NOWOŚCI
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Steven Spielberg. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Steven Spielberg. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 4 marca 2018

SZORTY #47: Uciekaj, Czwarta władza, Kształt wody

Oryginalny tytuł: Get Out! | Reżyseria: Jordan Peele | Scenariusz: Jordan Peele | Obsada: Frances McDormand, Woody Harrelson, Sam Rockwell, John Hawkes, Peter Dinklage, Abbie Cornish, Lucas Hedges, Želijko Ivanek | Kraj: USA | Gatunek: Horror
Premiera: 23 stycznia 2017 (Świat) 28 kwietnia 2018 (Polska)
Ocena: 5/10

     Ewenement w historii Oscarów, pierwszy raz od kiedy jestem z nimi w bliższych stosunkach wśród nominacji pojawia się film z gatunku grozy. Oczywiście, trzeba mieć na względzie to, że produkcja Jordana Peele nie jest typowym tworem z tej kategorii. Nie mniej, obraz traktuje o problemie, który aż prosi się chociażby o wspomnienie o nim w trakcie ceremonii.
    Młoda para zakochana w sobie bez pamięci. Ona jest piękną białą kobietą, a on urodziwym czarnym mężczyzną. Przyjeżdżają do posiadłości jej rodziców na weekend, w celu bliższego zapoznania obydwóch stron. Podczas jednego z przyjęć mężczyzna dostrzega jak bardzo wszyscy otwarci są na kontakty z czarnoskórymi. W dodatku spora część sama związała się z ludźmi tej rasy. Dochodzi jednak do incydentu, który każe mu przypuszczać, że coś jest nie w porządku. Kiedy odkrywa sekret domu rodziców ukochanej musi działać szybko. Musi uciekać!
     „Uciekaj!” jest filmem dość zaskakującym. Stonowanym, intrygującym, ale... na pewno nie strasznym. Ma swój osobliwy klimat, który z pewnością jest mocno przytłaczający. Uczucie niepewności i osaczenia towarzyszy przez większość seansu. Pomyśleć, że wszystko zaczyna się tak bardzo niepozornie, jak zwykła sielska historyjka miłosna. W końcu co może być podejrzanego w wyjeździe z dziewczyną do rodziców? Wydaje się, że nic. Fabuła nie rozwleka się niemiłosiernie, buduje względne napięcie, które znajduje swoje ujście. Nie jest to może szczyt geniuszu, ale przez temat którego dotyka musiał się spotkać z uznaniem- pomimo tego, że sklasyfikowano go jako horror. Odkrycie przez Chrisa tajemnicy jego dziewczyny jest niczym lodowaty prysznic- zaskakujący i przejmujący do kości. Jednakże sama jego koncepcja to coś z kategorii fantastyki naukowej niżeli typowego horroru. Opowieść zmusza do refleksji czy taka sytuacja w ogóle jest możliwa, w końcu czy możliwy jest transfer osobowości? W wielu filmach wysuwano teorie o przeniesieniu umysłu człowieka do maszyny- w końcu, według założeń, to tylko kod źródłowy. Twórcy coraz bardziej przyzwyczajają nas do takiej opcji. Drugim podłożem tego obrazu jest społeczeństwo czarnoskórych, a bardziej kwestie rasizmu. W czasach tak bardzo tolerancyjnych i tak bardzo otwartych na zmiany już zapomina się o tym problemie. Ktoś kiedyś jednak stwierdził, że tak wielka sympatia do czarnoskórych tylko dlatego, że są czarnoskórzy i według niektórych wręcz idealni do niektórych celów, to też pewna odmiana rasistowskiej ideologii. Właśnie tym wszystkim jest ten film. Z jednej strony stawia na piedestale Afroamerykanów, a z drugiej nie obawia się zanegować za to drugiej strony barykady. Mnie osobiście nie ujął film swoim przesłaniem, oczywiście dociera do mnie, ale nie uważam samej realizacji za godną Oscarów.
Oryginalny tytuł: The Post | Reżyseria: Steven Spielberg | Scenariusz: Liz Hannah, Josh Singer | Obsada: Meryl Streep, Tom Hanks, Sarah Paulson, Bob Odenkirk, Tracy Letts, Bradley Whitford, Bruce Greenwood | Kraj: USA | Gatunek: Dramat
Premiera: 22 grudnia 2017 (Świat) 16 lutego 2018 (Polska)
Ocena: 5/10

     Dlaczego do Oscarów nominowane są filmy, których ja nie toleruję? Cóż, najwyraźniej Akademia Filmowa testuje moje granice wytrzymałości. Nie ma dla mnie nic bardziej nudnego niż filmy polityczne. A w tym gatunku kręci się Steven Spielberg ze swoją „Czwartą władzą”. I to chyba jedyny film w trakcie którego przez pierwszą połowę robiłam wszystko tylko nie patrzyłam na ekran.
     Sekret skrywany przez lata w końcu może ujrzeć światło dzienne. Ekipa redakcyjna The Post wchodzi w posiadanie tajnego raportu, który może zaważyć na wierze obywateli amerykańskich w ich idealny Rząd. Naczelny wydawca dziennika (Meryl Streep) może stracić wszystko na co jej rodzina pracowała przez lata. Jednakże wraz z przyjacielem (Tom Hanks) postanawiają pójść za ciosem i opublikować artykuł przed New York Timesem.
     Jak to bywa w przypadku takich filmów, jak „Czwarta władza” zanim akcja konkretnie się rozkręci trzeba się niemożliwie wymęczyć. Tak można nazwać moje odczucia- męczarnią, podczas pierwszej połowy filmu, gdzie silnie walczyłam z przymykającymi się powiekami. Ślamazarny początek, cała masa tajemnic bez jakiegokolwiek pobudzenia zmysłów czytelnika. Konspiracje i potok słów wypowiadany przez bohaterów. W tym czasie aktorsko wykazać może się zarówno Meryl Streep, jak i Tom Hanks. Ciekawe kreacje, ale niezbyt pamiętliwe, więc dla mnie nie są idealne. Prawdziwa akcja rozpoczyna się w chwili, gdy do redakcji trafiają materiały. Wtedy wszystko nabiera tempa. Napięcie sięga zenitu, bo dochodzi do prawdziwej batalii między prasą a władzą. Rozterki między służeniem dla narodu poprzez pisanie prawdy, a słuchanie głosu z góry nakazującego zaprzestanie procedury. Zaczyna się prawdziwa walka z czasem, ale przede wszystkim z własnymi ograniczeniami. Wtedy bohaterowie stawiają na szali swoje życia, reputację oraz przyszłość. Z jednej strony służba obywatelom, a z drugiej własne ambicje bycie najlepszymi wśród konkurentów, pierwszymi którzy wyjawią światu pilnie strzeżoną tajemnicę. Mnie ta historia w ogóle nie bierze, w szczególności, że wiele było już podobnych filmów. Nie jest to nic odkrywczego, co zasługiwałoby na nagrodę. W końcu dwa lata temu statuetkę odebrał film „Spotlight”. Myślę, że wystarczy tych dziennikarskich zasług.

Oryginalny tytuł: The Shape of Water | Reżyseria: Guillermo del Toro | Scenariusz: Guillermo del Toro, Vanessa Taylor | Obsada: Frances McDormand, Woody Harrelson, Sam Rockwell, John Hawkes, Peter Dinklage, Abbie Cornish, Lucas Hedges, Želijko Ivanek | Kraj: USA, Wielka Brytania | Gatunek: Dramat, Komedia, Kryminał
Premiera: 31 sierpnia 2017 (Świat) 16 lutego 2018 (Polska)
Ocena: 7/10

     Do filmów Guillerma del Toro mam sporą słabość. Wszystko zaczęło się w czasach, gdy na ekranach pojawił się „Labirynt fauna”. Po tak wielu latach ten wyjątkowy reżyser i scenarzystach ponownie zabiera nas w świat fantazji, kolejny raz ujmując nas niebanalną historią.
     Niema kobieta prowadzi bardzo spokojne życie w małym mieście, za sąsiada mając niespełnionego artystę, a za przyjaciółkę najszlachetniejszą kobietę na świecie. Pracując jako sprzątaczka w centrum badawczym może pozwolić sobie na zwykłe życie. Jednakże ulega ono diametralnej zmianie, gdy do centrum sprowadzone zostaje tajemnicze stworzenie z Amazonii. Tych dwoje od razu znajdują wspólny język, pomimo tego, że nie porozumiewają się za pomocą słów. Gdy obiekt ma zostać inwazyjnie przebadany kobieta podejmuje ryzykowną decyzję.
     „Kształt wody” to taka współczesna baśń dla dorosłych. Wizualnie hipnotyzująca, przepełniona seksualnością i emocjami, ale zupełnie nieangażująca widza. Del Toro świetnie daje sobie radę z nakładaniem świata fantazji na brutalną rzeczywistość. Mydli oczy, do tego stopnia, że zachwyca nie dopuszczając do strachu. Jest to bardzo enigmatyczna opowieść o ludzkiej odwadze, ale również i okrucieństwie. Pełno tutaj krwi, pełno niewypowiedzianych słów, pełno uroku. To wszystko jest tak bardzo magiczne, że aż zapierające dech w piersi. Cudowna istota, bardzo surowe otoczenie i całkowicie delikatna, niewinna kobietka, która łączy te dwa światy. Tylko ona potrafi zrozumieć jego i tylko on potrafi zrozumieć ją. Oboje są poza wszelkimi barierami i porozumiewają się perfekcyjnie, pomimo tego, że żadne z nich nie wypowiada najmniejszego słowa. Są uosobieniem subtelności i piękna. Drugą stronę medalu prezentuje Michael Shannon i jego postać Stricklanda, która jest tutaj tym czarnym charakterem, uosobieniem wszystkiego co złe, zwyczajnie chorej ambicji, ale też i strachu. Del Toro posuwa się tutaj do rzeczy, które obce są zwyczajnemu człowiekowi, nawet lubującemu w świecie kina. Niejednokrotnie wzbudza oburzenie, czy obrzydzenie. Nie mniej, sceny te jedynie podkreślają charakter bohaterów- przede wszystkim uwydatniając ich poczucie samotności, ale też i baśniowy wydźwięk produkcji, gdzie w pierwowzorach nie brakowało brutalności, czy jednoznacznych sytuacji. Pięknie się patrzy na ten film, fabuła pełna jest uroku, ale i wojennej brutalności- kiedy to Rosja walczyła z USA o władzę w świecie. Kompozycje Alexandra Desplata nie mają sobie równych idealnie ubierając tę produkcję w wyjątkowy charakter. Jedyne co przeraża przy tym filmie, to choć jest on niemalże idealny, to jakoś całkowicie bezpłciowy. Osobiście miałam problem, żeby emocjonalnie zaangażować się w historię i finał autentycznie mną nie wstrząsnął. Choć może powodem jest również jego przewidywalność.

czwartek, 21 stycznia 2016

SZORTy #28: Most szpiegów, Pokój, Brooklyn

Oryginalny tytuł: Bridge of Spies | Reżyseria: Steven Spielberg | Scenariusz: Matt Charman, Ethan Coen, Joel Coen | Obsada: Tom Hanks, Mark Rylance, Scott Shepherd, Amy Ryan, Sebastian Koch, Alan Alda, Austin Stowell, Will Rogers | Kraj: USA | Gatunek: Dramat, Thriller
Premiera: 04 października 2015 (Świat) 27 listopada 2015 (Polska)
Ocena: 6/10

     Steven Spielberg jest jednym z najbardziej wszechstronnych twórców współczesnego kina. Jego produkcje to różnorodna tematyka- począwszy od dinozaurów, przez animację, a na wojennych obrazach kończąc. W klimacie tego ostatniego znajduje się jego najnowszy twór, doceniany przez krytyków „Most szpiegów”.
    Czasy Zimnej Wojny. Amerykański prawnik staje w obronie człowieka oskarżonego o szpiegostwo. Kiedy przegrywa sprawę dostaje tajną misję od CIA wymiany skazanego za przetrzymywanego w ZSRR amerykańskiego pilota.
     Nie wstydzę się mówić o tym głośno. W moim odczuciu „Most szpiegów” jest chyba najnudniejszym filmem Spielberga, jakie miałam okazję oglądać w swoim krótkim życiu. Oczywiście, kwestią może być też to, że filmy szpiegowskie, usytuowane w okresie Zimnej Wojny, nigdy szczególnie mnie nie fascynowały- nawet te z gatunku komedii. Trudno więc oczekiwać, że w większości przegadany film, opierający swoją fabułę na wymianie jeńców zrobi na mnie spektakularne wrażenie. Jest to obraz bardzo monotonny. Jego prostolinijność i statyczność jest tak koszmarnie nużąca, że cały seans ciągnie się w nieskończoność. Jedyne czego nie można mu odmówić, to niesamowity klimat. W większości ukształtowany zostaje przez surową, momentami bardzo mroźną scenerię. Mroczne zdjęcia berlińskich i wrocławskich uliczek, zrealizowane przez naszego rodaka i ulubionego operatora Spielberga- Janusza Kamińskiego, dodają uroku, a także enigmatyczności całemu obrazowi. Do tego dochodzą jeszcze wspaniałe kompozycje utworzone przez Thomasa Newmana. Sami mistrzowie w takim przeciętnym filmie, to aż boli. W szczególności, gdy pod uwagę weźmiemy również Toma Hanksa, który świetnie spisuje się na ekranie. Zdecydowanie jest to bardziej film dla ludzi gustujących w podobnych klimatach, dla innych- choć docenią oni dobry poziom obrazu, całość będzie zdecydowanie zbyt flegmatyczna, ale piękna.

Oryginalny tytuł: Room | Reżyseria: Lenny Abrahamson | Scenariusz: Emma Donoghue | Obsada: Brie Larson, Jacob Tremblay, Joan Allen, Sean Bridgers, Willam H. Macy, Amanda Brugel, Cas Anvar | Kraj: Irlandia | Gatunek: Dramat
Premiera: 04 września 2015 (Świat) 26 lutego 2016 (Polska)
Ocena: 8/10

      Twórca przebojowego „Franka”- Lenny Abrahamson, tworzy niesamowicie klimatyczny film, który może przysporzyć mu Oscara w kilku kategoriach. „Pokój” będący ekranizacją powieści Emmy Donoghue, która stworzyła scenariusz filmu zbiera uznanie krytyków całego świata.
     Pięcioletni chłopiec od początku swojego życia mieszka ze swoją matką w małym pokoju. Dopiero po jego piątych urodzinach kobieta uzmysławia mu, że te cztery ściany nie są całym światem, a jedynie miejscem, w którym zostali zamknięci.
      Wydawałoby się, że film jest raczej niepozorny, a przynajmniej tak się zaczyna. Matka, syn, jeden pokój, co w tym nienormalnego? No cóż, gdyby to było więzienie, to faktycznie... całkiem normalna rzecz, ale cztery ściany sprawiają wrażenie najtańszego mieszkania jakie człowiek widziałby w świecie. Zastanawiające jest jednak zamknięcie i historie, którymi matka darzy swojego synka, wyglądającego jak dziewczynka. Wkrótce jednak poznajemy okrutną prawdę i towarzyszymy bohaterom w dążeniu do zmian. Desperackie posunięcia sprawiają, że ciężko jest nie wstrzymać oddechu i wyczekiwać w napięciu, jak rozwinie się sytuacja. Kiedy jednak mamy teoretyczny finisz, a tu się okazuje, że minęła dopiero połowa filmu szybko uzmysławiamy sobie, to co oczywiste. Twórcy postanowią skupić się na wydarzeniach po i tym jak zamknięcie w tytułowym Pokoju odmieniło ich psychikę. W szczególności Joy, bo to w końcu ona siedziała tam najdłużej, ale też i małego Jacka, który całe swoje dzieciństwo spędził w odosobnieniu mając u swojego boku jedynie własną matkę i to 24 godziny na dobę przez siedem dni w tygodniu. Takie wydarzenia nie pozostają bez wpływu na człowieka i właśnie na próbie przeanalizowania, a także pomocy ofiarom koncentruje się reszta filmu. Tu już robi się bardziej dramatycznie, ale na swój sposób napełnia to również nadzieją i optymizmem. Twórcom udało się stworzyć klaustrofobiczne otoczenie, mocno obezwładniające, ale też mogli bardziej poszaleć przy otwartej przestrzeni. Nie mniej, dzięki Brie Larson i jej filmowemu synkowi Jacobowi Trembley'owi udało się zrobić bardzo emocjonujący, zajmujący, ale przede wszystkim wstrząsający i wciągający film.

Oryginalny tytuł: Brooklyn | Reżyseria: John Crowley | Scenariusz: Nick Hornby | Obsada: Saoirse Ronan, Emory Cohen, Domhnall Gleeson, Jim Broadbent, Julie Walters, Jane Brennan | Kraj: Wielka Brytania, Kanada, Irlandia | Gatunek: Melodramat
Premiera: 16 kwietnia 1988 (Świat) 24 stycznia 2014 (Polska)
Ocena: 6/10

      Większość zapewne uwielbia Crowleya za to, że dał im wspaniałego „Detektywa”. Inni usłyszą o nim dopiero przy okazji najnowszego i bardzo klimatycznego filmu pełnometrażowego o tytule „Brooklyn”, którym zdobył serca krytyków.
     Młoda kobieta postanawia opuścić swoją rodzimą Irlandię i wyrusza przez ocean, aby rozpocząć nowe życie. Przybywa do Brooklynu, gdzie lokum i pracę znalazł jej zaprzyjaźniony pastor. Tęsknota za domem nie przeszkadza jej jednak w odnalezieniu szczęścia.
     Bardzo banalna opowieść, taka jakich wiele jest w dzisiejszej kinematografii. Migracje i tęsknota za domem nie jest już niczym nowym, ale oczywiście można ją opowiedzieć w zupełnie inny sposób. Tutaj młoda kobieta rozwija swoją karierę, rozpoczynając pracę w Nowym Jorku jako sprzedawczyni, a kończy zdecydowanie wyżej. Poznaje miłość życia i to wokół jej emocji toczy się cała akcja tej niezwykłej produkcji. Tragiczne wydarzenie sprawia, że musi powrócić w rodzinne strony, a tam jej uczuciami zachwieje inny człek. A przynajmniej, tak by się wydawało. Dziewczyna będzie musiała dokonywać wyborów, ale przede wszystkim stawiać czoła wścibskim oczom i szeroko rozwartym uszom, bez względu na to, jak bardzo będzie chciała być oparciem dla swojej samotnej matki. W dość zakamuflowany sposób prezentuje się trudy życia w Irlandii w latach 50-tych. W zasadzie nie uwydatnia się tego w żaden zaskakujący, czy przejmujący sposób- a szkoda, bo może nabrałoby to większego wyrazu i byłoby bardziej emocjonująco. Wszystko jednak koncentruje się na młodej Ellis i jej rozterkach. Dobra rola Saoirse Ronan, choć momentami wygląda dość posągowo i nazbyt poważnie. Na pewno nie można odmówić produkcji klimatu. Jest to autentycznie śliczny obraz, z barwnymi kreacjami, wspaniałymi plenerami i ślicznymi zdjęciami. Ma to swój urok, który świetnie podkreśla fabułę. Całość ładnie się ze sobą komponuje, aczkolwiek produkcja jest zdecydowanie zbyt monotonna, a fabuła za mało porywająca, aby udało się zapamiętać film na dłużej.

sobota, 23 lutego 2013

1031. Lincoln, reż. Steven Spielberg

Reżyseria: Steven Spielberg
Scenariusz: Tony Kushner
Na podstawie: książki Doris Kearns Goodwin „Team of Rivals: The Political Genius of Abraham Lincoln”
Zdjęcia: Janusz Kamiński
Muzyka: John Williams
Kraj: USA
Gatunek: Biograficzny, Polityczny
Premiera: 08 października 2012 (Świat) 01 lutego 2013 (Polska)
Obsada: Daniel Day-Lewis, Tommy Lee Jones, Sally Field, Joseph Gordon-Lewitt, David Strathairn, James Spader, Hal Holbrook, John Hawkes, Jackie Earle Haley, Bruce McGill, Jared Harris, Lee Pace i inni 

    Człowiek wielki, nie tylko z powodu swojego wzrostu, ale przede wszystkim za sprawą swoich historycznych czynów. Abraham Lincoln był postacią bardzo kontrowersyjną, ale przez większość czasu lubianą. Wychwala się go za geniusz strategiczny, polityczny, no i prawniczy. Jego osoba stała się przedmiotem rozważań Doris Kearns Goodwin w jej książce, która z kolei stała się mocnym merytorycznym fundamentem dla Stevena Spielberga do nakręcenia filmu o tytule „Lincoln”. Efekt mocno zaskakuje, w szczególności, że pracowano nad produkcją dziesięć lat. Jeszcze bardziej zaskakują tak liczne nominacje do najróżniejszych nagród, ale widać w tym nutę patriotyzmu oraz pochwały nad dokonaniami prezydenta.

poniedziałek, 6 grudnia 2010

327. Indiana Jones i Królestwo Kryształowej Czaszki, reż. Steven Spielberg

wtorek, 23 listopada 2010

093. Park Jurajski, reż. Steven Spielberg

Oryginalny tytuł: Jurassic Park
Reżyseria: Steven Spielberg
Scenariusz: Michael Crichton, David Koepp
Na podstawie: powieści Michaela Crichton'a
Zdjęcia: Dean Cundey
Muzyka: John Williams
Kraj: USA
Gatunek: Przygodowy
Premiera światowa: 09 czerwca 1993
Premiera polska: 03 września 1993
Obsada: Sam Neil, Laura Dern, Jeff Goldblum, Richard Attenborough, Ariana Richards, Joseph Mazzello, Samuel L. Jackson, Wayne Knight

    Dr Alan Grant i Ellie Sattler są paleontologami prowadzącymi wykopaliska w poszukiwaniu szczątki  dinozaurów. Pewnego dnia na ich wykopaliskach pojawia się John Hammond, prosząc o pomoc. Chce, aby to właśnie oni zaakceptowali jego nowy park rozrywki, a w zamian da im dofinansowanie do badań. Grant i Sattler skuszeni propozycją lecą wraz z Hammondem i innym naukowcem Ianem Malcolmem na wyspę. Podczas prezentacji okazuje się, że nie jest to zwykły park rozrywki, tylko park z jurajskimi stworzeniami, dinozaurami. Na wyspę przybywają również wnuki Hammonda, Lex i Tim. Wraz z naukowcami udają się na przejażdżkę po parku, aby popatrzeć na dinozaury. Na nieszczęście jeden z pracowników wyłącza zasilanie, aby ukraść próbki  DNA różnych dinozaurów. Na skutek  tego samochody napędzane prądem zatrzymują  przed wybiegiem Tyranozaurusa.  Naukowcy oraz dzieci szybko zmieniły zdanie odnośnie parku, gdy tylko mięsożerny dinozaur wydostał się ze swojej zagrody.
     Film powstał na podstawie bardzo ciekawego pomysłu. Udało się. Film jest interesujący i w ogóle nie nudzi. Można go oglądać bez przerwy a i tak się nie znudzi. Jestem tego żywym dowodem, oglądałam go już tyle razy, że nawet bez obejrzenia tego filmu wczoraj w TVNie mogę go wam opowiedzieć ;P Zakończenie jest oczywiste, wszystko dobrze się kończy chociaż można powiedzieć, że nie do końca.
    Pomimo tego, że film nie jest typowym horrorem to jednak trzyma w napięciu. Jest kilka scen, które dają nam takie odczucie. Zaczynając od samego początku filmu, gdzie widzimy zmagania z Raptorami, które kończą się tragicznie dla jednego z pomocników, przechodząc przez atak Tyranozaurusa na samochody z naukowcami i dzieciakami, a skończywszy na wizycie Raptorów w kuchni ;P Tak zdecydowanie można powiedzieć, że film ten trzyma w napięciu od początku do końca.
    Jedynym, ale za to mocnym atutem i efektem tego filmu są dinozaury. Pomimo tego, że ten film ma już 13 lat to jak na tamte możliwości to te dinozaury wyglądają bardzo efektownie. Są bardzo realistycznymi stworzonkami. Ryczą i poruszają się w sposób, że potrafią przerazić widza, ale pomimo tego i tak chciałabym, żeby gdzieś był taki park tylko, że może z bardziej efektywnymi zabezpieczeniami ;P Dużym plusem są tutaj także zdjęcia przyrody na których tle dinozaury prezentują się interesująco i bardziej realistycznie.
    Postacią która zasługuje na uwagę jest Alan Grant, który z początku nie lubi dzieciaków, ale po tych straszliwych przeżyciach, jak i po tym, że musiał dzieciaki wybawiać z opresji to jego negatywne nastawienie się zmienia o 180 stopni. Kolejną postacią jest John Hammond. Postać z wielkimi marzeniami trochę jednak zbyt wygórowanymi i nierealnymi do spełnienia w stu procentach. Reszta obsady nie budzi zastrzeżeń, wszyscy zagrali bardzo przekonująco.
    Film bardzo mi się podobał, mogłabym go oglądać przerwy. Jest jednym z moich ulubionych filmów.

077. Monachium, reż. Steven Spielberg

Oryginalny tytuł: Munich
Reżyseria: Steven Spielberg
Scenariusz: Tony Kushner,  Eric Roth
Na podstawie: książki "Vengeance: The True Story of an Israeli Counter-Terrorist Team" George'a Jonasa
Zdjęcia: Janusz Kamiński
Muzyka: John Williams
Kraj: USA
Gatunek: Dramat, Sensacyjny
Premiera światowa: 23 grudnia 2005
Premiera polska: 27 stycznia 2006
Obsada: Eric Bana, Geoffrey Rush, Daniel Craig, Ciaran Hinds, Mathieu Kassovitz, Hanns Zischler, Matheiu Amalric

    W 1972 roku podczas Igrzysk Olimpijskich w Monachium doszło do tragedii. Członkowie "Czarnego Września", palestyńskiej organizacji, wdarli się na teren olimpijskiej wioski, zabili na miejscu 2 członków izraelskiej reprezentacji. Dziewięciu pozostałych zabrali na lotnisko gdzie miały na nich czekać śmigłowce. Podczas akcji terrorystycznej, dziewięciu sportowców i pięciu z ośmiu terrorystów zginęło. Wydarzenia obserwowane były w telewizji przez wielu widzów. Po tych strasznych wydarzeniach Avnar został zaangażowany w tajemniczą akcję zabicia 11 ludzi odpowiedzialnych za zorganizowanie masakry w Monachium. Ma on do pomocy czterech ludzi, Steva, Carla, Roberta i Hansa. Avnar musi opuścić dom i rodzinę i wyjechać do Europy. Jednak poszukiwania strasznie się dłużą więc znajdują Louisa, należącego do organizacji, która potrafi znaleźć każdego człowieka.
    Film trwa prawie 3 godziny i według mnie jak na tak długi czas to mogliby zrobić coś bardziej efektownego. Film strasznie się dłuży, momentami jest strasznie nudny, ale nie brakuje mu także interesujących akcji. Już samo pokazanie archiwalnych zdjęć z czasu tej tragedii daje fajny efekt. Film bywa też ciekawy, mnie zaintrygowały pewne sytuacje, ale to i tak nie zmieniło tego, że się nudziłam i miałam ochotę skończyć oglądać film po 20 minutach ;P Tak jak mówię, jak na ten czas to mogli zrobić coś bardziej interesującego i żywszego.
    Jest kilka scen, które sprawiają, że ciarki przechodzą nam po plecach. Przynajmniej mnie przechodziły ;P sceny w których bohaterowie muszą być bardzo precyzyjni, jedna chwila nieuwagi i może dojść do tragedii. Jak na przykład zamach na jednego z celów, który ma rodzinę. Również sceny ucieczki były bardzo interesujące. W filmie właśnie bardzo brakowało mi tego napięcia, bo czułam lekki nim niedosyt. Liczyłam na coś więcej.
    Avnar musiał opuścić swój dom i pozostawić na jakiś czas swoją żonę. Nie było to łatwe, bo była ona w ciąży. Serce mu się zapewne krajało na myśl, że może go nie być przy narodzinach swojego dziecka. Jednak wszystko się dobrze ułożyło i mógł być tego świadkiem. Niepohamowana radość z bycia ojcem i niezwykła miłość do swojej żony. Ból po stracie swoich przyjaciół. I w końcu odchodzenie od zmysłów po całej tej misji i świrowanie, że ktoś chce go zabić, jego i jego rodzinę. Rozmaite uczucia ukazujące różne oblicza bohatera.
    Nie było w tym filmie jakiejś takiej specjalnie wyróżniającej się osoby z wyjątkiem Avnara. Niesamowita przemiana i to nie koniecznie na dobre. Z w pełni kochającego męża i ojca stał się przerażoną istotką widzącą wszędzie zagrożenie. Interesujące. Oczywiście pod pewnym względem pięciu tych bohaterów jest naprawdę niesamowitych. Takie poświęcenie dla narodu.
    Zawiodłam się, oj tak! Film zapowiadał się tak fantastycznie. A tutaj... nic! Tak czekałam na ten film... no ale cóż. Mam ambicję ;P obejrzeć wszystkie 5 filmów Oscarowych nominowanych w kategorii Najlepszy Film. Zostały mi tylko trzy :) ale spoko... mam je wszystkie ;P

poniedziałek, 18 października 2010

021. Wojna światów, reż. Steven Spielberg

Oryginalny tytuł: War of the Worlds
Reżyseria: Steven Spielberg
Scenariusz: Josh Friedman, David Koepp
Zdjęcia: Janusz Kamiński
Muzyka: John Williams
Kraj: USA
Gatunek: Sci- Fi / Thriller
Na podstawie: powieści H.G. Wellsa
Premiera światowa: 13 czerwca 2005
Premiera polska: 08 lipca 2005
Obsada: Tom Cruise, Dakota Fanning, Justin Chatwin, Miranda Otto 

    Ray Ferrier (Tom Cruise) jest pracownikiem portowym, który nie zbyt dobrze sprawdza się w roli ojca. Jego była żona (Miranda Otto) zostawia ich dzieci Rachel (Dakota Fanning) i Robbiego (Justin Chatwin)  pod jego opieką na weekend. Pewnego dnia rozpętuje się dziwna burza, a pioruny uderzają tylko w jedno miejsce tworząc dziurę w ziemi. Ray idzie zbadać sytuację, tak jak inni mieszkańcy miasteczka. W pewnym momencie, w miejscu, w którym powstała dziura, zaczyna pękać ziemia. Spod ziemi wyłania się gigantyczna,obca maszyna o trzech nogach, która zabija wszystkich znajdujących się w pobliżu ludzi oraz niszczy wszystko inne co staje jej na drodze. Przerażony Ray musi uciekać ze swoimi dziećmi. Stara się znaleźć bezpieczne miejsce, w którym będą mogli schować się przed okrucieństwem obcych. Nie jest to jednak takie proste, bo maszyn jest tysiące, a przez otaczające je osłony nie da się ich zniszczyć. Skoro nie nasza zaawansowana technika, to co będzie w stanie ocalić naszą planetę?
    Akcja jest dosyć prosta, ale zauważyłam pewne niejasności w filmie, które nie dają mi spokoju, dlatego muszę książkę przeczytać. Cały czas coś się dzieje a te wydarzenia sprawiają, że nie da się oderwać od nich wzroku. 
    Napięcie ma miejsce cały czas. współgra ono z tym klimatem panującym w filmie. Czasami to napięcie sprawiało, że łzy płynęły mi po policzkach. 
    Ze względu na dużą ilość przerażających oraz odrażających scen, film ten to na pewno thriller. Film to historia ataku kosmitów na Ziemię więc to także science fiction. Ja bym dodała jeszcze, że jest to film katastroficzny. W końcu, gdyby nie cud to kosmici zgładziliby całą rasę ludzką z powierzchni Ziemi. 
    Efekty są jedną z mocnych stron tej produkcji. Dziwna burza, powstanie z ziemi pierwszego trójnoga, niszczenie mostu a przede wszystkim już same te trójnogi ich gigantyczność. Wszystko to zapiera dech w piersi.
    Film widziałam w kinie, więc może dlatego ta ocena jest taka wysoka,ponieważ w kinie wszystko ma lepszy efekt nawet najbardziej badziewny film. Płakałam, śmiałam się, byłam przerażona a jednocześnie myślałam,jakby to było gdyby akcja filmu została przeniesiona do rzeczywistości.