
Reżyseria: Joel Zwick
Scenariusz: Nia Vardalos
Zdjęcia: Jeff Jur
Muzyka: Chris Wilson , Alexander Janko
Kraj:
USA, Kanada
Gatunek: Komedia romantyczna
Premiera: 22 lutego 2002 (Świat) 07 lutego 2003 (Polska)
Obsada: Nia Vardalos, John Corbett, Lainie Kazan, Michael Constantine, Louis Mandylor, Gia Cardies, Joey Fatone, Fiona Reid, Bruce Gray, Andrea Martin, Ian Gomez
Gatunek: Komedia romantyczna
Premiera: 22 lutego 2002 (Świat) 07 lutego 2003 (Polska)
Obsada: Nia Vardalos, John Corbett, Lainie Kazan, Michael Constantine, Louis Mandylor, Gia Cardies, Joey Fatone, Fiona Reid, Bruce Gray, Andrea Martin, Ian Gomez
Niektóre
filmy, choć mają już wiele lat na karku wciąż nie przestają się
nudzić. Wiele z nich to filmy ponadczasowe, tak zwane klasyki, który
każdy powinien znać i choć raz w życiu obejrzeć. Inne z kolei to
takie, do których bardzo chętnie powracamy ze względu na to, że
dostarczają nam wielkiej rozrywki, w ten czy inny sposób. Do
jednego z takich filmów należy „Moje wielkie greckie
wesele” w reżyserii
Joela Zwicka. Choć film ma już dziesięć lat to grono jego fanów
stale się powiększa, a fani oglądają go przynajmniej raz do roku,
jak nie częściej. Skąd ten sukces? Grecja, humor, miłość,
rodzina... wszystko to znajdziemy w tej niezwykle pozytywnej
produkcji.
Toula
Portokalos (Nia Vardalos)
jest jedyną niezamężną córką z greckiej rodziny, a ma już
trzydzieści lat. Zaniedbana i wciąż silnie związana ze swoją
rodziną ma problemy ze znalezieniem mężczyzny swojego życia, w
szczególności, że rodzina wymarzyła sobie dla niej Greka. Pewnego
dnia postanawia wziąć życie w swoje ręce. Idzie na kurs, zmienia
styl i ostatecznie opuszcza stanowisko kelnerki w greckiej
restauracji swojego ojca na rzecz pracy w biurze podróży. Tam też
dostrzega go Ian Miller (John
Corbett), do którego
potajemnie wzdychała, gdy odwiedzał restaurację. Pomimo odmiennej
narodowości i religii zaczynają się ze sobą spotykać, co
przeradza się w prawdziwe uczucie mogące przetrwać wszelkie
przeciwności losu.
Filmów
takich jak „Moje wielkie greckie wesele”
nie ma zbyt wielu na świecie. Choć od premiery chciano powtórzyć
sukces w wielu różnych krajach, to chyba żaden nie stał się tak
słynny i tak dobry jak ten o życiu Greków. Na plus przemawia tutaj
nie tylko grecka familia, ale też niepowtarzalny subtelny humor oraz
prawdziwość całej koncepcji. Więzy rodzinne i siła miłości to
dwa najbardziej nieposkromione żywioły, które scenarzystka a
zarazem aktorka tego filmu stara się udobruchać. To co
najważniejsze w tym filmie to właśnie niezwykle silne więzy krwi
rodzin greckich. Tradycje, zwyczaje, a także przekonania religijne
to coś co zdecydowanie wyróżnia tę narodowość o każdej innej.
Każdy kto pojedzie do Grecji przekona się o niesłychanej
gościnności i dobroduszności mieszkańców tego niesamowitego
kraju o wielkiej historii. Dzięki produkcji „Moje
wielkie greckie wesele” poznajemy
ten kraj z zupełnie innej strony, a dokładniej od strony
organizacji wesela, które musi być niezwykle strojne i huczne,
niemalże jak u Cyganów- choć u nich to już jest lekka przesada,
która zakrawa o szaleństwo. Przekonamy się, że nie tylko wesela
są u nich ogromnym wydarzeniem, ale także i zwyczajne domowe
imprezy, które co niektórych mogą wprawiać w osłupienie i
swoisty dyskomfort. Poznamy przekonania Greków, że córki powinny
wychodzić tylko za Greków. Oczywiście w dzisiejszych czasach
rzadko kiedy się o tym mówi i rzadko kiedy to właśnie rodzina
wybiera męża, ale co bardziej staroświeckie egzemplarze będą się
tej tradycji trzymać. Kiedy przychodzi do starcia z miłością to
trzeba przyznać, że mężczyzny takiego jak Ian to ze świecą w
ręku szukać. Rzadko zdarza się, aby teraz jakiś człowiek
dokonywał takich poświęceń jak on, aby móc na zawsze być z
kobietą, którą kocha. Jest to niezwykłe i w zasadzie bardzo
porusza.
Silne charaktery i poczucie humoru Greków także znalazło swoje
miejsce w tej produkcji. To właśnie dzięki nim jest się tutaj z
czego pośmiać. Do tej pory bawią odzywki Gusa- ojca Touli, dla
którego lekarstwem na wszystkie skórne dolegliwości jest płyn do
mycia szyb o nazwie Windex (ciekawe, czy u nas z Clina były podobny
pożytek), czy chociażby dowody na to, że niemalże każde słowo
pochodzi z języka greckiego. Ponadto bawią dowcipy braci i kuzynów
Touli, które trafiają, niestety, w biednego Iana nieznającego
greckiego. Śmieszyć może także początkowe skrępowanie kobiety w
relacjach z Ianem, bo przecież kto z nas się nie śmiał, kiedy na
prośbę Mike'a o dolanie kawy, trafia ona do filiżanki Iana- jego
kolegi. Na szczęście postawiono na naturalność, w związku z czym
nic nie wydaje się być wymuszone, czy jakoś niepasujące do
całości sytuacji. Nie ma tutaj wulgarnych i obleśnych dowcipów,
które niejednokrotnie zrażają do całej produkcji.
Nia
Vardalos nie tylko napisała scenariusz do „Moje
wielkie greckie wesele”,
ale także w nim występuje. W dodatku, obsadziła swoją osobę w
najważniejszej roli i całej produkcji wyszło to na dobre. Przede
wszystkim dlatego, że dzięki swoim greckim korzeniom jest bardzo
dobrze obeznana z greckimi zwyczajami. W dodatku ma idealną do tego
urodę, czym porusza serca wielu fanów, ale też i kolegów po
fachu. Można też powiedzieć, że film ten po części stanowi
także odwzorowanie jej własnego życia, jako, że sama wzięła
ślub z Amerykaninem- Ianem Gomezem, który też występuje w tym
filmie, w roli przyjaciela Iana- Mike'a. Vardalos występuje na
ekranie wraz z Johnem Corbettem. Razem tworzą niezwykły duet i
trzeba im przyznać, że pasują do siebie. Corbett wypada bardzo
przekonująco i o dziwo potrafi być zabawny. Co prawda nie jak
Vardalos, bo ona tutaj bije samą siebie, no ale jak na mężczyznę
radzi sobie świetnie! Nie sposób wymienić tutaj całej rodziny
Portokalos, która została stworzona specjalnie dla Vardalos, ale
nie można też o nich zapomnieć, bo to właśnie oni są motorem
zapalającym całej tej historii, a przy tym sprawiają, że jest
zabawnie i przyjemnie. Tworzą prawdziwie przyjemną rodzinę, choćby
taka ciotka Voula, a w tej roli Andrea Martin, która wypada
rewelacyjnie! Jest przesympatyczną i bardzo ciepłą osobą, od
której nie sposób oderwać się, gdy raz Cię przytuli. Wiele
zamieszania robi także Michael Constantine, który wciela się w
rolę ojca Touli- Gusa. Choć wydaje się być ostry to jednak
wywołuje tylko same przyjemne uczucia. W filmie zobaczymy także
gwiazdę niegdysiejszego boysbandu 'N Sync- Joeya Fatone.
O
kinematograficznym obrazie „Moje wielkie greckie
wesele” można mówić
jedynie same pozytywne rzeczy, bo choć nie jest to może i wybitne
dzieło to jednak sprawia fabuła i kierunek, w którym podąża
sprawiają, że staje się on ponadczasowym hitem. Znają go dorośli,
znają go dzieci, bo ten film to nie tylko historia o przepięknej
miłości, która potrafi przetrzymać wszystko, ale również i o
rodzinie, która bez względu na wszystko zawsze będzie przy Tobie,
czy tego chcesz, czy też nie. Koncepcja ta zaprezentowana została z
poczuciem humoru, ale przede wszystkim nie brak jej tego niezwykłego
greckiego klimatu, za który właśnie kochamy ten film. To z niego
rodzi się ogromna miłość do Grecji, a przecież nawet się tam
nie wybieramy podczas seansu. Jednakże rzadko spotykana serdeczność
Greków i ich radość ducha sprawia, że chcielibyśmy być częścią
takiej rodziny.
Prześlij komentarz