NOWOŚCI

Najnowsze teksty

niedziela, 26 lutego 2017

Książka #433: Atlas miast, aut. Georgia Cherry

     Gdy wyruszamy w podróż do jakiegoś egzotycznego kraju, innego niż nasz własny, dobrze mieć plan nie tylko na to, do jakiego miasta wyruszyć, ale również co takiego warto w nim zobaczyć. Idealnie jest mieć do tego przewodnik, ale dla najmłodszych takie publikacji zawierają za dużo tekstu, a za mało obrazków. Naprzeciw tym potrzebom wyszła Georgie Cherry, brytyjska autorka książek dla dzieci, i stworzyła obrazkowy „Atlas miast”.
     Książka, która jest zbiorem 30 wielkich miast całego świata od Meksyku, przez Barcelonę i Warszawę, aż po Tokio oraz Sydney. Każda karta tej książki utrzymana w klimacie konkretnego miasta, opatrzona informacją o kraju, w którym się znajduje, obowiązującym języku, liczebnością populacji oraz… flagą. Najważniejsze jednak jest to, że przy każdym mieście zobaczymy całą masę miejsc, które należy zobaczyć, osoby warte poznać, czy smakołyki, których po prostu trzeba spróbować!
      Genialny pomysł na stworzenie publikacji, która zabierze nas w podróż po całym świecie bez konieczności wychodzenia z domu. Szerokie spektrum rzeczy, które trzeba zrobić w danym mieście. Znajdzie się tutaj coś dla miłośników wędrówek po muzeach, sympatyków zwiedzania zabytków, czy fanów kultury. Czytelnicy, którzy ze swoich wypraw czerpią pełnymi garściami nie tylko wzrokowo, ale również i smakowo również będą zadowoleni. Coś dla siebie odnajdą też i miłośnicy spędzania czasu na świeżym powietrzu, ale też i… siedzenia przed telewizorem, czy na kanapie z książką. Okazuje się, że na świecie znajduje się spora ilość miejsc, gdzie fani kultury będą wręcz zachwyceni. Chcecie zwiedzić dom Sherlocka Holmesa w Londynie, a może Pippi Pończoszanki w Sztokholmie? Książka ma spore walory edukacyjne, bo możemy dzięki niej dowiedzieć się, że istnieje takie miejsce jak Muzeum ABBY, w którym możecie zostać królami tańca, a w jednym ze sklepów w Nowym Jorku można zaopatrzyć się w proszek na niewidzialność. A tak serio, to przy okazji poznamy kulturę konkretnego kraju- jego lokalne specjały, największe zabytki, a także rzeczy, z których słynie na cały świat. Autorka zadbała również o element ćwiczeniowy dla najmłodszych, choć i starsi czytelnicy również mogą poćwiczyć swoją spostrzegawczość. Wraz z podróżą do nowego miasta dostaniemy zadanie, które polega na odnalezienie kilku powtarzających się atrybutów każdego z nich. Często głęboko pochowane, czasem aż nazbyt oczywiście widoczny. Nie mniej, każdy będzie zadowolony!
Źródło: Nasza Księgarnia

     Ogromny problem pojawia się, gdy przyjdzie do wyjazdu i będziemy chcieli zabrać nasz uroczy przewodnik po cudownych miastach i stolicach całego świata. Z uwagi na ogromny format książka staje się straszliwie nieporęczna. Trzeba by się nieźle nagimnastykować, aby spakować publikację do walizki, a o podręcznej listonoszce można już całkowicie zapomnieć. Jej oprawa stanowi również spore zagrożenie dla dziecka. Zaciekawienie nią dziecka, bez zrobienia mu krzywdy okazuje się być ogromnym wyzwaniem. Jednakże oprawa nie jest aż tak wielkim problemem, gdy spojrzymy na samą stylizację książki. Ilustracje Martina Haake oddają klimat każdego jednego kraju. Pod tym względem cudownie prezentuje się zmrożone Oslo otrzymane w niebieskościach i bielach. Każdy rysunek prezentuje się niezwykle. Są one barwne, wyraźne, kanciaste… innymi słowy przykuwają oko.
      “Atlas miast” nie jest może najporęczniejszym przewodnikiem po krajach, które chcemy zwiedzić. Jednakże trzeba pamiętać, że z zamysłu jest to obrazkowy atlas, a jak wszyscy wiemy atlasy zawsze są potężne, żeby pomieścić wystarczającą ilość informacji. Podczas kolejnych podróży po niesamowitych miastach wciąż zadajemy sobie pytania dlaczego akurat te trzydzieści miast zostało wybrane do atlasu. Dlaczego akurat Montreal zasłużył na znalezienie się tu, a zabrakło przykładowo Kairu, czy innej egipskiej mieściny. Te pytania jednak schodzą na dalszy plan, gdy złapiemy bakcyla podróży i wraz z autorką doświadczymy najważniejszych wrażeń, jakich możemy oczekiwać od danego miejsca. I to jeszcze w takiej aranżacji wizualnej.

Ocena: 5/6
Recenzja dla wydawnictwa Nasza Księgarnia!

nk.com.pl

Tytuł oryginalny: City Atlas. Travel the World with 30 City Maps / Tłumaczenie: Anna Garbal / Ilustracje: Martin Haake / Wydawca: Nasza Księgarnia / Gatunek: dziecięce / ISBN 978-83-10-13161-4 / Ilość stron: 64 / Format: 280x340mm
Rok wydania: 2015 (Świat) 2017 (Polska)

piątek, 24 lutego 2017

Książka #432: Śpiąca Królewna, aut. Gabriela Mistral


     Wydawnictwo Nasza Księgarnia przywołała na polski rynek wydawniczy niezwykłą serię, której celem jest przekazanie nowemu pokoleniu klasycznych, znanych wszystkim baśni, w zupełnie odmienionej wersji. Dlatego też odszukano publikacje znanej na całej świat chilijskiej poetki, laureatki literackiego Nobla, Gabrieli Mistral i zaangażowano do tłumaczenia urodzoną we Lwowie polską jej odpowiedniczkę. „Śpiąca Królewna” to już druga z cyklu książka, która tchnie nowe życie w klasyczną opowieść.
     Pewnego razu pewna królewna urodziła niezwykle urodziwą córeczkę. Radości nie było końca, a na chrzciny dziewczynki zjechały się najważniejsze głowy z całej krainy, w tym także siedem wróżek, które obdarzyło malutką najrozmaitszymi prezentami. Niestety, zapomniana czarownica rzuciła na nią straszliwą klątwę w wyniku, której ma zapaść w wieczny sen, a wraz z nią całe królestwo. Jedyne co będzie ją mogło zbudzić to miłość.
     „Śpiąca Królewna” to bardzo chętnie ekranizowana baśń. Przez tak wiele lat przeszła już całkowitą przemianę i ciężko teraz przywołać w swojej pamięci, która jest najbliższa oryginałowi. Gabriela Mistral ponownie zamienia znaną nam wersję prozą pisaną, w poetycki majstersztyk- momentami zrozumiały jedynie dla nielicznych. Zaczyna się niewinnie, tak jak to każda bajka opowiadana dzieciakom na dobranoc, od „Dawno, dawno temu...”. Nic nie zapowiada grozy, która ma nadejść- nic poza naszą osobistą znajomością tej historii. Zachowano wiele klasycznych jej elementów, więc wydaje się, jakby nic praktycznie się nie zmieniło- poza drobnymi detalami. Historia staje się o wiele bardziej barwna, bo jako, że za dzieło wzięła się kultowa poetka to nie może zabraknąć liryzmu i niesamowitych epitetów. Pełno jest tu porównań dość zwyczajnych- „I król zadrżał niczym źdźbło trawy”, a także tych bardziej niezwykłych - „zasnęła ta, co opowiada, jak kamień, który wypadł z ręki”. Najbardziej zaskakujące w tej historii jest wprowadzenie do fabuły wzmianki o postaci z zupełnie innej klasycznej baśni- „Kapturek obok lasu przeszedł, żegnając się- bo taki straszny”. Bardzo nietypowe w literaturze, jakby to powiedziano dziś- stworzenie jednego uniwersum dla znanych postaci. Aż ciekawość bierze, czy w kolejnych baśniowych tworach Mistral zastosowano ten sam środek.


Źródło: Nasza Księgarnia
     Obok niezwykłej poezji, która nadaje nowego charakteru „Śpiącej Królewnie” są jeszcze pierwszorzędne ilustracje stworzone przez Carmen Cardemil. Ich niezwykłość polega na braku wyrazistych linii. Rozmyte krawędzie i twarze postaci, a także niewyraźne spojrzenia wyglądają odrobinę groźnie. Taki niepowtarzalny efekt uzyskała poprzez połączenie różnych środków plastycznych- wymieszanie malowania akwarelami i tempery z kolażem. Piękne prace, które podkreślają charakter całej opowieści, a także samej lirycznej treści.
     W porównaniu „Czerwonego Kapturka” autorstwa Gabrieli Mistral „Śpiąca Królewna” wypada o wiele, wiele lepiej. Nie tylko jest mniej makabryczna, ale zdecydowanie bardziej barwna i wyrazista. Jej mocny charakter widać zarówno w bogato zdobionym tekście, jak i w niebanalnych ilustracjach, które zadowolą każdego. Oczywiście poetycki wydźwięk lektury może nie do końca podejść najmłodszym czytelnikom. W szczególności, że zawiera sporo niezrozumiałych dla nich słów, ale z pewnością będzie to niezapomniana atrakcja zarówno dla młodych, jak i starszych odbiorców. Ja na pewno wyczekiwać będę kolejnych tytułów z kolekcji.

Ocena: 5/6
Recenzja dla wydawnictwa Nasza Księgarnia!


nk.com.pl

Tytuł oryginalny: La Bella Durmiente / Tłumaczenie: Krystyna Rodowska / Ilustracje: Carmen Cardemil / Wydawca: Nasza Księgarnia / Gatunek: dziecięce / ISBN 978-83-10-13181-2 / Ilość stron: 32 / Format: 205x260mm
Rok wydania: 2012 (Świat) 2017 (Polska)

czwartek, 23 lutego 2017

1220. Split, reż. M. Night Shyamalan

     Cóż byłaby ze mnie za fanka M. Night Shyamalana, gdybym nie obejrzała jego najnowszego filmu “Split”. Skoro wszyscy rozpływali się w zachwytach i zwiastowali wielki powrót mistrza suspensu, to byłam przekonana, że i mnie film zachwyci. Zrywów fascynacji nie było, ale dla nawet mnie zaskoczył finał finałów. Szkoda jedynie, że nie był to szok na miarę pierwszych tytułów reżysera.
Źródło: Rotten Tomatoes
     Młody mężczyzna (James McAvoy) i jego 23 osobowości chodzą na psychoterapię do uznanej psychiatry badającej jedną z najbardziej przełomowych teorii odnośnie ludzkiego umysłu. Pewnego dnia jedno z wcieleń mężczyzny porywa z parkingu trzy nastolatki i przetrzymuje je w ukryciu, przygotowując do wielkiego rytuału. Bowiem już wkrótce nadejść ma kolejna z osobowości, która sieje postrach u pozostałych.
     Filmy o ludzkiej psychice, mocno koncentrujące się na tym motywie, zawsze są zachwycające i jednocześnie nużące. Shyamalan niemalże w każdym swoim obrazie prezentuje jakiś aspekt naszego umysłu, gdyż jego bohaterowie zawsze są w jakiś sposób skrzywieni. Jednakże teoria wysunięta przez niego w “Split” przechodzi wszelkie granice. Jest niezwykle zatrważająca, co dodatkowo podkreślone jest sceną, w której poznajemy znaczną część osobowości i dostrzegamy te różnice.
      Do tamtej pory nie dopuszczamy do siebie podobnej możliwości. Oglądamy po prostu sceny, gdzie mężczyzna porywa dziewczyny i trzyma je w zamknięciu. Nie terroryzuje, nie torturuje, nie molestuje. Nawet ich nie dotyka. To budzi sporą konsternację i rodzi pytania… ale dlaczego? Głównie dlatego, że nie o porwaniu jest to film, a o doświadczanych krzywdach i ich wpływie na nasze późniejsze życie. I to nie jest już tylko kwestia porywacza. Więcej odkrywają ostatnie minuty filmu, na które warto było czekać.
Źródło: Rotten Tomatoes


Wyczekiwanie krwawej rzezi nie należy do najprzyjemniejszych. Napięcie często sięga tutaj zenitu, niejednokrotnie doprowadzając do szału. Shyamalan nie stracił daru do budowania napięcia, zawsze wiedział, za którą stronę pociągnąć, żeby nas przestraszyć, zranić, czy zainteresować. Zazwyczaj udaje mu się zaskoczyć nas tak bardzo, że szczękę trzeba zbierać z podłogi. Często przekracza granice a widz tylko krzyczy w głowie, że to przecież nie ten rodzaj filmu! Jak jednak ktoś myślał, że to koniec niespodzianek, to bardzo się myli, bowiem reżyser puszcza nam jeszcze oczko u samego finiszu. Ta muzyka brzmiała tak bardzo cudownie. Ta muzyka brzmiała tak bardzo znajomo. Zakochani w tej nucie już będą wiedzieć co się szykuje. A wtedy zostaną z jednym wielkim szokiem na twarzy, przez którą przemknie uśmiech.
     Od pewnego czasu nie przepadam za Jamesem McAvoyem. Wizualnie mi nie podchodzi, a często nawet i aktorsko. Jednakże to co zrobił z postacią wieloosobowościowego typka… jak dla mnie niemalże mistrzostwo. Nawet Eddie Murphy nie zagrał w jednym filmie tylu postaci, a już na pewno nie zrobił tego tak rewelacyjnie. Każda z nich zupełnie inna i świetnie zaakcentowana przez McAvoya. W każdej odsłonie stał się przejmujący i każdą z nich wywoływał różne emocje. U jego boku pojawiła się też zjawiskowa Anya-Taylor Joy, która skradła cały film. Mam nadzieję, że szybko zobaczymy ją w czymś równie dobrym.
Źródło: Rotten Tomatoes
     “Split” to film bardzo nieoczywisty, co jest domeną wszystkich produkcji Shyamalana. Tutaj gra psychologiczna wznosi się na wyższy poziom. Klimatycznie jest to coś w stylu “Szóstego zmysłu”, choć tutaj fabuła skupia się bardziej na analizie niezwykłości ludzkiego umysłu. Choć tempo jest dość rozlazłe i monotonne, to jednak całość pozostaje intrygująca i zaskakująca. Do tego świetny McAvoy, który tworzy niezapomniane kreacje, świetna muzyka, no i ten finał, który dla fanów Shyamalana jest czymś naprawdę niesamowitym, czymś na co tak długo czekali choć sami o tym nie wiedzieli. Brawo!

Ocena: 7/10

Oryginalny tytuł: Split / Reżyseria: M. Night Shyamalan / Scenariusz: M. Night Shyamalan / Zdjęcia: Mike Gioulakis / Muzyka: West Dylan Thordson / Obsada: James McAvoy, Anya Taylor-Joy, Betty Buckley, Haley Lu Richardson, Jessica Sula, Brad William Henke, Sebastian Arcelus, Izzie Coffey / Kraj: USA / Gatunek: Thriller
Premiera: 26 września 2016 (Świat) 20 stycznia 2017 (Polska)

środa, 22 lutego 2017

Książka #431: Czerwony Kapturek, aut. Gabriela Mistral

     Klasyczną historię Czerwonego Kapturka utworzoną przed latami przez braci Grimm zna dziś chyba każdy. Jednakże to, co przed stu laty zrobiła z nią chilijska noblistka Gabriela Mistral z pewnością zaskoczy każdego. Dzięki polskiej poetce Krystynie Rodowskiej także i polscy czytelnicy mają możliwość zapoznania się z najlepszymi tekstami chilijskiej pisarki, a jednym z nich jest właśnie „Czerwony Kapturek”.
     Mała, blondwłosa dziewczynka w czerwonym płaszczyku wyrusza w samotną podróż przez mroczny las, aby dotrzeć do schorowanej babci, która czeka w swoim domu w wiosce nieopodal. Na dziewczynkę czyha wiele niebezpieczeństw, w tym także straszny Pan Wilk, który jest głodny jak nigdy dotąd.
     Opowieści tej nie trzeba nikomu przedstawiać. Każdy zna ją chociażby ze szkoły podstawowej, gdzie wspólnie z nauczycielem i kolegami z klasy czytało się klasyczne bajki. Te oczywiście unowocześnione i zawsze ze szczęśliwymi zakończeniami, bo przecież nie należy straszyć małych dzieci scenami niczym z najgorszych koszmarów. W przypadku „Czerwonego Kapturka” w wersji Gabrieli Mistral jest zupełnie odwrotnie. Nie uległa ona naciskom społeczeństwa i zainspirowana pierwotną wersją tej klasycznej opowieści, wprowadziła brutalność, ale przede wszystkim realizm. Ponadto zachowała jej wierszowany charakter, gdzie utrzymuje rym zwany aleksandrynem, czyli opierającego się na czternastu sylabach. Jednakże to co najbardziej intryguje to stosowanego porównania, bardzo kwieciste- „serduszko miękkie niczym miodu plaster”, i momentami dość makabryczne- „drobne ciało tak miękkie jak runo owieczki”. W oryginalnej wersji Mistral aż roi się od archaizmów. W polskim przekładzie tego nie ma, co z jednej strony jest zrozumiałe, ale z drugiej dość zaskakujące.
     Czy taka lektura ma szansę spodobać się najmłodszym? Z jednej strony dobrze, że zachowano jej pierwotny charakter- rymy i tragiczny finał, ale z drugiej nie wydaje się być to odpowiednie dla dziecka, które dopiero zapoznaje się ze światem i literaturą. Najbardziej zaskakujące jest tutaj to, że całą wierszowaną opowieść nie czuć żadnej większej grozy- oczywiście, o ile nie patrzy się na rysunki. I wtedy ni stąd ni zowąd pojawia się przerażająca scena końcowa, która okazuje się być faktycznie końcem. Nie ma reszty historii stworzonej przez Grimmów, to jest już koniec kropka. Można tutaj chwalić za odwagę, za prezentowanie świata takim jaki jest, bez zbędnego słodzenia. Pokazuje się tutaj wilka jako zwierzę groźne, na widok którego powinno się uciekać jak najdalej, a nie wdawać w zbędne pogaduszki (o ile faktycznie wilki mogłoby mówić). Uczy to pewnej przezorności, ale z drugiej strony szufladkuje postaci mroczne, co do końca nie jest też najlepszym pomysłem.


Źródło: Nasza Księgarnia
     Można rozprawiać również i nad pracami Palomy Valdivia. Są to ilustracje naprawdę niesamowite. Talentu odmówić nie można tej artystce. Kolory są wyraziste, a kreska równie przerażająca, jak cała opowieść. Idealnie więc komponuje się z rymami poetki, może nawet za bardzo! Nie jest to chyba najlepszy wybór dla najmłodszych czytelników, choć z pewnością rysunki zaintrygują każdego.
     „Czerwony Kapturek”, w wizji Gabrieli Mistral, jest zdecydowanie za bardzo kontrowersyjny. Z pewnością podzieli czytelników na tych chcących chronić swoje dzieci przed makabrą rysunkową i słowną w tej wersji historii, oraz tych zachwycających się nad stylistyką każdego użytego koloru oraz postaci i pragnących czegoś więcej dla swoich pociech, pragnących pokazać im prawdziwy świat i literaturę. Ta opowieść zdecydowanie jest niepowtarzalna, z pewnością dostarcza wielu emocji, a także zachwyca swoim wyglądem. Jednakże strach pomyśleć jakie maluchy będą mieć koszmary senne po takiej lekturze.

Ocena: 4/6
Recenzja dla wydawnictwa Nasza Księgarnia!

nk.com.pl


Tytuł oryginalny: Caperucita Roja / Tłumaczenie: Krystyna Rodowska / Ilustracje: Paloma Valdivia / Wydawca: Nasza Księgarnia / Gatunek: dziecięce / ISBN 978-83-10-13179-9 / Ilość stron: 32 / Format: 205x260mm
Rok wydania: 2012 (Świat) 2017 (Polska)

wtorek, 21 lutego 2017

1219. Pasażerowie, reż. Morten Tyldum

     Morten Tyldum nigdy nie zawodzi w kwestii filmów. Dlatego też, gdy rozsiadłam się wygodnie w fotelu kinowym oczekując na pierwszy film obejrzany w tym roku w kinie i zobaczyłam nazwisko reżysera wiedziałam, że mogę być spokojna. Twórca “Gry tajemnic” zabrał nas w świat popularnej ostatnimi czasy space opery, która pod eleganckim filmem o tytule “Pasażerowie” kryje zaskoczenie, grozę i refleksję.
Źródło: Rotten Tomatoes

     Setki pasażerów w stanie snu przemierzają kosmos nowoczesną arką, aby najbliższą planetę nadającą się do życia dla ludzkości. Jednakże prom spotyka na swojej drodze przeszkodę, a będąca jej skutkiem usterka wybudza ze snu jednego z mężczyzn- Jima (Chris Pratt). Kiedy zdaje sobie sprawę, że jako jedyny jest przytomny próbuje ze wszystkich sił znaleźć sposób, aby znowu zasnąć. Przytłoczony samotnością i z ograniczonym dostępem do luksusów oferowanych przez statek podejmuje decyzję, która zaważy na losach wielu istnień.
     Tyle różnych scenariuszy poruszanych przez literaturę w tym temacie i w końcu doczekaliśmy się filmu. “Pasażerowie” okazali się być równie fascynujący. Już samo to, że akcja odbywa się w kosmosie, na luksusowym statku, robi spore wrażenie. Do tego już na samym wstępie mamy zasygnalizowane, że pojawił się problem, na którym balansować będzie cała fabuła. Szkoda tylko, że tak łatwo domyślić można się jego skutków. Na całe szczęście rozwój wydarzeń szybko daje nam o tym małym fakcie zapomnieć. Ekran przysłaniają ciekawe dialogi bohatera z barmanem, a także jego osobisty dramat wynikający z tego, że został sam. Serce łamie widok jego rezygnacji i tego jak bardzo czuje się samotny. Aż do tej jednej chwili. Jego decyzja choć szokująca jest jak najbardziej zrozumiała. Może niewielu podjęłoby podobną, ale ciężko wczuć się w sytuację przytłoczenia faktem iż jest się samym na monstrualnych rozmiarów statku.
Źródło: Rotten Tomatoes

     Musiał się więc pojawić wątek romantyczny. I serio, łatwo się domyślić jak do tego dojdzie, bo innych rozwiązań nie ma. Nie jest to jakiś płomienny romans, choć próbuje takim być. Czyżby między Jennifer Lawrence i Chrisem Prattem nie było chemii? To chyba jeden z największych mankamentów całego filmu. Oboje piękni, sympatyczni i młodzi. Oboje utalentowani. Osobno zdają egzamin, ale jakoś nie uzupełniają się na planie. I choć sceny z ich udziałem są ciekawe, to jednak brak im pasji, wyglądają na mocno niezręczne i sztywne.
      Dobrze, że to nie na tym opiera się cała fabuła choć jest jej istotnym wątkiem. Reszta to bardziej podziwianie bezkresu kosmosu i zagrożeń, które za sobą niesie. Znajdzie się też chwila na zachwyty nad scenografią, bo ten prom jest po prostu niesamowity. Prawdziwe dzieło przyszłości o eleganckich i opływowych kształtach. Trochę przytłaczający wielkością, ale wykorzystane nowinki techniczne, wszystkie udogodnienia i rozrywki… aż ma się ochotę wsiąść na pokład i zapomnieć, że to monstrum pruje przez kosmos.
Źródło: Rotten Tomatoes
     Podczas seansu film wzbudza wiele ciekawych emocji, które pozostają w widzu na dłużej. Płynne przejście scen, fantastyczna muzyka i to jak przyjemnie się patrzy na kosmos oraz statek, wynagradza brak chemii między głównymi bohaterami, a także wrzucenie do fabuły jednej postaci ot tak, bo tego potrzebowała ta historia. “Pasażerowie” nie są może arcydziełem kina science fiction, ale nie był to seans męczący czy irytujący. Może trochę zbyt ckliwy u finału, ale… widywało się akcje bardziej nie na miejscu i nie o odpowiednim czasie.

Ocena: 7/10

Oryginalny tytuł: Passengers / Reżyseria: Morten Tyldum / Scenariusz: Jon Spaiths / Zdjęcia: Rodrigo Prieto / Muzyka: Thomas Newman / Obsada: Chris Pratt, Jennifer Lawrence, Michael Sheen, Laurence Fishburne / Kraj: USA / Gatunek: Przygodowe, Sci-Fi
Premiera: 21 grudnia 2016 (Świat) 25 grudnia 2016 (Polska)

poniedziałek, 20 lutego 2017

Książka #430: Przygody dzieci z ulicy Awanturników, aut. Astrid Lindgren

      Astrid Lindgren to szwedzka pisarka, którą poznajemy w pierwszych latach naszego dzieciństwa. Cały świat uwielbia ją za Pippi Pończoszankę”, a polskie dzieci w pierwszej kolejności za Dzieci z Bullerbyn”. Na tej książce wychowało się wielu z nas. Aktualnie na półkach polskich księgarni znaleźć można kolejną porcję wrażeń dostarczanych przez małą Lottę w zbiorze Przygody dzieci z ulicy Awanturników”.
     Przy ulicy Awanturników mieszka duża rodzina Nymanów a w niej trójka niesfornych urwisów - Jonas, Mia Maria i malutka Lotta. To właśnie najmłodsza z rodzeństwa przysparza sporo problemów, ale daje też powody do radości. Razem z bratem i siostrą wymyślają coraz to ciekawsze sposoby na wspólne spędzanie czasu i zabawy, które urozmaicają ich dzieciństwo.
     “Przygody dzieci z ulicy Awanturników” to w rzeczywistości mikrozbiór dwóch króciutkich książeczek dla dzieci. Składają się na niego Dzieci z ulicy Awanturników” iLotta z ulicy Awanturników”. Podczas gdy pierwsza część skupia się na wspólnych wygłupach trójki rodzeństwa, druga daje koncentruje się już tylko na małej Lotcie. Dzieciaki Nymanów prezentują typowy schemat wielodzietnej rodziny i problemy jakie z tego wynikają. To nie tylko rozgardiasz, który pozostaje w pokoju po wspólnych zabawach w doktora, czy pieczeniu pierniczków, ale również problem bycia najmłodszym dzieckiem, które nie raz wyśmiewane jest przez starsze rodzeństwo. Łatwo dostrzec tu i problemy rodziców z ogarnięciem takiej niesfornej gromadki dzieci, chociażby podczas wspólnych wojaży takimi środkami lokomocji jak pociąg, gdzie z łatwością można się zgubić. Wśród tych historyjek nie zabraknie takich, które wywołają uśmiech, ani takich które zasmucą i zmuszą do refleksji. Wtedy, razem z małą Lottą, docenimy wartość rodziny i zrozumiemy co jest ważne. Z drugiej strony znajdą tu się i takie opowieści, które są jedynie opowieściami nic niewnoszącymi do życia, czy wychowania. Stanowią nic nieznaczącą rozrywkę związaną z byciem dzieckiem.
     Dwie różne książki w jednej i dwa różne spojrzenia na świat. Pierwsza,Dzieci z ulicy Awanturników”, koncentruje się na poczynaniach trójki dzieci, ze szczególnym spojrzeniem na najmłodszą z nich. Wszystko to z perspektywy starszej siostry- Mia Marii. Każde opowiadanie to zupełnie nowa historia, nie będąca kontynuacją poprzedniej. Z kolei druga, Lotta z ulicy Awanturników”, to zupełnie coś innego. Napisana z punktu widzenia postronnego obserwatora, którego uwaga koncentruje się na małej dziewczynce. Dobrze ukazując jej niechęć do białego sweterka, ale też towarzysząc w trakcie najważniejszej decyzji w jej życiu. Tutaj konkretne rozdziały to niby historie mogące stanowić samodzielną całość, ale w sumie tworzą opowieść mającą ręce i nogi. Ciekawe jest takie zróżnicowanie w jednej książce, choć dla niektórych może być to mylące.
     “Przygody dzieci z ulicy Awanturników” to niesamowicie proste opowieści napisane bardzo prostym językiem, którym jedno dziecko zwraca się do drugiego, tak aby zostało zrozumiane. Historyjki interesujące choć niektóre w ogóle nie przykuwają uwagi. Zdecydowanie za mało w nich niefrasobliwości dzieci i ich nieprzewidywalności. Zupełnie tak, jakby rodzeństwo Nymanów nie sprawiało większych problemów. Przyjemnie się czyta, bardzo szybko, ale gdy dla małego dziecka będzie to wystarczająca rozrywka, to dorosły czytelnik będzie czuł ogromny niedosyt.
Ocena: 4/6
Recenzja dla wydawnictwa Nasza Księgarnia!
nk.com.pl


Tytuł oryginalny: Barnen på Bråkmakargatan. Lotta på Bråkmakargatan / Tłumaczenie: Maria Olszewska, Anna Węgleńska / Ilustracje: Ilon Wikland / Wydawca: Nasza Księgarnia / Gatunek: dziecięce / ISBN 978-83-10-13118-8 / Ilość stron: 160 / Format: 165x215mm
Rok wydania: 1957, 1958 (Świat) 2017 (Polska)

niedziela, 29 stycznia 2017

Książka #429: Pucio mówi pierwsze słowa, aut. Marta Galewska-Kustra

     Specjalistka od rozwoju mowy u dzieci, Marta Galewska-Kustra, wychodzi poza swój gabinet logopedyczny, aby swoją wiedzę przekazywać dorosłym i najmłodszym za pomocą książek. Rok temu na księgarnianych półkach ukazała się jej publikacja powołująca do życia uroczego Pucia. Dzięki niej i wspaniałej ilustratorce Joannie Kłos „Pucio uczy się mówić” zrobiło ogromną furorę. Teraz możemy iść o krok dalej i ćwiczyć z naszą pociechą pierwsze słowa wraz z książką „Pucio mówi pierwsze słowa”.
     Dzień, jak co dzień. Mały Pucio, jego siostra Misia i ich rodzice rozpoczynają kolejny wspólny poranek. Szykują się do przedszkola, zajmują się codziennymi obowiązkami, aby potem spędzić miły czas poza domem i wrócić grzecznie do cieplutkiego łóżeczka. Historia jak u każdego malucha, która tym razem służyć ma za naukę nazewnictwa codziennych czynności, tradycyjnych przedmiotów, a także ludzi z otoczenia dzieci.
     Niesamowita książka. Każda strona to spora dawka wiedzy, którą chłoną nasze dzieciaczki. Trochę prostego tekstu zrozumiałego dla każdego malucha, a pod spodem rozpiska różnych postaci, przedmiotów, a także czynności, czy różnego rodzaju cech. Dzięki temu sami możemy tworzyć dodatkową opowieść do rysunków, które znajdziemy w książce. Każda strona to kolejny etap dziennego rytuału rodzinki Pucia. Począwszy od wspólnego śniadania, poprzez wyjście do przedszkola i zabawy na placu zabaw, aż po wieczorną kąpiel i sen. Poprzez tę prostotę i podobieństwo do zwyczajów każdej rodziny z małymi dziećmi wykorzystane słowa będą jeszcze bardziej zrozumiałe i przyswajalne, gdyż z łatwością można je odnieść do naszego życia. Dla powtórzenia autorka stworzyła u końca książki pełną rozpiskę wykorzystanych słówek, co pozwoli na szybkie ćwiczenia z dzieckiem, a co za tym idzie jeszcze lepszą naukę potocznych wyrazów.
Źródło: Nasza Księgarnia

Źródło: Nasza Księgarnia

     Cudowność tej książki to nie tylko jej prostota w słowie, ale bogactwo w oprawie. Twarde tekturowe strony są bezpieczne dla małych dzieci, które bardzo lubią rzucać wszystkim, co biorą w ręce, ale też i dla samej książki, która tak szybko się nie zniszczy. Ponadto każda strona to nie tylko bogactwo słów, ale również i kolorów. Joanna Kłos stworzyła naprawdę przepiękne ilustracje. Pełne barw, kształtów i najrozmaitszych znaczeń. Wywołują uśmiech nawet u rocznego dziecka, które z pewnością później wykorzysta książkę w odpowiedni sposób. Zdecydowanie przykuwa wzrok każdego kto przechodzi obok niej, więc i małe dziecko przyciągać będzie jak magnes.
     „Pucio mówi pierwsze słowa” to kolejna rewelacyjna pozycja dla najmłodszych z serii puciowych historii. Tym razem możemy uczyć naszych milusińskich pierwszych słówek określających otaczający ich świat. Nawiązując do typowego rodzinnego życia stają się bardziej przystępne i rozpoznawalne, a tym samym łatwiejsze do zapamiętania i powtarzania. Książka ta to nie tylko proste opisy i typowe słowa, ale przede wszystkim wspaniała kolorystka i przepiękne ilustracje, które zachwycą nie tylko młodszych, ale również i starszych czytelników. Godna polecenia dla każdego!

Ocena: 6/6
Recenzja dla wydawnictwa Nasza Księgarnia!
nk.com.pl
Tytuł oryginalny: Pucio mówi pierwsze słowa / Ilustracje: Joanna Kłos / Wydawca: Nasza Księgarnia / Gatunek: dziecięce / ISBN 978-83-10-13-153-9 / Ilość stron: 40 / Format: 205x250mm
Rok wydania: 2017 (Polska)

poniedziałek, 23 stycznia 2017

GeeKolekcja #82: Zakończenie roku

     Tego typu posty są zazwyczaj tuż na początku nowego kwartału i mają zbierać wszystkie moje książkowe, filmowe i gadżeciarskie zdobycze ostatnich trzech miesięcy. W styczniu jednak trochę mi się pokomplikowały sprawy ze zdrowiem i gdy akurat miałam zamiar zebrać się za tworzenie tego wpisu wylądowałam w szpitalu.
     Anyway... ostatnie trzy miesiące roku są zawsze bardzo obfite w stosiki z uwagi na to, że październik należy od Targów Książki- zarówno katowickich, jak i krakowskich, a grudzień to oczywiście czas prezentów więc można uśmiechnąć się do najbliższych o jakiś fanowski prezent lub liczyć na to, że ktoś będzie łaskaw uzmysłowić sobie, że przecież jesteśmy geekiem to nie powinno być problemu z prezentem. W końcu geek to idealna persona do obdarowywania, a jest w czym wybierać. Poniżej zobaczycie więc co wybrałam sobie sama przez te trzy miesiące, czym zaskoczyli mnie wydawcy i dystrybutorzy, a także to czym obdarowali mnie moi przyjaciele i rodzina- po drobnych sugestiach.

1. Czytanki z obrazkami, aut. Anna Sójka - zakupione na Targach Książki w Katowicach dla Mikusia
2. Kacper, aut. Mick Inkpen - j.w.
3. Stos poduszek i maluszek. Książka na dobranoc, opracowanie zbiorowe - j.w.
4. Angelfall. Penryn i kres dni, aut. Susan Ee - zakup na Targach Książki
5. Spójrz na mnie, aut. Nicholas Sparks - j.w.


6. Magnus Chase i bogowie Asgardu. Młot Thora, aut. Rick Riordan - zakup na Targach Książki w Krakowie
7. Hotel Walhalla. Przewodnik po światach nordyckich, aut. Rick Riordan - j.w.
8. Trollhunters, aut. Guillermo del Toro, Kraus Daniel - zakupione na prezent dla chrześniaka
+ zakładka/nakładka na drzwi od Galerii Książki
9. Efekt Domina, aut. Dominika Kulczyk - zakupione na Targach Książki u Edipresse
10. Króliczki!, aut. Kevan Atteberry - zakupione na TK u Czytam
11. Zabawa na słowa. Ja jestem, opracowanie zbiorowe - zdobycz na TK u Czuczu wraz z gadżetami (miarką, girlandą) dla Mikusia
12. Imagimorphia, aut. Kerby Rosanes - zakup wraz z kubkiem u Platona na TK
13. Przez stany popświadomości, aut. Kuba Ćwiek - zakup u SQN na Targach
+ dinozaurowa torba od Taniej książki, zakładka lisek od Książki w mieście (teraz Book_Inn) oraz bajki Radia Trójka wraz z zestawem notesów, kredek i długopisem.

14. Harry Potter i Komnata Tajemnic. Wersja ilustrowana, aut. J.K. Rowling - zakup na niePrzeczytane.pl, bo nie dodźwigłabym z Targów
15. Harry Potter i Przeklęte Dziecko, aut. John Tiffany, Jack Thorne - j.w.

 
16. Dziewczyna, która przepadła, aut. Katarzyna Misiołek - do recenzji od MUZA
17. Następczyni, aut. Kiera Cass - zakup na grupie FB
18. Anioł stróż, aut. Nicholas Sparks - j.w.
19. Przywróceni, aut. Jason Mott - j.w.
20. Nienawistna ósemka, reż. Quentin Tarantino - zakup na promocji w Biedronce
21. Tarzan: Legenda, reż. David Yates - do recenzji od Galapagos Films
22. Zanim się pojawiłeś, reż. Thea Sharrock - j.w.

23. Wielka ucieczka dziadka, aut. David Walliams - prezent od mojej kochanej Kury z Małej Kurki
24. Piąta Fala. Ostatnia gwiazda, aut. Rick Yancey - do recenzji od Wydawnictwo Otwarte
25. November 9, aut. Colleen Hoover - j.w.
26. Moje Q&A. 3 letni dziennik, aut. Betsy Franco - j.w.
 

27. Fight Club 2, aut. Chuck Palahniuk - komiks otrzymany w prezencie gwiazdkowym od kuzyna
28. Deadpool. Tom 3. Dobry, zły i brzydki, aut. Brian Posehn - komiks w prezencie od rodziców
29. Deadpool. Tom 4. Deadpool kontra SHIELD, aut. Brian Posehn, Gerry Duggan - j.w.
30. Małe życie, aut. Hanya Yanagihara - prezent od przyjaciółki
31. Legion samobójców, reż. David Ayer - egzemplarz do recenzji od Galapagos Films
32. Gdzie jest Dory, reż. Andrew Stanton - j.w.
33. Żądło, reż. George Roy Hill - zakup na festiwalu filmów w Biedronce
34. Krampus, reż. Michael Dougherty - j.w.
35. Ave, Cezar!, reż. Joel Coen, Ethan Coen - j.w.
36. Harry Potter. Gryffindor. Notes - prezent gwiazdkowy od Aneczki
+ mały, pluszowy Deadpool od Aneczki


+ mugolski kubek kupiony dla mnie samej na Dystryktzero.com,
+ torba Jo Nesbo w świątecznym podarunku od Grupy Wydawniczej Publicat S.A.

Z tego miejsca pragnę wszystkim gorąco podziękować za niesamowity 2016 rok, za te wszystkie wspaniałości, które mogłam dzięki Wam zakupić i którymi obdarowaliście zarówno mnie, jak i całą rzeszę innych ludzi.