NOWOŚCI
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą mutacja. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą mutacja. Pokaż wszystkie posty

sobota, 31 grudnia 2016

1217. Legion samobójców, reż. David Ayer

      Superbohaterowie. Bohaterowie walczący z szumowinami. Bohaterowie walczący ramię w ramię, a także przeciwko sobie. Dużo tego było zarówno po stronie Marvela, jak i DC. A gdyby tak wszystkich stłamszonych przez protagonistów złoczyńców pogłaskać i utworzyć z nich ekipę wybawicieli? Taki Legion Samobójców” z pewnością świetnie by sobie poradził nie tylko na łamach komiksu, ale przede wszystkim na ekranie. Marzenie to spełnił David Ayer, za co znienawidzili go chyba wszyscy miłośnicy ciemnej strony DC Comics.
Źródło: Galapagos Films
      Miasto Gotham dało się wszystkim mocno we znaki. Batman dopiekł nie tylko Deadshotowi (Will Smith), ale również mocno namieszał w planach Harley Quinn i Jokera (Margot Robbie, Jared Leto). Na domiar złego świat boi się latającego kosmity z wielkim “S” na wyrzeźbionej klatce piersiowej. Rząd postanawia działać i chronić świat przed nadludzkimi istotami i problemami, z którymi sami nie potrafią sobie poradzić. Rodzi się więc zakręcony plan stworzenia ekipy mającej pomagającej światu, a składającej się z… największych szumowin nie bojących się ruszyć ma samobójczą misję. Akurat nadarza się okazja sprawdzenia jak sobie poradzą, bo ze smyczy zrywa się jedna z nich, ta która trzyma z wiekowymi wiedźmami.
      Takie filmy, jak najnowsza produkcja Davida Ayera, muszą się spodobać. A przynajmniej tym, którzy cenią sobie dobrą zabawę i potrafią patrzeć na podobne obrazy z lekkim, no dobra- sporym, dystansem. Legion samobójców” nigdy nie będzie takim filmem, jak marvelowskie hity, nigdy nie będzie arcydziełem, którego będzie chciało się cytować w rozmowach z przyjaciółmi. Najlepsze, że nawet nie próbował taki być. Trudno bowiem nie dostrzec tandetnej fabuły, o wizualności nie wspominając. Sama koncepcja jest całkiem w porządku, bo w końcu jest to coś odmiennego od znanych nam superbohaterskich filmów. Aczkolwiek sposób w jaki zaprezentowane zostają postaci jest początkiem niespójności całego scenariusza. Najpierw o jednym, potem o drugim, a potem znowu o tym pierwszym, acha, no ale przecież jest jeszcze trzeci i czwarty i n-ty złoczyńca, który przyłącza się do tego absurdalnego gangu. Kolejną wtop jest motyw Enchantress. Świetnie wprowadzony, klimatyczny i enigmatyczny, a tak straszliwie zrujnowany. Strzałem w dziesiątkę okazało się być pokazanie złoczyńców jako zwykłych ludzi. Ludzi, którzy mają rodziny, którzy kochają i pragną być kochani. Na swój sposób przestali przerażać, kiedy okazali się być zwykłymi wrażliwcami, którzy gdzieś zboczyli ze swojej drogi życiowej.
Źródło: Galapagos Films
      Najważniejsze, że jest zabawa. A jak jest zabawa, to musi być kolorowo i wkroczyć winny efekty wizualne. Pod tym względem film Ayera to kicz na kiczu kiczem poganiany. Począwszy od zaćpanych i szalonych retrospekcji ze wspólnego życia Harley i Jokera, przez pokracznego boskiego brata Enchantress, na samej Enchantress skończywszy. Pierwsze zdecydowanie nie, choć stylizacja tej dwójki jest świetna- szczególnie Harley. Drugie robi wrażenie, ale takie w stylu rozgrywki rodem z Diablo III”. Trzecie… było naprawdę super. Rewelacja z każdorazowym 0przejmowaniem ciała June, rewelacja z wizualizacją Enchantress- tyle w niej było mroku, aż po totalnie tandetny jej obraz w drugiej połowie filmu. Smutne, bo to akurat mogło być coś.
      Po seansie z pewnością jedna rzecz rzuca się w oczy. Przyrównywanie Jokera w wykonaniu Ledgera do kreacji Leto jest istnym nieporozumieniem. Serio? To była najbardziej karykaturalna i nieznośna wizja złoczyńcy jaką kiedykolwiek widziałam. Postrach z niego żaden, sympatii również nie wzbudza- może za mało było nam dane czasu razem. Zdecydowanie nie. Nie wspominając już o braku chemii pomiędzy Leto i Robbie. Margot śliczna, ale jej Harley również do mnie nie przemawiała. Ta dwójka wyglądała na najbardziej sztuczną parę kochanków i nieprzekonujące jednostki jakie kiedykolwiek pojawiły się w kinie bohaterskim. Już lepsze emocje wywoływał Wilk Smith ze swoim Deadshotem, którego historia naprawdę porwała i skradła cały film. Zaraz po nim najbardziej realny okazał się być Kapitan Boomerang. Bez tej dwójki nie dałoby się przymknąć oka na tragizmy aktorskie pozostałych.
Źródło: Galapagos Films
      “Legion samobójców” zdecydowanie jest wielkim rozczarowaniem, ale jeszcze większą niespodzianką. Poza tandetnymi scenami przypominającymi starcia bossów z gry wideo dostarczył bardzo wiele ciekawych rozwiązań cieszących oko. Scenariusz siadł już praktycznie na początku historii, gdzie zabrakło logiki i płynności. Za swobodnych ujęć, mogących być osobnymi filmami- winię za to montażystów. Jednakże z bardzo fajnie dobranymi kawałkami znanymi wszystkim i bagażem emocjonalnym noszonym przez jednostkowe postaci film staje się nie tylko znośny, ale też zaskakująco intrygujący. No i ten Batek!

Ocena: 6/10
Recenzja filmu DVD „Legion samobójców” - dystrybucja Galapagos Films


Oryginalny tytuł: Suicide Squad / Reżyseria: David Ayer / Scenariusz: David Ayer / Na podstawie: komiksu Johna Ostrandera / Zdjęcia: Roman Vasyanov / Muzyka: Steven Price / Obsada: Will Smith, Margot Robbie, Jared Leto, Jai Courtney, Jay Hernandez, Adewale Akinnuoye-Agbaje, Cara Delevingne, Adam Beach, Karen Fukuhara, Joel Kinnaman, Viola Davis, Common / Kraj: USA, Kanada / Gatunek: Akcja, Sci-Fi
Premiera kinowa: 05 lipca 2016 (Świat) 05 sierpnia 2016 (Polska)
Premiera DVD i Blu-ray: 05 grudnia 2016

niedziela, 22 maja 2016

1205. Deadpool, reż. Tim Miller

     Cały rok czekania. Ciągłe maglowanie zwiastunów. Jeden przedterminowy poród, który wydłużył oczekiwanie, uniemożliwiając seans na sali kinowej, gdzie wraz z innymi fanami Marvela można było delektować się nową, niekonwencjonalną postaci w kategoriach R. „Deadpool” w reżyserii Tima Millera, ściśle łączący się z uniwersum X-menów, jest pierwszym krwawym i wulgarnym filmem w kinowym świecie Marvela. O dziwo... to właśnie za to makabryczna postać pokochały miliony!
     Nieokrzesany, przystojny, ale przede wszystkim zabójczy Wade Wilson (Ryan Reynolds) zakochuje się w pięknej prostytutce imieniem Vanessa (Morena Baccarin). Zawiązują pełen humoru i ekstrawagancji związek na długie miesiące, aż nagle spada na nich nowotwór Wade'a. Będący niemal jedną nogą w grobie podejmuje drastyczną decyzję. Ciemną nocą opuszcza ciepłe łóżko dziewczyny i udaje się do ludzi, którzy dzięki tajemniczemu eksperymentowi mogą całkowicie go ozdrowić. Wszczepiają mu specyfik mutujący geny, który nie tylko daje mu nadludzką moc i nieśmiertelność, ale na zawsze odmienia jego wygląd. Niczym chodzący trup targany jest żądzą zemsty. Przywdziewa więc czerwony spandex i wyrusza w pościg za człowiekiem, który go oszpecił, a na imię mu... Francis (Ed Skrein).
     Najnowszy film Tima Millera, to zdecydowanie najbardziej wyjątkowy film, który wzleciał spod skrzydeł Marvela. Zaskakiwał już na etapie jego promocji, gdzie twórcy non stop przełamywali czwartą ścianę. Większość obawiała się, że jego wyjątkowość jest mocno przereklamowana i cała fascynacja zakończy się na etapie zapowiedzi. Jednakże wraz z walentynkową premierą wszystko stało się jasne, to nie były obietnice bez pokrycia. Film okazał się naprawdę zabawny i zaskakujący. Scenarzyści nie szczędzą sobie żartów, nie przebierają w słowach, a fakt, że twórcom udało się wywalczyć kategorię R dla „Deadpoola” tylko im pomogło w przeniesieniu na ekrany jednego z najbardziej krwawych, złośliwych i sarkastycznych bohaterów.
     Już na wstępie każdy fan zamaskowanych superbohaterów dostaje to, czego pragnął- dowód na to, że będzie to jeden z najlepszych seansów jego życia. Czołówka nie pozostawia bowiem złudzeń i choć niektórzy mogą zastanawiać się nad głupotą tłumaczenia, trzeba ich szybko uświadomić – tak... to będzie jeden z takich filmów z przymrużeniem oka. Bowiem na każdym kroku gość w czerwonym spandexie będzie komunikował się z nami, widzami, szydził sobie z obsady X-mena, czy naśmiewał się z aktorskiej kariery Ryana Reynoldsa. Wszystko to z humorem- momentami dość wulgarnym, ale o dziwo świetnie pasującym do charakteru filmu. Każda dyskusja, czy to prowadzona przez Wade'a Wilsona, czy przez samego Deadpoola to prawdziwy popis scenarzystów, który czasami wywoła niekontrolowany atak śmiechu. Prawda jest jednak taka, że najbardziej ze wszystkiego bawi chyba sama postać Deadpoola. Ryan Reynolds jest wręcz genialny w tej roli, choć to też zasługa niesamowitego scenariusza. Z przekonaniem odegrał każdą dziwną minę, a to czego nie potrafił, nie mógł pokazać twarzą prezentował za pomocą gestów. Wszystko wypadło perfekcyjnie, a Reynolds totalnie odkupił się z porażki odegranej w zielonym kostiumie, jaką była „Zielona latarnia”.
     Inną kwestią jest to, że udaje się znaleźć tutaj idealną równowagę dla niekończących się dowcipów i gagów- brutalność. Serio, to chyba jedyny taki film w Marvelu, gdzie trup ścieli się gęsto, a wyrażenie „ręka, noga, mózg na ścianie” nabiera zupełnie nowego znaczenia. Cuda, które Mr Pool potrafi wyczynić z zaledwie 12 nabojami, przy okazji marnując kilka na jednego typka, fascynowały już na etapie zapowiedzi, ale to co się dzieje w faktycznym filmie... szaleństwo. Krew się leje, głowy latają, fanki szaleją! Facet się nie patyczkuje. Nie zapominajmy, że przy tym wygląda totalnie szkaradnie, takiż efekt uboczny mutacji, która mu się przytrafiła. Lepiej, żeby chodził cały czas w masce.
     Cała historia i jej budowa nie do końca przekonuje. Szatkowanie fabuły przeskakując z przeszłości w teraźniejszość i z teraźniejszości w przeszłość nie do końca spełnia swoje zadanie. Oczywiście, fajnie spojrzeć na faktyczne początki Deadpoola, co, kto i dlaczego, w szczególności, że jest to niezwykle ciekawe. Bazą wszystkiego jest oczywiście wątek miłosny, bo przecież czego się nie robi dla ukochanej osoby, nawet jak ma się raka z przerzutami. Akurat wtedy nie podejmuje się najbardziej racjonalnych decyzji życiowych, ale i tak nie było już chyba nic do stracenia. Potem zostaje już jedynie słodka zemsta. Dziwnym jest napędzać całą historię tym jednym elementem, choć zasadniczo bardzo ciekawie jest on poprowadzony. Wydaje się nie mieć on jednak mniejszego seansu, więc coś tutaj mocno szwankuje- możliwe, że banalność samego pomysłu. A poza tym... czemu tylko dwóch Xmenów zaprzęgnięto do walki? Zastanawiająca sprawa pozostawiająca pytanie, czy Deadpool pojawi się w jakiejś ekranizacji z ich uniwersum.
     Produkcja jest świetna pod względem designu. Czerwień podkręcona na każdym kroku, czy to przez wdzianko głównego bohatera- brawa dla projektanta kostiumów, czy barwę rozbrojonych postaci. Świetnie wypadają wszelkie elementy wymagające wykorzystania efektów specjalnych- wszelkie wybuchy baaardzo realistyczne, tak jak i rozwaleni ludzie. Do tego sceny walki... tak bardzo dopracowane. Ich choreografia wyglądająca niczym najlepszy układ taneczny. Wymachiwanie mieczami i innego typu zabawkami- sama przyjemność na to patrzeć. A wszystko w towarzystwie bardzo rytmicznych kawałków muzycznych- przebojów Wham!, czy hitów DMX-a- ten drugi świetnie sparowany z wejściem mutantów. Do tego ścieżka dźwiękowa stworzona przez Junkie XL, który zawsze sprawdza się w tak mocnych uderzeniach.
     „Deadpool” jest zdecydowanie jednym z najbardziej zachwycających filmów Marvela, choć nie tak dynamicznych, jak inne. Wszystkie elementy wydają się idealnie ze sobą łączyć, czego dowodem jest baardzo długa scena na moście. Świetnie współgrające wątki miłosny, zemsty i pewnych ludzkich ambicji jedynie podkręcają atmosferę. Wszystko to doprawione pikantnym poczuciem humoru, którego pozazdrościć może każdy. Dlatego właśnie to Deadpool kradnie cały film. Wraz ze swoim luzackim podejściem do życia, niebywałą elokwencją i ciętym dowcipem zdecydowanie ląduje na szczycie listy najlepszych bohaterów, bo przecież superbohater z niego żaden, jacy tylko wystąpili na wielkim ekranie. Dobry Deadpool!

Ocena: 8/10

Oryginalny tytuł: Deadpool / Reżyseria: Tim Miller / Scenariusz: Rhett Reese, Paul Wernick / Zdjęcia: Ken Seng / Muzyka: Junkie XL / Obsada: Ryan Reynolds, Morena Baccarin, Ed Skrein, T.J. Miller, Gina Carano, Leslie Uggams, Brianna Hildebrand, Stefan Kapicic, Karan Soni / Kraj: USA, Kanada / Gatunek: Komedia, Akcja, Sci-Fi
Premiera: 21 stycznia 2016 (Świat) 12 lutego 2016 (Polska)

sobota, 23 kwietnia 2016

SZORTy #34: Wojownicze Żółwie Ninja, Dracula- Historia nieznana, Noah- Wybraniec Boga


Oryginalny tytuł: Teenage Mutant Ninja Turtles | Reżyseria: Jonathan Liebesman | Scenariusz: Josh Appelbaum, André Nemec, Evan Daugherty | Obsada: Megan Fox, Will Arnett, William Fichtner, Alan Ritchson, Noel Fisher, Pete Ploszek, Jeremy Howard, Tohoru Masamune, Danny Woodburn | Kraj: USA | Gatunek: Komedia, Akcja, Sci-Fi
Premiera: 03 sierpnia 2014 (Świat) 08 sierpnia 2014 (Polska)
Ocena: 4/10

      Historia wszystkim bardzo dobrze znana. Wielokrotnie ekranizowana- w formie serialu, animacji, a teraz filmu aktorskiego. Fabuła już się chyba przejadła, bo „Wojownicze Żółwie Ninja” nowej generacji nie wywołują fali entuzjazmu wśród krytyków, co widać chociażby bo kilku nominacjach do tegorocznych Złotych Malin.
     Miasto terroryzowane jest przez Klan Stopy rządzonej przez Shreddera. April O'Neal liczy na to, że rozwikłanie sprawy otworzy furtkę do jej dziennikarskiej kariery. Podczas prywatnego śledztwa trafia nie tylko na Klan, ale również tajemniczych wybawców. Wkrótce okazuje się, że znała ich już wcześniej jako eksperyment laboratoryjny jej ojca.
     Film akcji, który nie budzi sensacji. Film z użyciem efekciarskich gadżetów, który nie zachwyca. „Wojownicze Żółwie Ninja” pod żadnym względem nie spełniają oczekiwań, które nań nałożono. Fabuła bardzo oklepana i wtórna, poza wątkiem żółwi wielokrotnie maglowanym nie wiadomo do końca o co w ogóle toczy się stawka. W tym wszystkim akcja jest potwornie nudna. Zaskakujące jest to, że wciąż coś się dzieje, ale tempo wydarzeń nie porywa. Żółwie tak często podlegające obróbce... wypadałoby, aby w końcu wyglądały świetnie. Przeraża więc, że w dzisiejszych czasach wypuszcza się jeszcze tak wyglądające filmy. Każdy z zielonych bohaterów ma swoją własną osobowość, tak wyraźną, że z łatwością można ich odróżnić, ale młodzieńcza energia nie do końca ma odzwierciedlenie w wizerunku. Do tego wszystkiego jeszcze blaszany Shredder. Wielkiego hardkoru dawno nie było, no ale przecież trzeba wyjść naprzód współczesnej fascynacji widza robotami. Jak roboty to tylko Megan Fox, która ma w tym temacie sporo doświadczenia. Niezbyt wymagająca rola, dla niezbyt utalentowanej aktorki, w niezbyt wymagającym filmie rozrywkowym. Wszystko więc gra i pasuje.

Oryginalny tytuł: Dracula Untold | Reżyseria: Gary Shore | Scenariusz: Matt Sazama, Burk Sharpless | Obsada: Luke Ecans, Sarah Gadon, Dominic Cooper, Art Parkinson, Charles Dance, Zach McGowan, Jakub Gierszał | Kraj: USA | Gatunek: Fantasy, Horror
Premiera: 01 października 2014 (Świat) 17 października 2014 (Polska)
Ocena: 4/10

      Kolejna opowieść o wampirach, ale całkiem w innym stylu. Jeżeli ktoś nie znał ludzkiego życia Draculi, dzięki debiutującemu reżyserowi- Gary'emu Shore, w końcu ma szansę nadrobić zaległości. W końcu bowiem pojawia się „Dracula. Historia nieznana” i wszystko staje się takie oczywiste.
     Wszyscy obawiają się o swój żywot kiedy do akcji wkracza Vlad Palownik. Mający swój przydomek od nabijania ofiar na pale poznaje piękną kobietę i postanawia się ustatkować. Powraca do Transylwanii, aby w pokoju sprawować władzę, być dobrym mężem i ojcem. Jednakże gdy u wrót czekają wojska Turków Vlad zmuszony jest podjąć drastyczną decyzję, aby ratować swoich podwładnych. Wyrusza w góry, do tajemniczej, nieśmiertelnej istoty i zawiera z nią pakt, która odmieni jego życie.
      Stara historia opowiedziana całkowicie na nowo. Ugryziona bardziej od historycznej strony, nakreślające prawdziwą genezę Draculi. Za mało w tym jednak prawdziwie historycznych faktów, za dużo ględzenia o niczym, ale przede wszystkim dziwnych przepychanek pomiędzy bohaterami. Choć to fabuła skupiająca się na postaci Draculi, którego osobę definiować można jednym określeniem – WAMPIR!, to jednak za mało tutaj rozlewu krwi, za mało tutaj fantastyki, za mało wampiryzmu i kłów. Powód? Dość prosty, większa część to zdecydowane zmagania księcia z przeciwnościami, z prawdziwym wrogiem jakim są Turcy. Jest to chwila kiedy może wykazywać się odwagą, ale przede wszystkim mądrością. Wypicie wampirzej krwi ma uczynić go superbohaterem, który w pojedynkę rozwali całą armię przeciwników. O dziwo, da się! Nie dziwne skoro jest się superszybkim, uzbrojonym w kły i mogącym zamieniać się w stado nietoperzy. Pokusa krwi jest jednak silna, ale pamiętać musi, że jak tylko napije się choć kropli stanie się wieczną istotą. Bardzo zgrabnie ukryte zmaganie się człowieka z wewnętrznymi demonami i własnym sumieniem. Świetna rzecz, w dość ciekawym średniowiecznym klimacie, z nawet zaskakująco dobrą muzyką. Jak na pierwszy film to „Dracula. Historia nieznana” wypada całkiem nie najgorzej, ale prawda jest taka, że nie niesie za sobą praktycznie nic, poza wspaniałym licem Luke'a Evansa, który tak fajnie wygląda w czarnym wdzianku, z kłami i umazany krwią. Za to finałowa scena... całkiem kontrastowa, ale intrygująca!

Oryginalny tytuł: Noah | Reżyseria: Darren Aronofsky | Scenariusz: Darren Aronofsky, Ari Handel | Obsada: Russell Crowe, Jennifer Connelly, Ray Winstone, Anthony Hopkins, Emma Watson, Logan Lerman, Douglas Booth, Nick Nolte | Kraj: USA | Gatunek: Fantasy, Dramat
Premiera: 10 marca 2014 (Świat) 28 marca 2014 (Polska)
Ocena: 5/10

     Trudno jest się otrząsnąć z szoku, jaki wywołuje ten film. W końcu kto by się spodziewał, że Darren Aronofsky, który stworzył takie genialne filmy jak „Requiem dla snu”, czy „Czarny łabędź” popełni taką zbrodnię jaką jest ekranizacja jego własnego komiksu o tytule „Noe. Za niegodziwość ludzi”.
    Kiedy Kain zabija Abla, jego potomkowie rozprzestrzeniają się na całą planetę, niszcząc i eksploatując wszelkie jej zasoby, a także żyjąc w grzechu. Jedynie potomkowie Seta żyją w zgodzie z Bogiem i swoim sumieniem. Jeden z nich, Noe, miewa wizje dotyczące potopu mającego oczyścić ludzkość. Podążając za wolą Stwórcy postanawia zbudować Arkę, która ochroni jedynie niewinne istoty.
     Jeszcze nigdy oglądanie biblijnego filmu nie sprawiało tak ogromnego bólu. Jednakże Aronofsky po raz kolejny łamie wszelkie zasady. Niestety, tym razem wychodzi to produkcji bardziej na złe niż dobre. „Noe” to nie jest typowy obraz z tego gatunku. Poza moralizatorskim charakterem bardzo dużo tu o fanatyzmie religijnym. Przerażająca jest to wizja ślepego podążania za wolą Boga i swoistą nadinterpretacją jego woli. W końcu każdemu człowiekowi dał rozum, serce i wolę... Wartość merytoryczna nie jest tutaj problemem, aczkolwiek wchodzenie w fazę oczyszczania Ziemi z ludzkiej niegodziwości jest mocno naciągane i ciężkie do strawienia. Bardziej boli tutaj nadnaturalność całej opowieści, a dokładnie kamiennych strażników. Nie każdemu może spodobać się ta wersja opowieści, bo dodawanie fantastyki może godzić w uczucia wielu katolików. Samo wykonanie jest jednak bardzo kanciaste. I nie chodzi tu jedynie o kamienne posągi, ale i całą resztę wizualności produkcji. Dziwnie się na to patrzy, jest to mocno abstrakcyjne i nie każdy musi to zrozumieć. Piękne są jednak zdjęcia obrazujące zniszczenie planety i jej surowość. Efekciarstwa jest tu cała masa, aczkolwiek chyba wszyscy wyczekiwali na wielką falę powodziową. Niestety, jest to jedna z najsłabszych jakie powstały w kinie. Szkoda. Na pewno produkcji bardzo sprzyja muzyka stworzona przez Clinta Mansella, ale na dół ciągnie ją przeciętne aktorstwo, a także osoba uroczej, choć zwyczajnie nijakiej Emmy Watson. W efekcie film staje się bardzo przeciętny, a w pamięci pozostanie jedynie jako niszczyciel biblijnego Noego.

sobota, 17 marca 2012

922. X-Men: Pierwsza klasa, reż. Matthew Vaughn

Oryginalny tytuł: X-Men: First Class
Seria: X-Men
Reżyseria: Matthew Vaughn
Scenariusz: Jane Goldman, Ashley Miller, Zack Stentz, Matthew Vaughn
Na podstawie: komiksu Stana Lee i Jacka Kirby'ego
Zdjęcia: John Mathieson
Muzyka: Henry Jackman
Kraj: USA
Gatunek: Akcja, Sci-Fi
Premiera światowa: 01 czerwca 2011
Premiera polska: 03 czerwca 2011
Obsada: James McAvoy, Michael Fassbender, Rose Byrne, Jennifer Lawrence, Kevin Bacon, January Jones, Nicholas Hoult, Oliver Platt, Jason Flemyng, Lucas Till, Edi Gathegi, Caleb Landry Jones, Zoë Kravitz, Álex González, Ray Wise 
    
    Minęło 11 lat od ekranizacji komiksu „X-Men”, którą wyreżyserował Bryan Singer. Film o genetycznych mutantach cieszył się taką popularnością, że aż przekształcił się w trylogię. Po tym jak pomysł pewnej ciągłości się wypalił, postanowiono tworzyć genezy poszczególnych bohaterów. Takim sposobem powstał hit o jednym z ulubionych mutantów – Wolverinie, w filmie „X-Men Geneza: Wolverine”. Od tamtej pory minęły dwa lata, a świat nie wydaje się zapominać o swoich zmutowanych ulubieńcach. Zaczęto rozmyślać o dalszych kontynuacjach, aż w końcu twórcy wpadli na rewelacyjny pomysł stworzenia prequela do filmów „X-Men” nadając mu tytuł „X-Men: Pierwsza klasa”. Tym razem za sterami stanął Matthew Vaughn, twórca takich hitów kinowych jak „Gwiezdny pył”, czy „Kick-Ass”, który w połączeniu z genialnymi postaciami Marvela zaprezentował zupełnie nowe spojrzenie na znaną fanom komiksowych ekranizacji historię.
     W czasie II wojny światowej w obozie koncentracyjnym w Polsce przebywa młody chłopiec o imieniu Eric, który na skutek eksperymentów genetycznych nabył niezwykłą zdolność oddziaływania na metal. Po tym jak Schmidt (Kevin Bacon) morduje jego matkę, aby rozbudzić jego moce, Eric poprzysięga zemstę. Wiele lat po tych wydarzeniach na świecie żyje wielu mutantów, o których istnieniu świat nie zdaje sobie sprawy. Jednakże kiedy tajna agentka- Moira McTaggert (Rose Byrne), staje się świadkiem objawu jednego z nich postanawia prosić o pomoc profesora Charlesa Xaviera (James McAvoy). Oboje chcą złapać Sebastiana Shawa, który myśli rozpętać kolejną wojnę pomiędzy ludźmi a mutantami. Jego śladem podąża także Eric (Michael Fassbender), gdyż to właśnie na nim poprzysiągł zemstę przed laty. Kiedy drogi Erica i Charlesa krzyżują się, nawiązują oni współpracę, a dzięki najnowszej technologii agenta Hanka McCoya (Nicholas Hoult) udaje im się odnaleźć innych młodych mutantów.

piątek, 30 grudnia 2011

848. Resident Evil 2: Apokalipsa, reż. Alexander Witt

Oryginalny tytuł: Resident Evil: Apocalypse
Seria: Resident Evil #2
Reżyseria: Alexander Witt 
Scenariusz: Paul W.S. Anderson
Zdjęcia: Derek Rogers, Christian Sebaldt
Muzyka: Jeff Danna, Elia Cmiral
Kraj: Wielka Brytania, Niemcy, Francja, Kanada
Gatunek: Horror, Akcja
Premiera światowa: 10 września 2004
Premiera polska: 29 października 2004 
Obsada: Milla Jovovich, Sienna Guillory, Eric Mabius, Oded Fehr, Thomas Kretschmann, Jared Harris, Sandrine Holt, Mike Epps

     Kiedy w 2002 roku Paul W.S. Anderson przeniósł na wielki ekran znaną grę komputerową „Resident Evil” nie liczył się z tym, że osiągnie tak wielki sukces. Wiadome było więc, że film doczeka się wkrótce swojej kontynuacji. Anderson już miał gotowy scenariusz do „Resident Evil: Apokalipsa”, jednakże ze względu na jego zaangażowanie w projekt „Obcy kontra Predator” nie mógł zająć się reżyserią drugiego filmu. Wtedy producenci wspólnie zdecydowali, że powinien się tym zająć Alexander Witt, dla którego był to pierwszy film samodzielnie wyreżyserowany. Okazało się trafnym wyborem, gdyż zarówno ekipa filmowa, jak i widzowie są zadowoleni z jego pracy i jej efektów.
     Po tym jak Alice (Milla Jovovich) wraz z Mattem (Eric Mabius) wydostają się żywi z tajnej placówki badawczej korporacji Umbrella i przejęci przez ich wysłanników, wirus T wydostaje się na światło dzienne i powoduje spustoszenie na ulicach miasta Raccoon. Korporacja Umbrella przygotowuje się do ewakuacji miasta, jednakże gdy tylko spostrzega, że wirus dotarł do jedynego miejsca łączącego Raccoon ze światem automatycznie zamyka drogę wyjazdu. Osoby, którym cudem udało się uniknąć zarażenia i śmierci próbują odnaleźć bezpieczne schronienie. Wśród nich jest funkcjonariuszka policji Jill Valentine (Sienna Guillory), która chroni ocalałych, kryjących się w kościele. Z pomocą przybywa Alice, która ratuje ich z opresji, a dzięki ofercie doktora Ashforda (Jared Harris) mają szansę wydostać się bezpiecznie z miasta, jeżeli tylko odnajdą jego córkę. Nie będzie to jednak takie proste, gdyż za każdym rogiem czają się zarażeni, a także eksperyment korporacji – Nemesis, którego celem jest stoczenie śmiertelnego pojedynku z Alice.

wtorek, 27 grudnia 2011

846. Resident Evil: Afterlife, reż. Paul W.S. Anderson

Seria: Resident Evil #4
Reżyseria: Paul W.S. Anderson
Scenariusz: Paul W.S. Anderson
Zdjęcia: Thomas MacPherson
Muzyka: tomandandy
Kraj: Wielka Brytania, Niemcy, Francja
Gatunek: Horror, Akcja
Premiera światowa: 02 września 2010  
Premiera polska: 10 września 2010  
Obsada: Milla Jovovich, Ali Larter, W
entworth Miller, Shawn Roberts, Kim Coates, Spence Locke, Sienna Guillory
 
    „Resident Evil” jest jedną z najpopularniejszych serii gier komputerowych wszechczasów. Niewielu więc zostało zaskoczonych, kiedy w 2002 roku na ekrany weszła produkcja Paula W.S. Andersona bazująca na owej serii gier. Tak samo jak gry, tak też i filmy cieszą się ogromną popularnością. Dlatego też Paul W.S. Anderson postanowił zrealizować czwarty film z serii wychodząc naprzeciw oczekiwaniom dzisiejszego widza tworząc „Afterlife” w popularnej technologii 3D, tym samym powodując, że jest to pierwsza ekranizacja gry, która doczekała się wykonania w tej technice.
     Po tym jak świat zostaje spustoszony przez wirusa T zamieniającego ludzi w krwiożercze bestie, Alice wyrusza do Tokio wraz ze swoimi klonami, aby tam zemścić się na członkach korporacji Umbrella, która eksperymentowała na niej z wirusem. Kiedy wszystkie klony zostają zniszczone, a prawdziwa Alice (Milla Jovovich) ledwo uchodzi z życiem, udaje się na Alaskę skąd puszczony został sygnał o Arkadii mającej stanowić azyl dla wszystkich niezainfekowanych. Tam też wyruszyli jej przyjaciele poznani w Nevadzie, jednakże kiedy przybywa na miejsce nie zastaje nic poza polami, plażą oraz dziesiątkami porzuconych samolotów. Udaje jej się odnaleźć Claire (Ali Larter), którą pozbawiono wspomnień, i razem wyruszają do Los Angeles, gdzie spotykają innych ocalałych, a także odnajdują Arkadię.

czwartek, 27 października 2011

817. Resident Evil, reż. Paul W.S. Anderson

Seria: Resident Evil #1
Reżyseria: Paul W.S. Anderson
Scenariusz:
Paul W.S. Anderson
Na podstawie: gry komputerowej o tym samym tytule
Zdjęcia: David Johnson
Muzyka: Marco Beltrami, Clint Mansell, Depeche Mode, Marilyn Manson
Kraj: Francja, Niemcy, Wielka Brytania
Gatunek: Horror, Akcja
Premiera światowa: 12 marca 2002
Premiera polska: 26 lipca 2002
Obsada: Milla Jovovich, Michelle Rodriguez, Eric Mabius, James Puferoy, Colin Salomon, Pasquale Aleardi

     Oprócz ekranizacji powieści oraz komiksów, gry komputerowe są kolejną bazą, na której opierają się nowocześni scenarzyści. Wokół ekranizacji jednej z najpopularniejszych gier o tytule „Resident Evil”, gdzie gracz może osobiście mordować rzeszę zombiaków, było trochę zamieszania, gdyż pomysł na realizację filmowej wersji popularnej wśród graczy historii, którą zaprezentował spec od filmów o zombiakach – George Romero, nie do końca spodobał się producentom. Inne zdanie mieli z kolei w sprawie twórczości Paula W.S. Andersona- wielkiego fana gier i horrorów, który nie tylko napisał scenariusz do filmu, ale przede wszystkim został również jego reżyserem. Nie spodziewał się jednak, że jego film tak przypadnie do gustu publice, że doczeka się kontynuacji i stanie się projektem długoterminowym.

     Pod Recoon City znajduje się ośrodek badawczy UL należący do korporacji Umbrela. Jego pracownicy nie tylko zmuszeni są pracować głęboko pod ziemią, ale też mieszkać tam. Pewnego dnia dochodzi do wypadku w jednym z laboratoriów, w wyniku, którego wirus T przedostaje się do wentylacji. Zajmujący się całym Ulem komputer o sztucznej inteligencji „Czerwona Królowa” odcina wszystkim pracownikom drogę ucieczki, a następnie ich morduje. Kiedy po pewnym grupa komandosów wraz z byłą pracownicą korporacji przybywają na miejsce, aby zrestartować komputer okazuje się, że pracownicy wcale nie są martwi, a jedynie ich ciałami zawładnął wirus sprowadzający ich umysł do pierwotnego stanu, czyli poszukiwaniu pożywienia. Komandosi przypadkowo uwalniają chodzących trupów i teraz robią wszystko, aby wydostać się z Ula zanim zostanie raz na zawsze odcięty od świata zapobiegając rozprzestrzenieniu się zarazy.

środa, 8 grudnia 2010

478. X-Men 2, reż. Bryan Singer

Reżyseria: Bryan Singer
Scenariusz: Michael Dougherty, Dan Harris
Zdjęcia: Newton Thomas Sigel
Muzyka: John Ottman
Kraj: USA
Gatunek: Akcja / Sci- Fi
Premiera światowa: 24 kwietnia 2003
Premiera polska: 01 maja 2003
Główne role:
           Patrick Stewart jako Profesor Charles Xavier
           Hugh Jackman jako Logan / Wolverine
           Halle Berry jako Ororo Munroe / Storm
           Anna Paquin jako Marie / Rouge
           Shawn Ashmore jako Bobby Drake / Iceman
           Ellen Page jako Kitty Pryde / Shadowcat
           Aaron Stanford jako John Allerdyce / Pyro
           James Mardsen jako Scott Summers / Cyklop
           Famke Janssen jako Jean Grey
           Alan Cumming jako Kurt Wagner / Nightcrawler
           Ian McKellen jako Erik Lensherr / Magneto
           Rebecca Romijn jako Mystique
           Kelly Hu jako Yuriko Oyama / Deathstrike
           Brian Cox jako William Stryker
Historia:
   ProfesorXavier wraz ze swoją wierną ekipą i uczniami mogą w końcu odetchnąć ze spokojemkiedy Magneto został zamknięty w plastikowej klatce. Niestety dochodzi dozamachu na życie prezydenta ze strony tajemniczego mutanta, przez co mutanciznowu znajdują się na celowniku rządu. Na domiar złego do akcji wkracza niejakiGenerał William Straker, który odnalazł sposób na kontrolowanie mutantów,których nienawidzi i dzięki ogromnej wiedzy Magneto na temat ośrodka profesoraXaviera udaje się tam, aby nie tylko porwać mutantów, ale także dotrzeć donajważniejszego pomieszczenia dla wszystkich mutantów- Cerebro. Kiedy profesorXavier zostaje porwany, aby dzięki Cerebro stworzonemu przez Strakera zabićwszystkich mutantów X-meni muszą zjednoczyć się ze swoim wrogiem Magneto iMystique, aby uratować swoją rasę.
Moja opinia o filmie:
    „X2” to druga już odsłona znanego komiksu Stana Lee i Jacka Kirby`ego. Po raz kolejny realizacji podjął się Bryan Singer, który utrzymał klimat pierwszej części. Nie wiem czemu, ale po obejrzeniu wszystkich trzech części to nie jedynka jest moją ulubioną, a zazwyczaj tak jest. Drugi film utrzymany jest w wojskowym klimacie,ponieważ mamy do czynienia z generałem Strakerem. Poznajemy także kilku nowych i w dodatku ciekawych mutantów. A wszystko to w skromnej osłonie efektów specjalnych.
    Swego czasu miałam okazję oglądać „X- men: Ewolucja”, czyli animowana wersja X-menów, która emitowana była na Cartoon Network. Zastanawiałam się wtedy kiedy pojawi się ten mój ukochany Nightcrawler. No i w tej części właśnie się doczekałam. Jest to niezwykle fascynująca mnie postać. Co prawda w animacji był on młodszy, no ale tam wszyscy utknęli na etapie liceum, a tutaj są już dorosłymi ludźmi. Niemniej jednak postać ta bardzo mi się podoba. A w dodatku to jak stworzono jest teleportację… no wyglądało to fantastycznie i niezwykle efektownie. Strzał w dziesiątkę. Inną nową postacią jest Pyro. W animacji od samego początku stał on po stronie Magneto. W filmie musiał przejść ku temu zdarzeniu długą drogę.Jednakże bardzo podobała mi się jego moc, w końcu władanie ogniem to nie przelewki. Oczywiście pojawiła się także żeńska wersja Wolverina, czyli Yuriko Oyama. Była niezwykła. Miała chyba za dużo tego adamantu w kościach, bo strasznie nimi strzelała ;P zastanawiałam się przez większość filmu jak to wyglądać będzie. A tutaj spojrzałam na jej paznokcie, które trochę się wydłużyły. Były niezwykle ostre, bo bardziej wąskie niż te u Wolverina. Pojawiło się także kilka postaci dalszo planowych takie jak na przykład koleś ze stali,Kitty, która przenika przez ściany, dziewczynka, która głosem może doprowadzić do szału i chłopiec, który oczami przełącza kanały telewizyjne hehe :D Po stronie zła stanął tymczasem Jason, który miał podobną moc do Xaviera. Było groźnie.
    Jak już wspomniałam film nie był upstrzony efektami specjalnymi. Oczywiście kiedy nasi bohaterowie używali swoich mocy to trudno było ich nie użyć, ale były one znikome. Najbardziej efektowne zdawało się być Cerebro. W końcu pierwszy raz poznajemy jego wnętrze i to co naprawdę można dzięki niemu zrobić. Bardzo mi się podobało to jak zostało przedstawione to odnajdywanie ludzi. Myślałam, że wygląda to zupełnie inaczej. A jednak jestem mile zaskoczona. Kolejną sprawą było używanie mocy przez Jean. Uczy jej płonęły przez co dodano jej mocy charakteru. No i najlepsza końcowa scena przypadła jej w udziale :) teraz wiem co to było na tej wodzie :D wiem, bo widziałam „X- men: Ostatni bastion”.Dopiero teraz rozpoznałam ten kształt. Oczywiście sama klatka w jakiej znajdował się Magneto również była niczego sobie. Dość ciekawe pomieszczenie na uwięzienie faceta, który robi z metalem to co mu się żywnie podoba. No i ten motyw ze strażnikiem :D „za dużo żelaza we krwi” buehehe :D fajnie to wyglądało jak się bawił tym żelazem później :)
    Film ten jednak to po prostu zwyczajna akcja. No może nie do końca zwyczajna, bo trudno tak nazwać akcję z udziałem mutantów. No, ale chodzi o to, że dzieje się tutaj bardzo wiele. Mieliśmy różne strzelaniny, głównie oczywiście ogniem z rąk Pyro,mieliśmy sceny mrożące krew w żyłach, czyli samolot X- menów, który został namierzony przez odrzutowce i prawie, że zestrzelony, gdyby nie moce Jean. Mamy także różne ucieczki, zaczynając od wyrwania się Magneto z plastikowego więzienia, a kończąc na ucieczce uczniów Xaviera z ośrodka przed ludźmi Strakera. No i oczywiście nie może także zabraknąć walki, która miała miejsce pomiędzy Wolverinem i Yuriko. Bardzo ostra walka. Tak, że jak widzicie nie było się kiedy nudzić.
    Stwierdzam,że powoli lektor Polsatu zaczyna mnie irytować. Ja wiem, że tłumacze chcą jak najlepiej, ale moim zdaniem tłumaczenie ksywek artystycznych poszczególnych mutantów nie jest najlepsze. Jak można o Wolverine powiedzieć, że jest Wilkiem,kiedy znaczy to nic innego jak Rosomak. Jeżeli już chcecie tłumaczyć to tłumaczcie dobrze. Ja wiem, że Rogue to znaczy Szelma, ale beznadziejnie to brzmi po polsku. A nie mówię już o Nightcrawlerze, z którego zrobili Nietoperza. Ja wiem, że może coś on w sobie z tego zwierzaka ma, ale bez przesady. Dlatego moim zdaniem najlepiej oglądać filmy w wersji oryginalnej wspartej napisami polskimi.
    W filmie tym nie było żadnej osoby, która jakoś wyjątkowo by mnie drażniła. Uważam, że wszyscy byli dobrzy. Najbardziej jednak spodobała mi się rola Magneto, czyli po raz kolejny Ian McKellen. Już pisałam o tym przy „Władcy Pierścieni”, że uwielbiam tego faceta. Idealnie potrafi wcielić się w każdą rolę. Pamiętam go doskonale z filmu „Uczeń Szatana’, gdzie wcielił się w rolę szalonego byłego nazisty. Widziałam go w różnych obliczach i mam do tego człowieka po prostu sentyment. Co do innych postaci to jak zawsze jestem urzeczona Hugh Jackmanem,czyli Wolverine. On to zawsze jest taki zwierzakowaty w tym filmie i urzeka mnie to :D podsumowując nie ma jakiejś zadry w obsadzie i wszyscy grali na odpowiednim poziomie.
    Pisałam już wcześniej, że kocham ten film. Nie tylko ten zresztą, całą serię X- menów. Ostatnio w kinach pojawił się „X- men Geneza: Wolverine”, a w następnych latach ma mieć premierę  „X- men Geneza:Magneto”. Na oba filmy oczekuję i mam nadzieję tylko, że Wolverine nie będzie filmem czysto wojskowym, bo nie do końca za takowymi przepadam, ale jakoś to zdzierżę dla mojego ukochanego bohatera. „X2” to film zdecydowanie nie dla każdego, bo z pewnością niewielu przypadła do gustu historia walki dobrych i złych mutantów. Jednakże ja od zawsze byłam inna i kochałam inności dlatego też właśnie uwielbiam nie tylko ten film, ale i również wiele mu podobnych. W tym filmie znajdziemy i wątki miłosne i wątki wzruszające, jak i te bardziej nafaszerowane akcją. Każdy znajdzie coś dla siebie.
Ulubione sceny:
*    ucieczka Magneto z klatki,
*    Woverine vs. Yuriko,
*    zakończenie.
Kącik refleksyjny:
    Gdybyście mieli taką możliwość to, którą moc naszych bohaterów chcielibyście posiadać? Niezniszczalność Wolverina? Odbieranie mocy przez Rogue? A może taką jak Pyro,czy Ice man? Czy w przypadku, gdyby na Ziemi istnieli podobni mutanci chcielibyście, aby mieli oni nakaz ujawniania się?
Galeria:
  
 
 
 
 
 
 
OCENA: 8/10            Bardzo dobry
      
W serii:
Powiązane: