NOWOŚCI

Najnowsze teksty

sobota, 7 października 2017

Książka #465: Ale auta! Odjazdowe historie samochodowe, aut. Michał Leśniewski

     Zaszczepienie w dziecku pasji jest jedną z najważniejszych ról rodzica. Oczywiście, nasi najmłodsi sami zdecydują, w którym kierunku podążą ich zainteresowania, ale dobrze jest przedstawić im jakieś opcje. O tym, co kryje w sobie świat dowiedzą się przecież od własnych rodziców, ale również i twórców książek przygotowanych specjalnie dla naszych milusińskich. Jeżeli widzicie, że Wasze dziecko uwielbia rozbijać się samochodzikami, a przejście pół metra chodnikiem zabiera kilkanaście minut z uwagi na ciągłe „brum, bruuum, bruum”, to znak, że książka Michała Leśniewskiego jest zdecydowanie dla niego.
     „Ale auta! Odjazdowe historie samochodowe” to publikacja dla wszystkich miłośników motoryzacji- dużych i małych, ale z większym naciskiem na tych drugich. Książka zawiera w sobie sporą ilość wielobarwnych opowiadań, które przedstawią samochód od podszewki. Ten zbiór powie nam o początkach motoryzacji, kiedy to w 1769 Joseph Cugnot wymyślił dziwaczny i mało poręczny pojazd, ale też o całym procesie powstawania aut. Jednakże samochody to nie tylko historia, ale przede wszystkim praktyka, więc każdy dowie się co w dawnych czasach potrzebne było prowadzącemu- począwszy od narzędzi, poprzez dodatku do samochodu, a po odzienie skończywszy. Bardzo ciekawie wypadają również opowieści praktyczne, przykładowo o sposobie włączania silnika. Zaczytywanie się w opowieściach o starodawnych modelach samochodów, odkrywaniu jak nadawać im prędkości, czy też o powstaniu opony samochodowej jest niezwykle frapujące i budzi rodzi jeszcze więcej pytań. Szkoda tylko, że nie na wszystkie otrzymamy odpowiedź. Książka ta nie oferuje kompleksowej wiedzy o automobilach i jego budowie- jedynie strzępki informacji, mniej bądź bardziej znaczących. Bo czy kogoś naprawdę obchodzi czas pierwszych w historii wyścigów? Cóż, tych kluczowych w Monte Carlo może i owszem, ale zwyczajnych zawodów w Paryżu? Szczerze wątpię. Jednakże naprawdę świetnym pomysłem jest chronologiczność opowieści, w których podkreśla się najważniejsze etapy samochodowej historii. Od pierwszego autopodobnego tworu, przez pierwszą produkcję, skrzydełkową modę u Cadilaca, aż po polskiego Fiata, a nawet elektroniczny mózg każdego współczesnego auta. Bardzo dobrze, że autorowi udało się uaktualnić treść książki, dodając również ciekawostki pod postacią zestawienia najszybszych samochodów, jakie istnieją aktualnie na świecie. Do zakochania!
     Książce nie można odmówić uroku. „Ale auta!” to naprawdę auta przez duże A i z wykrzyknikiem na końcu. Przepięknie wydana, na genialnym papierze, który tylko uwydatnia wspaniałą paletę barw. Zdecydowanie podnosi atrakcyjność i tak rewelacyjnych ilustracji stworzonych przez Macieja Szymanowicza. Wyrysowane przez niego samochody prezentują się niebywale zachwycająco. Są wielobarwne i bardzo szczegółowe. Jest się nad czym zachwycać, w szczególności jeżeli chodzi o dzieci. Opływowe kształty i kontrastowa kolorystyka przykuwają uwagę każdego. Dziecko ma aż ochotę powyrywać kartki, zmiąć je piąstkami i nosić w kieszonce na pamiątkę.
Źródło: Egmont
     Jestem szczerze zachwycona książką „Ale auta! Odjazdowe historie samochodowe”. Publikacje z serii ART Egmont nigdy nie zawodzą swoją wizualnością, gdyż angażują do tworzenia najbardziej wybitnych ilustratorów. Teraz śmiało mogę stwierdzić, że Maciej Szymanowicz znalazł się wśród moich ulubieńców. Sama treść książki jest bardzo różnorodna i z pewnością bardzo ciekawa dla każdego maniaka motoryzacji. Bardzo ciekawym pomysłem okazało się ubranie zwykłych, suchych faktów w historyjki, które zainteresują najmłodszych czytelników. Nie, żeby w ogóle potrafili się na nich skupić otoczeni feerią barw i niesamowitymi kształtami rysunków spoglądających na nich z kart książki. Jest to wyjątkowa lektura, która powinna znaleźć się w biblioteczce każdego chłopca, bo dostarczy mu rozrywki na wiele dni.

Ocena: 5/6
Recenzja dla wydawnictwa Egmont!



Tytuł oryginalny: Ale auta! Odjazdowe historie samochodowe / Ilustracje: Maciej Szymanowicza / Wydawca: Egmont / Gatunek: dziecięce / ISBN 978-83-281-1456-2 / Ilość stron: 88 / Format: 240x270mm

Rok wydania: 2017 (Polska)

sobota, 30 września 2017

1239. Strażnicy Galaktyki vol. 2, reż. James Gunn

     Kinowe Uniwersum Marvela rozszalało się na dobre, kiedy do ekipy dołączyli „Strażnicy Galaktyki”. 3 lata temu wzbudzali zachwyt wśród widowni i krytyków, którzy pokochali nie tylko historię, ale przede wszystkim nietuzinkowych bohaterów. Teraz James Gunn powraca z najnowszą odsłoną ich przygód, bowiem ta nietypowa rodzina wyrzutków społecznych ponownie ratuje wszechświat przed złem i nikczemnością. „Strażnicy Galaktyki vol. 2” to film z kategorii „bardziej”- bardziej emocjonujący, bardziej dynamiczny i jeszcze bardziej zakręcony.
Źródło: Galapagos Films

     Ekipa Star-Lorda (Chris Pratt) zyskała sławę po tym jak ostatnim razem udało im się ocalić galaktykę przed Ronanem oraz kamieniem nieskończoności. Teraz dostają kolejne zlecenia, ale ich nieokrzesane zachowanie ściąga na nich gniew zleceniodawców, którzy ścigają ich przez połowę kosmosu. Przed zbliżającą się zgubą ratuje ich tajemniczy mężczyzna. Oni sami jednak uszkadzają statek i zmuszeni są lądować na nieznanej sobie planecie. Podczas gdy Rocket (Bradley Cooper) wraz z Grootem (Vin Diesel) próbują podreperować statek, Peter wraz zresztą drużyny wyrusza na planetę Ego (Kurt Russell), gdzie poznaje swoje korzenie oraz przeznaczenie. Tymczasem poprzez galaktykę pędzą za nimi najemnicy z Yondu (Michael Rooker) na czele, którzy nie cofną się przed niczym, aby sowicie zarobić na zleceniu.
     James Gunn nie osiada na laurach. Świadomy tego, że postawił sobie wysoko poprzeczkę chciał przeskoczyć pierwszy film albo chociaż uczynić go równie zaskakującym i zachwycającym co pierwszy. Ewidentnie widać, że plany skończyły się sukcesem i pod wieloma względami „Strażnicy Galaktyki vol. 2” przebijają pierwszy film. Co najbardziej zaskakujące, udaje się tutaj uniknąć problemów wielu innych sequeli, ponieważ ten jeszcze bardziej rozbudowuje swoich bohaterów, prezentuje ich przemianę w najlepszy z możliwych sposobów, a do tego dokłada równie porywającą historię przewodnią wokół, której kumulują się działania postaci filmu. Nie jest to ten sam kotlet odgrzany ponownie, to pełnoprawna kontynuacja mogąca szczycić się najlepszą wśród tegorocznych sequeli.
Źródło: Galapagos Films

Wszystko co niedopowiedziane w części pierwszej w końcu znajduje rozwiązanie. W najnowszym filmie Gunna bohaterowie będą jednoczyć się w rozwikłaniu tajemnicy pochodzenia Petera Quilla. I już na tym etapie fabuła ciekawie się rozwarstwia. Nie tylko poznajemy ojca, ale również odnajdujemy nowego Star-Lorda i wyjaśnienie jego przetrwania po akcji z kamieniem nieskończoności. Nie tylko dostajemy potężnego złoczyńce, ale zostaje on zestawiony również ze skokami w przeszłość. Zaledwie jeden wątek z wielu w tym filmie, a dostarcza najrozmaitszych emocji, tak bardzo ze sobą sprzecznych. Przy okazji tej historii wychodzi zupełnie inna relacja, która przyprawia o zawrót głowy, ale przede wszystkim o potok łez.
Zawieszona w kosmosie opowieść Gamory i Nebuli również znajduje swój ciąg w tym tytule. W końcu mamy okazję poznać bliżej niebieską część córeczek Thanosa, a także zrozumieć motywy jej działania. Nierzadko była też obiektem drwin ze strony towarzyszy podróży, co akurat nie jest dziwne, a i jej towarzysze raczej czarne poczucie humoru mają. Czasami odnosi się wrażenie, że jej postać jest jedynie zapychaczem, aby inni mieli okazję się wykazać, ale na szczęście szybko to mija, gdy przychodzi do faktycznej rozgrywki.
Źródło: Galapagos Films

Największą przemianę przeszła chyba postać Draxa. Oczywiście, twórcy nie zapominają dlaczego w ogóle znalazł się w tej bandzie nieszczęśników, ale dają mu coś innego- poczucie humoru. Tym sposobem przy większości wiekopomnych chwil, czy chociażby każdej innej sytuacji wymagającej powagi, wkracza Drax ze swoim pokrętnym wtrąceniem rozwalającym cały system i rozśmieszającym wszystkich, na sali oczywiście. Niby śmiertelnie poważny, ale tak bardzo nieporęczny z wyczuciem chwili. O dziwo to bawi, ale co jeszcze dziwniejsze momentami też drażni, gdy sięga do przesady. Nie mniej, jego dyskusja na temat brzydoty Mantis to największy hit tej odsłony „Strażników...”. Takich scen jest za dużo, aby wszystkie wymieniać, ale koniec końców tym razem to Drax jest tym, który skupia najwięcej uwagi, bo najbardziej bawi swoimi komentarzami. Inną istotą, mogącą bardziej zachwycać niż on jest sam Groot. On zachwyca bezustannie, ale teraz jest małym drzewkowym dzieciątkiem. Jego zachowania porównywać można z półtorarocznym dzieckiem, który teoretycznie rozumie, ale jakby nie do końca. Wzbudza największe instynkty macierzyńskie, kiedy dzieje mu się krzywda. Aż ma się ochotę wejść na plan i poklepać go pocieszająco po ramieniu, ewentualnie ululać do snu.
Film porusza jeszcze całą masę innych tematów, czy to bunt załogi Yondu, jego odrzucenie z kręgu najemników- jego prawdziwej rodziny, jego niesamowitą relację z Rocketem, czy też dziwaczne zachowania Sprzymierzonych (BTW co to w ogóle za jedni?!). I co zaskakujące, pomimo tego, że jest tutaj cała masa historii pobocznych, wszystkie idealnie się ze sobą przeplatają, wzajemnie uzupełniają i dzięki temu nie ma się wrażenia przeładowania- wręcz przeciwnie, jest jeszcze bardziej intrygująco i dynamicznie.
Źródło: Galapagos Films

    Dorównując swojemu poprzednikowi „Strażnicy Galaktyki vol. 2” są równie dynamiczni, równie kolorowi i równie zachwycający muzycznie. Efekciarstwo w tym filmie jest pierwszorzędne, aczkolwiek przeładowanie grafiką znajduje również ujście w jakiejś pokrace. Niestety, nie udało się tego uniknąć i niestety finałowa akcja na Ego jest tego przykładem. Mocno rozdrażniający pokaz mocy, który jest ukłonem dla lat osiemdziesiątych, z tym muszę się zgodzić, ale finalnie jak dla mnie jest jedynie zapychającą i przesadną popisówką. Pięknie natomiast wygląda tutaj kosmos. Każda jedna planeta, a planeta Ego to już w ogóle pokaz najcudowniejszych piękności wszechświata. Zachwycają barwy, zachwyca animacja, która wygląda naprawdę realistycznie, jakbyśmy siedzieli na jednej z tych asteroidek i obserwowali z niej bezmiar cudownego kosmosu. A dużo się w nim dzieje. Szalone pościgi, jeszcze bardziej szalone wybuchy i od groma innych kosmicznych atrakcji, które przyciągną uwagę każdego.
Bezzaprzeczalną zaletą „Strażników Galaktyki” jest ich oprawa muzyczna. Z jednej strony genialny podkład muzyczny Tylera Batesa, a z drugiej... rewelacyjny zlepek najlepszych kawałków muzycznych. Do tego świetnie dopasowane do scen akcji, jak chociażby wspaniała akcja na statku Yondu w rytmie „Come a Little Bit Closer” w wykonaniu Jay and the Americans, też „Mr. Blue Sky” z niezwykłym układem tanecznym Groota i szalejącą w tle walką z gigantycznym potworaskiem, czy też „The Chain” nadający grozy chwilowemu rozstaniu przyjaciół. Utwory mniej lub bardziej znane współczesnemu odbiorcy, które latami biegały po falach radiowych lub też nie. Świetnie tutaj spełniają swoją rolę i udowadniają, że kompozycje niekoniecznie tematycznie powiązane z fabuła filmu, czy jej linią czasową, mogą idealnie się sprawdzić i nadawać dodatkowego charakteru.
Źródło: Galapagos Films

     „Strażnicy Galaktyki vol. 2” to autentycznie film niezwykły. Czysta rozrywka podrasowana intrygującą fabułą. James Gunn poszedł o krok dalej, chcąc dać widzowi nowe powody do miłości do tego filmu, a być może nawet przekonać do niego jego zagorzałych przeciwników. Niegdysiejsi wrogowie stają się sojusznikami, a wszystko przez coraz większy rozwój postaci oraz ich relacji. To nie są ci sami Strażnicy co w pierwszymi filmie. Są mądrzejsi o nowe doświadczenia, a co za tym idzie jeszcze bardziej zabawni, jeszcze bardziej angażujący się oraz bardziej intrygujący. To wszystko, jak zawsze, w najwspanialszej oprawie studia Marvela, czyli masa wybuchów, feeria światła i barw, a także rewelacyjny dobór ścieżki dźwiękowej. I to wszystko zawstydzić powinno inny największy, kosmiczny hit- „Star Wars”.
Ocena: 8/10
Recenzja filmu DVD „Strażnicy Galaktyki vol. 2” - dystrybucja Galapagos Films
Film dostępny również na Blu-Ray oraz Blu_Ray 3D.

galapagos.com.plOryginalny tytuł: Guardians of the Galaxy vol. 2 / Reżyseria: James Gunn / Scenariusz: James Gunn / Zdjęcia: Henry Braham / Muzyka: Tyler Bates / Obsada: Chris Pratt, Zoe Saldana, Dave Bautista, Bradley Cooper, Vin Diesel, Kurt Russell, Michael Rooker, Karen Gillan, Pom Klementieff, Sylvester Stallone, Elizabeth Debicki, Chris Sullivan, Sean Gunn / Kraj: USA / Gatunek: Akcja, Sci-Fi
Premiera: 19 kwietnia 2017 (Świat) 05 maja 2017 (Polska)
Premiera DVD: 20 września 2017

piątek, 22 września 2017

Książka #464: Wanda Chotomska dzieciom, aut. Wanda Chotomska


   Jedno z najbardziej rozpoznawalnych nazwisk literatury dziecięcej w Polsce. Wanda Chotomska to jedna z najznakomitszych polskich poetek, autorek piosenek, czy spektakli scenicznych. To ona stworzyła kultowych Jacka i Agatkę, których po dziś wspominają nasi rodzice. Dzięki wydawnictwu Nasza Księgarnia magia utworów autorki rozrosnąć się może na jeszcze młodsze pokolenia, które już od maleńkości zapoznawać się będą ze zbiorem przepełnionym twórczością tej pisarki- „Wanda Chotomska dzieciom”.

     Publikacja ta to nie jedynie rytmiczne wierszyki, które dzięki prawidłowej intonacji zaintrygują każdego potencjalnego słuchacza. Książka ta, to praktycznie przegląd wszystkim form twórczych autorki, bowiem znajdziemy tutaj również krótkie opowiadania, piosenki, limeryki, a nawet sceniczne wystąpienia. Dzięki temu każdy z czytelników pozna Wandę Chotomską od każdej strony, a przy okazji dowie się czegoś o literaturze.
     „Wanda Chotomska dzieciom” to niezwykła pozycja w biblioteczce waszego dziecka. Pięknie się prezentuje, ma cudowną oprawę, ale przede wszystkim... rewelacyjną treść. Ta inteligentna kobieta przekazuje wiele nauk za sprawą swojej twórczości, a co za tym idzie trafia nie tylko do dzieci, ale też i dorosłych czytelników. Czyni to głównie za sprawą rymów, do których ma niebywały talent. U niej nawet i najbardziej skandaliczne połączenia wydają się być skrojone na miarę. W całym tym zbiorze każdy odnajdzie coś dla siebie. Bez względu na to, czy gustujemy w bardziej zwierzęcych utworach, czy jesteśmy zaintrygowani tańcem, a może instrumentami muzycznymi... wszystko to znajdziemy w tej książce. Dla zachowania ładu i składu podzieloną ją więc na podgrupy, gdzie każda z części traktuje o czymś innym. Większość utworów ma charakter czysto rozrywkowy- bawi, wzrusza. Inne natomiast próbują przekazać nam pewną mądrość, ukierunkować na właściwe zachowania. Najbardziej intrygujące jest chyba drugie dno scenicznego spektaklu odnośnie Śpiącej Królewny. Teoretycznie każdy z nas jest tego świadom, acz z drugiej strony Chotomska rzuca nam morałem prosto w twarz. Na szczególną uwagę zasługuje również „Mikołaj”, w którego wciela się sama autorka i zwraca się ze stron swojej książki bezpośrednio do czytelnika. Bardzo mile puszcza do nas oczko, dzięki czemu treść staje się jeszcze bardziej przystępna. Przyjemnie prezentują się również opowiadania, gdzie króluje wyobraźnia i dowolność interpretacyjna. Tutaj najbardziej zachwyca „Leonek i Lew”, który teoretycznie traktuje o zwyczajnej dziecięcej zabawie, a jednak potrafi zaprezentować prawdziwą odwagę. Jednakże nie ma co traktować wszystkiego na poważnie, bo nawet i w swoich prozach autorka nie może zapomnieć o miłości do rymowania. Także również i w nich odnajdziemy ulubione wierszyki, które powtarzało i powtarzać będzie każdego dziecko.
Źródło: Nasza Księgarnia
     To na co nie trudno zwrócić uwagę podczas zapoznawania się z „Wanda Chotomska dzieciom” to zdecydowanie najcudowniejsze w świecie rysunki. Ich autorem jest sam Artur Gulewicz, który specjalizuje się w odzwierciedlaniu treści książki dla dzieci, a który pracował przy „Zwariowanych pojazdach”. Jednakże jego aktualne dzieło, to zupełnie inny świat. Pełen rozmazanych linii, pełen kanciastych kształtów. Trochę tu ładu, a trochę chaosu, a to wszystko zależy od charakteru konkretnego utworu. Jedną z najciekawszych prac jest z pewnością ta do „Hipopotam”, gdzie prozaiczne, wręcz dziecięce ilustracje przykryte zostają błotnistymi kropkami. Jednakże to dopiero przy „Pan Listopad” ilustrator pobawił się formą łącząc zdjęcia z rysunkami. Tym samym uzyskał zaskakujący, ale jakże świetny efekt. Z każdej ze stron bije pełne spektrum kolorystyczne, co z pewnością przykuwa uwagę. A wszelkie krągłości, kanciki, czy rozmycia, jak najbardziej dodają uroku całej publikacji. Oby więcej takich kreacji!
     Zbiór twórczości od Wandy Chotomskiej to książka zaiste wyjątkowa. Mowa tu o ptakach, dziecięcej wyobraźni, czy starczej niedołężności. Książka zachwyca pomysłami na łączenie słów we wspaniałe, wpadające w ucho rymowanki, które pozostają w pamięci na wiele lat- o czym przekonać mogły się starsze pokolenia. „Wanda Chotomska dzieciom” to nie tylko zbiór życiowych mądrości, czy zabawnych historyjek. Książka ta to również pole do popisu dla ilustratora, który w każdą ze stron tchnął życie i nadał historii wyjątkowego charakteru. Każdy kto stanie się posiadaczem tej publikacji nie będzie zawiedziony, a wręcz przeciwnie. Będzie do niej powracał i po stokroć, a wraz z nim jego dzieci. I dzieci jego dzieci. Wspaniała i godna polecenia dla każdego!

Ocena: 5/6
Recenzja dla wydawnictwa Nasza Księgarnia!

Tytuł oryginalny: Wanda Chotomska dzieciom / Ilustrator: Artur Gulewicz / Wydawca: Nasza Księgarnia / Gatunek: dziecięce / ISBN 978-83-10-13251-2 / Ilość stron: 288 / Format: 165x215mm
Rok wydania: 2017 (Świat)

czwartek, 21 września 2017

1238. Kong: Wyspa Czaszki, reż. Jordan Vogt-Roberts

     Swoje pierwsze kroki na wielkim ekranie stawiał w 1933 roku. Od tamtej pory siał zamęt i zniszczenie w Nowym Jorku, bowiem to tam upatrzył sobie wysoką Empire State Buidling, gdzie zabierał na małe randez-vous urocze blondyneczki. Jednakże wraz z XXI wiekiem wielki goryl z tajemniczej wyspy dokonuje wielkich zmian w ludzkim światopoglądzie, bo nie dość, że stracił głowę dla szatynki, to w dodatku nie dał się zaciągnąć na zamurowany ląd. Jordan Vogt-Roberts, obiecujący reżyser młodego pokolenia, zabiera nas w niesamowitą podróż po najcudowniejszych zakątkach świata, abyśmy mogli na własne oczy zobaczyć sekrety, które „skrywa” nasza planeta w najnowszym filmie „Kong: Wyspa Czaszki”.
http://www.wbep.pl/
Źródło: Warner Bros.
     Czasy Zimnej Wojny, kiedy to Stany Zjednoczone walczyły o władzę z Rosją. Chcąc ubiec swoich rywali Rząd amerykański postanawia wysłać ekipę badaczy na nowo odkrytą wyspę, aby móc szczycić się tym, co tam odnajdą. Wyprawie przewodzi agent Bill Randa (John Goodman), który wraz z najlepszym tropicielem- kapitanem Jamesem Conradem (Tom Hiddleston), fotoreporterką wojenną (Brie Larson), a także ekipą żołnierzy dowodzoną przez podpułkownika Packarda (Samuel L. Jackson) dostają się na wyspę, która dotychczas pozostawała niewidoczna dla ludzkiego oka. Jednakże już na starcie badania geologiczne zamieniają się w walkę o przetrwanie, gdy podróżnikom przyjdzie stawić czoło mitycznym stworzeniom zamieszkującym wyspę, a także... ich królem!
     Po filmie „Kong: Wyspa Czaszki” spodziewać można się było wszystkiego. Jednakże biorąc pod uwagę to, co dostawaliśmy do tej pory, niewielu raczej oczekiwało takiego fantastycznego filmu, przy którym można się znakomicie bawić. Owszem, twórcy nie unikają klasycznego problemu z przewidywalnością scenariusza, jednakże rozrywka jaką dostarczają zdecydowanie rekompensuje wszelkie mankamenty. Powracamy do początków wielkiego potworasa. W końcu wiemy skąd się wziął i dlaczego był tak bardzo wzburzony przez większość swojego filmowego życia. Nadal nie pojmujemy sentymentu do kobiet, bo jakoś ciężko jest to podciągnąć pod matczyną problematykę- ze względu na rozbieżność rozmiarów, ale kto tam zrozumie goryla. Świetnie za to pokazuje się schematyczność działania określonych typów bohaterów- zawsze jakiś teoretycznie niczego nieświadomy odkrywca, zawsze jakiś wybawiciel dzięki któremu spora część ekipy przetrwa starcie z drapieżnikiem, tudzież zabójczymi Czaszkołazami (nazwa głupia, ale fajnie brzmi!), no i zawsze też trzeba w takich rozgrywkach upchać narwańca, który ma ochotę zrównać z ziemią całą wyspę, bo głupia duże coś zabiło mu żołnierzy. Oczywiście, ten ostatni typek ma ciekawą psychologiczną postawę, którą osobiście lubię nazwać mianem zboczenia zawodowego, czy też swoistego pracoholizmu. Na szczęście, dzięki materiałom znajdującym się nawet na wydaniu DVD poznamy wyciętą scenę, która jeszcze dokładniej wyjaśnia takie pokrętne zachowanie Packarda wobec Chapmana.
http://www.wbep.pl/
Źródło: Warner Bros.
Bardzo fajnym pomysłem okazało się rozdzielenie ekipy podróżników, z czego każdy mierzył się z innymi „problemami”, ale ostatecznie wszyscy stanęli przed jednym- wynośmy-się-stąd-w-cholerę problemem. Standardowo w filmie przygodowym bohaterowie sami muszą się prosić o dodatkowe atrakcje przywołujące widza o mikro zawały serca, więc rozrywka jest tutaj zapewniona począwszy od humoru, przez gigantyczne napięcie, aż na wzruszeniach kończywszy. Dlatego tak wspaniałym jest tutaj załączenie dodatkowego wątku, który czai się pobocznie, pomimo tego że jest jednocześnie otwarciem, co i zakończeniem całego obrazu. 
     Wiele wcieleń króla Konga widzieliśmy dotychczas. Jedne były bardziej straszne, inne mniej śmieszne, a ten spod skrzydeł Jordana Vogt-Robertsa jest po prostu najbardziej realistyczną istoto człekopodobną jaka stąpała po ekranie kinowym. Jest to najlepiej wykreowany Kong, z jakim przyszło mi się zapoznać. Nie dość, że wygląda dostojnie, to w dodatku zachowania ma jednocześnie ludzkie oraz zwierzęce. Z pewnością ekipa, która pracowała nad ostatecznym wyglądem Konga przez półtora roku nie zmarnowała tego czasu. Zdecydowanie można powiedzieć, że jest to najbardziej realistyczna małpa w kinie, oczywiście poza tymi żywymi małpami. Oddano każdy jej ruch i rzeczywiście wygląda jak żywa. Dodatkowo je zachowania, jej delikatność wobec Weaver, drapieżność wobec innych bestii, czy zacięta rywalizacja względem Packarda- czynią ją najbardziej ludzką z ludzkich małp.
http://www.wbep.pl/
Źródło: Warner Bros.
     Pamiętać trzeba jednak, że „Wyspa Czaszki” to nie tylko Kong. Król bowiem chroni równowagę tej wspaniałej pływającej skały przed okrutnymi istotami. Potwory najrozmaitsze od wodnych bawołów, przez gigantyczne pająki o odnóżach mylących się z bambusami dopóki nie przebiją nam gardła, aż po dziwaczne jaszczurki o jęzorach tak długich, że nie ma przed nimi ucieczki. Aż przykre, że zamieszkują tak specjalne. A są to miejsca niezwykle cudowne, bowiem zdjęcia robiono zarówno w australijskich lasach, jak i wietnamskich dżunglach. Ukazują całe piękno tych miejsc, jednocześnie podsycając klimat całej opowieści. Bardzo dużym atutem tego obrazu są same zdjęcia i zabawa kamerą. Można wręcz powiedzieć, że wykorzystano możliwości scen do samego końca. Dlatego tak bardzo genialne są wszystkie ujęcia Konga na tle zachodzącego słońca, ale największe wrażenie robi pierwszy atak i ujęcia z wewnątrz śmigłowca. Genialna zabawa, genialnie zrealizowane zdjęcia i świetna perspektywa nadająca realności. Dzięki takim zabiegom widz o wiele szybciej angażuje się w całą historię i staje się uczestnikiem wyprawy. Takie rzeczy tylko w kinie, o ile kogoś nie kręcą faktyczne wyprawy!
     Po swoich przygodach w filmie „Thor” nie wydaje się, aby ktokolwiek lepiej nadawał się do roli tropiciela jak sam Tom Hiddlestone w towarzystwie swojego brytyjskiego akcentu. Na ekranie towarzyszy mu ostatni z możliwych wyborów, który okazuje się być bardzo trafionym, czyli sama zdobywczyni Oscara Brie Larson. Duet bardzo zgrany, świetnie się dogadujący i rewelacyjnie wyglądający razem na ekranie. Pobić ich może jedynie duet Brie-Kong. Znowu cudownie jest zobaczyć Johna Goodmana w jakimś całkiem ciekawym filmie i to w nawet zaskakującej roli. Jednakże ciepło niezmiennie od niego bije więc chyba pozostaje moim filmowym faworytem na wiele wiele lat. Samuel L. Jackson oczywiście bez większych zaskoczeń. Standardowo narwany, standardowo hałaśliwy i standardowo rozwalę-ci-zaraz-łeb. Rola wręcz stworzona dla niego, ale jak sobie człowiek pomyśli, że tym wojskowym mógłby zostać sam J.K. Simmons i przypomni sobie jego rolę w „Whiplash” to stwierdzi, że mogłoby to być minimalnie lepszym wyborem.
http://www.wbep.pl/
Źródło: Warner Bros.
     Zaskakujące w „Kong: Wyspa Czaszki” jest to, że przyjemnie się patrzyło na ten film. Pomimo tak wielu pokracznych pokrak, które zobaczyliśmy na ekranie, pomimo wielu absurdów, które z łatwością można byłoby wyśmiać trzeba stwierdzić, że jest to rasowe kino przygodowe z nutką romansu i grozy w tle. Przede wszystkim jest to bardzo dobrze zrealizowany obraz, który na długo zagości w pamięci. Nie stanowi może zbyt wielkiego pola do rozważań, ale nie jest to główny cel blockbusterów. Nie oznacza to jednak, że nie zwraca uwagi na problematyki osamotnienia potworów, czy też żołnierzy naznaczonych piętnem wojny. Zdecydowanie faworyt do obejrzenia nawet z całą rodziną o każdej porze dnia i nocy. W szczególności, że majestatyczny i z pozoru groźny Kong wzbudza jak najbardziej przyjacielskie uczucia.

Ocena: 6/10
Recenzja filmu DVD "Kong: Wyspa Czaszki" - dystrybucja Galapagos Films
Film dostępny na DVD, Blu-Ray, a także w wersji Blu-Ray 3D oraz 4K HD. 

galapagos.com.plOryginalny tytuł: Kong. Skull Island / Reżyseria: Jordan Vogt-Roberts / Scenariusz: Max Borenstein, Dan Gilroy, Derek Connolly / Zdjęcia: Larry Fong / Muzyka: Henry Jackman / Obsada: Tom Hiddleston, Samuel L. Jackson, Brie Larson, John C. Reilly, John Goodman, Corey Hawkins, Tian Jing, John Ortiz / Kraj: USA, Kanada, Chiny, Wietnam, Australia / Gatunek: Przygodowy, Fantasy
Premiera kinowa: 28 lutego 2017 (Świat) 10 marca 2017 (Polska)
Premiera DVD: 30 sierpnia 2017

poniedziałek, 4 września 2017

1237. Piękna i Bestia, reż. Bill Condon

     Magiczne to uczucie móc przeżywać te same emocje, których doznawało się za dziecka. Pokolenie wychowane na bajkach Disneya ma ostatnimi czasy prawdziwą uciechę, kiedy to ich ulubiona wytwórnia wypuszcza na ekrany unowocześnione i jak najbardziej żywe reprodukcje znanych i ukochanych historii. Spośród tak wielu, to „Piękna i Bestia” zasługuje na szczególną uwagę. Oczarowała nas przed laty i ponownie czaruje- scenografią, nowymi piosenkami, a także... niesamowitą obsadą. Miłość odżywa, nie tylko na ekranie, ale również w naszych sercach.
Źródło: Galapagos Films
     Młoda dziewczyna imieniem Bella (Emma Watson), bez matki, ale za to z najbardziej natrętnym adoratorem w mieście. Powszechnie uznawana za „dziwną”, ale również niesamowicie piękną skradła serce Gastonowi (Luke Evans). Kiedy jej ojciec zostaje pojmany przez straszliwą bestię i uwięziony w mrocznym pałacu za kradzież róży, bez mrugnięcia okiem zajmuje jego miejsce za kratami. Początkowo okrutny i agresywny książę zaklęty w Bestię, szybko zmienia swoje oblicze kiedy wskutek niefortunnego zbiegu okoliczności wzajemnie ratują sobie z Bellą życie. Od tamtej chwili stają się nierozłączni, a zarówno dla Bestii, jak i jego przyjaciół zaklętych w pałacowe sprzęty użytkowe pojawia się nadzieja na zdjęcie straszliwego czaru zanim opadnie ostatni płatek róży.
     Historia „Pięknej i Bestii” jest wciąż żywa. Wciąż niesie za sobą ponadczasowe przesłanie, które sprawdzało się kilka wieków temu, sprawdzające się również i teraz. Opowieść o miłości do pozazdroszczenia, o miłości ponad podziałami i pomimo wszelakich przeszkód- z czego największą jest straszliwa klątwa rzucona na przystojnego księcia, a czyniącego z niego przerażającą Bestię. To też film dający pstryczka w nos narcyzmowi, ale uaktualniona do współczesnych wciąż problematycznych tematów LGBT. I choć można by się przyczepić do tych minimalnych zmian fabularnych w filmie, to nie można im zarzucić bezcelowości, czy braku logiki. Rewelacyjnym pomysłem staje się odnowiona wersja wstępu do filmu i przedstawienie historii Bestii, rozszerzenie wizyty Maurycego w zamku Bestii, a jeszcze bardziej genialnie wypada jeden z prezentów od wróżki, który rzuca zupełnie nowe światło na postać Belli, która dotychczas była taka, bo tak! Wszystkie te udoskonalone wydarzenia stają się idealnym tłem na urozmaicenie filmowych postaci. Dodają im dramatyzmu u finału historii, gdzie twórcy postanowili pójść o krok dalej niż ci od animacji z 1991 roku. Jednakże najbardziej magiczne w tym filmie jest zobaczenie cudowności, jakie oferuje współczesne kino, a które było mocno ograniczone na poziomie animacji. Sceny wyczekiwane przez nas przez lata, upragnione do obejrzenia na wielkim ekranie, upamiętnione przez prawdziwe kamery i, co oczywiste, efekty grafiki komputerowej, które robią spektakularne wrażenie.
Źródło: Galapagos Films
     Oglądanie tego na wielkim ekranie kinowym, a potem ponownie przeżywanie tych emocji w domowym zaciszu jest prawdziwym wydarzeniem. Wizualnie film dopieszczony jest pod każdym możliwym względem. Co prawda dogłaszczanie Bestii poszło w niebezpiecznym kierunku, momentami zakrawając o pewną przesadę, ale i tak nie zmienia faktu, że idealnie komponował się do całego wizerunku filmu i tego osiemastowiecznego obrazu Francji. Przepiękne scenografie pełne zamkowego przepychu, postawione naprzeciw subtelności zwyczajnej prowincji. Wszystkie lokalizacji niesamowicie malownicze i jakże magiczne, z tymi okwieconymi polanami, zaśnieżonymi lasami, czy oświetlonymi blaskiem świec pałacowymi korytarzami i salami. Na tym tle dzieją się rzeczy niezwykłe. Wszyscy z niecierpliwością wyczekiwali sceny obiadowej będącej kwintesencją całej magii filmu, gdzie efekty leją się strumieniami, a widz chyba tylko cudem nie doznaje oczopląsu. I tylko tańczącej w rytm muzyki Belli zabrakło w tym wydaniu. Wszyscy z zapartym tchem spoglądali na scenę na sali balowej, która jak najbardziej spełniła oczekiwania nie tylko emocjonalne, ale również i wizualne. Udana zabawa światłem i cieniem, i złotem, i chabrem. Cudowności! Kostiumolodzy również nie próżnowali. Naszych bohaterów obdarzyli najpiękniejszymi strojami, jakie można było zobaczyć w filmach fabularyzowanych na podstawie klasycznych animacji. Nowy wizerunek Belli zachwycał i dodawał jej lekkiego pazura. Złota suknia balowa stała się jeszcze bardziej złota niż można było sobie wyobrazić! Dla panów również skapnęło kilka przepięknych kombinacji, a zważywszy na czasy osiemnastowiecznej Francji, w których to akcja się toczy, twórcy mogli puścić wodze fantazji materiałowej i kolorystycznej, i wspaniale ubrać zarówno księcia, jak i Bestię, a nawet i nieokiełznanego Gastona, który prezentował się o wiele lepiej niż w wersji animowanej.
Źródło: Galapagos Films
     „Piękna i Bestia” miała chyba najbardziej zachwycającą muzykę i piosenki ze wszystkich animacji Disneya. W tej kwestii nic się nie zmieniło. Oprawa muzyczna ponownie wynosi film na wyżyny, a my ponownie usłyszymy najbardziej ulubione motywy. Gdyby tego było mało powracają również kultowe piosenki, w całkiem ciekawym brzmieniu w wykonaniu aktorów („Belle” w wersji Emmy Watson, czy chociażby „Be Our Guest” a'la Ewan McGregor), a także odrobinę urozmaicone, jak w przypadku „Gaston”. Jednakże to co najbardziej zachwyca to zupełnie nowe utwory, które z marszu wpadają w ucho i stają się jednością z pozostałymi. Subtelność Kevina Claine'a śpiewającego „How Does a Moment Last Forever”, czy niezwykle przejmujący aranż Dana Stevensa w piosence „Evermore”. Pojawił się jednak pewien koszmarek, który jest ledwo znośny w oryginale, a całkowicie nie do strawienia w wersji polskiej w głosie Małgorzaty Walewskiej. „Aria”, o tobie mówię! I to nie dlatego, że nie przepadam za operami, to po prostu strasznie odstaje od reszty. Szczęśliwie jednak dla całego filmu tragedia ta ma miejsce u początku seansu więc szybko zostaje zgnieciona przez pozostałe genialne utwory.
Źródło: Galapagos Films
     Czasami chciałoby się zapomnieć o tym, że niektóre produkcje filmowe zostają zmasakrowane dubbingiem. Nigdy nie rozumiałam sensu podkładania głosu do filmu, gdzie przecież patrzymy na żywych ludzi i w większości sytuacjach wiemy, jak brzmią ich głosy. Cóż. Dlatego wspaniałością jest posiadanie własnego egzemplarza filmu, gdzie będzie można wybrać wersję w jakiej chce się go obejrzeć. Widząc „Piękną i Bestię” w obu wersjach stwierdzam, że oryginał wypada milion razy lepiej! Po prostu. Luke Evans jest totalnie seksowny, a jednocześnie denerwujący w swoim lukeowoevansowym brzmieniu i wyglądzie. Emma Watson wciąż jest odrobinę beznamiętna, ale za to wyjątkowo piękna w wersji a'la Bella. Natomiast Dan Stevens to zupełnie inny przypadek. Ja wiem, że wiele kobiet zachwycało się jego personą po seansie „Gość”, ale osobiście nie uznaję go za wyjątkowo pięknego. Jak dla mnie wygląda na lekkiego szaleńca, co podkreśla jedynie słuszność wyboru go do roli Davida w serialu „Legion”. To tylko podkreślało wrażenia obłąkania, kiedy w końcu ujrzeliśmy jego niebestyjne lico!
Źródło: Galapagos Films
     „Piękna i Bestia” nie jest tym filmem sprzed lat. Brak mu tego czegoś, co sprawia, że seans jest momentami dość męczący. Może powód kryje się w przydługich wstępach, przeładowaniu wątkami, czy licznymi zmianami wprowadzonymi przez nowych scenarzystów, a może po prostu zbyt wielkie emocje łączą nas z poprzednikiem. Wciąż pamiętam cudowną oryginalną wersję animacji, nieprzykrytą polskim dubbingiem, a jedynie lektorem. Pamiętam tę niesamowitą kreskę, tutaj zastąpioną efektami komputerowymi, które robią nie mniejsze wrażenie. Nadal zachwycają piosenki, które pokochał cały świat i cały świat nuci pod nosem. Wielbiciele wersji Kirka Wise'a i Gary'ego Trousdale (w tym ja) mogą być jednak zadowoleni z tego, co zrobił Bill Condon. Wniósł współczesnej świeżości do tej klasycznej historii, nadając jej zupełnie nowym wymiar i pokazując bohaterów w zupełnie innym świetle.

Ocena: 7/10
Recenzja filmu DVD „Piękna i Bestia” - dystrybucja Galapagos Films
Film dostępny zarówno na DVD, jak i Blu-Ray

Oryginalny tytuł: Beauty and the Beast / Reżyseria: Bill Condon / Scenariusz: Stephen Chbosky, Evan Spiliotopoulos / Zdjęcia: Tobias A. Schliessler / Muzyka: Alan Menken / Obsada: Emma Watson, Dan Stevens, Luke Evans, Kevin Kline, Josh Gad, Ewan McGregor, Ian McKellen, Emma Thompson / Dubbing polski: Olga Kalicka, Kamil Kula, Damian Aleksander, Krzysztof Dracz, Jacek Bończyk, Marian Opania, Małgorzata Walewska / Kraj: USA / Gatunek: Romans, Musical, Fantasy
Premiera kinowa: 23 lutego 2017 (Świat) 17 marca 2017 (Polska)
Premiera DVD i Blu-ray: 17 sierpnia 2017

czwartek, 31 sierpnia 2017

GeeKolekcja #84: Drugi kwartał wspaniałości

     Stwierdzam, że sporządzanie zestawienia zdobyczy raz na cztery miesiące, to jakaś porażka. Nie dość, że człowiek nie pamięta co nabył w jakim czasie, to dodatkowo musi nadrabiać w fotografowaniu tych zapominajek. Nie mniej...
    Postanowiłam ograniczyć zarówno zakup książek, jak i egzemplarze do recenzji na rzecz nadrabiania zaległości. Tym sposobem kilka starych pozycji znalazło nowe domy, a ja mogłam poczytać podczas pobytu w szpitalu i rekonwalescencji po operacji. Filmów pojawiło się więcej, w szczególności, że na Facebooku pojawiła się grupa umożliwiająca sprzedaż i wymianę płyt DVD i innych. Fajna sprawa, sama nad nią myślałam. Poza tym sami rozumiecie... wyprzedaże w Biedronce naprawdę robią robotę. Do tego wzbogaciłam kolekcję zakładek, a także gadżetów filmowo-serialowych (czytaj: kolekcję FunkoPop!). Wygrałam nawet, co nieco w konkursie. Co prawda wciąż czekam na wymianę bluzy na większą, ale... 

Poniżej możecie pooglądać cudeńka. 



1. Brzechwa dzieciom. Dzieła wszystkie. Pan Kleks, aut. Jan Brzechwa - egzemplarz recenzencki od Naszej Księgarni
2. Królewna Śnieżka u krasnoludków, aut. Gabriela Mistral - j.w.
3. Kopciuszek, aut. Gabriela Mistral - j.w.
4. Apollo i boskie próby. Mroczna przepowiednia, aut. Rick Riordan - zakup u Galerii Książki
5. Noc Oczyszczenia: Czas wyboru, reż. James DeMonaco - na promocji w Biedronce
6. Mumia: Grobowiec Cesarza Smoka, reż. Rob Cohen - j.w.


7. Przekleństwo Soni, aut. Kathryn Purdie - przedpremierowy zakup u Moondrive wraz z zakładką magnetyczną i dołączoną gratis bransoletką książkoholika,
8. Illuminae, aut. Amie Kaufman, Jay Kristoff - przedpremierowy zakup u Moondrive (cegiełka Deluxe) wraz z zestawem gadżetów, tj. przypinką, zakładkami, naklejkami, pocztówkami, torbą oraz plecakiem,


9. Gizelle. Moje życie z bardzo dużym psem, aut. Lauren Fern Watt - egzemplarz od HarperCollins 
10. Fantastyczne zwierzęta i jak je znaleźć, reż. David Yates - prezent od Galapagos Films
11. Łotr 1. Gwiezdne wojny- historie, reż. Gareth Edwards - egzemplarz od Galapagos Films
12. Vaiana: Skarb oceanu, reż. Ron Clements, John Musker - j.w.
13. Anioły i Demony, reż. Ron Howard - na promocji w Biedronce
14. X-Men: Przeszłość, która nadejdzie, reż. Bryan Singer - j.w.
15. Niesamowity SpiderMan, reż. Marc Webb - j.w.
16. Niesamowity Spiderman 2, reż. Marc Webb - j.w.


17. Confess, aut. Colleen Hoover - zakupy u niePrzeczytane.pl
18. Charlie Ciuch-Ciuch, aut. Beryl Evans - j.w.
19. Światło, które utraciliśmy, aut. Jill Santopolo - j.w.
20. Moulin Rouge!, reż. Baz Luhrmann - zakup na FB
21. Piąty element, reż. Luc Besson - j.w.
22. Jak wytresować smoka, reż. Dean DeBlois, Chris Sanders- j.w.
23. Jak wytresować smoka 2, reż. Dean DeBlois - j.w.
24. Lego. Batman, reż. Chris McKay - egzemplarz od Galapagos Films


 25. Biuro Podróży Samotnych Serc. Kierunek: Chile, aut. Katy Colins - egzemplarz od HarperCollins
26. Indeks szczęścia. Juniper Lemon, aut. Julie Israel - wymiana na Lubimy Czytać

27. Nowy początek, reż. Denis Villeneuve - zakup na promocji w Empiku
28. Transformers: Wiek zagłady, reż. Michael Bay - j.w.
29. Piękna i Bestia, reż. Bill Condon - egzemplarz od Galapagos Films

30. Iron Man 2, reż. Jon Favreau - zakup na FB
31. Dirty Dancing 2, reż. Guy Ferland - j.w.
32. 50 pierwszych randek, reż. Peter Segal - j.w.


Epickie zakładki magnetyczne

Ostatnio mam manię kupowania zakładek magnetycznych z moimi ulubionymi bohaterami. Przez ostatnie cztery miesiące do skromnej kolekcji dołączył również Niuchacz, Dean Winchester, Lord Vader, Zombie, Sailor Moon, Deadpool (bo gdzieś zgubił się poprzedni- pewnie jeździ na jakimś unicornie), Jednorożec, Totoro, Luna, Wolverine, Mulan oraz Stephen King- we własnej osobie. Oczywiście, zakładki te to nie tylko zakładki do książek, ale również fajna ozdoba w geekowym kąciku. Jedną z takich aranżacji zobaczycie na poniższym zdjęciu. Zakładki zakupić możecie na epikpage.pl

Figurki FunkoPop!

Ostatnio zaczęłam żałować, że nie kupiłam sobie wszystkich Friendsów, bo teraz of kors nigdzie już ich nie mogę dostać. Wykupuję więc póki jeszcze są unikatowe egzemplarze. Do towarzystwa zakrwawionego Deana Winchestera i Sailor Moon z Luną dołączyli również Freddy Krueger, Jack Sparrow edycja Dead Man Tells no Tales, Regina z kulą ognia oraz Albus Dumbledore. Tych pozycji nie mogłam nigdzie już dostać poza emp-shop.pl.