NOWOŚCI
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą piraci. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą piraci. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 19 października 2017

1240. Piraci z Karaibów: Zemsta Salazara, reż. Joachim Rønning, Espen Sandberg

     Martwi głosu nie mają i patrząc po piątej już odsłonie Piratów z Karaibów trzeba stwierdzić, że także i norwescy reżyserzy- twórcy m.in. przebojowego serialu „Marco Polo” nie powinni go mieć. Seria o przygodach Jacka Sparrowa, kapitana Jacka Sparrowa powinna skończyć się na pierwszym filmie. Z bólem serca przetrwaliśmy trzy tytuły z udziałem żwawej ekipy, ale gdy zabrakło w obsadzie Blooma i Knightley produkcja straciła serce. Ekipa Rønning i Sandberg próbują odbudować zgliszcza... niestety, z marnym skutkiem, bo nawet zatrudnienie takiej gwiazdy jak Javier Bardem nie przyniosło „Zemście Salazara” zamierzonego sukcesu.
Źródło: Galapagos Films
     Jack Sparrow (Johnny Depp), kapitan Jack Sparrow, znowu powraca. Tym razem zapijaczony pirat porzuca swój ukochany kompas, który pozwalał odnaleźć mu „szczęście”. Chwilę później z Diabelskiego Trójkąta uwalnia się stary wróg- kapitan Salazar (Javier Bardem), który wraz ze swoją umarłą załogą wyrusza w pogoń za znienawidzonym piracie, aby dokonać zemsty. Tymczasem Jack obiecuje potomkowi jego wiernych przyjaciół odnaleźć legendarny Trójząb Posejdona, mającego władzę nad morzami, który ponoć ma pomóc wyzwolić go spod klątwy Latającego Holendra. W ich wyprawie towarzyszy im niezwykła kobieta, przez jednych uznawana za czarownicę, a drugich wspaniałą uczoną.
     Można by zadawać pytania, na coż kręcą tyle tych filmów? Prawda jest taka, że zawsze znajdą się tacy, którzy połaszczą się na kolejne przygody Jacka Sparrowa. Ja zdecydowanie do nich należę, pomimo tego, że opinie nie były zbyt zachęcające. Ostatnie dwie produkcje spod pirackiej bandery zdecydowanie pokazują, że ta seria bez Turnera i Swan w ogóle nie ma racji bytu. Twórcy uznali najwyraźniej, że Jack Sparrow wystarczy, bo w końcu on jest tym najzabawniejszym w swoim zapijaczonym wizerunku. Rzeczywistość okazała się brutalna i najwyraźniej w świecie coś przestało tutaj grać. „Zemsta Salazara” to kolejny już tzw. zmarnowany tytuł, który oferował wielkie nadzieje, pokazywał, że będzie się dużo i fajnie dziać, a w konsekwencji dostajemy zwyczajny zapychacz czasu, który nie jest też do końca rozrywką. No chyba, że wyłączy się myślenie i zapomni o tym, że kiedykolwiek oglądało się trzy poprzednie filmy z całkiem fajnymi czarnymi charakterami. Z drugiej zaś strony, po co o nich pamiętać, skoro nawet i truposze mają serca, bo w końcu kiedyś byli ludźmi, więc wiadomo, że kilka filmów później musi dojść do jakiegoś pokrętnego zwrotu akcji, który dał nam dodatkowe atrakcje do seansu.
Źródło: Galapagos Films
Żeby nie było, obraz Rønninga i Sandberga ma swoje ciekawe momenty, do których z pewnością należy scena otwierająca nadająca zupełnie nowe znaczenie wyrażeniu „napad na bank”. Fajnie, że zombiastyczną załogę Czarnej Perły biegającą pod wodą zamienioną na taką, co stąpa sobie wartko po wodzie. Idealnym jednak elementem, które rzucił całkiem nowe światło na cały ten seans było jego zakończenie. Daje to nowe nadzieje, choć z drugiej strony może być też zamknięciem idealnym! Natomiast całkowitą przesadą było starcie na oceanie, nie mówiąc o tym, że wciąż nie rozumiem zależności „kompas-Salazar”. Albo mnie coś ominęło, albo ten scenariusz jest głupi i ma dziury. Totalnie dziwacznym pomysłem było dopowiedzenie do historii Barbossy, mniejsza z tym, że sprawa całkowicie do przewidzenia. Tego, czego najbardziej tu jednak brakuje... to oczywistej logiki scenariusza, no i przede wszystkim poczucia humoru nadającego lekkości całej strukturze. Oglądało się przyjemnie, ale jakoś tak... kanciasto.
     Przerażające jest w „Zemście Salazara” to, że efekty komputerowe utknęły na etapie pierwszego filmu. Znowu mamy żywe truposze, które z jednej strony wyglądają zachwycająco, a z drugiej widać tam spore niedopracowanie, które czyni z nich raczej karykatury ich samym, aniżeli przerażające potwory. Fajnie prezentuje się sam kapitan Salazar, choć można było bardziej go dopucować. Za to pięknie prezentował się Diabelski Trójkąt. Miał w sobie tę całą grozę i mrok.
Źródło: Galapagos Films
Reszta to powtórki z rozrywki. Znowu zabawy z morzem i od razu w Mesjasza, jakieś gigantyczne poczwary, które chcielibyśmy odzobaczyć i to bardziej ze względu na okropność realizacji niżeli ich przerażające oblicza. Szkoda, szkoda, bo historia i jej oprawa naprawdę miały potencjał. A tak to pozostaje nam jedynie zachwycać się kultowym już utworem przewodnim skomponowanym przez Klausa Badelta, na tle tych mało wyróżniających się kompozycji Geoffa Zanelliego.
     Przy kolejnych filmach w ramach tej samej serii najbardziej boli to, jak psuje się ukochana postać. Kapitan Jack Sparrow to persona, której mamy już po prostu przesyt. Kreacja Johnny'ego Deppa była genialna na etapie pierwszego, dwóch pierwszych filmów. Potem zaczęło się dziać coś niedobrego, a „Zemsta Salazara” pokazała, że Sparrow całkowicie stracił serce. Przestał już bawić, a jego wygłupy zaczęły bardziej irytować. Jego maniera stała się już nazbyt wymuszona, a tym samym ciężko jest polubić go na nowo po dłuższej przerwie. Nie na takiego Jacka Sparrowa czekaliśmy, nie na takiego! Do tego Barbossa, czyli sam Geoffrey Rush, który też postanowił przestać być człowiekiem, którego wszyscy nienawidzą. Stracił pazura, a tym samym stracił to, za co pokochaliśmy go przy „Czarnej Perle”. Javier Bardem całkiem nieźle sobie radził na ekranie, ale przyznać trzeba, że jego dykcja – ciężko stwierdzić czy faktyczna, czy jedynie odebrana, pozostawiała wiele do życzenia. Koniec końców bardziej sobą męczył i denerwował niż wzbudzał większe emocje.
Źródło: Galapagos Films
     „Piraci z Karaibów: Zemsta Salazara” nie utrzymuje poziomu pierwszych filmów, pomimo tego, że fabularnie bardzo do nich nawiązuje. Wszystko wskazuje na to, że Johnny Depp stracił już serce do Jacka Sparrowa, a także i my nie bawimy się już tak dobrze jak kiedyś. Film okazał się być bardzo przewidywalny, wymusza na widzu konkretne emocje i paradoksalnie całkowicie mu je odbiera. Nie ma tutaj, niestety, wartkich akcji, a te kilka fascynujących scen nie zbudują całego filmu. Świetnie było zobaczyć trio Depp, Rush i Bardem na jednym ekranie, ale nawet ta odrobina hiszpańskiej krwi nie zdoła wywindować najnowszej produkcji Rønning i Sandberg. Dobrze by było, abyśmy na tym poprzestali przeżywanie przygód z karaibskimi piratami, bo choć i tak obejrzelibyśmy kolejne, to i tak zakończy się to klapą.

Ocena: 4/10
Recenzja filmu DVD „Piraci z Kraibów: Zemsta Salazara” - dystrybucja Galapagos Films

Oryginalny tytuł: Pirates of Carribean. Dead Men Tell No Tales / Reżyseria: Joachim Rønning, Espen Sandberg / Scenariusz: Jeff Nathanson / Zdjęcia: Paul Cameron / Muzyka: Geoff Zanelli / Obsada: Johnny Depp, Javier Bardem, Geoffrey Rush, Brenton Thwaites, Kaya Scodelario, Kevin McNally, Golshifteh Farahani / Kraj: USA, Australia / Gatunek: Przygodowy, Fantasy
Premiera kinowa: 11 maja 2017 (Świat) 26 maja 2017 (Polska)
Premiera DVD: 27 września 2017

wtorek, 29 marca 2016

1203. Piotruś. Wyprawa do Nibylandii, reż. Joe Wright

     Któż nie zna historii jednego zagubionego chłopca, który fruwał bez pomocy wróżkowego pyłu. Bez względu na to, czy dzięki powieści J.M. Berriego, czy za sprawą magika Walta Disneya w przebojowej animacji, każdy na świecie słyszał, czytał, bądź oglądał tę wielką postać. Wielokrotnie przerabiana opowieść, wielokrotnie rozszerzana o dodatkowe motywy teraz sięga do początków wraz z najnowszym filmem reżyserii Joe Wrighta o tytule „Piotruś. Wyprawa do Nibylandii”.
Źródło: Galapagos Films
     Piotruś (Levi Miller), osierocony chłopiec mieszkający w ośrodku wychowawczym. Pewnej nocy kilku chłopców, jego przyjaciół, zostaje porwanych przez podniebnych piratów, a Piotruś znajduje się wśród nich. Pod ostrzałem myśliwców docierają do tajemniczej krainy zwanej Nibylandią. Tam zostają zmuszeni do ciężkiej pracy w kamieniołomach, aby zdobyć wróżkowy pył dla najgroźniejszego pirata wśród chmur, ich władcy- Czarnobrodego (Hugh Jackman). Szybko okazuje się, że Piotruś nie jest zwyczajnym chłopcem, a może być tym z przepowiedni, na którego wszyscy czekają.
     Opowieść stworzona wiele lat temu o niezwykłym chłopcu, który nie chciał dorosnąć. Historia bardzo znana, przerabiana już tak wiele razy, że ciężko jest to zliczyć. Każda kolejna jej odsłona dodawała coś od siebie. Powstawały filmy będące wierną adaptacją powieści J.M. Berriego albo kontynuowały żywot Piotrusia. Jason Fuchs wraz ze swoim scenariuszem tworzą jakby prequel całej tej historii, zaczynając od samych początków, pokazując dramatyczne dzieciństwo Piotrusia, a także to jak stał się Panem. Takie obrazy jak „Piotruś. Wyprawa do Nibylandii” zawsze stanowią pewną atrakcję. W końcu nie zawsze mamy okazję poznać przeszłość naszych ulubionych bohaterów i zobaczyć bodźce czyniące ich pozytywnymi, czy też negatywnymi postaciami. Z pewnością niewielu zadawało sobie pytanie skąd przydomek „Pan” lub też nie zdawało sobie sprawy z powodów jego występowania przy imieniu Piotrusia. Film pokazuje nam również początki relacji latającego chłopca z kapitanem Hakiem, choć nie odpowiada na pytanie, co doprowadziło do znanego nam stanu rzeczy. Z jednej strony jest to wszystko interesujące, a z drugiej... przedstawione w tak flegmatyczny i mocno nijaki sposób. Jest to mocno zaskakujące, bo przecież Wright zrobił tak dobre filmy, jak „Anna Karenina”, „Duma i uprzedzenie”, czy chociażby „Pokuta”. Oczywiście, gdzieś po drodze przydarzyła się taka fabularna wpadka jak „Hanna”, ale to nie zmienia faktu, że twory reżysera należą w większości do udanych. Natomiast „Piotruś”? Cóż... jest raczej dość przeciętną produkcją, która ma marne szanse na stanie się tak często wspominanym filmem jak chociażby „Hook”.
Źródło: Galapagos Films
Obraz jest bardzo nierówny, brak mu konkretnego tempa akcji. Niby coś się tutaj dzieje, ale zanim się rozkręci, to już człowiek zapomina o co naprawdę chodziło. Za dużo jest tu nagromadzenia wątków, momentami za dużo się po prostu dzieje- z jednej strony piraci, z drugiej dzikie plemię, jeszcze po drodze wątek rodziców Piotrusia, a także przecież początki historii Haka i jego wiernego kompana. Czasem takie przeładowanie nie wpływa dobrze na wrażenia, w szczególności, że różne sytuacje mają różny wpływ na fabułę, a niekiedy są wręcz całkowicie zbędne.
     Choć fabularnie film odrobinę kuleje, to strona techniczna nie zawodzi- aż tak bardzo. Wszystko jest ładnie wypieszczone, choć niestety zdarzają się drobne wpadki, jak chociażby obraz kamiennej Nibylandii, który trąci sztucznością. Może to przez te latające w powietrzu statki pirackie? Lekko zaburza to całe wrażenie magii, które jest wręcz wszechobecne, w szczególności, gdy w realnym świecie staczają one bój z myśliwcami wojennymi- serio?! Nibylandia stanowi więc dość dziwny obraz znanego nam świata, gdzie były krokodyle, a także cała masa wody- tutaj zastąpiona przez powietrze. Jest o wiele bardziej surowo przez otaczające nas kamieniołomy, ale ma to też swój obdarty z niewinności klimat. Co innego Nibylas! To miejsce jest magiczne i pełne kolorów. Cudowne i zachwycające, aż trudno oderwać wzrok. Inną sprawą jest oprawa muzyczna. Tutaj nie ma się do czego przyczepić, a kultowy utwór Nirvany wykonywany przez ekipę „Piotrusia” oraz samego Hugh Jackmana o tytule „Smells Like Teen Spirit” jest zachwycający. Ta aranżacja, rozpoznawalna od pierwszych brzmień dodaje charakteru i dodatkowo podkreśla surowy smak Nibylandii. A skoro mowa już o Czarnobrodym... stylizacja naprawdę zaskakująca, wręcz mocno groteskowa. Zarówno on, jak i jego piraccy kamraci wyglądają bardziej jak trupa cyrkowa z tymi swoimi wytapetowanymi twarzyczkami oraz napuszonymi kostiumami.
Źródło: Galapagos Films
     Ciężko jest zrozumieć czemu akurat Rooney Mara dostała nominację do Złotej Maliny za kreację Tygrysiej Lily w tym filmie. Może i nie była perfekcyjna, ale przyjemnie się na nią patrzyło w tej jej dzikiej stylizacji i dało się to kupić. Natomiast Garrett Hedlund... ten człowiek to był dopiero masakryczny. Jego James Hak był do granic możliwości przerysowany. Hedlund starał się za bardzo i wyszła mu zdecydowanie jedna z najbardziej pokracznych postaci w tym filmie, choć nie był tak wypacykowany jak Hugh Jackman. To właśnie dla tego pana specjalnie obejrzałam film z napisami, buntując się przeciwko dubbingowanej wersji kinowej. Wydaje się, że oglądanie i słuchanie Jackmana zdubbingowanego przez Krzysztofa Banaszyka to swoistego rodzaju okaleczanie produkcji i przede wszystkim samego aktora. Nie pomyliłam się. Wolverine był przekonujący w każdym swoim ruchu i dźwięku, który wypływał mu z krtani. Jego stylizacja i modulacja głosu, to są po prostu elementy, które nigdy nie powinny być od siebie rozdzielane. Oczywiście, w jego przypadku nigdy nie będę obiektywna, ale naprawdę... widywaliśmy go w gorszych kreacjach, choć w lepszych również. Natomiast sam Piotruś, czyli Levi Miller- praktycznie niewidzialny, choć jest to tytułowa postać. Nie mniej, to początki w jego karierze więc jeszcze się chłopak wyrobi- o ile ktoś da mu szansę się wykazać.
Źródło: Galapagos Films
     „Piotruś. Wyprawa do Nibylandii” nie wydaje się mieć większych, aby stać się tak wiekopomnym tworem jak disneyowski „Piotruś Pan”, czy „Hook” Stevena Spielberga. Jest to raczej obraz naraz, przynajmniej dla tych starszych widzów. Nie traktuje o niczym konkretnym, nie daje oglądającemu sposobności na refleksje i nie zostawia go z jakąkolwiek puentą. Dlatego też dla dorosłych widzów oglądanie tego filmu będzie bardziej odmóżdżającą rozrywką, ewentualnie polem do wyłapywania smaczków odnośnie samej historii Piotrusia Pana. Z kolei przesycenie całości magią i różnymi istotami będzie czymś co docenią młodzi widzowie. Całość nie jest zbytnio porywająca i ma masę błędów, ale ogólnie przyjemnie się na to patrzy, w szczególności na zaskakującego Hugh Jackmana.

Ocena: 5/10
Recenzja filmu DVD „Piotruś. Wyprawa do Nibylandii” – dystrybucja Galapagos Films!
Film dostępny zarówno na DVD, jak i Blu-Ray.


Oryginalny tytuł: Pan / Reżyseria: Joe Wright / Scenariusz: Jason Fuchs / Zdjęcia: John Mathieson, Seamus McGarvey / Muzyka: John Powell / Obsada: Hugh Jackman, Levi Miller, Garrett Hedlund, Rooney Mara, Adeel Akhtar, Nonso Anozie / Kraj: USA / Gatunek: Przygodowy, Fantasy
Premiera kinowa: 20 września 2015 (Świat) 23 października 2015 (Polska)
Premiera DVD: 11 marca 2016

środa, 9 lipca 2014

1137. Black Sails (sezon 1), aut. Robert Levine, Jonathan E. Steinberg

Oryginalny tytuł: Black Sails
Reżyseria: Neil Marshall, Sam Miller, Marc Munden, T.J. Scott
Twórca: Robert Levine, Jonathan E. Steinberg
Na podstawie: powieści Roberta Louisa Stevensona "Wyspa skarbów"
Zdjęcia: Lukus Ettlin, Jules O'Laughlin
Muzyka: Bear McCreary
Kraj: USA
Gatunek: Przygodowy, Dramat
Premiera: 15 stycznia 2014 (Starz)
Liczba odcinków: 8
Obsada: Toby Stephens, Luke Arnold, Tom Hopper, Zach McGowan, Mark Ryan, Hannah New, Jessica Parker Kennedy, Hakeem Kae-Kazim
     Piracka brać wciąż cieszy się niesłabnącą popularnością. A wszystko to rozpoczęło się wraz z powieścią Roberta Louisa Stevensona o tytule „Wyspa skarbów”. Filmów opartych o jej fabułę powstała cała masa, aby później historia piracka mogła rozrosnąć się wzdłuż i wszerz. Po przeniesieniu na mały ekran opowieści o Spartakusie stacja telewizyjna Starz czerpie z twórczości Stevensona dając własną interpretację, a w zasadzie prequel dla przygód kapitana Flinta o tytule „Black Sails”.

środa, 29 stycznia 2014

1102. Kapitan Phillips, reż. Paul Greengrass

Oryginalny tytuł: Captain Phillips
Reżyseria: Paul Greengrass
Scenariusz: Billy Ray
Na podstawie: książki Richarda Phillipsa i Stephana Tatty A Captain's Duty: Somali Pirates, Navy SEALS and Dangerous Days at Sea”
Zdjęcia: Barry Ackroyd
Muzyka: Henry Jackman
Kraj: USA
Gatunek: Dramat, Biograficzny
Premiera: 27 września 2013 (Świat) 08 listopada 2013 (Polska)
Obsada: Tom Hanks, Barkhad Abdi, Barkhad Abdirahman, Faysal Ahmed, Mahat M. Ali, Michael Chernus, David Warshofsky, Catherine Keener i inni

     Od kilku lat coraz więcej słyszy się w wiadomościach o atakach somalijskich piratów. Zazwyczaj ich działalność ograniczała się jedynie do rabowania frachtowców w celu zdobycia wielkich łupów. Jednakże wydarzenia z 2009 roku, kiedy to na skutek nieudanej kradzieży doszło do porwania kapitana statku transportowego Maersk Alabama, przeniosły się na strony książki spisanej przez samego porwanego. Niedługo później wspomnienia te stały się inspiracją do stworzenia filmowej adaptacji o tytule „Kapitan Phillips”. Za kamerą stanął człowiek, doświadczony w podobnych realizacjach, co udowodnił otrzymując BAFTĘ za „Lot 93”- Paul Greengrass.

niedziela, 8 lipca 2012

958. Epoka lodowcowa 4: Wędrówka kontynentów 3D, reż. Steve Martino, Mike Thurmeier

Oryginalny tytuł: Ice Age:Continental Drift
Seria: Epoka lodowcowa #4
Reżyseria:
Steve Martino, Mike Thurmeier
Scenariusz: Michael Berg, Jason Fuchs
Zdjęcia: Renato Falcão
Muzyka:
John Powell
Kraj: USA
Gatunek: Animacja, Familijny, Komedia, Przygodowy
Premiera:
27 czerwca 2012 (Świat), 06 lipca 2012 (Polska)
Dubbing polski: Cezary Pazura, Wojciech Malajkat, Piotr Fronczewski, Karina Szafrańska, Dominika Kluźniak, Jacek Kawalec, Krzysztof Szczerbiński, Piotr Kozłowski, Brygida Turowska-Szymczak, Zbigniew Konopka, Joanna Jeżewska

     Najbardziej nietypowe i zarazem odjazdowe stado świata kina ponownie w natarciu. W 2012 roku na ekrany kin weszła już czwarta część przebojowej „Epoki lodowcowej”. Tym razem za sterami stanęli twórcy krótkometrażowej o Wiewiórze i „Horton słyszy Ktosia”. Po 10 latach od pierwszego filmu, historia zmierza ku końcowi, a wszystko to w katastroficznej „Wędrówce kontynentów”, za którą standardowo stać będzie źródło wszelkich nieszczęść tego cyklu.
     Maniek (Wojciech Malajkat) wraz z rodziną i jego ekipą wiodą sobie spokojny żywot w krainie skutej lodem. Jednakże, kiedy zaczyna trząść się ziemia doprowadzając do rozstąpienia się lądów, wielki mamut zostaje odseparowany od swojej rodziny. Wraz z Deigo i Sidem (Piotr Fronczewski, Cezary Pazura) zaopatrzonym w babcię dryfują na krze lodowej przez niezbadany ocean, w czasie, gdy jego rodzina ucieka przed zbliżającym się blokiem skalnym. Wydawałoby się, że nie ma dla żadnej szansy na powrót do domu, ale wtedy na ich drodze stają piraci pod dowództwem Kapitana Flaka (Zbigniew Konopka). Początkowo uważani za wybawienie wkrótce staną się prawdziwą zmorą.

piątek, 27 maja 2011

779. Piraci z Karaibów: Na nieznanych wodach, reż. Rob Marshall

Oryginalny tytuł: Pirates of the Caribbean: On Stranger Tides
Reżyseria: Rob Marshall
Scenariusz: Terry Rossio, Ted Elliott
Zdjęcia: Dariusz Wolski
Muzyka: Hans Zimmer
Kraj: USA
Gatunek: Przygodowy / Fantasy
Premiera światowa: 11 maja 2011
Premiera polska: 20 maja 2011
Obsada: Johnny Depp,Geoffrey Rush, Penelope Cruz, Ian McShane, Kevin McNally, Stephen Graham, Keith Richards, Richard Griffiths

    Piraci. Osobniki te słynące ze swoich słynnych rabieży wylęgły na szlaki morskie w momencie ich powstania. Nigdy nie kojarzyli się zbyt dobrze, a mimo to stanowiły, no i wciąż stanowią, jedno z zainteresowań ludzi. To właśnie w oparciu o ich charakter powstały liczne gry, napisano wiele książek i wyreżyserowano wiele filmów. Jednym z takich filmów był pogromca wszelkich kin całego świata z 2003 roku o tytule „Piraci z Karaibów: Klątwa Czarnej Perły”. Film zdecydowanie odmienił sposób postrzegania pirata poprzez wprowadzenie genialnej postaci w osobie Jacka Sparrowa, który nie miałby racji bytu, gdyby nie jeszcze bardziej genialny Johnny Depp. Po czterech latach od pożegnania się ze starymi bohaterami kapitan Jack Sparrow powraca na ekrany światowych kin w nowym towarzystwie i w nowym filmie- „Piraci z Karaibów: Na nieznanych wodach”.

poniedziałek, 29 listopada 2010

250. Piraci z Karaibów: Na krańcu świata, reż. Gore Verbinski

Oryginalny tytuł: The Pirates of Caribbean: At World's End
Seria: Piraci z Karaibów #3
Reżyseria: Gore Verabinski
Scenariusz: Terry Rossio, Ted Elliott
Zdjęcia: Dariusz Wolski
Muzyka: Hans Zimmer
Kraj: USA
Gatunek: Przygodowy
Premiera światowa: 19 maja 2007
Premiera polska: 25 maja 2007
Obsada: Johnny Depp, Orlando Bloom, Keira Knightley, Geoffrey Rush, Bill Nighy, Naomie Harris,Yun-Fat Chow, Jonathan Pryce, Tom Hollander, Stellan Skarsgard, Kevin McNally, Mackenzie Crook, Jack Davenport

    Mijają dobre czasy dla piratów. Lord Beckett za sprawą Davy`ego Jonesa morduje piratów, a tym schwytanych sam skazuje na szubienicę. W tym czasie Will i Elizabeth wraz z Barbossą na czele udają się do Singapuru do Kapitana Sao Feng po tajemnicze mapy, które pomogą im dotrzeć do Luku Davy`ego Jonesa, gdzie przebywa właśnie Jack. Gdy już to zrobią muszą udać się na Trybunał Braci. Każdy z nich pragnie czegoś innego- Barbossa pragnie uwolnić Kalipso, Elizabeth ma osobiste powody, aby pokonać Becketta, a Will chce odzyskać "Perłę" i uwolnić swojego ojca z Latającego Holendra.
Plusy:
-    akcja. Akcji w tym filmie jest bardzo dużo, przez co nawet nie odczuwamy, że siedzimy w kinie prawie 3 godziny. Akcja bardzo szybko nas wciąga i nawet przez chwilę nie myślimy o czym innym. Bardzo dużo jest również zwrotów akcji. Oczywiście nikomu nie muszę mówić co to oznacza :P
-    pogmatwanie z poplątaniem. Przez szybką akcję i przez to wszystko co się dzieje nie idzie się czasami połapać o co chodzi. Wiele wątków w ten sposób mi umknęło lub po prostu zostało przeze mnie niezrozumianych. Nie wiadomo komu ufać. Nie wiadomo kto mówi prawdę. Wiele kwestii zostaje wyjaśnionych, ale oczywiście nie do końca :) W filmie dowiadujemy się również pewnych rzeczy, których nawet nie podejrzewalibyśmy o to, że są ważne. Pomyślelibyście na przykład, że sztuczne oko Raghettiego odegra ważną rolę? ;] Film był całkowicie nieprzewidywalny i naprawdę zaskakiwał przez co był rewelacyjny :)
-    humor. Jak przystało na filmy z serii "Piratów z Karaibów" nie mogło zabraknąć humoru :) tutaj ten humor objawiał się raczej w dialogach, a niżeli w jakiś typowych sytuacjach. Było kilka scen, które poważnie mnie rozbawiły :P dla przykładu, gdy Jack Sparrow był w Luku Davy`ego Jonesa i nagle ni stąd ni zowąd pojawił się kamień. Jack go wyrzucił, a gdy pojawił się znowu Jack tak na niego spojrzał z przerażeniem i nagle słyszę "Sio!" a Jack zaczyna znacząco machać w stronę kamienia odganiając go :D Śmieszny również był ślub Elizabeth i Willa :) oczywiście udzielał go im Barbossa. Co z tego, że był środek walki z piratami Holendra :D Barbossa zaczyna: "Zebraliśmy się w tym dniu... aby przybić Twoje flaki do masztu...(coś tam coś tam)" oczywiście walcząc z piratem Jonesa :P Nie pamiętam tutaj już dokładnych szczegółów filmu, ale wiem, że sytuacjami, które najbardziej mnie rozśmieszyły to było spotkanie tuż przed walką, gdzie Davy Jones nie zszedł tak całkowicie na ląd no, bo stał w takie misce drewnianej z wodą :P albo gdy Jack próbował dorównać Barbossie długością lunety :P hihi :D
-    dramatyzm. Muszę przyznać, że jest to jedyna część Piratów na jakiej płakałam, aż tyle, albo i w ogóle. Poryczałam się chyba z 10 razy a raz to już tak fes :/ to co się tam działo to było niewyobrażalne. Przykra sprawa w sumie. Powiem tylko tyle, że zginęło wiele postaci. No i pomimo tego, że nie znaczyły one wiele w filmie to jednakże reakcje innych były bardzo poruszające i doprowadziły mnie do łez. Nie mogę napisać więcej szczegółów bo zdradziłabym niespodzianki filmu :)
-    efekty specjalne. Przez cały czas trwania filmu zastanawiałam się na co poszło to 300 mln dolarów :| no i w końcu się chyba doczekałam :) pewnie większość tej kasy poszła na gaże dla aktorów. Poza tym po raz kolejny mieliśmy postać Davy`ego, którego ucharakteryzowanie efektami specjalnymi musiało być po raz kolejny nie lada wyzwaniem. Dodatkowo sceny walki, a już najbardziej chyba Czarna Perła zsuwająca się z wydmy, czy też walka Perły i Holendra wokół wiru. To ostatnie było niewiarygodne i zapierało dech w piersi. Bardzo mi się to podobało :)
-    Jack Sparrow. Po raz kolejny Depp pokazał, że jest stworzony do tej roli. No po prostu jest świetny :) już wiele razy rozpisywałam się nad tą postacią, więc nie będę się powtarzać. Powiem tylko, że tutaj w tej części Jack ukazany jest z zupełnie innej strony. Jego ostatnie zachowanie, gdy mógł zrobić coś co było konieczne i to jego spojrzenie, gdy poszło to nie po jego myśli. Widziałam jak się waha i moim skromnym zdaniem podjął słuszną decyzję :) tym samym pokazał, że jest dobrym człowiekiem i jednocześnie pomimo tego iż wiele razy pokazywał, że na niczym  mu nie zależy to tym razem jednak się to zmieniło :)
-    Barbossa. Tak :) w pierwszej części jego postać bardzo mi się spodobała :) tak bardzo, że cierpiałam, gdy Jack go zabił, ale gdy pojawił się pod koniec drugiej części to tak się uchachałam, że normalnie szok :D oczywiście odegrał bardzo istotną rolę w tym całym filmie :) dzięki niemu zrobiło się kolorowiej :) hihi :D również można zaobserwować u niego pewną zmianę, ale nie wiadomo czy jest ona spowodowana dobrym sercem, czy też faktem, że Tia Dalma sprowadziła go ze świata umarłych :)
Minusy:
-    niektóre sceny jak dla mnie były przerysowane. Dla przykładu, gdy Tia Dalma zaczęła rosnąć. Trochę to było tak jak wyjęte z bardzo starego filmu, gdzie finanse przeznaczane na filmy były raczej niewielkie. Nie podobało mi się to.
-    o dziwo zdenerwowały mnie sceny z Jack`iem Sparrowem na krańcu świata, a tak właściwie to w Luku Jonesa. Bardzo mnie to denerwowało i potem to ciągłe wstawianie rozdwojonej jaźni Sparrowa, chociaż przyznam, że jego jaźń z przyszłości, w ewentualności, gdyby został na Holendrze jako Pirat Jonesa była dość zaskakująca, a tekst: "Nie ruszać się! Zgubiłem gdzieś swój mózg!" był powalający :)
-    brakowało mi czegoś w tym filmie. Pomimo tych wszystkich efektów i całej tej obsady nie było to tym samym co poprzednie części.
-    denerwują mnie niektóre motywy, które nie zostały wyjaśnione. A już totalnie wyprowadziła mnie z równowagi końcówka, która jak na chama zapowiada 4 część, której podobno miało nie być :/ no ale to się wytnie.
Ulubiona scena:
-    walka Perły z Holendrem,
-    przesuwanie Perły w Luku Jonesa ;],
-    końcowa scena Elizabeth i Williama.
Moja opinia:
    Ogólnie to film mi się podobał, ale nie uważam go za jakieś specjalne arcydzieło. Jest zdecydowanie gorszy niż poprzednie dwie części, ale to już chyba jest takie prawo :) Pożyjemy zobaczymy, może po prostu muszę przetrawić ten film :)

piątek, 26 listopada 2010

168. Sindbad: Legenda siedmiu mórz, reż. Tim Johnson, Patrick Gilmore

Oryginalny tytuł: Sindbad: Legend of Seven Seas
Reżyseria: Tim Johnson, Patrick Gilmore
Scenariusz: John Logan
Muzyka: Stephen Barton, Harry Gregson- Williams
Kraj: USA
Gatunek: Animacja, Przygodowy, Baśń
Premiera światowa: 02 lipca 2003
Premiera polska: 22 sierpnia 2003
Obsada: Brad Pitt, Catherine Zeta-Jones, Joseph Fiennes, Michelle Pfeiffer, Dennis Haysbert, Adriano Gianinni

  Sindbad jest złodziejem kochającym morze. Pewnego dnia próbuje okraść pewien statek z Księgi Pokoju. Niestety na jego drodze staje jego dawny przyjaciel, Proteus, który nie dopuszcza do tego. Na dodatek pojawia się morski potwór, który porywa Sindbada pod wodę. Tam łapie go Eris, która składa mu bardzo kuszącą propozycję. Sindbad przyjmuje ją i stara się wykraść Księgę. Jednak Eris przewidziała, że Sindbad zmieni zdanie dlatego sama ją ukradła. Niestety zrobiła to pod postacią Sindbada i teraz jego życie jest zagrożone. Jednak jego przyjaciel Proteus wierzy swojemu przyjacielowi i daje mu szansę przywiezienia księgi z powrotem. To jednak nie będzie takie łatwe, ponieważ, żeby odzyskać Księgę Sindbad i jego załoga oraz Marina dziewczyna Proteusa muszą dostać się do Tartarusu, a podróż wcale nie będzie taka łatwa na jaką się wydaje.
    Uwielbiam bajki z Disneya. Są zabawne, są pełne przygody oraz są po prostu piękne pod względem wizualnym.
Jedyne co wyróżniało tą bajkę od innych bajek Disneya było to, że nie było tutaj żadnych piosenek :D i to było bardzo dobre według mnie :) bo czasami to te piosenki mnie dobijają.
    Bajka jest bardzo ciekawa. Już samo pojawienie się Eris było czymś niezwykłym. Tak myślałam, że to ona... Bogini Chaosu :) po prostu imponujące :) wyraźnie podobał jej się Sindbad co zawsze podkreślała stwierdzeniem "On jest taki słodki..." Rozwalało mnie to :D oczywiście zawsze była dalsza część "... ale strasznie naiwny" lub "... ale nie aż tak słodki".
    Podobało mi się poświęcenie w tej bajce. Tzn. chodzi mi dokładnie o ten układ, że jeżeli Sindbad mówi prawdę w związku z Eris to pojedzie do Tartarusa i odzyska Księgę, jeżeli nie wróci w ciągu 10 dni to Proteus zostanie stracony, a jeżeli wróci, ale bez księgi to stracony zostanie Sindbad. Oczywiście to rozwiązanie zaproponował nikt inny jak sam przyjaciel Sindbada, Proteus.
    Jak to zawsze bywa w bajkach Disneya jest kilka prześmiesznych motywów. Mnie osobiście rozbrajał pies Sindbada, Spike. Ślinił się po prostu niesamowicie :D a jak była akcja, że już popłynęli w to morze i wylądowali na wyspie, która okazała się być gigantyczną rybą i ta ryba otworzyła oko, do którego wpadł Rat, to właśnie pies Spike wskoczył sobie do tego oka, żeby polizać i dowiedzieć się jak smakuje :D no ja osobiście miałam taki ubaw z tej sceny, że aż szok :D
    Bardzo często w bajkach wykorzystywana jest grafika komputerowa, a to, żeby bardziej ożywić niektóre postaci, a  w tym wypadku niezwykłe morskie stworzenia. Najbardziej efektownym według mnie stworzeniem była ta kałamarnico-krabowa rybka, która zaatakowała statek z Księgą Pokoju :) była chyba najfajniejsza, ale również śnieżny ptak przypadł mi do gustu. Niestety w takich wypadkach zazwyczaj widać, że to zrobione jest komputerowo, tutaj też niestety, ale to mało istotne :) Co mi się jeszcze podobało? Oczywiście sama Eris według mnie była piękna :) ech szkoda, że ja tak nie umiem rysować, no i w dodatku podobał mi się motyw w Tartarusie. Te przechylające się wydmy piasku ujawniające marmurowych żołnierzy, różne budynki itp. Wyglądało to bardzo interesująco, a mnie osobiście zaparło dech w piersi a w szczególności w momencie, w którym na te wydmy spadły stworzenia, że tak powiem konstelacji gwiazd :) Piękne...
    Na uwagę zasługuje również wątek miłosny :) pogmatwanie z poplątaniem. Proteusz- Marina, Marina- Sindbad. To było oczywiste jak to wszystko się skończy albo właściwie to, że coś się rozwinie między Sindbadem a Mariną, a to wszystko przez to, że wpakowała się na ten statek.
    Zakończenie jest oczywiście zaskakujące, bo... hm.. no właśnie wydaje się, że to już koniec, że wszystko stracone a tutaj dzieje się coś niespodziewanego i od razu uśmiech na twarzy u mnie hihi :D:D więc jak to bywa na bajki w szczególności te Disneyowskie wszystko kończy się happy endem :)
    Co do obsady to nie mogę powiedzieć zbyt wiele, bo mogliśmy tylko usłyszeć różne gwiazdy, ja osobiście oglądałam bajkę w oryginalnej wersji językowej i według mnie to dobrze, bo niekiedy dubbingi psują cały efekt bajki, a niekiedy... wręcz poprawiają.
    Moją ulubioną postacią był zdecydowanie pies Spike :D który był naprawdę wiernym pieskiem i w dodatku bardzo mądrym, nie to co mój. Do mojego powie się, żeby dał łapę, a on myśli, że na niego krzyczysz i skula się. Ech... no ale cóż. Drugą moją ulubioną postacią była Eris :) nie wiem czemu gustuję w takich czarnych charakterach, ale naprawdę chyba najbardziej podobała mi się z ludzkich postaci, no dobra może nie do końca ludzkich :D Prześmieszną postacią był również Rat, który siedział na tej.. yy.. bocianie gniazdo to się nazywa? na czubku masztu na statku :D chyba tak ale mniejsza o szczegóły. Był prześmieszny a już najbardziej mnie rozwalało jak wielbił całą tą Marinę :) hehe :D
    Ogólnie bajka bardzo mi się podobała :) Kocham bajki Disney`a, nie ma nic lepszego niż dobra bajka :) kurde mam 20 lat a dalej kocham oglądać bajki :) jak będę miała własne dzieci to kupię sobie wideo i wszystkie bajki na kasetach, no ewentualnie na DVD jak będzie mnie stać :D hehe :D