NOWOŚCI
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą klimat grecki. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą klimat grecki. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 16 marca 2017

Książka #435: Mity greckie dla dzieci w obrazkach, aut. Nikola Kucharska

     Mitologia, w szczególności grecka, budzi fascynację wielu ludzi. Jej motywy wykorzystywane w grach, filmach i serialach, tylko pielęgnują tę miłość. Bardzo często na rynku pojawiają się coraz to nowsze sposoby na zaprezentowanie mitów greckich tym najmłodszym. Wydaje się zatem, że nie ma lepszego sposobu niż ilustrowane wydanie historii będących niegdyś podstawą wiary Greków, jakim jest książka „Mity greckie dla dzieci w obrazkach” stworzona przez Nikolę Kucharską.

    Ta sporych rozmiarów publikacja to bardzo mały zbiór najbardziej powszechnych, najbardziej znanych mitów greckich. Począwszy od powstania świata, przez prezentację wszystkich bogów, aż po przybliżenie historii kilku wybranych herosów i bogów. Znajdziemy tutaj opowieść o pracach Heraklesa, a także mity o Dedalu i Ikarze, czy o Demeter i Korze. W dobry sposób wprowadzają dzieci w świat, w który zagłębią się dopiero w szkole.
     Na pierwszy rzut oka książka jest naprawdę niesamowita. Świetnie wykonana, w bardzo trwałej tekturowej oprawie, która przetrwa ataki nawet najbardziej niszczycielskich dzieci, a przede wszystkim z cudownymi, niezwykle barwnymi ilustracjami Nikoli Kucharskiej, które zachwycą nie tylko dzieci, ale też i dorosłych. Z prawdziwym uczuciem będziemy muskać palcami te piękne obrazki, niejednokrotnie przystając i próbując odnaleźć wszystkie kluczowe elementy całej planszy. Jedna historia zawarta jest na dwóch takich stronach, a w zależności od prezentowanej historii przybiera formę poziomą lub pionową. Ilustratorka wykazała się niezwykłą pomysłowością w szczególności w przypadku mitu o Dedalu i Ikarze, gdzie udało jej się zawrzeć dwie zupełnie różne historie w jednej planszy. W końcu Dedal to nie tylko ojciec Ikara, ale również i twórca labiryntu, w którym czaił się okrutny Minotaur. Świetna koncepcja, która dobrze się sprawdziła. Rysunki są naprawdę starannie wykonane, udaje im się ukazać emocje bohaterów opowieści, a także podkreślić ich charakter oraz największe atuty. Jedyną wadą takiego rozwiązania jest zdecydowanie zbyt duża ilość elementów, która może stanowić spore utrudnienie podczas lektury.
      Prezentacja mitów przybiera trzy formy. Pierwszą są oczywiście wspomniane rysunki, druga to streszczenie siedmiu mitów, natomiast trzecia część przyjmuje formę komiksu zawierającego dialogi. I jak druga jest bardzo dobrze czytelna- choć jest to naprawdę ekspresowe streszczenie, to tak pierwsza w połączeniu z drugą trochę leży. Wspomniane wcześniej przeładowanie elementami ilustrowanymi, a do tego ilością dymków staje się bardzo chaotyczne. Zagubił się gdzieś sens rozczytywania komiksów i trudno było się połapać, które z dialogów powinny być pierwsze, a które ostatnie. Pomimo tego, że poszczególne sceny zostały ponumerowane i jednocześnie odsyłały do kolejnej, tak rozstrzygnięcie, które rysunki i postacie były elementami pierwszej sceny, a które trzeciej czy dziesiątej było chwilami niemożliwe. Bardzo utrudniało to czytanie, które mogło trwać tak naprawdę chwilę, a zabawa w detektywa zamieniła je w, co najmniej, godzinne poszukiwania właściwych treści, odbierając tym samym całkowitą radość płynącą z lektury. Szkoda! Nie mówią już o poziomie tekstów w „chmurkach”. Wiadomo, że jest to książka dla dzieci, ale niektóre zwroty były zdecydowanie zbyt ckliwe, infantylne, po prostu... nieznośne. Niestety.
     „Mity greckie dla dzieci w obrazkach” to książka, która może bardzo dużo zaoferować swoim czytelnikom. Z pewnością uda się wprowadzić dzieciaki w ten starożytny świat pełen magii i nauki, a i sami rodzice czytając ją dostrzegą, że i oni mogą dowiedzieć się czegoś nowego o greckiej mitologii. Nikola Kucharska obmyśliła tę publikację od początku do końca, bawiąc się sposobami na prezentowanie treści, a tym samym stwarzając możliwość trafienia w gusta większej ilości odbiorców. Niestety, wkradło się tutaj trochę chaosu, który odrobinę przeszkadza w pełnej radości z lektury, ale tę małą wpadkę można wybaczyć z uwagi na wartości poznawcze, ale przede wszystkim... zachwycające ilustracje. Szkoda jedynie, że nie zinterpretowano większej ilości mitów.
Ocena: 5/6
Recenzja dla wydawnictwa Nasza Księgarnia!
Tytuł oryginalny: Mity greckie dla dzieci w obrazkach / Ilustracje: Nikola Kucharska / Wydawca: Nasza Księgarnia / Gatunek: dziecięce, mitologia / ISBN 978-83-10-13127-0 / Ilość stron: 16 / Format: 231x310mm
Rok wydania: 2017 (Polska)

niedziela, 1 lipca 2012

Książka #171. Tamtego lata, aut. Susan Stephens, Jane Porter, Maggie Cox

Tytuł oryginalny: The Greek's Seven- Day Seduction. At the Greek Boss's Bidding. The Mediterranean Millionaire's Mistress.
Gatunek: romans
Wydawca: Mira Harlequin
Rok wydania: 2004, 2007, 2006 (USA), 2012 (Polska)
Projekt okładki: Kuba Magierowski
Tłumaczenie: Marta Dmitruk, Krystyna Rabińska, Magdalena Filipczuk
ISBN 978-83-238-9187-1
Ilość stron: 396   | Format: 130x200 mm

Książka do kupienia na stronie: Harlequin

     Wyjeżdżając do innych krajów z chęcią zapoznajemy się z tamtejszą kulturą, a także ich mieszkańcami. Wakacje w rozmaitych, egzotycznych miejscach, sprzyjają romansom. Pod tym względem niezwykle gorące są kraje południowe, jak Grecja. Dlatego też to właśnie Grecy stali się uwodzicielami w nowelach najlepszych autorek romantycznych- Susan Stephens, Jane Porter i Maggie Cox, które zostały zebrane w zbiorze pt: „Tamtego lata”.

     Jedna z amerykańskich dziennikarek przyjeżdża na małą grecką wyspę na urlop, a także w poszukiwaniu inspiracji do nowego artykułu. Tam też spotyka tajemniczego rybaka, który od razu przykuwa jej uwagę i wzbudza w niej wielkie namiętności („Rybak z greckiej wyspy”). Właścicielka agencji zajmującej się usługami pielęgnacyjnymi przybywa do Grecji, gdzie jeden z jej podopiecznych z powodzeniem zniechęca kolejne pielęgniarki do pracy. Kiedy poznaje go, kalekiego i niewidomego sama postanawia, pomimo wielu przykrości doznanej od Greków, robi wszystko, aby mu pomóc („W cieniu i w słońcu”). Bohaterką ostatniego opowiadania jest młoda angielka o greckiej krwi, która przybywa do kraju swych przodków, aby odkryć swoje korzenie. Tam też poznaje przystojnego Greka, który dodatkowo pomaga jej odnaleźć szczęście („Odnaleźć dom”).
     „Tamtego lata” to trzy niezwykłe, całkiem różne opowieści, których akcja rozgrywa się w malowniczej i niezwykle namiętnej Grecji. Trudno więc nie poddać się niesamowitej atmosferze tego miejsca, tak jak uległy mu trzy różne bohaterki. Każda z nich dotknięta przez los, każda reprezentująca zupełnie inny poziom. Charlotte Clare, z opowiadania „Rybak z greckiej wyspy”, to młoda rozwódka, która liczy na to, że na greckiej wyspie odnajdzie spokój. Jej los dzieli także Elizabeth Hatchet z „W cieniu i w słońcu”, która w dodatku została wykorzystana przez swojego byłego męża- Greka, i teraz zdecydowanie stroni od mężczyzn z tego regionu. Zupełnie inną tajemnicę skrywa Ianthe, która odmiennie od koleżanek przybywa do Grecji w celu odnalezienia samej siebie, w „Odnaleźć dom”. To te trzy kobiety stają na drodze Greków, którzy także borykają się ze swoimi własnymi problemami. Kręcą się one jedynie wokół zaufania kobietom, których uczucia, ze względu na status społeczny Greków, były zdecydowanie wątpliwe. Uczucia, które połączyły te trzy pary miały zdecydowanie moc uleczającą, co można dostrzec przede wszystkim poprzez postać niepełnosprawnego Kristiana. Miłość zdecydowanie go zmotywowała, dając możliwość dalszego, lepszego życia. Jednakże wszystkim udało się znaleźć drugie połówki, ale czy kłamstwa i tajemnice nie będą na tyle istotne, że nie będą większymi przeszkodami w relacjach tych par?
    Trzy różne autorki, a jakże podobne mają style pisarskie. Okazuje się, że napisanie romansu wcale nie musi być takim trudnym zajęciem, jako, że niewiele potrzeba, aby w głowie kobiety zrodził się romans wszech czasów. Oczywiście, tym ze zbioru „Tamtego lata”, daleko jest do takiego określnika, ale jak na literaturę tego typu sprawują się całkiem nie najgorzej. Trzeba jednak przyznać, że jest to gatunek niesamowicie naiwny. Pełna banalności proza nie jest w stanie niczym nas zaskoczyć. Ani przez chwilę nie wprowadza się elementu niepewności i swoistego napięcia. Pewne jest jednak to, że przeładowane są emocjami, czy to w odniesieniu do relacji damsko- męskich czy rodzinnych. Zaskakuje to jednak, że pisarki z taką łatwością i brakiem jakiejkolwiek płynności przeskakują z jednej emocji do drugiej. Nie od dziś wiadomo, że między miłością a nienawiścią istnieje bardzo cienka granica, ale to co rozgrywało się na łamach tego zbioru było zdecydowaną przesadą. Niezrozumiałe obroty spraw i emocji były co najmniej obezwładniające pod każdym względem, aż ręce opadają. Jedynie co naprawdę fascynuje to niesamowity grecki klimat, który udało się przenieść do książki zaskakująco dobrze.
    Na niektórych płaszczyznach, „Tamtego lata”,zawodzi na całej linii. Bardzo prosta i mało porywająca. Autorkom udaje się jednak rozbudzić zmysły każdej kobiety, czyniąc ją idealną lekturą w gatunku. Niestety, dla bardziej wymagającego czytelnika przewidywalność tej pozycji może okazać się niezwykle męcząca. Pomimo wszystko, dla tych, którzy chcą spędzić mile chwile przy przyjemnym czytadle, ten tytuł może okazać się strzałem w dziesiątkę.

Ocena: 4/6

Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości Wydawnictwa Harlequin.

poniedziałek, 4 czerwca 2012

Książka #162. Grecja, aut. Mike Gerrard

Oryginalny tytuł: National Geographic Traveler: Greece
Gatunek: przewodnik
Wydawca: National Geographic, G+J RBA
Rok wydania: 2007 (USA), 2012 (Polska)
Projekt okładki: Piotr Grabowski
Tłumaczenie: Ewa Szyler
ISBN 978-83-7596-289-5
Ilość stron: 400   | Format: 120x192 mm

Książka do kupienia na stronie: G+J RBA

    Kraj Morza Śródziemnego, któremu patronują olimpijscy bogowie. Kraj oliwek, wina, a także niesamowitej kultury. Kraj, do którego przynależą wyspy tworząc wspaniałe krajobrazy. Tym krajem jest Grecja, która stała się miejscem częstych wizyt Mike Gerrarda- brytyjskiego podróżnika i fotografa, którego przewodnik o tym kraju został opublikowany przez National Geographic.


    W publikacji o oczywistym tytule- „Grecja”, autor zabiera nas w najpiękniejszą, najbardziej romantyczną i najbardziej rozrywkową wyprawę naszego życia. Jednakże najpierw rozpocznie od zapoznania czytelnika i potencjalnego podróżnika z grecką historią, a także dziedzictwem kulturowym. Pisze o ludziach i o ich niesamowitym usposobieniu. W dalszej kolejności zabiera nas w podróż po tym słonecznym kraju wzdłuż i wszerz. Od Macedonii, przez Ateny, aż na Kretę. Od Korfu, przez Peloponez, aż po Rodos. Rozpisuje się zarówno o centralnej części kraju, jak i najmniejszych wyspach. Opisując każdy z tych miejsc skupia się nie tylko na jego wyglądzie. Choć w dość wyczerpujący sposób podkreśla charakter każdego z tych wyjątkowych miejsc nie zapomina także o konkretnych lokalizacjach, które warto zobaczyć. Czyni to na rozmaite sposoby. Jednym z nich jest przedstawienie za pomocą map instrukcji, jak poruszać się przykładowo po ateńskiej Place, czy jak wędrować wokół góry Athos, żeby obejrzeć najciekawsze zakątki i zrobić to w jak najkrótszym czasie. Innym sposobem jest opisywanie przy każdym z regionów miejsc, które warto jest zobaczyć. Dowiemy się między innymi trochę o historii konkretnych muzeów i podobnych lokalizacji, jak i co możemy tam zobaczyć. Poza tym udziela także informacji jak tam się dostać, jak skontaktować się z ludźmi odpowiedzialnymi za dobytek, ile będzie nas to kosztowało, a także w jakich dniach nie uda nam się zwiedzić atrakcji. Informacje zaprezentowane zostają w bardzo przejrzysty sposób, wszystko jest od razu pod ręką. A jeżeli dla kogoś jakiś symbol będzie niezrozumiały, to zawsze może skoczyć do ostatnich stron przewodnika, gdzie może jeszcze raz przestudiować legendę. Oprócz tego, że przy tej publikacji uwaga autora skupia się na greckich terenach to nie brak tutaj także wzmianek o ludziach, takich jak Homer, czy Anthony Quinn, który swoją rolą w „Greku Zorbie” pomógł wielu ludziom pokochać nie tylko Grecję, ale także literacką twórczość greckiego pisarza Nikosa Kazantzakisa. Poczytamy tu również o greckich specjalnościach, począwszy od gajów oliwnych, poprzez smakowite suwalaki, aż po poznaniu największych tajemnic znaczenia słów „maraton”, czy „igrzyska olimpijskie”.
     Na końcu przewodnika znajdą się także fascynujące porady, wskazówki praktyczne, które pomogą nam dostosować się do otoczenia i w pełni w nim funkcjonować. Dotyczą one między innymi zachowań wśród Greków, wiele porad dotyczących służb publicznych, czy poruszania się po mieście. Nie zabraknie też tłumaczeń niezbędnych jeżeli udamy się do lokalnych kawiarni, restauracji, czy sklepów. Autor objaśnia nam standardowe potrawy z greckiego menu, ale także prezentuje kilkadziesiąt zwrotów w języku greckim, które pomogą nam czy to przy spontanicznych rozmowach przy zakupach, czy dopinaniu na ostatni guzik warunków, w jakich przyjdzie nam spędzać wakacje.
     Przewodnik wzbogacony został w najpiękniejsze zdjęcia z różnych zakątków Grecji. Podziwiać możemy lazurowe zatoczki Paleokastritsy, uliczki zabudowane białymi kamienicami z niebieskimi okiennicami w Mykonos, czy górzyste tereny wiejskie Pilionu. Nie obejdzie się też bez ujęcia weneckiego charakteru Korfu, czy też bizantyjskiej potęgi i piękna kościoła Agios Andreas w Patrasie. Przy tworzeniu tego przewodnika nie zapomniano także i o ludziach. Gdzieniegdzie zobaczymy zdjęcia ortodoksyjnych kapłanów, czy też Kreteńczyków w ich strojach ludowych. Każdy szanujący się przewodnik powinien mieć trasy wycieczkowe, także i ten jest w nie bogaty. Dopracowane są tak samo starannie, jak mapy, na których wyszukiwać możemy co ciekawszych miejsc. Ponadto publikacja ta urozmaicona została przez wspaniałe szkice niektórych miejsc w czasach ich świetności, jak Akropolu ze świątynią Ateny, Epidaurusu, czy pałacu królewskiego w Knossos. A wszystko to z opisami oraz, co oczywiste, fotografiami tego co z tych wspaniałych budowli pozostało.
     Dzięki takiemu przewodnikowi nie trudno zakochać się w Grecji. Mike Gerrard zdecydowanie rozróżnia swoich odbiorców na imprezowiczów, którym spodobają się ruchliwsze ulice, podróżników zainteresowanych oglądaniem surowych krajobrazów, a także tych, dla których szczytem wakacyjnej ambicji jest wylegiwanie się na plaży. Każdy kto zapozna się z przewodnikiem „Grecja”będzie wiedział jakich miejsc unikać jeżeli nie lubi tłoków, a w jakie się zapuszczać na romantyczne eskapady we dwoje. Natomiast dla tych, którym udało się odwiedzić część tych śródziemnomorskich terenów, będzie to idealny moment na powrót do swoich ukochanych miejsc i odkrycie ich na nowo.

Ocena: 5/6
Przewodnik przeczytałam dzięki uprzejmości Wydawnictwa G+J.

sobota, 11 grudnia 2010

612. Moja wielkie greckie wesele, reż. Joel Zwick

Oryginalny tytuł: My Big Fat Greek Wedding
Reżyseria: Joel Zwick
Scenariusz: Nia Vardalos
Zdjęcia: Jeff Jur
Muzyka: Chris Wilson , Alexander Janko 

Kraj: USA, Kanada
Gatunek:  Komedia romantyczna
Premiera: 22 lutego 2002 (Świat) 07 lutego 2003 (Polska)
Obsada: Nia Vardalos, John Corbett, Lainie Kazan, Michael Constantine, Louis Mandylor, Gia Cardies, Joey Fatone, Fiona Reid, Bruce Gray, Andrea Martin, Ian Gomez

     Niektóre filmy, choć mają już wiele lat na karku wciąż nie przestają się nudzić. Wiele z nich to filmy ponadczasowe, tak zwane klasyki, który każdy powinien znać i choć raz w życiu obejrzeć. Inne z kolei to takie, do których bardzo chętnie powracamy ze względu na to, że dostarczają nam wielkiej rozrywki, w ten czy inny sposób. Do jednego z takich filmów należy „Moje wielkie greckie wesele” w reżyserii Joela Zwicka. Choć film ma już dziesięć lat to grono jego fanów stale się powiększa, a fani oglądają go przynajmniej raz do roku, jak nie częściej. Skąd ten sukces? Grecja, humor, miłość, rodzina... wszystko to znajdziemy w tej niezwykle pozytywnej produkcji.
     Toula Portokalos (Nia Vardalos) jest jedyną niezamężną córką z greckiej rodziny, a ma już trzydzieści lat. Zaniedbana i wciąż silnie związana ze swoją rodziną ma problemy ze znalezieniem mężczyzny swojego życia, w szczególności, że rodzina wymarzyła sobie dla niej Greka. Pewnego dnia postanawia wziąć życie w swoje ręce. Idzie na kurs, zmienia styl i ostatecznie opuszcza stanowisko kelnerki w greckiej restauracji swojego ojca na rzecz pracy w biurze podróży. Tam też dostrzega go Ian Miller (John Corbett), do którego potajemnie wzdychała, gdy odwiedzał restaurację. Pomimo odmiennej narodowości i religii zaczynają się ze sobą spotykać, co przeradza się w prawdziwe uczucie mogące przetrwać wszelkie przeciwności losu.

piątek, 26 listopada 2010

176. Stowarzyszenie Wędrujących Dżinsów, reż. Ken Kwapis

Oryginalny tytuł: The Sisterhood of Traveling Pants
Seria: Stowarzyszenie Wędrujących Dżinsów #1
Reżyseria: Ken Kwapis
Scenariusz: Elizabeth Chandler, Delia Ephron
Na podstawie: powieści Ann Brashares
Zdjęcia: John Bailey
Muzyka: Cliff Eidelman
Kraj: USA
Gatunek: Dramat obyczajowy, Dla młodzieży
Premiera światowa: 03 maja 2005
Premiera polska na DVD: 10 lutego 2006
Obsada: Alexis Bledel, Blake Lively, America Ferrara, Amber Tamblyn, Jenna Boyd, Michael Rady, Mike Vogel, Leonardo Nam

    Cztery przyjaciółki Lena, Bridget, Carmen i Tibby są przyjaciółkami od zawsze. Przed ich urodzeniem przyjaźniły się także ich matki. Niestety po śmierci mamy Bridget przyjaźń ich mam się rozluźniła. Jednak to nie zniszczyło siły przyjaźni Leny, Bridget, Carmen i Tibby. Teraz jednak ich przyjaźń ma zostać wystawiona na próbę. Po raz pierwszy mają spędzić osobno wakacje. Znajdują jednak tajemnicze dżinsy i zakładają Stowarzyszenie Wędrujących Dżinsów. W ten sposób przez całe wakacje będą przy sobie nawzajem wysyłając sobie pasujące na nich wszystkie dżinsy.
    Zacznę od wyjaśnienia wszystkim tytułu, ale sądzę, że nie do końca jest to potrzebne, bo raczej jest to oczywiste. Stowarzyszenie Wędrujących Dżinsów to po prostu nic innego jak tylko cztery kochające się przyjaciółki, które w czasie wakacji połączyć miała para magicznych dżinsów.
    Film był dla mnie dość niezwykły, bo nie przedstawił nam on tylko pary niezwykłych spodni, które teoretycznie niczym się nie różnią od innych spodni, ale pokazał nam jak silna może być prawdziwa przyjaźń i jak wiele potrafi się dziać w życiu nastolatki.
    Wiem, że film nakręcony jest na podstawie książki, ale muszę się przyznać, że książki (bo było ich trzy części) zaczęłam czytać dopiero po obejrzeniu filmu. Wiedziałam o jej istnieniu, ale jakoś nie specjalnie starałam się aby ją gdzieś odnaleźć. Zaczęłam ją czytać dość niedawno i już znajduję sporo nieścisłości. Wiadomo, że nie wszystko da się nakręcić, ale żeby zmieniać fabułę? Jak dla mnie bezsens. To samo co spotkałam przy "Kodzie Da Vinci".
Ogólnie film jest bardzo przyjemnym filmikiem nie tylko dla takich młodych nastolatek, ale również tych troszkę starszych, lub takich w moim wieku :P czyli wieku akademickim :D Dlaczego? Ponieważ można się wiele z tego filmu nauczyć.
    Oglądając film ośmieliłam się stwierdzić, że rzeczywiście z tymi spodniami jest coś nie tak. Nie dość, że pasowały na każdą z czterech różnego formatu przyjaciółek, to na dodatek dzięki nim działy się niesamowite rzeczy.
Lena zakochała się i to w dodatku szczęśliwie, oczywiście to było zanim o mało co nie utonęła przez te dżinsy. Tibby znalazła nową niesamowitą przyjaciółkę, Bailey, i jak myślę zadaniem Tibby było sprawić, aby Bailey miała jakieś zajęcie i, żeby jej ostatniej chwile w życiu były szczęśliwe, bo dziewczynka niestety była chora na białaczkę. Bridget zdobyła w spodniach faceta, który spodobał jej się na obozie, a Carmen pogodziła się z ojcem :) więc jak widzimy dżinsy sprawiły rzeczy, które możliwe, że nie spełniłyby się. A może po prostu to był tylko zbieg okoliczności i tak po prostu miało być? Może te spodnie są niesamowitą motywacją dla przyjaciółek, bo pokładają w nich nadzieję i wierzą w to, że naprawdę są magiczne.
    Mnie osobiście bardzo podoba się taki pomysł z dżinsami, które wędrują od jednej do drugiej. Myślę, że taki plan można by wcielić w naszym realnym życiu, ale to nie dla wszystkich :) bo ja z moją przyjaciółką raczej nie mogłabym czegoś takie zrobić bo ona jest ode mnie mniejsza co najmniej o dwa rozmiary :D hehe a niestety w prawdziwym życiu nie ma takich magicznych spodni :) z podkreśleniem na NIESTETY.
    Z filmu bardzo wiele można się dowiedzieć o tym jak powinna wyglądać prawdziwa przyjaźń. Mnie ten film dał do myślenia, nie wiem czy to dobrze czy nie, bo jestem ostatnio w niezbyt dobrych stosunkach z moją przyjaciółką. Właściwie to ona raczej nie traktuje mnie jak przyjaciółkę i to właściwie z mojej winy. Postanowiłam to naprawić i od czasu tego filmu staram się o spotkanie z nią.
    Ponieważ w filmie jest ukazane jak bardzo silna potrafi być przyjaźń, że prawdziwa przyjaźń przetrwa wszystko, nawet dwa miesiące niewidzenia. Prawdziwa przyjaciółka jest zawsze z nami, gdy jest nam źle i gdy tylko o tym wie od razu do nas przybiega, lub dzwoni, gdy jest zbyt daleko, aby móc nas osobiście pocieszyć. Prawdziwa przyjaciółka nigdy się nie gniewa. Powie coś w gniewie, ale za chwilę żałuje tego wszystkiego i nie wytrzymuje dłużej niż godziny nie odzywając się do Ciebie. Miałam taką przyjaciółkę i teraz staram się ją odzyskać.
    Bardzo podobały mi się główne postacie i aktorki je grające. W jednej z ról możemy zobaczyć znaną nam z "Kochanych kłopotów" Alexis Bledel, ale według mnie wszystkie zagrały świetnie.
    Film bardzo mi się podobał i był on inspiracją dla mnie, żeby przeczytać książki. No, bo jak by to wyglądało jakby wyszła druga część filmu, a ja nie skończyłabym czytać książki?

piątek, 13 sierpnia 2010

672. Mamma Mia!, reż. Phyllida Lloyd

Reżyseria: Phyllida Lloyd
Scenariusz: Catherine Johnson
Zdjęcia: Haris Zambarloukos
Muzyka: Benny Anderson, Bjorn Ulvaeus, Stig Anderson, Sirio Quintavalle
Kraj: USA / Wielka Brytania / Niemcy
Gatunek: Musical / Komedia romantyczna
Premiera światowa: 30 czerwca 2008
Premiera polska: 29 sierpnia 2008
Obsada: Meryl Streep, Amanda Seyfried, Dominic Cooper, Colin Firth, Pierce Brosnan, Stellan Skarsgard, Julie Walters, Christine Baranski 



     „Mamma Mia!” to kinowa wersja znanego musicalu pod tym samym tytułem,którego ścieżkę dźwiękową stanowią wyłącznie utwory szwedzkiego zespołu ABBA. Twórcą tej ekranizacji jest brytyjska reżyserka Phyllida Lloyd, która osiem lat wcześniej wyreżyserowała inny film muzyczny, ale o bardziej historycznym podtekście „Gloriana”. Jakby nie było to była ona również reżyserką oryginalnej broadwayowskiej wersji tego musicalu. „Mamma Mia!” to lekki i przyjemny filmik na samotne i smutne wieczory, z pewnością rozchmurzy każdego. Coś o tym wiem.
     Sophie jest dwudziestolatką, która od dzieciństwa wychowywana jest samotnie przez swoją matkę Donnę na jednej z greckich wysp.Dziewczyna zakochuje się w Sky`u i postanawiają się pobrać.Sophie chce, aby do ołtarza poprowadził ją jej ojciec, problem w tym, że dziewczyna nie wie kto nim jest, a pamiętnik jej matki opisuje trzy namiętne romanse z trzema różnymi mężczyznami w tym samym czasie. Sophie jednak nie daje za wygraną i zaprasza Billa,Sama i Harry`ego sądząc, że po przyjeździe rozpozna, który z nich jest jej ojcem. Niestety po przyjeździe Sophie nie potrafi powiedzieć kto jest jej ojcem, dlatego też chce, aby powód ich przyjazdu był dla Donny tajemnicą. Wszystko zaczyna się komplikować kiedy wszyscy trzej myślą, że są jej ojcami i wszyscy trzej chcą poprowadzić ją do ołtarza.      Zawsze lubiłam piosenki ABBY, zawsze też uwielbiałam musicale. Dlatego też seans tego filmu nie był dla mnie jakąś specjalną udręką.Długo się co prawda zbierałam, ale głównie dlatego, że chciałam najpierw nadrobić nieco starsze pozycje. Koleżanka mówiła mi, że film bardzo jej się spodobał. Ja nie miałam wątpliwości czy mnie też się spodoba. W końcu jest to kolorowa historia z niesamowitą muzyką w tle. Film mi się podobał, ale prawdę mówiąc jakoś szczególnie mnie nie powalił. Po licznych opiniach, oczywiście pozytywnych, spodziewałam się czegoś więcej. Niestety nie dostałam dokładnie tego co oczekiwałam.
     Wszyscy zgodnie twierdzili, że uśmiali się do łez na tym filmie. No to zaczęłam go oglądać i mówię sobie, że może mój dół w końcu przejdzie w niepamięć. No i może by przeszedł, gdyby faktycznie tak było, a niestety tylko trochę przygasł i to tylko na chwilę,ponieważ nie dostałam takiej dawki humoru jakiej się spodziewałam.Nie było żadnej sceny, która spowodowałaby, że zaczęłabym się śmiać. Większość z nich wywoływało tylko uśmiech na twarzy,ale bez żadnych większych ekscytacji. Nawet scena, w której Bill na swojej łodzi siedzi tylko w samym fartuchu, a kiedy się odwraca widzimy jego pośladki wcale mnie nie rozbawiła, a podobno kamerzysta zaczął krzyczeć, a pani reżyser miała atak śmiechu,ponieważ była to mała improwizacja samego Skarsgarda. A mnie tonie rozbawiło. Uśmiechałam się na myśl o samej tej historii.Kiedy to Donna odkryła, że na wyspie jest 3 mężczyzn, z którymi przeżyła niesamowitą noc. Trochę mnie to bawiło. Uśmiech pojawił się na twarzy również kiedy na ślubie Sophie wspomina się o jej ojcu, a wszyscy trzej: Sam, Bill i Harry, wstają.Zabawnie to wyszło, ale ogólnie to film nie bawił do łez. A szkoda.
    Jednym z najważniejszych plusów filmu jest jego lokalizacja. Grecka wyspa to jest naprawdę coś. Po raz kolejny zostało mi przypomniane jak bardzo chciałabym tam pojechać. Tam jest po prostu przepięknie.Czysta woda, dużo wody, piękne domy i ten wspaniały klimat.Oczywiście nie mówię o klimacie śródziemnomorskim, ale ogólnie o klimat panujący w filmie. Klimat wiecznej zabawy i uciechy. Myślę,że właśnie dzięki temu wszyscy tak wspaniale się bawią podczas oglądania filmu.
    Jeżeli chodzi o muzykę to cóż ja tutaj mogę dużo powiedzieć. Piosenki ABBY są ponadczasowe. Pamiętam, że swego czasu była młodsza wersja ABBY, którzy nazywali siebie A*Teens. No i śpiewali covery ich piosenek, a potem zaczęli śpiewać własne. Mnie osobiście piosenki ABBY zawsze będą bliskie sercu, ponieważ słyszymy je właściwie na każdym kroku. Do tej pory znamy teksty większości z nich i mamy wrażenie, że nic nie będzie w stanie ich zatrzeć.Dzięki tym piosenkom właśnie film nabierał wyrazu i zastanawiałam się czy czasem piosenki nie powstały po stworzeniu filmu, bo momentami tak idealnie pasowały do treści filmu, że aż dziw brał.Poza tym kiedy słyszymy piosenki w wykonaniu takich gwiazd jak Meryl Streep czy Priece Brosnan to zastanawiamy się czy to, aby na pewno oni śpiewają. W końcu nie zawsze ma się okazję usłyszeć ich śpiewających. Ja do swoich ulubionych piosenek zaliczam zdecydowanie „Gimme Gimme Gimme”, ale oczywiście nie gardzę pozostałymi.
    Aktorzy nasi wspaniali byli rewelacyjni w tym filmie i nikt tego nie zaprzeczy. W końcu nie przy każdym filmie wymaga się umiejętności śpiewania lub jeżeli takowej nie mamy to ewentualnie możliwości ośmieszenia się przed milionami ludzi. To drugie jednak nie dotyczy naszej obsady. Najbardziej ze wszystkich wyróżniła się Amanda Seyfried, którą możecie pamiętać z roli głupiutkiej blondyneczki w filmie „Wredne dziewczyny”. Tutaj może nie pokazała się jakimś specjalnie wykwalifikowanym aktorstwem, ale śpiewała nie najgorzej. Bardzo spodobała mi się postać Donny.Meryl Streep była niezwykle spontaniczna w tej roli. Pełna energii i tym samym niezwykle wiarygodna. To samo jeżeli chodzi o naszych panów. Trzy odmienne osobowości o różnych narodowościach. Jednakże żaden nie wypadł źle.
    Podsumowując, film był bardzo ciekawy. Najpiękniejsze jest to, że zaraża nas pozytywną energią, po której człowiek naprawdę czuje się lepiej. Pomimo tego, że nie jest to typowa komedia przy, której można się uśmiać do łez to z pewnością jest to jeden z przyjemniejszych i bardziej optymistycznych filmów jakie miałam okazję oglądać.

piątek, 23 lipca 2010

664. Moja wielka grecka wycieczka, reż. Donald Petrie

Reżyseria: Donald Petrie 
Scenariusz: Mike Reiss 
Zdjęcia: Jose Luis Alcaine 
Muzyka: David Newman 
Kraj: USA / Hiszpania 
Gatunek: Komedia romantyczna
Premiera światowa: 15 maja 2009 
Premiera polska: 31 lipca 2009
Obsada: Nia Vardalos, Alexis Georgoulis, Richard Dreyfuss, Rachel Dratch, Harland Williams, Caroline Goodall, Ian Ogilvy, Maria Botto, Brian Palermo, Maria Adanez, Jareb Dauplaise, Alistair McGowan 

    Właściwie każdy z nas marzy o tym, aby chociaż raz odwiedzić piękną Grecję. Niestety nie każdy może sobie na to pozwolić więc nie ma nic lepszego na zbliżenie się do tego wspaniałego kraju jak tylko oglądanie filmów – nie tylko tych dokumentalno-przyrodniczych. Nie dziwi więc, że twórcy coraz częściej zabierają nas na różne zagraniczne wycieczki, a sama Grecja kilkakrotnie stawała się inspiracją dla światowych filmów. Nie inaczej jest z „Moją wielką grecką wycieczką”, którą zafundował nam Donald Petrie („Miss Agent”, „Jak stracić chłopaka w 10 dni”), który wśród komedii romantycznych czuje się jak ryba w wodzie. Jednakże na tle swoich poprzedników grecka wycieczka wypada dość blado i poza wspaniałymi krajobrazami nie ma się czym zachwycać.
 Georgia przeprowadza się do Grecji zachwycona tamtejszą starożytną architekturą. Jejmarzeniem jest nauczanie, jednakże zanim osiągnie swój cel postanawia zatrudnićsię w biurze podróży jako pilot wycieczek. Georgia nie odnosi zbyt dużych sukcesów zawodowych, a jej podopieczni mają ją za nudziarę. Zmęczona ciągłym udawaniem, że wycieczki ją fascynują ma zamiar wyjechać z Grecji. Zanim jednakto się stanie udaje się na swoją ostatnią wycieczkę z typowymi turystami. Nie zdaje sobie jednak sprawy, że jej szefowa uknuła z jej współpracownikiem Nico intrygę, która pozwoli im raz na zawsze pozbyć się Georgii. Załamana ciągłymi przeszkodami na wycieczce, a także niefrasobliwymi podróżnikami Georgia wybucha i mówi kilka nieprzyjemnych słów. Jednakże dzięki miłemu Ivowi i kierowcy autobusu – Poupim, odnajduje swoje „kefi” i zaczyna się cieszyć prawdziwą Grecją, a przy okazji nawiązuje niesamowitą więź ze swoimi podopiecznymi.
    Osobiście należę do tych osób, które uwielbiają starożytną Grecję i po prostu nie przeżyją jeżeli przynajmniej raz w życiu nie zwiedzą najważniejszych miejsc. Od zawsze marzę, żeby pojechać do Grecji. Liczę na to, że uda mi się tego dokonać w ramach podróży poślubnej, czyli już za 2 lata. Póki co nakręcam się poprzez oglądanie filmów, w których pojawia się temat Grecji. Oczywiście na razie nie było ich zbyt wiele, gdyż „Moja wielka grecka wycieczka” jest dopiero czwartym filmem z tym motywem, ale nie zmienia to faktu, że i tak już bardzo kocham ten kraj, pomimo tego, że w nim nie byłam. Do filmu podchodziłam z dystansem i właściwie to nie wiedziałam czy chcę go obejrzeć. Wiedziałam, że twórcy skupią się raczej na samej Grecji niż na rozbudowywaniu jakiś szerszych wątków. No i w sumie nie myliłam się. Nie było w ogóle zabawnie. Z romansem ten film miał także niewiele wspólnego. Prawda – oglądało się przyjemnie, ale czasami to nie wystarcza, gdyż w takim filmie potrzeba czegoś więcej – czegoś co ja osobiście nazywam magią.
    Ze względu na tytuł nie trudno się domyśleć, że film ten będzie stanowił pewnego rodzaju wycieczkę po Grecji. Dlatego też mogliśmy zobaczyć tutaj kluczowe elementy,które są fundamentem dla greckiej kultury. Film ten w całości kręcono w Atenach. Kilka scen nakręcono na Akropolu, a Centralna Rada Greckich Archeologów udzieliła pozwolenia także na robienie zdjęć w zabytkowych obiektach w Delfach, Olimpii i Termopilach. Akropol to wapienne wzgórze, na którą znajdują się przede wszystkim trzy świątynie: Partenon na cześć Ateny, Erechtejon poświęcona dla Posejdona i Ateny, a także świątynia Nike – Apteros. Delfyz kolei to prastare miasto, a zarazem grecka świątynia, które znane były ze względu na postać wyroczni zwanej Pytią. W Olimpii znajduje się przede wszystkim sanktuarium władcy wszystkich Bogów greckich – Zeusa, w którym to można było zobaczyć jego posąg – niegdyś uznawany za jeden z 7 cudów świata.Termopile zna niemalże każdy fan Sparty i jej mieszkańców, gdyż to właśnie pod Termopilami odbyła się największa w dziejach bitwa Spartan z Persami. Jak widzicie mnie także fascynuje Grecja. Najważniejsze jednak jest to, że jest ona przepiękna co idealnie widać na zdjęciach Jose Luisa Alcaine. Niesamowite krajobrazy, po prostu, zapierają dech w piersi.
    Film daje także idealny przykład tego z jakimi to turystami przychodzi zmierzyć się pilotom wycieczek. Są tacy, którzy na wszystko narzekają, tacy, którzy muszą koniecznie wszystko zwiedzić, a także tacy, których zawsze wszystko bawi. Każdy ten rodzaj zobaczymy w tym filmie, a także wielu innych. Z początku jest to pewnego rodzaju potępienie dla podróżujących, ale z drugiej strony okazuje się, że niewiele potrzeba aby znaleźć z daną osobą wspólny język i uprzyjemnić mu tym samym podróż. Dlatego też bardzo cenię sobie drugą część filmu kiedy akcja opierała się już bardziej na relacjach z ludźmi. Pierwsza część filmu starała się być bardziej dowcipna, ale mnie osobiście za specjalnie to nie bawiło. Przyznam się jednak, że uczucie, które nawiązało się pomiędzy Georgią i Poupim było naprawdę oszałamiające. Autentycznie mi się podobało.
    Nia Vardalos zyskała sławę rolą uroczej i z początku paskudnej Greczynki w filmie „Moje wielkie greckie wesele”. Nic więc dziwnego, że zaangażowano ją także do roli w„Mojej wielkiej greckiej wycieczce”, aby teraz przynajmniej mogła odwiedzić Grecję. Mnie osobiście jako aktorka się nie podoba. Jakoś nie potrafi mnie przekonać do tego, że pomimo tak dojrzałego wieku gra niespełna 25-latkę. No,ale jakby na to nie patrzeć t mogła wypaść znacznie gorzej. W filmie towarzyszył jej Alexis Georgoulis – Grek z pochodzenia, za którym pewnie będą teraz szaleć miliony (w tym i ja). Zachwycił swoim wyglądem, no i charakterem.Aktorsko zawsze mogło być lepiej, ale tak jak w przypadku Nii nie było tak najgorzej. Poza nimi w filmie zobaczymy twarze te bardziej i te mniej nam znane.Do tych pierwszych zaliczyć można z pewnością Richarda Dreyfussa („Posejdon”),Rachel Dratch („Love`N Dancing”), czy też Harlanda Williamsa („Fajna z niego babka”). Do tych drugich z kolei Alistaira McGowana, Maria Botto oraz Ian Ogilvy. Nie mniej jednak każdy z nich idealnie pasował do przypisanej mu roli.
    Film bardzo przyjemnie się ogląda. Jest tutaj wiele momentów, w których widz może doznać zachwytu. Jest także miejsce, aby trochę się powzruszać. Wszystko to w pięknej krainie zwanej Grecją, która jest marzeniem wielu. Trudno jest więc nie dać się porwać greckiemu klimatowi i przy okazji jego edukacyjnym możliwościom. Film może się podobać, ale jak dla mnie jest on dość przeciętny. Mogło być zdecydowanie lepiej, gdyby wprowadzić jakieś zabawne gagi i bardziej je rozbudować. Myślę jednak, że jest idealnym etapem przejściowym pomiędzy szarą rzeczywistością, a realizacją waszego marzenia o wypadzie do tego kraju.