NOWOŚCI

wtorek, 3 sierpnia 2010

667. Narzeczony mimo woli, reż. Anne Fletcher

Oryginalny tytuł: The Proposal
Reżyseria: Anne Fletcher 
Scenariusz: Pete Chiarelli 
Zdjęcia: Oliver Stapleton 
Muzyka: Aaron Zigman 
Kraj: USA  
Gatunek: Komedia romantyczna 
Premiera światowa: 01 czerwca 2009 
Premiera polska: 19 czerwca 2009 
Obsada: Sandra Bullock, Ryan Reynolds, Mary Steenburgen, Craig T. Nelson, Betty White, Malin Akerman

    Co się zdarzy kiedy piękna bizneswoman odnosząca sukcesy będzie zmuszona opuścić nagle kraj? A co jeżeli wpadnie na genialny pomysł i przy wykorzystaniu swojej pozycji zmusi jednego z pracowników do poślubienia jej? Kogoś z takim tupetem zaprezentował nam najnowszy film Anne Fletcher („Step up”, „27 sukienek”) o wszystko mówiącym tytule „Narzeczony mimo woli”. Podsumować mogę ją jednym zdaniem „Najlepsza komedia romantyczna jaką miałam okazję ostatnio oglądać”. 
    Kariera apodyktycznej szefowej jednej z amerykańskich firm – Margaret Tate, wisi na włosku kiedy to dowiaduje się od swoich szefów, że wygasa jej wiza w efekcie czego zostanie deportowana do rodzinnej Kanady. Margaret nie ma zamiaru jednak tak łatwo odpuścić, dlatego też szybko znajduje rozwiązanie, nie do końca przemyślane. Przedstawia szefom swojego narzeczonego – Andrew Paxtona, który tak naprawdę jest jej asystentem od 3 lat. Andrew zgadza się na układ tylko pod warunkiem, że dostanie awans i zostanie redaktorem. Narzeczeni muszą być bardzo uważni, gdyż jeden z pracowników urzędu imigracyjnego – Gilbertson zrobi wszystko, aby udowodnić, że ich narzeczeństwo jest jedną wielką farsą. Zanim jednak do tego dojdzie Margaret wraz z Andrew wyjeżdża w jego rodzinne strony na Alaskę na urodziny jego babki. Tam poznaje całą rodzinę, która bardzo ciepło ją przyjmuje, co dla niej samej jest szokiem. Nikt nie przewiduje, że pod całym tym udawaniem miłości mogą rodzić się prawdziwe uczucia.  
    Komedie romantyczne zawsze dzielą widzów na tych, którzy film pokochali oraz tych co nie obejrzą go już nigdy więcej. Wszystko zależy od punktu widzenia. Albo komuś przejadła się ciągła schematyczność tego typu filmów, albo po prostu nie poczuł tego czegoś co poczuć powinien. Prawda jest taka, że ten film to typowa powtórka z rozrywki. Przecież motyw deportacji był poruszany wielokrotnie. Wszystko to zostało przedstawione jednakże w nowej formie, która mnie osobiście bardzo przypadła do gustu. Początkowo dość sztywny, nie mniej jednak wyjątkowo zabawny film, przeradza się w wiejską – jeszcze zabawniejszą, sielankę. Czegoż chcieć więcej? A no tylko miłości, której tutaj także nie brakuje.
    W światowej gospodarce może i panuje wielki kryzys (chociaż ostatnio podobno zaczyna się ożywienie gospodarcze), jednakże twórcy przeżywają chyba prawdziwy„renesans”. Naprawdę coraz częściej przypadają do gustu. Wspaniałym przykładem jest „Narzeczony mimo woli”, który naprawdę bawi widza. Mogłabym wymieniać tutaj niezliczoną liczbę humorystycznych scen, które sprawiają, że człowiek się śmieje i śmieje. Wyjawię jednakże tylko te, które mnie rozśmieszyły najbardziej. Oczywiście na pierwszym miejscu jest scena spotkania nagich ciał Margaret oraz Andrew. Takich rzeczy nie ogląda się w każdym filmie, a jednakże można było przestawić to w niesamowicie zabawny sposób. Drugą sceną z kolei jest scena walki Margaret z orłem o puchatego białego psiaka (który jest niesamowicie uroczy – BTW). Ta scena jest o tyle fajna, że towarzyszyły mi przy niej niezliczone emocje. Krzyczę więc: „Rzuć w niego telefonem, głupia!”, na co mój mężczyzna: „Przecież właśnie w niego rzuciła!” , „Acha. Nie zauważyłam ;P”. No co ja więcej mogę jak twórcy chcą robić krzywdę zwierzakowi. W ogóle to jakim prawem ten orzeł atakował tego psa. Nie rozumiem tego motywu, no ale już go nie zrozumiem. Bardzo podobała mi się także atmosfera w pracy u Margaret.Właściwie nie tyle atmosfera, co sama solidarność pracowników, a także ich tempo.
    Czymże byłby ten film, gdyby nie przewidywalne iskrzenie między dwójką bohaterów. Oczywiście, tego zawsze się można spodziewać, ale był taki moment, że się zawahałam. Może to być dla niektórych dość podbudowujące, „skoro jemu się udało to czemu ja ma mnie poderwać szefa?”. No, ale przecież tutaj chodziło tylko o interesy. Na szczęście później zaczęło się robić bardzo romantycznie. Był nawet jeden moment, w którym się bardzo wzruszyłam ciepłem jakie Andrew okazał Margaret. Nic więc dziwnego, że takie filmy oglądamy z przyjemnością – mniejszą lub większą,i zawsze będziemy je oglądać. Ten film idealny jest dla par – dlatego też ja oglądałam go ze swoją połówką. Podobały mi się tutaj także przygotowania do ślubu, które również były przejmujące i wzruszające.
    Z początku wydawało mi się, że obsadzenie w głównej roli męskiej Ryana Reynoldsa nie było zbyt trafną decyzją. W sumie to nadal mam w związku z tym mieszane uczucia. Wydaje mi się jednak, że bardzo dobrze sobie z nią poradził. Był zabawny i nawet przekonujący. Jednakże i tak widzę w tej roli kogoś zupełnie innego – o innym temperamencie. Jego szefową zagrała Sandra Bullock. Kobieta,którą bardzo sobie cenię nie tylko za grę aktorską, ale też za jej ogromne serce. Jest wspaniałą kobietą dlatego też wizerunek straszliwej szefowej,której wszyscy się boją był według mnie nie trafiony. W szczególności, że Sandra trochę zepsuła tą postać. Nie potrafiła do końca oddać tego zachowania.Oczywiście ubrania, wyraz twarzy i zachowanie, ale jednak dało się pod tym dostrzec prawdziwą Sandrę. Z pewnością poczuła ulgę kiedy jej postać w końcu mogła się otworzyć. Najbardziej w filmie podobała mi się natomiast babcia w wykonaniu Betty White. Jest naprawdę fantastyczna. Nie tylko dlatego, że jest typową babuszką, ale też i dlatego, że jest niesamowicie zabawna (nigdy nie zapomnę jej zawału). W filmie mogliśmy także zobaczyć Malin Akerman w roli byłej narzeczonej- Gertrudy, a także Mary Steenburgen i Craiga T. Nelsona jako rodziców Andrew  -Grace i Joe Paxtonów.
    „Narzeczony mimo woli” to nie typowa komedia romantyczna, bo te są zazwyczaj nudne i więcej w nich z dramatu niżeli z komedii. Mam nadzieję, że od tego filmu rozpocznie się epoka zabawnych komedii, bo przecież o to chodzi w takich komediach, żeby nie tylko się powzruszać, ale też i dobrze bawić. Tego w tym filmie nie brak. Z pewnością nie będziecie się nudzić podczas seansu, a gdy jednak zaczniecie to zaraz babcia Annie was rozrusza i przykuje Waszą uwagę. Myślę, że warto poświęcić na ten film chwilę czasu, w szczególności, gdy chcecie spędzić miło czas ze swoją drugą połówką.

5 komentarzy :

  1. Też miło wspominam ten film. Jeśli chodzi o tematykę ślubną... już się przygotowujesz? ;) i jaki scenariusz wybierzesz do własnego ślubu? ciekawam jestem :).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi

    1. no przygotowuję się :D to w końcu tylko rok i 17 dni ;D moje wesele jest w stylu pałacowym - ze względu na miejsce gdzie mam wesele :P

      Usuń
    2. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń
    3. o ja! ;o a w jakim pałacu robisz? no chyba, że masz jakiś prywatny pałac, w którym mieszkasz bądź zamieszkasz ;PP

      Usuń
    4. haha bez przesady ;P po prostu mamy wesele na sali bankietowej, która jest urządzona w stylu pałacowym :)

      Usuń