, który lata swojej piękności miał już za sobą, a teraz zaprezentował się nam w skrojonym na miarę image a'la „man in black”. Ma w sobie pazur, ale udało mu się oddać lekkie znużenie całą tą postawą i tym, jak on się musi namęczyć, aby odnaleźć to jedno jedyne światło, które obali mroczną Wieżę. Tom Taylor dzielnie dotrzymuje tym panom towarzystwa, aż człowiekowi zaczyna obchodzić jego los. I na pewnym etapie nie dziwi już, że jest współczesnym synem samej Lagerthy. Tak... przez pół filmu myślałam nad tym skąd ja znam tę piękną buzię.
     „Mroczna wieża” zdecydowanie wpisał się w moje gusta. Nie zachwycał może jakoś specjalnie fabułą, ale jej wielowarstwowość wystarczyła, aby zaspokoić moje pragnienia. Pewnie, że momentami było nudno i abstrakcyjnie, aż do bólu. Całość kupiła mnie jednak klimatem, który dało się wykreować dzięki pięknej scenografii, muzyce, czy stylizacji bohaterów. W dodatku kto, jak kto, ale Idris Elba zdecydowanie przyciąga uwagę nawet najbardziej zagorzałych pacyfistów. Mnie ujął charyzmą i niezmienną barwą swojego głosu, bo w jego ustach nawet reklama psiej karmy byłaby najlepszym credo, które warto byłoby wcielić w swoje życie!

Ocena: 6/10

Oryginalny tytuł:  The Dark Tower / Reżyseria: Nikolaj Arcel / Scenariusz: Nikolaj Arcel, Akiva Goldsman, Anders Thomas Jensen, Jeff Pinkner / Zdjęcia: Rasmus Videbæk / Muzyka: Junkie XL / Obsada: Idris Elba, Matthew McConaughey, Tom Taylor, Claudia Kim, Jackie Earle Haley, Dennis Haysbert / Kraj: USA / Gatunek: Horror, Fantasy
Premiera: 27 lipca 2017 (Świat) 11 sierpnia 2017 (Polska)