NOWOŚCI
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą slasher. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą slasher. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 20 sierpnia 2017

SZORTy #45: Nieodebrane połączenie, Następny jesteś Ty, Inkarnacja

Oryginalny tytuł: One Missed Call | Reżyseria: Eric Valette | Scenariusz: Andrew Klavan | Obsada: Shannyn Sossamon, Edward Burns, Ana Claudia Talancón, Ray Wse, Azura Skye, Johnny Lewis, Margaret Cho, Jason Beghe | Kraj: USA, Niemcy, Japonia | Gatunek: Horror
Premiera: 04 stycznia 2008 (Świat) 11 kwietnia 2008 (Polska)
Ocena: 2/10
     Ekranizowanie azjatyckich horrorów nie jest żadnego rodzaju ewenementem. Jedne zóry filmów wypadają lepiej, inne gorzej. Do tej drugi kategorii zalicza się na pewno „Nieodebrane połączenie”, które z niezwykle klimatycznego horroru stało się parodią nie wartą nawet uśmiechu.
     W małym mieście w makabrycznych okolicznościach giną młodzi ludzie. Każda kolejna ofiara znajduje na swojej poczcie głosowej nieodebraną wiadomość, zapowiedź swojej własnej śmierci. Szybko okazuje się, że osoby te znajdowały się w kontaktach na telefonach komórkowych poprzednio zamordowanych. Sprawą interesuje się młody detektyw, który próbuje rozwikłać zagadkę śmierci swojej siostry.
     Historia, która idealnie sprawdzała się w filmie azjatyckim, nawet w trzech kolejnych jego odsłonach, w Ameryce kuleje już przy pierwszym podejściu. Powód? Japońskie mordy są po prostu straszne! A Amerykańskie jedynie tylko wtedy, gdy aktorzy przesadzą z operacjami plastycznymi. To było oczywiste już od dawna, że to właśnie w tym tkwi sekret sukcesu azjatyckich filmów. Twórcy potrafią budować napięcie, stopniując wrażenia i przy okazji odkrywając kolejne elementy układanki. W filmie Valette tego nie ma zasadniczo nic nie ma sensu. Nie ma typowego śledztwa, które doprowadza do szokującej prawdy, nie ma odsłaniania kolejnych sekretów. Wszystko jest owiane tajemnicą i widz nie może stać się detektywem w tej sprawie. Kiedy dochodzi do wielkiej „kumulacji” wrażeń miejsce ma mocno fantastyczna scena, której wykonanie w ten sposób jest całkowicie zbędne, pozbawione jakiegokolwiek klimatu. Tym samym film staje się kolejnym slasherem, w którym młodzi ludzie giną z ręki mordercy. Wcześniej zabijały kasety, strony internetowe, a teraz telefony komórkowe. Oczywisty ruch ze strony ludzi, którzy uważają, że ludzkości odebrany został rozum, kiedy tylko sięgnęli po te luksusowe dobra. Film pozbawiony atmosfery grozy, pozbawiony sensu, a przy tym straszliwie nudny.

Oryginalny tytuł: You're Next | Reżyseria: Adam Wingard | Scenariusz: Simon Barrett | Obsada: Sharni Vinson, Nicholas Tucci, Wendy Glenn, AJ Bowen, Joe Swanberg, Margaret Laney, Amy Seimetz, Ti West, Bob Moran, Barbara Crampton | Kraj: USA | Gatunek: Horror
Premiera: 10 września 2011 (Świat) 06 września 2013 (Polska)
Ocena: 4/10
     Wydawałoby się, że era slasherów już dawno minęła. I wtem pojawia się „Następny jesteś Ty” licząc na to, że będzie kolejnym cravenowym hiciorem. Wingard jednak się przeliczył, bo film pozbawiony jest duszy.
     Kobieta wyjeżdża wraz ze swoim narzeczonym na kolację do posiadłości jego rodziców, na której poznać ma całą jego rodzinę. Na miejscu nie jest jednak tak przyjemnie jak sądziła i choć obwiniać można by o to członków rodziny skaczących sobie do gardeł, to jednak głównymi sprawcami stają się uzbrojeni po uszy psychole.
     Film dość niemrawo podąża naprzód. Każdy z utęsknieniem wyczekuje na dreszczyk emocji inni niż ten towarzyszący rodzinnym kłótniom. I wtem staje się! Rozpoczyna się krwawa rzeźnia zapoczątkowana strzałem z kuszy między oczy szwagra. Tak by się przynajmniej wydawało, ale od jednego zabójstwa do drugiego minąć musi zdecydowanie zbyt długa chwila. Nie ma co się jednak dziwić, bowiem potencjalnych ofiar jest względnie niewiele. Aczkolwiek... sposoby na ukatrupienie rodziny dość niekonwencjonalne, w szczególności jeden spośród nich jest wyjątkowy. Zaskakująco dynamiczny i teoretycznie trzymający z lekka w napięciu, ale głupota goni głupotę, jak zwykle przy tego typu filmach więc nic się nie zmienia, niestety. Objawia się tutaj gwiazda morderstwa, Sharni Vinson, której powódki też są totalnie dziwaczne. Mocno naciągana fabuła nie pomaga, tak samo zresztą jak dziwaczny klimat budowany komicznymi maskami. Jak jednak wiadomo, takowe przerażają najbardziej, ale nie wtedy kiedy tak często korzystano z tego pomysłu. Cały czas liczyłam na jakiś twist. Teoretycznie finał oferuje taki, ale niestety... nie jest to coś czego nie można było przewidzieć. Innymi słowy film nie jest w stanie sprostać oczekiwaniom i niczym się nie różni od klasyków gatunku.

Oryginalny tytuł: Shelter | Reżyseria: Björn Stein, Måns Mårlind | Scenariusz: Michael Cooney | Obsada: Julianne Moore, Jonathan Rhys Meyers, Jeffrey DeMunn, Frances Conroy, Nate Corddry, Brooklynn Proulx | Kraj: USA | Gatunek: Horror
Premiera: 27 marca 2010 (Świat) 23 września 2011 (Polska)
Ocena: 7/10
     Szwedzcy twórcy stawiający pierwsze kroki w kinie grozy. Najpierw „Inkarnacja”, a za chwile kolejna odsłona „Underworld”. I choć sam tytuł przyniósł więcej strat niż zysków, to i tak śmiało można powiedzieć, że jest to jedno z filmowych zaskoczeń.
     Pani psychiatra, specjalizująca się w zaburzeniach osobowości mnogiej. Po utracie męża próbuje na nowo zdefiniować swoje życie wraz z córką. Aby mogła na nowo odnaleźć siebie jej ojciec prosi ją o poradę w sprawie jednego z pacjentów, wykazujący więcej niż jedną osobowość. Prowadząc badania i zagłębiając się coraz bardziej w jego psychikę z przerażeniem odkrywa, że prawdziwą przyczynę jego problemów.
     Lubię oglądać filmy, które okazują się być lepsze niż człowiek początkowo przypuszczał. „Inkarnacja” nie zapowiadała się na nic szczególnego. Film, który premierę miał jakiś czas temu i przeszedł praktycznie bez echa. Słaba promocja, nikt nic o nim nie mówił, czyli zazwyczaj niewielu ludzi po niego sięga. Widać to po słabych wynikach boxoffice. Jednakże okazuje się, że obraz ten staje się zupełnie czymś innym. Świetna gra psychologiczna, która z każdą minutą zamienia się w niesamowity dreszczowiec. Jeżeli ktokolwiek przypuszcza, że bohater Meyersa ma problem z głową... oj, będzie bardzo zaskoczony u finału produkcji! Takie niesamowite twisty sytuacyjne są czymś upragnionym w kinie. Coś co ma drugie dno i nigdy nie jest tym czym wydaje się być, może mocno pokiereszować ludzką psychikę. Duet Moore i Meyers udaje się dopiąć celu. Tworzą specyficzną parę, która igra z naszymi emocjami. Szwedzkim twórcom udało się stworzyć niesamowicie klimatyczny film, który u końca zaczyna lekko gubić się w swoim zamyśle. Psychologiczne igraszki wydają się być tutaj niczym w porównaniu ze starymi wierzeniami i mistyczne rytuały. Finał mocno szokujący i obezwładniający, choć na pewnym poziomie z pewnością do przewidzenia. Gdyby tylko cały motyw poprowadzony został tak jak do połowy filmu, byłoby to arcydzieło kina grozy. Zdecydowanie jest to jeden z tych filmów, który daje nam więcej niżeli moglibyśmy się po nim spodziewać!

czwartek, 21 czerwca 2012

952. Oszukać przeznaczenie 5, reż. Steven Quale

Oryginalny tytuł: Final Destination 5
Reżyseria: Steven Quale
Scenariusz: Eric Heisserer
Zdjęcia: Brian Pearson
Muzyka: Brian Tyler
Kraj: USA, Kanada
Gatunek: Horror
Premiera: 04 sierpnia 2011 (Świat) 12 sierpnia 2011 (Polska)
Obsada: Nicholas D'Agosto, Emma Bell, Miles Fisher, Ellen Wroe, Jacqueline MacInnes Wood, Arlen Escarpeta, P.J. Byrne, David Koechner, Courtney B. Vance, Tony Todd 

    Czy ktoś jeszcze pamięta te czasy skromnego horroru o oszukiwaniu śmierci, który w 2000 roku zaserwował nam James Wong? Wtedy było zupełnie inaczej. Inna mentalność, inna technika pracy wobec czego widz nie musiał cierpieć z powodu nadmiernej wyobraźni twórców. Jednakże wraz z rozwojem serii filmów o tytule „Oszukać przeznaczenie” zaczęto coraz śmielej posuwać się naprzód. Jednakże w pewnym momencie widzowie mieli już dość schematyczności tej historii. Dość mieli także twórcy, a dokładnie Eric Heisserer („Koszmar z ulicy Wiazów” 2010), który w swoim scenariuszu postanowił wprowadzić trochę innowacyjności. Tak więc „Oszukać przeznaczenie 5” to nie tylko historia przedstawiona na ekranie w trójwymiarze, ale również podróż w głąb ludzkich umysłów i odpowiedzeniu na pytanie, do czego to zdolny jest człowiek, aby przetrwać.
     Grupka młodych ludzi wyjeżdża na obóz integracyjny z firmy, w której pracują. Podczas przejazdu mostem, jeden z nich- Sam (Nicholas D'Agosto), ma wizję potężnej katastrofy w wyniku, której wiele osób poniesie śmierć- w tym także i on. Kiedy tajemnicza wizja się kończy i Sam dostrzega ciągłość wydarzeń, która powtarza się w takiej kolejności jak w proroctwie wybiega wraz ze swoją dziewczyną Molly (Emma Bell) z autobusu. Wraz z nim opuszcza go jeszcze kilka osób, które wkrótce stają się świadkami sprawdzenia się przypuszczeń ich kolegi z pracy. Cudem udaje im się uniknąć śmierci, ale ta nie daje im o sobie zapomnieć. Już wkrótce powraca po tych, którzy ją oszukali, a jedynym sposobem na uratowanie się przed kosą jest zastąpienie kimś ich miejsca.

wtorek, 3 kwietnia 2012

929. Krzyk 4, reż. Wes Craven

Oryginalny tytuł: Scream 4
Seria: Krzyk #4
Reżyseria: Wes Craven
Scenariusz: Kevin Williamson
Zdjęcia: Peter Deming
Muzyka: Marco Beltrami
Kraj: USA
Gatunek: Horror
Premiera światowa: 11 kwietnia 2011
Premiera polska: 15 kwietnia 2011
Obsada: Neve Campbell, David Arquette, Courtney Cox, Emma Roberts, Hayden Panettiere, Anthony Anderson, Adam Brody, Rory Culkin, Mary McDonnell, Marley Shelton 
    
    Specjalista od mocnych wrażeń powraca. Wes Craven, znany scenarzysta i reżyser, w szczególności z takich filmów grozy jak „Koszmar z ulicy Wiązów”, czy „Wzgórza mają oczy” po piętnastu latach od kolejnego hitu „Krzyk” powraca z kolejną jego kontynuacją. Wielu współczesnych maniaków horrorów właśnie od tej produkcji rozpoczęło swoją przygodę z mocnym kinem. Film ten wywoływał dreszcz emocji i intrygował fabułą. „Krzyk 4” wydaje się być całkowitym przeciwieństwem pierwszego filmu. Jest niczym tandetny remake, który nigdy nie powinien pojawić się w szerszej dystrybucji.
    Po wielu latach Sidney Prescott (Neve Campbell) powraca do rodzinnego miasteczka Woodsboro, w którym przed laty straciła wielu przyjaciół za sprawą mordercy w przebraniu ducha. Teraz wydaje się, że kobieta uwolniła się od koszmaru młodości, kiedy w rocznicę morderstw przybywa do miasta w celu promocji swojej pierwszej książki. Jednakże wraz z nią do miasta powraca także seryjny morderca. Sidney zatrzymuje się u swojej kuzynki- Jill (Emma Roberts), podczas, gdy jej przyjaciele- szeryf Dewey (David Arquette) i jego, teraz już żona- Gale Weathers (Courtney Cox), próbują rozwikłać kto kryje się pod maską ducha.

sobota, 4 lutego 2012

866. Zbaw mnie ode złego, reż. Wes Craven

Oryginalny tytuł: My Soul to Take
Reżyseria: Wes Craven
Scenariusz: Wes Craven
Zdjęcia: Petra Korner
Muzyka: Marco Beltrami
Kraj: USA
Gatunek: Horror
Premiera światowa: 07 października 2010
Premiera polska: 18 lutego 2011
Obsada: Max Thieriot, John Magaro, Denzel Whitaker, Zena Grey, Nick Lashaway, Paulina Olszynski, Jeremy Chu, Emily Meade, Raúl Esparza, Jessica Hecht


    Wes Craven jest jednym z najbardziej rozpoznawalnych twórców kina grozy na świecie. Spod jego ręki wyszły takie kinowe hity jak „Wzgórza mają oczy”, „Koszmar z ulicy Wiązów”, czy też z nowszych trylogia „Krzyk”. Zawsze sprawnie udało mu się budować napięcie w interesujących historiach, przez co jego filmy przeszły już do klasyki horrorów. Jeżeli ktoś spodziewa się, że jego najnowsza produkcja „Zbaw mnie ode złego” pokaże nam starego Cravena to niestety, bardzo się zawiedzie, gdyż filmowi daleko jest do starych ideałów doczekujących się remake’ów.
    Akcja filmu toczy się jak zwykle wśród grupki młodych nastolatków. Siódemka z nich urodziła się dokładnie tego samego dnia, w którym zaginął znany miasteczkowy morderca zwany Rozpruwaczem (Raul Esparza). Tuż przed domniemaną śmiercią poprzysiągł, że wróci i dokończy swojego dzieła. Co roku od tamtych wydarzeń miasteczko obchodzi dzień Rozpruwacza, co nie tylko przyciąga turystów, ale stanowi także rozrywkę dla lokalnej młodzieży. Młodzi wybrańcy, których chwila narodzin zbiegła się z chwilą śmierci mordercy odprawiają rytuał, który każdy z nich musi przejść, aby morderca nie powrócił z zaświatów i nie zaczął znowu zabijać. W tym roku wybór pada na Buga (Max Thieriot), który od dawna zmaga się z problemami, ale niestety jest on tak przerażony, że nie udaje mu się pokonać kukły Rozpruwacza. Po tej nocy rozpoczyna się seria zabójstw, a morderca za cel wyznaczył sobie wybraną siódemkę.

czwartek, 9 grudnia 2010

510. Piątek trzynastego VII: Nowa krew, reż. John Carl Buechler

Oryginalny tytuł: Friday the 13th Part 7: The New Blood
Reżyseria: John Carl Buechler
Scenariusz: Daryl Haney, Manuel Fidello, Victor Miller
Zdjęcia: Paul Elliott
Muzyka: Harry Manfredini, Fred Mollin
Kraj: USA
Gatunek: Horror
Premiera światowa: 13 maja 1988
Premiera polska: brak danych
Obsada: Kane Hodder, Lar Park-Lincoln, Jennifer Banko, Terry Kiser, Kevin Spirtas, Susan Blu, John Otrin, William Butler, Jeff Bennett, Heidi Kozak

    Jason Voorhees już po raz siódmy ożywa i dokonuje krwawego mordu w okolicach miejsca swojego spoczynku jeziora Crystal. Tym razem nad realizacją filmu czuwał John Carl Buechler, reżyser „Trolla” oraz „Władcy podziemi”. Po obejrzeniu tego filmu zadaje sobie pytanie: dlaczego? Czyżby ta seria cieszyła się aż taką popularnością, że co roku powstawały kolejne bezsensowne filmy o maniakalnym mordercy? Żeby odpowiedzieć na to pytanie musielibyśmy się cofnąć  w czasie, a na to nie mam czasu.
    Mała Tina podczas pobytu na wakacjach ze swoimi rodzicami, będąc świadkiem ich kłótni topi ojca w jeziorze Crystal wykorzystując swoje telekinetyczne zdolności. Po wielu latach powraca nad jezioro, aby wraz ze swoją matką i doktorem Crows`em pozbyć się na zawsze lęków i opanować swoje moce. W sąsiedztwie wolny czas spędza grupka młodych ludzi,którzy przygotowują przyjęcie niespodziankę dla kolegi.  Pewnego wieczoru Tina próbuje wydostać swojego ojca z jeziora, aby zakończyć swój koszar, ale niestety zamiast niego pomaga uwolnić się Jasonowi Voorheesowi, który przed laty został uwięziony na dnie jeziora przez Tommy`ego Jarvisa. Teraz Jason znowu terroryzuje okolicę mordując wszystkich, którzy staną mu na drodze. Niestety nikt nie wierzy Tinie,w związku z czym będzie musiała sama zmierzyć się z Jasonem.
    Już trochę zaczyna mnie nudzić oglądanie tych filmów, ale na szczęście zostały mi już tylko dwa, bo 10 część widziałam już wcześniej. Zawsze zastanawiało mnie to dlaczego takie filmy oglądam zawsze od końca ;P Tak samo było z „Koszmarem z ulicy Wiązów” oraz „Halloween”. Jestem po 7 części „Piątku trzynastego” i normalnie ogłupia mnie ten film. Wciąż to samo. Ten sam schemat. Ciągłe wskrzeszanie Jasona, ja to się zastanawiam nad tym, czy on w ogóle jest człowiekiem, bo już od którejś z części zaczynało być to wątpliwe, no ale to co się tutaj dzieje to już w ogóle przesada.
    Nie jestem do końca pewna w jakim przedziale czasowym umieścić ten film, gdyż nie zostało to tak dokładnie powiedziane. Wydaje mi się, że wydarzenia z dzieciństwa Tiny miały miejsce po tym jak Tommy uwięził Jasona na dnie jeziora. W związku z tym- jak po tylu latach on w ogóle mógł dalej żyć pod tą wodą? Chyba nie chcę poznać żenującej odpowiedzi na to głupie pytanie. Film jest tak naciągany, że aż głupi- po prostu. W pewnych momentach widać, że scenarzystom zabrakło pomysłu na zabójstwa, w związku z czym mieliśmy powtórkę z rozrywki, jak wyrzucanie jednej z ofiary przez okno, co widzieliśmy w czwartej części filmu. To, że Jason nadal był nadczłowiekiem już przestało fascynować. Ogromna siła i nieśmiertelność przestały być intrygujące, a także zaczynały nużyć. Twórcy postanowili uratować film wprowadzając uzdolnioną bohaterkę, co oczywiście miało za skutkować tym, że tylko ona mogła pokonać Jasona. Oczywiście myślałam, że w tej kwestii autorzy trochę poszaleją, ale to co wykonali na koniec filmu to była po prostu przesada nad przesadami. Takich rzeczy to świat nie widział i myślę, że w normalnym świecie raczej by nie zobaczył. No, ale się zobaczy co przyniesie następna część, która niewątpliwie będzie jeszcze bardziej naciągana od poprzedników. Zero napięcia w filmie także trochę irytowało. Najbardziej intrygował mnie wystający kręgosłup Jasona i to jak potargane miał ciuchy. Mógłby się ubrać porządnie do filmu. Przyznam, że na takiego Jasona właśnie czekałam, a nie na głupiego zdeformowanego człowieka chodzącego w schludnych ciuchach. No i w końcu zobaczyliśmy twarz Jasona po wielu latach. Ciekawe. Wyglądał jak Ork z „Władcy Pierścieni”. Od razu on nasunął mi się na myśl. Jest to jednak zdecydowany plus tego filmu. Nawet Harry Manfredini i Fred Molin ze swoją muzyką nie sprostali zadaniu. No, ale dźwięki wciąż pozostawały nieśmiertelne.
    Trudno jest marnować miejsce na obsadę w tym filmie. Mam wrażenie, że są oni tam tylko po to, aby Jason miał kogo zamordować ;P Tym razem Jasona zagrał Kane Hodder i póki co stworzył najlepszą postać Jasona. O ile w ogóle można mówić o kreowaniu postaci z maską hokejową na twarzy, która nic nie mówi. W każdym bądź razie facet występuje w dwóch kolejnych częściach filmu w roli Jasona więc coś musi w tym być, ale o przyszłości w przyszłości. Tina przypadła w udziale Lar Park-Lincoln- co to w ogóle za imię? Ma ona na swoim koncie liczne gościnne wystąpienia w serialach, a także kilka ról w filmach pełnometrażowych, przykładowo w „Uroku mordercy”. Jako Tina była raczej nijaka. Nie wbiła mi się w pamięć za szczególnie. W filmie towarzyszył jej Nick, czyli Kevin Spirtas („Gniew aniołów”). Również był mało przekonujący. Zresztą jak wszystkie te głupie nastolatki w tym filmie. Resztę sobie daruję, ale pewne jest to, że film raczej nie zachwyca pod względem gry aktorskiej.
    Oglądając film naszła mnie myśl, że celem tego filmu jest prawdopodobnie zniechęcenie młodych do przedmałżeńskiego seksu. Skąd ta myśl? Czemu Jason zabija wszystkich, którzy uprawiają miłość w tych filmach? Oczywiście giną też inne osoby, ale jak widzę w tym filmie scenę łóżkową to od razu wiem, że dane osoby zginął. Nie wiem czy to dlatego, że potem są łatwymi ofiarami dla Jasona, czy on po prostu ma coś przeciwko stosunkom. A może to jakiś Kosiarz kochanków? Kto to wie. Sam nie może mieć to innym też nie daje takiej możliwości :D W każdym bądź razie film jest taki żenujący, że aż dziwne, ale w sumie widziałam chyba ze 100 gorszych filmów do tego, więc ocenę wystawiam taką a nie inną. Uważajcie na to, gdzie i z kim się szlajacie. Wyrzekajcie się seksu przed ślubem, bo inaczej Jason przyjdzie i Was wykończy :D Tym optymistycznym akcentem kończę dzisiejszy wywód.
Ocena: 4/10      

poniedziałek, 8 listopada 2010

070. Tamara, reż. Jeremy Haft, David Sporn

Reżyseria: Jeremy Haft, David Sporn
Scenariusz: Jeffrey Reddick
Zdjęcia: Scott Kevan
Muzyka: Michael Suby
Kraj: USA, Kanada
Gatunek: Horror
Premiera światowa: 23 października 2005
Premiera polska: brak
Obsada: Jenna Dewan, Katie Stuart, Matthew Merdsen, Sarah Thompson, Chad Faust, Gil Hacohen

    Tamara jest bardzo inteligentną młodą uczennicą. Jednak nie jest piękna dlatego uważana jest przez uczniów szkoły za dziwadło. Pewnego dnia grupka uczniów odkrywa, że Tamara podkochuje się w nauczycielu angielskiego Billu Natolly. Chcąc się zemścić za artykuł, który pogrążył drużynę reprezentującą szkołę knują pewną intrygę. Niestety nie zdają sobie sprawy jak tragicznie się to skończy. Dziewczyna umiera. Następnego dnia pojawia się w szkole całkowicie odmieniona, teraz jest piękna i pewna siebie. Wszystko byłoby w porządku, gdyby nie fakt, że osoby, które były przy morderstwie Tamary zaczynają świrować.
    Jestem zaskoczona. Pierwszy raz od dłuższego czasu jakiś film mnie tak wkręcił. Interesujący i przerażający jednocześnie. No, ale jak to bywa w takich filmach czasami powiewa nudą.
    Jeżeli chodzi o napięcie to taki powinien być podtytuł tego filmu, nie no dobra bez przesady. Było ciemno, był mroczny nastrój i ta muzyka... brrr. Ucieczki przed zgubną formą czarnej magii. Powiem prawdę, że już miałam dość tej przesadnie napiętej sytuacji, no chyba, że mam dziś zły dzień i tylko wydawało mi się, że było tam napięcie. Ale faktem jest, że klimat horroru jest, potrafi przykuć uwagę i trzymać za żołądek do ostatniej chwili.
    Film był obrzydliwy. Momentami nie mogłam na to patrzeć. Brutalny? o tak i to bardzo! pomyśleć, że to wszystko przez miłość. Zaczynając od odcinania sobie ucha a kończąc na wymiotowaniu wnętrznościami. A fuj! Jeden z obrzydliwszych filmów jakie miałam okazję oglądać.
    Intrygująca była postać Tamary, najpierw spokojna, delikatna, a pod wpływem magii sexowna, pełna wdzięku, nienawiści i chęci zdobycia tego co jest jej. To jest niesamowite, ale takie zachowanie możemy też odnaleźć we współczesnym świecie, no może bez tego mordu, ale to jak się zmieniamy na potrzebę przypodobania się innym.. według mnie żałosne, ale sama postać idealna.
    Na ten film czekałam od dawna, od dawna o nim słyszałam i od dawna pragnęłam go obejrzeć. Nie jestem w stanie powiedzieć czy się zawiodłam, bo w sumie nie wiedziałam czego się mam spodziewać. Mogę tylko powiedzieć, że widziałam lepsze horrory, ale ten wcale nie jest najgorszy.

055. Kłamstwo, reż. Jeff Wadlow

Oryginalny tytuł: Cry_Wolf
Reżyseria: Jeff Wadlow
Scenariusz: Beau Bauman, Jeff Wadlow
Zdjęcia: Romeo Tirone
Muzyka: Michael Wandmacher
Kraj: USA
Gatunek: Thriller
Premiera światowa: 16 września 2005
Premiera polska na DVD: 29 czerwca 2006
Obsada Julian Morris , Lindy Booth, Jared Padalecki, Jarvis W. George, Sandra McCoy, Kristy Wu, Jesse Janzen, Jon Bon Jovi

    W lesie, niedaleko elitarnej szkoły zostaje zamordowana dziewczyna... W tym czasie do szkoły trafia nowy uczeń, Owen. Już na wejściu poznaje Dodger. Pewnej nocy współlokator Owena, Tom, "porywa" go do kaplicy, gdzie zawsze spotyka się grupka uczniów, aby pograć w "Wilka". Gra polega na kłamstwie, ten kto będzie kłamał najlepiej i nie zostanie wyeliminowany przez resztę zgarnia kasę. Pewnego dnia Dodger wpada na pomysł, aby rozszerzyć grę na całą szkołę. Dodger i Owen rozsyłają po całej szkole e-mail z informacją, że dziewczynę zamordował ktoś ze szkoły... podają szczegółowy opis mordercy, piszą, że jest to sprawka seryjnego mordercy, każdą ze zbrodni opisują dość szczegółowo. Wszystko byłoby ok, gdyby nie to, że Owen dostaje  e-maile z pogróżkami od mordercy, myśląc, że to głupi żart kumpli nie przejmuje się tym zbytnio do czasu, gdy Ci sami kumple nie zaczynają ginąć...
    Już sam początek filmu zapowiada ciekawą fabułę. Musze przyznać, że film jest bardzo wciągający. Jest to zapewne skutek licznych pokręconych scen. Aż zgłupieć można. Zaskoczenie szokujące, nieprzewidywalne. Tzn. ja przewidziałam, ale ja to oglądam za dużo tych filmów i już praktycznie wszystkie schematy znam na pamięć hehe :D
    Film pełny jest różnistych napadów... najbardziej przerażające jest to, że ten morderca zabija swoje ofiary w sposób opisany w liście huh.. interesujące i bardzo przerażające jednocześnie. Oczywiście panuje też taka dziwnastyczna atmosfera tajemniczości i mroku. Sprawia ona, że aż ciarki przechodzą po plecach. No i oczywiście różne wyskoki nie wiadomo skąd, ale jak już pisałam wyżej... znam te schematy hyhy :D
    Sam początek powinien zapowiadać brutalny przebieg filmu i jego koniec. Pełno krwi, krzyków, noże, pistolety i w ogóle... przerażające. Tak by się wydawało, ale tak naprawdę do brutalne jest coś innego, no i oczywiście koniec filmu. Jak obejrzycie będziecie wiedzieli o co mi chodzi ;)
    Interesujące... bardzo interesujące. Nie ma za bardzo wyróżniających się postaci. Właściwie to wszyscy bohaterowie się wyróżniają. Podają przykład znudzonych życiem bogatych nastolatków, którzy szukają rozrywki w cudzym nieszczęściu. Jest to po prostu genialne i te wszystkie przekręty są wspaniale zagrane przez bohaterów a dokładniej przez Lindy`ę Booth, która była mózgiem całego tego zamieszania.
    Już dawno nie widziałam takiego dobrego filmu, oczywiście ze względu na wpływania na ludzką psychikę. Film pokazuje przede wszystkim jak okrutne mogą być niektóre żarty, które prowadzą do prawdziwych nieszczęść, a potem już niestety nie jest tak wesoło. Warto go obejrzeć.

niedziela, 17 października 2010

019. Dom woskowych ciał, reż. Jaume Collet-Serra

Oryginalny tytuł: House of Wax
Reżyseria: Jaume Collet-Serra
Scenariusz: Carey Hayes, Chad Hayes 
Zdjęcia: Stephen F. Windon
Muzyka: My Chemical Romance, John Ottman
Kraj: Australia / USA
Gatunek: Horror
Premiera światowa: 26 kwietnia 2005
Premiera polska: 12 sierpnia 2005
Obsada: Elisha Cuthbert, Chad Michael Murray, Paris Hilton, Jared Padalecki, Robert Ri`chard, Jon Abrahams, Brian Van Holt



    Każdy na świecie zna Muzeum Figur Woskowych Madame Tassaud znajdujące się w Londynie. Nieliczni mają okazję zobaczyć je na własne oczy i właśnie te osoby z zachwytem będą opowiadały o rzeźbach z wosku, które wyglądają jak żywe. Tworzenie tego rodzaju figur stało się inspiracją dla Charlesa Beldena, który stworzył niesamowity scenariusz dla pierwszego filmu "Dom woskowych ciał" z roku 1953. Na podstawie tej historii ponad pół wieku później początkujący hiszpański reżyser, znany dotychczas z kręcenia reklamówek - Jaume Collet-Serra, stworzył uwspółcześnioną wersję znanej opowieści, której bohaterowie zostali dopasowani do jednej najważniejszej gwiazdy tego filmu - Paris Hilton.
    Grupka znajomych wybiera się na mecz po drodze robiąc postój na nocleg. Gdy budzą się rano stwierdzają, że jeden z samochodów uległ uszkodzeniu. Dlatego też Wade (Jared Padalecki) wraz ze swoją dziewczyna, Carly (Elisha Cuthbert), postanawia udać się na najbliższą stację benzynową, aby zakupić zepsutą część. Aby nie tracić więcej czasu reszta grupy, w tym także brat Carly, Nick, (Chad Michael Murray) jedzie dalej, aby zakupić bilety na mecz. Wade i Carly docierają do miasta, ale, niestety, właściciela stacji - Bo, nie ma na miejscu. Dlatego też postanawiają zwiedzić miejscową atrakcję zwaną "Domem z wosku", gdyż nie tylko rzeźby w nim się znajdujące, ale także i on sam jest z wosku. W końcu udaje im się odnaleźć właściciela stacji i poprosić o pomoc. Ten zabiera ich do swojego domu, gdzie Carly poznaje prawdziwe oblicze Bo (Brian Van Holt). Udaje jej się uciec, a na ratunek przybywa jej brat. Oboje poznają artystę odpowiedzialnego za woskowe rzeźby, a także, stojącą za nim, straszliwą prawdę o miasteczku.
    Horrory, które współcześnie tworzone są w sposób pomagający im trafić do nastoletnich widzów nie prezentują sobą ani żadnego piękna, ani większego napięcia. Jedynym ich celem jest zabawa podczas oglądania wyrafinowanych scen zabójstw znanych im gwiazd - tych lubianych mniej lub bardziej. Nie przerażają ich więc zmasakrowane twarze, nie boją się także rozlewu krwi, nie mówiąc już o zbliżeniach, które u niektórych mogłyby wywołać odruch wymiotny. Dzisiejsza młodzież jest o wiele bardziej odporna na tego typu fascynacje, co zapewne można by zawdzięczać takim produkcjom jak "Hostel", czy też "Piła". Nie mniej, nowy "Dom woskowych ciał" zupełnie nie przeraża. Gdzieś pomiędzy obrzydliwym cmentarzyskiem rozjechanych zwierząt, a wygibasami Paris Hilton traci się całe napięcie. Oczywiście dla widza wrażliwszego niektóre sceny wciąż pozostaną obrzydliwe, inne będą go przerażać, ale będą to zaledwie jednostki, które nie są przyzwyczajone do tego typu horrorów, gdzie krew leje się strumieniami, a flaki lataj po całym ekranie. Jednakże sprowadzenie grupy dzieciaków do miasteczka widmo, gdzie największą atrakcją jest dom z wosku z woskowymi figurami dało spore pole do manewru twórcom. Już sam fakt tego, że bohaterowie nie mogą liczyć na pomoc nikogo z zewnątrz jest porażająca, bowiem miasteczko Ambrose w ogóle nie widnieje na żadnej mapie, a więc nikt tak naprawdę nie wie o jego istnieniu oprócz jego mieszkańców, no i nieszczęśników, którzy zapuszczają się w te tereny. Ponadto zaprezentowanie sposobu tworzenia przez Vincenta swoich wspaniałych rzeźb nadaje obrazowi niesamowitego klimatu, no i dodatkowo potęgować może napięcie. 
    Eksperci od scenografii stanęli przed nie lada wyzwaniem stworzenia od podstaw miasteczka, które swoim charakterem utknęło w latach 70tych. Inspiracją dla jego stworzenia stało się miasteczko we wschodniej części Afryki o nazwie Samara. Pomimo tego, że Ambrose wybudowano na pastwisku w ogóle nie da się tego zauważyć na planie. Jednakże największą atrakcję filmu, nie tylko dla bohaterów, ale i widzów jest Gabinet Figur Woskowych Trudy, który nie tylko z zewnątrz jest pokryty woskiem, ale także i wewnątrz wszystko jest utworzone z wosku. Do jego powstawania wykorzystano ponad 20 ton wosku, który w dużej mierze polegał na opryskiwaniu tradycyjnych materiałów naturalnym woskiem pszczelim. Twórcy zmagali się także ze sporym problemem jakim było utrzymanie go w stanie półpłynnym w finałowej scenie filmu. Jednakże ostatecznie udało im się znaleźć odpowiednią do tego mieszankę.  Z pszczelego wosku korzystano także przy tworzeniu figur woskowych. Projektowaniem i tworzeniem tych figur zajął się Jason Baird wraz ze sporą liczbą artystów. Przez ponad 7 miesięcy na potrzeby filmu stworzono 411 figur, z czego tylko 4 były z prawdziwego wosku, a pozostałe z włókna szklanego i przezroczystego silikonu. Nie mniej ciężka praca wszystkich artystów dała pożądany efekt, gdyż woskowy świat wyglądał równie fascynująco, co realistycznie.
    Pierwszą decyzją reżysera w kwestii obsady było wybranie do roli Paige Paris Hilton. Dziewczyna, która swoją sławę zyskała dzięki ogromnej fortunie swojego dziadka - założyciela hoteli Hilton, które znaleźć można na całym świecie. Hollywood zainteresował się nią dopiero kiedy wraz ze swoją najlepszą przyjaciółką - Nicole Richie, wystąpiła w reality show "The Simple Life", gdzie to bogate dziewczyny zmagały się z codziennością wiejskiego życia. O Paris jest głośno zazwyczaj dzięki wywoływanym przez nią skandalom, gdyż jako aktorka sprawdza się dość kiepsko. Wszyscy jak jeden mąż krytykują jej grę aktorską i tym samym utożsamiając ją z osobowością Hilton. Dlatego też większość młodych widzów - nie będących fanami Paris - widząc jej nazwisko w czołówce na starcie skreśla powodzenie owej produkcji. Jednakże nawet ona sama śmieje się ze swojej postaci w filmie i za zgodą wytwórni Warner Bros w ramach kampanii reklamowej sprzedawała koszulki z napisem "6. maja, zobacz jak ginie Paris". Jej postać pojawia się zaledwie w kilku scenach, natomiast cała uwaga skupia się na Carly - Elisha Cuthbert, i relacjach z jej wyjętym spod prawa bratem - Nick`iem, Chad Michael Murray. Ta dwójka tworzyła dynamiczny duet na ekranie. Elisha dodatkowo poświeciła się dla swojej roli i żeby być jeszcze wiarygodniejszą w scenie ze sklejonymi ustami użyła prawdziwego superglue. Ponadto oboje z Murray`em musieli stawić czoło wyzwaniu jakim był udział w finałowej scenie i zabawie w tonach wosku. Oboje byli bardzo przekonujący, chociaż gdyby porównywać ich do siebie należałoby stwierdzić, że Cuthbert była jednak lepsza, i to o wiele. Obok nich na ekranie wystąpił także Jared Padalecki, który zyskał sławę jako uroczy chłopak z sąsiedztwa w serialu "Kochane kłopoty", a później pokazał się z bardziej dojrzałej strony w serialu "Supernatural". Świat telewizji otworzył mu drzwi do kariery w Hollywood, z której to opcji Jared korzysta sporadycznie. Obsada ogólnie spisała się całkiem nie najgorzej. Były to poprawne występy w niezbyt ambitnym filmie, więc nie należy spodziewać się tutaj cudów.
    "Dom woskowych ciał" to filmu, który z pewnością wielu może zanudzić zbyt przydługim początkiem. Poznajemy nie tylko bohaterów filmu, z których garstki ktoś musi przeżyć z założenia. Dowiadujemy się także czegoś o dwóch czarnych charakterach filmu, chociaż momentami możemy zostać zbici z tropu. Nie ma tutaj jednakże jakiś fascynujących zwrotów akcji, nie ma scen, w których dostawalibyśmy gęsiej skórki i na widok, których jedyne co mamy ochotę zrobić to zasłonić sobie oczy czym prędzej. Niestety, poza niezwykłą pracą artystów odpowiadających za woskowy świat nie ma się tutaj czym zachwycać.