NOWOŚCI
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Epelpol. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Epelpol. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 17 stycznia 2012

856. Salaam Namaste: Trudna droga do miłości, reż. Siddharth Anand

Oryginalny tytuł: Salaam Namaste
Reżyseria: Siddharth Anand
Scenariusz: Siddharth Anand
Zdjęcia: Sunil Patel
Muzyka: Salim Merchant, Vishal Dadlani, Shekhar Ravjiani, Suleman Merchant
Kraj: Indie
Gatunek: Dramat, Komedia, Romans, Musical
Premiera światowa: 09 września 2005
Premiera polska: brak
Obsada: Saif Ali Khan, 
Preity Zinta, Javed Jaffrey, Abhishek Bachchan, Jural Hansraj, Tania Zaetta, Arshad Warsi, Christina Collard
    
    „Salaam Namaste” jest to pierwszy reżyserski film Siddhartha Ananda, który otworzył mu szeroko drzwi do świata Bollywoodu, co udowodnił kolejnym filmem „Ta Ra Rum Pum”. Udowadnia on, że potrafi stworzyć naprawdę przeuroczą historię miłosną, która nie musi być przesiąknięta melodramatyzmem, ale potrafi także być zabawna. Ponadto jest to pierwszy film w historii Bollywoodu, który w całości został nakręcony w Australii. 
    Młoda dziewczyna imieniem Ambar (Preity Zinta) przyjeżdża z Indii do Australii na wymianę studencką i tam też pozostaje po kłótni z rodzicami. Dalej studiuje chirurgię, ale żeby studiować zmuszona jest podjąć pracę w stacji radiowej Salaam Namaste, gdzie prowadzi własny program. Kiedy jeden z jej gości – młody kucharz, Nikhil Arora (Saif Ali Khan) - spóźnia się do niej na wywiad dziewczyna obsmarowuje go na  antenie przez co restauracja, w której pracuje traci klientów. Nick poprzysięga zemstę, a Ambar nie ma zamiaru mu odpuścić dopóki nie przeprosi. Wszystko się zmienia, kiedy nie znający swojego wyglądu Nick i Ambar spotykają się na weselu, gdzie Nick odpowiada za catering. Świetnie się razem bawią i nawet kiedy dowiadują się o sobie prawdy postanawiają dać szansę ich uczuciom i związkowi. Po kilku dniach znajomości wspólnie wynajmują przepiękny dom i wiodą sielankowe życie przez najbliższe miesiące. Wszystko się zmienia, kiedy Ambar informuje Nicka, że jest z nim w ciąży.

środa, 12 października 2011

812. Miłość żyje wiecznie, reż. Aditya Chopra

Oryginalny tytuł: Mohabbatein
Reżyseria: Aditya Chopra 
Scenariusz: Aditya Chopra
Zdjęcia: Manmohan Singh
Muzyka: Jatin Pandit, Lalit Pandit
Kraj: Indie
Gatunek: Melodramat, Musical
Premiera światowa: 27 października 2000
Premiera polska na DVD: 06 marca 2008
Obsada: Shah Rukh Khan,
Amitabh Bachchan, Aishwarya Rei, Uday Chopra, Jimmy Shergill, Jugal Hansraj, Kim Sharma, Shamita Shetty, Preeti Jhangiani

    Zakochani żyją wiecznie, zakochani wiecznie kochają, ich miłość trwa do końca ich życia i o jeden dzień dłużej. Miłość to wspaniałe uczucie, które łączy dwie osoby. Jednakże nie zawsze uczucie to kończy się szczęśliwie. Ze wszystkich możliwych scenariuszy najgorszym może być zakończenie miłości przez ojca, który tak bardzo nienawidzi, że nie potrafi pokochać. Na szczęście prawdziwa miłość nigdy się nie kończy. Prawdziwa miłość trwa nawet, kiedy druga osoba umiera. Aditya Chopra właśnie w ten sposób postanawia przedstawić widzom to najwspanialsze na świecie uczucie. W ten sposób ja poznaję jego twórczość, odkrywając w nim prawdziwego romantyka, ale przecież zdecydowana większość filmów z Bollywoodu to przepiękne filmy o miłości.

środa, 21 września 2011

808. Devdas, reż. Sanjay Leela Bhansali

Reżyseria: Sanjay Leela Bhansali
Scenariusz: Sanjay Leela Bhansali, Prakash Kapadia
Zdjęcia: Binod Pradhan
Muzyka: Monty, Birju Mahraj, Ismail Darbar
Kraj: Indie
Gatunek: Musical, Melodramat
Premiera światowa: 23 maja 2002
Premiera polska na DVD: 06 grudnia 2007
Obsada: Shah Rukh Khan, Aishwarya Rai, Madhuri Dixit, Jackie Schroff, Kiron Kher, Smita Jaykar








   Absolwent szkoły filmowej oraz znawca tańca indyjskiego -  Sanjay Bhansali, od wielu lat tworzy nagradzane przez IFA filmy. Ze względu na kierunek, który ukończył jego filmy pełne są choreografii na najwyższym poziomie. Nie inaczej jest w przypadku „Devdasa”, kolejnej ekranizacji popularnej indyjskiej powieści z 1917 roku, której autorem jest Sarat Chandra Chattopadhyay. W 2003 roku film zgarnął całą masę nagród IFA, w tym za najlepszy film, reżyserię, aktorstwo oraz muzykę. Jednakże pamiętać należy, że nie wszystko to co jest uznane przez krytyków koniecznie musi spodobać się publice, i niestety ta kwestia także dotyczy tego filmu.

sobota, 2 października 2010

693. Tańcz, dziecinko, tańcz!, reż. Shaad Ali

Oryginalny tytuł: Jhoom Barabar Jhoom
Reżyseria: Shaad Ali  
Scenariusz: Habib Faisal
Zdjęcia: Ayananka Bose 
Muzyka: Ehsaan Noorani, Loy Mendonsa, Shankar Mahadevan 
Kraj: Indie  
Gatunek: Komedia / Melodramat / Musical 
Premiera światowa: 15 czerwca 2007 
Premiera polska: brak danych 
Obsada: Abhishek Bachchan, Preity Zinta, Lara Dutta, Bobby Deol, Amitabh Bachchan

    Kino Bollywoodu zatacza coraz większe kręgi przyciągając ku sobie coraz większą rzeszę fanów. Ostatnio w światowej kinematografii roi się od filmów tanecznych, do których przede wszystkim zaliczyć można filmy indyjskie. W swoich ostatnim dotychczas filmie „Tańcz, dziecinko, tańcz!”, Shaad Ali, także porusza tematykę zmagań tanecznych na miarę Hollywoodu, które stanowią punkt kulminacyjnej opowiadanej historii.



    Przystojny, ale też i niezbyt bogaty Ricky (Abhishek Bachchan) pewnego dnia spotyka przepiękną Alvirę (Preity Zinta), która wiele lat mieszkała w Wielkiej Brytanii, choć sama pochodzi z Pakistanu. Ich losy splatają się na londyńskiej stacji kolejowej, gdzie oboje czekają na swoich ukochanych. Jednakże pociągi mają opóźnienie a Ricky i Alvira postanawiają spędzić ten czas razem. Podczas rozmowy Ricky opowiada, jak poznał swoją narzeczoną Anaidę (Lara Dutta) w paryskim Ritzu. Alvira nie pozostaje mu dłużna i także wychwala w niebiosa swojego narzeczonego – Steve`a (Bobby Deol). Podczas godziny spędzonej razem polubili się, dlatego też, gdy okazało się, że pociąg nadal jest opóźniony dalej spędzają ze sobą czas. Ten czas sprawia, że jeszcze bardziej zbliżają się do siebie i zakochują się w sobie. Żadne z nich nie wie jednak, że okłamali się wzajemnie o tym, że są zaręczeni. 
    Fabuła filmu nie należy do zbyt skomplikowanych. Ali dzieli bowiem historię na trzy części, z czego każda przyjmuje inną formę. Pierwsza część filmu dotyczy opowieści miłosnej Ricky`ego i Anaidy. Ricky przedstawia jak to wyjechał w interesach do Paryża i tam w Ritzu poznał jego przepiękną menedżerkę. Po tym jak kontrakt nie wypalił Ricky nie ma jak zapłacić za pobyt w hotelu więc Anaida puszcza go do domu, aby mógł zwrócić jej pieniądze. Historia jest dość naciągana i momentami denerwująca, ale i tak nic nie przebija historii Alviry o tym jak poznała swojego Steve`a. Takich głupot to jeszcze świat nie widział. Wszystko to zalatuje lekkim naciągactwem. Najpierw uratował ją w muzeum figur woskowych przed supermanem, potem to niby ją szpiegował. Te opowieści sprawiały, że człowiek miał się z czego pośmiać. Poza tym te dwie części udało się nawet połączyć w całość wplatając je w rozmowę Ricky`ego i Alviry. Trzecia część filmu ma miejsce już po ich rozstaniu i odebraniu swoich ukochanych z pociągu. Rozbudowany zostaje wątek narzeczonych, a także następuje wielkie starcie taneczne podczas konkursu, które jest nawet interesujące. Jest to już drugi film, który miałam okazję obejrzeć, i poruszający wątek skłóconych państw Pakistanu i Indii. Pierwszym z nich był „Veer-Zaara”, który ujmował tą kwestię od strony bardziej dramatycznej. Z kolei „Tańcz, dziecinko, tańcz!” przedstawia go od bardziej humorystycznej strony i bardziej rozrywkowej, poprzez złożenie obietnicy przez małą dziewczynkę z Pakistanu, że nigdy nie zakocha się w ciemnoskórym hindusie.

    Twórcami muzyki do filmu jest ponownie trio Shankar – Ehsaan – Loy, a twórcą tekstów do ich kompozycji ponownie został – Gulzar. Jednakże ponownie nie ma zbyt wielu powodów do zachwytów przy  słuchaniu muzyki, ale jest jeden utwór, który można nazwać motywem przewodnim tej produkcji i który urzeka w każdym calu. Jest to piosenka o tytule „Jhoom”, która stanowi wejście do filmu i jest utworem tytułowym. Fantastycznie brzmi, jest rytmiczna i momentami ciarki przechodzą na plecach. W filmie możemy usłyszeć jej trzy wersje. Pierwszą prezentuje Amitabh Bachchan, który według mnie zrobił to najlepiej. Jego gesty i mimika podczas tańca po prostu powalają. Dwie kolejne formy usłyszeć możemy podczas konkursu tańca. Pierwsza z nich przyjęła tytuł „JBJ” i stanowi jakby remix. Natomiast druga już bardziej przypomina tą w wersji Amitabha. Dlatego też ten utwór zachowuje się długo w pamięci i według mnie jest najlepszym utworem całego filmu. Oczywiście znajdują się także inne, ale one z kolei zaprezentowane są w bardziej rozrywkowy sposób, jak przykładowo „Kiss of Love”, które wygląda niczym wyciągnięte z broadwayowskiego musicalu.
    Jest to kolejny film, w którym Abhishek występuje wraz ze swoim ojcem Amitabhem. Ten drugi pojawia się tylko podczas swoich piosenek, ale i tak pokazuje klasę. Abhishek z kolei ponownie prezentuje się z zupełnie innej strony. Osobiście chyba najbardziej podobał mi się właśnie w roli Ricky`ego, w szczególności, że miał dłuższe włosy, a w takich mu lepiej – moim zdaniem. Bardzo starał się przekonać widzów do swojej roli i chyba całkiem nie najgorzej mu to wyszło. Główna rola żeńska przypadła Preity Zinta. Dziewczyna nic nie straciła ze swojego uroku, a aktorstwem także starała się wyjść na wyżyny. Drugoplanową rolę męską zagrał Bobby Deol, który w ogóle mi nie pasował do tego filmu. Początkowo jego rolę zagrać miał John Abraham i szkoda, że tak się nie stało. Deol nie pasuje mi do typowego hindusa, a to pewnie przez te jasne włosy w filmie. Zdarzały się jednak momenty, że był prawdziwie męski a to mi imponowało. Miał do zagrania właściwie dwie różne wersje tej samej osoby i według nie udało mu się zarysować widoczną granicę pomiędzy nimi. Na drugim planie pojawiła się także Lara Dutta, która także grała dwie różne osoby. Jej wyszło to o wiele lepiej niż Deolowi, ale to dlatego, że były to skrajnie różne postacie. Każdy bowiem widzi wyraźną różnicę pomiędzy menedżerką hotelu a prostytutką. Nie mniej włożyła w tą postać całą siebie i to widać.
    „Tańcz, dziecinko, tańcz!” jest to kolejny wielowątkowy film bollywoodzki, który z jednej strony może się podobać, ale z drugiej nie ma w nim nic zachwycającego. Ma się wrażenie, że to wszystko już było, a momentami wyraźnie odznaczające się podziały w filmie bywały frustrujące. Nie mniej dzięki piosence „Jhoom” i rewelacyjnemu jej zaprezentowaniu przez Amitabha film zyskuje na wartości i warto go obejrzeć chociażby dla samego tego występu. Szkoda tylko, że historia nie była bardziej fascynująca, bo nie widz łatwo się rozpraszał podczas oglądania tego filmu.

wtorek, 28 września 2010

691. Kroki w chmurach, reż. Raj Kanwar

Oryginalny tytuł: Dhaai Akshar Prem Ke
Reżyseria: Raj Kanwar
Scenariusz: Raj Kanwar, Ratna Rajaia
Zdjęcia: Ishwar Bidri
Muzyka: Lalit Pandit, Jatin Pandit, Naresh Sharma 
Kraj: Indie  
Gatunek: Melodramat 
Premiera światowa: 29 września 2000 
Premiera polska: brak danych
Obsada: Aishwarya Rai, Abhishek Bachchan, Amrish Puri, Anupam Kher, Inder Sudan, Sonali Bendre 


    Raj Kanwar rozpoczął swoją przygodę z filmem od wyreżyserowania „Szalonego” w 1992 roku. W swoim filmie z2000 roku o tytule „Kroki w chmurach” nie przedstawia on tradycyjnej, a właściwie to dobrze znanej w późniejszych latach wizji kina hollywoodzkiego.Jedyne co łączy go z poprzednimi filmami jakie miałam okazje oglądać to dość naciągana historia miłosna, jednakże wykonanie to jest zdecydowanie gorsze niż innych, bez względu na to czy to spojrzeć na samą wizualizację historii, czy też oprawę muzyczną. 
    Sahiba to przepiękna dziewczyna, która wyjeżdża z rodzinnego miasta na studia, aby uciec przed rodziną chcącą wydać ją czym prędzej za mąż. Niestety, w kampusie zostaje zamordowana przyjaciółka Sahiby, a ona sama jest tego świadkiem. Kiedy mordercy ścigają dziewczynę wpada ona na przystojnego Karana, który właśnie wraca do swojej ukochany ze służby w wojsku. Przerywa on swoją podróż, aby pomóc Sahibie w dotarciu do domu. Kiedy tam przybywają liczna rodzina Sahiby bierze towarzyszącego jej Karana za jej męża. Żadne z nich nie spieszy się, aby wyprowadzać ich z błędu w szczególności, że Karan czuje, iż w końcu ma rodzinę.Niestety, po pewnym czasie Karan musi w końcu postanawia wyruszyć dalej pozostawiając zakochaną w nim Sahibę na pastwę jej rodziny i wściekłości ojca,który czym prędzej próbuje ją zeswatać z synem jego przyjaciela. Nikt jednak nie wie, że skrywa on straszliwą tajemnicę, którą zna tylko Sahiba. 
    Fabuła filmu wygląda tak samo jak przy innych filmach. Znowu mamy głupiutką historię miłosną, od której widza momentami aż mdli. Wszystko jest przewidywalne, bo przecież nie ma nic bardziej nie zaskakującego jak ogromna miłość, która rodzi się pomiędzy dwoma osobami przebywającymi ze sobą non stop. Jednakże oprócz wątku miłosnego mamy też historię kryminalną, która wydawać by się mogło, kończy się tuż po tym jak się zaczyna. Ku zaskoczeniu wszystkich twórcy zgrabnie do niej powracają. Niestety,zanim do tego dojdzie to w filmie wieje potworną nudą. Widzowi kilka razy mogą przymknąć się oczy, nie wspominając już o całkowitym braku skupienia naopowiadanej historii. Prawdziwa akcja zaczyna dziać się dopiero gdzieś przy końcu, a i tak jest jej tyle co pies na płakał, no ale w końcu to nie o akcję chodzi w takim filmie, a o miłość, której jako tako też nie było za wiele.
    Już od pierwszych minut filmu każdy widz zauważy, że film ten różni się od innych. Niestety, w sposób bardziej negatywny, gdyż nie zobaczymy tutaj kolorowych, a wręcz żywych barw, i zgrabnych linii, które obserwować mogliśmy choćby przy filmie „Gdyby jutra nie było”. Zdjęcia Ishwara Bidri niczym nie przypominają tych od Anila Mehty. Brak w nim tego czegoś... chyba życia, a może nawet i magii. Nie potrafił wydobyć tego co jest w tym filmie najpiękniejsze. Nie potrafił pokazać Indii od tej radosnej strony i różnorodnej gamy barw jaką się one cieszą. Szkoda, bo jak się okazuje, przy tego rodzaju filmach to przesądza o ocenie. Dodatkowo muzyka także nie robi większego wrażenia. Nie ma ani jednego utworu, który by wzruszył, który dałby trochę radości. Żadnego utworu, który sprawiłby, że ma się ochotę zdobyć całą ścieżkę dźwiękową. Wśród takich utworów jak „Mera MaahiBada Sohna” czy „O Mere Rabba Diiil” trudno jest się doszukać utworu przewodniego filmu. Nie mniej, układy choreograficzne do tych dwóch pozycji nawet przypadają do gustu i dają się nacieszyć oczom. W szczególności ten do  „Mera Maahi Bada Sohna”, który to występ poprzedza zaślubiny. Zauważyć możemy tutaj bohaterów w tradycyjnych hinduskich strojach, tańczących tradycyjny hinduski taniec. Z pewnością wielu uzna to za bardzo dobre przedstawienie kultury Indii.
   Aktorsko film wypada bardzo słabo, w szczególności jeżeli spojrzeć na postać ojca Sahiby, którego zagrał Amrish Puri. Zupełnie nie podobał mi się w tej roli. Jak dla mnie jest przerysowany tak, jak postacie wenezuelskich telenowel. Rola agresywnego ojca nie jest dość trudna do zagrania, jednakże Puri wyglądał w niej dość komicznie i zamiast budzić respekt, czy przerażać, po prostu bawił. Jest to kolejny film,który oglądam i w którym występuje ulubienica fanów Bollywodu – Aishwarya Rai.Nie przemawia do mnie, po raz kolejny. Jej osoba w ogóle mnie nie intryguje. Nito ona ładna, ni to utalentowana. Jej gra aktorska nie jest może jakoś rażąco straszna, ale mogłoby być lepiej. Z kolei główna rola męska przypadła w udziale Abishkowi Bachchanowi. Miło się na niego patrzyło, ale prawda jest taka, że wydawał mi się być całkowicie bez życia. Zupełnie mi się nie podobał. W ogóle powiedzieć trzeba, że dobór obsady do filmu może i wydawał się dobry, ale wyszło inaczej. Zresztą tak, jak i cały film, tak też aktorstwo są raczej na przeciętnym poziomie.
    Ogólnie rzecz ujmując film nie był zły. Dało się go obejrzeć i jest o wiele lepszy od niektórych hollywoodzkich filmów. Jednakże brakuje mu wielu elementów, które sprawiają, że filmy bollywoodzkie cieszą się taką popularnością na całym świecie. Historia jest mało wciągająca. Nie ma tutaj żadnego pouczającego morału. Piosenki są mało rytmiczne i przez to ciężko wpadają w ucho. Nie wspominając już o tańcu i zdjęciach. Myślę, że jakby podszlifować te elementy to powstałaby fascynująca produkcja, a tak to jest tylko przeciętnie, niestety. 

sobota, 25 września 2010

690. Odrobina miłości, odrobina magii, reż. Kunal Kohli

Oryginalny tytuł: Thoda Pyaar Thoda Magic 
Reżyseria: Kunal Kohli  
Scenariusz: Ehsaan Noorani, Loy Mendonsa, Shankar Mahadevan,
Zdjęcia: Sudeep Chatterjee 
Muzyka: A. R. Rahman 
Kraj: Indie  
Gatunek: Familijny / Dramat / Komedia / Romans / Musical 
Premiera światowa: 27 czerwca 2008 
Premiera polska: brak danych 
Obsada: Saif Ali Khan, Rani Mukherjee, Akshat Chopra, Rachit Sidana, Ayushi Berman, Shriya Sharma, Razak Khan, Rishi Kapoor, Ameesha Patel

    Reżyserem, autorem scenariusza, a także producentem filmu „Odrobina miłości, odrobina magii” jest Kunal Kohli. Rozpoczął on swoją karierę od filmu „Czy chcesz być moim przyjacielem?”, który na ekrany indyjskich kin wszedł w 2002 roku, jednakże prawdziwą sławę zyskał dwa lata później produkcją „Zakochani”, dzięki której zdobył nominację do IFA. W moich oczach zabłysnął dopiero niedawno, kiedy to miałam szansę obejrzeć jego trzeci film o tytule „Fanaa”, który pokochałam całym sercem. „Odrobin miłości,odrobina magii” to dopiero czwarty film w karierze reżysera, ale śmiało można powiedzieć, że jest on jednym z lepszych reżyserów kina bollywoodzkiego. 
    Ranbeer Talwar jest szanowanym biznesmenem,który ze względu na utratę w dzieciństwie obojga rodziców ma problemy z założeniem własnej rodziny. Pewnej nocy dochodzi do wypadku, w którym uczestniczy Ranbeer oraz małżeństwo. Niestety, para ginie na miejscu, a ich czwórka dzieci pozostaje bez opieki. Sąd postanawia nie skazywać Ranbeera na karę więzienia za morderstwo, w zamian młody mężczyzna musi zaopiekować się osieroconymi dziećmi, aż do ukończenia przez nich pełnoletniości. Dzieci jednak nie są łatwe we współżyciu, gdyż poprzysięgły zemstę na mordercy ich rodziców.Bóg nie może dłużej patrzeć na cierpienie obu stron, dlatego zsyła na Ziemię swoją ulubienicę wśród Aniołów – Geetę. Ma ona za zadanie zbliżyć do siebie zapracowanego Ranbeera oraz zagubione dzieci przy użyciu odrobiny boskiej magii. Wygadana, sympatyczna i nie żadnych uczuć poza szczęściem Anielica przyjmuje zadanie.  Nie wie jednak, że uda jej się zmienić nie tylko relacje w domu, ale także i siebie samą. 
    W filmach tego gatunku rzadko kiedy poruszane są historie dotyczące dzieci. Jeżeli już występują to stanowią raczej tło lub wspomaganie dla głównego wątku, którym tradycyjnie jest miłość. Jednakże Kohli idzie krok naprzód i po raz pierwszy tworzy film, gdzie na pierwszy plan wysuwają się dzieci, ich problemy, ale także i pokazuje jakie z nich psotniki. Ponadto w filmie zobaczymy także wątek magiczny, co także jest rzadko spotykane. Naboczny plan odsuwa się miłość, która niby wisi w powietrzu, ale jakby nie było nie zostaje do końca spełniona w tym filmie, ale przecież nie o to w nim chodzi. Dzięki temu, że Kohli skupił się na dzieciach film zyskał humorystyczne zabarwienie. Dzięki dzieciom zobaczyliśmy różnego rodzaju psoty, które zgotowały nie tylko dla głównego bohatera, czy też Anielicy, ale i na różnego imprezach. Właściwie to cały film to jedna wielka psota. Przez to było wiele scen, w których można było się trochę pośmiać. Niektóre z nich nie udałyby się gdyby nie pomoc dobrego Aniołka, który wspomagał je magiczną mocą. Bardzo mi się podobał ten wątek. Głównie jednak film ten to dramat małych sierotek, ale też i Ranbeera, gdyż on sam też cierpiał przez to co uczynił tym dzieciom.Zdarzały się sceny, które autentycznie wyciskały łzy. Wielobarwność tej opowieści sprawia, że film ogląda się bardzo przyjemnie i nie ma czasu na nudę.
    O oprawie wizualnej tej produkcji można rozprawiać w dwóch aspektach. Jednym z nich są zdjęcia, a drugim efekty specjalne, o których przyszło mi mówić po raz pierwszy przy recenzowaniu Bollywoodu. Ze względu na wątek magiczny konieczne było użycie efektów specjalnych. Widać było jednak, że kino indyjskie dopiero raczkuje w tym temacie, ale nie wyglądało to też źle. Oczywiście można było co niektóre elementy lepiej dopracować – tak jak chociażby fragment w muzeum, ale nie raziło to za specjalnie w oczy. Wszystko to nadrabiały piękne zdjęcia Sudeepa Chatterjee, które momentami były po prostu znakomite. Kompozytorami muzyki do filmu jest często współpracujące ze sobą trio Shankar – Ehsaan – Loy. Tworzą bardzo nastrojowe kawałki, ale rzadko kiedy któryś wpada na dłużej w ucho. Jednakże trudno byłoby powiedzieć, że żaden utwór za specjalnie nie wyróżnia się wśród nich, bo oczywiście jest taki. Do moich ulubionych piosenek tego filmu zaliczyć muszę „Lazy Lamhe”, w wykonaniu Anushy Mani dubbingującą w niej bohaterkę Malaikę podczas imprezy basenowej. Pomimo tego, że utwór jest zaliczany do tych wolniejszych to najlepiej się go słucha.
    Kohli chciał powtórzyć niebywały sukces jaki osiągnął poprzednik filmu – „Fanaa”, i ponownie chciał zatrudnić do głównych ról Kajol oraz Aamira Khana. Jednakże Kajol w tym czasie pracowała ze swoim mężem przy filmie „Ty i Ja” dlatego też reżyser postanowił zaangażować bohaterów jego drugiego filmu „Zakochani”, czyli Rani Mukherjee oraz Saifa AliKhana. Nigdy nie powiem, że była to dobra decyzja, gdyż Kajol po prostu uwielbiam, ale i tak lepszy taki wybór niż inny. Jednakże bardziej niż grą aktorską tych gwiazd zachwycałam się ich powierzchownymi walorami. Saif AliKhan pokazywał swoje niesamowite ciało, na które mogłabym patrzeć bez końca.Aktorsko jednakże zagrał dość przeciętnie. Rani Mukherjee, z kolei, wypadła trochę lepiej, no ale piękność zawsze przysłoni sobą przystojniaka. Jakoaktorka była także odrobinę lepsza. Można by powiedzieć, że największą furorę w tym filmie zrobiły dzieciaki. Jednakże jak dla mnie były one zbyt przesadne w swoich zachowaniach. Urzekł mnie jedynie Rachit Sidana w roli małego Iqbala.Jego brata zagrał  Akshat Chopra,natomiast siostry Ayushi Berman oraz Shriya Sharma. Obsada być może i nie popisała się wyrafinowanym aktorstwem, ale nie to było najważniejsze w tym filmie, a to co najważniejsze zostało osiągnięte.
    Jak sama nazwa wskazuje w filmie każdy widz odnajdzie „Odrobinę miłości, odrobinę magii” – z przewagą tego drugiego.Najważniejsze jest jednak to, że w filmie główną rolę grają dzieci. To na nich skupia się Kohli – na ich problemach i marzeniach. Już to powoduje, że film odróżnia się od innych filmów wyprodukowanych w Indiach. Wszystko zostało przedstawione w humorystyczny sposób, a jeżeli jeszcze dodać do tego magię w boskim wykonaniu można otrzymać prawdziwy hit. Film ten jako jeden z niewielu może służyć jako zapełniacz czasu spędzanego z dziećmi, bo z pewnością będą się one bawić przy nim równie dobrze jak dorośli.

wtorek, 14 września 2010

686. Ta Ra Rum Pum, reż. Siddharth Anand

Reżyseria: Siddharth Anand 
Scenariusz: Habib Faisal
Zdjęcia: Binod Pradhan 
Muzyka: Vishal Dadlani, Salim Merchant, Shekhar Ravjiani 
Kraj: Indie  
Gatunek: Familijny / Komedia romantyczna / Musical  
Premiera światowa: 27 kwietnia 2007 
Premiera polska na DVD: 07 lipca 2008 
Obsada: Saif Ali Khan, Rani Mukherjee, Ali Haji, Angelina Idnani,  Javed Jeffrey, Bharat Debholkar


    „Ta Ra Rum Pum” to drugi reżyserski film w nie tak długiej karierze Siddhartha Ananda. Publika pokochała go za film  „Salaam Namaste”, a także za obsadzenie w głównej roli Saifa Ali Khana. Dlatego też indyjski reżyser postanowił powtórzyć ten sukces. Udało mu się stworzyć niesamowity film, który łączy w sobie nie tylko kino familijne, ale także komedię oraz kino akcji. Ponadto przyświeca mu jeden cel – nauczyć ludzi, że zamiast się martwić problemami powinni cieszyć się tym co mają. 
    Pewnego słonecznego dnia w Nowym Jorku Rajveer wsiadając do taksówki poznaje piękną Radhikę. Wydarzenie to zmienia całkowicie jego życie, gdyż tego samego dnia zamienia się z mechanika samochodowego pracującego przy dokręcaniu śrub na wyścigach w prawdziwego rajdowca o przydomku RV. Na swój pierwszy rajd zaprasza Radhikę i młodzi zakochują się w sobie. Młody chłopak jest bardzo rozrzutny i nie myśli o tymczy jutro będzie miał pieniądze na czynsz, jednakże nie przeszkadza mu to w poślubieniu swojej ukochanej. Po ośmiu latach RV dalej ma szczęście na wyścigach, ponieważ kibicują mu nie tylko jego żona, ale także córeczka i syn. Niestety, podczas ostatniego wyścigu dochodzi do tragedii. Nowy rajdowiec – Rusty, doprowadza do wypadku, który eliminuje RV z walki na długi rok. Wszyscy licząna to, że po długim odpoczynku RV znów będzie gotów do walki, jednakże on wciąż ma przed oczami wypadek i przez to wciąż zajmuje ostatnie miejsce. RV zostaje zwolniony z pracy, Radhika z kolei nie kończy studiów przez co nie może znaleźć pracy. W wyniku tego rodzina popada w długi i musi zrezygnować z dostatniego życia. 
    Jak każdy film bollywoodzki także i ten jest filmem radosnym. Jest to kolejny film zaliczanego do masala, który tołączy w sobie kilka gatunków. W „Ta Ra Rum Pum” przedstawia właściwie wszystkie kategorie filmów jakie możemy obejrzeć, bowiem jest tu coś z dramatu, coś z komedii, a także z kina familijnego i akcji. Dlatego też każdy widz znajdzie w nim coś dla siebie, a dzięki sprawnemu połączeniu wszystkich wymienionych gatunków każdemu się spodoba. Tradycyjnie film podzielony został na części. W pierwszej jego część – aż do przerwy (zwanej Interval lub Intermission) – poznajemy Rajveera i Radhikę, a także osoby postronne. Dlatego też film przyjmuje formę komedii romantycznej, gdzie jest nie tylko gorący romans i miłość od pierwszego wejrzenia (co jest typowe dla Bollywoodu), ale mamy także wiele komicznych sytuacji. Zobaczymy więc tutaj bardzo szybką i prostą drogę dosławy. Natomiast druga część filmu, która właściwie zaczyna się jeszcze na chwilę przed przerwą zobaczymy jak radość bohaterów szybko się zmienia. Muszą diametralnie zmienić swoje życie, ale najważniejsze jest to, żeby się nie poddawać i być zawsze radosnym. Oczywiście, każdy z oglądających pewnie nie raz próbował podobnego podejścia i każdy wie, że nie jest to takie trudne. Jednakże w filmie tym próbuje się pokazać, że można próbować, ale w pewnym momencie człowiek do pewnego punktu kulminacyjnego. Dlatego też ta część filmu jest strasznie melodramatyczna. Niejedna osoba za pewne uroni łzę przy wydarzeniach, które tutaj się rozgrywają i sama przyznać się muszę, że nie byłam obojętna nate krzywdy. Cały film wzbogacony był licznymi wyścigami, bo na nich opierał się cały film. Momentami bywały naprawdę fascynujące i w widzu wzbudzało niesamowite emocje, które zazwyczaj towarzyszą tylko kibicom.
    Autorami kompozycji muzycznych do filmu są panowie Vishal Dadlani, Salim Merchant oraz Shekhar Ravjiani. Widząc nazwisko Merchant większość domyśleć się może już jakiego typu utwory są zaprezentowanew filmie. Ten człowiek bowiem pracował przy filmie „Dhoom 2”, do którego ścieżki dźwiękowej słucham po dziś dzień i dalej uważam ją za niesamowicie skoczną i rytmiczną. Dlatego też nie dziwi, że w „Ta Ra Rum Pum” zachwycać będziemy się również każdym utworem, gdyż podobnie jak fabuła są one niesamowicie zróżnicowane. Niektóre mają klubowe brzmienie i bardzo rytmiczne jak „Ab to Forever”. Przy tym utworze popisano się także montażem, gdyż w niektórych scenach zauważyć można pulsowanie ekranu – zupełnie jakby był bijącym sercem. Daje to ciekawy efekt. Inne piosenki, z kolei,  są bardzo romantyczne, a przez to nastrojowe,jak „Hey Shona”. Aby nagrać sceny do tego drugiego utworu zamknięto Times Square, gdyż scena wymagała tylko i wyłącznie RV i Radhiki. Dało to znakomity efekt. Możemy posłuchać też bardziej dramatycznych utworów jak „Saaiyaan”, który mnie osobiście doprowadza do łez. Nie mniej jest też utwór bardziej radosny, czyli tytułowy „Ta Ra Rum Pum”. Jak widać podczas słuchania ścieżki dźwiękowej można doświadczyć najróżniejszych odczuć, a to oznacza, że nie tylko fabuła jest interesująca dla widza, ale także i to co słyszy w tle i na pierwszym planie.
    Wszystkie postacie w filmie są zdeczka przerysowane więc gra aktorska obsady także taka jest, w szczególności postaci pobocznych. Co innego jeżeli chodzi o najważniejsze role. Główną postacią w filmie jest rajdowiec Rajveer ‘RV’, którego zagrał Saif Ali Khan. Muszę przyznać, że bardzo podobały mi się różne reakcje Khana, gdyż jego postać była bardzo urozmaicona. Najpierw zabawny i uroczy, a później z upływem czasu jego rola została wzbogacana. Twarz wyrażała wiele emocji – czasami przesadnie, alebiorąc pod uwagę charakter postaci było to jak najbardziej odpowiednie. Jegożonę początkowo miała zagrać Preity Zinta, na szczęście ostatecznie rolę dostała Rani Mukherjee. Bardzo mnie to cieszy, bo bardzo polubiłam jej osobę. Ucieszyło mnie więc, że ponownie mogłam oglądać ją na ekranie i ponownie mogłam podziwiać jej aktorstwo. Bardzo mi się podobała jako Radhika i podobnie jak Khan była bardzo elastyczna. Ze względu na to, że w drugiej części filmu bardziej rozbudowano postaci dzieci – Priyi i Ranveera, czyli Księżniczki i Mistrza. W tych rolach wystąpili Angelina Idnani oraz Ali Haji i muszę powiedzieć, że chłopiec bardziej mi się spodobał. Dodawał uroku tej produkcji, chociaż z drugiej strony Angelina zagrała bardzo dojrzale. Nie mniej zagrali na bardzo wysokim poziomie, gdyby brać pod uwagę inne dzieciaki.
    „Ta Ra Rum Pum” to nie tylko zwyczajna komedia romantyczna, ale przede wszystkim film dla całej rodziny. Myśl przewodnia tego filmu może pełnić także funkcję edukacyjną. Niesie za sobą również istotne przesłanie, aby oczywiście cieszyć się chwilą, ale nie należy zapominać o przyszłości, która też musi nadejść. Kłopoty takie jak spotkały rodzinę Singhów mogą dopaść każdego, ale film pokazuje, że jeżeli ma się wspaniałą i wspierającą rodzinę to tak naprawdę nic się nie zmienia. Jest to film pełny akcji, któremu nie brakuje również humoru i wzruszeń, a to sprawia, że czas spędzony przy nim mija błyskawicznie, więc część fanów Bollywoodu być może skusi się na powrót do tej produkcji.

piątek, 10 września 2010

684. Dhoom 2, reż. Sanjay Gadhvi

Seria: Dhoom #2
Reżyseria: Sanjay Gadhvi  
Scenariusz: Vijay Krishna Acharya
Zdjęcia: Nirav Shah  
Muzyka: Pritam Chakraborty, Salim Merchant, Suleman Merchant Kraj: Indie  
Gatunek: Akcja / Thriller 
Premiera światowa: 20 października 2006 
Premiera polska na DVD: 15 maja 2008 
Obsada: Abhishek Bachchan, Rimi Sen, Uday Chopra, Bipasha Basu, Hrithik Roshan, Aishwarya Rai

    W 2004 roku na ekrany wszedł film akcji z Bollywoodu „Dhoom”, który okazał się miłym zaskoczeniem dla widzów i krytyków. Kilkukrotnie nagradzany hit dwa lata później doczekał się swojej kontynuacji. Pomimo tego, że druga część wyszła od tych samych twórców co pierwsza produkcja to jednakże odbierana jest ona o wiele lepiej od poprzednika. Być może jest to spowodowane bardziej przystępną akcją, większą ilością humoru, a może po prostu jakość filmu podniosły występy Aishwaryi Rai i Hrithika Roshana. 
    Po zakończonej sukcesem współpracy motocyklisty Aliego i policjanta Jaia, Ali wstępuje do policji. Po pewnym czasie, kiedy to Ali i jego żona Sweety oczekują dziecka szykuje się kolejne zadanie. Jai bliski jest schwytania złodzieja drogocennych i wyjątkowych przedmiotów - Aryan, który do każdego rabunku zmienia swoją postać w sposób uniemożliwiający jego zidentyfikowanie. Nikt tak naprawdę nie zna jego twarzy, dlatego też pozostaje nieuchwytny dla Jai`a. Dlatego też zatrudnia on do pomocy zwinną złodziejkę – Sunehri, która otrzyma wolność jeżeli pomoże mu złapać Aryana. Sunehri zdobywa zaufanie Aryana, który zabiera ją na następny skok w Brazylii. Nikt nie spodziewa się jednak, że zadanie to zakończyć może się wzajemną miłością dwójki złodziei, które może całkowicie odmienić ich życie. 
    Przyglądając się fabule filmu zauważyć możemy schematy powtórzone z filmu pierwszego. Do takowych z pewnością należy kolejny pościg za niedoścignionym bandziorem, który w szybki i nowoczesny sposób dokonuje kradzieży. Ponownie bohater Jai musi zasięgnąć pomocy u zaprzyjaźnionego kryminalisty, aby pomógł mu dorwać poszukiwanego. Ponownie zastosowano manewry z ukazujące wizje Aliego ze swoimi ewentualnie przyszłymi kobietami. Jednakże na tym podobieństwa się kończą. W filmie mamy bardzo dużo akcji. Towarzyszymy każdej kradzieży jakiej dokonuje Aryan. Tym samym obserwujemy jego pomysłowość jeżeli chodzi o przebrania – uwierzcie mi, ale nigdy bym nie wykombinowała sposobu wtopienia się w tło w muzeum, powaliło mnie to na łopatki. W tym filmie w odróżnieniu od poprzedniego skupiono się bardziej na czarnym charakterze, którym jest Aryan, chociaż w pewnym momencie granice między dobrym a złym bohaterem zaczynają się tutaj zacierać. W końcu rozbudowano wątek miłosny. Pierwszy film jedynie ocierał się o takowy, w drugim, z kolei, możemy zauważyć rozwój uczuć pomiędzy Aryanem oraz Sunehri. Ponadto zobaczymy pierwszy prawdziwy pocałunek w kinie bollywoodzkim (przynajmniej pierwszy wśród tych filmów, które ja oglądałam), który zakończył się pozwem do sądu dla dwójki bohaterów biorących w nim udział. Podobno pocałunek ten był obsceniczny, ale w Indiach, gdzie publiczne okazywanie uczuć jest zabronione to nie ma się co dziwić. 
    Film ma w sobie coś co nie pozwala się od niego oderwać. Niestety, nie są to Indie, ale i tak krajobrazy momentami są przepiękne. Tym razem zdjęcia Nirava Shaha oraz Vikasa Sivaramana mają w sobie więcej życia. Być może to za sprawą tego drugiego, który dopiero teraz dołączył do ekipy „Dhoom”. Muzykę skomponowali Ci sami panowie, którzy pracowali przy pierwszym filmie, czyli Pritam Chakraborty oraz Salim i Suleiman Marchant. Dlatego też klimat jeżeli chodzi o ścieżkę dźwiękową pozostał taki sam. Ponownie usłyszymy utwór tytułowy znany z pierwszego filmu - „Dhoom Machale”, który tutaj został przerobiony, w zasadzie, dwukrotnie. Najważniejsze jest to, że dominowały w nim raczej angielskie słowa, a niżeli tekst hindi. Ponadto nazwano go „Dhoom Again”. Usłyszeć możemy go podczas napisów początkowych oraz końcowych, a także w trakcie filmu podczas scen akcji – w szczególności scen pościgów. Utwór ten fascynuje także pod względem choreograficznym. Jest idealnie dopracowany. Inną dynamiczną piosenką jest „Crazy Kiya Re” w tanecznym wykonaniu Aishwaryi Rai, a dubbingowała ją Sunidhi Chauhan. Naprawdę rytmiczny kawałek, który szybko wpada w ucho. W zasadzie to każdy utwór ma w sobie to coś. Każdy może się spodobać. Znajdziemy tutaj bardziej współczesne utwory jak dwa wcześniej wspomniane, ale są też piosenki bardziej tradycyjne, do których zaliczyć można „Touch me”, czy „Dil Laga Na”. Każdy z nich jest inny, ale każdy ma jedną wspólną cechę – szybko wbija się w pamięć.
    W filmie ponownie zobaczymy duet z pierwszego filmu w postaci Abhishka Bachchana i Udaya Chopry. I tak jak w pierwszym filmie tak też w tym to Uday lepiej się spisał. Abhishek zagrał gorszego palanta niż był nim w pierwszym filmie, a jakby nie było to była to ta sama postać. Dalej jednak był sztywny i nadal nie wiem, czy tego wymagała rola, czy on po prostu tak to odegrał, czyli bez emocji. Uday z kolei dalej bawił.Uroczy z niego facet. Dla mnie prawdziwym objawieniem w tym filmie był Hrithik Roshan, czyli człowiek kameleon tego filmu. Przez większą część filmu chodził z gołą klatą więc nie dziwcie się, że zgłupiałam na jego punkcie do tego stopnia,że śni mi się po nocach. No, ale nie będę narzekać z tego powodu. Aktorsko może i jest według niektórych słaby, ale jak dla mnie był lepszy niż Abhishek. Wystąpił on w duecie z Aishwaryą Rai, która z filmu na film coraz bardziej mi się podoba, w szczególności w takich rolach, gdzie nie jest do końca dobrą, ale też i nie złą postacią.
    Rzadko kiedy zdarza się, żeby kontynuacja filmu była lepsza od pierwszego. Rzadko zresztą zdarza się, aby jakikolwiek film z Bollywoodu doczekał się sequela. Jednakże znajdziemy wyjątki od reguły,do których w obu przypadkach zaliczymy film „Dhoom 2”. Film ma w sobie więcej akcji, poza tym, a właściwie przede wszystkim, od pierwsze filmu wyróżnia go kilka naprawdę dobrych utworów, których w pierwszym filmie było jak na lekarstwo. Ponadto występy Roshana i Rai zdecydowanie wyszły na plus dla tej produkcji, nie wspominając o ich słynnym pocałunku, który z pewnością dodał pikanterii. Co tu dużo mówić, gdy staniecie przed wyborem, który film obejrzeć proponuję swoją uwagę skupić na kontynuacji.