NOWOŚCI
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kino francuskie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kino francuskie. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 8 sierpnia 2017

SZORTy #44: Gamer, Lockout, Klucz do wieczności


Oryginalny tytuł: Gamer | Reżyseria: Mark Neveldine, Brian Taylor | Scenariusz: Mark Neveldine, Brian Taylor | Obsada: Gerard Butler, Michael C. Hall, Alison Lohman, Kyra Sedgwick, Amber Valletta, Terry Crews | Kraj: Wielka Brytania, Niemcy | Gatunek: Thriller, Sci-Fi
Premiera: 03 września 2009 (Świat) 23 października 2009 (Polska)
Ocena: 3/10
     Duet Neveldine & Taylor jest specyficzny. Nie każdemu musi przypaść do gustu sieka jaką serwuje ta dwójka, a którą zademonstrowali już przy okazji serii ze Stathamem. Wrócili z nowym tytułem- „Gamer”. Nie wiem dlaczego oczekiwałam, że mi się to spodoba...
     Świat przyszłości, w którym skazańcy mogą wykupić sobie drogę na wolność poprzez udział w grze na żywo. Przy pomocy nanotechnologii bogaci gracze mogą przejmować kontrolę nad ich umysłami i brać udział w rozgrywkach na śmierć i życie. Kiedy jeden z więźniów jest już bliski ukończenia swojej gry znajdzie się na celowniku twórcy całego wynalazku.
     Koncepcja baaardzo ciekawa. Niczym połączenie „Death Race” z „Surogatami”. Genialnie przerażająca wizja świata przyszłości, kiedy to nasze umysły miałyby być kontrolowane przez tych, którzy dadzą więcej kasy i to tylko dla swojej własnej przyjemności. Z początku powstająca Społeczność przeradza się w Zabójców, gdzie nie ważne staje się już przekuwanie w rzeczywistość swoich fantazji, także erotycznych, ale gra toczy się o większą stawkę- o życie. Ta rozrywka dotyczy tylko skazańców, którzy mogą wykupić sobie drogę na wolność? Brzmi znajomo? Statham również szalał w podobnej zabawie tylko nie strzelał do innych z karabinu, a jedynie rozwalał fury swoją bryką. To akurat jest mocno wtórne, ale i tak budzi pewien strach, powoduje dyskomfort. Jednakże poza samym pomysłem film nie oferuje absolutnie nic. Jest tak samo chaotyczny jak poprzednie produkcje. Całość wygląda jak jedna montażowa sieczka, która straszliwie męczy i wyzwala chęć na rozwalenie telewizora już po kilkudziesięciu minutach. Za dużo migania, za dużo abstrakcyjności, za dużo szatkowania, które przyprawia o ból głowy, a wręcz okropnie drażni. Do tego na pewnym etapie traci się gdzieś sens całej tej opowieści, a beznadziejne aktorstwo wcale nie polepsza sytuacji. Jedyne czym można się zachwycić to postać Michaela C. Halla- tak samo psychopatyczny, jak i jego Dexter. Problem tylko w tym, że ostatnie minuty z jego udziałem są totalnie nielogiczne. Zapowiadało się naprawdę ciekawie, ale tylko na interesującym zarysie się skończyło. Reszta jest ciężka do przetrawienia i przetrwania.

Oryginalny tytuł: Lockout | Reżyseria: James Mather, Stephen St. Leger | Scenariusz: James Mather, Stephen St. Leger, Luc Besson | Obsada: Guy Pearce, Maggie Grace, Vincent Regan, Joseph Gilgun, Lennie James, Peter Stormare, Jacky Ido | Kraj: Francja | Gatunek: Thriller, Akcja, Sci-Fi
Premiera: 07 kwietnia 2012 (Świat) 03 sierpnia 2012 (Polska)
Ocena: 5/10
     Kino akcji w najlepszym wydaniu, w dodatku całkowicie wkupuje się w łaski współczesności z uwagi na swój fantastyczny charakterek. Luc Besson powraca z nowym hitem o tytule „Lockout”.
     Banda psychopatycznych skazańców przejmuje władzę w więzieniu orbitalnym. Zanim zniszczą całą stację kosmiczną muszę znaleźć sposób na wydostanie stamtąd córki prezydenta. W tym celu władze wysyłają na miejsce tajnego agenta, który liczy na to, że przy okazji załatwi swoje prywatne sprawy z jedną z więzionych tam osób.
     Kolejny film o więzieniu, z którego ktoś próbuje się wydostać, albo próbuje wejść do środka. Zmienna? Tym razem akcja rozgrywa się w kosmosie, więc ewidentnie jest to bardzo przyszłościowy film z dość ciekawą koncepcją wyzbycia się najgroźniejszych skazańców z powierzchni Ziemi. Do tego ciekawa intryga w związku ze skazańcami, bo co jeden gorszy jest od drugiego. Jedna samotna kobietka pomiędzy bandą zwyrodnialców? Nie trudno o konkretne i niezbyt pozytywne wnioski. Maggie Grace gra tutaj typową kobietkę, którą trzeba ratować z opresji. Nic zaskakującego. Nie mniej, gdy do akcji wkracza agent Snow przynajmniej robi się zabawnie, gdyż do tej pory jedynie wiało grozą. Pearce pokazuje się z zupełnie innej strony, takiej jego twarzy próżno szukać w innych filmach, bo widać, że tutaj dobrze się bawi. Całość bardzo fajnie się ogląda, wszelkie dłużyzny rozluźnione zostają sarkastycznymi uwagami, przez co nie ma opcji znużenia. Momentami zaskakuje, kiedy serwuje nagłe zwroty w akcji, albo prezentuje kolejne odchyły psychopatów. Ciekawy film, choć czegoś ewidentnie mu brak- stawiam na dynamizm!

Oryginalny tytuł: Self/less | Reżyseria: Tarsem Singh | Scenariusz: David Pastor, Àlex Pastor | Obsada: Ryan Reynolds, Natalie Martinez, Matthew Goode, Ben Kingsley, Victor Garber, Derek Luke | Kraj: USA | Gatunek: Thriller, Sci-Fi
Premiera: 10 lipca 2015 (Świat) 24 lipca 2015 (Polska)
Ocena: 4/10
     Hinduski reżyser, który ma na swoim koncie bardzo skrajne produkcje- od „Celi”, aż po „Śnieżkę”. Najnowszy tytuł do skrajnych może nie należy, ale z pewnością zmusza do refleksji.
     Zamożny biznesman coraz gorzej znosi postępującą chorobę. Postanawia podjąć ryzyko przeniesienia jego świadomości do młodszego ciała, wyhodowanego syntetycznie w tym celu w laboratorium. Od tamtej pory nawiedzają go obce wspomnienia, więc chce poznać tego przyczynę.
      „Klucz do wieczności” wyglądał na całkiem interesujący i przede wszystkim dynamiczny film. Pozory jednak ponownie mnie zmyliły. Fabuła nadal pozostaje zastanawiająca i mocno niepokojąca, tak samo jak i wszystkie obrazy, które naruszają tematykę ludzkiej świadomości, ale cały wątek jest poprowadzony tak leniwie, że siłą trzeba się powstrzymywać przed przerwaniem seansu. Na szczęście człowiek jest bestią niezwykle ciekawską, a każdego z pewnością zaintryguje fakt tajemniczych wspomnień, a na pewnym etapie – jak postąpi główny bohater. To pytanie, które trzyma nas przed ekranem, bo na pewno nie jest to Ryan Reynolds choć wydaje się być o wiele mniej drażliwy niż w dotychczasowych filmach. Tajemnica, która jest raczej do przewidzenia, a która nasuwa kolejne znaki zapytania. I choć bohater nie należy do jakichś szczególnie charyzmatycznych, to i tak wyczekujemy na rozwój jego losów. Trzeba przyznać niestety, że ta kolejka w tej poczekalni dłuży się niemiłosiernie, a my marzymy o pochwyceniu w rękę jakiejś gry w ramach rozrywki. Nikt nie potrafi odpowiedzieć na pytanie, jak to się stało, że z tak ciekawego pomysłu, który mógł dać początki rozważań na temat człowieczeństwa, ale również być inspiracją do ciekawych, dynamicznych akcji, powstała taka mimoza, która broni się jedynie zakończeniem. Hm. Dziwaczny to twór jest, po raz kolejny. Brawo Tarsem!

środa, 28 czerwca 2017

1227. Uprowadzona 2, reż. Olivier Megaton

     W 2008 roku Luc Besson zaskoczył wszystkich przejmującą i wstrząsającą sceną porwania w filmie „Uprowadzona”. Wprowadził do świata kina nowy rodzaj bohatera, który posługując się swoimi specjalnymi talentami potrafił odnaleźć człowieka w wielkim mieście w ciągu zaledwie trzech dni. Film odniósł wielki sukces, więc kwestią czasu było powstanie kontynuacji. Tym razem za sterami stanął- Olivier Megaton, który popełnił już inny sequel- „Transporter 3”.
     Po wydarzeniach w Paryżu były agent specjalny Bryan Mills (Liam Neeson) prowadzi w miarę spokojne życie. Akurat wybiera się do Stambułu jako jeden z ochroniarzy i zaprasza przeżywającą kryzys byłą żonę- Lenore (Famke Jenssen), oraz córkę- Kim (Maggie Grace), aby zrobiły sobie wakacje i dołączyły do niego na miejscu. Jednakże żadne z nich nie spodziewa się, że ojciec zamordowanego przez Millsa porywacza poprzysiągł zemstę i wraz ze swoją albańską rodziną pojawia się na tureckich ulicach w jednym celu- odnaleźć, porwać i zabić Millsa. Pech chce, że porwana zostaje również jego żona, więc jedyna szansa na ratunek spoczywa w rękach Kim.
     To co wstrząsnęło nami w pierwszym filmie, nie pojawiło się w drugiej odsłonie, co jest akurat oczywiste. Sceny porwania zazwyczaj są poruszające, ale to co działo się w Paryżu przeszło wszelkie oczekiwania i stało się jak gdyby punktem kulminacyjnym całej historii. Dwójka prezentuje nam równie udaną scenę, choć nie tyle porwania co właśnie ucieczki najmłodszej z Millsów. No bo wiadomo... powaga w głosie Millsa to coś niezastąpionego i genialnie trzymającego w napięciu. Tym razem trochę za bardzo irytują nad wyraz rozwinięte umiejętności naszego agenta. Nie dość, że zna on obce miasto jak własną kieszeń to okazuje się być genialnym obserwatorem nie tylko wzrokowym, ale i słuchowym- o ile ktoś taki w ogóle istnieje. Wysoce rozwinięte zdolności dedukcji są idealnie naciągane na potrzeby produkcji, o czym świadczyć może późniejsze poszukiwanie Lenore. Oczywiście, jest to tylko film, ale chwilami robi się z człowieka głupka. W szczególności rozbraja tutaj celność Kim, której sprzęt albo trafia w silos z wodą, albo pod samochód, a co tam. Trochę hałasu, a jakiż on jest potrzebny! Szok, szok, szok. Większość sytuacji całkowicie przewidywalna, ot samo chociażby porwanie, ale niektóre filmy mają to do siebie, że już ze startu można dowiedzieć się, co tym razem będzie się dziać. W końcu oczywiste jest, że twórcy nie pójdą tą samą drogą co poprzednio. Motyw zemsty wciąż jest bardzo modny, więc to on jest motorem całej historii. Można nawet i stwierdzić o czym będzie kontynuacja. No wiadomo, że ktoś znów zostanie porwany i można domyślić się nawet przez kogo. Czas pokaże, szkoda, że dopiero za 2 lata. Trochę boli to, że na chama wciska się tutaj wątek romantyczny. No dobrze, może nie aż tak dosadnie, ale cóż, nie żeby widz nie domyślał się co nadchodzi. Jednakże umówmy się, w filmie naprawdę sporo się dzieje, a napięcie momentami sięga zenitu. Fabuła porywa więc ogólnie nie ma co narzekać!
     Nie można się tutaj poskarżyć i na drugą stronę filmu, czyli wycieczkę po kolejnym pięknym mieście. Najpierw był Paryż a teraz Stambuł! Piękne miasto z uroczymi i zatłoczonymi uliczkami. Z bardzo surowymi, a jednak urzekającymi krajobrazami pełnymi meczetów, a także budowlami pozostałymi po czasach bizantyjskich. Jakby nie było, zwiedzimy sobie okolice największej budowli miasta- meczetu Sulejama, a także piętnastowieczny Wielki Bazar, czy nawet i tradycyjną turecką łaźnię, w której to Mills toczy ostateczną walkę. Wszystko to ma swój urok, zachowane jest przecież w klimatach tego pełnego ortodoksów miejsca, a do tego przygrywają nam również modły i melodie tamtego regionu. Coś wspaniałego!
      Liam Neeson, który dotychczas znany był z bardziej dramatycznych ról idealnie sprawdza się jako napędzany agresją były agent, który nie cofnie się przed niczym, aby wyrwać swoją rodzinę z niewoli. Udowodnił to raz i robi to po raz kolejny. Jako Bryan Mills jest tak niezwykle przekonujący, a powaga w jego głosie wręcz obezwładniająca. Wmówił by nam wszystko, przekonał do wszystkiego. Niesamowita i pełna ekspresji postać, w dodatku trafnie obsadzona. Trochę nie sprawdza się tu Famke Jenssen. Wcześniej stanowiła tylko marne tło dla wydarzeń, więc widz nie skupiał na niej swojej uwagi. Teraz pojawia się w centrum, więc siłą rzeczy staje się dostrzegalna. Obróciło się to jednak przeciwko niej, bowiem widz ma ochotę znów zepchnąć ją w najciemniejszy, najdalszy kąt. Co innego można powiedzieć o Maggie Grace, której rola zostaje bardzo rozbudowana i wychodzi to na dobre dla całej produkcji. Widać, że podąża w ślady tatusia i ewidentnie sporo podziała w kolejnym filmie. Czarne charaktery nie do końca się tutaj sprawdzają. Siłą napędową jest Rade Šerbedžija, który zachwyca sceną na wzgórzu i daje znakomite prognozy dla jego postaci, a jednak jego wrogość zanika gdzieś po drodze.

      „Uprowadzona 2” względnie trzyma poziom pierwszego filmu. Oczywiste staje się, że twórcy nie mogą wykorzystać tych samych chwytów co wcześniej, więc z góry wiadomo, że nie można oczekiwać podobnej przewrotności. Jednakże tytuł nadrabia innymi cechami, czy to ciekawą ucieczką, czy umiejętnościami dedukcyjnymi bohatera, ale przede wszystkim fascynuje nowymi krajobrazami oraz ścieżką dźwiękową. Film ogląda się bardzo przyjemnie i choć nie brakuje tu kilku tanich chwytów to jest to na tle interesująca i wciągająca produkcja, że czas z nią minie nam w mgnieniu oka.

Ocena: 7/10

Oryginalny tytuł: Taken 2 / Reżyseria: Olivier Megaton / Scenariusz: Luc Besson, Robert Mark Kamen / Zdjęcia: Romain Lacourbas / Muzyka: Nathaniel Méchaly / Obsada: Liam Neeson, Maggie Grace, Famke Jenssen, Leland Orser, Jon Gries, Luke Grimes, D.B. Sweeney, Rade Šerbedžija, Alain Figlarz / Kraj: Francja / Gatunek: Sensacja
Premiera: 07 września 2012 (Świat) 05 października 2012 (Polska)

środa, 4 maja 2016

SZORTy #35: Uprowadzona 3, Zanim zasnę, Krocząc wśród cieni

Oryginalny tytuł: Taken 3 | Reżyseria: Olivier Megaton | Scenariusz: Luc Besson, Robert Mark Kamen | Obsada: Liam Neeson, Forest Whitaker, Famke Janssen, Maggie Grace, Dougray Scott, Sam Spruell | Kraj: Francja | Gatunek: Sensacyjny
Premiera: 16 grudnia 2014 (Świat) 09 stycznia 2015 (Polska)
Ocena: 6/10

     Sześć lat temu pierwszy film zrobił furorę na całym świecie. Aczkolwiek kontynuowanie genialnego pomysłu, ze świetną sceną porwania i wspaniałym Liamem Neesonem nie do końca sprawdza się w kolejnym, trzecim już wydaniu. Tym sposobem „Uprowadzona 3” staje się najgorszym filmem z serii.
     Wydaje się, że emerytowany agent specjalny, Bryan Mills, w końcu uwolnił się od demonów przeszłości. Teraz wraz ze swoją córką cieszą się z odnowionych relacji, a i szansa na odzyskanie ukochanej kształtuje się gdzieś na horyzoncie. Do czasu kiedy zostaje wrobiony w morderstwo. Musi wykorzystać wszystkie swoje zdolności, uruchomić kontakty, aby odnaleźć mordercę i nie tylko uniewinnić siebie, ale przede wszystkim ochronić córkę.
     Akcja rozpoczyna się niezwykle dynamicznie, a zarys fabuły zmusza do zastanowienia się, czy aby na pewno oglądamy właściwy film. Już z samego początku rodzi się zagadka do rozwiązania, aczkolwiek nikt nie spodziewa się jakie pójdą za nią konsekwencje. Przerażające jest to, że tytuł który dotychczas kojarzył się z czymś naprawdę interesującym i nowoczesnym, teraz przybiera znamiona banalności amerykańskich produkcji, gdzie sporo jest strzelania, biegania, pościgów, a mało suspensu. Czy, aby na pewno? Otóż nie do końca, bowiem niewielu oczekiwało takiego obrotu spraw. Twórcy uderzają w najczulszy z punkt, pozostawiając widza z niedowierzaniem na twarzy. Mills ma naprawdę ciężkie zadanie do wykonania, a skradanie się, aby porozmawiać z córką zakrawa o tradycyjną zabawę w kotka i myszkę. Scenariusz miewa inteligentne chwile, które zaintrygują i dadzą poczuć powiew przeszłości. Szkoda jednak, że trwa to tak krótko. Liam Neeson nie wypada z gry. Wciąż żwawy, wciąż agresywny i jak najbardziej rodzinny. Jest prawdziwym twardzielem, ale przede wszystkim kochającym ojcem i za to uwielbiamy go najbardziej.

Oryginalny tytuł: Before I Go to Sleep | Reżyseria: Rowan Jof | Scenariusz: Rowan Jof | Obsada: Nicole Kidman, Colin Firth, Mark Strong, Anne-Marie Duff, Adam Levy | Kraj: Francja, Szwecja, Wielka Brytania | Gatunek: Thriller, Dramat
Premiera: 04 września 2014 (Świat) 12 września 2014 (Polska)
Ocena: 5/10

     Ekranizacja świetnie przyjętej na całym świecie powieści S.J. Watson. Ten twór od nieznanego brytyjskiego reżysera wstrząsa sercami widzów kreując przerażającą wizję świata bez wspomnień.
     Od czasu nieszczęśliwego wypadku Christine każdego dnia budzi się nie pamiętając co robiła dotychczas. Każdy jej dzień zostaje wymazany z jej umysłu kiedy tylko zamknie oczy. W tajemnicy przed swoim mężem odwiedza lekarza, z którym pracuje nad odzyskaniem swoich wspomnień i życia. Ale może lepiej, aby nie poznała prawdy o sobie...
     Rozpoczynamy seans trwając w nim i rozmyślając, że jest sobie oto zwyczajna historia, o zwyczajnych ludziach. Opowieść o zapominaniu i odszukiwaniu własnego ja spośród tych wszystkich wspomnień, ale również i zaufaniu do ludzi, którzy trwają obok nas. Przerażająca wizja tego, jak jedno wydarzenie może całkowicie odmienić nasz los, nacechowany emocjami i zachowujący pewną rezerwę, ostrożność wobec osób, które są przy nas. Scenariusz daje nam mylące wskazówki odsuwające nas od prawdziwej dramaturgii całej tej produkcji. Fabuła skupiająca się przede wszystkim na stracie i pozwalająca się zastanowić, czy chcielibyśmy poznać bolesne fakty z naszego życia, czy dalej żyć w nieświadomości. Wszystko to toczy się monotonnym rytmem, swoim rytmem i wydaje się, że już nic spektakularnego nie może się zdarzyć, no chyba, że nagle by się okazało, że to mąż głównej bohaterki doprowadził ją do takiego stanu. Możliwość manewrowania przez Colina Firtha rzeczywistością jest nadwyraz przerażająca. Jednakże ten niezwykły twist, który zaszczepiają w nas twórcy jest tak szokujący, tak traumatyczny, że nie tylko dla bohaterki staje się on klaustrofobiczny. W tej chwili także i widz czuje się osaczony i zaczyna dostrzec prawdziwy ciężar historii. I choć film ma ogólnie bardzo senny klimat, to ta jedna chwila, ta kulminacja, ożywi nas i sprawi, że oczy wyjdą z orbit!

Oryginalny tytuł: A Walk Among the Tombstones | Reżyseria: Scott Frank | Scenariusz: Scott Frank | Obsada: Liam Neeson, Dan Stevens, David Harbour, Boyd Holbrook, Astro | Kraj: USA | Gatunek: Dramat, Kryminał
Premiera: 16 września 2014 (Świat) 03 października 2014 (Polska)
Ocena: 4/10

     Liam Neeson już zawsze będzie nam się kojarzył ze świetnym kinem akcji. Wszystko za sprawą „Uprowadzonej”, w której to ratował swoją córkę. Jednakże wszystko diabli wzięli, gdy wystąpił w „Krocząc wśród cieni”, najnowszym filmie Scotta Franka, o którym zapomina się niesamowicie szybko.
     Niegdyś był świetnym policjantem. Do czasu feralnego incydentu, który na zawsze odmienił jego karierę. Teraz jest prywatnym detektywem, wykonującym różne usługi dla różnych ludzi. Jednym z jego klientów jest boss narkotykowy. Scudder musi odnaleźć zabójców jego ukochanej żony.
     Nudniejszego filmu już dawno nie widziałam. „Krocząc wśród cieni” zapowiadał się niezwykle interesująco, w szczególności, że po tak zaprezentowanej fabule oczekiwałoby się niesamowitego twistu u finału seansu. Możecie jednak o tym zapomnieć. Akcja filmu Franka niemiłosiernie się wlecze. Ma swój nietypowy klimat, to na pewno, ale jest to atmosfera tak senna, że prędzej mu do usypiacza niżeli pobudzacza emocji. Nie kręci się tutaj żadna intryga, choć na pewien sposób bohater próbuje odkupić swoje winy z przeszłości. Nie ma tutaj jednak czynnika zapalnego, nie ma tego elementu, który mógłby zaintrygować do samego końca. Jedyne co trzyma przy ekranie to nadzieja wielkiego finału i mega zaskoczenia, które nigdy ma nie nadejść. A poza tym, to Liam Neeson, który jak zawsze nieźle sobie szarżuje po ekranie. Niestety, nic więcej. Szkoda, że film wypada tak przeciętnie, bo zapowiadało się naprawdę nieziemsko, dramatycznie i szokująco!

poniedziałek, 21 marca 2016

SZORTy #32: Herkules, Lucy, Niezniszczalni 3

Oryginalny tytuł: Hercules | Reżyseria: Brett Ratner | Scenariusz: Ryan Condal, Evan Spiliotopoulos | Obsada: Dwayne Johnson, Ian McShane, John Hurt, Rufus Sewell, Aksel Hennie, Reece Ritchie, Ingrid Bolsø Berdal, Joseph Fiennes | Kraj: USA | Gatunek: Przygodowy
Premiera: 23 lipca 2014 (Świat) 25 lipca 2014 (Polska)
Ocena: 5/10

      Mit o Heraklesie tak często był już ekranizowany, że trudno jest sobie przypomnieć najrozmaitsze wizje różnych twórców. Film Ratnera zapowiadał się na spore widowisko z elementami fantasy, a skończyło się jedynie na obrazie przygodowym. „Hercules” nie staje się tym, czego oczekuje widz.
      Opowiada się o nim legendy, o tym jak własnymi rękami zabił hydrę, czy dzika erymantejskiego. Syn Zeusa, znienawidzony przez Herę ulubieniec ludzkości. Po opuszczeniu rodzinnych stron wraz z czworgiem przyjaciół wyrusza przez kraj podejmując się kolejnych zadań. Trafiają do króla Kotysa, który potrzebuje ich pomocy, aby wyzwolić królestwo z władzy demonów i centaurów.
     Jak uwielbiam mitologiczne filmy, tak „Hercules” okazał się być czymś zupełnie innym. Zwyczajną opowieścią o sile i odwadze, aniżeli o magii i boskich istotach. Z jednej strony ciekawa koncepcja, która ukazuje zupełnie inne oblicze znanych przygód tego herosa. Z drugiej zaś jest kolejnym dowodem na to, że w zapowiedziach umieszcza się najlepsze sceny filmów. Skoro cały klimat fantasty ukazany w trailerach skumulowany zostaje w pierwszych pięciu minutach, to oczywistym jest odczuwanie lekkiego zawodu po seansie. Inną sprawą jest skupienie się na odkupieniu bohatera, niżeli na konkretnej akcji. Intryga, o której bytności w ogóle nie mamy pojęcia, aż do chwili jej ujawnienia. Wszystko to niby interesujące, ale jak gdyby całkowicie mdłe. Nie porywa, nie zachwyca, a klimat mógłby być urzekający, gdyby nie ta nijakość. Czegoś tutaj brakuje i w ciemno postawić można na prawdziwie charyzmatycznego głównego bohatera, bo trzeba się zgodzić, że choć The Rock wygląda szałowo jako półbóg, to jednak... brak mu charakteru do takich ról. I choć uwielbiam go jako człowieka, to położył na łopatki prawie cały film. Szkoda.

Oryginalny tytuł: Lucy | Reżyseria: Luc Besson | Scenariusz: Luc Besson | Obsada: Scarlett Johansson, Morgan Freeman, Min-sik Choi, Amr Waked | Kraj: Francja | Gatunek: Akcja, Sci-Fi
Premiera: 24 lipca 2014 (Świat) 14 sierpnia 2014 (Polska)
Ocena: 4/10

      Dla Luca Bessona czasy świetności to lata 90te ubiegłego tysiąclecia. Szkoda, że od „Leona zawodowca”, czy „Joanny d'Arc” ciężko jest mu powtórzyć sukces. Tym razem francuski reżyser sięga w przyszłość i to przy udziale pięknej, choć drapieżnej „Lucy”.
     Lucy- zwykła dziewczyna, która znajduje się w nieodpowiednim miejscu o nieodpowiednim czasie. Dostaje się w ręce gangsterów i zmuszona zostaje do przemytu nowego narkotyku. Jednakże substancja zaszyta w jej brzuchu przedostaje się do jej ciała, a ona sama zyskuje nadnaturalne zdolności coraz bardziej rozwijając działanie swojego mózgu.
     „Lucy” to jeden z tych dziwacznych obrazów, który u finału pozostawia nas z mieszanymi uczuciami. Besson po raz kolejny sięga w sferę fantastyki naukowej, najwyraźniej bardzo dobrze się w w niej odnajdując. Zgubił jednak gdzieś zdolność budowania napięcia przy udziale mafii, a wątek przemytniczy jest co najmniej dziwaczny. Mało tu akcji, więcej naukowego bełkotu, który dla jednych jest bardziej zrozumiały, dla innych niestety mniej. Wydaje się, że pomysł tego typu daje spore możliwości do poszalenia przy udziału efektów specjalnych, tutaj jednak twórcy postanawiają wykorzystać to bardziej do zobrazowania ludzkiego wnętrza, czy popełnienia największej dziwaczności wszech czasów. Nie do końca kupuję koncepcję wykorzystywania na maksa możliwości swojego mózgu, ciężko jest też przyjąć za pewnik każdą kolejną fazę, aczkolwiek hipoteza jest jak najbardziej intrygująca. Film ma dość dziwaczny klimat, w który tak naprawdę ciężko jest się wciągnąć. Momentami straszliwie obskurny nie tylko z wyglądu. Dodatkowo przepiękna Scarlett Johansson bardziej drażni niżeli zachwyca, a to dość niemiła odmiana. Fabuła ni to ziębi ni to parzy, całkowity poker face przez cały film. A szkoda.

Oryginalny tytuł: The Expendables 3 | Reżyseria: Patrick Hughes | Scenariusz: Sylvester Stallone, Katrin Benedikt, Creighton Rothenberger | Obsada: Sylvester Stallone, Jason Statham, Harrison Ford, Arnold Schwarzenegger, Mel Gibson, Welsey Snipes, Antonio Banderas, Rolph Lundgren, Randy Couture | Kraj: USA, Francja | Gatunek: Akcja
Premiera: 04 sierpnia 2014 (Świat) 15 sierpnia 2014 (Polska)
Ocena: 5/10

      „Niezniszczalni” to niekończąca się seria z gigantami kina akcji! Po ciekawej jedynce i marnej dwójce, przyszedł czas na odsłonę trzecią. Pojawiają się nowi twardziele a początkujący Patrick Hughes wyciska z nich siódme poty, aby względnie to wyglądało.
     Ekipa Rossa wyrusza na kolejną akcję. Jednakże kiedy okazuje się, że ich przeciwnikiem jest dawny członek Niezniszczalnych, które uznanego za martwego, Barney całkowicie traci kontrolę nad sytuacją. Wtedy jeden z nich zostaje ciężko ranny, a Ross poprzysięga zemstę na starym druhu. Wiedząc, że prawdopodobnie jest to bilet w jedną stronę porzuca swoich przyjaciół i kolekcjonuje nową ekipę.
     Ten film mógł się spodobać za pierwszym razem, aczkolwiek najnowsza część nie pozostaje daleko w tyle. Ciekawą koncepcją jest wymiana wapniaków na młodziaków, problem tkwi w tym, że nikt o nich nie słyszał. Stallone, Statham, czy Lundgren to znane nazwiska kojarzące się z jednym rodzajem filmów. Natomiast nowe twarze, przykładowego Lutza – utożsamiane są z niczym, no chyba, że z wampirami. Serio? Nie mniej, pomijając absurdy doboru obsady, film to zwyczajna napierdzielanka pełna wybuchów, pościgów i innych dziwacznych wydarzeń. Atakowanie opuszczonego budynku czołgami, bieganie po rozpadającym się dachu, tak... to brzmi jak elementy filmu o „Niezniszczalnych”. Tutaj akcję napędza chęć zemsty, a jak wiadomo od dawien dawna, takie sytuacje nigdy dobrze się nie kończą. No chyba, że należy się do ekipy Barneya Rossa, wtedy czy to wiekowe, czy młode wsparcie w pełnym uzbrojeniu jest zawsze pomocne. I choć scenariusz kuleje, to jest to najnormalniej w świecie całkiem fajna rozrywka, która drugi film bije na głowę i pozwala popatrzeć na nowych, fajnych bohaterów.

poniedziałek, 28 grudnia 2015

SZORTy #24: Kochanek królowej, Zakochani w Rzymie, Ukryte

Punkt #10. Film skandynawski
Oryginalny tytuł: En kongelig affære | Reżyseria: Nikolaj Arcel | Scenariusz: Nikolaj Arcel, Rasmus Heisterberg | Obsada: Alicia Vikander, Mads Mikkelsen, Mikkel Boe Følsgaard, Trine Dyrholm, David Dencik, Thomas W. Gabrielsson, Cyron Melville | Kraj: Dania, Szwecja, Czechy | Gatunek: Historyczny, Melodramat
Premiera: 16 lutego 2012 (Świat) 11 lutego 2013 (Polska)
Ocena: 7/10

      Uznawany za jeden z najlepszych nieanglojęzycznych filmów 2012 roku. Cudowna, podbijająca ludzkie serca ekranizacja prawdziwej historii Danii, przeniesiona pod postacią „Kochanka królowej” na ekran kinowy przez Nikolaja Arcela.
     Brytyjska księżniczka od dziecka przygotowywana do ślubu z królem zostaje wydana za króla Danii. Zamknięta na kopenhaskim dworze znosić musiała problemy psychiczne króla, a także jego częste podróże. To właśnie on sprowadza do ich królestwa niemieckiego lekarza, który szybko staje się jego najlepszym przyjacielem, ale również kochankiem królowej.
    Film Arcela opowiada niezwykle bolesną, wzruszającą i romantyczną historię życie młodej kobiety, królowej, która poświęciła wszystko, chcąc wyprowadzić swój lud z ciemności. To nie tylko ekranizacja jej niezwykłego, namiętnego romansu z niemieckim medykiem, ale również ciężkiego życia z szalonym, zapatrzonym w siebie człowiekiem. Momentami brutalna, innym razem niesamowicie prawdziwa, dotykająca wątków spiskowych, ale przede wszystkim ukazywania prawdziwej władzy. To w końcu opowieść o społeczności duńskiej, która zamiast dążyć do oświecenia postanowiła pozostać w ciemnogrodzie. Ludzie, którzy chcieli jak najlepiej dla ludności, wprowadzając coraz to większe zmiany, odpowiedzieli głową za swoje próby. Nie wiadomo jednak co jest gorsze, fakt, że kobieta straciła swojego ukochanego mężczyznę, czy to, że ludzie dla których lepszego życia walczono, tak bardzo pragnęli jego egzekucji. Choć większość seansu wydaje się być raczej monotonna, gdzieniegdzie przyozdobiona napięciem między królową i lekarzem, genialnym aktorstwem Følsgaarda oraz cudownością scenografii i kostiumów, to jednak finał... finał miażdży serce!

Punkt #20. Film Woody'ego Allena
Oryginalny tytuł: The Rome with Love | Reżyseria: Woody Allen | Scenariusz: Woody Allen | Obsada: Woody Allen, Alec Baldwin, Roberto Benigni, Jesse Eisenberg, Ellen Page, Judy Davis, Penelope Cruz, Alison Pill, Flavio Parenti, Alessandra Mastrona, Alessandro Tiberi, Fabio Armiliato | Kraj: USA, Hiszpania, Włochy | Gatunek: Komedia romantyczna
Premiera: 20 kwietnia 2012 (Świat) 24 sierpnia 2012 (Polska)
Ocena: 4/10

     Kolejny z filmów Woody'ego Allena o europejskich podróżach pełnych wrażeń. Angażując plejadę gwiazd światowej sławy do „Zakochanych w Rzymie” tworzy kilka całkiem odrębnych opowieści połączonych miłością do Włoch.
     Podczas wakacji w Rzymie dziewczyna poznaje przystojnego Włocha, z którym pragnie wziąć ślub. Zaprasza swoich rodziców, aby poznali jego rodzinę, w której kryje się nieodkryty talent operowy. W międzyczasie młodzi małżonkowie rozpoczynają nowe życie w tym mieście poznając go od całkowicie erotycznej strony. Młody chłopak ma zaopiekować się przyjaciółką dziewczyny, która przylatuje z USA. Natomiast pewien wiekowy mężczyzna z dnia na dzień, ku zaskoczeniu wszystkich staje się najsławniejszym człowiekiem w mieście.
      Któż nie chciałby spędzić wakacji w Rzymie? Jedno z najpiękniejszych włoskich miast przyciąga tysiące, miliony turystów całego świata, a także... całą masę gwiazd zza oceanu. Nie dziwne więc, że to właśnie wątki z włoskimi bohaterami są najbardziej fascynujące. I tak Roberto Benigni w historii gwiazdy z przypadku, którym z dnia na dzień zaczęły interesować się media- robiły wielkie wydarzenie z każdej jednej rzeczy, którą robił Leopoldo. Opowiedziana z humorem, a także lekkim morałem odnośnie sławy i zwykłych szarych ludzi. Wyjątkową sekwencją jest również ta dotycząca włoskiego śpiewaka Giancarlo- w tej roli cudowny Fabio Armiliato, który chcąc przełamać tremę i wydobyć wielką siłę z swojego głosu przekonany został przez Woody'ego Allena, aby śpiewał publicznie- pod prysznicem! Część, która idealnie oddaje różnice pomiędzy mentalnością Amerykanów a Włochów, ich podejściu do życia, a także show biznesu. Ostatnią interesującą partią była przygoda seksualna młodego małżeństwa. Ona wychodzi z pokoju hotelowego i chcąc dostać się do fryzjera gubi się pomiędzy rzymskimi uliczkami. Poznaje ukochanego gwiazdora filmowego. W tym czasie do czekającego na nią męża napatacza się piękna Penelope Cruz w roli prostytutki, a ma za zadanie udawać jego żonę. Ubaw jest z tym co niemiara, ale przede wszystkim pokazuje trochę naciąganą magię miłosną Rzymu. Ogólnie całość nie byłaby zła, gdyby nie to, że pojawiają się tu również inne poboczne i bardzo nużącego wątki. Choć całość wydaje się być spójna, choć całość rozgrywa się we Włoszech, to jednak nie jest to w stanie zachwycić do tego stopnia, aby człowiek nie zasnął podczas seansu.

Punkt #21. Film Michaela Hanekego
Oryginalny tytuł: Caché | Reżyseria: Michael Haneke | Scenariusz: Michael Haneke | Obsada: Daniel Auteuil, Juliette Binoche, Lester Makedonsky, Maurice Bénichou, Walid Afkir, Daniel Duval, Nathalie Richard | Kraj: USA, Austria, Francja, Niemcy, Włochy | Gatunek: Thriller
Premiera: 14 maja 2005 (Świat) 10 maja 2006 (Polska)
Ocena: 6/10

     Kilkukrotny zdobywca nagród w Cannes Michael Haneke, którego żaden film nie przechodzi bez większego echa w świecie kina. Gdzieś pomiędzy „Pianistką” i „Białą wstążką” tworzy zaskakujący, intymny film- „Ukryte”.
     Zwyczajna rodzina, w zwyczajnym mieście. Pewnego dnia pod drzwi zostaje im dostarczona tajemnicza kaseta wideo, na której widać ujęcie ich mieszkania. Zaniepokojeni małżonkowie zaczynają obawiać się o własne bezpieczeństwo, w szczególności, że do kaset dołączane są również niepokojące rysunki. Niestety, dla policji nie jest to wystarczający powód do wszczęcia śledztwa. Wtedy mężczyzna przypomina sobie o pewnym wydarzeniu z przeszłości.
      Dość niezwykła historia z uwagi na swoją całkowitą nijakość. Przez większość filmu w ogóle nie wiadomo o co chodzi. Co chwilę wychodzą jakieś rewelacje z życia Georges'a, które tylko bardziej irytują i nic nowego nie wnoszą do fabuły. W sumie ciekawa jest możliwość podejrzewania każdego z osobna o filmowanie i prześladowanie bohaterów, ale widz z utęsknieniem czeka na rozwinięcie tego wątku. Co otrzymuje? No cóż, jedynie same domysły. Nie ma co liczyć na to, że ktoś przyzna się do terroryzowania małżeństwa filmami, że nastąpi wielkie starcie i finał, czy coś w tym stylu. Wszystko odbywa się tutaj bardzo subtelnie i bardzo intymne są również przekazy tej produkcji. Zemsta za przeszłość, chęć przekonania się jak to jest odebranie życia innej osobie. Innymi słowy wszystko to, czego można byłoby się spodziewać kiedy przeszłość ma zamiar wejść w nasze życie drzwiami i oknami. Czy wzbudza to większe napięcie? Niespecjalnie. Intryguje, nie powiem, że nie, ale nawet w kluczowym momencie nie dostrzeżemy wskazówek nakierowujących nas na odpowiedzi. Bardzo fajnie jest to zmontowane. Haneke jak zawsze wykazał się dyskrecją i swoistym spokojem wypowiedzi. Tutaj nic nie jest dosadne, wręcz przeciwnie- ledwo zauważalne. Tak jak i ostatnie minuty, który z jednej strony stanową odpowiedź, a z drugiej ledwo dają wskazówki. Bardzo ciekawy film, ale nie wzbudzający większego napięcia, a szkoda... bo przecież chyba o to w tym właśnie chodziło.

piątek, 4 grudnia 2015

SZORTy #21: Dziecko Rosemary, Wyścig, Przychodzi facet do lekarza

Punkt #24. Film Romana Polańskiego
Oryginalny tytuł: Rosemary's Baby | Reżyseria: Roman Polański | Scenariusz: Roman Polański | Obsada: Mia Farrow, John Cassavetes, Ruth Gordon, Sidney Blackmer | Kraj: USA | Gatunek: Horror, Psychologiczny

Premiera: 12 czerwca 1968 (Świat)
Ocena: 5/10

      Niezaprzeczalny klasyk gatunku. Jeden z najlepszych filmów wszech czasów, no i przede wszystkim prowodyr wszelkich poczęć diabelskich. „Dziecko Rosemary” jest tworem naszego rodaka Polańskiego i duma rozpiera, że to właśnie jego praca stała się inspiracją dla późniejszych twórców horrorów.
      Pewne małżeństwo przeprowadza się do uroczej kamienicy, aby rozpocząć nowe, wspólne życie. Niestety, ich z pozoru szczęśliwie życie zostaje zaburzone przez śmierć sąsiadki. Wówczas nieocenione okazuje się wsparcie reszty sąsiadów, będący przy nich na każdym kroku. Jednakże gdy kobieta zachodzi w ciążę zaczyna podejrzewać, że współmieszkańcy należą do tajemniczej sekty.
      Z filmami takimi, jak „Dziecko Rosemary” jest spory problem, gdy ogląda się je w dzisiejszych czasach. Widz, który przez wiele lat nasiąkł filmami, które bazowały na klasykach nie do końca potrafią odnaleźć się w klimacie tamtejszej epoki. Zrozumiała jest ówczesna fascynacja tytułem, to uczucie przytłoczenia, osaczenia w związku z nowym miejscem, otoczeniem. Budowanie napięcia dialogami, które teraz wydają się na totalnie nużące, wręcz zupełnie zbędne, niewnoszące niczego do ogólnej fabuły. A może po prostu środek nocy nie jest najlepszą porą na oglądanie takich filmów? Nie trudno docenić jest klimat. Uczucie klaustrofobicznego potrzasku jest zdecydowanie wyczuwalne, budzi mocny niepokój i jest to genialne. Emocjonujące jest to zburzenie ludzkiego spokoju, zaufania do ludzi i sąsiada, sielankowego życia, które dotyczyć może każdego człowieka, a wszystko to dokonane za pomocą deseru! Psychoza bohaterki, tak dobrze odegrana przez Mię Farrow, a jednak tak mocno przesadzona... To wszystko daje w efekcie dość przeciętny obraz, przynajmniej na te czasy, ale może i niegdyś było to wspaniałe zjawisko kinematografii.

Punkt #6. Film sportowy
Oryginalny tytuł: Rush | Reżyseria: Ron Howard | Scenariusz: Peter Morgan | Obsada: Chris Hemsworth, Daniel Brühl, Olivia Wilde, Alexandra Maria Lara | Kraj: USA, Wielka Brytania, Niemcy | Gatunek: Biograficzny, Dramat, Sportowy
Premiera: 02 września 2013 (Świat) 08 listopada 2013 (Polska)
Ocena: 7/10

     Filmy biograficzne sprzedają się najlepiej, w szczególności jeżeli przedstawiają wyraziste charaktery i niebanalne historie. Ron Howard sięga do życiorysu dwóch gwiazd Formuły 1 i przenosi na ekran ich nietypową przyjaźń nadając jej tytuł „Wyścig”.
      Niki Lauda może mieć wszystko, a pragnie tylko jednego – ścigania się w wyścigach i wygrywania. Ma jednak mocnego przeciwnika w postaci człowieka nieznającego strachu, gotowego na wszystko Jamesa Hunta. Żaden nie spocznie dopóki nie pokona tego drugiego. Daje to początek niezwykłej rywalizacji na torze wyścigowym Formuły.
      Filmografia Howarda prezentuje cały wachlarz najrozmaitszych gatunków i historii. „Wyścig” dołącza do tych wspaniałości wraz ze swoim dynamizmem, fabułą i bohaterami. Nie jest to jednak tytuł, w którym darzyć będziemy postaci szczerą sympatią- wręcz przeciwnie. Arogancja tej dwójki przyćmi ich wszelkie inne zalety, czy wady, wykrzykując jedno – zapomnij, że ich polubisz! Nie oznacza to jednak, że nie dostrzegamy mocy w ich przyjaźni. Chorobliwa rywalizacja, w której każdy gotowy jest niemalże na wszystko- daje momenty ogromnych zaskoczeń, a przy okazji również wzruszeń. Wypadki, ogień, szpitale, kontuzje... wszystko to bardzo bolesne i odczuwalne również dla widza. Tworzą dramaturgię, budują napięcie i przede wszystkim koncentrują uwagę widza. Samochody są szybkie, choć może nie tak urodziwe jakbyśmy chcieli, ale nie o wygląd tutaj chodzi, a siłę. Fascynująca jest ta determinacja, porywające są wyścigi, bardzo dobra gra aktorska zarówno Hemswortha, który nie jest już jedynie Thorem, jak i Brühla. Pomimo wszystko pełno tutaj dłużyzn dających dość senną atmosferę, a także dialogów, które rozbijają napięcie. Nie zmienia to jednakże faktu, że jest to jeden z najlepszych filmów o samochodach, jakie przyszło mi oglądać.

Punkt #47. Francuska komedia
Oryginalny tytuł: Supercondriaque | Reżyseria: Dany Boon | Scenariusz: Dany Boon | Obsada: Dany Boon, Alice Pol, Kad Merad, Jean-Yves Berteloot, Judith El Zein | Kraj: Francja, Belgia | Gatunek: Komedia
Premiera: 26 lutego 2014 (Świat) 11 lipca 2014 (Polska)
Ocena: 7/10

      Znany francuski komik powraca jako reżyser i aktor w swojej najnowszej komedii. „Przychodzi facet do lekarza” to humorystyczne rozliczenie z jego osobistą dolegliwością, a także prezentacja własnych obserwacji i doświadczeń.
    Romain Faubert jest skrajnym hipochondrykiem. Unika kontaktu z ludźmi, a także z przedmiotami, nie rozstając się ze środkiem dezynfekującym. Jest utrapieniem dla swojego lekarza, przyjaciela, rodzinnego, który chciałby, aby jego najwierniejszy pacjent w końcu znalazł sobie kogoś innego do dręczenia, np. jakąś kobietę. Życie Romaina ulega jednak diametralnej zmianie, gdy przyjaciel zabiera go do bazy pomagającej emigrantom. Tam odnajduje miłość, a także wielkie kłopoty.
      Najnowsza komedia od Dany'ego Boona to genialna propozycja na leniwy wieczór. Produkcja prezentująca niezwykłą postać Romaina, którym jest każdy zwykły człowiek diagnozujący się na podstawie tego co wyczyta na internetowych forach. Przy okazji staje się ciekawą analizą ludzkiej psychiki i relacji człowieka z własnym lekarzem. Genialnie zaprezentowane przez świetne dowcipy, ale przede wszystkim wpadki sytuacyjne, które niejednokrotnie rozbawią nas do łez. Może trąci to banałem, bo z takich chwytów już dawno powinno dorosnąć dojrzałe kino, ale właśnie te tanie manewry bawią najbardziej. Sam Boon świetnie sprawdza się w tej roli, w końcu sam podziela dolegliwość swojego bohatera, choć jak sam twierdzi nie aż tak paranoidalnie. Nie stanowiło więc dla niego większego problemu wcielenie się w najważniejszą z postaci i jednocześnie reżyserowanie całego obrazu. Film zyskuje jednak większego rozmachu, kiedy do akcji wkracza rewolucjonista, tematyka wojny domowej, no i elementy grozy. Boon idealnie odgrywa udawanie owej persony, bowiem wychodzi mu to tak komicznie, że bardzo szybko traci się powaga sytuacji. Francuski twórca może trochę za bardzo popuścił wodze fantazji, kiedy to puścił w świat swojego bohatera. Lekka przesada z tą rewolucją, choć i tutaj nie zabrakło humoru i chęci odzyskiwania własnych korzeni. Nie mniej, to o wiele za dużo. Można było poprzestać na elemencie hipochondrii, który całkowicie sam by sobie poradził.

niedziela, 28 grudnia 2014

SZORTy #11: Akademia wampirów, Nieobliczalni, Last Vegas

Oryginalny tytuł: Vampire Academy | Reżyseria: Mark Waters | Scenariusz: Daniel Waters | Obsada: Zoey Deutch, Lucy Fry, Danila Kozlovsky, Dominic Sherwood, Gabriel Byrne, Olga Kurylenko, Sarah Hyland | Kraj: USA, Wielka Brytania | Gatunek: Fantasy, Akcja, Komedia
Premiera: 07 lutego 2014 (Świat) 21 marca 2014 (Polska)

sobota, 13 września 2014

588. Oskar, reż. Edouard Molinaro

Tytuł oryginalny: OscarReżyseria: Edouard Molinaro
Scenariusz: Louis de Funès, Edouard Molinaro, Jean Halain 
Na podstawie: sztuki Claude Magniera
Zdjęcia: Raymond Pierre Lemoigne  
Muzyka: Georges Delerue, Jean Marion  
Kraj: Francja
Gatunek: Komedia
Premiera: 11 października 1967 (Świat)
Obsada: Louis de Funès,
Claude Gensac, Agathe Natanson, Claude Rich, Roger Van Hool, Sylvia Saurel, Mario David, Dominique Page, Paul Préboist
     Tworzył filmy z najrozmaitszych gatunków filmowych- od dramatów, po kryminały, aż na swojej drodze spotkał Louisa de Funès- najzabawniejszego aktora jakiego nosiła Francja. Kiedy Edouard Molinaro podjął się realizacji filmowej ekranizacji znanej sztuki Claude Magniera, wiedział, że to właśnie on będzie idealnie pasował do roli Bertranda Barniera. „Oscar” zyskał taką sympatię wśród widzów, że w 1991 roku dorobił się amerykańskiej przeróbki z Sylvestrem Stallone w roli głównej.