NOWOŚCI
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą komedia romantyczna. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą komedia romantyczna. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 10 lipca 2017

1229. Dwoje do poprawki, reż. David Frankel

     Kiedy jesteśmy z kimś przez wiele wiele lat, przychodzi taka chwila, gdy zaczyna nam czegoś brakować. Niedoceniani, zaniedbani zaczynamy czuć się nieszczęśliwie. Nie możemy się dogadać i tu z pomocą może przyjść nam terapia, która za oceanem jest popularna, a u nas w Polsce ludzie unikają jej jak ognia. Doświadczenia pewnego trzydziestoletniego małżeństwa stały się podwaliną scenariusza, na podstawie którego David Frankel stworzył film o tytule „Dwoje do poprawki”.

     Kay i Arnold (Meryl Streep, Tommy Lee Jones) żyją ze sobą już ponad trzydzieści lat. Śpią w osobnych sypialniach, a ich poranek co dzień wygląda tak samo. Kay powoli zaczyna mieć dość tej nieustającej monotonni, a kiedy przypadkowo trafia na ofertę intensywnej terapii przygotowywanej przez doktora Felda (Steve Carrell) wydaje całe swoje oszczędności, aby spróbować ulepszyć swoje małżeństwo. Wraz z Arnoldem wyjeżdżają na cały tydzień do Hope Springs i tam pod przewodnictwem Felda pracują nad intymnością w swoim związku.
     Małżeństwo takie jak każde, z problemami takimi jak każde. Brak czułości i ciągła monotonia potrafią ogłupiać i po pewnym czasie są powodem do pytań, czy aby na pewno nadal się kochamy, czy to już tylko przyzwyczajenie. Mężczyznom zazwyczaj odpowiada taki stan rzeczy, to kobiety, tak jak Kay podejmują pierwszy krok, bo to zazwyczaj one czują się zaniedbywane, niekochane i nieatrakcyjne. Wybierają wówczas różne drogi, albo potajemnie szukają szczęścia gdzie indziej, albo odchodzą od mężów, albo, co jest najtrudniejszą z nich, postanawiają pracować nad związkiem. W filmie prezentuje się właśnie tę ostatnią, bo choć bardzo wiele filmów już nie raz podejmował się przeprowadzenia terapii wstrząsowej na widzu, to dopiero „Hope Springs” robi to tak dosadnie. Zdecydowanie spełnia swoje zadanie, bowiem każdy oglądający utożsamia się z parą widzianą na ekranie, tzn. każdy kto choć raz chciał pracować nad związkiem. Dlatego też, nieoczekiwanie dla niektórych, obraz stał się swoistym poradnikiem łóżkowym, a w zasadzie na odbudowanie intymności pomiędzy dwójką kochanków. Wszystko po to, aby móc znaleźć oparcie w swojej drugiej połówce, zmienić to, co wydaje się nie do zmiany. Z innej zaś strony pozwala przełamać pewne bariery, które pojawiają się pomiędzy ludźmi i pomaga im w nawiązaniu dialogu na dotychczas trudne, niekomfortowe.

     Poprzez tematy podejmowane w filmie dochodzi do niekiedy bardzo komicznych sytuacji. Dyskomfort wynikający z nieumiejętności dyskusji o seksie może rozbrajać niektórych widzów, ale trzeba też spojrzeć trzeźwiej na ten problem. Bo choć momentami na usta wypełza nam uśmiech radości, zażenowania, czy też rozbawienia, produkcja ta to przede wszystkim studium ludzkiego związku, w którym ludzie znajdują się o krok od upadku, czy też przełamują wewnętrzne bariery. Pada tu jednak pewne świetne zdanie, które w pewien sposób podsumowuje cały film.
Bardziej zależy Ci na Twojej dumie, czy na nim?”
     Trudno jest się dziwić, że cała terapia odbywa się w takim miejscu jak Hope Springs. Piękne miejsce, pełne uroczych okienniczek i bardzo spokojnych uliczek. Tam nawet w barze nikt Ci krzywdy nie zrobi, a miasteczko pełne jest bardzo romantycznych knajpek, w których zakochani mogą spędzać wspólne wieczory. Nic nie może lepiej wpływać na poprawę relacji niż tak piękne widoki i urocze miejsca. Wraz z nimi gra również muzyka skomponowana przez Floriana Ballhausa, która wspierana jest przecież ciekawe utwory bardziej bądź mniej znanych współczesnych wykonawców. Oddają dramaturgię chwili, innym razem bawią, a momentami podkreślają nastrój. Z jednej strony narzuca nam co mamy czuć, ale z drugiej uwydatnia nasze emocje.
     W dwóch najważniejszych rolach w filmie występują najznakomitsze gwiazdy kina. Rola żeńska przypadła oczywiście Meryl Streep, która wydawała się wyborem oczywistym. Ta kobieta czuje się dobrze w każdej roli, a jej Kay przypomina bardzo wiele podobnych kreacji, jak choćby tej na potrzeby „Mamma Mia!”. Trochę niepodobna do niej jest postać uroczej, trochę onieśmielonej kobiety. Bardziej przypada do gustu, kiedy dysponuje silniejszym i bardziej hardym charakterem. Nie oznacza jednak, że wychodzi to źle, po prostu gubi się w objęciach Tommy Lee Jonesa, który tu jest po prostu nieprawdopodobny. Ignorancja i nieświadomość jego postaci jest rozbrajająca, bowiem nic bardziej nie śmieszy kobiety, gdy ktoś taki jak Arnold myśli, że zwykły pocałunek w policzek każdego dnia naładuje jej akumulatory na tygodnie. Potrafił być jednocześnie romantyczny, ale nie utracił przy tym swojej męskości, co także jest pewną nauką dla każdego mężczyzny zasiadającego do filmu.
     „Dwoje do poprawki” to film, który koniecznie trzeba obejrzeć we dwójkę. Ci, którzy uważają, że produkcja bardzo powierzchownie traktuje o małżeństwie, zupełnie nie zrozumieli o co tutaj w ogóle chodziło. W bardzo inteligentny i niekonwencjonalny sposób ukazuje się seksualność kobiety i jej prawdziwe potrzeby. Nie chodzi tutaj o seks, jak niektórym mogłoby się wydawać, ale o poczucie bycia atrakcyjną i kochaną przez mężczyznę, z którym spędziło się wiele lat. Ponadto bez większych oporów pokazuje sztuczki na urozmaicenie życia, a także udowadnia, że z partnerem można się dobrze bawić w każdym wieku. Wszystko to w przepięknych krajobrazach, wraz z pozytywnie nastrajającą ścieżką dźwiękową i świetną rolą Tommy Lee Jonesa, który ubarwia nam seans.

Ocena: 7/10

Oryginalny tytuł: Hope Springs / Reżyseria: David Frankel / Scenariusz: Vanessa Taylor / Zdjęcia: Florian Ballhaus / Muzyka: Theodore Shapiro / Obsada: Meryl Streep, Tommy Lee Jones, Steve Carrell, Jean Smart, Ben Rappaport, Marin Ireland, Patch Darragh, Brett Rice / Kraj: USA / Gatunek: Komedia romantyczna, Dramat
Premiera: 8 sierpnia 2012 (Świat) 14 września 2012 (Polska)

niedziela, 7 sierpnia 2016

SZORTy #39: Kiedy ją spotkałem, Love Rosie, Wesele w Sorrento

Oryginalny tytuł: Jab We Met | Reżyseria: Imatiaz Ali | Scenariusz: Imatiaz Ali | Obsada: Shahid Kapoor, Kareena Kapoor, Kamal Tiwari, Dara Singh, Tarun Arora, Kiran Juneja, Pavan Malhotra | Kraj: Indie | Gatunek: Komedia romantyczna, Bollywood
Premiera: 26 października 2007 (Świat)
Ocena: 7/10

     Jeden z najbardziej pozytywnych i pokręconych bollywoodów jakie przyszło mi oglądać. Imatiaz Ali stworzył dobry obraz międzyludzkich relacji z duetem Kapoor&Kapoor w kultowym filmie „Kiedy ją spotkałem”.
     Młody mężczyzna przechodzi ciężkie chwile, kiedy jego ukochana bierze ślub z innym. Wsiada więc do byle jakiego pociągu i rusza przed siebie. Kiedy nagle do wagonu trafia gadatliwa, energiczna i bardzo sympatyczna dziewczyna, nie spodziewa się, że jego życie całkowicie się odmieni.
     Pozytywny, niesamowicie kolorowy, tak bardzo przejmujący i różnorodny. Stęskniłam się całym sercem i ciałem za kinem prosto z Bombaju. Produkcja Imatiaza Ali jest kwintesencją gatunku, kumulacją wszystkiego co w nim najlepsze. Ma bardzo wyraziste postacie, jak dla mnie jest to pierwszy film z Kareeną jaki widziałam, ale jej bohaterka jest tak pozytywnie zakręcona, że wprowadza najwięcej humoru. Wystarczy na nią spojrzeć i już buźka sama się cieszy. Genialna! Do tego super przystojny Shahid, którego ma się ochotę schrupać. Duet nie do przebicia! Razem tworzą historię bardzo banalną, bo w końcu miłosną, z lekkimi turbulencjami po drodze. Tu ślub, tam nie ślub, ślub nie z tym co trzeba, a może jednak z tym odpowiednim. Pokręcone to na maksa! Potrafi być za to przejmująco, bohaterzy oczywiście po czasie rozumieją co ich połączyło, a po tylu miesiącach może być trudno o ponowne roziskrzenie. To pomieszanie humoru z dramatyzmem świetnie robi historii, która staje się idealnie zbalansowana. Jak przystało na rasowy bollywood pełno tutaj cudowności, choć piosenek wpadających w ucho jest naprawdę niewiele. Do moich ulubionych należy „Yeh Ishaq Hai”. Radosna, rytmiczna, a klip niezwykle żywy i barwny. Czegoż chcieć więcej? Może bardziej zjawiskowej opowieści, bo przyjaźń przeradzająca się w miłość to nic nowego.

Oryginalny tytuł: Love, Rosie | Reżyseria: Christian Ditter | Scenariusz: Juliette Towhidi | Obsada: Lily Collins, Sam Claflin, Christian Cooke, Jaime Winstone, Suki Waterhouse | Kraj: Wielka Brytania, Niemcy | Gatunek: Komedia romantyczna
Premiera: 17 października 2014 (Świat) 05 grudnia 2014 (Polska)
Ocena: 8/10

     W jego karierze nie pojawił się dotąd żaden kultowy film. Ditter jednak poszedł w ślady swoich kolegów po fachu i pokusił się o ekranizację poruszającej powieści Cecile Ahern. Jego „Love, Rosie” w wersji filmowej nie mogło się nie udać.
     Są przyjaciółmi od małego dziecka. Kiedy dorastają razem chodzą na imprezy i nadal mówią sobie o wszystkim. Wszystko się zmienia po balu szkolnym, który daje dziewczynie coś, czym nie jest w stanie podzielić się z przyjacielem, aby nie psuć jego marzeń. Wtedy wyjeżdża on na studia, a ich przyjaźń zostanie wystawiony na ogromną próbę.
     Teoretycznie jest to historia jak każda inna. Opowieść o wielkiej, nierozłącznej przyjaźni pomiędzy dziewczyną i chłopakiem, która w końcu musi stanąć przed pytaniem, czy wciąż jest to przyjaźń, czy jest to już kochanie. W „Love, Rosie” bohaterowie wydają się być całkowicie ślepi na znaki przesyłane przez drugą stronę, te krótkie spojrzenia świadczące o zazdrości, te nieskrywane wybuchy złości mogące znaczyć jedynie dozgonną miłość i złamane serca. Problemy, które ich dotykają wydają się być szalenie przyziemne, ale dzięki temu film staje się o tyle prawdziwszy. Klimat jest niesamowicie senny, choć z pewnością całość nie jest pozbawiona energii. Gdzieś pomiędzy brytyjskimi uliczkami kreuje się bardzo niecodzienny świat, ludzkie emocje, szkolne zawody, ale przede wszystkim tak niesamowite mijanie się dwóch bliźniaczych dusz. Zaskakującym jest jak wiele ta dwójka musi przejść, aby w końcu zrozumieć, że są dla siebie najważniejsi. Całość jest wobec tego bardzo przewidywalna, bo tego właśnie można byłoby spodziewać się po rasowym romansie. Aczkolwiek trzeba przyznać, że te wydłużające się lata rozłąki wydają się być aż nadto nienormalne, w szczególności, że po połowie filmu mamy wrażenie, jakbyśmy spędzili przy nim pół dnia. Wiele się tu mieści, a zapewne jeszcze więcej treści dałoby się wsadzić, gdy człowiek upewni się, że przestrzeń czasową skrócono z półwiecza do zaledwie dwunastu lat. Coś jest w tym obrazie magnetycznego, coś niesłychanie uroczego, coś co pozostawia jak najbardziej przyjemne uczucia. Nie mniej, nie ma się co oszukiwać- takich związków próżno szukać w prawdziwym świecie.

Oryginalny tytuł: Den Skaldede frisør | Reżyseria: Susanne Bier | Scenariusz: Anders Thomas Jensen | Obsada: Pierce Brosnan, Trine Dyrholm, Molly Blixt Engelind, Sebastian Jessen, Paprika Steen, Kim Bodnia | Kraj: Dania, Francja, Niemcy, Szwecja, Włochy | Gatunek: Komedia romantyczna
Premiera: 02 września 2012 (Świat) 01 lutego 2013 (Polska)
Ocena: 5/10

     Duńska reżyserka, Susanne Bier, twórczyni kultowych „Braci”, doceniana przez krytyków tworzy zaskakująco przeciętny film w włoskim klimacie. „Wesele w Sorrento”, niespodziewanie, dalekie jest od ideału.
     Udało jej się wyrwać ze szponów śmierci, kiedy pokonała raka. Niestety, po powrocie z kolejnej wizyty w szpitalu zastaje męża w jednoznacznej sytuacji z jego księgową. To zwiastuje koniec ich małżeństwa, pomimo tego, że za chwilę spotkają się na ślubie swojej córki we Włoszech. Tam kobieta poznaje przystojnego ojca pana młodego i od razu znajdują wspólny język.
     Film, jak gdyby, zupełnie o niczym. Zwykła opowieść o rodzinie, zmaganiach z chorobą, a także kilkoma zaskoczeniami. Bez większych emocji, bez większych rewelacji. „Wesele w Sorrento”- jak sama nazwa wskazuje, mogłoby się skupić bardziej na weseleniu się w Sorrento. Wszystko jednak rozbija się o główną bohaterkę, której choroba zniszczyła jej życie. Teoretycznie. Pozbawiła włosów, pozbawiła poczucia własnej wartości, no i pozbawiła męża. Szczęśliwie na swojej drodze spotyka Philipa, który trzeźwo patrzy na świat, momentami zbyt... rozważnie, a nie romantycznie, przez co wydaje się być dla niej idealnym oparciem. Widać rozkwitające między nimi emocje, ale jest to bardzo subtelny zabieg, a nie jakiś wielki wybuch namiętności. Ich wspólne chwile są chyba najjaśniejszymi promieniami w filmie. Scenariusz serwuje kilka abstrakcyjnych wątków, jak chociażby mąż zabierający swoją kochankę na ślub córki. Heloooł?! Przecież nawet nie są w oficjalnej separacji z Idą! Dziwne i co najmniej nieetyczne. Piękne w tym filmie są na pewno włoskie scenerie. Piękne pomarańczowe sady, z których aż czuć zapach cytrusów. Cudowne budynki, wspaniałe terany zielone. Można zakochać się od pierwszego wejrzenia. Długo bym się nie zastanawiała gdyby Philip poprosił mnie o zamieszkanie tam. Raczej. Nie jest to zaskakujący film, jest wręcz bardzo schematyczny i banalny. Szkoda, bo mogłoby powstać z tego coś naprawdę interesującego. Jest lekki, ale do tego tak bardzo nużący, że aż szkoda dla niego czasu.

poniedziałek, 9 maja 2016

SZORTy #36: Uniwersytet potworny, Dzień dobry, kocham Cię, Sekstaśma

Oryginalny tytuł: Monsters University | Reżyseria: Dan Scanlon | Scenariusz: Dan Scanlon, Robert L. Baird, Daniel Gerson | Dubbing: Wojciech Paszkowski, Paweł Sanakiewicz, Sylwester Maciejewski, Artur Barciś, Eryk Lubos, Danuta Stenka | Kraj: USA | Gatunek: Animacja, Komedia, Przygodowy
Premiera: 08 czerwca 2013 (Świat) 03 lipca 2013 (Polska)
Ocena: 3/10

     Po premierze „Potworów i spółka” cały świat pokochał potwory prosto z szafy. Jednakże takie kontynuacje pokroju „Uniwersytet potworny” z niesamowitą skutecznością niszczą zbudowany przez klasykę obraz postaci i dodatkowo plasują się na najniższych pozycjach ulubionych bajek dla najmłodszych.
     Po  wizycie w firmie zamieniającą dziecięcy strach na energię Mike ma tylko jedno marzenie- dostać się na potworny uniwersytet na strachologię i zostać najstraszniejszym potworem na świecie. Jednakże kiedy w końcu dorasta i przekracza próg uczelni jego marzenia zostają zniszczone przez niesfornego Sully'ego.
     Bajka totalnie o niczym. Kiedy poprzedni film wzruszał i rozczulał urokiem do granic możliwości, tak prequel opowieści pozwala się zastanawiać nad tym jak bardzo nieogarnięci byli nasi ulubieni bohaterowie. „Uniwersytet potworny” jest jednym z tych tworów, który pozbawiony jest jakichkolwiek emocji, a nawet i humoru- niestety. Wszystko co powinno bawić jest na żenująco niskim poziomie i w dodatku tak wtórne, że aż żal na to patrzeć. Nie zadbano nawet o jakąkolwiek dynamikę, aczkolwiek trzeba przyznać, że idealnie reprezentuje schematy filmów młodzieżowych. W końcu jest tutaj i nękanie słabszych, a także i jakiś upierdliwy nauczyciel. A gdyby i tego było Wam mało, to oto jesteśmy świadkami transformacji bohaterów! Zadbano o morał dla młodych, którzy mają bardziej wierzyć w siebie, ot... takie to niezwykłe w tych filmach dla najmłodszych. Szkoda tylko, że to wszystko jest tak szalenie nudne.

Oryginalny tytuł: Dzień dobry, kocham Cię | Reżyseria: Ryszard Zatorski | Scenariusz: Joanna Wilczewska, Ryszard Zatorski | Obsada: Aleksy Komorowski, Barbara Kurdej-Szatan, Paweł Domagała, Olga Bołądź, Łukasz Garlicki, Weronika Książkiewicz, Maciej Musiał, Anna Dereszowska | Kraj: Polska | Gatunek: Komedia romantyczna
Premiera: 07 listopada 2014 (Polska)
Ocena: 3/10

     Jego seriale uznawane są za jedne z najbardziej kultowych w polskiej telewizji. Szkoda, że nie można tego samego powiedzieć o produkcjach filmowych. Jego nowy film „Dzień dobry, kocham Cię!” zdobył całą rzeszę antyfanów, a także kilka nominacji do polskiego odpowiednika Złotej Maliny.
     Przystojny doktorek poznaje uroczą blondynkę i od razu się w niej zakochuje, w dodatku z wzajemnością. Wymieniają się numerami telefonów, ale pech chce, że nie mogą się do siebie dodzwonić- jej numer rozmywa się na zapoconej dłoni, a jego jest błędny. Próbują się odnaleźć, ale na tej drodze staje przystojny bogacz.
     Trzeba podchodzić z wielkim dystansem do polskich komedii romantycznych. Wydawałoby się, że już dawno zapomniano o tym daremnym gatunku filmowym, który nic nie wnosi do polskiej kinematografii. Wtem jednak zjawia się nowy film Zatorskiego, udowadniający, że ten gatunek powinno się uznać za fakt dokonany i nigdy do niego nie wracać. Scenariusz jest tak szalenie głupi, że to aż boli. Całość fabuły opiera się na wzajemnym poszukiwaniem się doktorka i blondynki. Luk tu cała masa, a durności jeszcze więcej. Film przeczy wszelkim prawom logicznego myślenia, bo przecież nikt normalny nie bierze ślubu z kimś skoro kocha kogoś innego. Romantyczne, jak zwiedzanie grobowców. W dodatku to wszystko jest potwornie nudne. Ileż razy można się mijać i w ogóle nie wykazywać jakichkolwiek umiejętności kojarzenia. Szokujące to, mdłe i totalnie gorszące. Jedyne co trzyma przy życiu przez cały seans to postać Lucka, który próbuje wprowadzić choć trochę komizmu. Na resztę obsady nie da się patrzeć, no może z wyjątkiem Aleksa, bo przystojny to on jest mega! Wszyscy jednak zachowują się jak niedoświadczeni aktorzy, którzy nie potrafią być ani trochę naturalni. Smutek i żal mnie ogarnia!

Oryginalny tytuł: Sex Tape | Reżyseria: Jake Kasdan | Scenariusz: Kate Angelo, Jason Segel, Nicholas Stoller | Obsada: Cameron Diaz, Jason Segel, Rob Corddry, Ellie Kemper, Rob Lowe | Kraj: USA | Gatunek: Komedia
Premiera: 10 lipca 2014 (Świat) 01 sierpnia 2014 (Polska)
Ocena: 5/10

     Twórca przebojowego „Californication” oraz „New Girl” od pewnego czasu buszuje sobie po świecie filmowym. Swego czasu nie najgorzej przyjęta „Zła Kobieta” z Cameron Diaz pozwoliła mu uwierzyć w siłę swojego humoru i tak powstała „Sekstaśma”.
     Niegdyś nie mogący oderwać się od siebie, teraz przytłoczeni codziennością i rodzicielstwem. Annie i Jay postanawiają na nowo rozpalić ogień w swoim związku, podejmując decyzję o nagraniu sekstaśmy. Być może obyło by się bez krzyku, gdyby nie fakt, że film dostaje się do chmury sieciowej i tym samym trafia w wiele niepowołanych rąk.
     W teorii komedia to całkiem nie najgorsza- ciekawy pomysł, może nawet i nie takie kiepskie wykonanie. Poczucie humoru jakim emanuje „Sekstaśma” jest oczywiście kwestią sporną, bo ile osób tyle różnych poglądów. Jednego będzie razić wulgarność dialogów, innego bawić będą perypetie małżeństwa chcącego odzyskać swoją prywatność. Historia jak wszystkie, nie wnosząca nic nowego do naszego życia poza przeświadczeniem, że Amerykanie to bardzo lubią nagrywać filmiki podczas seksu, który powinien ograniczać się jedynie do naszej prywatnej sypialni. Z drugiej zaś strony jest to dość ciekawie zaprezentowane zagrożeni ze strony nowoczesnych technologii, a stwierdzenie, że nie da się usunąć niczego z Chmury kładzie cień na synchronizację urządzeń bądź łączenie się przez Wi-Fi w różnych miejscach. Intryguje wprowadzenie też branży pornograficznej, innymi słowy ciekawą podróż przebywa jeden mały filmik. Aktorsko jest mocno przeciętnie, ale czegoż spodziewać się po tak niewymagającej fabule.

środa, 4 marca 2015

SZORTy #13: Milion sposobów jak zginąć na Zachodzie, Histeria, Wykapany ojciec

Oryginalny tytuł: A Milion Ways to Die in the West | Reżyseria: Seth MacFarlane | Scenariusz: Seth MacFarlane, Alec Sulkin, Wellesley Wild | Obsada: Seth MacFarlane, Charlize Theron, Liam Neeson, Amanda Seyfried, Neil Patrick Harris, Giovanni Ribisi | Kraj: USA | Gatunek: Komedia, Western
Premiera: 29 maja 2014 (Świat) 30 maja 2014 (Polska)
Ocena: 1/10

piątek, 19 września 2014

1145. Słowo na M, reż. Michael Dowse

Tytuł oryginalny: What If
Reżyseria:
Michael Dowse
Scenariusz: Elan Mastai
Na podstawie: sztuki Michaela Rinaldi i T.J. Dawe o tytule „Toothpaste and Cigars”
Zdjęcia: Rogier Stoffers
Muzyka: A.C. Newman
Kraj: Irlandia, Kanada
Gatunek: Komedia
romantyczna
Premiera: 07 września 2013 (Świat) 19 września 2014 (Polska)
Obsada:
Daniel Radcliffe, Zoe Kazan, Megan Park, Adam Driver, Mackenzie Davis, Rafe Spall, Lucius Hoyos, Jemima Rooper

     Niewielu ludzi słyszało o Michaelu Dowse, który od dłuższego czasu zmaga się z filmową branżą. Nic dziwnego, bowiem dotychczas nie udało mu się stworzyć nic na tyle zadowalającego, że utknęłoby w ludzkiej pamięci. Szansę na odmianę tej złej passy zyskał sobie najnowszą produkcją, do której zaangażował samego Harry'ego Pottera. „Słowo na M”, bo taki tytuł nosi ten obraz ma szansę być uznanym za jeden z najciekawszych i najzabawniejszych filmów roku z Wysp Brytyjskich. Ta propozycja przedpremierowo skierowana została do rzeszy kobiet zajmujących salę filmową w katowickim Planet Cinema w ramach cyklu spotkań „Wenus w kinie”. Bez względu na atrakcje, konkursy i prezenty okazała się być najjaśniejszym punktem programu.

wtorek, 25 marca 2014

1114. O północy w Paryżu, reż. Woody Allen

Oryginalny tytuł: Midnight in Paris
Reżyseria: Woody Allen
Scenariusz:
Woody Allen
Zdjęcia: Darius Khondji, Johanne Debas
Muzyka: Stephane Wrembel
Kraj: USA, Hiszpania
Gatunek: Komedia romantyczna, Fantasy
Premiera: 11 maja 2011 (Świat) 26 sierpnia 2011 (Polska)
Obsada: Owen Wilson, Rachel McAdams, Marion Cotillard, Michael Sheen, Kathy Bates, Adrien Brody, Carla Bruni, Corey Stoll, Kurt Fuller, Mimi Kennedy, Tom Hiddleston, Alison Pill
     Swoją przygodę z twórczością Woody'ego Allena rozpoczęłam dość późno, bo dopiero od filmu „Wszystko gra”. Z „Vicky Cristina Barcelona” zabrał nas do słonecznej Hiszpanii wraz z piękną Scarlett Johansson. Trzy lata później kolejnym miejscem jego filmowych wojaży staje się jedno z najromantyczniejszych miasta świata- Paryż. Nagrodzony Oscarem i Złotym Globem za najlepszy scenariusz roku 2011- „O północy w Paryżu”, podbił serca widzów całego świata nie tylko francuskim klimatem, ale również pełnymi literackich i artystycznych geniuszy latami 20stymi.

sobota, 14 grudnia 2013

1090. A więc wojna, reż. McG

Oryginalny tytuł: This Means War
Reżyseria: McG
Scenariusz: Timothy Dowling, Simon Kinberg
Zdjęcia: Russell Carpenter
Muzyka: Christophe Beck
Kraj: USA
Gatunek: Komedia romantyczna, Akcja
Premiera: 17 lutego 2012 (Świat) 24 lutego 2012 (Polska)
Obsada: Reese Witherspoon, Chris Pine, Tom Hardy, Til Schweiger, Chelsea Handler, Rosemary Harris, Angela Bassett
     Sytuacje, w których dwóch mężczyzn walczy o względy jednej kobiety jest niezliczona ilość. A gdyby tak byli oni tajnymi agentami o nieograniczonych możliwościach do robienia wrażenia na kobiecie, inwigilowania przeciwnika i sabotowania go? Ten scenariusz wprowadza do filmu "A więc wojna" jego reżyser- McG ("Terminator: Ocalenie") i robi to w sposób bardzo ciekawy, potrafiący przykuć uwagę rzeszy maniaków filmowych.

niedziela, 17 listopada 2013

SZORTY #3: Wyszłam za mąż, zaraz wracam, Gorący towar, Faceci od kuchni


Oryginalny tytuł: Un Plan parfait | Reżyseria: Pascal Chaumeil | Scenariusz: Laurent Zeitoun, Yoann Gromb | Obsada: Diane Kruger, Dany Boon, Alice Pol, Robert Plagnol, Jonathan Cohen | Kraj: Francja | Gatunek: Komedia romantyczna
Premiera: 31 października 2012 (Świat) 11 stycznia 2013 (Polska)

Ocena: 3/10