NOWOŚCI
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wojna. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wojna. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 5 listopada 2017

1241. Wonder Woman, reż. Patty Jenkins

     Superbohaterski świat aż roi się od pięknych heroin. Przynajmniej na komiksowym papierze, gdyż w filmowym uniwersum wciąż jest ich zdecydowanie za mało, a u DC to już w ogóle. Dlatego też, gdy przy okazji filmu „Batman v. Superman” na horyzoncie pojawia się Wonder Woman, wszyscy od razu przerzucili się na fanowanie tej przepięknej bohaterce. Już wówczas wiedziano, że Amazonka imieniem Diana doczeka się osobnego filmu, a kiedy w końcu się pojawił... cały świat maniaków filmowych wstrzymał oddech.
Źródło: Galapagos Films
     Piękna, rajska wyspa Themiscyra od czasu stworzenia przez boga bogów Zeusa zamieszkiwana jest przez plemię Amazonek. Diana jest jedynym dzieckiem pośród nich, dzieckiem samej królowej Hippolity (Connie Nielsen), która pod czujnym okiem najlepszego dowódcy szkolona jest na najlepszą wojowniczkę na wyspie. Kiedy dorasta u brzegu wyspy pojawia się mężczyzna- kapitan Trevor (Chris Pine), którego ratuje z opresji. Gdy wraz za nim przybywa rzesza Niemców, Amazonka (Gal Gadot) dowiaduje się o toczącej się na całym świecie wielkiej wojnie. Uważając, że za wszystkim stoi bóg wojny imieniem Ares postanawia wyruszyć wraz z kapitanem na pole bitwy, aby odnaleźć winowajcę. Nie spodziewa się, że znajdzie tam o wiele więcej, a przy okazji stanie się legendą wzniecającą ogień w sercach.
     Wonder Woman jest dla DC tym samym, czym dla Marvela jest Kapitan Ameryka. Oba filmy to superbohaterskie kino rozrywające się w czasach wojennych. Kiedy sobie to uzmysłowiłam ogarnęło mnie lekkie przerażenie, gdyż ta kombinacja w ogóle mi nie podchodzi. Niestety, starcie dwóch całkiem odmiennych światów, czyli kina wojennego z naszpikowaną efektami przygodówką, to coś co totalnie się dla mnie gryzie i traci na autentyczności. Tym sposobem zamiast zabawiać, „Wonder Woman” stała się dla mnie rozrywką nijaką, wręcz nużącą- przynajmniej na pewnym etapie.
Źródło: Galapagos Films
Wspaniale jest obserwować kształtującą się legendę, która jednoczy serca i rozpala w nich chęć do walki. W trakcie tworzy się całkiem ciekawa fabuła, spokojnie mogącą uzupełniać, czy też nadawać inny sens prawdziwej historii. Obraz, jak to obraz wojenny, nie raz okazuje się być wstrząsający. Szokuje brutalnością, ale przynajmniej nie mydli oczu. I to byłoby fajne, gdyby nie to, że cały czas przed naszymi oczami widnieje przepiękna wyspa i chyba najlepiej rozegrana scena walk w tym filmie! 
Jednakże po całym tym całkowicie przyziemnym fragmencie nagle dostajemy po głowie czymś całkowicie metafizycznym. Oczywiście, można było oczekiwać takowego rozwoju sytuacji, takowego finału, ale... serio?! Zamknięcie, ostateczna rozgrywka, całkowicie odbiega od klimatu reszty filmu. Scena nakręcona tak słabym CGI, że aż oczy od tego bolały. Diana skakała niczym Lara Croft w swojej najlepszej rozgrywce na starych komputerach. Sama scena naładowana patosem, zbędnymi dialogami, które aż się prosiły, aby przywalić im samolotem prosto w twarz. Nie mniej, wszystkie urywki, w których to Wonder Woman biegnie, skacze, wywija lassem, krzyżuje przedramiona, czy po prostu powiewa swoją kusą spódniczką, to urywki, na które czekamy przez resztę czasu podczas seansu.
Źródło: Galapagos Films
     Nie ma jednak co narzekać, no dobra... starcie z bossem było do bani, ale sama Wonder Woman jest naprawdę niezwykłą postacią. Urzeka swoją nieporadnością, kiedy to próbuje ogarnąć prawa rządzące w rzeczywistym, pozawyspowym świecie. Przy tym wzbudza możliwie największą sympatię nie tylko innych bohaterów, ale również wśród widzów. Jest charyzmatyczna i niesamowicie odważna. Da się ją lubić i właśnie takich bohaterów nam potrzeba. Oczywiście, jest też bardzo głupiutka- z początku, co Gal Gadot dodatkowo podkreślała. Niekiedy jej mimika twarzy jest przekomiczna. Nie mniej, jest niesamowicie piękna i ludzie od castingu nie mogli lepiej wybrać. Jest wręcz stworzona do tej roli, choć trochę kaleczy ją aktorsko. Liczę jednak, że się rozwinie. Ciekawą postacią mógłby być też Chris Pine AKA Kapitan Trevor, gdyby nie to, że jest tak paskudnie przystojny, że aż nie da się na niego patrzeć. Kończy więc jako mocno przesadzona postać. Chciał być dobry, aż za bardzo.
Źródło: Galapagos Films
Jednakże największym zawodem jest kreacja David Thewlisa. Ciężko jest uwierzyć w to, jaka rola przypadła mu w udziale. Naprawdę. Totalny niewypał, jak dla mnie. Serio, do takiej roli wybrać kogoś takiego. Z wąsem. Z totalną mimozą na twarzy. Wiem, że udawało mu się odgrywać całkiem ciekawe akcje, ale... NIE! Totalnie nie ten klimat, totalnie nie ta dynamika i mimika. 
     Na „Wonder Woman” bardzo przyjemnie się patrzy. Poza tymi niektórymi wpadkami wizualnymi to ujęcia są bardzo piękne. Najpiękniejsza jest ta część kręcona na wyspie, a na lokalizacje wybrano włoskie wybrzeże Amalfi. Wszystko po to, aby oddać jej rajski charakter. Zadanie zrealizowane w pełni. Wojenny świat też jest nie najgorszy. Cudowny Londyn wraz ze swoją XX wieczną stylizacją, a także makabryczne pola bitewne, które zachwycają surowością, a śmierć dało się wyczuć na kilometr. Scenografie przepiękne, jest się czym pozachwycać. Całości dopełniają interesujące kompozycje Gregsona-Williamsa. Aczkolwiek nic nie przebija motywu przewodniego naszej bohaterki, który aż wbija w fotel i ma w sobie ten amazoński pazur. 
Źródło: Galapagos Films
     Superbohaterski, kobiecy film Patty Jenkins ma w sobie wszystko to, co powinno mieć kino akcji. „Wonder Woman” jest wybuchowa, zawadiacka, ale też okraszona humorem i emocjami. Zaskakujące, że w takim tytule pojawić może się wątek romantyczny. Jeszcze bardziej zaskakuje osadzenie historii w czasach wojennych. Seourowy klimat z pola bitwy mocno się gryzie z komputerową efektownością typową dla kina superbohaterskiego. To zdecydowanie nie moja bajka, a jednak przyjemnie spędza się czas przy tym filmie. A czas ten upływa w wyczekiwaniu na boga wojny, uroczych uśmiechów i kolejnych dynamicznych podskoków cudownej Wonder Woman. 

Ocena: 6/10
Recenzja filmu DVD „Wonder Woman” - dystrybucja Galapagos Films

Oryginalny tytuł: Wonder Woman / Reżyseria: Patty Jenkins / Scenariusz: Allan Heinberg / Zdjęcia: Matthew Jensen / Muzyka: Rupert Gregson-Williams / Obsada: Gal Gadot, Chris Pine, Danny Huston, David Thewlis, Connie Nielsen, Robin Wright, Said Taghmaoui, Ewen Bremner, Lucy Davis, Elana Anaya / Kraj: USA, Wielka Brytania, Włochy, Chiny, Hongkong, Kanada, Nowa Zelandia / Gatunek: Akcja, Fantasy, Sci-Fi
Premiera kinowa: 15 maja 2017 (Świat) 02 czerwca 2017 (Polska)
Premiera DVD: 11 października 2017

poniedziałek, 9 czerwca 2014

1131. Na skraju jutra, reż. Doug Liman

Oryginalny tytuł: Edge of Tomorrow
Reżyseria: Doug Liman
Scenariusz: Christopher McQuarrie, Jez Butterworth, John-Henry Butterworth
Na podstawie: powieści Hiroshiego Sakurazaki „All You Need Is Kill”
Zdjęcia: Dion Beebe
Muzyka: Christophe Beck
Kraj: USA, Australia
Gatunek: Sci-Fi, Akcja
Premiera: 28 maja 2014 (Świat) 06 czerwca 2014 (Polska)
Obsada: Tom Cruise, Emily Blunt, Brendan Gleeson, Bill Paxton, Jonas Armstrong, Tony Way, Kik Gurry, Franz Drameh, Dragomir Mrsic, Charlotte Riley

     Podróże w czasie są jednym z najbardziej fascynujących, najbardziej dochodowych, a co za tym idzie najczęściej wykorzystywanych motywów jakie pojawiają się we współczesnym kinie science fiction. Gdy dodamy do tego inwazję obcych, mamy klasykę gatunku. Co jednak wyjdzie, gdy połączymy te wszystkie elementy z motywem „Dnia Świstaka”? Najnowszy, porywający film Douga Limana o tytule „Na skraju jutra”, który właśnie zagościł na ekranach polskich kin.

piątek, 12 lipca 2013

1059. Pacific Rim, reż. Guillermo del Toro

Oryginalny tytuł: Pacific Rim
Reżyseria: Guillermo del Toro
Scenariusz: Travis Beacham, Guillermo del Toro
Zdjęcia: Guillermo Navarro
Muzyka: Ramin Djawadi
Kraj: USA
Gatunek: Akcja, Sci-fi
Premiera: 11 lipca 2012 (Świat) 12 lipca 2013 (Polska)
Obsada: Charlie Hunnam, Idris Elba, Rinko Kikuchi, Charlie Day, Burn Gorman, Max Martini, Robert Kazinski, Clifton Collins Jr., Ron Pearlman
    Moje małe wariactwo rozpoczęło się od pewnego zwiastuna sprzed kilku miesięcy. Niczym zaczarowana patrzyłam na wielkie walczące roboty z potworami nie z tego świata. Stęskniona za mocnymi wrażeniami, które dostarczał film „Transformers”, z nadzieją patrzyłam w przyszłość. Guillermo del Toro nigdy nie zawodził swoimi produkcjami, a jego „Labirynt fauna” zrobił furorę na całym świecie, mnie całkowicie omamiając. I tak oto nadszedł ten dzień, kiedy stworzył coś, co zwyczajnie nie miało prawa mi się nie podobać. I zgadnijcie co? „Pacific Rim” zatrząsł moim światem w posadach!

sobota, 25 maja 2013

Książka #256. World War Z, aut. Max Brooks

Tytuł oryginalny: World War Z . An Oral History of the Zombie War
Gatunek: fantastyka
Wydawca: Zysk i S-ka
Rok wydania: 2006 (Świat), 2013 (Polska)
Tłumaczenie: Leszek Erenfeicht
ISBN 978-83-7785-119-7
Ilość stron: 544    Format: 135x205 mm


    Już 5. lipca do polskich kin wkroczy najnowsza produkcja w reżyserii Marca Fostera. Nowe widowisko z zombie w roli głównej o tytule „World War Z” zainspirowane zostało powieścią pewnego amerykańskiego scenarzysty- Maxa Brooksa, który najpierw rozpisywał się w historiach „Ligi Sprawiedliwych”, a także rozbawiał widzów dzięki tworzeniu „Saturday Night Live”, aby za chwilę zaszokować i przerazić świat jednym z najoryginalniejszych i najbardziej przydatnych poradników wszech czasów- „Zombie Survival”. Uważajcie! Wojna z mięsożernymi zombie nadchodzi!
    Początek końca zaczął się niepozornie i całkiem zwyczajnie. Nikt nie spodziewał się jednak, że tajemnicze schorzenie może mieć takie konsekwencje. Ludzie zaczęli się przemieniać, zaczęli się rozkładać, zaczęli być agresywni. Bez przeszkód potrafili posilić się ciałem innego człowieka. Rząd bezradnie rozkładał ręce, a wojsko wzięło się do roboty. Ci, którzy ocaleli z epidemii zombizmu postanowili opowiedzieć swoje historie dziennikarzowi. Teraz z tymi zapiskami z najgorszych chwil Wojny Totalnej, Pierwszej Wojny Z zapoznać może się każdy, kto tylko ma na to ochotę.
   „World War Z” to lektura dość niecodzienna i napisana w dość nietypowy sposób. To zdecydowanie wyróżnia ją na rynku czytelniczym, aczkolwiek nie koniecznie każdemu przypasować musi ten sposób przekazu. Jedni lubią wiersze, inni prozę, a jeszcze inni reportaże. Ci ostatni będą mieli ogromną radość z zagłębiania się w tę powieść. Można w zasadzie uznać, że jest to taka spora antologia króciutkich opowiadań, które przekazują wieści z globalnej walki z nowym i nie do końca niespodziewanym zagrożeniem, jakim są zombie. Forma całkiem fajna, dobrze pomyślana, bowiem bez przeszkód możemy poczuć prawdziwość tych historii. Jednakże pojawia się w niej mały problem, który nie dla każdego będzie łatwy do przejścia.
    Gdy widzimy zombie, gdy o uszy obije nam się nazwa- zombie, przed oczami staje nam może krwi, flaki, niesamowity pociąg do mózgów, innymi słowy- brutalność, brutalność i jeszcze raz brutalność! Zaskakujące jest to, że w „World War Z” jest tego tak mało. Oczywiście, okrucieństwo ukryte jest tutaj pomiędzy kolejnymi opowieściami, aczkolwiek spośród nich wszystkich mało jest tutaj takich z pierwszej ręki, usłyszanych z ust zwykłego szarego człowieka. Większość z nich to opowieści żołnierzy, którzy przygotowują się do walki. Oczywiście, na swój sposób jest to ciekawe, przynajmniej dla miłośników militariów, ale z drugiej całkowicie odpychające i takie... zdystansowane, może nawet i zanudzające- przede wszystkim ciężkie do przebrnięcia dla zwykłego szaraczka, którego to nie interesuje. Z pewnością jednak na plus przemawia to, że tak wielkie urozmaicenie co do regionów, a także typu osób możemy spojrzeć na jeden problem z zupełnie różnych stron. Człowieka, który pamięta swojego chorego przyjaciela, innego, którego przeraził widok zarażonego psa, czy nawet właśnie tego u władzy, którzy szykuje się do ataku. Ostatecznie daje tych kilkadziesiąt historyjek spaja się w jedność dając całkiem sensowną całość dzieląc powieść na kolejne etapy wojny.
    W końcu każdy z nas dostrzeże, że nie jest to jedynie powieść o zombie. Rozgrywają się tutaj prawdziwe ludzkie dramaty, kiedy to człowiek traci to co dotychczas było mu znane i musi przystosować się do nowego świata, a także unaoczniają się nieprawidłowości naszego świata. Ignorancja wobec narodu, a także swoista bezsilność. Wszystko to w obliczu straszliwej tragedii nie do ogarnięcia, która uzmysławia nam, że bez względu na to jak silnie będziemy walczyć nie ma tu mowy o całkowitym wyleczeniu. Niczym w „The Walking Dead” Kirkmana chodzi przede wszystkim o to, aby przeżyć.
     Najnowsza powieść Maxa Brooksa, to nie do końca to, co spodziewałam się przeczytać. Okazało się, że zamiast straszliwych zombie dostałam prawdziwie męczącą lekturę. To tylko świadczy o tym, że „World War Z” nie jest książką dla każdego. I choćby nie wiadomo, jak bardzo sympatyzować żywych umarłych, to problemem będzie przejście przez te wysoce rozbudowane opisy, które bardzo często nic nie wnoszą do fabuły. Jednakże, gdzieś pomiędzy tymi licznymi opowieściami ukazującymi najrozmaitsze reakcje na epidemię i walkę z zombizmem, skrywają się prawdziwe mądrości, które wspomogą nas nie tylko podczas walki z tak okrutnym przeciwnikiem, jakim jest zombie pragnący naszego móżdżku!

Ocena: 3/6

Recenzja dla portalu IRKA!

środa, 2 stycznia 2013

1011. Przeminęło z wiatrem, reż. Victor Fleming

Oryginalny tytuł: Gone with the Wind
Reżyseria: Victor Fleming
Scenariusz: Sidney Howard
Na podstawie: powieści Margaret Mitchell "Przeminęło z wiatrem"
Zdjęcia: Ernest Haller
Muzyka: Max Steiner, Richard Wagner
Kraj: USA
Gatunek: Melodramat, Kostiumowy
Premiera:  15 grudnia 1939 (Świat) 27 lutego 2010 (Polska na DVD)
Obsada:  Vivien Leigh, Clark Gable, Leslie Howard, Olivia de Havilland, Hattie McDaniel, Butterfly McQueen, Thomas Mitchell, Barbara O'Neil, Evelyn Keyes, Ann Rutherford, Carroll Nye

Data wydania DVD: 23 listopada 2012
Dystrybutor: Galapagos

Wersja wydania: 5-płytowe
Wydanie w boxie: "Złoty wiek kina - Romanse wszech czasów"






    Produkcja powszechnie uważana za jedną z najlepszych w historii kina. Jedyny film trwający niespełna cztery godziny, który nagrodzony został statuetką Oscara w kategorii tego najlepszego w 1940 roku. Tytuł, za którego prawa do emisji stacja CBS zapłaciła 35 milionów dolarów. Obraz, gdzie przez plan przewinęło się kilku reżyserów, ale to Victor Fleming miał największy swój udział w jego powstaniu. Oj tak, „Przeminęło z wiatrem” to legendarna już ekranizacja wspaniałej powieści Margaret Mitchell, która uwiodła i poruszyła miliony oraz z wielkim łomotem wpisała się w historię kina.

czwartek, 27 grudnia 2012

1009. Casablanca, reż. Michael Curtiz

Reżyseria: Michael Curtiz
Scenariusz: Casey Robinson, Julius J. Epstein, Philip G. Epstein, Howard Koch 
Na podstawie: sztuki Murraya Burnetta i Joan Alison „Everybody Comes to Rick's” 
Zdjęcia: Arthur Edeson 
Muzyka: Max Steiner 
Kraj: USA   
Gatunek: Melodramat, Kryminał 
Premiera: 26 listopada 1942 (Świat) 25 września 2009 (Polska)
Obsada: Humphrey Bogart, Ingrid Bergman, Paul Henreid, Claude Rains, Conrad Veidt, Sydney Greenstreet, Peter Lorre

Data wydania DVD: 23 listopada 2012
Dystrybutor: Galapagos
Wersja wydania: 5-płytowe
Wydanie w boxie: "Złoty wiek kina - Romanse wszech czasów"
Dodatki:  Reportaż "Wspomnienia z dzieciństwa"; Niedawno odkryte sceny dodatkowe i ujęcia niewykorzystane ; Galeria niewykorzystanych motywów muzycznych z sesji nagraniowych; Sylwetka Bogarta: Lauren Bacall ze wzruszającą szczerością wspomina męża i jego filmy; Lauren Bacall przedstawia: "Musisz to pamiętać: W hołdzie Casablance"; Radiowa adaptacja filmu z udziałem trojga odtwóców głównych ról; "Who holds tomorrow?": premierowy odcinek serialu TV z 1955r, który powstał na kanwie filmu; Rysunkowy hołd: "Marchewblanca" z udziałem Królika Bugsa i innych bohaterów kreskówek; Galeria produkcyjna; Interaktywne menu

     Czasem wstyd jest się przyznać do tego, że nie oglądało się największych klasyków światowego kina, tak bardzo zachwalanych przez krytyków. Nie wiem jednak, czy gorsze nie jest wyznanie, że po nadrobieniu zaległości dotyka nas ukłucie zawodu. „Casablanca” w reżyserii Michaela Curtiza jest jednym z takich filmów. Nagrodzony Oscarem w 1944 roku w tych najważniejszych kategoriach, zajmujący zaszczytne 3 miejsce na liście najlepszych amerykańskich filmów wszech czasów, a także 32 na tej dotyczącej najbardziej inspirujących produkcji, a jednak po seansie odczuwamy niedosyt, nie oznacza, to jednak, że tytuł jest zły, ale wzbija się jedynie odrobinę ponad przeciętność. 
    Francuska Casablanca w samym sercu Maroka, okupywana jest przez Niemieckie oddziały. Jest to miejsce szmuglowania wartościowych przedmiotów, a także wywozu ludzi poza granice kraju i dawaniu im nowego życia z dala od wojennych działań. W centrum tych wydarzeń jest kawiarnia Ricka Blaine'a (Humphrey Bogart). Kiedy pewnego dnia spotyka tu swoją ukochaną sprzed lat- Ilsę (Ingrid Bergman), odżywają wspomnienia płomiennego francuskiego romansu. Kobieta, tak jak i wtedy we Francji, skrywa tajemnicę, która zmusi ich do podjęcia decyzji. Decyzji, które zaważą nie tylko na ich wspólnym losie, ale także na przyszłości świata.

piątek, 20 kwietnia 2012

936. Captain America: Pierwsze starcie, reż. Joe Johnston

Oryginalny tytuł: Captain America: The First Avanger
Reżyseria: Joe Johnston
Scenariusz: Stephen McFeely, Christopher Markus
Na podstawie: komiksu Jack'a Kirby'ego i Joe Simona
Zdjęcia: Shelly Johnson
Muzyka: Alan Silvestri
Kraj: USA
Gatunek: Akcja, Sci-Fi
Premiera światowa: 22 lipca 2011
Premiera polska: 05 sierpnia 2011 

Obsada: Chris Evans, Hayley Atwell, Hugo Weaving, Stanley Tucci, Tommy Lee Jones, Dominic Cooper, Toby Jones, Neal McDonoug 

             Po tym jak widzowie poznali Tony’ego Starka jako Iron Mana, Thora oraz Bruce’a Bannera jako Hulka przyszedł czas, aby świat poznał pierwszą postać komiksową od Marvela, czyli Kapitana Amerykę, a tak właściwie to – Steve’a Rogersa. Ekranizacji jednego z pierwszych komiksów podjął się Joe Johnston, którego pokochaliśmy za film „Jumanji”. To właśnie on podjął się przełożenia bohatera II wojny światowej na wielki ekran i tym sposobem powstał „Captain America: Pierwsze starcie”. Niestety, produkcji tej daleko do świetności, a inne filmy prezentujące bohaterów wchodzących w skład grupy Avengers, zdecydowanie biją go na głowę.
       Steve Rogers (Chris Evans) ze wszystkich sił stara się dostać do armii i walczyć w obronie kraju w czasie drugiej wojny światowej. Niestety, jest zdecydowanie za niski i za chudy. Jednakże jest pewien człowiek, który w końcu dostrzega w małym mężczyźnie wielki potencjał, a tym człowiekiem jest dr Abraham Erskine (Stanley Tucci). Daje mu on szansę znalezienia się w armii i stania się jednym z najsilniejszych żołnierzy jakich widział świat. Przeprowadza na nim eksperyment, który nie tylko zamienia jego chuderlawe witki w muskularne ciało, ale nadaje mu też ogromną siłę i zwinność. Kiedy po eksperymencie dochodzi do tragedii projekt zostaje zamknięty, a sam Rogers staje się paradującym w kostiumie gwiazdorem- Kapitanem Ameryką. W końcu jednak zrywa ze swoim dotychczasowym zajęciem i staje w jednym szeregu z żołnierzami, aby obalić tyranię przywódcy grupy Hydra – Schmidtowi (Hugo Weaving).

wtorek, 28 lutego 2012

909. Inwazja: Bitwa o Los Angeles, reż. Jonathan Liebesman

Oryginalny tytuł: Battle: Los Angeles
Reżyseria: Jonathan Liebesman
Scenariusz: Christopher Bertolini
Zdjęcia: Lukas Ettlin
Muzyka: Brian Tyler
Kraj: USA
Gatunek: Sci-Fi, Akcja
Premiera światowa: 08 marca 2011
Premiera polska: 18 marca 2011
Obsada: Aaron Eckhart, Michelle Rodriguez, Ramon Rodriguez, Bridget Moynahan, Ne-Yo, Michael Peña, Lucas Till, Cory Hardrict, Adetokumboh M'Cormack, Jim Parrack i inni

    Twórcy filmowi chyba nie darzą naszej planety zbytnią sympatią. Wciąż tylko rzucają na nią jakieś katastrofy i co chwila atakują ją przez kosmitów. To zawsze się sprzedawało i zawsze sprzedawać się będzie. Tym samym tokiem rozumowania poszedł reżyser Jonathan Lebesman („Gdy zapada zmrok”), który stworzył film „Inwazja: Bitwa o Los Angeles” na scenariusza Christophera Bertoliniego. Jednakże kiedy już tworzy się kolejny film o inwazji kosmitów na planetę Ziemia trzeba bardzo uważać, aby się nie powtarzać, aby wymyślić coś innowacyjnego. Niestety, tej produkcji się to nie do końca udało.
     Akcja filmu rozgrywa się w Los Angeles, gdzie dochodzi do inwazji ze strony przybyszów z kosmosu, tak samo jak w innych większych miastach na świecie. Kosmici przybywają do nas, aby odebrać nam najcenniejszy zasób jakim jest woda, która także dla nich stanowi nieodzowne źródło przetrwania. Wojsko wysyła grupy Marines na ulice Los Angeles, aby odnaleźli ocalałych i bezpiecznie dostarczyli do azylu. Mają na to jedyne trzy godziny póki miasto nie zostanie zbombardowane. Dowódcą jednej z grup jest Podporucznik William Martinez (Ramon Rodriguez), dla którego jest to pierwszy dzień na nowym stanowisku. Pomaga mu weteran wojenny sierżant sztabowy Michael Nantz (Aaron Eckhart), który nie ma zbyt dobrej opinii wśród żołnierzy. Razem z ekipą wyruszają na ulicę, gdzie muszą nie tylko stawić czoła najeźdźcom i uratować cywili, ale także zmierzyć się z własnymi demonami i słabościami.