NOWOŚCI
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą western. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą western. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 4 lutego 2016

1201. Nienawistna ósemka, reż. Quentin Tarantino

      Reklamuje się go jako ósmy film samego mistrza, Quentina Tarantino. Sam twórca zapowiada, że po zakończeniu produkcji „Nienawistna ósemka” powstaną jeszcze jedynie dwa jego obrazy. Po gangsterskich porachunkach, po powrocie do wojennej przeszłości, po historiach o niewolnictwie, w których to wydobywał wszystko co najlepsze z obsady, przyszedł czas na nienawistnych westernowych bohaterów, którzy to nie zachwycają tak jak poprzednicy.
      Zbliża się zamieć śnieżna. Pomiędzy zaspami przemieszcza się dyliżans, którego celem jest dotarcie do Red Rock. W pojeździe tym jeden z najsłynniejszych łowców głów, John „Szubienica” Roth (Kurt Russell) a wraz z nim kobieta, za którą ma dostać 10 tysięcy dolarów. Na jego drodze staje inny sławetny łowca- Major Marquis Warren (Samuel L. Jackson), którego koń padł trupem z wycieńczenia, a do przewozu wciąż pozostało trzech martwych poszukiwanych. Chcąc schronić się przed trudnymi warunkami pogodowymi trafiają do Pasmanterii Minnie i tym sposobem wplatają się w nieoczekiwane, bardzo krwawe wydarzenia.
       Filmy Quentina Tarantino zawsze są przynajmniej dobre (choć osobiście doczepiłam się do „Kill Billa 2”). Jego passa trwa od wielu lat, bez względu na to, czy tworzy produkcje pełnometrażowe, czy krótkie obrazy. Ten człowiek sprawdza się zarówno w scenariuszach, w reżyserii, czy jako aktor- choć w tej ostatniej roli widujemy go niezwykle krótko. Cóż więc jest nie tak z „Nienawistną ósemką”, która pomimo swojej rewelacyjności w ogóle nie zachwyca, tak jak poprzednie tytuły? Oglądanie dotychczasowych filmów było prawdziwą przyjemnością, natomiast w tym przypadku... na pewnym etapie stało się męczarnią ciężką do przejścia. 
Jest przecież genialna historia, choć obłożona dość dziwnymi rozwiązaniami nawiązującymi m.in. do kingowego „Łowcy snów”. Momentami pojawia się zamiłowanie Tarantino do krwistych steków, rozlewu krwi i tak absurdalnych scen, jak chociażby wizualizacja spotkania Warrena z synem generała Smithersa, gdzie wciąż nie wiem, czy było to na serio, czy stanowiło jakiś wulgarny żart scenarzysty. Momentami jest faktycznie zabawnie i jest to miejsce na humor wywołujący salwę śmiechu na sali- bo przecież trudno się nie ryknąć śmiechem na widok każdego przyłożenia serwowanego Daisy, a przede wszystkim ciągu wydarzeń z dyliżansu zapoczątkowanego przez list. Momentami obraz wlecze się niemiłosiernie, zdecydowanie przynudzając, ale dając tym samym sposobność skupienia się na dialogach, a nie ma co ukrywać są one rewelacyjne. W tej kwestii Tarantino jest niemalże mistrzem, bo cóż z tego, że obraz jest w większości przegadany, skoro dyskusje bohaterów są niezwykle interesujące i tak świetnie nakręcają klimat...
     … klimat tak bardzo mroźny i surowy! Cudowne zdjęcia Richardsona, rewelacyjnych plenerów, gdzie śniegu mamy po kolana. To jedyny w moim życiu western, w którym więcej jest z syberyjskich mrozów niż pustynnego słońca. Jednakże to co najważniejsze jest w nim zachowane. Zimowa opowieść jest jak najbardziej w porządku, gdyż idealnie podsyca napięcie w tym filmie. Świetnie sprawia się tutaj charakteryzacja postaci, a Samuel L. Jackson ma chyba najfajniejszy kubraczek ze wszystkich. Brawo! Co tutaj jednak porywa najbardziej? Oj, zdecydowanie muzyka skomponowana przez świetnego Ennio Morricone. Ten człowiek jest po prostu niesamowity. Współpracował już z Tarantino przy okazji „Bękartów wojny”, wtedy jakoś pominięto go przy wszystkich możliwych muzycznych nominacjach do nagród. Teraz znowu ma szansę zabłysnąć, Złoty Glob już zgarnął i całkowicie zasłużenie. Motyw przewodni po prostu zwala z nóg! Tyle w nim nienawiści, że to aż boli. Reszta ścieżki muzycznej nie pozostaje na przeciętnym poziomie. Innymi słowy, film Quentina tym razem zachwyca również i muzycznie. 
      Świetne w tej produkcji jest to, że mistrzu angażuje do filmu same gwiazdy. Z Samuelem L. Jacksonem współpracował nie pierwszy raz, a człowiek ten po prostu... był całym tym filmem. Każda scena, która skupiała się na jego personie była rewelacyjna. Grał całym sobą, nie tylko ciałem, nie tylko głosem, ale również i własną twarzą. Stworzył naprawdę przekonującą i mocno zadziorną postać, której ciężko było nie polubić. To chyba kwestia poczucia humoru i inteligencji, bo tych rzeczy mu nie brakowało. Bardzo dobrze sprawował się on w duecie z Kurtem Russellem. Ten jako Szubienica zachwycał z każdą chwilą coraz bardziej. Mocno zaczął i równie mocno skończył. Aż trudno było poznać w nim słabo wyróżniającego się dotychczas Russella. Tym razem zabłysnął, niczym nowo rodząca się gwiazda. A z każdym przyłożeniem w stronę Jennifer Jason Leigh zyskiwał sympatię widza. Ta z kolei równie krnąbrna jak i reszta załogi. Intrygowała swoją osobą od pierwszej chwili, kiedy ujrzeliśmy ją na ekranie. Przywitała nas wielkim limem pod okiem i rasistowskim dowcipem, rozbrajając, choć też nie zyskując sympatii. Dobra rola, ale czy na miarę Oscara, do którego została wytypowana? Wątpliwe. Z tej obsady nagroda bardziej należy się Jacksonowi, ale niestety nie jest on kobietą, a w jego kategorii wszystkie typy już obsadzone. 
       Szkoda, że podsumowując osiągnięcie Quentina Tarantino, jakim jest „Nienawistna ósemka”, nie można użyć słowa „arcydzieło”. Szkoda, bowiem film miał świetne przesłanki, aby się nim stać. Tarantino napisał bardzo ciekawą historię, dołożył do tego genialne dialogi, stworzył w tym wszystkim pewnego rodzaju tajemniczość i udało mu się zbudować dobre napięcie. Angażując rewelacyjnych aktorów, uwydatniając w filmie ich największe walory i skupiając swoją uwagę na genialnym Samuelu L. Jacksonie również nie popełnił błędu. Do tego mamy niesamowity klimat, tak mroźnego filmu nie było od czasu „Everestu”. Co więc tutaj nie gra? Prawdopodobnie to, że sam twórca niepokornie wychwalał swój film wniebogłosy, podczas gdy obraz choć bardzo dobry- nie powala. 
 
Ocena: 8/10

Oryginalny tytuł: The Hateful Eight / Reżyseria: Quentin Tarantino / Scenariusz: Quentin Tarantino / Zdjęcia: Robert Richardson / Muzyka: Ennio Morricone / Obsada: Samuel L. Jackson, Kurt Russell, Jennifer Jason Leigh, Walton Goggins, Demián Bichir, Tim Roth, Michael Madsen, Bruce Dern, James Parks, Channing Tatum / Kraj: USA / Gatunek: Western
Premiera: 07 grudnia 2015 (Świat) 15 stycznia 2016 (Polska)

czwartek, 31 grudnia 2015

SZORTy #25: Rain Man, Psychoza, Strzelby dla San Sebastian

 
Punkt #8. Film, który zawsze chciałeś obejrzeć, ale nigdy nie miałeś okazji
Oryginalny tytuł: Rain Man | Reżyseria: Barry Levinson | Scenariusz: Ronald Bass, Barry Morrow | Obsada: Dustin Hoffman, Tom Cruise, Valeria Golino, Gerald R. Molen, Michael D. Roberts, Lucinda Jenney | Kraj: USA | Gatunek: Dramat, Komedia
Premiera: 12 grudnia 1988 (Świat) 31 grudnia 1988 (Polska)
Ocena: 8/10
 
      Kultowa produkcja Levinsona, wielokrotnie nagradzana przez krytyków, pogrążyła wszystkich konkurentów w drodze po Oscary. W 2006 roku Amerykański Instytut Filmowy umieścił „Rain Mana” na liście najbardziej inspirujących filmów wszech czasów. Nie trudno go pokochać, więc dlaczego czekałam z seansem tak długo?
      Młody mężczyzna traci ojca, z którym od dłuższego czasu nie utrzymywał kontaktu. Ku jego zaskoczeniu nie odziedzicza całego jego majątku, a jedynie drobną częścią. Wyrusza do miejsca, w którym znajduje się prawdziwy spadkobierca ogromnej fortuny i tym sposobem poznaje swojego autystycznego starszego brata.
      Niesamowity film o braterskiej miłości i odkrywaniu prawdziwego szczęścia w życiu. Niepozorny początek, który szybko i zaskakująco odmienia bieg całej historii. Charlie poznaje swojego starszego brata Raya, który pomimo swojej choroby okazuje się być niezwykłym człowiekiem. Jego przypadłość zrobiła z niego geniusza, więc swoim umysłem zachwyca widzów na każdym kroku. Szybkość liczenia, niesamowita pamięć, czyli wszystko to, co mogłoby się przydać, aby zarobić trochę grosza. Z początku Charlie denerwował swoimi niecnymi zamiarami wobec swojego schorowanego brata. Łatwiej było go znienawidzić, niż zrozumieć, w czym tkwił tak naprawdę problem. Pod pewnymi względami jest to bardzo schematyczna fabuła, bowiem teraz co rusz spotykamy produkcje, w których zawsze musi się coś zmienić, gdy tylko człowiek przejrzy na oczy i dostrzeże prawdziwy sens życia. Świetnie się patrzy na to, jak chory człowiek pomaga całkowicie zdrowemu odkryć szczęście i je zrozumieć. Bardzo wzruszający moment, przy którym pewnie nie jedna osoba uroniła łzę. Nic jednak, nawet muzyka Hansa Zimmera- dopiero zaczynającego wówczas karierę w show biznesie, nie zachwyca bardziej niż jeden człowiek- Dustin Hoffman. Niesamowita odwaga, aby zagrać rolę autystycznego mężczyzny. Genialna kreacja, w którą włożył całego siebie i przekonał każdego. Nie należało to z pewnością do najłatwiejszych, więc zdecydowanie zasłużył sobie na statuetkę Oscara. Tak samo, jak cudowny jest Hoffman, tak też cudowność bije od całego filmu. Tak uroczego, tak wzruszającego i naprawdę przejmującego obrazu dawno nie widziałam. Pomimo wszystko zachwycający!

Punkt #16. Film Alfreda Hitchcocka
Oryginalny tytuł: Psycho | Reżyseria: Alfred Hitchock | Scenariusz: Joseph Stefano | Obsada: Anthony Perkins, Vera Miles, Janet Leigh, John Gavin, Martin Balsam, John McIntire, Simon Oakland | Kraj: USA | Gatunek: Thriller
Premiera: 16 czerwca 1960 (Świat) 31 grudnia 1960 (Polska)
Ocena: 8/10

     Film tak kultowy, że o jego wspaniałości nie wypada dyskutować. „Psychoza” to jeden z wielu wielu produkcji słynnego mistrza grozy Alfreda Hitchocka. Klasyka gatunku, wciąż żyjąca pełną piersią.
     Sekretarka ma na weekend zdeponować pieniądze klienta w banku. Jednakże, wizja szybkiego wzbogacenia się jest bardzo kusząca i zamiast do banku jedzie do rodziny. Zatrzymuje się w pobliskim motelu prowadzonym przez psychopatę.
     Oglądając takie filmy jak „Psychoza” żałuje się, że nie urodziło się wcześniej, w czasach kiedy kino dopiero zaczyna zachwycać widzów albo chociaż zacząć przygodę filmową od takich obrazów. Film Hitchcocka bez wątpienia jest interesującym dziełem, które wpływa na naszą wyobraźnię. Sama fabuła intryguje widza, a czarno-biały obraz zdecydowanie pogłębia uczucie niepokoju i przytłoczenia. Historia nie należy do najbardziej banalnych, ale też i nie do szczególnie zaskakujących. Rozwój wydarzeń, śledztwo, to uczucie grozy- wszystko ma określony cel i jest całkiem spójne. Jednakże biorąc pod uwagę to ile filmów już człowiek obejrzał to finał nie jest aż tak szokujący. To zdecydowany prekursor twista sytuacyjnego, który ma wstrząsnąć widzem. Psychologiczne podejście do tematu... trochę zagmatwane, trochę to wszystko wygląda jak wykład przedstawiający jedynie suche fakty. W scenie rozpoznania nie ma już żadnej tajemnicy- niestety. Nic jednak nie przebije ostatniej sceny. Czy ktoś potrafi przekazać więcej emocji niż Norman za pomocą jednego spojrzenia? Nagle zrozumiałe stało się zamiłowanie do jego postaci, bo nie dość, że enigmatyczna, to w dodatku zagrana na wysokim poziomie. Świetne!

Punkt #33. Spaghetti western
Oryginalny tytuł: La Bataille de San Sebastian | Reżyseria: Henri Verneuil | Scenariusz: Miguel Morayta, Ennio De Concini, Serge Gance | Obsada: Anthony Quinn, Charles Bronson, Sam Jaffe, Silvia Pinal, Anjanette Comer, Jaime Fernandez, Jorge Martinez de Hoyos | Kraj: Francja, Meksyk, Włochy | Gatunek: Western
Premiera: 20 marca 1968 (Świat)
Ocena: 6/10

     Jeden z moich najbardziej znielubionych gatunków filmowych. Indianie kontra kowboje kontra zwykli meksykańscy ludzie w produkcji mało znanego tureckiego reżysera. Henri Verneuil wbija się w spaghetti western dostarczając „Strzelby dla San Sebastian”.
     Władze Meksyku chętnie zobaczyłyby go w lochach lub na stryczku, jednakże pewien stary zakonnik postanawia uratować mu życie i wyjeżdżając do San Sebastian ukrywa go w swoim powozie. Docierając na miejsce znajdują jedynie ruiny starego kościoła, opustoszałe domostwa i ludzi pragnących posłać kule w ich piersi.
     Z niewiadomych mi przyczyn nie przepadam za westernami. Nigdy nie sięgam po tytuły z tego gatunku, chyba, że z przypadku. Jednakże wyzwanie to wyzwanie, trzeba rozszerzać horyzonty. Wbrew mojemu przekonaniu nie każda historia tego typu musi być napakowana banałami. Nie ma tutaj typowego starcia kowboje kontra Indianie, a szkoda. Większość fabuły opiera się na religii i tym co ludzkie wyznanie robi z człowiekiem. Fascynujący jest to obraz społeczeństwa prawdziwie oddanego kościołowi, ślepo idącego za decyzjami, prośbami, poświęcającego każdą chwilę, aby mu służyć. Taka solidarność jest niezwykle ujmująca. Aczkolwiek twórcy tutaj płatają figle logicznemu myśleniu i pokazują tych ludzi niczym szalenie zmienne istoty, które w jednej chwili podążają za swoim zakonnikiem, a w drugiej uciekają, gdzie pieprz rośnie, gdy coś nie idzie po ich myśli. Inną głupotą jest tutaj uzbrojenie po uszy zwyczajnych ludzi, zawierzeniu słowom „zakonnika” i przejście wielu dni, aby pomóc w obronie miasta. Dziwne wykorzystuje się tutaj patenty, a wprowadzenie tu jeszcze wątku romantycznego jest już totalnym przegięciem. O dziwo film fajnie się ogląda, w szczególności jak przychodzi popatrzeć na podstarzałego już Anthony'ego Quinna, który wciąż daje radę, choć momentami potwornie nuży. Nie ma tutaj wielkich starć Indian z ludźmi, ale jak już do jednego dochodzi to trwa i trwa i trwa. Dla jednych może być to męczące, a dla innych stanowić kwintesencję całego filmu. Ja wiem jedno, obraz Verneuila nie nakierował mnie na ścieżki westernu.

środa, 4 marca 2015

SZORTy #13: Milion sposobów jak zginąć na Zachodzie, Histeria, Wykapany ojciec

Oryginalny tytuł: A Milion Ways to Die in the West | Reżyseria: Seth MacFarlane | Scenariusz: Seth MacFarlane, Alec Sulkin, Wellesley Wild | Obsada: Seth MacFarlane, Charlize Theron, Liam Neeson, Amanda Seyfried, Neil Patrick Harris, Giovanni Ribisi | Kraj: USA | Gatunek: Komedia, Western
Premiera: 29 maja 2014 (Świat) 30 maja 2014 (Polska)
Ocena: 1/10

czwartek, 13 lutego 2014

SZORTY #4: Minionki rozrabiają, Jeździec znikąd, Blue Jasmine

Oryginalny tytuł: Despicable Me 2 | Reżyseria: Pierre Coffin, Chris Renaud | Scenariusz: Ken Daurio, Cinco Paul | Dubbing polski: Marek Robaczewski, Izabella Bukowska, Miłogost Reczek, Lena Ignatjew-Zielonka, Magdalena Wasylik, Helena Englert, Zbigniew Konopka | Kraj: USA | Gatunek: Animacja, Familijny, Komedia
Premiera: 12 lipca 2013 (Świat) 07 czerwca 2013 (Polska)
Ocena: 7/10

wtorek, 22 stycznia 2013

1018. Django, reż. Quentin Tarantino

Oryginalny tytuł: Django Unchained
Reżyseria: Quentin Tarantino
Scenariusz: Quentin Tarantino
Zdjęcia: Robert Richardson
Muzyka: ???
Kraj: USA
Gatunek: Dramat, Western
Premiera: 25 grudnia 2012 (Świat) 18 stycznia 2013 (Polska)
Obsada: Jamie Foxx, Christopher Waltz, Kerry Washington, Leonardo DiCaprio, Samuel L. Jackson, James Remar, Don Johnson

     Każdy kto w swoim życiu widział choć jeden film Quentina Tarantino nie przestanie oglądać jego produkcji do ostatniej z nich. Jego twórczość charakteryzująca się przesadyzmem, ale również i naznaczona sporą dawką humoru trwale zapisuje się w pamięci, a także w światowej kinematografii. „Django” to kolejny po przebojowych „Bękartach wojny” obraz Tarantino, który ma szansę zdobyć Oscara, ale również i jeden z jego czołowych bohaterów- Christopher Waltz, po raz kolejny ma okazję opuścić salę ze statuetką.

wtorek, 1 maja 2012

933. Kowboje i obcy, reż. Jon Favreau

Oryginalny tytuł: Cowboys & Aliens
Reżyseria: Jon Favreau
Scenariusz: Mark Fergus, Hawk Ostby, Roberto Orci, Alex Kurtzman, Damon Lindelof
Na podstawie: komiksu Scotta Mitchella Rosenberg
Zdjęcia: Matthew Libatique
Muzyka: Harry Gregson-Williams
Kraj: USA
Gatunek: Sci-Fi, Thriller, Western
Premiera światowa: 29 lipca 2011
Premiera polska: 26 sierpnia 2011
Obsada: 
Craig David, Harrison Ford, Olivia Wilde, Sam Rockwell, Adam Beach, Paul Dano, Noah Ringer, Keith Carradine, Clancy Brown

    Kiedy po raz pierwszy mieliśmy okazję usłyszeć o filmie „Kowboje i obcy” z pewnością wielu pomyślało „To nie może się udać!”. Bowiem najnowsza produkcja Jona Favreau, twórcy „Iron Mana” i innych hitów, to połączenie westernu z filmem science fiction. Zderzenie ze sobą dwóch, całkowicie odmiennych światów, które zaprezentował w swoim komiksie Scott Mitchell Rosenberg wydawało się nie być dobrym materiałem na film. Jednakże wszelkie sprzeczności przyciągają do kin, dlatego też „Kowboje i obcy” powaliły kinomaniaków na kolana.
    Pewien mężczyzna (Craig David) budzi się na totalnym odludziu w Arizonie. Jedyne co o sobie wie, to, że umie mówić po angielsku, a jego ramię ozdobione jest tajemniczą bransoletą. W końcu udaje mu się dotrzeć do małego miasteczka, gdzie rozpoznają w nim poszukiwanego Jake’a Lonergana. Od razu trafia do aresztu, gdzie przebywa także syn rządzącego miasteczkiem Woodrowa Dolarhyde’a (Harrison Ford). Wkrótce jednak okazuje się, że Lonergan może być jedynym ratunkiem dla ludności małego mieściny, gdy na jej tereny przylatują statki kosmitów, które bez przeszkód porywają mieszkańców. Jake i Woodrow wraz z innymi wyruszają za śladem kosmitów, aby odnaleźć swoich najbliższych i unieszkodliwić nowych przybyszów.

piątek, 26 listopada 2010

193. SEXiPISTOLS, reż. Joachim Roenning, Espen Sandberg

 Oryginalny tytuł: Bandidas
Reżyseria: Joachim Roenning, Espen Sandberg
Scenariusz: Luc Besson, Robert Mark Kamen
Zdjęcia: Thierry Arbogast
Muzyka: Eric Serra
Kraj: USA, Francja, Meksyk
Gatunek: Komedia, Western
Premiera światowa: 06 stycznia 2006
Premiera polska: 04 sierpnia 2006
Obsada: Penelope Cruz, Salma Hayek, Steve Zahn, Dwight Yoakam, Humberto Elizondo

   Maria i Sara są swoimi przeciwieństwami. Maria mieszkała na farmie z ojcem a Sara niedawno przyjechała z Europy do swojego ojca. Po tym jak ojciec Marii został postrzelony, a ojciec Sary zamordowany dziewczyny postanawiają napaść na bank. Spotykają się w jednym z nich i zostają wspólniczkami. Biorą lekcje u faceta, który dawniej obrabiał banki. Teraz one chcą je okradać, aby wykupić ich ziemie, które zostały zabrane mieszkańcom Meksyku, aby można było wybudować tam kolej.
    W końcu obejrzałam ten film. Już tyle go mam, ale jakoś nie specjalnie mnie do niego ciągnęło, nawet pochlebne opinie innych fanów filmu nie nakłoniły mnie do jego obejrzenia.
    Jak zwykle zaczynam od tytułu. Niestety nie rozumiem dlaczego Polacy, jak zwykle zresztą, zmienili tytuł. Mogli go zostawić w oryginale. Dlaczego? Dlatego, że Maria i Sara tak zostały nazwane w filmie "Bandidas". Wiadomo, że tytuł polski pewnie odnosi się do tego, że to są dwie sexowne laski z pistoletami, ale no nie przesadzajmy. Trochę  mnie to zdenerwowało.
    Film jest jednym z tych filmów, które zawierają w sobie to co powinny. Tak samo jak "Mumia" czy też "Piraci z Karaibów". Mają akcję, mają przygodę, mają wątek miłosny i przede wszystkim humor. Takie wymieszanie jest czymś po prostu niesamowitym i stwarza to pewnego rodzaju klimat filmu.
    Było tutaj wiele śmiesznych wątków, które można by opisać. Mnie najbardziej podobał się fragment, w którym do miasta przybył detektyw, Quentin, aby rozwikłać zagadkę śmierci ojca Sary. Dziewczyny starały się wydobyć z niego jakąś prawdę. Przebrały się za panie do towarzystwa i poszły do jego pokoju :) Tam zrobiły sobie z nim kilka zdjęć, gdy był w negliżu przywiązany do łóżka :) zagroziły, że jak im nie powie prawdy to wyślą zdjęcia do jego narzeczonej. Najlepsze jednak było to jak Sara uczyła Marię całować :) no i oczywiście Quentin był królikiem doświadczalnym :D widać było, że wcale, ale to wcale mu to nie przeszkadza :D i to mnie chyba rozbroiło najbardziej :P
    Innym motywem znowuż było to jak Quentin pomagał dziewczyną w rabowaniu banków :) Było to po prostu niesamowite :D miałam taki ubaw, że szok :) już nie mówiąc o tym, że Sara dostawała ataku czkawki, gdy była czymś za bardzo zestresowana :P
    Niektóre sceny były dla mnie lekkim przegięciem. Jak na przykład Sara w roli Tarzana na linie :P jak to zobaczyłam to od razu tekst "JASNE!" i zaczęłam się śmiać. Tak samo jak Sara musiała skorzystać z łyżek, aby obrabować jeden z banków. I ciekawe, że się nie przewróciła, no ale mniejsza z tym.
    Zaskoczył mnie trochę wątek i więź jaka nawiązała się między Sarą, Marią i Quentinem. Obie się w nim zakochały :) ale cóż, skończyło się to tak jak miało się skończyć, chociaż do końca w sumie miałam nadzieję, że zakończy się to tak jak ja chcę :) ale no niestety nie wyszło.
    Teraz cosik o obsadzie. Napiszę najpierw o pewnym panu :) a mianowicie pan Humberto Elizondo, który grał Gubernatora. Myślałam, że umrę ze śmiechu jak w momencie przypomniało mi się w czym on gra :D a mianowicie grał on w wielu telenowelach :) choćby takiej jak "Biały Welon". Nie mogę uwierzyć, że zagrał w tym filmie :) hehe :D Był to dla mnie szok.
    W głównych rolach zobaczymy Penelopę Cruz jako Marię i Salmę Hayek jako Sarę. Tata mój stwierdził, że Penelopa jest paskudna, ale muszę przyznać, że z mojego punktu widzenia jest ona ładniejsza od Salmy. Rzecz gustu. Spoko wciąż jestem hetero :P Po prostu podoba mi się i sama chciałabym być taka piękna. W roli Quentina zobaczymy Steve`a Zahn`a, którego już mieliśmy okazję zobaczyć przy boku Penelopy w filmie "Sahara". Wszyscy zagrali świetnie i tworzyli zgrane trio :)
    Film podobał mi się, jednak nie oszalałam na jego punkcie. Jest śmieszny, ale nie aż taki jak Piraci, jest sympatyczny i dużo w nim przygody, ale nie aż tak jak w "Mumii".