Czarna Pantera
Czarna Pantera powraca! Tym razem jednak wrażenia po ponownym seansie plasują się gdzieś pomiędzy "co ja takiego w tym widziałem?!", a "naprawdę niesamowite zjawisko".
Czarna Pantera powraca! Tym razem jednak wrażenia po ponownym seansie plasują się gdzieś pomiędzy "co ja takiego w tym widziałem?!", a "naprawdę niesamowite zjawisko".
Opowieść o tym jak korzystać z nowinki od Naszej Księgarni, z przymrużeniem oka.
Do tej pory powieści, które wyleciały spod skrzydeł wydawnictwa Szósty zmysł, zaskakiwały swoją niebanalnością. Tym razem wydawnictwo poszło w trochę odmienną stronę i zaserwowało coś, co łączy ze sobą miłość i sport. k jak i nasz w zetknięciu z tą lekturą.
Oryginalny tytuł: Devil
Oryginalny tytuł: Saw V
Detektyw Mark Hoffman (Costas Mandylor) wydaje się być jedyną osobą, która przeżyła ataki Jigsawa (Tobin Bell), dodatkowo stał się bohaterem ratując małą dziewczynkę. Ku jego ogromnemu zaskoczeniu przeżył także Agent Strahm (Scott Patterson), któremu udało się wywinąć jednej z pułapek. Teraz Strahm dochodzi do siebie w szpitalu, gdzie dowiaduje się, że został odsunięty od sprawy Jigsawa, a śledztwo po raz kolejny trafiło w ręce Hoffmana. Strahm przeprowadza własne śledztwo, gdyż podejrzewa, że to właśnie Hoffman jest tajemniczym wspólnikiem Jigsawa. Tymczasem w tajemniczym miejscu budzi się pięcioro z pozoru nie znających się ludzi, dla których Jigsaw ma zabójcze zadanie do wykonania. Jednakże szybko zdają sobie sprawę, że tej pułapki nie przygotował Jigsaw, ale ktoś kto kontynuuje jego dzieło.
Pułapki Jigsawa były również niezwykle pokręcone. Słuchając tych taśm lub oglądając film nie miałam pojęcia w ogóle o co chodzi w danym zadaniu. Tak było właśnie przy zadaniu dla tych pięciorga osób. Nie wiedziałam co mają w końcu zrobić:czy podejść do tych szklanych pojemników z kluczami czy czekać na cud. Tak to było wszystko bez sensu. Nie mówiąc już o tym, że było to jakieś bez wyrazu. W ogóle nie wzruszał mnie ten film. Co prawda trudno się nie wzruszyć na takie okropności, ale nawet tej krwi było mniej i ogólnie te morderstwa nie były aż tak brutalne jak wcześniej. Co prawda wybory jakich musieli dokonywać bohaterowie nie należały do najlepszych alternatyw, no ale cóż. Tak jak przy pułapce Setha. Ona po prostu miała go zabić. Później dowiedziałam się dlaczego i jeszcze bardziej się upewniłam, że właśnie tak miało być. Leżał on przywiązany do stołu, nad nim przechylało się wahadło z ostrzem, a po obu stronach przy rękach miał narzędzie do miażdżenia rąk. No i miał tam wsadzić ręce i gdy to urządzenie zmiażdżyło mu ręce to wahadło miało się zatrzymać. No,ale się nie zatrzymało. Ciekawa była również pułapka Strahma. On chyba też miał zginąć, bo nie dostał nawet filmu instruktażowego. Jednakże to jak wybrnął z sytuacji było zaskakujące. Ja osobiście nie wpadłabym na to, nie potrafiłabym zachować trzeźwości umysłu w takiej sytuacji. Podobało mi się jednakże to jak ta owa grupka wspomnianych przeze mnie już ludzi radziła sobie z kolejnymi przeszkodami. Jednakże okazało się, że robili to nie tak jak trzeba. Na ich obronę mam to, że ja też nie wiedziałam o co chodzi. Wszystko to miało jakiś cel, no ale go nie zrozumieli.
Pomimo tego co pisałam przy trzeciej filmu to okazuje się, że Tobin Bell po raz kolejny się pojawił w filmie w roli Jigsawa. Znowu poznajemy jego przeszłość, sięgającą jeszcze dalszej przeszłości. Tobin był jak zawsze rewelacyjny. To mój ulubiony ludzki czarny charakter. Ciekawą kreację stworzył także sam Costas Mandylor. Mark Hoffman w jego wykonaniu był przekonujący i niezwykle wyrachowany. Ciekawa postać. Natomiast jeżeli chodzi o Scotta Pattersona to jego postać była jakaś dziwna. Nie przekonał mnie do siebie tym razem. Jego gadki były dość drętwe w szczególności, gdy gadał sam do siebie. W filmie pojawiła się także moja ukochana Julie Benz, która zagrała jedną z pięciorga osób- Brit. Ja osobiście nazywałam ją Darlą jeszcze z czasów kiedy grała wampirzycę Darlę w serialu „Anioł Ciemności”. Ostatnio można ją oglądać w „Dexterze”, gdzie zmieniła imię na Ritę :D Zaczynam coraz bardziej lubić tą aktorkę, a w tym filmie pokazała się z zupełnie innej strony.
Oryginalny tytuł: Saw VI
Po tym jak Jigsaw (Tobin Bell) został zamordowany cała jego gra jest kontynuowana przez agenta specjalnego Hoffmana (Costas Mandylor). Wkrótce wychodzi na jaw, że to jego była żona – Jill (Betsy Russell), ma wykonać ostateczne zadanie. Pośmiertnie, zostawiając swojej żonie tajemniczą skrzynię z danymi, wybiera na swój cel firmę ubezpieczeniową, z którą sam był związany, a która odmówiła mu pomocy kiedy był o krok od uratowania samego siebie. Firma ta pod kierownictwem Williama Eastona (Peter Outerbridge) częściej odrzuca prośby o pomoc niż je przyjmuje przez to skazując na śmierć wielu swoich klientów. Tym razem to on będzie musiał podjąć się gry, w której będzie musiał decydować o losie swoich współpracowników. Ma godzinę na wykonanie kolejnych zadań, a kiedy zawiedzie już nigdy nie zobaczy swojej rodziny. Tymczasem FBI jest w przełomowym miejscu swojego śledztwa, którego znaczącym punktem jest osoba Hoffmana.
Pomimo tego, że kontynuowanie tego filmu na siłę wydaje mi się bezcelowe to jednak i tak oglądam każdy nowy film, bo przecież muszę dokończyć to co zaczęłam, prawda? No, ale okazuje się,że z coraz większym obrzydzeniem podchodzę do tego filmu i dlatego pierwsze minuty oglądałam z przysłoniętymi oczami. Bo w końcu ileż można patrzeć na to jak ludzie odcinają sobie mięcho, po to aby przeżyć? Jak się jednak okazuje wkrótce mocny jest tylko początek filmu, później także się leje dużo krwi(zresztą jak zawsze), ale już w mniej obrzydliwy sposób, chociaż przyznam, że niektóre posunięcia były mniej ludzkie od innych.
Kiedy dowiedziałam się, że Tobin Bell podpisał kontrakt na kolejne filmy z serii „Piła” zastanawiałam się – „Wtf? Przecież on już nie żyje!”. Ten człowiek jednak pokazuje, że „nie żyć” nie oznacza „być martwym”. Oczywiście za specjalnie nie szaleje w tym filmie, bo jest już raczej u kresu wytrzymałości,ale wciąż jest całkiem przerażający. Costas Mandylor – z kolei, nie podoba mi się. Nigdy mi się nie spodoba. Nową twarzą jest Peter Outerbridge („Zabójczy numer”), którego nigdy nie lubiłam. W tym filmie raczej też mi się nie spodobał, podsumowując go „Ja bym go zabiła!”. W filmie ponownie mogliśmy zobaczyć Shawnee Smith (whyyy?!) oraz Betsy Russell, która okazała się być (w końcu!) kluczowym elementem zemsty Jigsawa. Pozostali? No cóż – niewiele dotrwało do końca.
Oryginalny tytuł: Cube 2: Hypercube
Oryginalny tytuł: House of 9
Oryginalny tytuł: Saw II
Kolejne osoby zaczynają chorą grę Jigsawa (Tobin Bell), człowieka Układanki. Tym razem wszyscy zamknięci są w jednym domu, w jednym pokoju, a między nimi znajduje się syn oficera policji, który robi wszystko, aby wydobyć od Jigsawa miejsce pobytu jego syna. Wszystkie osoby znajdujące się w domu zatruwane są przez substancję, która sprawi, że za dwie godziny wszyscy zginą. Jakie jest ich zadanie? Znaleźć w domu poukrywane antidotum. Oczywiście nie dostaną niczego bez poświęcenia, ponieważ wszędzie czają się pułapki. Czy uda im się przetrwać? Czy Eric (Donnie Wahlberg) uratuje swojego syna?
Już od samego początku było obrzydliwie, ble. Potem oczywiście jak na ten film przystało musiało być pełno krwi, pełno bezlitosnych pułapek nie do wydostania się i w ogóle. No nie mogę, obrzydliwość 100%.