NOWOŚCI
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą mitologia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą mitologia. Pokaż wszystkie posty

środa, 7 listopada 2018

Książka #490: Atlas mitów, aut. Thiago de Moraes

     Bazgroli od kiedy tylko pamięta. Wolał rysunki niż skupianie uwagi na czymkolwiek. Teraz jego małe twory ożywiają w licznych publikacjach, tak jest w przypadku „Atlasu mitów”. Książce, której temat jest bardzo znany, utrwalany od wielu lat, ale też i ponadczasowy. Mitologię grecką, czy nordycką zna już chyba każdy, ale czy ktokolwiek wie kim byli Janomani, czy Jorubi? Thiago de Moraes zabiera czytelnika w niesamowitą przygodę po wierzeniach ludzi całego świata, a robi to w niezwykle bogaty sposób.

     Świat zbudowany z czterech dysków, czarownica w moździerzu, wielkie kurczaki, wampiry, czy maczuga, która z jednej strony zabija, a drugiej ożywia. Co łączy te wszystkie elementy? Są przedmiotami mniej, bądź bardziej pokręconych mitologicznych opowieści z całego świata. Bez względu na to, z którego zakątka pochodzą, czy to z Grecji, czy ze Skandynawii, czy Japonii, wszystkie stanowią podwaliny wierzeń mieszkańców tamtejszych rejonów. Szczęśliwie, w końcu ktoś podejmuje próbę pokazania wielu nieznanych światów najmłodszym czytelnikom.

     Publikacja Thiago de Moraesa ciągnie ten sam schemat. Każda z mitologii rozpoczyna się słowem wstępu, w którym odnajdziemy lokalizację danych wierzeń oraz mały zarys. Następnie przechodzi się do planszy prezentujący dany świat według konkretnych założeń. Prezentuje ona nie tylko spojrzenie na wygląd świata, ale również najważniejszych bogów, a przy każdym znajduje się drobny opis jego domeny. Naprzemiennie stosuje się układ poziomy bądź pionowy- ten drugi nakłada lekkie problemy z komfortem zapoznawania się z nim. W dalszej kolejności autor zapoznaje nas z najważniejszymi, najbardziej znanymi, bądź najbardziej kluczowymi opowieściami konkretnej mitologii. Z jednej strony bardzo sobie cenię niektóre z wyborów, ale innych- w szczególności, w przypadku tych najbardziej znanych nie do końca potrafię zrozumieć. Szkoda, że nie potraktowano tej publikacji jako sposobu na pokazanie tego co nieznane. Po co kolejny raz zaczytywać się w pracach Heraklesa, jak można byłoby poznać szczegóły wyprawy Jazona po złote runo, czy każdy inny mniej znany mit. Szkoda. Finałem ma być przytoczenie kilku stworzeń oraz artefaktów charakterystycznych dla danych wierzeń. Tutaj można było zdecydowanie bardziej to rozwinąć, a nie skupiać się zaledwie na 4 elementach. Cały ten układ wydaje się mieć sens, w szczególności, że jednej części poświęca się mniej drugiej więcej uwagi. Zachowuje więc to formę kompendium wiedzy odnośnie mitologii, ale też nie spełnia do końca tych przesłanek, gdyż jego za mało.

     Przez to, że twórca chciał przybliżyć czytelnikowi jak najwięcej mitologicznych światów, a nie rozszerzać za bardzo swojej publikacji wszystko potraktował praktycznie powierzchownie. Opisy bogów nie mające więcej sensu- momentami wydają się wręcz oczywiste, a niekiedy nawet i całkowicie zbędne. Z drugiej zaś strony te mity, które w zamyśle powinny zostawiać czytelnika z jakimś morałem, a tutaj sens niektórych jest w ogóle średnio zrozumiały. Autor wybierał chyba najbardziej pokraczne historie o dzieciach-dzbaneczkach, o latających wiedźmach w moździerzach, czy o dzieciach jedzących wszystko w koło- nawet swoich rodziców. Cóż zrobić, w tych dawnych czasach to było niczym w „Modzie na sukces”- czyjaś córka była jednocześnie również matką tego ktosia, itp. Co niektórzy bardzo lubili zjadać swoje własne dzieci, a także innych ludzi... Wszystko dla władzy. Stwierdzić można z łatwością ponadczasowość tych mitów.

     Ogromną zaletą książki „Atlas mitów” jest jej wygląd. Opatrzona jest licznymi rysunkami i choć nie są one może specjalnie urodziwe, bo kreskę mają dość surową, to jednak jest w nich jakieś hipnotyzujące piękno. Zaliczyć można je do bardzo chłodnych w ich kolorystyce, bowiem nie szaleją z pełnią barw, a też nie są jakoś szczególnie ciepłe, czy kuszące. Ilustracje Thiago de Moraesa mają tutaj kluczowe znaczenie, bowiem wyglądają bardziej niczym wyjęte z publikacji dla dorosłych niż dla dzieci. Nie ma tu krągłych buziek, czy twardych i smukłych linii, jest za to zabawa cieniem i światłem, oraz dynamiką.

    Bardzo żałuję, że „Atlas mitów” nie jest bardziej obszernym tytułem. Szkoda, że bardziej nie zagłębia się w poszczególnych bogów zamiast powierzchownie opisywać cechy ich charakteryzujące. Atlas ten mógłby wskazywać więcej artefaktów, prezentować więcej kluczowych dla mitologii postaci oraz mniej znane wszystkim mity. Bardzo dobrze jednak, że takie publikacje powstają i docierają przede wszystkim do najmłodszych czytelników, którzy dowiedzą się, że istnieją również inne opowieści, a nie tylko te o bohaterskim Heraklesie, władcy psot- Lokim, czy egipskim panem świata umarłych- Anubisie.

Ocena: 4/6
Recenzja dla wydawnictwa Nasza Księgarnia!

Tytuł oryginalny: Myth Atlas / Tłumaczenie: Anna Nowak / Ilustracje: Thiago de Moraes / Wydawca: Nasza Księgarnia / Gatunek: dziecięce / ISBN 978-83-10-13377-9 / Ilość stron: 96 / Format: 285x350
Rok wydania: 2018

niedziela, 5 listopada 2017

1241. Wonder Woman, reż. Patty Jenkins

     Superbohaterski świat aż roi się od pięknych heroin. Przynajmniej na komiksowym papierze, gdyż w filmowym uniwersum wciąż jest ich zdecydowanie za mało, a u DC to już w ogóle. Dlatego też, gdy przy okazji filmu „Batman v. Superman” na horyzoncie pojawia się Wonder Woman, wszyscy od razu przerzucili się na fanowanie tej przepięknej bohaterce. Już wówczas wiedziano, że Amazonka imieniem Diana doczeka się osobnego filmu, a kiedy w końcu się pojawił... cały świat maniaków filmowych wstrzymał oddech.
Źródło: Galapagos Films
     Piękna, rajska wyspa Themiscyra od czasu stworzenia przez boga bogów Zeusa zamieszkiwana jest przez plemię Amazonek. Diana jest jedynym dzieckiem pośród nich, dzieckiem samej królowej Hippolity (Connie Nielsen), która pod czujnym okiem najlepszego dowódcy szkolona jest na najlepszą wojowniczkę na wyspie. Kiedy dorasta u brzegu wyspy pojawia się mężczyzna- kapitan Trevor (Chris Pine), którego ratuje z opresji. Gdy wraz za nim przybywa rzesza Niemców, Amazonka (Gal Gadot) dowiaduje się o toczącej się na całym świecie wielkiej wojnie. Uważając, że za wszystkim stoi bóg wojny imieniem Ares postanawia wyruszyć wraz z kapitanem na pole bitwy, aby odnaleźć winowajcę. Nie spodziewa się, że znajdzie tam o wiele więcej, a przy okazji stanie się legendą wzniecającą ogień w sercach.
     Wonder Woman jest dla DC tym samym, czym dla Marvela jest Kapitan Ameryka. Oba filmy to superbohaterskie kino rozrywające się w czasach wojennych. Kiedy sobie to uzmysłowiłam ogarnęło mnie lekkie przerażenie, gdyż ta kombinacja w ogóle mi nie podchodzi. Niestety, starcie dwóch całkiem odmiennych światów, czyli kina wojennego z naszpikowaną efektami przygodówką, to coś co totalnie się dla mnie gryzie i traci na autentyczności. Tym sposobem zamiast zabawiać, „Wonder Woman” stała się dla mnie rozrywką nijaką, wręcz nużącą- przynajmniej na pewnym etapie.
Źródło: Galapagos Films
Wspaniale jest obserwować kształtującą się legendę, która jednoczy serca i rozpala w nich chęć do walki. W trakcie tworzy się całkiem ciekawa fabuła, spokojnie mogącą uzupełniać, czy też nadawać inny sens prawdziwej historii. Obraz, jak to obraz wojenny, nie raz okazuje się być wstrząsający. Szokuje brutalnością, ale przynajmniej nie mydli oczu. I to byłoby fajne, gdyby nie to, że cały czas przed naszymi oczami widnieje przepiękna wyspa i chyba najlepiej rozegrana scena walk w tym filmie! 
Jednakże po całym tym całkowicie przyziemnym fragmencie nagle dostajemy po głowie czymś całkowicie metafizycznym. Oczywiście, można było oczekiwać takowego rozwoju sytuacji, takowego finału, ale... serio?! Zamknięcie, ostateczna rozgrywka, całkowicie odbiega od klimatu reszty filmu. Scena nakręcona tak słabym CGI, że aż oczy od tego bolały. Diana skakała niczym Lara Croft w swojej najlepszej rozgrywce na starych komputerach. Sama scena naładowana patosem, zbędnymi dialogami, które aż się prosiły, aby przywalić im samolotem prosto w twarz. Nie mniej, wszystkie urywki, w których to Wonder Woman biegnie, skacze, wywija lassem, krzyżuje przedramiona, czy po prostu powiewa swoją kusą spódniczką, to urywki, na które czekamy przez resztę czasu podczas seansu.
Źródło: Galapagos Films
     Nie ma jednak co narzekać, no dobra... starcie z bossem było do bani, ale sama Wonder Woman jest naprawdę niezwykłą postacią. Urzeka swoją nieporadnością, kiedy to próbuje ogarnąć prawa rządzące w rzeczywistym, pozawyspowym świecie. Przy tym wzbudza możliwie największą sympatię nie tylko innych bohaterów, ale również wśród widzów. Jest charyzmatyczna i niesamowicie odważna. Da się ją lubić i właśnie takich bohaterów nam potrzeba. Oczywiście, jest też bardzo głupiutka- z początku, co Gal Gadot dodatkowo podkreślała. Niekiedy jej mimika twarzy jest przekomiczna. Nie mniej, jest niesamowicie piękna i ludzie od castingu nie mogli lepiej wybrać. Jest wręcz stworzona do tej roli, choć trochę kaleczy ją aktorsko. Liczę jednak, że się rozwinie. Ciekawą postacią mógłby być też Chris Pine AKA Kapitan Trevor, gdyby nie to, że jest tak paskudnie przystojny, że aż nie da się na niego patrzeć. Kończy więc jako mocno przesadzona postać. Chciał być dobry, aż za bardzo.
Źródło: Galapagos Films
Jednakże największym zawodem jest kreacja David Thewlisa. Ciężko jest uwierzyć w to, jaka rola przypadła mu w udziale. Naprawdę. Totalny niewypał, jak dla mnie. Serio, do takiej roli wybrać kogoś takiego. Z wąsem. Z totalną mimozą na twarzy. Wiem, że udawało mu się odgrywać całkiem ciekawe akcje, ale... NIE! Totalnie nie ten klimat, totalnie nie ta dynamika i mimika. 
     Na „Wonder Woman” bardzo przyjemnie się patrzy. Poza tymi niektórymi wpadkami wizualnymi to ujęcia są bardzo piękne. Najpiękniejsza jest ta część kręcona na wyspie, a na lokalizacje wybrano włoskie wybrzeże Amalfi. Wszystko po to, aby oddać jej rajski charakter. Zadanie zrealizowane w pełni. Wojenny świat też jest nie najgorszy. Cudowny Londyn wraz ze swoją XX wieczną stylizacją, a także makabryczne pola bitewne, które zachwycają surowością, a śmierć dało się wyczuć na kilometr. Scenografie przepiękne, jest się czym pozachwycać. Całości dopełniają interesujące kompozycje Gregsona-Williamsa. Aczkolwiek nic nie przebija motywu przewodniego naszej bohaterki, który aż wbija w fotel i ma w sobie ten amazoński pazur. 
Źródło: Galapagos Films
     Superbohaterski, kobiecy film Patty Jenkins ma w sobie wszystko to, co powinno mieć kino akcji. „Wonder Woman” jest wybuchowa, zawadiacka, ale też okraszona humorem i emocjami. Zaskakujące, że w takim tytule pojawić może się wątek romantyczny. Jeszcze bardziej zaskakuje osadzenie historii w czasach wojennych. Seourowy klimat z pola bitwy mocno się gryzie z komputerową efektownością typową dla kina superbohaterskiego. To zdecydowanie nie moja bajka, a jednak przyjemnie spędza się czas przy tym filmie. A czas ten upływa w wyczekiwaniu na boga wojny, uroczych uśmiechów i kolejnych dynamicznych podskoków cudownej Wonder Woman. 

Ocena: 6/10
Recenzja filmu DVD „Wonder Woman” - dystrybucja Galapagos Films

Oryginalny tytuł: Wonder Woman / Reżyseria: Patty Jenkins / Scenariusz: Allan Heinberg / Zdjęcia: Matthew Jensen / Muzyka: Rupert Gregson-Williams / Obsada: Gal Gadot, Chris Pine, Danny Huston, David Thewlis, Connie Nielsen, Robin Wright, Said Taghmaoui, Ewen Bremner, Lucy Davis, Elana Anaya / Kraj: USA, Wielka Brytania, Włochy, Chiny, Hongkong, Kanada, Nowa Zelandia / Gatunek: Akcja, Fantasy, Sci-Fi
Premiera kinowa: 15 maja 2017 (Świat) 02 czerwca 2017 (Polska)
Premiera DVD: 11 października 2017

piątek, 18 sierpnia 2017

Książka #461: Krew Olimpu, aut. Rick Riordan

    W końcu jest! W końcu nastał koniec serii „Olimpijscy herosi” autorstwa Ricka Riordana. Zamknięty został kolejny cykl wykorzystujący mitologię grecką, a kręcący się wokół postaci syna Posejdona- Perseusza Jacksona. Jednakże jako finał całej opowieści „Krew Olimpu” odrobinę zawodzi. Wydaje się, że pod tym względem poprzednia seria powieści o tytule „Percy Jackson i bogowie olimpijscy” była bardziej emocjonujący.
     Już wkrótce przepowiednia Apollina ma się spełnić, a z długiego snu przebudzić ma się Matka Ziemia- Gaja. Wszyscy herosi łączą siły, aby stoczyć walkę z jej dziećmi i uniemożliwić jej powstanie. Ekipa wybranych herosów dzieli się na grupy, aby wykonać zadania mające pomóc im w wygranej, podczas gdy przywódca rzymskiego Obozu Jupiter- Oktawian, postanawia wytoczyć wojnę greckiego Obozowi Herosów. Przed wszystkimi jednak wielki sprawdzian ich solidarności, ale przede wszystkim odwagi, kiedy będą musieli poświęcić wszystko dla dobra ogółu.
     Kiedy w końcu nadchodzi chwila, że możemy zasiąść do długo wyczekiwanego finału ulubionego cyklu mamy wobec niego bardzo wielkie oczekiwania. Ostatecznie, nie wylewa się tak wiele słów, nie tworzy tak wielu elementów układanki, aby zakończenie nie miało nas spiorunować, totalnie zmasakrować emocjonalnie. To jest jednak wielki problem „Krwi Olimpu” i w ogóle całej serii o „Olimpijskich herosach”. Przez poprzednie tomy na bohaterów czeka cała masa przygód, zadań, które teoretycznie mają przybliżyć ich do rozwikłania wielkiej przepowiedni, w której będą mieli swój znaczący udział, ale przede wszystkim pomóc w rozegraniu kluczowej walki. Wydaje się więc, że ostatnia książka skupiać będzie się już na wielkich przygotowaniach, wielkich scenach i wielkich melodramatach. Niestety, większa część książki to kolejne podróże, niby mające jakieś znaczenie, ale i niekoniecznie. Do najbardziej istotnych należy z pewnością wyprawa do boga Asklepiosa (o dziwo całkowicie mi nieznanego). Ten fragment dostarczył najwięcej humoru, nieprzewidywalnych wydarzeń, no i oczywiście sprzecznych emocji.
     Cała fabuła podzielona jest na perspektywy różnych bohaterów, gdzie niemalże każdy z nich ma inne zadanie do wykonania. Nico musi uporać się ze swoimi emocjami wobec potomka boga mórz, a także dostarczyć posąg Ateny do Obozu Herosów. Reyna musi się głowić nad tym jak udobruchać rozjuszonego Oktawiana, rządnego władzy i pałającego chęcią zniszczenia greckiego obozu. Natomiast kluczowe postaci, takie jak Leo, Piper, czy Jason- których dotyczy najważniejsza część przepowiedni robią wszystko, aby znaleźć sposób na przeżycie starcia z olbrzymami i mającą narodzić się Gają. Wiadomo, najlepiej byłoby w ogóle nie dopuścić do jej powstania, ale serio... czy ktokolwiek sądził, że finał może obyć się bez takiego atrakcyjnego wydarzenia? No właśnie.
      Niestety, owe atrakcyjne wydarzenie sprowadzone jest o kilku dramatycznych opisów, które napinają nasze skołatane nerwy do granic możliwości, aczkolwiek sposób rozwiązania problemu jest totalnie nijaki. Finał, na który wyczekiwaliśmy tak długo, to wielkie starcie- mocno zawodzi. Co prawda są fajerwerki, ale niestety tylko w dosłownym tego stopnia znaczeniu, natomiast odbywa się to bez większych emocji. Dopełnienie przepowiedni także powinno doprowadzić do złamania ludzkich serc i choć może pojawią się uczucia smutku, a samotna łza spłynie po policzku, to jednak wszystkie te emocje musiały zostać zaprzepaszczone na rzecz dopełnienia pewnej obietnicy. Samo zakończenie pozostawia spore pole do manewru dla autora, bo niby zamyka sporo wątków, ale nie całą opowieść dając sobie tym samym sposobność do ewentualnego powrotu do greckiej mitologii, kiedy już znudzi mu się bieganie po innych wierzeniach.
     „Krew Olimpu” dawało sporo nadziei na coś niesamowitego. W końcu to Matka Ziemia, matka wszystkich bogów, Gaja, ma powstać po wielowiekowym spoczynku. Człowiek spodziewałby się wielkich emocji, takich, które sprawią, że nie będzie można zasnąć. Niestety, tom zamykający serię nie jest spełnieniem tych obietnic. Jest jakby kolejną częścią przygodowej serii, pozostawiając na finał i możliwość doświadczenia kalejdoskopu wrażeń bardzo mało miejsca. Ostatecznie, zanim akcja na dobre się rozkręci, to już się kończy. A szkoda! Czytając w ogóle nie ma się odczucia zamknięcia kolejnego etapu, a kończąc go ma się niemalże pewność, że ciąg dalszy nastąpi.

Ocena: 4/6

Tytuł oryginalny: The Heroes of Olympus. Book Five. The Blood of Olympus / Tłumaczenie: Agnieszka Fulińska / Wydawca: Galeria Książki / Gatunek: przygodowy / ISBN 978-83-64297-34-2 / Ilość stron: 496 / Format: 125x195mm
Rok wydania: 2014 (Świat), 2014 (Polska)

poniedziałek, 14 sierpnia 2017

Książka #460: Dom Hadesa, aut. Rick Riordan


     Powoli zbliżamy się do końca. Atmosfera się zagęszcza, kolejne linijki wielkiej przepowiedni zostają odkryte, a więc wszystko wskazuje na to, że lada chwila odkryta zostanie wielka zagadka, a tym samym dojdzie do kolejnej wielkiej bitwy herosów i bogów Olimpu. Rick Riordan kontynuuje wątki rozpoczęte w trzecim tomie serii „Olimpijscy herosi”, a tym samym zbliża nas do zamknięcia wraz z tomem „Dom Hadesa”, gdzie to spotkamy najmroczniejszych z najgorszych.
     Annabeth zdobyła posąg swojej matki Ateny, ale przypłaciła to upadkiem swoim i Percy'ego w czeluście Tartaru. Muszą zrobić wszystko, aby dotrzeć do Wrót, dzięki którym przedostaną się do świata żywych, a przy okazji zamkną drogę ucieczki z Podziemi wszystkim bogom, tytanom i olbrzymom, którzy od dłuższego czasu terroryzują Ziemię za sprawą swojej matki Gai. Po stronie żywych ich przyjaciele znajdujący się na Argo II muszą przetransportować bezpiecznie posąg Ateny do Obozu Herosów, a przy okazji pomóc znajdującym się w Otchłani przyjaciołom. Zarówno jedni, jak i drudzy nie będą mieli zbyt łatwo.
     Rick Riordan chyba wszystkich zaskoczył tym, jak zakończył „Znak Ateny”. Fani serii wstrząśnięci rozwojem wydarzeń ze swoistą niecierpliwością wyczekiwali kolejnej odsłony przygód młodych herosów. Szczęśliwcami są ci, którzy czekać nie musieli, bo zabrali się za serię już po jej zakończeniu, a więc mieli możliwość czytania tom za tomem. W gronie tych szczęśliwców jestem też i ja. Wstrząsające wydarzenia z poprzedniego tomu dały przynajmniej początek nowemu wątkowi, któremu w połowie uwagę poświęca „Dom Hadesa”. Życie herosów nie należy do najlepszych, a już na pewno do najbardziej sielskich, nic więc dziwnego, że autor poddaje swoich bohaterów kolejnemu wyzwaniu. Jego wybór trafił więc na najbardziej wytrawnych w boju, czyli Percy'ego i Annabeth. I tak oto, gdy trafiają do Tartaru otwiera się caaaała gama możliwości, co do wprowadzenia interesujących postaci pełnych mroku. Wśród nich spotkamy nie tylko samego władcę otchłani, ale również boginię, której obecności poświęcona jest inna seria książek- dla fanów wampirycznych opowieści, a mianowicie „Dom Nocy”. Wszyscy, którzy ją znają będą wiedzieli, że mowa o Nyks, która według Riordana nie jest tak sympatyczną i pomocną boginią nocy, jak w historii stworzonej przez panią Kristen i P.C. Cast. Oprócz niej bohaterowie spotykają wszystko, co tylko najgorsze, same potworności i mierzą się nie tylko z bogami i innymi mitycznymi stworzeniami, ale też i całą masą klątw. Z drugiej zaś strony mamy też ich przyjaciół, którzy toczą własne batalie, aby pomóc tym, którzy utknęli za Wrotami Śmierci. Standardowo czeka na nich bardzo wiele wyzwań, przygód, z którymi muszą się mierzyć. Powracają starzy wrogowie, którzy nie dają o sobie zapomnieć, a ich obecność przywodzi na myśl najzimniejszą z zim. Najciekawszym jednak elementem jest powrót Leo na pewną tajemniczą wyspę, którą mogliśmy odwiedzić już we wcześniejszej serii Riordana. Wywołuje to bardzo wiele fajnych emocji, bardzo skrajnych emocji i daje coś ciekawego dla całej powieści, kiedy tak jedna postać odłącza się od grupy i fabuła dzieli się na kolejne wątki.
    „Dom Hadesa” stanowi bardzo interesującą rozrywkę. Akcja ma bardzo dobre tempo i choć główny wątek pozostaje bez zmian, to jednak wątki poboczne idealnie uzupełniają całość dając dodatkowego kopa i dodając emocji. Świetnym pomysłem jest podzielenie fabuły na trzy różne ścieżki i bardzo dobrze, że każdej z nich poświęca się tyle samo uwagi. Dzięki temu mamy możliwość śledzenia jednocześnie losy różnych bohaterów. Ten dom zwraca naszą szczególną uwagę dzięki wszechobecności mroku i jego najstraszliwszych postaci. Spotkanie z Tartarem, czy samą Nyks jest zaiste przerażające, ale również i fascynujące. Te i inne wydarzenia ciekawie wpływają na nasze emocje, a to tylko świadczy o tym, jak wielką więź można wytworzyć nie tylko z głównymi bohaterami, ale także postaciami pobocznymi, gdzie nie podejrzewalibyśmy się o sympatię do nich. Innymi słowy, lektura oferuje całe spektrum wrażeń na najrozmaitszych poziomach. Jest czym się pozachwycać!

Ocena: 5/6


Tytuł oryginalny: The Heroes of Olympus. Book Four. The House of Hades / Tłumaczenie: Andrzej Polkowski / Wydawca: Galeria Książki / Gatunek: przygodowy / ISBN 978-83-64297-03-8 / Ilość stron: 592 / Format: 125x195mm

Rok wydania: 2013 (Świat), 2013 (Polska)

czwartek, 10 sierpnia 2017

Książka #459: Znak Ateny, aut. Rick Riordan

     Kolejna z serii „Olimpijskich herosów” książka, skupiająca się na konkretnym bohaterze. Rick Riordan odsuwa na chwilę na bok syna Neptuna, a także syna Jupitera, aby skupić się na żeńskiej części siedmiorga herosów z przepowiedni. „Znak Ateny” już w tytule zwiastuje na czym, a w zasadzie na kim, skupia się cały tom, a całość zdecydowanie intryguje.
     Ekipa z Obozu Herosów przybywa do Obozu Jupitera. Na miejscu poznają szczegóły dotyczące stanu pojmanego syna Hadesa- Nico, a także poznają nową przepowiednię dotyczącą tajemniczego znaku Ateny. Niestety, dochodzi do konfliktu między obozem rzymskim a greckim, który wywołany zostaje przez Leo zawładniętego przez złe duchy. Siedmioro najrozsądniejszych herosów z obu obozów łączy siły i wyrusza w misję, aby odzyskać przyjaciela, a także poznać szczegóły nowej przepowiedni.
     Oj, jakie to wszystko przewidywalne. Już na etapie poznawania bohaterów drugiego tomu można było się domyśleć, co za osobniki będą wchodziły w skład herosów z przepowiedni. Nie ma tutaj żadnych zaskoczeń, bo przecież po coś te postaci zostały wprowadzone, w sensie... wszystkie poboczne poza Percym i Annabeth. Od początku również wiadomo, że w dużej części fabuła tej części skupiać będzie się na tej młodej heroinie, bo w końcu to ona jest potomkinią tytułowej bogini. Tajemnicą pozostawała jednak cała otoczka, czyli kogo z mitologii Riordan zaciągnie do zabawy tym razem.
     Gaja oczywiście wciąż przejawia się w jakichś dziwacznych głosach przemawiających do młodych bohaterów, ale kto by tam zwracał na nią uwagę, kiedy do akcji wkraczają prawdziwe legendy mitologii. Aż dziwne, że autor do tej pory tak skutecznie unikał takiej postaci jak Narcyz. Ciężko stwierdzić jak jego pojawienie się może mieć wpływ na akcję, ale przynajmniej stanowił rozbrajający element w tej opowieści, od razu przywołując na myśl animację Disneya i słowa Hermesa podczas boskiej imprezy „Nie widziałem tyle miłości od kiedy Narcyz odkrył sam siebie!”. W końcu od pierwszej książki serii martwi powracają z krainy umarłych, więc w sumie nie ma się co dziwić na pojawienie się takiej sławnej persony. Bardziej zaskakuje pojawienie się pewnego herosa, który po śmierci trafił na Olimp jako jeden z pomniejszych bogów- Heraklesa. Jego objawienie się również nie ma większego sensu, ale przynajmniej mogliśmy zagłębić się bardziej w historię jego życia. Autor nie zapomina również i o gigantach zrodzonych z Gai. Bardzo fascynujące postacie, z którymi muszą mierzyć się nasi mali bohaterowie. Riordan, jak zawsze, świetnie wplata wątki mitologiczne w swoje powieści. W tej serii wciąż bardzo dobrze łączy mity rzymskie, jak i greckie- tworząc nietypowy miks. Czy ma to jednak wpływ na fabułę? Ostatecznie, jak najbardziej. Tworzy tym kolejne przygody dla bohaterów, dając im nowe sposobności na wykorzystanie swoich zdolności. Jednakże to chyba ostateczna rozgrywka Annabeth najbardziej wykazuje jej inteligencję i spryt, podczas gdy inni ograniczają się jedynie do intryg. Całość bardzo dynamiczna, co chwilę podnosi się napięcie, aby skumulować się u finału powieści! To co dzieje się u jej końca... autentycznie wzrusza, ale też i otwiera bramkę dla kontynuacji, której tytuł jest nam oczywiście znany.
     Kolejna powieść i kolejny wstęp do dalszych zabaw młodych herosów. W końcu udało się połączyć siły dwóch obozów, ale liczę na to, że ta współpraca jeszcze bardziej się rozwinie. „Znak Ateny” to przedsmak tego, co czeka nas w kolejnych, finałowych tomach. Przepowiednia coraz bardziej się spełnia, zagrywki ze strony Gai są coraz ostrzejsze i bardziej niebezpieczne, więc i Olimp przestaje być już obojętny. Rośnie więc napięcie, bohaterowie przeżywają coraz większe rozterki, a na swojej drodze spotykają coraz to bardziej intrygujące postaci mitologiczne. Tempo akcji nie ulega zmianie, a jeżeli już to biegnie w dobrą stronę. Jest się czym zachwycać, bo trzeci tom zdecydowanie wciąga! Stajemy się coraz bardziej niecierpliwi, ale nie ma się co dziwić, skoro Rick Riordan serwuje nam taki finał...

Ocena: 5/6

Tytuł oryginalny: The Heroes of Olympus. Book One. The Mark of Athena / Tłumaczenie: Andrzej Polkowski / Wydawca: Galeria Książki / Gatunek: przygodowy / ISBN 978-83-62170-58-6 / Ilość stron: 544 / Format: 125x195mm
Rok wydania: 2012 (Świat), 2012 (Polska)

niedziela, 6 sierpnia 2017

Książka #458: Syn Neptuna, aut. Rick Riordan

     Drugi tom z kolejnej, po „Percym Jacksonie i bogach olimpijskich”, serii, w której króluje mitologia grecka. Rick Riordan dba o swoich fanów i tym razem łączy mitologię grecką z rzymską. „Syn Neptuna” jednak powiela trochę pierwszą książkę cyklu, a przy okazji skupia się na naszym ulubionym czołowym bohaterze wcześniejszych książek.
     Kiedy Jason dzielnie sobie poczyna w Obozie Herosów Percy Jackson, również pozbawiony swoich wspomnień, trafia do Obozu Jupiter- rzymskiego jego odpowiednika. Tam poznaje nowych przyjaciół, a także tajemniczą przepowiednię o siedmiorgu herosach. Kiedy oczywistym staje się, że umarli nie trafiają do świata podziemia, a za wszystkim stoi pojmanie Tanatosa, wyrusza na misję, aby go wyzwolić. U jego boku staje potomek Marsa- dzielny Frank, a także powstała z martwych potomkini Plutona, siostra Nico imieniem Hazel.
     Rozpoczynając nową serię o greckich herosach wydawałoby się, że nie spotkamy już znanych nam bohaterów. Z drugiej zaś strony, dlaczego nie? W końcu to ta sama tematyka, a kontynuowanie losów postaci z cyklu „Percy Jackson i bogowie olimpijscy” wydaje się być tutaj całkiem logiczne. Nie mniej, może gdzieś na bocznym planie, jako postacie wspierające, tak jak to było przy okazji tomu „Zagubiony heros”, a nie na froncie, jak to jest w kolejnym. Percy Jackson znowu się pojawia! Dla jednych będzie to powrót bardzo udany, a dla innych stanowić będzie jedynie pewne tło dla faktycznych wydarzeń istotnych dla serii „Olimpijscy herosi”. Już w poprzednim tomie sugerowano nam, na czym bazować będzie drugi. Skoro Jason z Obozu Jupitera trafił do Chajrona, to oczywistym było, że trzeba będzie poznać również drug stronę medalu, czyli Percy'ego, który trafia pod oko Lupy. I choć wydarzenia zostają jako tako zapowiedziane, to jednak chyba nikt nie spodziewałby się takiej schematyczności. Znowu utrata pamięci, znowu trafienie do obozu i wyruszenie na misję, w której towarzyszy dwójka innych herosów, o dość niejasnych przesłankach swojego działania. Można było bardziej to urozmaicić, no i oczywiście Rick Riordan nie byłby sobą, gdyby tego nie robił. Niestety, rozpraszacze pod postacią kolejnych wrogów i misji pobocznych, nie sprawią, że schematy biją po oczach i znowu głównym celem uratowanie jest jakiegoś boga z niewoli. Tym razem trzeba ratować Tanatosa, bez którego ani dobrzy, ani źli ludzie nie mogą umierać i stawać pod bramami Hadesu. W dodatku Ci co zmarli nie są w żaden sposób kontrolowani więc mogą krążyć w tę i z powrotem. To wyjaśniałoby kilka sytuacji z pierwszego tomu serii. Nie zmienia to jednak faktu, że fabuła wygląda niemalże jak kalka poprzednika, gdzie zmieniają się jedynie bohaterowie i otoczenie.
     Skoro poznaliśmy już Obóz Jupitera oczywistym stało się wprowadzenie rzymskich odpowiedników greckich bogów i nie tylko. To z pewnością się wyróżnia w tym tomie, choć już na swój sposób nakreślone zostało u poprzednika. W obozie spotkamy herosów o rzymskich imionach, a bogów poznamy od ich rzymskiej strony. Należy bowiem pamiętać, że Mars, to nie ta sama postać, co jego rzymski odpowiednik Ares. Na każdym kroku podkreśla się te różnice. Łatwo się jednak pogubić w tym wszystkim, kiedy w głowie mamy greckie odpowiedniki. Szkoda, że nie wykorzystuje się póki co żadnych rzymskich mitów. Rick Riordan bardzo dobrze radzi sobie z kreowaniem postaci, a także świata, który je otacza. Każda jego postać jest wyrazista, a tutaj dodatkowo tworzy dodatkowe dla nich historie i poświęca im więcej czasu niż zazwyczaj- nie tylko w teraźniejszości. Ze sporą szczegółowością powraca do przeszłości Hazel, która jest odleglejsza niż można by się spodziewać. Dużo uwagi poświęca również Frankowi, niespodziewającego się kim jest jego ojciec.
     Do tego ciężko jest nie poddać się mitologicznej atmosferze. Klimat jest tutaj obezwładniający, a autor nie pozwala zapomnieć z jakim typem literatury mamy do czynienia. Cała masa przygód, których doświadczają bohaterowie. Wielkie wyzwania, przed którymi stają, a dzięki którym stają się twardsi, bardziej rozumni, no i oczywiście doroślejsi. Wchodzą w ciekawe gierki, sporo ryzykując, ale przy tym pokazując jak wielkie mają charaktery i jak wielka cechuje ich odwaga. O czym świadczyć może chociaż starcie Percy'ego na fiolki ze ślepym wrogiem. Niezła zagrywka, która mocno wbija się w pamięć. Dynamicznie toczą się również zamykające wydarzenia, dostarczając tym samym sporo emocji i atrakcji.
     Pomimo kilka wad, cechujących „Syna Neptuna”, do których trudno nie zaliczyć schematyczności, ale przede wszystkim powielactwa pierwszego tomu kolejnej serii, trzeba przyznać, że lektura wciąż pozostaje fascynująca. Jeżeli ktoś z zamiłowaniem śledzi mitologię grecką, będzie zauroczony kolejnymi wydarzeniami z wykorzystaniem znanych mu mitów. Znowu spotkamy znanych nam bohaterów, ale poznamy także nowych, uzupełniających ten krąg herosów. Rick Riordan świetnie rozkręca akcję, której tempo nie siada ani przez chwilę. Powieść urozmaica o nowe elementy, a przez to z jeszcze większą zachłannością zaczytujemy się w kolejne stronice. Bardzo zadowalająca kontynuacja!

Ocena: 4/6

Tytuł oryginalny: The Heroes of Olympus. Book One. The Son of Neptune / Tłumaczenie: Andrzej Polkowski / Wydawca: Galeria Książki / Gatunek: przygodowy / ISBN 978-83-62170-35-7 / Ilość stron: 480 / Format: 125x195mm
Rok wydania: 2011 (Świat), 2012 (Polska)

środa, 2 sierpnia 2017

Książka #457: Zagubiony heros, aut. Rick Riordan

   
   Długa przerwa od konkretnych serii bardzo dobrze robi czytelnikowi. Ma szansę zatęsknić, a później na nowo przeżywać porywającą lekturę. Tak jest w przypadku kolejnych powieści Ricka Riordana. Po „Percym Jacksonie i bogach olimpijskich” powraca do mitologii greckiej, łączy ją odrobinę z rzymską i daje całkiem nowy wątek „Zagubionego herosa”, którym rozpoczyna kolejną heroiczną przygodę w serii „Olimpijscy herosi”.

     Źle się dzieje wśród greckich bogów i ich herosów. Olimp całkowicie odciął się od swoich dzieci, nie dostają już żadnych informacji od swoich boskich rodziców i sami muszą radzić sobie z problemami. Wtem u bram Obozu Herosów staje trójka nowicjuszy- Jason, Piper i Leo. Stanowią nie lada sensację, gdyż udało im się przeżyć bez uznania ze strony rodzica zdecydowanie za długo. Największą zagadką jest jednak pierwszy z nich, który obudził się pewnego dnia w autobusie tuż obok swoich przyjaciół, całkowicie pozbawiony wspomnień, a do tego posługuje się rzymskimi imionami greckich bogów. Nie przeszkadza mu to jednak wziąć udział w niebezpiecznej misji, gdy jedna z Wyroczni ma wizję o uwięzionej królowej bogów Herze. Tymczasem inna część obozowiczów wyrusza w drogę, aby odnaleźć zaginionego herosa- Percy'ego Jacksona.
     Kronos został pokonany, i co? Najwyraźniej nic skoro po Ziemi mogą biegać sobie jeszcze gorsze zagrożenia, a w zasadzie nie tyle biegać, co czyhać na własne powstanie. Jak się okazuje, zawsze może być gorzej! W ten jakże interesujący sposób Rick Riordan rozpoczyna kolejną serię przygód o młodych herosach. Wcześniej skupiając się bardziej na bogach, teraz dał upust wyobraźni herosom, ale czy na pewno? W zasadzie wydawać by się mogło, że to po prostu spełnienie marzeń czytelników, aby nie musieli się jeszcze żegnać ze swoimi greckimi idolami. „Zagubiony heros” idealnie łączy się z finałem serii „Percy Jackson i bogowie olimpijscy”. Już niemalże na starcie powracają znani nam bohaterowie, no i oczywiście nazwisko syna Posejdona. Nie obywa się bez licznych nawiązań do finału tejże serii, a jak się okazuje może mieć ona dodatkowe znaczenie dla nowego początku. Świetne rozwiązanie, które zachwyca z każdą stroną coraz bardziej.
     Rick Riordan nie unika schematów, które rządzą się powieściami przygodowymi, nie mniej, on wykorzystuje je na swoje korzyść i czyni swoje twory jeszcze bardziej fascynującymi. „Zagubiony heros” przesiąknięty jest całą masą wydarzeń, które płynnie przechodzą z jednego w drugie. Zaskakujące jest ile rzeczy może przejść młody człowiek, ale nie zapominajmy... to w końcu herosi! Kłopoty najwyraźniej bardzo się z nimi lubią. Ich misja jest typowa dla tego rodzaju przygód i z pewnością nie jest niczym innowacyjnym w stosunku do historii o Percym Jacksonie. Jak nie wylądują będą musieli opierać się urokom Medei, to znowu wpadną w ręce boga wiatrów- Eola. Niebezpieczeństwo czyha na każdym rogu, a wydaje się, że ocalenie się z tych nieszczęsnych sytuacji sprawdza charakter każdego z młodych herosów. Wtedy bowiem objawiają się kolejne ich moce, wtedy poznają prawdziwą siłę więzi, która ich łączy, no i zaczyna się tworzyć nowa liga bohaterów, na miarę Percy'ego, Annabeth, Thalii i ich towarzyszy. Sceny te niejednokrotnie są emocjonujące, wzbudzają sporo napięcia i aż czekamy na to jak te wydarzenia potoczą się dalej! Oczywiście, w natłoku wrażeń możemy zapomnieć o właściwym celu, ale to tylko świadczy o tym, jak porywające są sceny akcji! W dodatku zagadka, którą przychodzi nam rozwiązać wraz z bohaterami, a dotycząca Jasona jest na swój sposób fascynująca, bowiem idealnie łączy mitologię grecką z rzymską i daje wiele możliwości na poprowadzenie dalszej fabuły w serii. Aż ciekawość bierze na myśl, co może z tego dalej wyniknąć. A co z tytułowym „Zagubionym herosem”? Tu kwestia jest dwuznaczna, bo zarówno sprawa Percy'ego, jak i Jasona wciąż pozostaje otwarta.
     Najnowsi bohaterowie, których Rick Riordan daje nam w „Zagubionym herosie” to przedstawiciele całkiem nowych domów. Jest tu potomek Hefajstosa oraz Afrodyty, a także kogoś znacznie potężniejszego. W ciekawy sposób ujawniają się kolejne ich moce, powodując przy tym wielki rozgardiasz. Dają dodatkowego kopa do działania, a dla czytelnika to idealny element, na którym można się zawiesić. Z nich wszystkich jeszcze nikt nie wybija się na pierwszy plan, choć oczywistym staje się, że to Jason jest typem przywódcy. Piper odrobinę irytuje swoim nastawieniem, a jej zachowanie wobec przyjaciół jest niedopuszczalne. Dobrze, że w końcu idzie po rozum do głowy. Najwięcej humoru dostarcza oczywiście trener Hedge. Jako satyr potrafi zabawiać i zdecydowanie jest chyba jedyną postacią, która wywołuje uśmiech na twarzy.
      Kolejna powieść Ricka Riordana z serii greckiej mitologii, nie jest niczym przełomowym- to pewne. Oczywistym jest jednak to, że autor ma dar do tworzenia niesamowitych opowieści i chociażby pisał o rodzinie mrówek, to zrobiłby z tego rewelacyjną przygodę. W serii o „Olimpijskich herosach” znowu może poszaleć z wyobraźnią i mitami, a w „Zagubionym herosie” wykorzystuje ich całą masę. Szkoda tylko, że wszystko musi tłumaczyć za sprawą swojej bohaterki, zamiast dać czytelnikowi szanse na samodzielne poszukiwania i odkrywanie tych historii. Nie mniej, powieść porywa, stawia bardzo wiele pytań i tworzy wymyślne zagadki, które ponownie napędzają opowieść i intrygują do samego końca. Aż chciałoby się przeczytać już całą resztę serii.

Ocena: 5/6

Tytuł oryginalny: The Heroes of Olympus. Book One. The Lost Hero / Tłumaczenie: Andrzej Polkowski / Wydawca: Galeria Książki / Gatunek: przygodowy / ISBN 978-83-62170-27-2 / Ilość stron: 520 / Format: 125x195mm
Rok wydania: 2010 (Świat), 2011 (Polska)

czwartek, 16 marca 2017

Książka #435: Mity greckie dla dzieci w obrazkach, aut. Nikola Kucharska

     Mitologia, w szczególności grecka, budzi fascynację wielu ludzi. Jej motywy wykorzystywane w grach, filmach i serialach, tylko pielęgnują tę miłość. Bardzo często na rynku pojawiają się coraz to nowsze sposoby na zaprezentowanie mitów greckich tym najmłodszym. Wydaje się zatem, że nie ma lepszego sposobu niż ilustrowane wydanie historii będących niegdyś podstawą wiary Greków, jakim jest książka „Mity greckie dla dzieci w obrazkach” stworzona przez Nikolę Kucharską.

    Ta sporych rozmiarów publikacja to bardzo mały zbiór najbardziej powszechnych, najbardziej znanych mitów greckich. Począwszy od powstania świata, przez prezentację wszystkich bogów, aż po przybliżenie historii kilku wybranych herosów i bogów. Znajdziemy tutaj opowieść o pracach Heraklesa, a także mity o Dedalu i Ikarze, czy o Demeter i Korze. W dobry sposób wprowadzają dzieci w świat, w który zagłębią się dopiero w szkole.
     Na pierwszy rzut oka książka jest naprawdę niesamowita. Świetnie wykonana, w bardzo trwałej tekturowej oprawie, która przetrwa ataki nawet najbardziej niszczycielskich dzieci, a przede wszystkim z cudownymi, niezwykle barwnymi ilustracjami Nikoli Kucharskiej, które zachwycą nie tylko dzieci, ale też i dorosłych. Z prawdziwym uczuciem będziemy muskać palcami te piękne obrazki, niejednokrotnie przystając i próbując odnaleźć wszystkie kluczowe elementy całej planszy. Jedna historia zawarta jest na dwóch takich stronach, a w zależności od prezentowanej historii przybiera formę poziomą lub pionową. Ilustratorka wykazała się niezwykłą pomysłowością w szczególności w przypadku mitu o Dedalu i Ikarze, gdzie udało jej się zawrzeć dwie zupełnie różne historie w jednej planszy. W końcu Dedal to nie tylko ojciec Ikara, ale również i twórca labiryntu, w którym czaił się okrutny Minotaur. Świetna koncepcja, która dobrze się sprawdziła. Rysunki są naprawdę starannie wykonane, udaje im się ukazać emocje bohaterów opowieści, a także podkreślić ich charakter oraz największe atuty. Jedyną wadą takiego rozwiązania jest zdecydowanie zbyt duża ilość elementów, która może stanowić spore utrudnienie podczas lektury.
      Prezentacja mitów przybiera trzy formy. Pierwszą są oczywiście wspomniane rysunki, druga to streszczenie siedmiu mitów, natomiast trzecia część przyjmuje formę komiksu zawierającego dialogi. I jak druga jest bardzo dobrze czytelna- choć jest to naprawdę ekspresowe streszczenie, to tak pierwsza w połączeniu z drugą trochę leży. Wspomniane wcześniej przeładowanie elementami ilustrowanymi, a do tego ilością dymków staje się bardzo chaotyczne. Zagubił się gdzieś sens rozczytywania komiksów i trudno było się połapać, które z dialogów powinny być pierwsze, a które ostatnie. Pomimo tego, że poszczególne sceny zostały ponumerowane i jednocześnie odsyłały do kolejnej, tak rozstrzygnięcie, które rysunki i postacie były elementami pierwszej sceny, a które trzeciej czy dziesiątej było chwilami niemożliwe. Bardzo utrudniało to czytanie, które mogło trwać tak naprawdę chwilę, a zabawa w detektywa zamieniła je w, co najmniej, godzinne poszukiwania właściwych treści, odbierając tym samym całkowitą radość płynącą z lektury. Szkoda! Nie mówią już o poziomie tekstów w „chmurkach”. Wiadomo, że jest to książka dla dzieci, ale niektóre zwroty były zdecydowanie zbyt ckliwe, infantylne, po prostu... nieznośne. Niestety.
     „Mity greckie dla dzieci w obrazkach” to książka, która może bardzo dużo zaoferować swoim czytelnikom. Z pewnością uda się wprowadzić dzieciaki w ten starożytny świat pełen magii i nauki, a i sami rodzice czytając ją dostrzegą, że i oni mogą dowiedzieć się czegoś nowego o greckiej mitologii. Nikola Kucharska obmyśliła tę publikację od początku do końca, bawiąc się sposobami na prezentowanie treści, a tym samym stwarzając możliwość trafienia w gusta większej ilości odbiorców. Niestety, wkradło się tutaj trochę chaosu, który odrobinę przeszkadza w pełnej radości z lektury, ale tę małą wpadkę można wybaczyć z uwagi na wartości poznawcze, ale przede wszystkim... zachwycające ilustracje. Szkoda jedynie, że nie zinterpretowano większej ilości mitów.
Ocena: 5/6
Recenzja dla wydawnictwa Nasza Księgarnia!
Tytuł oryginalny: Mity greckie dla dzieci w obrazkach / Ilustracje: Nikola Kucharska / Wydawca: Nasza Księgarnia / Gatunek: dziecięce, mitologia / ISBN 978-83-10-13127-0 / Ilość stron: 16 / Format: 231x310mm
Rok wydania: 2017 (Polska)