NOWOŚCI
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą opętanie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą opętanie. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 31 lipca 2016

SZORTy #38: Oculus, Diabelska tablica Ouija, Zbaw nas ode złego

Oryginalny tytuł: Oculus | Reżyseria: Mike Flanagan | Scenariusz: Mike Flanagan, Jeff Howard | Obsada: Karen Gillan, Brenton Thwaites, Katee Sackhoff, Rory Cochrane, Annalise Basso, Garrett Ryan, James Lafferty | Kraj: USA | Gatunek: Horror
Premiera: 08 września 2013 (Świat) 27 marca 2015 (Polska)
Ocena: 6/10

     Trudno teraz o dobry horror, który potrafiłby zainteresować fabułą, ale również i przestraszyć. Najnowsza propozycja od Flanagana wydaje się łączyć te dwie cechy, w szczególności, że jest to pełnometrażowy obraz jego dawnej produkcji.
     Mija jedenaście lat od tragicznych wydarzeń w domu Russellów. Pozostała przy życiu córka stara się oczyścić swojego brata z zarzutów zamordowania swoich rodziców. Wierzy ona, że za jej rodzinnym dramatem stoją mroczne siły kryjące się w lustrze. Przy pomocy brata, który dopiero co opuścił zakład psychiatryczny ma zamiar udowodnić swoje racje.
     Już na wstępie trzeba przyznać, że „Oculus” nie jest filmem najwyższych lotów. Nie oznacza to jednak, iż nie potrafi zaintrygować widza pomysłem- wręcz przeciwnie. Jest jednym z najbardziej niekonwencjonalnych i z pewnością nieoczekiwanych wątków, jakie mogłyby pojawić się w horrorach ostatnich lat. Przede wszystkim jednak jest to świetnie wykorzystane dla zbudowania klimatu. Gdyby była to jedynie zwykła opowieść o zabójczym lustrze, to może faktycznie, nie byłoby to wystarczające dla przykucia naszej uwagi. Jednak jeżeli mowa jest już o przedmiocie mającym możliwość zmieniania naszego świata, a przynajmniej tego jak go postrzegamy... to już zaczyna się robić enigmatycznie. Nie dość, że rodzeństwo musi walczyć z demonami przeszłości, to dodatkowo dochodzi do starcia z prawdziwymi siłami zła. Biorąc pod uwagę, że nieźle potrafią namieszać w umysłach nie możemy być pewni, co jest prawdą a co jedynie wyobrażeniem. Czy zjadamy jabłko, czy może jednak żarówkę? Mamy w ręce kawałek szkła mogący zabić drugiego człowieka, czy może w ogóle nie rozbijaliśmy donicy? Świetne pomieszanie z poplątaniem. Twórcy do takiego stopnia nakręcili widzów, że z łatwością można było się pogubić i zatracić we własnym logicznym myśleniu. Takie zabawy to ja uwielbiam! A takich filmów jest zdecydowanie za mało. W dodatku tak bardzo klimatycznych!

Oryginalny tytuł: Ouija | Reżyseria: Stiles White | Scenariusz: Juliet Snowden, Stiels White | Obsada: Olivia Cooke, Ana Coto, Daren Kagasoff, Bianca A. Santos, Douglas Smith, Shelley Henning | Kraj: USA | Gatunek: Horror
Premiera: 23 października 2014 (Świat) 24 października 2014 (Polska)
Ocena: 3/10

     Tablica Ouija jest jednym z najbardziej popularnych gadżetów okultystycznych. Często wykorzystywana do seansów spirytystycznych stała się oczywistym przedmiotem wielu filmów fantastycznych. A co gdyby zrobić z tego horror? Stiles White pokazuje, że „Diabelska tablica Ouija” wcale nie jest taka... diabelska.
     Przyjaciółki od dziecka, urozmaicające sobie czas zabawą tablicą Ouija. Zasad jest kilka, a między nimi to, aby nigdy nie bawić się nią w pojedynkę. Gdy dziewczyny dorastają coś się zmienia, a kiedy jedna z nich ginie, druga nie może otrząsnąć się z szoku. Wkrótce okaże się, że za wszystkim stoi ulubiona zabawka z dzieciństwa.
     Film, którego fabuła sprawia wrażenie interesującej. Aczkolwiek to co z pozoru wydaje się być intrygujące szybko przemienia się w coś niesłychanie banalnego, coś na co ciężko jest patrzeć i przy czym trudno jest wytrwać do końca. Trudno nazywać „Ouija” horrorem, bowiem niewiele wspólnego ma to z tytułami tworzącymi grozę. Twórcy myśleli najwyraźniej, że jak wyłączą kilka razy światło, zarzucą jakąś groźną mordą w otchłani ciemności lub po prostu zaczną mordować ludzi w dziwny sposób to tym samym zbudują jakąkolwiek grozę. I pewnie plan by się powiódł, gdyby nie fakt, że koniec historii zmierza w tak bardzo głupawym kierunku. Już od pewnego momentu można się domyśleć, że coś tutaj jest w tej opowieści nie tak. Nagle mamy twist sytuacyjny, który z założenia sprawić ma, że albo dostaniemy zawału, albo padniemy z wrażenia. Niestety, zadanie nie zostaje dobrze wykonanie, bo jedyne co wydarzenia generują to niekontrolowane napady chichotu. A jak jeszcze do sytuacji dołącza jedna z bohaterek, to już po prostu trąci dennym paranormalem. Innymi słowy, film White'a dłuży się niemiłosiernie, a zamiast straszyć to zanudza na śmierć. Szkoda, bo koncepcja całkiem fajna...

Oryginalny tytuł: Deliver Us from Hell | Reżyseria: Scott Derrickson | Scenariusz: Scott Derrickson, Paul Harris Boardman | Obsada: Eric Bana, Édgar Ramírez, Olivia Munn, Joel McHale, Sean Harris, Chris Coy | Kraj: USA | Gatunek: Horror, Kryminał
Premiera: 04 lipca 2014 (Świat) 04 lipca 2014 (Polska)
Ocena: 5/10

     Co wyjdzie z połączenia kina grozy z dość monotonnym kryminałem? Jakaś paranormalno- przyziemna sieczka lasująca mózg, a stworzona przez Derricksona. I pozostaje tylko pytanie, jak ktoś kto dał życie klimatycznemu „Sinisterowi” tworzy takiego średniaka, jak „Zbaw nas ode złego”.
     Dwóch policjantów na służbie. Trafiają w wir dziwacznych wydarzeń prowadzących do kobiety, która w ZOO wyrzuciła swoje dziecko do zagrody z lwami. Śledztwo, do którego dołącza nie taki święty ksiądz doprowadza do tajnej wojskowej misji i demonicznych zapisków.
     Kiedy wydaje nam się, że widzieliśmy już chyba wszystkie odsłony filmów o opętaniach i egzorcyzmach pojawia się coś takiego jak „Zbaw nas ode złego” i całkowicie przestawia nasz światopogląd. Świetny pomysł na fabułę poprowadzony w tak dramatycznie nijaki sposób, że zamiast się bać trzeba walczyć z chęcią zamknięcia oczu i zapadnięcia w głęboki sen. Powiązanie kryminalnych elementów z fabułą budzącą grozę oraz motywami wojskowymi nie do końca wydaje się tu sprawdzać. Bardziej to nuży niżeli rozbudza zainteresowanie, aczkolwiek trzeba przyznać, że jest kilka ciekawych scen, które zmrożą krew w żyłach. Jednakże, gdyby nie finałowa scena trudno byłoby nie uznać tego filmu za porażkę. Te kilkadziesiąt ostatnich minut jest naprawdę mocnych i na swój sposób przerażających, a także rozczulających. Wtedy następuje właśnie kumulacja naszych emocji. Do tego czasu musimy zawiesić na czymś oko i chyba właśnie po to wprowadzono postać księżulka o mrocznej przeszłości. Przystojny i tak bardzo męski totalnie przyćmiewa Erika Banę. Szkoda tylko, że jest to jeden z bardzo nielicznych plusów produkcji, bo choć udaje się tutaj stworzyć klimat tajemnicy i grozy, to jednak nie do końca można się na to złapać. Spodziewałam się czegoś lepszego. I to o wiele lepszego!

poniedziałek, 10 listopada 2014

SZORTy ENEMEF Noc Grozy i Horrorów: Rogi, Babadook, Egzorcysta, 13 grzechów

http://enemef.pl/intro.php
      Nigdy w życiu nie byłam na żadnym eNeMeFie, aż do teraz. Kiedy moi drodzy przyjaciele zadzwonili z propozycją wspólnego spędzenia halloweenowej nocy w kinie od razu się zgodziłam, choć oczywiście wpierw trzeba było się upewnić, że maż nie będzie miał nic przeciwko! I tak w końcu po wyczekiwaniu nastał ten piękny, choć wcześniej męczący dzień, kiedy wybraliśmy się do Multikina na całonocny maraton.
     Jako, że miało to trwać całą noc, a ja nawet w Sylwestra chodzę spać zaraz po północy musiałam zaopatrzyć się w jakieś szamanie i oczywiście ENERGETYKI! Zrobiłam więc dyniowe babeczki, Aneczka moja kochana poszła w bardziej słone przekąski i ruszyliśmy tyłki w stronę kina- po drodze zabierając oczywiście przyjaciół. Przed kinem oczywiście musiała być pizza- co by napełnić nasze brzuszki na pół nocy, aczkolwiek najlepsze czekało nas przed samym wejściem na salę- gigantyczna kolejka do wejścia! Szybko okazało się co jest tego przyczyną, obsługa wraz z ochroniarzem postanowiła przetrzepać bagaże każdego wchodzącego i odebrać mu całe jedzenie i napoje, co by napełnić sobie kasy fiskalne żerując na głodnych i spragnionych. Na szczęście pozwolono zabrać jedzenie własnej roboty, więc nasze babeczki i parówki w cieście francuskim ocalały! Dobrze, że nikt nie odebrał nam kocyków i poduszek! Niesmak jednak pozostał aż do końca maratonu. Zaczynając seans o godzinie 22:00 a kończąc go o 6:00 obejrzeliśmy aż 4 filmy, w tym premierowo „Rogi”. I praktycznie przespaliśmy z tego bardzo niewiele...

sobota, 18 października 2014

SZORTy #8: Diabelskie nasienie, Labirynt, Plan ucieczki

Oryginalny tytuł: Devil's Due | Reżyseria: Matt Bettinelli-Olpin, Tyler Gillett | Scenariusz: Lindsay Devlin | Obsada: Allison Miller, Zach Gilford, Sam Anderson, Roger Payano, Vanessa Ray | Kraj: USA | Gatunek: Horror
Premiera: 09 stycznia 2014 (Świat) 02 maja 2014 (Polska)

Ocena: 3/10

czwartek, 8 sierpnia 2013

1064. Obecność, reż. James Wan

Oryginalny tytuł: The Conjuring
Reżyseria: James Wan
Scenariusz: Chad Hayes, Carey Hayes
Zdjęcia: John R. Leonetti
Muzyka: Joseph Bishara
Kraj: USA
Gatunek: Horror
Premiera: 18 lipca 2013 (Świat) 26 lipca 2013 (Polska)
Obsada: Vera Farmiga, Patrick Wilson, Lili Taylor, Ron Livingston, Shanley Caswell, Hayley McFarland, Joey King, Mackenzie Foy, Kyla Deaver, Shannon Kook, John Brotherton, Sterling Jerins

     Ich sprawy pojawiają się na ekranach od bardzo wielu lat. Opowiadano już o rodzinie Smurlów z Pennsylvani, a także Lutzów mieszkających w domu w Amityville. Teraz, dzięki Jamesowi Wanowi („Piła”, „Naznaczony”, „Dead Silence”), światło dzienne ujrzała kolejna sprawa małżeństwa- Eda i Lorraine Warrenów, zawodowo zajmujących się badaniem zjawisk paranormalnych. „Obecność” to film o jednej z ich najbardziej wstrząsających spraw, jakie przyszło im prowadzić, a dotyczących siedmioosobowej rodziny Perronów, do których przyczepił się nadnaturalny twór.

sobota, 21 kwietnia 2012

928. [Rec]3: Geneza, reż. Paco Plaza

Oryginalny tytuł: [Rec]3: Genesis
Seria:  [Rec] #3
Reżyseria:  Paco Plaza
Scenariusz: Paco Plaza, Luis Berdejo
Zdjęcia: Pablo Rosso
Muzyka: Mikel Salas
Kraj: Hiszpania
Gatunek: Horror
Premiera światowa: 30 marca 2012
Premiera polska: 20 kwietnia 2012
Obsada: Leticia Dolera, Diego Martín, Ismael Martínez, Àlex Monner, Xavier Ruano, Emilio Mencheta i inni

     W 2007 roku cały świat szalał na punkcie hiszpańskiej produkcji z gatunku grozy „[Rec]”, gdzie to pewna reporterka podczas kręcenia programu zostaje wciągnięta w walkę z ogarniętymi szałem mieszkańcami hiszpańskiej kamienicy. Film nakręcony w formie paradokumentu z Paco Plazą w roli reżysera i scenarzysty od razu zyskał sympatię wśród fanów gatunku. Nie zadziwia więc, że doczekaliśmy się kontynuacji, której akcja rozgrywała się w tym samym miejscu. Jednakże wraz z trzecią odsłoną Plaza idzie o krok dalej i wypuszcza demoniczną zarazę z czterech ścian, w najnowszym filmie- „[Rec]3 Geneza”, infekując weselników.
     Wyjątkowy dzień szaleńczo w sobie zakochanych Clary i Kaldo (Leticia Dolera, Diego Martin) zamienia się w prawdziwy koszmar. Wujek Victor (Emilio Mencheta) pojawia się na ślubie z raną powstałą w wyniku ugryzienia przez rzekomo martwego psa. Młodzi składają sobie przysięgę małżeńską, a potem wraz z weselnikami udają się na przepiękną salę z cudownym ogrodem. Kiedy wszystko idzie zgodnie z planem, stan wujka Victora zaczyna się pogarszać. Niedługo potem ogarnięty szałem wgryza się w szyję ciotki. Zaraza rozprzestrzenia się w zastraszającym tempie, zabijając kolejnych członków rodziny i przyjaciół. W całym tym zamieszaniu Clara i Kaldo rozdzielają się i ukrywają w bezpiecznym miejscu z innymi ocalałymi weselnikami. Żadne z nich nie chce uciekać bez tego drugiego, wobec czego postanawiają się odnaleźć.

poniedziałek, 13 grudnia 2010

703. [Rec] 2, reż. Jaume Balaguero, Paco Plaza

Seria: [Rec]
Reżyseria: Jaume Balaguero, Paco Plaza
Scenariusz: Jaume Balaguero, Paco Plaza, Manu Diez
Zdjęcia: Pablo Rosso
Kraj: Hiszpania 
Gatunek: Horror  
Premiera światowa: 02 września 2009 
Premiera polska: 06 listopada 2009 
Obsada: Alejandro Casaseca, Manuela Velasco, Pablo Rosso, Javier Botet, Pep Molina, Oscar Zafra, Pau Poch, Alex Batllori 

    Świat horroru należy teraz do Europejczyków. Pokazali już nie raz, że potrafią robić dobre, ale przede wszystkim przerażające horrory. Przykładem tego jest film „Rec” w reżyserii Jaume Balaguero i Paco Plaza, który okazał się być przebojem 2007 roku, pomimo tego, że w Polsce pojawił się rok później. Dwa lata po premierze film doczekał się kontynuacji – nie tak dalekiej, która jest jedynie nieznacznie gorsza od swojego poprzednika. 
    Mijają 2 godziny od kiedy w jednym z budynków mieszkalnych w Hiszpanii wybuchła dziwna epidemia. Na miejsce przybywa oddział antyterrorystyczny GEO, który ma wprowadzić do budynku przedstawiciela ministerstwa zdrowia. Kiedy wchodzą do budynku odnajdują masę krwi. Ich celem jest dotarcie na poddasze, gdzie rozpoczęła się ta epidemia i zdobycie próbki krwi pierwszego pacjenta, co pomoże wynaleźć antidotum. Kiedy zostają zaatakowani okazuje się, że osoba z ministerstwa nie jest tym za kogo się podaje i zdecydowanie wie więcej niż mówi swoich ochroniarzom. Okazuje się, że jest on księdzem, a epidemia ta nie ma podłoża medycznego, a bardziej religijne, bowiem osoby zarażone są tak naprawdę opętane przez demony. Niestety, próbka ulega zniszczeniu, a ksiądz nie ma zamiaru wyjść z budynku dopóki takiej nie uzyska. Dlatego też ma zamiar schwytać pacjenta zero i zdobyć ją bezpośrednio od niego, może to być jednak trudne, gdyż w całym budynku aż roi się od zarażonych, a antyterrorystów coraz szybciej ubywa. Z pomocą przychodzi jedna z ocalałych – Angela Vidal (Manuela Velasco), dziennikarka, która kilka godzin wcześniej towarzyszyła strażakom podczas swojego programu.
    Po wrażeniach wciąż odczuwalnych po pierwszym filmie nie miałam ochoty siadać do kontynuacji. Jednakże nie mając czego oglądać z moim przyszłym mężem postanowiłam skorzystać z okazji i obejrzeć „Rec 2”. Na szczęście film ten trwa niecałe półtorej godziny więc napięcie, które towarzyszyły filmowi szybko przeminęło, jednakże i tak było ono odczuwalne. W dodatku wszystko kręcone z pierwszej ręki, a to jak zawsze wzmacnia efekt.
    Zaskoczona byłam tym, że akcja filmu rozgrywa się praktycznie tuż po zakończeniu akcji części pierwszej. Nie wiemy w zasadzie ile czasu minęło, ale z pewnością niewiele, gdyż sami bohaterzy wspominają o wejściu policjantów dwie godziny wcześniej. Spodobało mi się rozszerzenie historii zakażenia. Z początku myśleliśmy, że to zwykły wirus, ale już po pierwszym spotkaniu z zarażonym dowiadujemy się, że wcale tak nie jest. Oczywiście rozwinięcie jest dość dziwne, ale w sumie sprawiło, że emocje trochę opadły – przynajmniej ze mnie. Cieszyłam się, że tak rzadko pojawiali się zarażeni, ale to nie zmieniało faktu, że przez cały film siedziałam jak na szpilkach i bałam się wyjść z pokoju, a jak już z niego wyszłam to myślałam, że zaraz coś na mnie wyskoczy. Grozę potęgowało właśnie to, że nikogo w pobliżu nie było, a było to bardzo podejrzane. Oczywiście jak sobie wyskakiwało coś znienacka to także miało to określony wpływ na psychikę widza. Podobało mi się pojawienie się zupełnie innych postaci w filmie – nagle, ni stąd ni zowąd w budynku znaleźli się inni ludzie, a już w szczytem szczytów było pojawienie się starej znajomej, chociaż to było do przewidzenia patrząc po obsadzie. Film właściwie zaskakiwał z każdą chwilą, a zakończenie... piorunujące.
    Największą zaletą tego filmu był fakt, że kręcony był on amatorską kamerą. Tak, jak i przy innych filmach tego typu, tak i przy tym, widzimy tylko to co widzi operator kamery. Tutaj jest to o tyle bardziej przerażające, że co chwilę ta kamera upada, a ponadto duża część scen kręcona jest przy użyciu trybu nocnego w kamerze co dodatkowo przeraża. Dodatkowo pojawia się moment, w którym to kamera oddziału antyterrorystycznego ulega zniszczeniu i za chwilę zostajemy przeniesieni na kamerę innej grupy ludzi, która postanawia dostać się do budynku – są to dzieciaki, które są chętne ponadprzeciętnych wrażeń. Wtedy mamy jakby znowu cofnięcie się w czasie. Potem korzystamy z innej jeszcze kamery, która daje nam możliwość patrzenia w ciemnościach. W ogóle to pomijam totalnie niezrozumiały dla mnie wątek, że czegoś nie było widać w normalnym świetle, a jak spojrzało się przez tryb nocny to nagle było to widać. He?
    Trudno jest tutaj cokolwiek mówić o aktorstwie, gdyż nie możemy obserwować go w całej okazałości. Wszyscy, w moim mniemaniu, zagrali przekonująco. Gra aktorska każdego z bohaterów była mniej więcej na jednym poziomie. Nie wiem czy to za sprawą tego, że operatorami był ten sam człowiek – Pablo Rosso. Co jest dość zabawne jakby na to nie spojrzeć, gdyż w pierwszym filmie on także był operatorem i Vidal mówiła do niego Pablo, a tutaj gra członka grupy antyterrorystycznej i mówią na niego Rosso. Tak czy inaczej taki stan rzeczy mógł sprawiać, że bohaterowie czuli się bardziej swobodnie i odegrali swoje role z większym przekonaniem i bardziej swobodnie.
    Podsumowując, „Rec 2” jest to film tak samo klimatyczny jak jego poprzednik. Jest to film, którego także będziecie mieć dość po pół godziny ze względu na niemałe emocje, które będą Wami szarpać. Bez względu jednak na wszystko nikt, oprócz mojego mężczyzny, nie powie, że ten film jest do niczego, ponieważ każdy znawca i sympatyk horrorów doceni film ze względu na ciekawą fabułę i jeszcze bardziej fascynujące wykonanie. Przerażający i szokujący, to dwa słowa, którymi spokojnie można podsumować kontynuację filmu „Rec”.

698. Nienarodzony, reż. David S. Goyer

Oryginalny tytuł: The Unborn
Reżyseria: David S. Goyer 
Scenariusz: David S. Goyer
Zdjęcia: James Hawkinson 
Muzyka: Ramin Djawadi 
Kraj: USA 
Gatunek: Horror 
Premiera światowa: 09 stycznia 2009 
Premiera polska: 20 marca 2009 
Obsada: Odette Yustman, Cam Gigandet, Gary Oldman, Megan Good, Jane Alexander, Idris Elba

                
    Twórca krwawej trylogii o pół wampirze pół człowieku imieniem Blade po pięciu latach powraca z nowym horrorem. David S. Goyer najwyraźniej gustuje w kinie grozy, jego problem polega jednak na tym, że nie potrafi tej grozy zapewnić. „Nienarodzony” to z pewnością film pełen grozy, ale niestety nie wykorzystał w pełni swojego potencjału.
    Młoda dziewczyna Casey Beldon (Odette Yustman) miewa koszmary, w których śni jej się chłopiec z nienaturalnie niebieskimi oczami. Jednego z wieczorów podczas, których opiekuje się dwójką rodzeństwa dochodzi do dziwnego zdarzenia, w którym chłopiec imieniem Matty uderza ją lusterkiem.  Ku jej zdziwieniu następnego dnia jej przyjaciółka Romy (Megan Good) zauważa, że coś dziwnego dzieje się z jednym z jej oczu. Kiedy idzie z tym do lekarza okazuje się, że może być ona bliźniaczką co tłumaczyłoby całe zjawisko. Sprawę te potwierdza jej ojciec. Wkrótce Casey odkrywa przerażającą prawdę o swojej rodzinie, w której bliźniacze ciąże są zakodowane genetycznie. Jest niemalże pewna, że jej ciało nawiedza duch Dybuk, który chce za jej pomocą przedostać się do świata żywych i robi to za pomocą luster. Casey udaje się do Rabina Sendaka (Gary Oldman), aby spróbował odprawić na niej egzorcyzmy przy pomocy poleconej jej przez jej własną babcię Księgi Luster. Rabin nie do końca wierzy dziewczynie, ale szybko zmienia zdanie, gdy sam staje oko w oko z zagrożeniem.
    Gdy tylko usłyszałam o tym filmie i zobaczyłam pierwszy zwiastun wiedziałam, że muszę zobaczyć ten film. Oczywiście bałam się oglądać go sama, bo moja psychika trochę podupadła ostatnio na zdrowiu. Jednakże w końcu się zmobilizowałam i pomimo złego samopoczucia i jasności przechodzącej w zmierzch za oknem postanowiłam obejrzeć ten film. Ku mojemu ogromnemu zaskoczeniu okazało się, że było to zupełnie coś innego niż się spodziewałam. Były tylko nieliczne momenty, w których naprawdę się przestraszyłam, ale tak to wiało w filmie nudą.
    Jak przystało na porządny film grozy nie zabrakło tutaj scen, w których można było się przestraszyć. Jednakże nie wiem czy to z powodu tego, że oglądałam film jak było jasno, czy też z innych powodów, ale niektóre sceny w ogóle mnie nie poruszały. Standardowo jednak, bez zmian, najgorsze dla mnie były sceny, w których coś pojawiało się znikąd. Tak było w przypadku lustra w domu Casey, z którego słychać było drapanie. Za każdym razem, gdy je otwierała a później zamykała byłam pewna, że za chwilę coś zobaczę i umrę na zawał. Oczywiście takiego momentu się doczekałam, ale wyglądało to zupełnie inaczej niż się spodziewałam. Najgorszą według mnie sceną była scena śmierci babci Casey- Sofi. Całe to wydarzenie w domu starców przyprawiło mnie o palpitacje serca. Twórcy postanowili postawić na mocne akcenty w tym filmie dlatego też pojawiły się takie postacie jak jeden z pacjentów chodzący na wszystkich czterech kończynach z głową wykręconą o 180 stopni. Patrząc jeszcze jak Sofi była przez niego ścigana to aż mi się słabo robiło. Totalną masakrą była także scena egzorcyzmów. Nic nie zapowiadało tego co miało nadejść, ale ja czułam, że coś wisi w powietrzu. Młody Dybuk szybko się pojawił. No, ale to co zrobił z tymi ludźmi. Najgorsze było to co stało się jednej z kobiet. Okropność. Ciekawie wyglądała też scena opętania czarnego księdza. Później było dużo rozpierduchy, ale w końcu zakończyło się to wszystko tak jak się wszyscy z pewnością spodziewali oglądając film. Ale czy do końca? Zakończenie bowiem dało do myślenia. Co prawda twórcy nie podali nam od razu na tacy odpowiedzi, ale można było się domyśleć o co chodzi. Nie zdradzę wam zakończenia, ale powiem, że wszystko wyjaśnia dlaczego wszystko działo się akurat wtedy a nie wcześniej, czy też później. Jednakże nie było to aż tak mocne zakończenie, które zmieniło całe moje wrażenie po obejrzeniu filmu. Dalej uważam, że film raczej nie należy do najstraszniejszych.
    Spodobał mi się pomysł na film. W końcu rzadko kiedy ma się okazuję obejrzeć horror o istocie, która chce się narodzić w realnym świecie dzięki jednemu z bliźniaków. No i w dodatku dużą rolę odgrywają tutaj lustra. Ciekawe, ale myślę, że ten motyw został poprowadzony w zupełnie złym kierunku. Mamy tutaj bowiem połączenie kilku rodzajów horrorów, które niestety nie wyszły na dobre tej produkcji. Podobało mi się jednak sprowadzenie całej historii do jednego miejsca- obozu koncentracyjnego w Oświęcimiu. Takiego obrotu spraw się nie spodziewałam. Wydaje mi się jednak, że jest to pewnego rodzaju naciągnięcie historii, w której to niby Niemcy od genetyki próbowali wytworzyć niebieskie oczy u bliźniaków z oczami brązowymi. Takie to dziwne było, no ale w końcu dało nie najgorszy efekt.
    W głównej roli kobiecej wystąpiła Odette Yustman, którą nie wiedzieć czemu uważałam za Megan Fox. Odette wystąpiła w innym oglądanym przeze mnie filmie „Projekt: Monster”. W „Nienarodzonym” zagrała moim zdaniem całkiem nie najgorzej, no ale zawsze mogło być lepiej. U jej boku pojawił się Cam Gigandet, którego ostatnio mogliśmy widzieć w „Zmierzchu”. Mnie osobiście jego postać nie przekonała. Nie wiem czemu, ale cały czas miałam przed oczami krwiopijnego James`a w jego wykonaniu. W filmie wystąpiła także Meagan Good, którą ja znam jedynie z filmu „Piła V” oraz „Krok do sławy”. Jej postać za to bardzo mi się spodobała. Była dość przekonująca. Największe jednak wrażenie wywarł na mnie z pewnością jedyny gwiazdor tego filmu Gary Oldman, który tym razem został Rabinem pomagającym opętanej dziewczynie. Postać dość ciekawa i dobrze zagrana przez Oldmana. Do takich ról mi pasuje, a nie do obskurnego Syriusza Blacka w „Harrym Potterze”. Ogólnie gra aktorska nie jest może najwyższych lotów, ale na szczęście nikt jakoś specjalnie nie raził po oczach swoim niedokształceniem w dziedzinie aktorstwa.
    Myślałam, że film będzie o wiele lepszy. Byłam pewna, że będę patrzyła na cały film przez palce. Okazało się, że jednak nie. Film jednakże zasługuje na uwagę, gdyż jest to coś ciekawego. Nie spodziewajcie się czegoś przy czym będziecie zmuszeni zasłaniać oczy kołdrą przez większą część seansu. Momentami jest bowiem naprawdę nudno. Nic się nie dzieje, a to co powinno przerażać pozostaje bez jakiejkolwiek reakcji ze strony widza. Mogło być o wiele lepiej, ale nie było aż tak źle.

697. Zabójcze ciało, reż. Karyn Kusama

Oryginalny tytuł: Jennifer's Body
Reżyseria: Karyn Kusama  
Scenariusz: Diablo Cody
Zdjęcia: M. David Mullen 
Muzyka: Stephen Barton, Theodore Shapiro  
Kraj: USA 
Gatunek: Horror 
Premiera światowa: 10 września 2009 
Premiera polska: 30 października 2009
Obsada: Megan Fox, Amanda Seyfried, Adam Brody, Johnny Simmons, J. K. Simmons, Amy Sedaris


    Z reguły szkolne piękności należące jednocześnie do drużyny cheerleaderek są wcieleniem zła. Nikt jednak do tej pory nie potraktował tego stwierdzenia aż tak poważnie, aby urealnić zło tkwiące w cheerleaderce. Pierwszą taką osobą jest Karyn Kusama („Aeon Flux”), która postanowiła nakręcić film na podstawie scenariusza laureatki Oscara Diablo Cody (za scenariusz do „Juno”). Tym bardziej szokujące jest to, że film jest strasznie nijaki. Jedyne co udało się twórcom to dopasowanie obsady i sprawienie, że film jest bez charakteru. 
    Jennifer (Megan Fox) jest najseksowniejszą laską w szkole. Pomimo tego, że jest cheerleaderką, a co za tym idzie jedną z wredot szkolnych, od piaskownicy przyjaźni się z uroczą kujonką – Needy (Amanda Seyfried). Więź pomiędzy przyjaciółkami coraz bardziej doskwiera chłopakowi Needy – Chipowi (Johnny Simmons), jednakże pewnego wieczoru pozwala swojej ukochanej na wyjście z przyjaciółką na koncert jednego z zespołów, za którymi ona szaleje. Na miejscu dochodzi do tragedii – cały bar staje w płomieniach i wszyscy, którzy się tam znajdują giną. Wszyscy oprócz Jennifer, Needy i ekipy z zespołu. Proponują oni Jennifer podwiezienie i pomimo błagań Needy, Jennifer przyjmuje zaproszenie. Kiedy roztrzęsiona Needy wraca do domu i dzwoni do Chipa jej dom odwiedza poturbowana i zakrwawiona Jen. Jednakże następnego dnia, jak gdyby nigdy nic przychodzi do szkoły cała i zdrowa. Wkrótce w okolicy dochodzi do serii okrutnych zbrodni na chłopakach ze szkoły, a Needy dowiaduje się, że stoi za tym jej najdroższa przyjaciółka,  która została opętana przez demona.
    Historia jakich wiele. Historia o przyjaźni, ale także i o miłości. Pokazuje jak wiele może wytrzymać przyjaźń z psychopatyczną morderczynią, której zdrowy rozsądek już dawno nie traktowałby jako przyjaciółki. Nie mniej zastanawiające jest to jak fabuła się rozrasta – a właściwie jak tego nie robi. Właściwie od początku można się domyśleć kto odpowiedzialny jest za tą całą przemianę Jennifer. Przyznam, że okazało się być to podejściem dość głupim, ale być może właśnie takie to miało być. Totalną masakrą było wywleczenie lesbijskiego wątku. Przez cały film twórcy dają znać, że coś iskrzy pomiędzy przyjaciółkami, ale z drugiej strony mogłoby być to zbyt śmiałe stwierdzenie. Być może miało to jakiś sens, którego ja nie dostrzegłam. Ogólnie schemat pozostaje ten sam jak przy horrorach pomieszanych z filmami dla nastolatek. Podobnie było w przypadku filmu „Tamara”. Podobny schemat tylko, że z kujonowatej laski zrobiła się sex bomba po opętaniu. A tutaj z sex bomby zrobiła się sex bomba ze straszliwymi zębiskami rozszarpująca ciała lecących na nią kolesi i wypijająca krew z ich rozprutych ciał. No, ale przyznać muszę, że rozpoczęcie i zakończenie tej historii jest dość fascynujące, w szczególności sam koniec, kiedy wszystko widzimy w urywkach – ciekawie zmontowane.
    Sceny zabójstw są takie okropne, że aż śmieszne. To jest dopiero metoda na sex przedmałżeński. Znacznie lepsza od poskramiacza nieczystych dzieciaków Jason Voorhees i myślę, że skuteczniejsza, bo tutaj dochodzi do zabójstwa jeszcze przed. Nie mniej można się przy tym uśmiać, chociaż przyznam, że w jednej chwili, no dobra – w dwóch, przestraszyłam się. No, ale to są sytuacje z serii „cisza i nagle bach”. Tak czy inaczej, ataki na młodych chłopców nie były zbytnio fascynujące. Jednakże aby uzyskać odpowiedni efekt nie tylko ucharakteryzowano Megan, ale i dodano efekty wizualne. W związku z tym Fox miała dublerkę, która robiła za podstawę do efektów.
    Megan Fox jest uznawana za jedną z najseksowniejszych aktorek. Pomimo tego, że wcześniej pojawiała się już w filmach to jednak dopiero rola w filmie „Transformers” przyniosła jej oczekiwaną sławę i sprawiła, że teraz jest rozchwytywana przez reżyserów. Wydaje się, że rola Jennifer jest jak dla niej stworzona. Idealnie wczuła się w seksowną i jednocześnie złą uczennicę. No, ale mojego entuzjazmu nie podzielają krytycy. Według mnie jest zdecydowanie wiele gorszych aktorek grających gorzej. Jej przeciwieństwem jest Amanda Seyfried, której kariera rozwijała się podobnie. Pierwszym filmem fabularnym w jakim się pojawiła były „Wredne dziewczyny”, jednakże świat bliżej ją poznał kiedy wystąpiła w głośnym musicalu „Mamma Mia!” u boku Meryl Streep i Pierce Brosnana. Tutaj niestety była całkowicie bezbarwna. Najlepszymi scenami z jej udziałem są te, gdy znajduje się w zakładzie zamkniętym i ostatnie sceny. Moje ulubione. Po stronie męskiej w filmie mogliśmy zobaczyć przede wszystkim Adama Brody`ego, J.K. Simmonsa oraz Johnny`ego Simmonsa.
    Zamiarem twórców był jednocześnie przerażenie widzów, ale także i rozbawienie ich. To drugie z pewnością lepiej im wyszło. Nie mniej warto docenić mroczny klimat tej opowieści, który dodatkowo podsycają mroczne dźwięki zespołów rockowych, a także niesamowita scenografia - jak chociażby zarośnięty basen. Myślę, że twórcom zależało na szczegółach, nie mniej jednak coś jest nie tak z tym filmem. Pomimo tego, że szybko mija czas przy jego oglądaniu to jednak sam rozwój akcji jest momentami wręcz żenujący. Fani ambitniejszego kina lepiej niech zwrócą się ku klasycznym produkcjom, a takie niech pozostawią nastolatkom pragnącym poczuć lekką, naprawdę lekką adrenalinę.