NOWOŚCI
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą remake. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą remake. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 4 września 2017

1237. Piękna i Bestia, reż. Bill Condon

     Magiczne to uczucie móc przeżywać te same emocje, których doznawało się za dziecka. Pokolenie wychowane na bajkach Disneya ma ostatnimi czasy prawdziwą uciechę, kiedy to ich ulubiona wytwórnia wypuszcza na ekrany unowocześnione i jak najbardziej żywe reprodukcje znanych i ukochanych historii. Spośród tak wielu, to „Piękna i Bestia” zasługuje na szczególną uwagę. Oczarowała nas przed laty i ponownie czaruje- scenografią, nowymi piosenkami, a także... niesamowitą obsadą. Miłość odżywa, nie tylko na ekranie, ale również w naszych sercach.
Źródło: Galapagos Films
     Młoda dziewczyna imieniem Bella (Emma Watson), bez matki, ale za to z najbardziej natrętnym adoratorem w mieście. Powszechnie uznawana za „dziwną”, ale również niesamowicie piękną skradła serce Gastonowi (Luke Evans). Kiedy jej ojciec zostaje pojmany przez straszliwą bestię i uwięziony w mrocznym pałacu za kradzież róży, bez mrugnięcia okiem zajmuje jego miejsce za kratami. Początkowo okrutny i agresywny książę zaklęty w Bestię, szybko zmienia swoje oblicze kiedy wskutek niefortunnego zbiegu okoliczności wzajemnie ratują sobie z Bellą życie. Od tamtej chwili stają się nierozłączni, a zarówno dla Bestii, jak i jego przyjaciół zaklętych w pałacowe sprzęty użytkowe pojawia się nadzieja na zdjęcie straszliwego czaru zanim opadnie ostatni płatek róży.
     Historia „Pięknej i Bestii” jest wciąż żywa. Wciąż niesie za sobą ponadczasowe przesłanie, które sprawdzało się kilka wieków temu, sprawdzające się również i teraz. Opowieść o miłości do pozazdroszczenia, o miłości ponad podziałami i pomimo wszelakich przeszkód- z czego największą jest straszliwa klątwa rzucona na przystojnego księcia, a czyniącego z niego przerażającą Bestię. To też film dający pstryczka w nos narcyzmowi, ale uaktualniona do współczesnych wciąż problematycznych tematów LGBT. I choć można by się przyczepić do tych minimalnych zmian fabularnych w filmie, to nie można im zarzucić bezcelowości, czy braku logiki. Rewelacyjnym pomysłem staje się odnowiona wersja wstępu do filmu i przedstawienie historii Bestii, rozszerzenie wizyty Maurycego w zamku Bestii, a jeszcze bardziej genialnie wypada jeden z prezentów od wróżki, który rzuca zupełnie nowe światło na postać Belli, która dotychczas była taka, bo tak! Wszystkie te udoskonalone wydarzenia stają się idealnym tłem na urozmaicenie filmowych postaci. Dodają im dramatyzmu u finału historii, gdzie twórcy postanowili pójść o krok dalej niż ci od animacji z 1991 roku. Jednakże najbardziej magiczne w tym filmie jest zobaczenie cudowności, jakie oferuje współczesne kino, a które było mocno ograniczone na poziomie animacji. Sceny wyczekiwane przez nas przez lata, upragnione do obejrzenia na wielkim ekranie, upamiętnione przez prawdziwe kamery i, co oczywiste, efekty grafiki komputerowej, które robią spektakularne wrażenie.
Źródło: Galapagos Films
     Oglądanie tego na wielkim ekranie kinowym, a potem ponownie przeżywanie tych emocji w domowym zaciszu jest prawdziwym wydarzeniem. Wizualnie film dopieszczony jest pod każdym możliwym względem. Co prawda dogłaszczanie Bestii poszło w niebezpiecznym kierunku, momentami zakrawając o pewną przesadę, ale i tak nie zmienia faktu, że idealnie komponował się do całego wizerunku filmu i tego osiemastowiecznego obrazu Francji. Przepiękne scenografie pełne zamkowego przepychu, postawione naprzeciw subtelności zwyczajnej prowincji. Wszystkie lokalizacji niesamowicie malownicze i jakże magiczne, z tymi okwieconymi polanami, zaśnieżonymi lasami, czy oświetlonymi blaskiem świec pałacowymi korytarzami i salami. Na tym tle dzieją się rzeczy niezwykłe. Wszyscy z niecierpliwością wyczekiwali sceny obiadowej będącej kwintesencją całej magii filmu, gdzie efekty leją się strumieniami, a widz chyba tylko cudem nie doznaje oczopląsu. I tylko tańczącej w rytm muzyki Belli zabrakło w tym wydaniu. Wszyscy z zapartym tchem spoglądali na scenę na sali balowej, która jak najbardziej spełniła oczekiwania nie tylko emocjonalne, ale również i wizualne. Udana zabawa światłem i cieniem, i złotem, i chabrem. Cudowności! Kostiumolodzy również nie próżnowali. Naszych bohaterów obdarzyli najpiękniejszymi strojami, jakie można było zobaczyć w filmach fabularyzowanych na podstawie klasycznych animacji. Nowy wizerunek Belli zachwycał i dodawał jej lekkiego pazura. Złota suknia balowa stała się jeszcze bardziej złota niż można było sobie wyobrazić! Dla panów również skapnęło kilka przepięknych kombinacji, a zważywszy na czasy osiemnastowiecznej Francji, w których to akcja się toczy, twórcy mogli puścić wodze fantazji materiałowej i kolorystycznej, i wspaniale ubrać zarówno księcia, jak i Bestię, a nawet i nieokiełznanego Gastona, który prezentował się o wiele lepiej niż w wersji animowanej.
Źródło: Galapagos Films
     „Piękna i Bestia” miała chyba najbardziej zachwycającą muzykę i piosenki ze wszystkich animacji Disneya. W tej kwestii nic się nie zmieniło. Oprawa muzyczna ponownie wynosi film na wyżyny, a my ponownie usłyszymy najbardziej ulubione motywy. Gdyby tego było mało powracają również kultowe piosenki, w całkiem ciekawym brzmieniu w wykonaniu aktorów („Belle” w wersji Emmy Watson, czy chociażby „Be Our Guest” a'la Ewan McGregor), a także odrobinę urozmaicone, jak w przypadku „Gaston”. Jednakże to co najbardziej zachwyca to zupełnie nowe utwory, które z marszu wpadają w ucho i stają się jednością z pozostałymi. Subtelność Kevina Claine'a śpiewającego „How Does a Moment Last Forever”, czy niezwykle przejmujący aranż Dana Stevensa w piosence „Evermore”. Pojawił się jednak pewien koszmarek, który jest ledwo znośny w oryginale, a całkowicie nie do strawienia w wersji polskiej w głosie Małgorzaty Walewskiej. „Aria”, o tobie mówię! I to nie dlatego, że nie przepadam za operami, to po prostu strasznie odstaje od reszty. Szczęśliwie jednak dla całego filmu tragedia ta ma miejsce u początku seansu więc szybko zostaje zgnieciona przez pozostałe genialne utwory.
Źródło: Galapagos Films
     Czasami chciałoby się zapomnieć o tym, że niektóre produkcje filmowe zostają zmasakrowane dubbingiem. Nigdy nie rozumiałam sensu podkładania głosu do filmu, gdzie przecież patrzymy na żywych ludzi i w większości sytuacjach wiemy, jak brzmią ich głosy. Cóż. Dlatego wspaniałością jest posiadanie własnego egzemplarza filmu, gdzie będzie można wybrać wersję w jakiej chce się go obejrzeć. Widząc „Piękną i Bestię” w obu wersjach stwierdzam, że oryginał wypada milion razy lepiej! Po prostu. Luke Evans jest totalnie seksowny, a jednocześnie denerwujący w swoim lukeowoevansowym brzmieniu i wyglądzie. Emma Watson wciąż jest odrobinę beznamiętna, ale za to wyjątkowo piękna w wersji a'la Bella. Natomiast Dan Stevens to zupełnie inny przypadek. Ja wiem, że wiele kobiet zachwycało się jego personą po seansie „Gość”, ale osobiście nie uznaję go za wyjątkowo pięknego. Jak dla mnie wygląda na lekkiego szaleńca, co podkreśla jedynie słuszność wyboru go do roli Davida w serialu „Legion”. To tylko podkreślało wrażenia obłąkania, kiedy w końcu ujrzeliśmy jego niebestyjne lico!
Źródło: Galapagos Films
     „Piękna i Bestia” nie jest tym filmem sprzed lat. Brak mu tego czegoś, co sprawia, że seans jest momentami dość męczący. Może powód kryje się w przydługich wstępach, przeładowaniu wątkami, czy licznymi zmianami wprowadzonymi przez nowych scenarzystów, a może po prostu zbyt wielkie emocje łączą nas z poprzednikiem. Wciąż pamiętam cudowną oryginalną wersję animacji, nieprzykrytą polskim dubbingiem, a jedynie lektorem. Pamiętam tę niesamowitą kreskę, tutaj zastąpioną efektami komputerowymi, które robią nie mniejsze wrażenie. Nadal zachwycają piosenki, które pokochał cały świat i cały świat nuci pod nosem. Wielbiciele wersji Kirka Wise'a i Gary'ego Trousdale (w tym ja) mogą być jednak zadowoleni z tego, co zrobił Bill Condon. Wniósł współczesnej świeżości do tej klasycznej historii, nadając jej zupełnie nowym wymiar i pokazując bohaterów w zupełnie innym świetle.

Ocena: 7/10
Recenzja filmu DVD „Piękna i Bestia” - dystrybucja Galapagos Films
Film dostępny zarówno na DVD, jak i Blu-Ray

Oryginalny tytuł: Beauty and the Beast / Reżyseria: Bill Condon / Scenariusz: Stephen Chbosky, Evan Spiliotopoulos / Zdjęcia: Tobias A. Schliessler / Muzyka: Alan Menken / Obsada: Emma Watson, Dan Stevens, Luke Evans, Kevin Kline, Josh Gad, Ewan McGregor, Ian McKellen, Emma Thompson / Dubbing polski: Olga Kalicka, Kamil Kula, Damian Aleksander, Krzysztof Dracz, Jacek Bończyk, Marian Opania, Małgorzata Walewska / Kraj: USA / Gatunek: Romans, Musical, Fantasy
Premiera kinowa: 23 lutego 2017 (Świat) 17 marca 2017 (Polska)
Premiera DVD i Blu-ray: 17 sierpnia 2017

niedziela, 20 sierpnia 2017

SZORTy #45: Nieodebrane połączenie, Następny jesteś Ty, Inkarnacja

Oryginalny tytuł: One Missed Call | Reżyseria: Eric Valette | Scenariusz: Andrew Klavan | Obsada: Shannyn Sossamon, Edward Burns, Ana Claudia Talancón, Ray Wse, Azura Skye, Johnny Lewis, Margaret Cho, Jason Beghe | Kraj: USA, Niemcy, Japonia | Gatunek: Horror
Premiera: 04 stycznia 2008 (Świat) 11 kwietnia 2008 (Polska)
Ocena: 2/10
     Ekranizowanie azjatyckich horrorów nie jest żadnego rodzaju ewenementem. Jedne zóry filmów wypadają lepiej, inne gorzej. Do tej drugi kategorii zalicza się na pewno „Nieodebrane połączenie”, które z niezwykle klimatycznego horroru stało się parodią nie wartą nawet uśmiechu.
     W małym mieście w makabrycznych okolicznościach giną młodzi ludzie. Każda kolejna ofiara znajduje na swojej poczcie głosowej nieodebraną wiadomość, zapowiedź swojej własnej śmierci. Szybko okazuje się, że osoby te znajdowały się w kontaktach na telefonach komórkowych poprzednio zamordowanych. Sprawą interesuje się młody detektyw, który próbuje rozwikłać zagadkę śmierci swojej siostry.
     Historia, która idealnie sprawdzała się w filmie azjatyckim, nawet w trzech kolejnych jego odsłonach, w Ameryce kuleje już przy pierwszym podejściu. Powód? Japońskie mordy są po prostu straszne! A Amerykańskie jedynie tylko wtedy, gdy aktorzy przesadzą z operacjami plastycznymi. To było oczywiste już od dawna, że to właśnie w tym tkwi sekret sukcesu azjatyckich filmów. Twórcy potrafią budować napięcie, stopniując wrażenia i przy okazji odkrywając kolejne elementy układanki. W filmie Valette tego nie ma zasadniczo nic nie ma sensu. Nie ma typowego śledztwa, które doprowadza do szokującej prawdy, nie ma odsłaniania kolejnych sekretów. Wszystko jest owiane tajemnicą i widz nie może stać się detektywem w tej sprawie. Kiedy dochodzi do wielkiej „kumulacji” wrażeń miejsce ma mocno fantastyczna scena, której wykonanie w ten sposób jest całkowicie zbędne, pozbawione jakiegokolwiek klimatu. Tym samym film staje się kolejnym slasherem, w którym młodzi ludzie giną z ręki mordercy. Wcześniej zabijały kasety, strony internetowe, a teraz telefony komórkowe. Oczywisty ruch ze strony ludzi, którzy uważają, że ludzkości odebrany został rozum, kiedy tylko sięgnęli po te luksusowe dobra. Film pozbawiony atmosfery grozy, pozbawiony sensu, a przy tym straszliwie nudny.

Oryginalny tytuł: You're Next | Reżyseria: Adam Wingard | Scenariusz: Simon Barrett | Obsada: Sharni Vinson, Nicholas Tucci, Wendy Glenn, AJ Bowen, Joe Swanberg, Margaret Laney, Amy Seimetz, Ti West, Bob Moran, Barbara Crampton | Kraj: USA | Gatunek: Horror
Premiera: 10 września 2011 (Świat) 06 września 2013 (Polska)
Ocena: 4/10
     Wydawałoby się, że era slasherów już dawno minęła. I wtem pojawia się „Następny jesteś Ty” licząc na to, że będzie kolejnym cravenowym hiciorem. Wingard jednak się przeliczył, bo film pozbawiony jest duszy.
     Kobieta wyjeżdża wraz ze swoim narzeczonym na kolację do posiadłości jego rodziców, na której poznać ma całą jego rodzinę. Na miejscu nie jest jednak tak przyjemnie jak sądziła i choć obwiniać można by o to członków rodziny skaczących sobie do gardeł, to jednak głównymi sprawcami stają się uzbrojeni po uszy psychole.
     Film dość niemrawo podąża naprzód. Każdy z utęsknieniem wyczekuje na dreszczyk emocji inni niż ten towarzyszący rodzinnym kłótniom. I wtem staje się! Rozpoczyna się krwawa rzeźnia zapoczątkowana strzałem z kuszy między oczy szwagra. Tak by się przynajmniej wydawało, ale od jednego zabójstwa do drugiego minąć musi zdecydowanie zbyt długa chwila. Nie ma co się jednak dziwić, bowiem potencjalnych ofiar jest względnie niewiele. Aczkolwiek... sposoby na ukatrupienie rodziny dość niekonwencjonalne, w szczególności jeden spośród nich jest wyjątkowy. Zaskakująco dynamiczny i teoretycznie trzymający z lekka w napięciu, ale głupota goni głupotę, jak zwykle przy tego typu filmach więc nic się nie zmienia, niestety. Objawia się tutaj gwiazda morderstwa, Sharni Vinson, której powódki też są totalnie dziwaczne. Mocno naciągana fabuła nie pomaga, tak samo zresztą jak dziwaczny klimat budowany komicznymi maskami. Jak jednak wiadomo, takowe przerażają najbardziej, ale nie wtedy kiedy tak często korzystano z tego pomysłu. Cały czas liczyłam na jakiś twist. Teoretycznie finał oferuje taki, ale niestety... nie jest to coś czego nie można było przewidzieć. Innymi słowy film nie jest w stanie sprostać oczekiwaniom i niczym się nie różni od klasyków gatunku.

Oryginalny tytuł: Shelter | Reżyseria: Björn Stein, Måns Mårlind | Scenariusz: Michael Cooney | Obsada: Julianne Moore, Jonathan Rhys Meyers, Jeffrey DeMunn, Frances Conroy, Nate Corddry, Brooklynn Proulx | Kraj: USA | Gatunek: Horror
Premiera: 27 marca 2010 (Świat) 23 września 2011 (Polska)
Ocena: 7/10
     Szwedzcy twórcy stawiający pierwsze kroki w kinie grozy. Najpierw „Inkarnacja”, a za chwile kolejna odsłona „Underworld”. I choć sam tytuł przyniósł więcej strat niż zysków, to i tak śmiało można powiedzieć, że jest to jedno z filmowych zaskoczeń.
     Pani psychiatra, specjalizująca się w zaburzeniach osobowości mnogiej. Po utracie męża próbuje na nowo zdefiniować swoje życie wraz z córką. Aby mogła na nowo odnaleźć siebie jej ojciec prosi ją o poradę w sprawie jednego z pacjentów, wykazujący więcej niż jedną osobowość. Prowadząc badania i zagłębiając się coraz bardziej w jego psychikę z przerażeniem odkrywa, że prawdziwą przyczynę jego problemów.
     Lubię oglądać filmy, które okazują się być lepsze niż człowiek początkowo przypuszczał. „Inkarnacja” nie zapowiadała się na nic szczególnego. Film, który premierę miał jakiś czas temu i przeszedł praktycznie bez echa. Słaba promocja, nikt nic o nim nie mówił, czyli zazwyczaj niewielu ludzi po niego sięga. Widać to po słabych wynikach boxoffice. Jednakże okazuje się, że obraz ten staje się zupełnie czymś innym. Świetna gra psychologiczna, która z każdą minutą zamienia się w niesamowity dreszczowiec. Jeżeli ktokolwiek przypuszcza, że bohater Meyersa ma problem z głową... oj, będzie bardzo zaskoczony u finału produkcji! Takie niesamowite twisty sytuacyjne są czymś upragnionym w kinie. Coś co ma drugie dno i nigdy nie jest tym czym wydaje się być, może mocno pokiereszować ludzką psychikę. Duet Moore i Meyers udaje się dopiąć celu. Tworzą specyficzną parę, która igra z naszymi emocjami. Szwedzkim twórcom udało się stworzyć niesamowicie klimatyczny film, który u końca zaczyna lekko gubić się w swoim zamyśle. Psychologiczne igraszki wydają się być tutaj niczym w porównaniu ze starymi wierzeniami i mistyczne rytuały. Finał mocno szokujący i obezwładniający, choć na pewnym poziomie z pewnością do przewidzenia. Gdyby tylko cały motyw poprowadzony został tak jak do połowy filmu, byłoby to arcydzieło kina grozy. Zdecydowanie jest to jeden z tych filmów, który daje nam więcej niżeli moglibyśmy się po nim spodziewać!

niedziela, 2 października 2016

Książka #417: Uwaga, wilk! i inne bajki Ezopa, aut. Cristóbal Joannon

     Do dzisiejszego dnia rozmaite bajki są nośnikiem bardzo wielu mądrości, które przydają się w codziennym życiu. Tworzono je już u początków naszej ery, a jednym z osobników za nie odpowiadający jest pewien jegomość greckiego pochodzenia. Ezop obdarzony był wielkim darem, a jego najznakomitsze bajki ze zwierzętami w roli głównej powtarzane są po dziś. To czyni właśnie chilijski pisarz, dla którego spotkanie ze starożytnym bajkopisarzem jest debiutem w literaturze dziecięcej.
     Jego pierwsza publikacja o tytule „Uwaga, wilk! I inne bajki Ezopa” to- jak sama nazwa wskazuje, zbiorowisko różnorakich historii stworzonym przez jednego z pierwszych twórców bajek. W tej nietypowej antologii odnajdziemy wszystkim znaną opowieść „Żółw i zając”, a także te mniej znane tytuły. Totalnym zaskoczeniem staje się również historia dotycząca samego Ezopa, lekko podkoloryzowana na mitologiczną modłę.
     Bajki z założenia mają moralizatorski charakter. Te od Ezopa są zdecydowanie bardziej prześmiewcze. Uderzają z solidną precyzją wskazując na ludzką głupotę, chciwość i egoizm. Niekiedy wyczuć można w tym sarkazm i nie trudno wyobrazić sobie bajkopisarza podśmiewającego się pod nosem, jak to udało mu się utrzeć nosa złym i maluczkim. Prawda jest jednak taka, że może w filozoficznych czasach treści te trafiały do szerszego grona odbiorców, będąc przez nich rozumiane, a morały wcielane w życie. Zdecydowanie jest to propozycja dla nieco starszych czytelników, którzy będą bardziej skłonni zrozumieć, co autor miał na myśli- choć też niekoniecznie. Młodszy odbiorca będzie musiał zdawać się na rodzica, aby przekazał mu wartości płynące z bardzo krótkich opowiastek za pomocą logiczniejszych zdań. Cristóbal Joannon stara się jak może opowiedzieć to na nowo. Często ubiera bajki w nowe ciuszki, niekiedy aż nadto współczesne i hardkorowe, tak jakby to miało stać się bardziej zrozumiałe dla dzisiejszych czytelników.
     Bajki Ezopa według Joannona to bardzo krótkie treści. Dlatego na stronie zostaje idealnie dużo miejsca, aby poupychać tam wszelkiego rodzaju urocze ilustracje obrazujące wszystkie wydarzenia. Ich prostota jest naprawdę urzekająca. Wyglądają niczym rysunki, które jaskiniowcy mogliby tworzyć za pomocą krzesiwa na wielkich blokach skalnych w swoich mieszkalnych grotach. Nieprzesadzone, poprowadzone prostą kreską i przy zachowaniu stonowanych kolorów, czyli dokładnie to, co może trafić do umysłów małych dzieci. Obrazki często stanowią dopowiedzenie treści- są jej nieodzownym elementem niczym w komiksach, gdzie chmurki doczepione są do konkretnej postaci, a niekiedy stanowią po prostu odzwierciedlenie tego, co prezentuje treść.
     „Uwaga, wilk! I inne bajki Ezopa” to książeczka niewielka, ale solidna. Nie tylko w swojej oprawie, ale również treści. Moralizatorskie historyjki, które każdy może interpretować do woli przeplatają się z prostymi, ale jakże idealnie pasującymi tutaj rysunkami Agaty Raczyńskiej. Ezop nigdy nie zawodzi w swoich przesłaniach, choć interpretacja Cristóbala Joannona nie każdemu musi wpasować się w gust. Najważniejsze jednak, że zachowane zostało przesłanie, które teraz odkrywać mogą także i najmłodsi Polscy czytelnicy.

Ocena: 4/6
Recenzja dla wydawnictwa Nasza Księgarnia!
nk.com.pl

Tytuł oryginalny: Lobo a la vista y otras fábulas de Esopo / Tłumaczenie: Agata Raczyńska / Ilustracje: Agata Raczyńska / Wydawca: Nasza Księgarnia / Gatunek: bajki / ISBN 978-83-10-12870-6 / Ilość stron: 64 / Format: 165x200mm
Rok wydania: 2013 (Świat), 2016 (Polska)

czwartek, 14 stycznia 2016

Książka #387: Przepaść czasu, aut. Jeanette Winterson

     Znane historie w nowej aranżacji, czyli powieści pod znakiem „Projekt Szekspir”. Akcja za sprawą faktu iż w 2016 roku przypada 400. rocznica śmierci wspaniałego dramaturga o nazwisku dziś znanym wszystkim – Williama Szekspira. Z tej okazji brytyjskie wydawnictwo Hogarth Press poprosiło poczytnych pisarzy, aby przełożyli na współczesność znane historie mistrza. Pierwsza do re-aranżacji poszła „Zimowa opowieść”, a brytyjska dziennikarka i poetka skupia się na „Przepaści czasu” dzielącą wydarzenia z tego dramatu.
      Leo, to prawdziwy rekin biznesu z bardzo bogatą przeszłością kręcącą się wokół jego najlepszego przyjaciela Kseno. Podczas swojej wyprawy do Paryża poznaje przepiękną śpiewaczkę imieniem Mimi, zakochują się w sobie i razem przeprowadzają do Wielkiej Brytanii gdzie wiodą szczęśliwe życie jako małżeństwo. Do czasu, gdy Leo wpada w paranoję jakoby jego żona miła romans z jego przyjacielem, a dziecko, które wkrótce ma pojawić się na świecie nie należy do niego. Drastyczne decyzje, które podejmuje doprowadzają do tragedii, która zaważy na życiu ich wszystkich.
     Klasyczna opowieść o paranoi, miłości i przebaczeniu ponownie wraca na księgarniane półki. „Projekt Szekspir” to genialne przedsięwzięcie, które może na nowo rozkochać czytelników w klasyce gatunku. Kilka najlepszych dramatów Szekspira opowiedziane na nowo, w całkiem różny sposób. A jak czyni to Winterson? Tworzy emocjonującą powieść na miarę dzisiejszych czasów, ale nie zapominającą o swojej dramatycznej przeszłości. Za bazę miała bowiem „Zimową opowieść” z bardzo przewrotną fabułą i mocno zarysowanym wątkiem moralnym, która wzbudzała kontrowersje wśród ówczesnych czytelników. W swojej książce nie wykorzystuje jednak wszystkiego, co oferuje jej pierwowzór. Z pewnością zmienia odrobinę koncepcję, co może być sporym zaskoczeniem dla sympatyków klasycznego dramatu. Nie mniej, ogólny zamysł pozostaje, wciąż mamy mężczyznę odnoszącego sukcesy, podejrzenie o niewierność żony z jego przyjacielem, porzucenie dziecka, jego dorastanie w zupełnie innym otoczeniu, a także wielki powrót. Wszystko naznaczone „Przepaścią czasu”, która rozdziela kluczowe wydarzenia historii. Opowieść idealnie komponuje się z naszą współczesnością, autorce perfekcyjnie udało się odnieść do aktualnych wydarzeń i osadzić w realności wydarzenia, które są na pewien sposób ponadczasowe. Motywy zdrady, które w nowym wydaniu zyskują zupełnie nowy wymiar i seksualność, czy porzucenie rodzicielstwa z wykorzystaniem najbardziej aktualnych trendów oferowanych przez współczesne szpitale. Wątki niekiedy bardzo szokujące, wręcz poruszające do łez. Wszystko to opowiedziane bardzo elastycznym, momentami nawet bardzo wulgarnym językiem, który niejednokrotnie zaszokuje, ale równocześnie idealnie trafi w serce czytelnika wywołując pożądane emocje.
      Autorce genialnie udaje się przenieść postaci z klasyki do współczesności i nadać im odpowiedni charakter. Już na etapie nadawania imion Winterson wykazała się nie lada sprytem i wyobraźnią. Dawniej Leontes- aktualnie Leo, tu może nie musiała się nagimnastykować, świetnie jednak udało jej się to przy okazji Mimi znanej niegdyś jako Hermiona, no i oczywiście Kseno, znany dotychczas jako Poliksenes. Ten tragiczny trójkąt stoi na czele fabuły i stanowi inspirację do działania. Relacja łącząca niegdyś Leo i Kseno tak bardzo teraz ogranicza ich żywot, każdą decyzję dyktując emocjami. Leo jako ten narwany zazdrośnik, któremu nie można nic przetłumaczyć- wielokrotnie zachowuje się, jak gdyby odebrało mu rozum. Z kolei Kseno jako dobry przyjaciel, wsparcie emocjonalne i moralne, który ograniczony jest przez swoją własną seksualność. Pomiędzy nimi Mimi- kobieta kochająca, dobra matka, wierna małżonka, tak bardzo zraniona przez swojego ukochanego. Zaskakujące charaktery, które doprowadzają do najrozmaitszych, zaskakujących sytuacji. Po drugiej stronie barykady stoi biedna Perdita, tak... tej imię w ogóle nie uległo zmianie. Oddzielona od prawdziwej rodziny w wieku niemowlęcym, ocalona przez czarnoskórego ojca i syna, szukająca swojego miejsca na świecie. Najnowsze wcielenia postaci, tak świetnie wykreowanych przez Szekspira, a zmienionych na wzór współczesności, które wzbudzają w czytelniku całą paletę emocji.
      Pierwsze spotkanie z „Projektem Szekspir” zdecydowanie należy do bardzo udanych. Jeanette Winterson świetnie zrozumiała swoje zadanie i z wielką starannością rozpoczęła pracę nad najnowszą powieścią. Efekt? Jak najbardziej zadowalający, w szczególności dla znawców „Zimowej opowieści”, którzy odnajdą wiele fascynujących nawiązań do pierwowzoru. Remake'i literackie? Dlaczegoż by nie! W szczególności, że projekt pozawala zapoznać się z najważniejszymi kwestiami literackiej inspiracji. „Przepaść czasu” to genialny obraz emocji i ich odniesienia w dzisiejszych czasach, a także ludzkich słabości i ich konsekwencji. Wielobarwna, wielopłaszczyznowa opowieść o miłości, szaleństwie i przebaczeniu, która niejednokrotnie rozbawi, wzruszy, ale też i przerazi.

Ocena: 5/6
Recenzja dla wydawnictwa Dolnośląskiego!

https://publicat.pl/wydawnictwo-dolnoslaskie


Tytuł oryginalny: A Gap of Time: The Winter's Tale Retold / Tłumaczenie: Anna Gralak / Wydawca: Dolnośląskie / Gatunek: dramat / ISBN 978-83-271-5435-5 / Ilość stron: 312 / Format: 135x205mm
Rok wydania: 2015 (Świat), 2015 (Polska)

niedziela, 30 listopada 2014

SZORTy #10: Following, Memento, Bezsenność

Oryginalny tytuł: Following | Reżyseria: Christopher Nolan | Scenariusz: Christopher Nolan | Obsada: Jeremy Theobald, Alex Haw, Lucy Russell, John Nolan | Kraj: USA | Gatunek: Dramat, Kryminał, Thriller
Premiera: 12 września 1998 (Świat)
Ocena: 8/10

środa, 1 stycznia 2014

1094. Cud na 34. ulicy, reż. Les Mayfield

Oryginalny tytuł: Miracle on 34th Street Reżyseria: Les Mayfield
Scenariusz: George Seaton, John Hughes
Zdjęcia: Julio Macat
Muzyka: Bruce Broughton
Kraj: USA
Gatunek: Dramat, Fantasy, Komedia
Premiera: 18 listopada 1994 (Świat) 21 listopada 2001 (Polska)
Obsada: Elizabeth Perkins, Mara Wilson, Dylan McDermott, Richard Attenborough, Robert Prosky, James Remar, Jane Leeves, J.T. Walsh, William Windom

     Nie pamiętam już kiedy po raz pierwszy sięgnęłam po świąteczny tytuł od Lesa Mayfielda. Pamiętam jednak, że od tamtej pory to właśnie „Cud na 34. ulicy” był wyznacznikiem świątecznego nastroju, zwiastunem Świąt i odzwierciedleniem wszystkiego co było w nich najwspanialsze. Les Mayfield stworzył najbardziej wyjątkowy film w całej swojej karierze, bo przecież któż z nas nie wierzył, a być może nadal wierzy w Świętego Mikołaja. A gdyby tak pojawił się on we własnej osobie w naszym życiu? Czy i my wykazalibyśmy się sercem i odwagą, aby stanąć po jego stronie.

wtorek, 4 września 2012

978. Pamięć absolutna, reż. Len Wiseman

Oryginalny tytuł: Total Recall
Reżyseria: Len Wiseman
Scenariusz:
Kurt Wimmer, Mark Bomback

Na podstawie: opowiadania Philipa K. Dicka "Przypomnimy to Panu hurtowo"
Zdjęcia: Paul Cameron
Muzyka:
Harry Gregson-Williams
Kraj: USA, Kanada
Gatunek: Sci-Fi, Thriller, Akcja
Premiera:
03 sierpnia 2012 (Świat) 31 sierpnia 2012 (Polska)
Obsada:
Colin Farrell, Jessica Biel, Kate Beckinsale, Bryan Cranson, Bokeem Woodbine, Bill Nighy i inni

     Jeszcze do niedawna z filmem „Pamięć absolutna” miałam niewiele wspólnego. Jednakże, gdy tylko dowiedziałam się, że na ekrany wchodzi remake musiałam nadrobić zaległości. Po seansie z lekkim sceptycyzmem podchodziłam do całkiem nowego spojrzenia, tym razem Lena Wisemana („Underworld”, „Szklana pułapka 4.0”) na znane opowiadanie „Przypomnimy to Panu hurtowo”. Szczęśliwie nie jest to dokładne odwzorowanie produkcji Paula Verhoevena, Schwarzeneggera zastąpił Farrell, Marsa zamieniono na Kolonię, ale o dziwo i tak sprawdza się to w nowym designie i nowej technologii.
    Większa część Ziemi uległa skażeniu. Ocalały jedynie Zjednoczona Federacja Brytyjska oraz Kolonia. To właśnie w niej mieszka przeciętny pracownik fabryki robotów- Doug (Colin Farrell), a wraz z nim jego piękna żona- Lori (Kate Beckinsale). Choć żyją szczęśliwie, Douga każdej nocy męczą koszmary, a to czyni jego życie niepełnym. Kiedy nie udaje mu się awansować wyrusza do siedziby Rekall, którzy wszczepiają ludziom wspomnienia. To właśnie tam okazuje się, że Doug nie jest zwykłym robotnikiem, a tajnym agentem. Teraz jego żona chce go zabić i ścigają go rzesze morderczych robotów, które sam składał. Na ratunek przybywa mu kobieta ze snów- Melina (Jessica Biel), która nie tylko zdradza mu co się stało, ale chce także pomóc w przywróceniu wolności ludziom spod rządków kanclerza Cohaagena (Bryan Cranston).
     Remaki mają to do siebie, że zazwyczaj stanowią marną próbę dorównania pierwowzorowi. Ku mojemu ogromnemu zaskoczeniu, „Total Recall”, nie jest jednym z takich filmów, a wszystko przez to, że nie stanowi wiernej kopii filmu Verhoevena- ani pod względem wizualnym, ani też fabularnym. Pierwszą zmianą jaką zobaczymy, to fakt, że akcja rozgrywa się na Ziemi, w całości. Tym samym nie zobaczymy już Czerwonej Planety. Nie mniej, dostarcza nam to innej atrakcji pod postacią „Zjazdów”. Atrakcji, która determinuje późniejsze wydarzenia i stanowi źródło naszej uciechy. Ponadto o wiele więcej się tutaj dzieje. Oczywiście, początkowo akcja wlecze się niemiłosiernie, aczkolwiek w chwili, gdy tylko Doug przekracza próg Rekall fabuła nie tylko mocno się rozkręca, ale ponadto nie daje nam odpocząć nawet na minutę. Walki w szybach wind, niesłychane pościgi, czy też ostateczna walka na „kolejce” to właśnie te elementy, których próżno szukać w starej wersji. Jednakże to co najważniejsze, pozostaje niezmienione. Najważniejsza jest tutaj misja filmu, przekaz. Dotyka on bowiem wolności człowieka, tym razem może nawet i bardziej niżeli przy poprzednim obrazie. Uwidacznia się walkę o demokrację. Uwidacznia się ruch oporu, choć z tym może niekoniecznie bardziej niż wcześniej. Z pewnością istotna jest tutaj miłość i jej zbawienny wpływ na człowieka. Aczkolwiek ciekawe jest także to jak ciągną się intrygi. Wielka tajemnica, gigantyczne zwroty akcji i jeszcze większe napięcie, to cechy charakterystyczne filmu Wisemana, które może nie do końca były rozbudowane w filmie Verhoevena.
    Twórcy filmu nie zapomnieli jednak o fanach starej wersji. Choć bardzo wiele uległo zmianie, to niektóre elementy pozostały niezmienne. Miłośnicy kobiety o trzech piersiach nie będą zawiedzeni. Ci, którzy pamiętają scenę przedarcia się przez odprawę pod przebraniem mogą mieć niezłą uciechę z nowej jej aranżacji. Z pewnością wielu będzie szczęśliwych z powodu Lori i jej niezniszczalności. Szkoda tylko, że zamieniono piękne mieszkanie Quaida na totalną norę, ale wraz z postępem akcji zostanie nam to wynagrodzone. Choć nie ma tutaj Marsa, który zachwycał wcześniej, to przynajmniej pozbawieni jesteśmy bezsensownemu wytwarzaniu atmosfery w pięć minut. Jednego ścigającego bohatera zamieniono na całą rzeszę niepokonanych robotów, a także, nie ujrzymy też zdeformowanych osobników, a sam dowódca ruchu oporu nie wzbudza takich emocji jak wcześniej.
    Z pewnością jednak wielu zakocha się w nowych sceneriach, które zaproponowano nam tym filmem. Wizja postapokaliptycznego świata jest nie tylko przerażająca, ale i piękna. Ma w sobie coś z tajemniczości planu „Jestem legendą”. Ruiny i to wszechobecne uczucie niepokoju, coś wspaniałego. Stworzono całkowicie inny świat, a jego nowoczesne budynki, choć obskurne są całkiem urokliwe. Intrygujący jest ten kontrast pomiędzy światem u góry, wyjęty z rasowego science fiction, a dolnym poziomem przypominającym nam świat, który znamy. Zestawia się tutaj biedotę Koloni, z wyrafinowanymi i wyspecjalizowaną architekturą wnętrz „windy”. Trzeba przyznać, że film jest efektowny. Dla niektórych może nawet bardziej niż pierwowzór, ale trzeba mieć na uwadze, że dysponowano wówczas inną technologią, więc był również czarujący, ale na inny sposób. Całkiem ciekawym dodatkiem okazuje się również ścieżka dźwiękowa przygotowana przez Harry'ego Gregson-Williamsa, który jest specjalistą od kompozycji dla produkcji tego gatunku. Intryguje, stopniuje napięcie i porusza. Idealnie podkreślając klimat filmu.
     Nie od dziś wiadomo, że nie znoszę Farrella. Każdego Farrella. Pech chciał, że zastąpił on Arniego w roli Douga Quaida. Mówi się trudno. Nie mniej, zaskakująco, wcale nie był taki najgorszy. Po pewnym czasie przestajemy zauważać, że to ten „przystojniak” szaleje nam na ekranie niczym wprawny parkourowiec. Jego aktorstwo jest względnie zjadliwe i nawet przekonujące, z pewnością bardziej niż Arniego. Dla mnie, osobiście, nie lada atrakcją było pojawienie się w filmie Kate Beckinsale, której nie widziałam w nowej roli całe wieki- chyba od czasu „Motelu”. Muszę przyznać, że stęskniłam się za jej pięknem, a jako niezniszczalna Lori zrobiła na mnie piorunujące wrażenie. Była autentycznie zabójcza- uwielbiam to! Z kolei Jessica Biel jako Melina jest zasadniczo nijaka. Jej rola opiera się głównie na ciągłej walce i nic poza tym. Nie ma charakteru, który swego czasu Rachel Ticotin nadała tej postaci.
   Pod wieloma względami wizja Lena Wisemana dorównuje tej od Paula Verhoevena. „Pamięć absolutna” w nowym wykonaniu została ciekawie urozmaicona przez co mamy wrażenie, jakbyśmy oglądali zupełnie nowy film, i to się sprawdza! Dzieje się tu o wiele więcej, zachwycać możemy się nie tylko dopracowaną w najmniejszym szczególne architekturą miasta, ale również i niespodziankami przygotowanymi specjalnie dla sympatyków filmu z roku 1990. Dalej odczuwamy niezmienionego ducha walki o wolność i choć film pełen jest wymienianych przez widzów bezsensów, to trzeba pamiętać, że produkcja Verhoevena również nie była pod tym względem lepsza. Len Wiseman tworzy fascynujące widowisko na miarę XXI wieku i z pewnością nie będziemy się na nim nudzić.

 Recenzja dla portalu A-G-W.info







piątek, 10 sierpnia 2012

971. Słodki listopad, reż. Pat O'Connor

Oryginalny tytuł: Sweet November
Reżyseria: Pat O'Connor
Scenariusz:
Herman Raucher, Paul Yurick, Kurt Voelker
Zdjęcia:
Edward Lachman
Muzyka:
Enya, Christopher Young
Kraj: USA
Gatunek: Melodramat
Premiera:
12 lutego 2001 (Świat) 25 maja 2012 (Polska na DVD)
Obsada: 
Charlize Theron, Keanu Reeves, Jason Isaacs, Greg Germann, Liam Aiken, Michael Rosenbaum, Lauren Graham, Frank Langella, Ray Bakerr, Tom Bullock

Data wydania DVD: 25 maja 2012 (wznowienie w serii Zakochane Kino) 
Dystrybutor: Galapagos
Wersja wydania: 1-płytowa
Dodatki: menu interaktywne, zwiastuny reportaż zza kulis 
Zawiera wersję dla niesłyszących w języku włoskim.

     Miłość ma magiczną moc. Dzięki niej ludzie się zmieniają, dzięki niej świat jest piękniejszy, dzięki niej czujemy się lepiej. Filmy romantyczne wprawiają nas w naprawdę przyjemny nastrój, a jednym z nim jest „Słodki listopad” w reżyserii Pat O'Connor z piękną Charlize Theron i przystojnym Keanu Reevesem. Produkcja ta to przeróbka klasycznego tytułu z 1968 roku, a pozytywna siła tak silnej emocji jak miłość do drugiej osoby, sprawiła, że obraz ten stał się jednym z kolekcji Zakochanego kina od Warner Brosa.
     Nelson Moss (Keanu Reeves) jest specjalistą od reklamy w prestiżowej agencji reklamowej. Zapatrzony w siebie i swoją karierę nie potrafi żyć pełnią życia, ani prawdziwie kochać. Jednakże podczas testu przedłużającego prawo jazdy spotyka piękną i radosną Sarę Deever (Charlize Theron), która właśnie przez niego nie zdaje egzaminu. Po burzliwym początku znajomości dziewczyna szokuje nowego przyjaciela nietypową propozycją. Chce, aby mężczyzna wprowadził się do niej na cały listopad, aby mogła mu pomóc.