NOWOŚCI
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą taniec. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą taniec. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 21 czerwca 2015

SZORTy #17: Gwiazd naszych wina, Step Up Revolution, Step Up All In

Oryginalny tytuł: The Fault in Our Stars | Reżyseria: Josh Boone | Scenariusz: Scott Neustadter, Michael H. Weber | Obsada: Shailene Woodley, Ansel Elgort, Nat Wolff, Laura Dern, Sam Trammell, Willem Dafoe | Kraj: USA | Gatunek: Dramat, Romans

Premiera: 16 maja 2014 (Świat) 06 czerwca 2014 (Polska)  
Ocena: 8/10
     O wiele za mało jest prawdziwych wyciskaczy łez, na których przepłakało by się większość filmu. Niegdyś było to „Love Story”, potem przyszła pora na „Szkołę uczuć” od Nicholasa Sparksa, a teraz jest czas kolejnej ekranizacji rozmiękczające serca nie tylko czytelników powieści, ale też i filmomaniaków - „Gwiazd naszych wina”.
     Oto historia jakich wiele. Ona jest śmiertelnie chora na raka i z trudem walczy o każdy oddech kolejnego dnia. On z kolei jest lekkoduchem, któremu udało się pokonać tę okropną chorobę. Ich spojrzenia krzyżują się na jednym ze spotkań wsparcia dla chorujących na nowotwór. Z początku połączeni wielką przyjaźnią i miłością do jednej ulubionej książki. Wkrótce ta miłość wychodzi poza kartki i staje się ich wszechświatem.
     Opowieść zrealizowana w oparciu o bestsellerową powieść Johna Greena, który również mocno jak Sparks polubił rozdzierać wszelkie ludzkie emocje. Fabuła nie należy może do najbardziej skomplikowanych, ale za to porusza wątki nie tylko miłosne, ale przede wszystkim przemijania. Radzenie sobie z odejściem i radowanie się każdą chwilą jaką daje nam los. Do tego dochodzi oczywiście pasja do literatury, która nie zawsze musi być zbawienna dla bohatera. Film ten pełen jest najrozmaitszych mądrości zaczerpniętych prosto z książki o tym samym tytule, do tego zaprezentowanych w bardzo swobodny, wręcz humorystyczny sposób. Czasem najprostsza forma przekazu jest najlepszą i to daje temu efekt. Widz szybko zżywa się z bohaterami i przechodzi każdą katuszę wraz z nimi. Jest to najbardziej wzruszający film, jaki powstał i jaki przyszło mi oglądać od czasu wspomnianej „Szkoły uczuć”. Historia o miłości tak pięknej, a jednocześnie tak tragicznej nie może być też i zaskakująca, ale nie ujmuje to jej wartości. Jeżeli chcesz, aby wydarto Ci serce i poszatkowano je na małą kosteczkę, jeżeli chcesz wysmarkać wszystkie chusteczki jakie tylko posiadasz w domu- koniecznie musisz sięgnąć po ten film!


Oryginalny tytuł: Step Up Revolution | Reżyseria: Scott Speer | Scenariusz: Amanda Brody | Obsada: Ryan Guzman, Kathryn McCormick, Misha Gabriel Hamilton, Cleopatra Coleman, Stephen Boss, Peter Gallagher | Kraj: USA | Gatunek: Melodramat, Muzyczny

Premiera: 26 lipca 2012 (Świat) 27 lipca 2012 (Polska)

Ocena: 5/10

     „Step up” to już swojego rodzaju epoka. W czasach kiedy rozpoczęła się mania na filmy taneczne, to właśnie pierwszy obraz z tej serii był tutaj prowodyrem. Teraz, kiedy wydaje się, że gatunek ten już wymiera, twórcy wciąż kontynuują zamiłowanie do tańca i z wraz z tytułem „Step Up Revolution” idą o krok dalej, łącząc w sobie niezłe bity, ruchy sceniczne i słynny flash mob.
     Przez jednych uważani za chuliganów, a przez innych za artystów. Grupa The Mob szarżuje po ulicach i lokalach Miami, aby stworzyć najbardziej spektakularne taneczne widowisko, które przysporzy im miliony wyświetleń i zapewni sporą ilość gotówki w nagrodę. Jednakże, gdy jeden z liderów grupy- Sean, poznaje piękną pannę z zasadami ich działalność odrobinę zmienia charakter. Nie liczą się jedynie pieniądze, ale też dobro dzielnicy oraz ich mieszkańców.
     Niby jest to kolejny film z kategorii taneczno-muzycznych. Niby powiela wszelkie schematy taneczne i wątki. Jednakże, gdyby wyciągnąć z tego wszelkie nieudolne próby tworzenia kolejnej banalnej historii to byłby to film, a w zasadzie teledysk doskonały. Nieważne są tutaj bowiem dylematy uczuciowe bohaterów, tak znowu to samo. Nieważne jest to, że na pewnym etapie starają się przekazać coś swoim zrywem. Sens tracą również starania Emily, a właściwie chęć wykorzystania grupy The Mob dla rozwinięcia swoich talentów tanecznych i dostania się do wymarzonej ekipy tanecznej. To wszystko traci sens, kiedy młodzi ludzie wbijają na ulice, parkiet, do galerii, restauracji i prezentują to co umieją najlepiej- zwyczajnie, a w zasadzie nadzwyczajnie tańczą! Nie chodzi tutaj jednak o sam taniec, ale sposób w jaki to robią. To już nie są tylko ruchy ciała, to jest ruch wszystkiego co mają dookoła. W „Step up Revolution” wszystko nabiera artystycznego wyrazu, co w jakiś sposób spotęgowane zostaje przez bohatera tworzącego coraz to wymyślniejsze loga grupy The Mob. Innymi słowy, można zatańczyć się, ale przede wszystkim nacieszyć oczy. A już prawdziwym dziełem sztuki jest układ przedstawiony w galerii sztuki, w pokoju dla baletnic! Genialność, piękno, delikatność i pazur w jednym. Coś niesamowitego. I choć film jest tragiczny i płytki fabularnie, a aktorstwo poniżej przeciętności, to warto to zobaczyć chociażby dla tych niewiarygodnie kreatywnych układów!
Oryginalny tytuł: Step Up All In | Reżyseria: Trish Sie | Scenariusz: John Swetnam | Obsada: Ryan Guzman, Briana Evigan, Adam G. Sevani, Misha Gabriel Hamilton, Cleopatra Coleman, Stephen Boss, Mari Koda, Chadd Smith, Alyson Stoner, Izabella Miko | Kraj: USA | Gatunek: Melodramat, Muzyczny
Premiera: 09 lipca 2014 (Świat) 18 lipca 2014 (Polska)
Ocena: 4/10
     Piąty już z serii filmów tanecznych o tytule „Step Up” tym razem stworzony przez choreografkę, specjalistkę w tworzeniu znakomitych teledysków. Szkoda więc, że nie udało jej się przenieść choć odrobiny tego talentu na ekran za sprawą „Step Up: All in” i stworzyć z niego pomysłowego klipu.
     Ekipa The Mob przenosi się do Hollywood licząc na zrobienie zawrotnej kariery. Niestety, szybko spadają na ziemię, gdyż zawód tancerza nie jest najbardziej dochodowym. Ekipa rozpada się i wraca na stare śmiecie, na miejscu pozostawiając jednego ze swoich liderów. Odnajduje on informację o konkursie tanecznym, którego zwycięzcy podpiszą trzyletni kontrakt na występy w Las Vegas. Chłopak zbiera nową ekipę, którzy rzucają swoje nudne życie, aby zawalczyć o marzenia.
     Można odnieść wrażenie, że najnowszy tytuł z serii filmów tanecznych ma jakiś głębszy sens. W końcu bohaterowie zderzają się z rzeczywistością i muszą pogodzić się z faktem, że z tańca nie zapłaci się rachunków. Szkoda, że ten motyw rozrasta się w jakąś dziwaczną parodię życia i walkę o każdy oddech, gdzie bohater szybko zapomina o co naprawdę chodzi w tańcu. Jednakże, takich produkcji nie ogląda się dla fabuły, która zazwyczaj jest znikoma, a dla wygibasów. Niestety, ekipę tworzą najrozmaitsze postaci ze wszystkich czterech dotychczasowych filmów, które reprezentują różne style taneczne. Brak jest tu więc swoistego łącznika, mogącego zaintrygować widza. Wychodzi z tego dość sporawy misz masz a przez to układy nie są tak porywające jak dotychczas, a poza tym jest ich szalenie niewiele. Pomysłowy jest jednak filmik, który LMNTRIX wysyła do konkursu, no i sam finał- standardowo. Tam dzieje się najwięcej. Muzyka świetnie ze sobą gra i szacun dla ludzi, którzy postanowili zaangażować tutaj kawałek Coolio „Gangsta Paradise”. Jednakże brak mi tutaj tej energii, którą czuło się podczas występów The Mob w poprzednim filmie, brak jest tej kreatywności i płynności. Tutaj nie ma takiego zgrania, nie ma tej pasji. I to jest najbardziej bolesne!

piątek, 13 kwietnia 2012

933. StreetDance 2, reż. Max Giwa, Dania Pasquini

Seria: StreetDance #2
Reżyseria: Max Giwa, Dania Pasquini
Scenariusz: Jane English
Zdjęcia: Sam McCurdy
Kraj: Wielka Brytania
Gatunek: Muzyczny, Melodramat
Premiera światowa: 29 marca 2012
Premiera polska: 13 kwietnia 2012
Obsada: Falk Hentschel, Sofia Boutella, Tom Conti, George Sampson i inni


Recenzja dla portalu Anime-Games-World



     Najznakomitsi tancerze ponownie stają we szranki w najnowszym filmie Maxa Giwy i Danii Pasquini. „StreetDance 2” jest kolejną przygodą młodych i utalentowanych ludzi, obstawiony przez marnych aktorów, ale dobrych tancerzy laureatów wielu konkursów, nawet tych telewizyjnych jak „Got to Dance” i „Mam talent” z całej Europy i świata. Szokujące jest jednak to, jak bardzo w tyle jest za swoim poprzednikiem. Nie ma się jednak czemu dziwić skoro scenarzyści całkowicie zapomnieli o jakiejkolwiek fabule, skupiając swoją uwagę na efektownych choreografiach.
     Ash (Falk Hentschel) staje się pośmiewiskiem, kiedy na jednym z turniejów StreetDance zalicza upadek w obliczu grupy tanecznej Niezwyciężonych. Z pomocą przychodzi mu Eddie (George Sampson), który proponuje mu, że zostanie jego menedżerem i przygotuje jego drużynę na wielką bitwę w Paryżu. Wyruszają w podróż po całej Europie, aby zgromadzić najlepszych tancerzy jakich widział świat. Wspólnie postanawiają połączyć taniec ulicy z latynoskimi ruchami, dlatego też szukają pomocy u najlepszej w tym fachu- Evy (Sofia Boutella). Z początku dziewczyna i ekipa nie potrafią dogadać się pod względem stylu tańca, aczkolwiek już wkrótce będą musieli zapomnieć o różnicach, aby pokonać niezaprzeczalnych mistrzów tańca ulicznego.

wtorek, 3 stycznia 2012

849. StreetDance, reż. Max Giwa, Dania Pasquini

Seria: StreetDance #1
Reżyseria: Max Giwa, Dania Pasquini
Scenariusz: Jane English
Zdjęcia: Sam McCurdy
Muzyka: Lol Hammond
Kraj: Wielka Brytania
Gatunek: Muzyczny, Melodramat
Premiera światowa: 19 maja 2010
Premiera polska: 24 września 2010 
Obsada: Nichola Burley,
Richard Winsor, Ukweli Roach, George Sampson, Charlotte Rampling, Frank Harper, Eleanor Bron

    Tematyka tańca wciąż nie nudzi. Młodzi ludzie coraz częściej zapisują się na kursy tańca, a taneczne programy cieszą się coraz większą popularnością na całym świecie. Wielka Brytania nie ma zamiaru pozostawać w tyle i idąc za przykładem hollywoodzkich produkcji taneczny stworzyła własny film, który uatrakcyjniają występy finalistów brytyjskiej wersji programów „You Can Dance” oraz „Mam talent”. Nad całością prac czuwali Max Giwa wraz z Danią Pasquini, którzy do tej pory zajmowali się reżyserowaniem jedynie teledysków. Można się więc spodziewać, że film okaże się jednym wielkim widowiskowym wideoklipem, i jeżeli ktoś tego oczekuje, to właśnie to zostanie mu dane.
    Carly (Nichola Burley) jest jedną z dziewczyn tańczących w grupie Jay 20, którzy od dawna walczą o tytuł mistrzowski z grupą The Surge. Lider grupy – Jay (Ukweli Roach), postanawia odejść zarówno z grupy, jak i Carly – swojej dziewczyny, i to właśnie jej powierza grupę. Dziewczyna boi się, że nie da sobie rady, w szczególności, że ma trudności ze znalezieniem sali treningowej. Jednakże pewnego dnia, jako pracownica baru kanapkowego dostarcza zamówienie do nauczycielki baletu (Charlotte Rampling), w jednej ze szkół. Kobieta ma problemy ze swoimi uczniami, nie mogąc obudzić w nich pasji. Proponuje więc Carly układ, żeby w zamian za darmowe wynajmowanie sali, przyjęła jej baletmistrzów do grupy i żeby razem trenowali do nadchodzących mistrzostw street dance.

wtorek, 22 listopada 2011

826. Do zakochania jeden krok, reż. Aditya Chopra

Oryginalny tytuł: Rab Ne Bana Di Jodi
Reżyseria: Aditya Chopra
Scenariusz: Aditya Chopra
Zdjęcia: 
Ravi K. Chandran
Muzyka: Suleiman Merchant, Salim Sulaiman
Kraj: Indie
Gatunek: Dramat, Komedia, Musical, Romans
Premiera światowa: 12 grudnia 2008
Premiera polska: brak
Obsada: Shak Rukh Khan, Anushka Sharma,
Vinay Pathak, M.K. Raina, Manmeet Singh
    Aditya Chopra jest synem sławnego reżysera i producenta filmów Bollywood – Yasha Chopry. Swoją karierę rozpoczął jako scenarzysta filmu „Parampara”, aby w trzy lata później wyreżyserować hit kina indyjskiego „Żona dla zuchwałych” z udziałem Kajol i Shahrukh Khana. Po 13 latach od swojego pierwszego filmu ponownie postanowił podjąć współpracę z Khanem i tak też powstał „Do zakochania jeden krok” - piękny i wzruszający film z tańcem w tle.
  Surinder (Shan Rukh Khan) jest przeciętnym mężczyzną pracującym w zakładzie energetycznym. Pewnego dnia odwiedza swojego starego profesora, aby uczestniczyć w ślubie jego córki – Taani (Anushka Sharma). Niestety, narzeczony dziewczyny ginie w drodze na swój ślub. Gdyby tego było mało jej ojciec dostaje zawału i na łożu śmierci prosi swojego ulubionego studenta, aby ożenił się z jej córką, bo tylko on będzie się w stanie nią zaopiekować. Zrozpaczona dziewczyna przystaje na propozycję ojca, który może odejść w spokoju. Surinder zabiera swoją pogrążoną w żałobie małżonkę do swojego domu. Po pewnym czasie zakochuje się w niej, ale ona nie podziela jego uczuć, w dodatku uzmysławia mu, że nigdy nie będzie w stanie go pokochać. Gdy jednak prosi go o pozwolenie na uczestnictwo w kursie tanecznym Surinder nie tylko się zgadza, ale potajemnie także postanawia wziąć w nim udział, aby zdobyć serce ukochanej. Zanim jednak to zrobi musi zmienić swój wygląd przy pomocy kumpla Bobby`ego (Vinay Pathak). Takim sposobem w ciągu dnia jest dobrym mężem i pracownikiem Surinderem, a wieczorami zamienia się w bezpośredniego i przystojnego tancerza – Raja.

wtorek, 4 października 2011

810. Grease 2, reż. Patricia Birch

Reżyseria: Patricia Birch
Scenariusz: Ken Finkleman
Zdjęcia: Frank Stanley
Muzyka: Louis St. Louis
Kraj: USA 
Gatunek: Musical, Dramat, Komedia romantyczna
Premiera światowa: 11 czerwca 1982
Premiera polska na DVD: 04 listopada 2004
Obsada: Michelle Pfeiffer, Maxwell Caulfield, Lorna Lutf,  Didi Conn
, Pamela Adlon, Adrian Zmed, Peter Frechette, Christopher McDonald

     Po sukcesie jakim niewątpliwie okazał się być „Grease” twórczyni choreografii do tego filmu – Patricia Birch, postanowiła sama stworzyć kontynuację tego przeboju. W planach był także serial, jednakże druga odsłona filmu odniosła taką klęskę, że zrezygnowano z jego realizacji. Szkoda, że nie zrezygnowano także z realizacji kontynuacji klasyka, gdyż nawet urocza Michelle Pfeiffer nie ratuje tego filmu.

czwartek, 9 grudnia 2010

575. Dziewczyny z drużyny 5, reż. Bille Woodruff

572. Kopciuszek: Roztańczona historia, reż. Damon Santostefano

Reżyseria: Damon Santostefano
Scenariusz: Jessica Scott, Erik Patterson
Zdjęcia: Jon Joffin
Muzyka: John Paesano
Kraj: USA
Gatunek: Musical / Komedia romantyczna
Premiera światowa: 04 września 2008
Premiera polska: 28 listopada 2008
Obsada: Selena Gomez, Andrew Seeley,  Jane Lynch, Jessica Parker Kennedy, Marcus T. Palk, Nicole LaPlaca, Emily Perkins, Katherine Isabelle

 
    Film w reżyserii Damona Santostefano („Troje do tanga”, „Dziewczyny z drużyny 2”,„Koszmar kolejnego lata”) to współczesna wersja historii o dziewczynie, zwanej Kopciuszkiem. Teoretycznie jest to kontynuacja hitu sprzed 4 lat „Historia Kopciuszka”, gdzie w głównych rolach wystąpili Hilary Duff i Chad Michael Murray. Tylko teoretycznie, bo tak naprawdę historia ta nie ma nic wspólnego ze swoją poprzedniczką oprócz schematu.
  Młoda tancerka imieniem Mary po śmierci rodziców zostaje przygarnięta przez gwiazdę muzyki- Dominique Blatt, u której robi za pokojówkę. Mary najbardziej marzy o tym, aby w końcu wyrwać się z domu Dominique i dostać się do szkoły tanecznej na Mahnattanie. Kiedy w jej szkole pojawia się inna znana i kochana przez wszystkie dziewczęta gwiazda- Joey Parker, także Mary nie potrafi oderwać od niego wzroku. W dniu wielkiego szkolnego balu maskowego to właśnie Mary tańczy z Joeyem Parkerem, nawet o tym nie wiedząc. Gdy Joey się ujawnia niestety wybija północ i Mary musi wracać do domu, aby stworzyć pozory, że to ona a nie pomocnicy jej przyjaciółki Tami, posprzątała pokój Dominique. Następnego dnia w szkole okazuje się, że Joey jest zachwycony swoją partnerką taneczną i ma zamiar ją odnaleźć dzięki zgubionemu przez nią odtwarzaczowi MP3.
    Z pewnym dystansem podchodziłam do tego filmu, ponieważ nie dość, że to kontynuacja to jeszcze roztańczona kontynuacja. Osobiście lubię filmy taneczne, ale ten był filmem dość marnym i takie też miałam do niego przeczucia. Pomysł na film wcale nie jest oryginalny, bo przecież historia Kopciuszka jest znana całemu światu już od dziecka. Najlepiej zawsze sprawdza się tradycyjna wersja, bo te współczesne formy to momentami są potwornie naginane. W pierwszej części „książę” szukał „Kopciuszka” dzięki telefonowi komórkowemu. W „Roztańczonej historii” musi być także coś współczesnego, a cóż innego jest bardziej współczesne niż odtwarzacz MP3. Jestem w szoku, że nie był to iPod tylko jakieś nie wiadomo co, powiedziałabym wam, ale nazwy nie pamiętam ;P Oczywiście poza tym schemat jest ten sam. Biedna dziewczyna wśród nie znoszących jej macochy i przyrodnich sióstr. Poznaje księcia, zakochuje się, idzie na bal, gubi pewną rzecz, która pomoże potem księciu ją zidentyfikować, no i potem przyjaciele pomagają jej we wszystkim i wszystko kończy się szczęśliwie. Standardowo. Przeniesienie tej historii do świata tańca jest trochę naciągane, ale niech będzie, że ujdzie. Finał był tylko trochę kretyński, ale czego się spodziewać.
    Filmy niby miał być zabawny i faktycznie ogólnie to bardzo był głupi ten film- i dlatego był śmieszny. Najwięcej humoru dostarczało nam debilne zachowanie macochy Mary- Dominique. Myśli, że jest nie wiadomo jaką gwiazdą i wszystko jej wolno, i wszyscy muszą patrzeć tylko na nią. To jak na imprezie urodzinowej swoich córek postanowiła zaśpiewać, a wszyscy ją olewali to było dość zabawne.Tak samo jak podczas występu Mary w castingu, gdzie wszyscy krzyczeli „Mary!Mary!” ona postanowiła iść w zaparte i krzyczała „Dominique! Dominique!” w nadziei, że ktoś to podłapie, ale niestety jej nie wyszło. Kiedy patrzyłam na jedną z sióstr, tą w aparacie, to na myśl przychodziła mi tylko jedna istota-Ork z filmu „Władca Pierścieni”. No poważnie jak zmarszczyła nos to tak wyglądała. Nie wierzycie- to zobaczcie albo lepiej nie. Bezpieczniej dla was będzie uwierzyć mi na słowo. Największy i chyba jedyny prawdziwy ubaw miałam kiedy po występie Natalie- Dustin, jako prowadzący, zepchnął ją ze sceny hehe:D
    Jeżeli chodzi o sprawy muzyczno- choreograficzne, to powiem tak, muzyka była beznadziejna, żaden utwór nie wpadł mi w ucho i jakoś za specjalnie nie porywały do tańca te kawałki. Pod względem choreograficznym także nie było najlepiej. Za wiele to oni tam nie tańczyli, a jedyny układ jaki mi się podobał to ten pierwszy kiedy Joey dawał lekcję tańca uczniom, a Mary tańczyła po drugiej stronie weneckiego lustra. Bardzo spodobał mi się ten układ, ale był to jedyny układ jaki mi się podobał. „Roztańczona historia” to za specjalnie nie była. Nawet główny taniec na balu nie za bardzo mi się spodobał. Mnie osobiście wydawało się, że tańczą beznadziejnie, nie do rytmu. Nie urzekł mnie ten film pod tym względem.
    Aktorsko także było słabo. Główna bohaterka- Selena Gomez, była niezwykle irytująca.Wygląda jakby miała 10 lat. Taką ma dziecinną buźkę. Mojej siostrze przypadła do gustu, ale mnie tylko denerwowała swoim istnieniem w tym filmie. Andrew Seeley w roli Joeya (księcia), także nie był za specjalny. I ten jego tekst: „You are the one… You are the one!”. Żenujące I takie sztuczne. Najbardziej ze wszystkich bohaterów podobał mi się Dustin. Marcus T. Paulk w tej roli sprawdził się naprawdę świetnie. Był zabawny i przekonał mnie tym do siebie. O reszcie obsady nie maco wspominać, bo naprawdę musiałabym się powtarzać, a tego nie lubię.
    Jeżeli komuś spodobała się „Historia Kopciuszka” to niech lepiej daruje sobie ten film. Z pewnością jest to lekki film, ale strasznie przewidywalny, taki banalny. Zachowania bohaterów są niesamowicie sztuczne i głupie przy okazji.Nie mówiąc już o beznadziejnej muzyce i układach tanecznych. Jedyne co się podoba to chyba sama ponadczasowa historia, która chyba nigdy nie przeminie i cały czas będzie przedmiotem późniejszych produkcji. Aż się boję.
Ocena: 2/10 
  

565. Just Dance - Tylko taniec!, reż. Darren Grant

Oryginalny tytuł: Just Dance
Reżyseria:
Darren Grant
Scenariusz: Duane Adler, Nicole Avril
Zdjęcia: David Claessen
Muzyka: Paul Haslinger
Kraj: USA
Gatunek: Muzyczny, Melodramat
Premiera światowa: 08 sierpnia 2008
Premiera polska: 19 grudnia 2008
Obsada: Mary Elizabeth Winstead, John Reardon, Riley Smith, Tessa Thompson, Julissa Bermundez, Ashley Roberts, Karen LeBlanc
        Wiele już było takich filmów i przerażające jest to jak wiele ich było o podobnej treści, z podobnym bodźcem. Zastosowano jednak pewien odświeżacz, którym z pewnością jest wprowadzenie ambitnej tancerki w krąg klubów. Darren Grant nie ma może i zbytniego doświadczenia z tego typu filmami, ale no jak na pierwszy film w tym gatunku całkiem nie najgorzej sobie poradził. Jednakże całe moje wrażenie o filmie jest totalnie zwyczajne. Jest to przeciętny film, który nie potrafi przykuć uwagi na dłużej.
     Lauryn Kirk po śmierci rodziców wraz ze swoim bratem, Joelem, prowadzi warsztat samochodowy ich ojca. Dziewczynajednak od zawsze kocha tańczyć dlatego chcąc wyrwać się z małego miasteczkapostanawia pojechać do Chicago i tam spełnić swoje marzenia. Niestety jedno znich o możliwości studiowaniu w Szkole Tańca i Śpiewu nie dochodzi do skutku, abojąc się powrócić do domu postanawia zostać na miejscu i podjąć tam pracę. Zpomocą przychodzi jej Dana, która zabiera ją do Klubu Ruby słynącego ztańczących dziewczyn, gdzie kierowniczka zatrudnia ją w księgowości. Dziewczynacałkiem nieźle sobie radzi, ale przypadek chce, że zastępuje ona jedną zchorych dziewczyn i wychodzi na scenę. Od tamtej pory wszyscy chcą ją oglądaćna scenie, a i ona dzięki temu może nabyć nowych ruchów, które może pokazać nakolejnym przesłuchaniu do szkoły. W przygotowaniach pomaga jej nowo poznanyRuss, któremu Lauryn nie jest obojętna.
    Nie powiem, bardzo lubię filmy taneczne, ale ze wszystkich filmów z tej kategorii, które miałam okazję obejrzeć ten jest zdecydowane najgorszy, nie wliczając oczywiście niektórych z części „Dziewczyny z drużyny”. Film jest zwyczajny, po prostu przeciętny. Aż wieje nudą z ekranu, bo niewiele się tam dzieje. Jedyne co fascynuje to tylko niektóre z występów w klubie, a nawet końcowy układ nie jest tak zachwycający jak powinien być.
    Film prezentuje sobą schemat, który już dawno temu poznaliśmy przy filmie „W rytmie hip hopu”. Biedna dziewczyna porzuca taniec z powodu śmierci jednego z rodzica. Co prawda tutaj mamy tę różnicę, że Lauryn straciła dwoje rodziców, no i tylko dlatego, że ich nie miała musiała zająć się sobą poprzez pracę w warsztacie odkładając, tym samym, swoje marzenia na bok. Poza tym znowu to samo- niedostaje się za pierwszym razem do szkoły. Potem mamy mały przełom i znowu idzie na przesłuchanie, które oczywiście kończy się tak jak większość tych filmów, czyli happy endem. Staje się to już monotonne, ponieważ tak jak w komediach romantycznych wiemy, że główni bohaterowie na końcu będą razem pomimo wszystko, tak w filmach tanecznych wiemy, że w końcu nasi bohaterowie dostaną się do szkoły tanecznej, czy też wygrają konkurs. Nic nowego.
    Jakby jednak nie było to ma ten film pewien przekaz, który wcale nie jest taki głupi. Jak się okazuje ciężką pracą można osiągnąć naprawdę bardzo wiele i nie należy się poddawać, gdy za pierwszym razem podwinie się noga. Jak to mówią: „co nas nie zabije, to nas wzmocni” i to chyba właśnie chce przekazać ten film. Ta? Poważnie? Normalnie odkryłam Amerykę! Hehe :D Jest jednak drugie dno tej kwestii. Gdy chcemy spełnić nasze marzenie, to musimy podchodzić do tego małymi kroczkami. Podejmujmy się różnych zadań, ponieważ mogą one nas przybliżyć do sukcesu. Taką okazję miała właśnie Lauryn. Co z tego, że pracowała jako księgowa w tym klubie skoro i tak później wylądowała na scenie. Ciekawe czy miała płacone jak za dwie posady. Tego się już nie dowiedzieliśmy ;P Wiemy tylko, że bardzo pomogło jej to w osiągnięciu swojego celu.
    Jedyne co bardzo podobało mi się w tym filmie to były trzy układy i oczywiście wszystkie miały miejsce w klubie. Bardzo spodobał mi się występ Carmen. Miała niezwykle zmysłową choreografię a do tego świetnie dograną muzykę, która dodawała pikanterii. Podobał mi się także drugi solowy występ Lauryn w tym czarnym garniturze. Była fantastyczna. Najbardziej jednak spodobał mi się występ w szarości z parasolami do utworu „Beware of the Dog” w wykonaniu Jameli. Było to bardzo żywiołowe i wtedy naprawdę przykuto moją uwagę. Nie mogę tego jednak powiedzieć o finałowym występie Lauryn. Zawsze było tak, że ostatnie występy były niezwykle fascynujące i na te kilka chwil wstrzymywało się oddech. Tym razem było zupełnie inaczej. Wydaje mi się, że utwór „Just Dance” Lady Gaga najzwyczajniej nie pasował do tego układu. Wydawał mi się on niezwykle chaotyczny nie mający nic wspólnego z tańcem. No, ale w końcu nie jestem tancerką i nie znam się na tym, piszę tylko o tym jak go odebrałam. Pod względem choreograficznym film był marny.
    O obsadzie także nie można powiedzieć nic pozytywnego. Najbardziej irytowała mnie postać Joela, którą zagrał John Reardon. Co prawda występował już wcześniej w filmach, takich jak: „Straszny film 4”, czy „Syn Smoka”, ale swoją rolą Joela nie przekonał mnie. Był sztuczny, a każda scena jaką odgrywał wyglądała jak wymuszona. Natomiast Mary Elizabeth Winstead, dorosła córka Johna McClane`a, która tym razem wcieliła się w tancerkę imieniem Lauryn również nie przypadła mi do gustu. Zawsze miałam o niej raczej obojętne zdanie, bo nigdy nie potrafiła mnie do siebie przekonać. Teraz najwyraźniej spadła poniżej poziomu. Ciekawostką jest to, że w filmie wystąpiła jedna z dziewczyn Pussycat Dolls- Ashley Brooks. Co prawda kwestie miała chyba tylko jedną, ale przynajmniej mogliśmy popatrzeć jak tańczy.
    Film ten nie jest żadną rewelacją. Spodziewałam się czegoś lepszego, no bo w końcu reklamowano, że to film twórcy Step Up. No, ale najwyraźniej nazwisko to nie wszystko i jeden twórca hitu nie wystarczył, aby hitem stał się kolejny film. Jak dla mnie był nudny i bez polotu. Jedyne co zasługuje na uwagę to tylko nieliczne układy taneczne. Nawet muzyka nie wpada za specjalnie w ucho. Wszystko poniżej przeciętnej.
Ocena: 4/10