NOWOŚCI

Najnowsze teksty

środa, 17 października 2018

GeeKolekcja #86: Pierwsza połowa roku 2018 według GEEKA

Wstyd! Wstyd i hańba!
Nie wierzę, że minął już kolejny kwartał po półroczu, a ja jeszcze nie ogarnęłam, co to zaszczyciło swoją obecnością moje półki filmowo-książkowo-funkowe. Musicie mi jednak wybaczyć, bowiem w moim życiu nadeszło bardzo wiele zmian i wciąż próbuję się do nich dostosować. Coś kosztem czegoś. Wyleczyłam się jednak z pewnego rodzaju książkoholizmu, który doprowadzał do tego, że kupowałam książki nałogowo, a i tak kończyło się to tak, że przez kilka lat nie miałam okazji ich przeczytać aż w końcu wyrosłam i się ich pozbywałam. Bez sensu! Oczywiście, nadal ulegam różnego rodzaju sugestiom, ale to już zupełnie inna bajka. Moje kontakty z wydawcami oraz z Galapagosem, który był moim źródełkiem filmowym, trochę przygasły. Bardzo mi przykro z tego powodu, ale cieszę się, że niektórzy wiernie trwają przy moim boku i zasilają moją małą choróbkę. Wykazując się przy tym niesamowitą cierpliwością i wyrozumiałością wobec moich osobistych problemów w obliczu ostatnich wydarzeń. Z tego miejsca gorąco DZIĘKUJĘ! 

Nie zanudzając Was dłużej zbędną treścią podrzucam trochę zdjęć, bo ponoć te najlepiej trafiają do odbiorcy. Dla mnie to też spore ułatwienie, bo mam ściągę co też sobie ostatnio nakupowałam (tym sposobem raz uratowałam się od ponownego zakupu DVD z filmem "Interstellar"). 


GEEKOLEKCJA - I KWARTAŁ -

1. Dom łez, aut. Linda Bleser - egzemplarz do recenzji od HarperCollins Polska - oddałam dalej
2. Feluś i Gucio idą do przedszkola, aut. Katarzyna Kozłowska - egzemplarz od Naszej Księgarni
3. Chce mi się kupę, aut. Guido Van Genechten - j.w.
4. Narysuję to, co czuję, aut. Yasmeen Ismail - j.w. 
5. Greccy herosi według Percy'ego Jacksona, aut. Rick Riordan - wymiana na FB
6. Margo, aut. Tarryn Fisher - j.w.
7. Kobieta w oknie, aut. A.J. Finn - zakupione na Nieprzeczytane.pl
8. Morderstwo w Orient Expressie, aut. Agatha Christie - j.w.
9. Związani, aut. Emma Chase - zakupione po mega promocyjnej cenie 9,99zł w Stokrotce

10. Lego Ninjago, reż. Charlie Bean, Paul Fisher - do recenzji od Galapagos Films
11. Był sobie pies, reż. Lasse Hallstrom - zakupione na promocji w Biedronce
12. To. Edycja 2 DVD, reż. Andres Muschietti - zakup w Empiku
13. Wizyta, reż. M. Night Shyamalan - zakupione na promocji w Biedronce
14. Joe Black, reż. Martin Brest - j.w.
15. La La Land, reż. Damien Chazelle - kupione na promocji w Empiku
16. Thor: Ragnarok, reż. Taika Waititi - egzemplarz do recenzji od Galapagos Films

Do tego oczywiście moja nowa mania, czyli kilka figurek Funko Pop Vinyl:
* Buffy Summers z mojego ukochanego serialu z późnego dzieciństwa "Buffy - postrach wampirów",
* Jaś Fasola z miśkiem w ręce,
* Królewna Śnieżka,
* Sailor Saturn z mojego ulubionego anime "Sailor Moon",
* Sailor Pluto j.w., 
* L z anime "Death Note"
* Chewbacca z Porgiem z filmu "Gwiezdne Wojny: Ostatni Jedi",
* Jon Snow z serialu "Gra o tron".


GEEKOLEKCJA - II KWARTAŁ - 


17. Nie bój się i pocałuj mnie, aut. Nastja Holtfreter - od wydawnictwa Nasza Księgarnia
18. Co widzimy w gwiazdach, aut. Kelsey Oseid - j.w.
19. Zupy moc, aut. Monika Mrozowska - egzemplarz od Zwierciadła
20. Pucked, aut. Helena Hunting - do recenzji od wydawnictwa Szósty Zmysł

21. Logan: Wolverine, reż. James Mangold - prezent na urodziny od siostry

Dodatkowo lusterko kolekcjonerskie z wizerunkiem Deana Winchestera z jednego z moich ulubionych seriali nadnaturalnych "Supernatural" oraz Funko Pop Vinyl w wersji Chase - Czarna Pantera, które otrzymałam na urodziny od mojej przyjaciółki Ani z bloga OniKruki.



22. Harry Potter. Podróż przez historię magii, aut. J.K. Rowling - zakup na LubimyCzytać
23. Wielka księga wartości, aut. Teresa Blanch, Anna Gasol - egzemplarz do recenzji od Naszej Księgarni
24. Miasteczko Darkmord, aut. Shane Hegarty - zakup na LC
25. Zwierzoobjaśniarka, aut. Sergio Olivetti - egzemplarz od Naszej Księgarni
26. Poświęcenie, aut. Adriana Locke - do recenzji od wydawnictwa Szósty Zmysł
27. Upiorna uczta, aut. Robert Cichowlas - zakup u sprzedawcy na Allegro
28. Owoc granatu, aut. Maria Paszyńska - niezapowiedziana wysyłka od Publicat S.A.

29. Dzieciak rządzi, reż. Tom McGrath - zakup na promocji Empiku
30. Kapitan Majtas, reż. David Soren - j.w.
31. Gru, Dru i Minionki, reż. Kyle Balda, Pierre Coffin - zakupione na promocji w Lidlu
32. Coco, reż. Lee Unkrich, Adrian Molina - do recenzji od Galapagos Films
33. Kubo i dwie struny, reż. Travis Knight - zakup na promocji Biedronki
34. Gwiezdne wojny: Ostatni Jedi, reż. Rian Johnson - egzemplarz od Galapagos Films
35. Czarna Pantera, reż. Ryan Coogler - j.w.
36. Listy do M., reż. Mitja Okron - zakupione na promocji w Biedronce
37. Jumanji: Przygoda w dżungli, reż. Jake Kasdan - zakup na promocji w Empiku
38. Atak Paniki, reż. Paweł Maślona - do recenzji od Galapagos Films
39. Liga Sprawiedliwości, reż. Zack Snyder - j.w.

Dodatkowo na Dzień Dziecka sprawiłam sobie Monopoly w edycji moich ukochanych Friends. Ponadto uzbroiłam się w kolejne figurki Funko POP Vinyl:
* Neo Queen Serenity, Small Lady & Król Endymion, czyli królewska rodzina z Kryształowego Królestwa z anime "Sailor Moon",
* Sailor V również z "Sailor Moon" - tak wiem, widać, że uwielbiam,
* Ryuk z anime "Death Note", na którego się trochę naczekałam, ale najważniejsze, że jest, bo już nadzieję traciłam,
* Aragorn z filmu "Władca Pierścieni",
* Giles z serialu "Buffy- postrach wampirów",
* Proxima Midnight, czyli jedna z moich ulubionych z "Avengers: Wojna bez granic",
* Iron Man (w końcu!) również z najnowszego "Avengers",

sobota, 13 października 2018

1252. Han Solo. Gwiezdne Wojny - historie, reż. Ron Howard

     „Hana Solo” od samego początku skazywano na porażkę. W zasadzie, tak jak w ogóle całą serię „Gwiezdne Wojny – historie”. Ba, nawet ja uważałam to za niepotrzebny zapychacz, bo sama- jako wzrokowiec, bardziej lgnę do właściwej sagi niż do tych osobnych opowieści. W końcu, ileż można oglądać Gwiezdne Wojny? Czy to już nie przesadne napawanie się franczyzą? Lubię być jednak zaskakiwana, tak jak wszyscy sympatycy kina. A Ronowi Howardowi udało się mnie zaskoczyć, ponownie! Udało mu się stworzyć godną rozrywkę bez rozrywającego uszy „pił-pił-pił”. 
Źródło: Galapagos Films

     Han (Alden Ehrenreich) szaleje sobie po galaktyce podbierając jej mieszkańcom najrozmaitsze wartościowe przedmioty. Podczas jednej z akcji zostaje zdemaskowany wraz ze swoją partnerką Qi-rą (Emilia Clarke), a po bardzo długiej ucieczce ostatecznie zostają rozdzieleni. Po trzech latach walki dla Imperium nadarza się okazja uratowania ukochanej z rąk wroga. Tym sposobem trafia pod skrzydła Becketta (Woody Harrelson) i jego ekipy- przemytników, pracujących dla największych złoczyńców galaktyki. Liczy na to, że zyski z tej pojedynczej akcji pomogą mu wrócić do domu i uwolnić dziewczynę. Los bywa jednak przewrotny i nic nie jest takim jak tego oczekiwał.

     Osobiście, bardzo szanuję treści zawarte w filmach serii „Gwiezdne Wojny- historie”, bowiem idealnie uzupełniają dobrze znane tytuły z sagi. Spokojnie można potraktować to jako ciekawostki, a także odpowiedzi na gnębiące nas od wielu lat pytania. No bo, czy ktoś nie zastanawiał się nad genezą przyjaźni Hana Solo i Chewbacki? A tak w ogóle to czemu Han Solo, a nie Han Kowalski? Czy Solo to w ogóle nazwisko, czy tylko określenie stanu Hana? No i oczywiście jak wyglądało przejęcie Sokoła Millenium? Kilka pytań, które zadawaliśmy sobie podświadomie, ale nigdy nie wymawialiśmy ich na głos, bo i nad czym tu rozmyślać. I wtem oto pojawia się taki „Han Solo” ze swoją historią, którą wielu uważało za niepotrzebną- ze mną na czele, a jednak dała kilka odpowiedzi, ale z drugiej strony pozostawiła nas z wieloma pytaniami.
Źródło: Galapagos Films

     Nadal będę się jednak upierać, że to jest zapychacz pomiędzy kolejnymi premierami sagi, bo pomimo powyższych plusów, to tak naprawdę niewiele film wnosi poza najzwyklejszą w świecie rozrywką. Spełnia przy tym wszystkie przesłanki tego gatunku, bo jest i motyw przyjaźni po grób, która zaczyna się w dość specyficzny sposób, miłości i złamanego serca przepełnionego uczuciem zdrady, a także cała masa najrozmaitszych akcji zapierających dech w piersi naszpikowana zaskoczeniami i wielkim „coooo?!”. Z pewnością jest to propozycja bardzo wciągająca, nawet dla ludzi, którzy nie lubią przemytniczych akcji tak, jak ja. Scena w pociągu wymiata i sprawia, że nawet mąż, który nie lubi Gwiezdnych Wojen będzie oglądał to z charakterystycznym napięciem i zafascynowaniem, niepozwalającym nawet na skorzystanie z toalety. Nie są to już tylko walki na „pił-piłki”, wymachiwania świetlnymi latarkami, ale dostarczający wrażeń spektakl starcia dobrych i złych, gdzie poświęca się życia dla obcych ludzi, zwierząt, a nawet i robotów. Może to być wzruszające, oczywiście dla tych, którzy dysponują takim poziomem wrażliwości.
Źródło: Galapagos Films

     Szkoda, że tak mało uwagi poświęca się więc samym bohaterom, bo Han Solo jest tylko jakimś chłopakiem z przeszłością- nie wiadomo jaką. Qi-ra to jego młodzieńcze marzenie po transformacji, a w tej roli totalnie przeciętna Emilia Clarke, która mogłaby zostać na zawsze Daenerys Targaryen. Beckett symbolizujący oddanie, ale też i kawał szui. Zdecydowanie najwięcej humoru wniosła tu najmniej ludzka postać- robota L3. Dowcipna w nonszalancki sposób, taki lekko upośledzony, bo całkowicie oderwany od prawdy. No, ale to w końcu „Gwiezdne Wojny”. W każdym filmie musi się znaleźć robot z charakterem, którego pokochają miliony. Jest też cała masa innych postaci, których przyszłość znamy bądź nie, a tak naprawdę nie wiemy jak toczą się ich losy do tego czasu. Co jest też dość dziwne, jak na tego rodzaju prequel.

      Pomimo wszystko, bardzo przyjemnie patrzy się na tę produkcję. Nie jest wizualnie nachalna, nie jest naszpikowana zbędnym CGI, które razi w oczy i poddaje w wątpliwość to, co na ekranie. Tak jak i w przypadku „Rogue One” animacja jest niczym delikatne dotknięcie pędzlem, widoczne jest w subtelny sposób, bez przesadzania w którąkolwiek ze stron. Wszystkie sceny dopracowane, scenografie jak z pejzażu- nic tylko zachwycać się nad spokojem niektórych z nich i poczuć się prawie jak na wakacjach, o ile oczywiście na pierwszym planie nie szaleje bitwa na śmierć i życie. Całości dopełnia muzyka, w której nutach wybrzmiewają znane nam już dźwięki z poprzednich filmów, wciąż jednak utrzymuje swój indywidualny charakter.
Źródło: Galapagos Films

      „Han Solo. Gwiezdne Wojny – historie” to film, na który świetnie uzupełnia kultową sagę. Nie jest nachalny i raczej z uśmiechem podchodzi do wielu kwestii. Wydaje się być gdzieś z boku całych tych wydarzeń mających miejsce w przyszłości przez swoje otoczenie, a przy tym jest bardzo wczesnym zalążkiem rebelii. Wygląda bardzo ładnie, brzmi też nie najgorzej, a historie poboczne, które się tutaj rozrywają dają idealne dopełnienie całości. Całości, która jest genialną rozrywką całkowicie absorbującą widza- o dziwo! Nie ma szans na nudę, nie ma na nią czasu. Tutaj trzeba ratować galaktykę- kiedyś, bo na razie trzeba się skupić na bohaterach.

Ocena: 7/10
Recenzja filmu DVD „Han Solo. Gwiezdne Wojny - Historie” - dystrybucja Galapagos Films

Oryginalny tytuł: Solo. A Star Wars Story / Reżyseria: Ron Howard / Scenariusz: Lawrence Kasdan, Jonathan Kasdan / Zdjęcia: Bradford Young / Muzyka: John Powell / Obsada: Aldenn Ehrenreich, Emilia Clarke, Woody Harrelson, Joonas Suotamo, Donald Glover, Paul Bettany / Kraj: USA / Gatunek: Przygodowy, Sci-fi

Premiera kinowa: 10 maja 2018 (Świat) 25 maja 2018 (Polska)
Premiera DVD: 05 września 2018 

wtorek, 9 października 2018

Książka #489: Powiedz, że zostaniesz, aut. Corinne Michaels

     Corinne Michaels jest tym rodzajem pisarki, która z łatwością rozszarpuje nasze serca, a potem robi wszystko, aby nie pozbawić nas nadziei. Jej historie zawsze przesiąknięte są dramatyzmem, na którym budują się naprawdę solidne opowieści. „Powiedz, że zostaniesz” to kolejna seria z jej twórczości, która zawładnie każdym wrażliwym sercem. Wiedziałam, że z tą kobietą nie będzie łatwo, ale nie sądziłam, że doprowadzi mnie do łez już w ciągu pierwszych kilku stron.

     Presley Benson prowadzi szczęśliwe życie. Ma kochającego męża, cudownych bliźniaków, a także wspaniały dom. Tak przynajmniej myślała, do chwili gdy po powrocie do domu odkrywa przerażającą prawdę. Robi wszystko, aby uchronić swoich synów przed uczuciem porzucenia, zdrady przez ukochanego rodzica. Jej świat wali się w gruzy, gdy kolejne kłamstwa wychodzą na jaw. Kobieta zmuszona jest spakować swoje rzeczy i wrócić w rodzinne strony, gdzie ma nadzieję nie spotkać JEGO- mężczyzny, którego przed wieloma laty zniszczył jej życie. Jednakże los ma inne plany i wspomnienia uderzają w nią ze zdwojoną siłą.

     Historie takie, jak z „Powiedz, że zostaniesz” nigdy nie powinny się wydarzać. Oczywiście, mówię o tej pierwszej fazie, początkującej serię niefortunnych zdarzeń. Młoda kobieta dowiaduje się, że jej życie nie było tak idealne jak przypuszczała, a wręcz okazało się być kłamstwem. Szokujący obraz wydarzeń i tak naprawdę realny, bo mało jest takich przypadków, że mężowie ukrywają przed swoimi żonami prawdziwe oblicze? Wiele kobiet może się utożsamiać z tą historią, nie jest to w ogóle dziwne. Autorka porusza przede wszystkim ciężar tej problematyki. Nikomu nie jest łatwo pogodzić się z takim stanem rzeczy, a co dopiero odnaleźć ukochaną osobę w takim, a nie innym stanie. Pokazuje tutaj jak druzgocąca może być to wiadomość i jak bardzo wpływa na życie bliskich tej osoby.

     Inną kwestią są powroty do przeszłości. Tutaj akurat nie ma znaczenia powiedzenie „Nie wchodzić dwa razy do tej samej rzeki”. W tym wypadku pewna historia musiała zatoczyć pełne, okrężne koło, aby znowu doprowadzić do swojego pierwotnego celu. Można powiedzieć, że nikt nie powinien tracić swojej nadziei na odnalezienie prawdziwej miłości, bo może nie tylko czyhać na każdym kroku, ale również w naszej świadomości, czy wspomnieniach. Aspekt relacji Presley i Zacha dostarczył jeszcze więcej emocji. Niewypowiedziane słowa, urazy chowane od wczesnej młodości, sekrety, które piętrzą napięcie i cała masa innych elementów, które na przemian doprowadzają nas do smutku, radości, łez i śmiechu. Miło się zaczytuje w kolejnych stronicach, kiedy już faktycznie dochodzi do konkretów. Rumieniec pnie się po policzkach, serce zaczyna bić szybciej- robi się o wiele bardziej bezpośrednio, agresywnie i fascynująco.
Oczywiście, ten gorący romans ma również swoje negatywne aspekty, które odrobinę rzutują na odbiór całej powieści. Niektóre z momentów były aż nazbyt infantylne. Trochę jak zwierzęce oznaczanie terenu, złośliwości z przedszkola, czy ton wypowiedzi co niektórych bohaterów. Bywa to naprawdę irytujące, bowiem bohaterowie chyba zapomnieli, że nie są już nastolatkami, tylko dorosłymi ludźmi z dorosłymi problemami. A przynajmniej, takimi tworzy ich autorka.

     W konsekwencji jednak opowieść ta daje kobietom wiele dobrego. Pokazuje jak można skończyć, gdy jest się całkowicie ubezwłasnowolnioną osobą, zdaną jedynie na łaskę drugiej osoby. Daje pokaz temu, do czego doprowadzić może zależność finansowa i emocjonalna. To przykre, że z potrzeby trafienia do coraz większego grona odbiorców z takim przekazem trzeba posuwać się do drastycznych środków. Czego się jednak nie robi dla tych, którym potrzebna jest siła do działania. Może właśnie w takich historiach, które poniekąd dają do myślenia, odnajdziemy moc, która pomoże nam przenosić góry. Presley Benson jest idealnym wzorem kobiety silnej, wychodzącej naprzeciw przeciwnością losu i zmagająca się z nimi na własnych warunków. Pomimo początkowej lekkiej infantylności, zagłębieniu się w odmętach rozpaczy, sięga po swoje życie i czerpie z niego pełną radość. Odnajduje swoje prawdziwe ja, które dało jej kopa do działania.

     Chwilami bardzo przewidywalna historia, którą bardzo przyjemnie się czyta, to idealna propozycja dla tych marzących o spokojnym wieczorze z książką do utulenia. „Powiedz, że zostaniesz” jest właśnie takim typem powieści- lekkim, niewymagającym, ale wzbudzającym silne emocje. Poruszające początki, które wyciskają łzy z oczu, a przeobrażają się w niesamowicie rozbrajające, urokliwe rozterki. Wielokrotnie kusząca, innym razem doprowadzająca do śmiechu, choć ostatecznie bardzo rodzinna opowieść, traktująca nie tylko o specyfice wiejskiej społeczności, ale również ludzkiej niezależności. Wspaniale się czyta, praktycznie jednym tchem.

Ocena: 5/6
Recenzja dla wydawnictwa Szósty Zmysł!

Tytuł oryginalny: Say You'll Stay / Tłumaczenie: Monika Węgrzynek / Wydawca: Szósty Zmysł / Gatunek: obyczajowe / ISBN 978-83-65830-72-2 / Ilość stron: 476 / Format: e-book
Rok wydania: 2018 (Polska), 2016 (Świat)

piątek, 5 października 2018

Książka #488: Krasnoludki. Fakty, mity i głupoty, aut. Maciej Szymanowicz

     Zmieszczą się do każdej dziury. Dzień bez psoty jest dla nich dniem straconym. Bawią się, płaczą, grymaszą, kiedy tylko mają na to ochotę. Podczas ich licznych podróży spotkać możemy je wszędzie, a przede wszystkim w niezłej jakości opowiadaniach dla dzieci, epickich filmach, czy różnych innych książkach. „Krasnoludki” rządzą światem, więc nic dziwnego, że ostatecznie zawładnęły również polskimi księgarniami oraz sercami dzieci.

     Czerwona czapeczka, czerwony kubraczek. Nie, to nie Czerwony Kapturek, ani nie Święty Mikołaj, chociaż... To czerwone ludziki to małe krasnoludki według wyobrażeń Maciej Szymanowicza. Istoty odpowiedzialne za psoty, za ciężkie wstawanie z łóżka, które nie spoczną dopóki nie uprzykrzą nam życia, bo takimi są figlarzami i złośnikami. W kransoludzkiej publikacji mistrz krasnoludków zmieścił ich tam aż 464 sztuk. Każda strona prezentuje innego krasnala, zajętego zupełnie innymi czynnościami- w końcu, są to bardzo pracowite stworzonka.

     „Kransoludki. Fakty, mity i głupoty” to genialna książka dla dzieci. Pełno w niej humoru, pełno też i zgryźliwości. Nie brakuje fantazji, ani realistyczności. Fakty? Ależ oczywiście, bo czy wiedzieliście, że skrzaty naprawdę istnieją? A wiecie, że każdy z nas zna tego największego? Wiadomym jest również, że poranne wstawanie do pracy, czy szkoły jest bardzo ciężkie. Nie martwcie się- rozlewanie herbaty, czy ciężko otwierające się oczy to nie wasza wina- to wszystko wina ich... krasnali! Jeżeli do tej pory nie wiedzieliście o tym, że te stworzonka lubią sport, jest specjalna planeta z ufokrasnalami, ani że potrafią zakamuflować się idealnie w lesie, to teraz już poznacie wszystkie ich sekrety. Z tymi leśnymi trzeba jednak uważać, bo ciężko jest zaufać takiemu saperowi, więc omijajmy purchawki- tak na wszelki wypadek. Co z tymi mitami? No poza tym, że niemożliwym jest, aby takie mikroskopijne wręcz istoty miały takie duże mózgi, ani żeby pantofelki chciały się do nich przytulać, a dziury w serze to ich wina, to wszystko wydaje się być całkiem normalne i tak bardzo ważne. Gdzie więc te głupoty? No cóż, najwyraźniej krasnale nie mają zbyt wielu fascynujących rozrywek, więc zajmują się takimi głupotami jak odpadające guziki, czy zarażaniem nas krasnoludozą. Przy okazji wkraść się nam mogą do ulubionych baśni i całkowicie pozmieniać kontekst. A co z doniczkami? Lepiej zastanowić się dwa razy podlejemy nasze kwiatki. Może najpierw sprawdźmy, czy ziemia nie nosi znamion dodatkowych mieszkańców pod sadzonką.

     Publikacja Macieja Szymanowicza jest naprawdę urocza. Te wszystkie ciekawostki i historyjki to coś bardzo porywającego i rozluźniającego. Dlatego też tak rewelacyjnym dopełnieniem do tej treści są genialne ilustracje, utrzymane w tym samym charakterze. Wszystko jest bardzo żywe, tak bardzo kolorowe, że można na to patrzeć godzinami. Dzieciaki z chęcią będą sięgać po tę książkę, aby raz po raz rozkoszować się tym widokiem. Rysunki są bardzo zabawne, wiernie oddają przedmioty codziennego użytku, i nie tylko. Dodatkowo pięknie się prezentują, są bardzo pomysłowe. Można się pławić w zachwytem nad nimi przez długie strony, a i tak będzie to za mało. Ja osobiście jestem zaskoczona tym, jak wspaniale wygląda ta publikacja.

     Widząc „Krasnoludki” w zbliżających się premierach wydawnictwa podchodziłam do nich dość sceptycznie. Spodziewałam się nadmiaru zbędnej treści, która zepchnie na dalszy plan wygląd. Cudownie, że moje wrażenia są zgoła odmienne, a wręcz diametralnie różne od tego co oczekiwałam. Książka zawiera minimum treści, bowiem jest to bardziej ilustrowany przewodnik po krasnoludzkim życiu. Jej beztroski charakter dostarcza bardzo dużo humoru i radości, zarówno poprzez treści, jak i – o ile nie przede wszystkim, przez ilustracje. Odkryjemy tutaj rzeczy niesamowite, ale też utwierdzimy się we własnych domysłach. Wszystko to na upstrzonych czerwonymi ludzikami stronicach, które wywołają uśmiech na naszych twarzach. Książka godna polecenia każdemu!

Ocena: 6/6

Recenzja dla wydawnictwa Nasza Księgarnia!

Tytuł oryginalny: Krasnoludki / Ilustracje: Maciej Szymanowicz / Wydawca: Nasza Księgarnia / Gatunek: dziecięce / ISBN 978-83-10-13392-2 / Ilość stron: 28 / Format: 231x310mm
Rok wydania: 2018

poniedziałek, 1 października 2018

Książka #487: Simon oraz inni homo sapiens, aut. Becky Albertalli



     Tradycyjne romanse już się chyba przejadły, skoro wydawcy coraz śmielej sięgają po literaturę LGBT. To naprawdę fascynujące jak bardzo świat jest postępowy i jak coraz chętniej wychodzi naprzeciw potrzebom swoich czytelników. „Simon oraz inni homo sapiens” nie jest co prawda pierwszą historią o miłości dwóch mężczyzn, ale z pewnością jest pierwszą, po którą sięgam ja! I muszę powiedzieć, że tak samo, jak w przypadku filmu, tak też i przy okazji powieści- jestem oczarowana. Choć filmową adaptacją chyba bardziej.

     Nastoletni Simon niby przeciętny nastolatek ze świetnymi przyjaciółmi i potencjalną kandydatką na idealną dziewczynę, pilny uczeń, oddany brat i syn. A jednak, ten urokliwy młodzieniec skrywa wielki sekret. Nie, nie jest wampirem, ale zapewne także i on zakochałby się w Edwardzie Cullenie- tak, ten młodzieniec jest gejem. Pewnego kolorowego dnia, na portalu na którym udzielają się okoliczni nastolatkowie, pojawia się wpis, który początkuje najbardziej porywający romans internetowy wszech czasów.

     Niezbyt często praktykuję zapoznawanie się z powieściami na krótko po obejrzeniu ich ekranizacji. To chyba największa zbrodnia jaką można zadać książce. W takich sytuacjach już lepiej w pierwszej kolejności zapoznać się z lekturą, choć z drugiej strony jest to krzywdzące dla oglądanego filmu. Po prostu, najlepiej w ogóle nie zbliżać się do filmu lub książki, jeżeli wrażenia po pierwszym spotkaniu są jeszcze świeże- wtedy łatwo zacierają się granice i ciężko zapamiętać, co było filmem, a co książką. W przypadku powieści Becky Albertalli jest to dodatkowo miażdżące, bo mocno różni się od ekranizacji. Tam wszystko było bardziej! Bardziej dramatyczne wyjście na jaw sekretu Simona, bardziej kolorowe fantazje głównego bohatera, itp. Wiadomo, dla kinowego show trzeba było podkręcić tempa i uczynić z tej historii coś spektakularnego. Przy tym powieść odrobinie blednie, ale i tak nie traci na swoim uroku.

    Nie każdy jednak musi odnaleźć się w tej opowieści, bowiem nie każdy musi chcieć wrócić do czasów liceum. Wtedy wszystko było takie banalne, takie beztroskie, a największym generatorem stresu było to, co kto o nas pomyśli- w szczególności rodzice. Nie mniej, powieść idealnie oddaje ten temat, a z drugiej strony daje przykład idealnych rodziców, którzy świetnie porozumiewają się ze swoimi dziećmi, budując przepiękną więź pełną miłości i zrozumienia. To autentycznie wzrusza. Oczywiście, nie obywa się tutaj też bez szkolnych dramatów, które są bardziej irytujące niż faktycznie fascynujące- takie rzeczy zrozumie jedynie grupa docelowa tej książki. Złamane serca, no ale dobra- to zdarza się nie tylko wśród nastolatków, obrażanie się przyjaciół, bo tak, i tak dalej. Jednakże to, co jest tutaj genialne, to faktyczne oddanie ducha dzisiejszych czasów. Wieki temu za czasów „Niebezpiecznych związków” i tym podobnych, miłość wyrażało się za pośrednictwem listów. Oj, to było czasy, gdy jeszcze pisało się kartki, listy, itp. Teraz ta wspaniała tradycja umiera wyparta przez Internet i różnego rodzaju komunikatory- nawet telefon komórkowy odchodzi w niepamięć w tym starciu. Dlatego też fajnie czyta się wymiany mailowe pomiędzy bohaterami, te wszystkie urocze słówka, ale przede wszystkim wiele słów wsparcia i otuchy. Wszystko jest takie anonimowe, tak bardzo niewiadome, ale też i intrygujące- zupełnie jak w prawdziwym życiu, gdy komunikujemy się z kimś poprzez Internet, a nawet nie wiemy jak on wygląda. To znaczy... tak było kiedyś, teraz ludzie są bardziej napastliwi i agresywni- od razu bombardują swoimi selfikami i nie tylko. Ja osobiście czekałam na coś innego, czekałam na coś więcej- chciałam zobaczyć, jak to wszystko będzie rozwijać się w realnym świecie. I tutaj jest znacząca różnica między filmem a książką, bowiem książka daje nam szerszą perspektywę. Aż serce śpiewa, a do oczu cisną się łzy, bowiem nie ma nic bardziej urokliwego, bardziej rozczulającego niż rozwikłanie tejże niesamowicie romantycznej zagadki z tej powieści. Cudowne uczucie, zdecydowanie!

     Becky Albertalli potrafi zainteresować czytelnika swoim niebanalnym podejściem do problemów współczesnych nastolatków. Daje im świetnych rodziców, a także pomysłowych przyjaciół, którzy pomogą w każdej chwili. „Simon oraz inni homo sapiens” to opowieść bardzo pozytywna, ale potrafiąca również zranić czytelników zaangażowanych w losy bohaterów. Uśmiechy gonią smutki i przeganiają je w nicość, kiedy nasze lica szczerzą się od ucha do ucha na widok słów, które radują serca. Czas z tą książką leci bardzo przyjemnie i szybko, w szczególności, że sporą jej część zajmuje mailowa wymiana zdań. Zdecydowany plus za urealnienie opowieści, ale przede wszystkim za świetny romans, który wyznacza już dostrzegalny nowy trend we współczesnej literaturze młodzieżowej.

Ocena: 4/6
Recenzja dla wydawnictwa Papierowy Księżyc !

Tytuł oryginalny: Simon vs The Homo Sapiens Agenda / Tłumaczenie: Donata Olejnik / Wydawca: Papierowy Księżyc / Gatunek: obyczajowe, młodzieżowe, LGBT / ISBN 978-83-655-6801-4 / Ilość stron: 304 / Format: 130x200mm
Rok wydania: 2018 (Polska) 2015 (Świat)

środa, 26 września 2018

1252. Avengers: Wojna bez granic, reż. Anthony Russo, Joe Russo

     My, fani Marvela, 10 lat czekaliśmy na ten dzień. Od chwili, gdy było wiadomo, że „Iron Man” dał początek serii filmów, ekranizacji kultowych komiksów, z fascynacją wyczekiwaliśmy kolejnych zapowiadanych tytułów, prezentujących nowych bohaterów i odkrywających nowe sekrety tego uniwersum. I oto nadszedł ten czas, kwintesencja tej dekady przygotowań, która daje początek nowemu, brutalnie kończąc z tym, co znane było nam dotychczas. Tego, co nadeszło nikt się nie spodziewał, bo bracia Russo wraz z „Wojną bez granic”, z nieskrywaną satysfakcją, wyrwali nam serca z piersi. Wyrwali je również i mnie.
Źródło: Galapagos Films

    Statek z ocalałymi po upadku Asgardu przemierzając kosmos w poszukiwaniu nowego domu zostaje zaatakowany przez Thanosa (Josh Brolin) i jego dzieci, którzy przeszukują wszechświat w poszukiwaniu kamieni nieskończoności. Ci, którzy przeżyli pierwsze starcie ostatkiem sił wysyłają przebywającego na statku Hulka (Mark Ruffalo), aby ostrzegł drużynę Avengers na ziemi o nadejściu wroga. Bohaterowie ponownie łączą siły, szukając pomocy na całym świecie, aby opracować plan powstrzymania zbliżającej się katastrofy. Tymczasem Strażnicy Galaktyki pod przewodnictwem Star-Lorda (Chris Pratt) odnajdują dryfującego w przestrzeni Thora (Chris Hemsworth) i pomagają mu zdobyć broń, która jako jedyna ma szansę pokonać Thanosa. 

     Czekaliśmy na tę chwilę. Czekaliśmy na to, aż w końcu przybędzie Thanos, o którym tak długo się gada, i zrobi niemałą poruchawę. W końcu poznaliśmy genezę Kamieni nieskończoności, i zobaczyliśmy je wszystkie w jednym miejscu, w jednym czasie. Przy okazji doświadczyliśmy też spektrum ich możliwości, wydawałoby się, że pełne spektrum, ale coś kołacze mi się z tyłu głowy myśl iż to nie wszystko na co stać te błyskotki.
Źródło: Galapagos Films

Sześć pięknie mieniących się kamyczków, takie niepozorne, a cały wszechświat o nie walczy. Wszystkie wyrwane siłą z rąk ich opiekunów bo jak wiemy Thanos się nie patyczkuje. Ta istota to niezwykle zacięta persona, która ma cel, w jej mniemaniu niezwykle światły, i nie cofnie się przed niczym, aby wypełnić swoje przeznaczenie. Przed niczym. Poświeci wszystko, co dla niego ważne, wszystko co dla niego ukochane. Z jednej strony bardzo przerażający w swojej skuteczności, a z drugiej... tkwi w nim coś takiego, co porusza serce. Niezwykle wzruszająca jest geneza jego nietypowej relacji z Gamorą, który to wątek świetnie uwidoczniono dzięki wyprawie na Vormir. Jedna z najpiękniejszych i najbardziej wzruszających scen w całym filmie. 

     „Avengers: Wojna bez granic” to nie tylko opowieść o kamykach, które mogą zniszczyć połowę wszechświata. To nie tylko historia walki dobrych mróweczek z wielkim złem, bo nie wszystko jest tutaj czarno-białe. Nowy film od braci Russo przede wszystkim traktuje o odwadze i oddaniu. Te dwa elementy zawsze pojawiają się w filmach superbohaterskich, bo nie każdy ma na tyle siły, aby stoczyć walkę z kosmitami, żarłocznymi potworami, czy zabójczymi maszynami. Tutaj wszystko wydaje się kumulować, dochodzi do niesamowitego katharsis, które przynosi oczyszczenie, ale i nie tylko. Przeżywamy jeden zwrot akcji za drugim, jedno zaskoczenie przechodzi w drugie, a każda kolejna minuta filmu przynosi kolejną niepowetowaną stratę, która rozdziera nasze serca.
Źródło: Galapagos Films

Dla zwykłego człowieka będzie to zwykły film, ale dla prawdziwego fana Marvela będzie to niewiarygodne przeżycie. Przez te wszystkie lata zdążyliśmy się zżyć z postaciami, które podawało nam Studio. Nawet te będące z nami dopiero od roku, czy dwóch również stały się nam bliskie, bo zwyczajnie je polubiliśmy. Razem z nimi śmialiśmy się, walczyliśmy, czuliśmy smutek i upokorzenie, a nawet i miłość. Fascynowaliśmy się kolejnymi konfliktami pomiędzy nimi, serce radowało nam się na narodziny niezwykłych miłości, a także nietypowych relacji. Dochodziło do spotkań niezwykle egocentrycznych, ale i genialnych umysłów, miłośników muzyki lat 80tych i tych, którzy nie rozumieją co to w ogóle jest. To wszystko generowało wiele przezabawnych sytuacji, które stanowiły dobrą odskocznię i dawały rozluźnienie przed nadejściem nieuchronnego. Genialnym pomysłem było połączenie dwóch światów- wojowników prosto z ziemi oraz wojowników kosmosu. Świetne zderzenie, które idealnie się uzupełniło sprawiając, że „Wojna bez granic” to film lekki, ale i przygnębiający zarazem. Jeden z najlepszych w całej serii.
Źródło: Galapagos Films

     Najnowszy film braci Russo to nie tylko emocjonalny rollercoaster uzbrojona licznymi nawiązaniami do poprzednich filmów. Obraz ten to przede wszystkim fascynujące dzieło artystyczne, które kładzie swoich poprzedników na łopatki. Oczywiście, można było jeszcze bardziej dopracować Thanosa, żeby wyglądać bardziej realistycznie, można było lepiej wypracować walkę w Wakandzie, czy nawet bardziej wygładzić walkę z Ebony Maw, jednakże reszta filmu mocno to rekompensuje. Wszystkie zdjęcia na Vormirze... dzieła sztuki. Nic tylko drukować i robić z tego fototapetę na ścianie. Pomysłowo potraktowano również Nidavellir, planeta wyglądała pięknie i majestatycznie, no i jej cel istnienia również jak najbardziej słuszny i pożyteczny. Nowy tytuł „Avengers” prezentuje się zdecydowanie najlepiej ze wszystkich dotychczasowych. Zabawa zdjęciami i formami toczy się na różnych płaszczyznach, w różnych przestrzeniach, więc nie ma szansy na wizualną nudę. W szczególności, gdy dochodzimy do kulminacyjnego punktu filmu. Oczywiście, można było inaczej to rozegrać, wymyślić całkiem inny sposób na prezentację tego wydarzenia. Wciąż nie rozumiem dlaczego Russo wybrali akurat tę formę, choć podobnoż dla nich nich jest ona dosadna, aczkolwiek niebrutalna.

W tym wszystkim mamy oczywiście miejsce również na charakteryzację, bo przecież zamiana Josha Brolina w Thanosa to coś naprawdę spektakularnego, ale i jego dzieci wyglądały zjawiskowo. Ja osobiście najbardziej upodobałam sobie duet Proxima Midnight- Corvus Glaive, przypasowała mi ta stylizacja. Wszystko wygląda pięknie, bardzo efektowne, ale w sumie epickość to coś, czego nigdy nie brakowało filmom kuźni Marvela. Cudownie się na to patrzy, bo to bajka dla oczu.
Źródło: Galapagos Films

     Najnowszy film MCU, najnowszy tytuł z serii „Avengers”, to epickie i niezwykle szokujące wydarzenie. Emocje po seansie nie opadają i choć wydarzenia całego filmu zapowiadały konkretny kierunek w jakim pójdzie akcja, tak dowierzaniu nie ma końca nawet i na kilka tygodni po obejrzeniu filmu. Pozostawia on po sobie pewną pustkę, pewną chęć obejrzenia na nowo wszystkich tytułów z ostatniej dekady tego uniwersum, a nawet pragnienie ponownego sterroryzowania swojej duszy „Wojną bez granic”. To z pewnością bardzo wyjątkowy film, który łączy w sobie wszystko to, co powinien zawierać ten gatunek- miejsce na radość, miłość, a nawet i nienawiść. Tę produkcję bardzo łatwo można pokochać za jej nieszablonowość, za jej charakter, za jej pasję, ale równie szybko, tak jak to bywa z każdą miłością, może nam złamać serca. Z pewnością powrócę do tego filmu i z pewnością ponownie uzbroję się w paczkę chusteczek!

Ocena: 9/10
Recenzja filmu DVD „Avengers: Wojna bez granic” - dystrybucja Galapagos Films

Oryginalny tytuł: Avengers. Infinity War / Reżyseria: Anthony Russo, Joe Russo / Scenariusz: Christopher Markus, Stephen McFeely / Zdjęcia: Trent Opaloch / Muzyka: Alan Silvestri / Obsada: Robert Downey Jr., Chris Hemsworth, Mark Ruffalo, Chris Evans, Scarlett Johansson, Benedict Cumberbatch, Chris Pratt, Tom Holland, Chadwick Boseman, Zoe Seldana, Tom Hiddleston, Paul Bettany, Josh Brolin / Kraj: USA / Gatunek: Akcja, Sci-fi 

Premiera kinowa: 23 kwietnia 2018 (Świat) 26 kwietnia 2018 (Polska) 
Premiera DVD: 05 września 2018

sobota, 15 września 2018

Książka #486: Pucio na wakacjach. Ćwiczenia wymowy dla przedszkolaków

    Seria książek edukacyjnych o małym Puciu cieszy się ogromną popularnością wśród najmłodszych i ich rodziców. Cykl ten składa się już z trzech tytułów, które na co dzień pomagają rodzicom uczyć swoje pociechy mówienia. W końcu za tą publikacją stoi sama pani logopeda, pedagog, która wie najlepiej jak radzić sobie z problemami logopedycznymi naszych dzieci. Teraz wydaje kolejną propozycję- „Pucio na wakacjach”, nadal ilustrowaną przez Joannę Kłos, która da nam wskazówki co robić dalej.

     Kiedy już dawno udało nam się zapomnieć o tym, że wakacje w ogóle miały miejsce, na półki księgarniane trafia urocza pozycja, z której okładki uśmiecha się do nas rozkoszny dzieciaczek rozłożony na pięknej plaży zażywający kąpieli słonecznej. „Ochooo, nie za dobrze mu?”. Spokojnie, to tylko kolejna książka dla dzieci. Nie byle jaka, bo do nauki języka polskiego, a w zasadzie poprawnego wymawiania wyrazów.

     Tym właśnie jest najnowsza publikacja od pani logopedy. Jedną rzeczą jest nauczyć dzieci mówić, zupełnie inną jest przekazać sposób jak poprawnie wymawiać niektóre spółgłoski, w szczególności, że większość dzieci- jak i ludzi na świecie, ma z tym problemy (bo kto by nie miał z dźwięcznym „rrr”, czy „ś”, „ć”). Polski język nie należy do najprostszych więc trudno się dziwić, że nawet nasze polskie pociechy często łamią sobie języki na co trudniejszych słowach. Na szczęście są ludzie, którzy biegną nam z pomocą. I tak oto mamy tutaj książeczkę, która opowie naszym dzieciom przeuroczą wakacyjną i jakże rodzinną historyjkę, a przy okazji zwróci uwagę na bardziej skomplikowane słowa, które wymagać będą więcej pracy. Wszystko po to, aby nasze dzieci mówiły „dom” zamiast „om”, „balony” a nie „palony”. Poprawna wymowa jest istotna z uwagi na to, że jej wszelkie odchylenia mogą całkowicie zmieniać kontekst zdania. Dobrze jest to uzmysławiać dzieciom już od najmłodszych lat. Autorka uczula nas na kilka takich słów i zwraca uwagę na konkretne litery w wyrazach, które oznacza tutaj na czerwono.

     Książka jest bardzo kolorowa. Już sama oprawa przykuwa uwagę dziecka. Dobrze, że znajdują się w niej ilustracje samochodów, bo w innym wypadku mój berbeć całkowicie by ją zignorował. Urocze rysunki całej rodzinki, gdzieś tam napotkanych zwierząt i rozmaitych przedmiotów, pojazdów, i miejsc. Dobre zabawy cieniami i światłem, wielopłaszczyznowe ilustracje. Autorka tych rysunków zadbała o szczegóły, ale jednocześnie nie pokazuje ich zbyt wiele. Innymi słowy, dobrze się to czyta i dobrze się to ogląda.

     Książka z pewnością przypadnie do gustu najmłodszym czytelnikom, chociaż rozczytywanie jej treści łatwiejsze będzie dla rodziców z uwagi na format czcionki. Publikacja ma być jednak pomocna w ćwiczeniu właściwego wymawiania niektórych słów i pewnie ten cel spełni. U mojego małego jeszcze za wcześnie, aby to trenować, u niego trzeba wrócić do podstaw. Dodatkowo „Pucio na wakacjach” idealnie komponuje się z czasem premiery w doła około jesiennego, czyli między dopiero co skończonymi wakacjami, a powrotem do szkoły, czy pracy, czy przedszkola. Pomaga przypomnieć sobie o promieniach słońca na twarzy i chwilach pełnych beztroski. Dobrze poczytać, dobrze coś z tego wynieść.

Ocena: 6/6
Recenzja dla wydawnictwa Nasza Księgarnia !

Tytuł oryginalny: Pucio na wakacjach. Ćwiczenia wymowy dla przedszkolaków / Ilustracje: Joanna Kłos / Wydawca: Nasza Księgarnia / Gatunek: dziecięce / Ilość stron: 40 / Rok wydania: 2018

środa, 12 września 2018

Książka #485: Everlife. Wieczne życie, aut. Gena Showalter


     Niektóre książki zaczynają się kiepsko, ale w miarę jak akcja się rozkręca coraz bardziej zaczynamy się wciągać w historię. Część z nich utrzymuje dobry poziom do samego końca, nawet wielotomowej opowieści, a u innych siada to już w połowie drogi. Seria „Everlife” ma swoje lepsze i gorsze chwile. Ze względu na tematykę ciężko wystawić jednoznaczną opinię, bo do każdego dociera co innego. Jako młodzieżówka sprawdza się wyśmienicie, jednakże jako zwykła opowieść trochę traci na swoje mocy u finału.

     Tenley i Killian mogą wreszcie cieszyć się sobą. Nie jest to jednak pełnia szczęścia biorąc pod uwagę to z czym przyjdzie im się wkrótce zmierzyć. Ich świat może zostać zasłonięty przez cienie, które na zawsze odbiorą światło temu co dobre. Przed nimi bardzo wiele wyzwań, które mogą odmienić nie tylko ich wieczne życie, ale również wszystkich których poznali i pokochali. Wielka wojna o dusze, życia i śmierć nadchodzi, i tylko od nich zależy, po której stronie staną.

     W obliczu ostatnich życiowych wydarzeń prawdziwym wyzwaniem było mi zmierzyć się z tą powieścią. Ciężko było czytać o śmierci i życiu wiecznym, gdy dotyka cię osobista tragedia. W odbiorze nie pomagało również tempo historii, które niemożliwie się wlekło i zwyczajnie nie pozwalało zaangażować się w całą opowieść. Dopiero nikłe wspomnienie poprzednich tomów pomogło się zmobilizować i dostrzec pozytywy także w tej powieści.

    Nie ma nic bardziej irytującego niż powtarzające się schematy, tworzące akcje, które nie chcą się skończyć. Czytając „Everlife” bardzo często ma się wrażenie, że „to już było” i to nie tylko z powodu przywoływania przez autorkę wątków z przeszłości, dla odświeżenia wiadomości czytelnika. Młodzi znowu przeżywali kryzys, znowu musieli sobie zaufać, pomimo tego, że każde z nich grało w inną grę. Znowu toczyła się walka o dusze, trzeba przyznać, że ci Miriadczycy są mega wytrwali w dążeniu do celu- nie dają za wygraną, niestety. Stało się to dość męczące i rozbrajające zarazem, że taka żądza władzy może doprowadzić do takich a nie innych, dramatycznych wydarzeń. Nie ma również nic bardziej denerwującego, gdy opłakujesz jakąś postać, wręcz topisz się we własnych łzach, a potem okazuje się, że twoja męka była nadaremna, bo oto jak za pomocą magicznej różdżki powraca on do życia! Prawie jak powrót zombie, tyle, że duchowy. Można tutaj znaleźć pewne powiązania między „Everlife” a „Alicją...”. Finał jest zatem najbardziej ckliwy we wszechświecie. Okropność.

     Na szczęście frustracja powrotami do ludzi i wydarzeń zostaje odrobinę zrównana z narastającą fascynacją w trakcie dalszej lektury. Kiedy już dochodzi do konkretnej akcji, to naprawdę jest się w czym zaczytywać, a akcja toczy się tak prędko, tak bardzo nas rozochocając, że mamy ochotę przekartkowywać powieść, jak na turbodopalaczu. Wszelkie sceny walki sprawiają, że serce nam pęka. Zawsze musi wydarzyć się coś nie po naszej myśli, a jak to zazwyczaj bywa podczas wojen trup ściele się gęsto. Nie brak tutaj poświęcenia, bo przecież wiadomo, że dla osoby, którą się kocha zrobi się wszystko. Innych bohaterów cechuje za to zawziętość, gdy już raz sobie coś postanowią to nie ma szans na odciągnięcie ich od tego zamysłu. Tym sposobem dochodzi do kilku zwrotów akcji, które mocno zaskakują, wręcz szokują. Aż dziwne, że niektórych ciąg zdarzeń mógł mieć taki finał.

     Nie mogę powiedzieć, że książka mnie zawiodła. Faktem jest jednak, że daleko mi do zadowolenia z powodu tego co przeczytałam. Nie tak wyobrażałam sobie zakończenie tej opowieści. Zupełnie jakby nic się nie wydarzyło, a obawiam się, że jedynym morałem z tej całej historii jest możliwie najbanalniejszy i najbardziej naiwny z morałów- miłość zwycięży wszystko. Dosłownie wszystko! Wszystko! „Everlife” okazało się być bardziej ckliwe niż ktokolwiek mógłby przypuszczać, choć w sumie finał ma za zadanie zasłodzić nas na amen po tych dramatycznych wydarzeniach, w których towarzyszyliśmy bohaterom przez większość powieści. Wybór tego tytułu Showalter popieram z uwagi na tematykę, którą porusza, choć nie do końca za budowę tej historii.

Ocena: 4/6
Recenzja dla wydawnictwa HarperCollins !
Tytuł oryginalny: Everlife / Tłumaczenie: Jacek Żuławnik / Wydawca: HarperCollins polska / Gatunek: fantasy, młodzieżowe / ISBN 978-83-276-3741-3 / Ilość stron: 463 / Format: 146x218mm
 Rok wydania: 2018

czwartek, 9 sierpnia 2018

Książka #484: Poświęcenie, aut. Adriana Locke

     Adriana Locke wpada na polski rynek wydawniczy wraz z jedną ze swoich pierwszych powieści, z prawdziwym hukiem. Poprzedni rok, kiedy to wydawnictwo Szósty Zmysł rozpoczynało swoje podboje w branży literackiej, należał do mężczyzn zamiłowanych w wojsku- w większości przypadków. Ten natomiast próbuje łączyć spokojne kobiety ze sportowcami. Osobiście bardziej gustuję w tym pierwszym temacie i pewnie dlatego najnowsze propozycje nie wywołują we mnie większego zachwytu. „Poświęcenie” to jednak powieść wyjątkowa, bo uderza w najczulszy kobiecy punkt- w instynkt macierzyński.

     Julia musiała zmierzyć się z niesłychaną tragedią- traci najlepszego przyjaciela, swojego życiowego partnera i męża. Za tragedię obwinia jego brata- Crew, który pomimo wyczuwalnej niechęci ze strony szwagierki robi wszystko, aby troszczyć się o nią i jej córkę Everleigh. Wtedy dochodzi do kolejnego dramatu w rodzinie, usuwając wszystkim grunt spod nóg i mogąc doprowadzić do jej zniszczenia. Wyzwanie, przed którym zostają postawieni Julia i Crew zmusza ich do wielkich poświęceń, które niespodziewanie zaczyna ich zbliżać do siebie ponownie. Wówczas Crew ryzykuje wszystkim co ma, aby wygrać przyszłość dla swoich dziewczyn.

     Przyznaję, tematyka sportowa w książkach za specjalnie mnie nie kręci. Oczywiście, jest to bardzo ciekawe urozmaicenie, wzbogaca to walory książki, ale w większości przypadków nie ma większego wpływu na akcję. Inaczej jest w przypadku „Poświęcenia”, tutaj wątek walk pojawia się w konkretnym celu, wobec czego jestem w stanie wybaczyć autorce fakt jego pojawienia się. Pomimo wszystko uwaga czytelnika skupia się zupełnie na czymś innym. Nie jest to jednak kwitnący romans obojga bohaterów, których łączy wspólna przeszłość, a którzy jednoczą się w obliczu tragedii. To właśnie ta tragedia wyciska z człowieka cierpliwość, pokazuje ból istnienia, a także okrucieństwo tego świata. Ten wątek uderza w najczulszy punkt każdej kobiety- w jej instynkt macierzyński. Większości pęka serce, gdy dzieje się tragedia małym zwierzaczkom, nie ważne, że w filmie ludzie się topią wkoło, najważniejszy jest pies, który nie może się uratować. Tutaj miejsce psa zastępuje bezbronne dziecko, które wrzucone jest w najmroczniejsze z przeżyć, jakie tylko może doświadczyć w swoim krótkim życiu. Ta świadomość rani, ta świadomość wręcz zabija- wizja tych wszystkich straszliwych chwil, których nie chce przeżywać żaden rodzic, żadna matka, żadna osoba, która ma jakiekolwiek emocje i potrafi kochać. Z drugiej strony pokazuje to też ludzką siłę, że pomimo wszystko, pomimo tej tragedii pozostajemy razem, wspierając się wzajemnie. Trzymamy za rękę i choć serce nam pęka, a świat wiruje dookoła to jesteśmy razem. Takie wydarzenia pokazują prawdę o człowieku i nawet ten najbardziej zadufany w sobie, najbardziej zamknięty, w końcu wyjdzie ze swojej skorupy dając siebie i swoje oparcie światu, jego światu.

     Historia jest momentami bardzo przewidywalna, ale bohaterowie... godni podziwu. Można uznać ich za prawdziwych bohaterów w ich fikcyjnych życiach. Julia to typowa silna matka walcząca o dziecko. Pomimo ciężkich przeżyć, które mogłyby odebrać moc każdemu, ona walczy, bo ma po co. Z drugiej strony barykady jest Crew. Mężczyzna o popapranej, nieodgadnionej przeszłości, który wydoroślał i jest zdolny do największych poświęceń. Aczkolwiek gubi go też jego brawura. A pomiędzy tą dwójką jest ona, małe epicentrum wszystkich wydarzeń- córka i bratanica, którą kochają wszyscy. Mała rezolutna Everleigh, która ma więcej rozumku niż większość dzieci w jej wieku, a która może sporo nauczyć swoich rodziców. Ta trójka razem wygląda wspaniale, daje przykład prawdziwej rodziny, którą każdy chciałby mieć i którą każdy chciałby stworzyć.

     Powieść zdecydowanie wzbudza niesamowite emocje, z jednej strony łamiące, ale z drugiej dające sporo nadziei i ukojenie. Kiedy wprowadzenie z lekka przynudza, rozwinięcie łamie nam serca. Kiedy już wszystkie serca pękną z rozpaczy przybywa kolejna fala- pełna wyczekiwania, napięcia... I jeszcze ten finał! Tak dobry w swojej nieoczywistości, zaskakujący ponad miarę, ale również generujący podejrzenie, że takich tanich chwytów może pojawiać się więcej w prozie Adriany Locke. Nie mniej, jeżeli choć połowa powieści autorki jest równie dobra i wzruszająca jak „Poświęcenie”, to biorę je wszystkie w ciemno!

Ocena: 5/6
Recenzja dla wydawnictwa Szósty Zmysł!
Tytuł oryginalny: Sacrifice / Tłumaczenie: Klaudia Wyrwińska / Wydawca: Szósty Zmysł / Gatunek: obyczajowe / ISBN 978-83-65830-60-9 / Ilość stron: 446 / Format: 143x205mm

Rok wydania: 2018 (Polska) 2015 (Świat)

niedziela, 8 lipca 2018

Książka #483: Wielka księga wartości, aut. Teresa Blanch, Anna Gasol

    
Wychowując swoje pociechy dorośli nie zawsze odnajdują dobry środek, aby zrobić bo najlepiej. Wszelkie ważne wartości poznaje właśnie dzięki swoim rodzicom. Ci z kolei mogą korzystać z rad wszystkich dookoła, ale najlepiej byłoby mieć je zebrane w jednym miejscu, prawda? Nic tak nie trafia do młodego człowieka jak nauka przez zabawę, więc teoretycznie nic nie powinno być bardziej pomocne w wychowaniu wartościowego człowieka, jak czytanie mu najrozmaitszych treści z ukrytą puentą. Tym też tokiem poszedł duet pisarski – Teresa Blanch oraz Anna Gasol, który to od lat współpracuje na hiszpańskim rynku. Ich „Wielka księga wartości” porywa od pierwszych stronic.

     Publikacja autorek to zbiór kilkunastu opowiadań ukazujących największe wartości w życiu człowieka zebranych w wielką księgę. Może nie specjalnie opasłą, ale za to rosłą. Szesnaście tekstów traktuje o siedmiu najważniejszych w życiu człowieka wartościach. Są to tolerancja, życzliwość, wysiłek, wspólnota, uczciwość, poczucie własnej wartości i empatia.

     Jak to zwykle bywa w antologiach, tak i jest w tej skierowanej dla najmłodszych. Nie wszystkie opowiadania muszą wszystkim przypasować. Jedne lepiej trafiają do człowieka, inne mniej. Inne są bardziej zrozumiałe, inne bardziej zagmatwane lub z mętnym przesłaniem. Czasami zdarza się tak, że gdyby nie nazewnictwo to w ogóle nie wiedzielibyśmy jakiej wartości dotyczy wybrane opowiadanie. Do moich ulubionych na pewno należą te o tolerancji, u której boku zawsze stoję na straży. Dwa ujmujące teksty, w których kluczową rolę grają dzieci i to ze strony dzieci inne dzieci doświadczają okrutnych zachowań. A to wnuczek nie chce zaakceptować chłopca o śniadej twarzy i kręconych czarnych włosach, który również mieszka u jego dziadków, a to dwójka rodzeństwa ma problemy ze zrozumieniem dlaczego mama darzy sympatią dziewczynkę- przybłędę, która nawet nie ma stałego domu. Już po tych pierwszych opowiadaniach dostrzegamy jakiego rodzaju będzie to książka, bowiem nic nie trafia do dzieci, jak patrzenie na inne dzieci, które dostają nauczkę.

Uwagę sympatyków słodkości zwróci przede wszystkim opowiadanie o człowieku, który traci pracę, a potem pracuje z wielkim zapałem, aby utrzymać rodzinę. W końcu rodzi się z tego konkretny pomysł na biznes, który zabiera jeszcze więcej czasu. Tak, ta historia opowiada o ludzkim wysiłki. Pełne uroku jest za to opowiadanie o uroczej dziewczynce, jej tenisówkach i pewnym bezdomnym. Bardzo wyraźnie ukazuje życzliwość wobec innych osób, patrzenie ponad swoje własne potrzeby i chęć niesienia pomocy innym. Jednym z najbardziej przejmujących opowieści poza tą o córce blacharza, jest ta o poczuciu własnej wartości w połączeniu z uczuciem niewidzialności. Mocno trafi do tych, którzy faktycznie czują się podobnie, jakby mieli super moc. Kolejnym z tej kategorii tekstów jest ten o nowej dziewczynce w szkole, która nie miała nikogo. To konkretnie przekazuje dzieciom wartość empatii, o które tak ciężko w dzisiejszych czasach, gdy każdy biegnie przed siebie każdego dnia.

     Wszystkie opowieści zawarte w tej publikacji są opowiedziane oczami dzieci i do dzieci skierowane. Nie oznacza to jednak, że są infantylne, czy napisane dziecinnym językiem. Wręcz przeciwnie, to lektura skierowana do odrobinę starszych dzieci z prostym przekazem. Przekazem, który zrozumie każdy i który każdego może czegoś nauczyć, pomóc zrozumieć jak być lepszym. Choć proste, historie są niezwykle interesujące. Każda z nich kręci się wokół innej tematyki, w związku z czym każdy z młody czytelników trafi na coś dla siebie i ostatecznie coś w nim zostanie z tej lektury.

     Prawdziwą gratką w tej książce są nie tylko wartości, które serwuje czytelnikowi, ale również przepiękne ilustracje Valentiego Gubianasa. Ten hiszpański artysta zachwyca swoimi pracami. Jego twórczość zdobi nie tylko przepiękne książki, ale również spektakularne murale, czy witryny ciekawych sklepów. Barwne, urocze i po prostu wyjątkowe. Każde nacechowane są poczuciem humoru i nostalgią. Choć mają nieregularne kształty, niekiedy dość makabryczne, to nie wywołują grozy. Idealnie komponują się z opowieścią, której dotyczą, bardzo dobrze podkreślając jej przesłanie. Jest się czym zachwycać.

      „Wielka księga wartości” zbiera w sobie najważniejsze wartości każdego człowieka. Teresa Blanch i Anna Gasol tworzą cudowne historie z myślą o dzieciach, aby nauczyć ich moralnych zachowań i wykształtować z nich dobrych ludzi. Opowieści wielokrotnie wzbudzają bardzo pozytywne emocje, przynajmniej u ich finału. Wzruszają, bawią, ale przede wszystkim zmuszają do refleksji, nie tylko tych najmłodszych, ale też i starszych czytelników. Bardzo dobrze się je czyta, a dzięki przecudownym rysunkom autorstwa Valentiego Gubianasa bardzo dobrze się na nie patrzy. Pobudzają również zmysł wzroku dostarczając estetycznych wrażeń. Razem komponują się w całość idealną, do której chce się wrócić i nad którą wciąż chce się zachwycać.

Ocena: 5/6
Recenzja dla wydawnictwa Nasza Księgarnia!

Tytuł oryginalny: El libro de los valores para ninos / Tłumaczenie: Marta Szafrańska-Brandt / Ilustracje: Valenti Gubians / Wydawca: Nasza Księgarnia / Gatunek: dziecięce / ISBN 978-83-10-13343-4 / Ilość stron: 144 / Format: 200x267mm

Rok wydania: 2018 (Polska) 2016 (Świat)