NOWOŚCI
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą przeznaczenie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą przeznaczenie. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 21 czerwca 2012

952. Oszukać przeznaczenie 5, reż. Steven Quale

Oryginalny tytuł: Final Destination 5
Reżyseria: Steven Quale
Scenariusz: Eric Heisserer
Zdjęcia: Brian Pearson
Muzyka: Brian Tyler
Kraj: USA, Kanada
Gatunek: Horror
Premiera: 04 sierpnia 2011 (Świat) 12 sierpnia 2011 (Polska)
Obsada: Nicholas D'Agosto, Emma Bell, Miles Fisher, Ellen Wroe, Jacqueline MacInnes Wood, Arlen Escarpeta, P.J. Byrne, David Koechner, Courtney B. Vance, Tony Todd 

    Czy ktoś jeszcze pamięta te czasy skromnego horroru o oszukiwaniu śmierci, który w 2000 roku zaserwował nam James Wong? Wtedy było zupełnie inaczej. Inna mentalność, inna technika pracy wobec czego widz nie musiał cierpieć z powodu nadmiernej wyobraźni twórców. Jednakże wraz z rozwojem serii filmów o tytule „Oszukać przeznaczenie” zaczęto coraz śmielej posuwać się naprzód. Jednakże w pewnym momencie widzowie mieli już dość schematyczności tej historii. Dość mieli także twórcy, a dokładnie Eric Heisserer („Koszmar z ulicy Wiazów” 2010), który w swoim scenariuszu postanowił wprowadzić trochę innowacyjności. Tak więc „Oszukać przeznaczenie 5” to nie tylko historia przedstawiona na ekranie w trójwymiarze, ale również podróż w głąb ludzkich umysłów i odpowiedzeniu na pytanie, do czego to zdolny jest człowiek, aby przetrwać.
     Grupka młodych ludzi wyjeżdża na obóz integracyjny z firmy, w której pracują. Podczas przejazdu mostem, jeden z nich- Sam (Nicholas D'Agosto), ma wizję potężnej katastrofy w wyniku, której wiele osób poniesie śmierć- w tym także i on. Kiedy tajemnicza wizja się kończy i Sam dostrzega ciągłość wydarzeń, która powtarza się w takiej kolejności jak w proroctwie wybiega wraz ze swoją dziewczyną Molly (Emma Bell) z autobusu. Wraz z nim opuszcza go jeszcze kilka osób, które wkrótce stają się świadkami sprawdzenia się przypuszczeń ich kolegi z pracy. Cudem udaje im się uniknąć śmierci, ale ta nie daje im o sobie zapomnieć. Już wkrótce powraca po tych, którzy ją oszukali, a jedynym sposobem na uratowanie się przed kosą jest zastąpienie kimś ich miejsca.

poniedziałek, 13 grudnia 2010

708. Nocny pociąg z mięsem, reż. Ryuhei Kitamura

Oryginalny tytuł: The Midnight Meat Train
Reżyseria: Ryuhei Kitamura
Scenariusz: Jeff Buhler
Na podstawie: opowiadania Clive`a Barkera
Zdjęcia: Jonathan Sela
Muzyka: Robb Williamson, Johannes Kobilke
Kraj: USA
Gatunek: Horror
Premiera światowa: 19 lipca 2008
Premiera polska: 31 października 2008
Obsada: Bradley Cooper, Leslie Bibb, Vinnie Jones, Roger Bart, Brooke Shields, Barbara Eve Harris jako Detektyw Lynn Hadley

    „Nocny pociąg z mięsem” japońskiego reżysera Ryuhei Kitamura to mocne kino grozy z elementem mocno przerysowanego zła. Pierwszy raz spotykam się z filmem Kitamury, ale podobno jest on cenionym reżyserem wśród Japończyków. Jedyne co mogę powiedzieć na temat jego twórczości musi zostać oparta o ten film. Wiem jednakże, że nie jest to wystarczające, gdyż sama mam mieszane uczucia względem tego filmu. 
   Leon Kauffman (Bradley Cooper) jest fotografem walczącym o uznanie nowojorskim światku. Jego specjalnością są zdjęcia miasta, w których to Leon stara się odnaleźć serce. W jego dążeniach wspiera go jego ukochana dziewczyna imieniem Maya (Leslie Bibb) oraz jego przyjaciel Jurgis (Roger Bart), który prowadzi go do Susan Hoff (Brooke Shields), która może pomóc Leonowi się wybić. Jednakże na miejscu okazuje się, że dla Susan wspaniałe zdjęcia Leona nie wystarczają, ale widzi w nim nadzieję. Kolejnej nocy Leon wybiera się na stację metra, gdzie przypadkowo jest świadkiem napadu na modelkę- Erikę Sakaki. Po tym jak ją ratuje odprowadza ją do metra robiąc przy okazji zdjęcia. Niestety, następnego ranka Leon dowiaduje się, że Erika uznana jest za zaginioną. Gdy bliżej przygląda się zdjęciom odkrywa, że na jednym z nich może znajdować się potencjalny porywacz Eriki. Następnej nocy udaje się na miasto, aby znowu porobić parę zdjęć. Wtedy wpada na tajemniczego mężczyznę (Vinnie Jones), który z zawodu jest rzeźnikiem. Od tej pory mężczyzna staje się obsesją Leona, który stara się z całych sił udowodnić winę rzeźnika. Nie zdaje sobie sprawy jak niebezpieczne może okazać się prześladowanie mężczyzny i że może zagrażać to także jego najbliższym. 
    Broniłam się rękami i nogami, aby tego filmu nie obejrzeć, ale pech chciał, że miałam ochotę na coś mocnego, a ze względu na to, że obejrzałam już wszystkie horrory jakie mam w posiadaniu mój wybór padł na „Nocny pociąg z mięsem”. Poniekąd zachęciła mnie też opinia Maxiora, który swego czasu pisał o tym filmie. Miałam jedynie nadzieję, że obchodzona za oknem rocznica wizyty papieża w moim mieście nie zepsuje klimatu filmu. Tak się nie stało. Film pochłonął mnie w całości. Zaintrygował mnie. Już z początku miałam wiele pytań, na które w trakcie filmu otrzymałam odpowiedzi.
    Rzeźnik mordujący ludzi? Nie jest to jakoś specjalnie fascynujący temat. Ale jak pomyśleć, że morduje on ich w nocnym pociągu… to już powoduje nasuwanie się różnego rodzaju pytań. Przykładowo: czemu maszynista nie reaguje? Jak to się dzieje, że następnej nocy ten sam pociąg jest czysty, jak gdyby nigdy nic się nie stało? No i podstawowe pytanie: jaki jest motyw rzeźnika? Póki nie dostajemy odpowiedzi na to ostatnie pytanie film jest nawet całkiem nie najgorszy. Koleś morduje ludzi, wydłubuje im oczy, wyrywa paznokcie i zęby, goli ich głowy na łyso. Wtedy zastanawiamy się po co to całe zamieszanie. W pewnym momencie miałam obawy, że zbiera mięso bo w masarni im brakuje. Na szczęście nie to było odpowiedzią. To właśnie przykuwa uwagę widza, ponieważ bez względu na to jak bardzo mu się ten film nie podoba to i tak zostanie do samego końca, żeby poznać rozwiązanie zagadki. Muszę jednak przyznać, że w pewnym momencie stało się to bardziej oczywiste, a reszta była niestety do przewidzenia, ale żeby przewidzieć zakończenie trzeba uważnie oglądać cały film. Poza tym cały ten motyw z Leonem i śledzeniem przez niego Mahogany`ego też wprawiało w niezły klimat. Powiem tylko tyle, że rozwiązanie jest co najmniej szokujące, ale jak dla mnie zbyt drastyczne i mało realne- chociaż w sumie kto to wie. Cała ta brutalność, która pojawia się w filmie na mnie osobiście nie robiła większego wrażenia. Facet, który morduje ludzi za pomocą tłuczka do mięsa to dość abstrakcyjna sytuacja, no ale skoro mógł być górnik mordujący kilofem to czemu nie rzeźnik z tłuczkiem. Dużo krwi się lało i momentami było dość obrzydliwie. Z pewnością ma to swój mroczny urok, ale to co dzieje się na zakończeniu moim zdaniem całkowicie go psuje.
    Rzeźnika Mahogany`ego zagrał nie kto inny jak sam Vinnie Jones. Ja póki co widziałam z nim dwa filmy, ale to właśnie jego rola w „Nocny pociąg z mięsem” najbardziej mi się spodobała. Był on niesamowicie przerażający. Niewielu aktorów potrafi zagrać tak- nic właściwie nie mówiąc, i jedynie samym spojrzeniem paraliżować widza. Autentycznie wzbudzał we mnie strach i dziwię się, że Leon wciąż za nim łaził, ja bym w ogóle nie chciała się do niego zbliżać. W postać Leona wcielił się Bradley Cooper. Był on całkiem uroczy do momentu, gdy zaczął wyglądać jak śmierć. Całkiem dobrze szło mu granie przerażania. Przez niego też zaczynałam się bać. Jednakże kiedy to on miał wzbudzać grozę już mu to tak za bardzo nie wychodziło. Niestety. Najwyraźniej nie pasował do tego aż tak bardzo. Jego dziewczyną- Mayą, została Leslie Bibb. Podobała mi się. Była przekonująca. Ale prawda jest taka, że nie wzbudzała większych emocji niestety.
    Film ma w sobie to coś. Jednakże wiele mu brakuje do ideału. Klimat nie najgorszy, historia też niczego sobie. Jednak spodziewałam się czegoś zdecydowanie lepszego. Czegoś bardziej przerażającego i trzymającego w napięciu. Może te wszystkie sceny były aż nad to. No, ale nie mogę dać mu niższej oceny, ponieważ za wiele rzeczy mi się podobało w tym także muzyka i montaż zdjęć. Myślę, że każdemu by się spodobało, gdyby obejrzał ten film, ale zrozumiem, gdy będzie inaczej.

707. Wrota do piekieł, reż. Sam Raimi

Oryginalny tytuł: Drag Me to Hell
Reżyseria: Sam Raimi  
Scenariusz: Sam Raimi, Ivan Raimi
Zdjęcia: Peter Deming  
Muzyka: Christopher Young  
Kraj: USA  
Gatunek: Horror  
Premiera światowa: 15 marca 2009  
Premiera polska: 01 stycznia 2010  
Obsada: Alison Lohman, Justin Long, Lorna Raver, Dileep Rao, David Paymer



    Twórca znanych filmów grozy, jak „Martwe zło”, a także ekranizacji jednego z komiksów „Spiderman” – Sam Raimi, wraz ze swoim bratem – Ivanem Raimi, napisali kolejną historię mrożącą krew w żyłach bazującą na mitologicznej postaci zwanej Lamią. Krytycy film zachwalając argumentując swoje zdanie tym, że można w filmie zobaczyć nawiązania do starych filmów grozy, a przy okazji twierdząc, że film trzyma w napięciu. Niestety nie mogę się do końca zgodzić z tą opinią. 
   Młoda dziewczyna urodzona na wsi – Christine Brown (Alison Lohman), stara się o stanowisko zastępcy dyrektora banku, w którym pracuje na dziale kredytów. Wiedzie w miarę ułożone życie ze swoim chłopakiem oraz próbuje przypodobać się jego bogatej rodzinie. Jednak pewnego słonecznego dnia do jej biurka podchodzi staruszka- Sylvia Ganush (Lorna Raver), prosząc, aby bank nie zabierał jej domu i odroczy termin spłaty kredytu. Szef daje Chris możliwość samodzielnego podjęcia decyzji, ale napędzana chęcią awansu dziewczyna odmawia kobiecie pomocy. Ganush napada na Chris w związku z czym ochrona zmuszona jest wyprowadzić ją z banku. Staruszka jednak nie daje za wygraną i kiedy Chris kończy pracę ta dopada ją na podziemnym parkingu. Po ostrej szamotaninie staruszka dostaje to po co przyszła – guzik Chris, a następnie odchodzi. Wkrótce dziewczyna przekona się, że została rzucona na nią klątwa. Staruszka bowiem sprowadziła rogatego Lamię, który trzy dni po rzuceniu klątwy zabierze właściciela przeklętej rzeczy, w tym przypadku Christine.
    Zdaję sobie sprawę z tego, że jestem dość wymagającym widzem jeżeli chodzi o horrory. Dlatego też, gdy po raz pierwszy zobaczyłam zwiastun film „Wrota do piekieł” nie zrobił on na mnie większego wrażenia – w przeciwieństwie do mojej siostry, która zamarzyła, aby obejrzeć ten film twierdząc, że jest niezwykle przerażający. Później jednakże przeczytałam niezwykle pochlebne opinie na jego temat więc powiedziałam sobie „czemu nie?” i tak pewnego późnego wieczoru wraz z siostrą zasiadłyśmy przed telewizorem. Już po paru minutach okazało się, że miałam rację. Film niestety nie jest żadną rewelacją, jak dla mnie jest to przeciętny film z mocnym zakończeniem, które bardzo mi się spodobało i bądź co bądź zaskoczyło mnie. Jednakże oprócz tego film jest niezwykle przewidywalny, dlatego od samego początku miałam to swoje słynne przeczucie. Poza tym film w ogóle nie przeraża, ale za to bardzo bawi, no ale o szczegółach za chwilę.
    Tematyka rzucania klątw na bohaterów jest powszechnie stosowana. Ja osobiście nie mam żadnych ale do tego typu kierunku w fabule filmu. Wiadomo wtedy, że będzie się działo coś ciekawego, no i będą tego negatywne konsekwencje. Kiedy jednak do akcji wkroczyła niepozorna staruszka nic nie zapowiadało tego co będzie miało za chwilę miejsce. Oczywiście stara cyganka nie wygląda zbyt urokliwie i nawet same jej dłonie potrafią człowieka przerazić. Jednakże później zaczyna się jakaś paranoja w tym filmie. Babcia rzucająca się na Christine, urywanie guzika, walka w samochodzie (co akurat było jedną z zabawniejszych scen), itd. Raimi prowadzi nas przez świat egzorcyzmów i seansów spirytystycznych pokazując jak niebezpieczna jest to praktyka (tak na wypadek, gdyby ktoś o tym zapomniał). No i najlepsze pozostawia na koniec, czyli wewnętrzne dramaty bohatera. W sumie nie taki najgorszy film. Całość podkreślona zostaje zaskakującym zakończeniem, które być może nie byłoby takie dla uważnego widza, ale po drodze człowiek zapomina o tych wszelkich szczegółach, które pomogłyby pojąć mu zawczasu koniec tej historii.
    Szkoda, że film nie był typowym horrorem. Idealnie dopracowana została postać Sylvii Ganush, która był najbardziej przerażającą osobą w tym filmie. Poza tym całkiem ciekawie wyglądała postać Lamii, a właściwie jej cień. Robiło to spore wrażenie, ale niewystarczające. Już chyba bardziej przerażające było to jak Christina poszła na egzorcyzmy. No nie wiem, ale jakoś te rzeczy bardziej do mnie trafiają, no a to co się tam działo było autentycznie porażające. Szokujący był także początek filmu kiedy to po raz pierwszy dochodzi do rzucenia klątwy Lamii. Zwiastowało to całkiem fajny film, a skończyło się to niestety tak jak zawsze. Zamiast straszyć więcej bawił, w szczególności podczas scen z Ganush. Jej wizyta w banku także bawiła- kiedy wyjęła sobie szczękę, oraz potem na parkingu, kiedy to z niezwykłą zaciekłością walczyła o ten guzik. Śmiać mi się chciało w szczególności z postawy Christine kiedy wykopała staruszkę z samochodu i zamknęła drzwi: „Skopałam Ci dupsko, Ty stara ruro!”. Oczywiście potem nie było jej do śmiechu, ale za to ja bawiłam się super ;P
    Nie przepadam za Alison Lohman. Sama w sumie nie wiem dlaczego. Nie podoba mi się to jak gra. W tym filmie, jako Christine, też nie za bardzo mi się spodobała. Wypadła bardzo blado, niczym się nie wyróżniła na tle pozostałych bohaterów. Podobało mi się tylko jedno jej ujęcie jak stała nad tym grobem umorusana w błocie. Niestety była bardzo sztywna i w ogóle nie potrafiła mnie przekonać do swojej postaci. Widać było, że sobie nie radzi. Nie mogłam na nią patrzeć. Wyróżniała się jedynie Lorna Raver jako Sylvia Ganush. Chociaż w sumie nie ma się co dziwić. Była autentycznie porażająca, ale i tak nie obdarzyłam jej sympatią. W filmie zobaczyć możemy także Justina Longa, Davida Paymera oraz Reggie`go Lee.
    „Wrota do piekieł” to z jednej strony bardzo ciekawy film. Momentami jest naprawdę efektownie. Może się spodobać. Jednakże nie spełnia swojego podstawowego zadania jako filmu grozy – nie przeraża (aż tak bardzo). Pomysł nie najgorszy, ale dość przeciętnie zrealizowany. Raimi się nie postarał tym razem, ale mogło być o wiele gorzej. Najbardziej podoba się zaskakujące zakończenie, które jakby uważniej oglądać można rozwikłać bez większych problemów. Ogólnie nie był taki najgorszy, żałuję tylko, że nie było bardziej klimatycznie.

Więcej o mitologicznej Lamii:

706. Oszukać przeznaczenie 4, reż. David R. Ellis

Oryginalny tytuł: The Final Destination
Reżyseria: David R. Ellis  
Scenariusz: Eric Bress  
Zdjęcia: Glen MacPherson  
Muzyka: Brian Tyler  
Kraj: USA  
Gatunek: Horror  
Premiera światowa: 26 sierpnia 2009  
Premiera polska: 04 września 2009  
Obsada: Bobby Campo, Shantel Vansanten, Nick Zano, Haley Webb, Mykelti Williamson, Krista Allen, Andrew Fiscella, Justin Welborn, Lara Grice, Stephanie Honore


    „Oszukać przeznaczenie 4 – 3D” to kolejna, i miejmy nadzieję ostatnia, odsłona historii o próbie oszukania śmierci. Tym razem reżyserii podjął się David R. Ellis („Węże w samolocie”, „Komórka”), który wcześniej reżyserował także drugi film z tej serii. Na ostatek postanowiono zaserwować nam śmierć w trój wymiarze, która to miała kontynuować panującą w 2009 roku manię na filmy 3D. W 3D czy też w zwyczajnej wizji pewne jest jedno – „co za dużo, to nie zdrowo”.
     Nick (Bobby Campo) wraz z dziewczyną- Lori (Shantel Vansanten), oraz przyjaciółmi – Huntem i Janet (Nick Zano, Haley Webb), wybierają się na tor wyścigowy. Podczas kolejnego okrążenia dochodzi do wypadku, w wyniku, którego giną ludzie, w tym sam Nick z przyjaciółmi. Jednakże wszystko to okazuje się być tylko dziwnym snem. Nick jednak nie chce w to wierzyć, w szczególności, że wszystkie szczegóły z wizji sprawdzają się z tym co właśnie ma miejsce. Dlatego czym prędzej chce opuścić tor, a za nimi podążają jego przyjaciele, a także kilka osób chcących go sprać za zniszczenie im rozrywki. Chwilę później wszyscy z przerażeniem spoglądają w stronę toru widząc tragiczny wypadek. Wszyscy uratowani postanawiają żyć dalej spokojnie, ale Nick ma dziwne wizje, które wkrótce okazują się być wizjami śmierci osób, które ocalały z wypadku. Dzięki poszukiwaniom w sieci  odkrywa, że takie przypadki miały wcześniej miejsce i że teraz śmierć będzie ich ścigać dopóki wszyscy nie zginą. Jego przyjaciele nie chcą mu wierzyć, dopóki ocalali nie zaczynają umierać. Nick jednak jest przekonany, że może oszukać śmierć dzięki swoim wizjom.
    Kiedy oglądałam zwiastun „Oszukać przeznaczenie 4” nie mogłam powstrzymać się od złośliwych komentarzy, na temat tego co tam zobaczyłam. Bowiem czwarty film zupełnie nie przypomina swoich poprzedników, oprócz znaczącego szczegółu –absurdalnych niemożliwości, które towarzyszą nam mniej więcej od końca filmu drugiego. Kiedy zobaczyłam wykręcające się śrubki na torze wiedziałam, że przez cały film będę denerwowała się na podobne szczegóły filmu i uznam go najgorszym z sequelów chociaż myślałam, że po trzecim filmie będzie to niemożliwe.Oczywiście było pomysłowo, ale niestety za mało kreatywnie. Ponadto sceny śmierci były okropnie zabawne, co może być spowodowane przygotowaniem tego filmu specjalnie dla widowni wersji 3D. Niestety, nie przekonuje mnie to, a nawet śmiem powiedzieć, że wkurza.
    Z założenia miał być to horror, no i jakby nie było to był to rodzaj swoistego horroru, tylko, że ten rodzaj, który najmniej przeraża. Wynika to z tego, że w dzisiejszych czasach scenariusze przepełnione są krwią i coraz to bardziej wymyślnymi sposobami jak uśmiercić bohaterów. Oczywiście, teoretycznie jest to całkiem ciekawe, bo przecież nie chcemy oglądać tak samo wyglądających zgonów,jednakże taka abstrakcyjność nie działa na korzyść filmu i bardziej śmieszy to niż przeraża. W filmach z serii „Oszukać przeznaczenie” można dużo tego zauważyć, dlatego też z filmu na film jest coraz gorzej, pomimo tego, że mamy coraz zabawniejsze sceny, a przez to coraz bardziej naciągane. Najbardziej wkurzający był zgon pewnej  kobiety, u której to właśnie były wszelkiego rodzaju naciągania teraźniejszości, jak na przykład butelka lakieru przesuwająca się (w pionie oczywiście) po rozlanej wodzie wprost na rozgrzaną prostownicę do włosów. Pomijam całą bezsensowność tej sceny, gdyż okazała się ona nie mieć żadnego wpływu na akcję, ale samoistne przemieszczanie się lakieru, wytryskiwanie innych płynów, czy też przeróżne dziwne zjawiska, jak na przykład spadanie płachty, która akurat zahacza o włącznik wentylatora itp. to jest już jak dla mnie przegięcie. Dlatego też pod tym względem najbardziej podobał mi się pierwszy film, gdyż tam te sceny niebyły aż tak przesadzone. No, ale najwyraźniej z każdą częścią śmierć była coraz bardziej zdesperowana i nie sprawiała, żeby te zabójstwa wyglądały jak zwyczajne wypadki.
   Najbardziej w tym filmie podobać się mogą nawiązania do poprzednich filmów, co ewidentnie wskazywać mogłoby na fakt, iż jest to ostatni film (pomijając tytuł „The Final Destination”, gdzie ‘the’ wskazuje na ostatnie z ostatnich). Z doświadczenia jednak wiemy, że często takie przypuszczenia okazują się być złudne, bo twórcy i tak popchną tą historię dalej, żeby zarobić na niej jeszcze więcej. Takie nawiązania to przede wszystkim czołówka filmu, w której widzimy zdjęcia rentgenowskie ofiar z poprzednich filmów – jest to ciekawe. Ponadto sama fabuła nawiązuje do wcześniejszych wydarzeń, przykładowo tablica z „Clear Rivers Water”, która ewidentnie wskazuje na bohaterkę dwóch pierwszych filmów. Ponadto tor, na którym dochodzi do katastrofy nazwany został McKinley – tak samo jak jeden z bohaterów filmu trzeciego. No i przede wszystkim liczba 180, która wiernie pokazuje się we wszystkich częściach filmu– lot  180, droga 180, itp. zapowiadając największe katastrofy. Poza tym można też odnaleźć pewne podobieństwa z zabójstwami z poprzednich filmów – śmierć ochroniarza rozjechanego przez ambulans, jak śmierć Terry rozjechanej przez autobus; po raz kolejny pojawiła się też matka z synem, jak w filmie drugim; no i jeszcze śmierć od wybuchu, tak samo jak w drugim filmie. Pewnie było tego więcej, ale to szczegóły na które zwróciłam uwagę.
     Po raz kolejny w filmie mamy standardowy zestaw bohaterów – chłopak ze swoją dziewczyną, rozwydrzona przyjaciółka, chamski cwaniak, rasista przepełniony nienawiścią, no i niedowiarki. Postać Nicka obdarzoną wizjami zagrał Bobby Campo, który nie jest znany szerszej publice ze względu na początki swojej kariery. Niestety nie jest on przekonujący więc nie wróżę mu świetlanej kariery. To samo dotyczy Shantel Vansanten, która zagrała jego dziewczynę. Ładna dziewczyna i jeżeli już to pewnie tylko z tego powodu dostanie później jakąś rolę. Haley Webb także ma niewiele filmów na swoim koncie. Z młodych aktorów największą przeszłość filmową ma Nick Zano, którego ja osobiście znam z sitcomu „Siostrzyczki”, gdzie pokazał, że ma niebywałe poczucie humoru. Dlatego też właśnie patrząc na niego w tym filmie nie potrafiłam się do niego przekonać, w szczególności, że jego postać znacznie odbiegała od serialowego Vince`a, tzn. no w pewnym stopniu. W rolach pozostałych ofiar wystąpili między innymi Mykelti Williamson („Zabójczy numer”), Krista Allen, czyli gwiazda filmów z serii „Emmanuelle”, czy też Andrew Fiscella („Bal maturalny”).
    „Oszukać przeznaczenie 4” to jak się można było spodziewać przerysowana historyjka, w której to niezwykle dramatyczne wydarzenia zakrawające o tragedie zamienione zostały w przezabawne i mało realistyczne sceny zabójstw. Jedyne co może zachwycać to strona techniczna, chociaż i ona czasami zawodzi. Katastrofa jak zawsze była powalająca, pocieszać może także muzyka, której gatunek należy do moich ulubionych. Pomimo tego, że jest to ostatni film (mam nadzieję) to niestety nic na to nie wskazuje oprócz nawiązań do poprzednich filmów. Jak dla mnie można byłoby zrobić coś z hukiem lub coś wręcz przeciwnego. Niestety,kończy się tak jak zawsze.

czwartek, 9 grudnia 2010

526. D-War: Wojna smoków, reż. Hyung-rae Shim

środa, 8 grudnia 2010

497. Jeśli tylko, reż. Gil Junger

wtorek, 23 listopada 2010

099. Oszukać przeznaczenie 3, reż. James Wong

Oryginalny tytuł: Final Destination 3
Reżyseria: James Wong
Scenariusz: Glen Morgan, James Wong
Zdjęcia: Robert McLachlan
Muzyka: Shirley Walker
Kraj: USA
Gatunek: Horror
Premiera światowa: 09 lutego 2006
Premiera polska: 24 marca 2006
Obsada: Mary Elizabeth Winstead, Ryan Merriman, Amanda Crew, Alexz Johnson, Texas Battle, Crystal Lowe


     Grupka licealistów wybiera się wieczorem do Wesołego Miasteczka. Chcą się przejechać kolejką górską. Wendy od samego początku ma dziwne przeczucia i boi się iść na rollercoastera. W momencie, gdy wszyscy siedzą na miejscach i są prawie, że gotowi do jazdy, Wendy (Mary Elizabeth Winstead) ma wizję, w której wszyscy pasażerowie giną. Zaczyna panikować i wysiada z wagonika. Wraz z nią wysiada jeszcze sześcioro uczniów, jednak jej chłopak zostaje. Wszyscy myślą, że to tylko strach przed jazdą na kolejce, jednak zmieniają zdanie, gdy nagle kolejka górska wylatuje z toru, a wszyscy jej pasażerowie giną.
     Film jest już trzecim filmem z tej serii. Znowu akcja z wywinięciem się z rąk śmierci. Znowu potem wszyscy po kolei giną. Jednak jest coś dziwnego w tym filmie. Panuje tu pewien chaos. W poprzednich częściach wszystko było jakoś w miarę uporządkowane i wiadome było kto następny zginie, a tutaj... tutaj nie było tej przewidywalności. No, ale czego można się spodziewać po kolejnej części. W tym przypadku sprawdza się reguła, że pierwszy film najlepszy. Co prawda, drugi też nie był zły, ale tam niektóre akcje były już raczej nierealne. Za to ta część... to jest po prostu przegięcie. Wypadki, które w normalnym świecie nie miałyby w ogóle miejsca, wypadki, które powodowali sami ludzie, no przecież kto byłby taki nienormalny i nieostrożny? Ten kto widział ten film to wie o czym mówię. Ta część już nie ma tej normalności co część pierwsza, rzeczywistość jest strasznie naginana. Tak samo jak sam fakt wykolejenia się rollercoastera. Ciekawe, że wagoniki wcześniejsze się nie wykoleiły tylko akurat ten i to jeszcze z tej przyczyny, że trochę odskoczyła z linii prostej szyna. No po prostu brak mi słów.
    Myślałam, że ten film będzie równie dobry jak poprzednie części, a tu co mamy? wymyślne sposoby śmierci. Począwszy od spalenia się w solarium a skończywszy na roztrzaskaniu przez nadjeżdżający pociąg. Oczywiście nawet szczurek nie przeżył tych masakrycznych akcji. Jedyne co "ciekawe" to te wszystkie krwawe scenki.
    Film momentami strasznie nużył. W ogóle mnie nie przerażał ten film, no ale niby co miało tutaj przerazić? Niektórych to podobno te sceny bawiły. Jedna scena była dla mnie przykra dosyć... no może dwie ;P scena w solarium i scena gdy ginie Erin, jak wbijają jej się gwoździe z takiej maszyny do wbijania gwoździ. Dlaczego to dla mnie przykre? no bo w sumie tylko te postaci cierpiały.
     Obsada jakoś też nie specjalnie mnie urzekła. Płacz, krzyk... nie wiem, ale w poprzednich częściach jakoś lepiej sobie radzili z rozhisteryzowaniem i przerażeniem. Czy o czymś zapomniałam? Hmm... zakończenie. No cóż, zakończenie jak zakończenie. Jedyne co mogę powiedzieć, aby nie zepsuć wam zabawy i całego efektu to zdradzę wam tylko, że ten film kończy się inaczej niż poprzednie dwie części ;P
     Film bardzo mnie zwiódł. Jestem zwolenniczką tego typu horrorów, ale jak dla mnie to za mało tutaj było głębi, przesadnie brutalne sceny po prostu zepsuły efekt całego filmu i sprawiły, że stał się płytki, taki w sam raz do obejrzenia jeden raz i wyrzucenia filmu w kąt.

W serii:

080. Matrix: Reaktywacja, reż. Larry Wachowski, Andy Wachowski

Oryginalny tytuł: Matrix: Reloaded
Seria: Matrix #2
Reżyseria: Andy Wachowski, Larry Wachowski
Scenariusz: Andy Wachowski, Larry Wachowski
Zdjęcia: Bill Pope
Muzyka: Ben Watkins, Don Davis
Kraj: USA
Gatunek: Sci-Fi, Akcja
Premiera światowa: 07 maja 2003
Premiera polska: 23 maja 2003
Obsada: Keanu Reeves, Carrie-Anne Moss, Laurence Fishburne, Jada Pinkett Smith, Hugo Weaving, Gloria Foster, Lambert Wilson,  Monica Bellucci, Neil Rayment, Adrian Rayment, Helmut Bakaitis

    Neo jako wybraniec pomaga innym ludziom. Podczas jednego ze spotkań w Matrixie dostaje dziwną przesyłkę od Agenta Smitha, który już nie jest Agentem. Neo wraz z załogą Nabuchodonozora wraca do Syjonu, miasta, do którego próbują przedostać się maszyny. Neo musi się dostać do Wyroczni, aby dowiedzieć się co może zrobić, żeby uratować Syjon, ostatnie ocalałe miasto na Ziemi. Ta karze znaleźć mu klucznika, który przetrzymywany jest przez Merovingana, ponieważ to właśnie klucznik ma pewien niezwykły klucz, który otwiera drzwi do prawdy.
    Jak dla mnie to akcja się za bardzo ciągnie w tym filmie. Te nudzące dialogi i te niekiedy przesadne efekty, liczne walki, które wcale mnie nie zaciekawiły tylko strasznie zanudzały. W pierwszej części filmu było to coś, ta magia, ta subtelność, a tutaj.. film ten to właściwie tylko jeden dobry mocny efekt specjalny.
     Było wiele scen sprawiających, że można było dostać gęsiej skórki. Dla przykładu scena w której Trinity umiera, scena w której bliźniacy gonią klucznika lub też scena na autostradzie, jeden wielki pościg. Sceną, która aż sprawiła, że poderwałam się z łóżka, była ta w której Wyrocznia odchodzi od Neo, a przed nim idzie Smith.. i dookoła niego te czarne kruki, ależ to fajnie wyglądało aż serce zaczęło mi mocniej bić hihi :D
    Efekty to silna strona tego filmu, właściwie to najmocniejsza i wszystko inne przy niej zanika. Efektem jest sam fakt, że Neo umie latać. Ukazanie Syjonu też zaparło mi dech w piersi. Efektowni byli sami bliźniacy :) ludki zamieniające się w pewnego rodzaju duchy. Sceny walki również bardzo efektowne, dla przykładu walka Neo ze Smithem lub też z ludźmi Merovingana. Dużo by tutaj wymieniać... mogę tylko powiedzieć, który efekt podobał mi się najbardziej. Hm.. Hm.. Bliźniacy bezapelacyjnie. Efekt który mogli sobie darować, to efekt na samym końcu jak Neo przywraca do życia Trinity. Co to w ogóle było? beznadzieja. to znaczy efekt spoko, ale ogólnego sensu w tym nie było.
     Trudno było nie zauważyć jak bardzo Neo zmienił się od pierwszej części. W pierwszej części filmu był bardziej ludzki, a teraz stał się bardziej dumny siebie bo jest wybrańcem i wszystko wydaje się takie jakby robił to w ogóle bez serca, bez żadnego uczucia, taki oschły i w ogóle. Nie przyłożył się tym razem Keanu, no chyba, że takie miał zadanie. Bliźniacy :) dwie urzekające mnie postaci. Tacy fajni, tacy zgrani i śmieszne teksty walą. Spodobali mi się naprawdę. Agent Smith jak zawsze pozostanie moim ulubieńcem :) hihi :D Dlaczego? Myślę, że wiecie.     Film podobał mi się, ale był jakiś dziwny. Zupełnie inny od jedynki.Brakowało mu czegoś... nie wiem dokładnie czego. Jednakże warto go obejrzeć choćby tylko dla tych licznych efektów i samych Bliźniaków :)