NOWOŚCI
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą podróż. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą podróż. Pokaż wszystkie posty

środa, 12 lipca 2017

Książka #452: Biuro Podróży Samotnych Serc. Kierunek: Chile, aut. Katy Colins

 
    Porzucona panna młoda, jedna wycieczka, która odmieniła jej życie, trzy fascynujące książki i ogromna ilość sprzedanych egzemplarzy na całym świecie. Oto skrócony życiorys młodej kobiety, która po ciężkim rozstaniu zostawiła wszystko co nie mieściło się do jej plecaka i wyjechała do Tajlandii. Była to jej pierwsza samotna podróż. Od tego czasu podróżowała po całym świecie, również do Indii, czy Chile. To właśnie te ostatnie stały się inspiracją do jej trzeciej powieści z cyklu „Biura Podróży Samotnych Serc”, gdzie wystawiła swoją bohaterkę na niezwykłe przeżycia.

     Georgia i Ben prowadzą świetnie prosperujące biuro podróży. Dodatkowo w ich związku podjęli kolejny krok naprzód i zamieszkali ze sobą. Akurat przytrafiła się niezwykła okazja do kolejnej niesamowitej podróży, a przy okazji darmowej reklamy dla ich biura podróży. Jedna ze stacji telewizyjnych realizuje program typu reality show, w ramach którego cztery pary idealnie godzące prowadzenie wspólnego biznesu i życie osobiste wyjechałyby na wspólną wyprawę do Chile. Poza sprawdzeniem swoich więzi mają szansę na wygranie konkretnych pieniędzy, która mogłaby przysłużyć się rozwojowi biznesu. Georgia i Ben bez mrugnięcia okiem przystają na propozycję, w szczególności, że Georgia ma nadzieję na wyjątkowe wydarzenie, które odmieni ich życie.
     Powieści z serii „Biuro Podróży Samotnych Serc” to swoisty ewenement na rynku wydawniczym. Historia wsparta na prawdziwych wydarzeniach z życia autorki, trochę tutaj obyczajówki, trochę romansu i w dodatku całkiem sporo literatury przyrodniczej. „Kierunek: Chile” jest chyba najbardziej fascynującą z tych trzech książek. Już na samym początku będzie w stanie zaintrygować każdego sympatyka programów typu reality show, ale nie tych z kategorii „Big Brother”, a bardziej podróżniczych szkół przetrwania typu „Survivors”. Fabuła, gdzie wyprawa dyktowana jest udziałem w programie, gdzie uczestnicy biorą udział w różnych konkurencjach- od razu uprzedzę, że niezbyt jest ich dużo, ani w żaden sposób nie równają się z tymi, które czekają na uczestników „Amazing Race”, stanowi to nie lada gratkę, która urozmaica całą serię. Zaskakujące jest to, jak autorce udało się poprowadzić te książki. W każdej z trzech propozycji mamy nie tylko różne kraje do zwiedzania, ale przede wszystkim zupełnie inne bodźce, aby w tych wycieczkach uczestniczyć. Trochę zaskakujące jest to, że nie wynika to z samej potrzeby podróżowania, a dodatkowych korzyści jakie może to przysporzyć.
     Inną sprawą rozróżniającą ten tom jest sposób spojrzenia na kraj, w którym aktualnie znajduje się Georgia. Autorka nie skupia się tutaj za bardzo na lokalizacji. Czasem wspomina region w jakim aktualnie się znajdują, ale niestety nie koncentruje się na cudownościach tego kraju. Niestety, nie poznamy go bliżej, ani jego charakterystycznych elementów, tak jak to było w przypadku Indii. Nie staje się przez to ani odrobinę atrakcyjniejszy do zwiedzania. To prawdopodobnie wynika z samej formuły programu, gdzie nawet uczestnicy nie byli w stanie nacieszyć się pięknem Chile. Skupieni na wykonywaniu zadań i docierania z punktu A do punktu B podróżowali z nosami w mapach, czy spacerowali bo bardziej nieznanych terenach. Bardziej absorbowały ich relacje międzyludzkie i własne problemy niż to co dookoła.
Georgia z osobistymi oczekiwaniami względem wyjazdu stanowiła sporą rozrywkę. W szczególności, że już zdążyliśmy ją poznać, więc oczekujemy wtopy za wtopą. Tych zaliczyła całkiem sporo, czym z pewnością rozbawi niejednego czytelnika. Historie niczym z horroru odnośnie podróży samolotem i korzystania z tamtejszej toalety, klozetowa przygoda na lotnisku, a także akcja z kontrowersyjnym bagażem- to te przy których nie trudno popłakać się ze śmiechu.
     Nie można dać się jednak zwieść. Pod tymi historiami rodem z komedii doświadczyć możemy sytuacji łamiących serce. Nie dość, że w życiu naszej bohaterki szykują się ogromne zmiany, to w dodatku nic nie wydaje się być takie, jak oczekiwała. Konfrontacje wyciskają zupełnie inny rodzaj łez, a czytelniczka ma nadzieję, że nie tak przecież skończy się ta opowieść! Autorka nigdy jednak nie mówi ostatniego słowa. Finał, który sobie obmyśliła niekoniecznie musi być ostateczny, bo tak jak w życiu, także w tej powieści nieoczekiwane pojawia się zawsze, gdy zupełnie się tego nie spodziewamy.
     Nie chciałabym, żeby „Kierunek: Chile” był finałem tej zachwycającej podróży Georgii. Ta książka z pewnością wzbudza najwięcej emocji, bowiem stanowi idealnie wyważoną literaturę podróżniczą i romans w połączeniu z bardzo przyziemnym poczuciem humoru. Sytuacje, których nie chciałby przeżyć nikt z nas i podróże, jakich każdy chciałby doświadczyć. Wszystko to z cudownymi postaciami, które każdy chciałby poznać i zaprzyjaźnić się z nimi. Dużo tutaj atrakcji, dużo niespodzianek, ale przede wszystkim wciągających opowieści, które zaintrygują każdego i sprawią, że nie będzie chciał się oderwać od lektury.

Ocena: 5/6
Recenzja dla wydawnictwa HarperCollins Polska!
harpercollins.pl

Tytuł oryginalny: Destination: Chile / Tłumaczenie: Elżbieta Regulska-Chlebowska / Wydawca: HarperCollins / Gatunek: obyczajowe / ISBN 978-83-276-2840-4 / Ilość stron: 304 / Format: 195x205mm
Rok wydania: 2017 (Polska) 2016 (Świat)

niedziela, 5 marca 2017

Książka #434: Biuro Podróży Samotnych Serc. Kierunek: Indie, aut. Katy Colins


     Pierwsza część książki prosto z Biura Podróży Samotnych Serc zachwyciła czytelników połączeniem gorącego romansu z niesamowitą przygodą w egzotycznym kraju. Katy Colins przelewa na swoje powieści własne doświadczenia zebrane podczas licznych podróży. „Kierunek: Indie” to druga z serii historia pełna pasji, przedstawiająca jeden z najmagiczniejszych i najbarwniejszych krajów na świecie.
     Po ekscytującej podróży po Tajlandii Georgia Green rzuciła się w wir pracy. Biuro podróży, które założyła wraz z poznanym w podróży Benem odnosi ogromny sukces. Niestety, kobieta bierze na siebie zbyt dużo obowiązków i przytłoczona nimi zaczyna zaniedbywać przyjaciół, rodzinę, ale przede wszystkim siebie samą. Gdy w sieci pojawia się straszliwie niepochlebna recenzja ich wycieczki do Indii z żalu upija się wraz z przyjaciółką Shelly. Wspólnie podejmują decyzję o wzięciu udziału w zbliżającej się wycieczce do tego pięknego kraju, aby zbadać na czym tkwi problem, ale też by odnaleźć siebie i spokój ducha.
     Najnowszy tom z serii Biura Podróży Samotnych Serc gwarantuje zupełnie nowe doznania. Historia przybiera całkiem inny kierunek. Nie chodzi już jedynie o zaleczenie złamanego serca. Na pierwszy plan wysuwa się dobro interesu Georgii. Problematyka prowadzenia biura podróży, a wraz z nim szereg pobocznych kłopotów, które spotkać mogą każdego pracoholika. Począwszy od izolacji od najbliższych- brak kontaktu z przyjaciółmi, zaniedbywanie świąt rodziców, czy nawet oziębłość, a w zasadzie służbowa etykieta wobec ukochanych, aż po zaniedbywanie samego siebie- nie dawanie sobie nawet chwili wytchnienia. Poznajemy zupełnie inną Georgię i z przerażeniem łapiemy się za głowę myśląc nad tym cóż też ta dziewczyna wyprawia! Całkowite zatracenie w pracy, co z jednej strony jest zrozumiałe, gdy dopiero rozpoczyna się własny biznes. Cała lawina problemów, która na nią spada, decyzji, które musi podjąć, potrafi być przygniatająca. I wtedy pojawia się ta sposobność wyjazdu do Indii. Czy może być coś bardziej ekscytującego? Pewnie może, ale to właśnie Indie oferują niesamowite atrakcje, których nie doświadczymy nigdzie indziej.
     Hinduska część jest równie ekscytująca jak ta z angielska. Oferuje z pewnością więcej barw, więcej emocji. Katy Colins oczami Georgii pokazuje nam zupełnie inny świat. Pokazuje, że Indie są jednym z piękniejszych krajów, ale niestety są też zdecydowanie jednym z najbiedniejszych. Tak, jak i w przypadku „Kierunek: Tajlandia” tę opowieść podróżniczą dzielimy na dwa etapy. Z początku zderzamy się z zatłoczonym, ubogim obrazem kraju, który dotychczas znaliśmy z roztańczonych filmów Bollywoodu. Dzieci zmuszane do żebrania o pieniądze, wątpliwej higieny toalety publiczne, okropnie zatłoczone ulice oraz pociągowe wagony. Jest jednak i druga strona medalu- tak jak i w każdym innym miejscu. Czasem słońce, czasem deszcz- jak mówi tytuł jednego z filmów Karana Johara. Zwiedzamy cudowne miejsca, które znane są na całym świecie ze słyszenia, czy chociażby ze zdjęć- szkoda jednak, że jest ich tak mało. Wraz z bohaterami doświadczamy rzeczy, których doświadczyć możemy jedynie w Indiach, takich chociażby jak zbyt ostre curry, czy zniszczenie ciuchów kolorowym proszkiem. Momentami kryje się tutaj sporo niedopowiedzeń, historia jest momentami dość naciągana na potrzeby podtrzymania fabuły, a właściwie to odpowiedniego jej ukierunkowania. Bowiem część hinduska to nie tylko zwiedzanie, ostre jedzenie, czy oglądanie na żywo filmu bollywoodzkiego, ale też i rozwiązywanie problemów. Niestety, są one tak bardzo trywialne, że sama Georgia Green nie mogła uwierzyć w ich błahość i to jak bardzo mogą zaszkodzić innym.
     „Kierunek: Indie” to niezwykle wciągająca powieść. Historia, która toczy się na tak wielu płaszczyznach, że dostarcza wielu różnorodnych emocji. Potrafi zmartwić zachowaniem głównej bohaterki, nie zbraknie jej odrobiny humoru, gdy dochodzi do przekomicznych wpadek, ale też i napawa przerażeniem, gdy dochodzi do kolejnego zwrotu akcji, który wytrąca wszystko z równowagi. Przede wszystkim jednak pokazuje różne oblicza Indii, nie mydląc oczu ani bohaterom, ani czytelnikom. Pasja z jaką autorka wprowadza nas w ten niezwykły świat, hinduski świat pełen smaku, zapachów i barw, a także w problematyczny świat prowadzenia własnego biznesu jest tak zaraźliwa, że trudno oderwać się od niej na dłuższą chwilę.

Ocena: 5/6
Recenzja dla wydawnictwa HarperCollins!

harpercollins.pl

Tytuł oryginalny: Destination: India / Tłumaczenie: Maria Zawadzka / Wydawca: HarperCollins / Gatunek: obyczajowe / ISBN 978-83-276-2392-8 / Ilość stron: 320 / Format: 145x215mm

Rok wydania: 2016 (Świat) 2017 (Polska)

środa, 7 września 2016

Książka #414: Biuro Podróży Samotnych Serc. Kierunek Tajlandia, aut. Katy Colins

     Swoją pierwszą powieść napisała, gdy miała 11 lat. Co prawda była o psie, a recenzentem jej własny dziadek, ale najwyraźniej nie stłumiło to jej chęci do dalszego tworzenia. Jednakże to jej własne życie dostarczyło odpowiedniej podstawy do najnowszych powieści. Kiedy jej małżeństwo nie doszło do skutku, a ona postanowiła rzucić się w wir podróży- za pierwszy cel obrała Tajlandię. Brytyjskie gazety nadały jej przydomek „Bridget Jones z plecakiem”, a nazwa tak jej się spodobała, że szybko zrodził się pomysł na tworzenie bloga. Wkrótce potem Katy Colins napisała „Biuro Podróży Samotnych Serc: Kierunek Tajlandia”- smakowitą powieść inspirowaną jej własnymi doświadczeniami.
     Georgia Green nie ma najlepszego tygodnia. Na tydzień przed ślubem rozstaje się z narzeczonym. Chwilę później dowiaduje się od ojca, że związał się ze swoją sekretarką, z którą będzie mieć dziecko. Dodatkowo zostaje zwolniona z pracy, z której zasadniczo sama chciała odejść, ale nie miała na tyle odwagi. Postanawia więc odpocząć i wyruszyć na wyprawę do Tajlandii. I choć początkowo podróż znacząco odbiega od jej wyobrażeń o wakacjach marzeń, to ostatecznie- pomiędzy dżunglami i cudownymi regionalnymi smakami, udaje jej się odnaleźć siebie samą.
     Przeprawa przez tę książkę jest dokładnym odzwierciedleniem tego, co przeżywała Georgia w trakcie swojej podróży po Tajlandii. Z początku historia jest mocno naiwna, wręcz straszliwie głupia, a kolejne poczynania kobiety mocno irytują. Nie mniej, z łatwością można sobie uzmysłowić, że w zasadzie każda z kobiet pokrzywdzona przez los jest tak emocjonalnie nadwyrężona, więc z łatwością popełnia kolejne głupoty. Nie mówiąc już o tym, że jak coś się wali, to najlepiej cały świat w ciągu pięciu minut, bo skoro straciliśmy narzeczonego, to czemu wraz z nim nie stracić również domu i pracy? Nieszczęścia chodzą parami, a tym razem nawet i trójkami. Okazuje się to być jednak idealnym motorem do tego, aby całkowicie odmienić swoje życie, bo nic nie pomaga tak zaleczyć ran, jak zmiana otoczenia. Nie dziwi więc, że kobieta tak szybko podejmuje decyzję o wyjeździe. Wydaje się, że jak Georgia wyjedzie do Tajlandii, tak pięknej krainy, akcja szybko nabierze tempa, pełna będzie różnych wyskoków pełnych odwagi i tym podobnych rzeczy. I choć podobne wydarzenia mają miejsce, to jednak jakimś dziwnym sposobem nie ma w tym większych emocji. Nie odczuwa się tej ekscytacji, nie czuje się do końca ducha tego wspaniałego kraju. Musiał jednak nastać ten kulminacyjny punkt w fabule, aby zmianie uległo nie tylko postępowanie kobiety, nie tylko miejsce, ale przede wszystkim odczucia czytelnika. Najwyraźniej Georgia musiała sięgnąć dna, aby wszyscy zrozumieli prawdziwy sens tych wakacji życia.
     Wówczas wszystko odmienia się diametralnie. Kolejna zmiana otoczenia daje nam wspaniałe widoki, cudowne smaki, niesamowitych ludzi, innymi słowy całe spektrum wrażeń, odczuwanych wszystkimi posiadanymi zmysłami. Wszystko staje się o kolorowe, bardziej pozytywne! Może to również z powodu tej zmiany w psychice Georgii, która postanawia wziąć wszystko w swoje ręce i naprawdę cieszyć się tym, co daje jej sposobność bycia w tak niezwykłym miejscu. Wtedy dopiero uznać można, że faktycznie czerpie z życia pełnymi garściami, nawet jej lista życzeń szybko zaczęła się sama realizować. Widzimy więc Tajlandię nie tylko od strony wspaniałej roślinności, ale również i duchowych uniesień, których może dostarczyć.
     Trzeba przyznać, że bardziej naiwnej od Georgii postaci już dawno nie było w literaturze kobiecej. Nawet Anastasia Steel miała więcej rozumu. Nie dość, że porzucona zostaje przez faceta, z którym łączył ją niezwykle monotonny, bez emocjonalny związek, to jak tylko ląduje w Tajlandii i spotyka pierwszego lepszego przystojniaka od razu łyka każde jego słowo i wyznanie. Serio?! Wypadałoby być wtedy bardziej ostrożnym, więc skoro można zrozumieć początkowe uczuciowe wpadki, tak ciężko zrozumieć jej późniejsze irracjonalne zachowanie. To takie oszustwo internetowe bazujące na domniemanym uczuciu, tylko, że w pięknym kraju. Smutne... Dobrze, że szybko idzie po rozum do głowy, ale ewidentnie nie wyzbyła się chęci bycia z pierwszym lepszym facetem, który robił do niej maślane oczy i okazywał zainteresowanie. Początkowo całkowicie uzależniona od mężczyzny, można powiedzieć, że stłamszona zarówno przez niego, jak i jego rodzinę w końcu nabiera wiatru w skrzydła i prze do przodu niczym błyskawica. Pali za sobą mosty, które prowadzą do spopielonych już dawno krain, staje się o wiele bardziej odważna, ale przede wszystkim nie brak jej entuzjazmu i pomysłów. Jeżeli każda zmiana tak wygląda i tak właśnie wpływa Tajlandia na osamotnione kobiety, to rzucam wszystko i jadę!
     Zachęcona historią, która mogłaby przydarzyć się każdej z nas, a w dodatku ulokowana w zjawiskowej scenerii wiedziałam, że jest to książka dla mnie. Jednakże szczerze się przyznam, że bardzo szybko „Biuro Podróży Samotnych Serc” stało się dla mnie prawdziwą męką. Nudnawy początek, który zarysował strasznie naiwną postać potrafiłby zniechęcić nawet największego sympatyka egzotycznych krajów. Szczęśliwie, szybko nastąpiła zmiana klimatu- dosłownie i w przenośni, a cała masa sympatycznych postaci i cudowności, których dostarczyła nam wszystkim tajska wycieczka zaczęły się wylewać z kartek, sprawiając, że z zaciekawieniem sczytywaliśmy kolejne słowa. Najwspanialsze jest to, że nie tylko pozazdrościliśmy Katy Colins, zapragnęliśmy spakować się w plecak i wyjechać do nieznanego kraju, ale i zechcieliśmy szybko złapać w ręce kolejny tom. Na szczęście... „Kierunek Indie” już wkrótce!
Ocena: 4/6
Recenzja dla wydawnictwa HarperCollins Polska!

harpercollins.pl

Tytuł oryginalny: Destination: Thailand / Tłumaczenie: Elżbieta Regulska-Chlebowska / Wydawca: HarperCollins / Gatunek: obyczajowa / ISBN 978-83-276-2398-0 / Ilość stron: 304 / Format: 147x212mm
Rok wydania: 2016 (Świat), 2016 (Polska)

niedziela, 17 listopada 2013

SZORTY #3: Wyszłam za mąż, zaraz wracam, Gorący towar, Faceci od kuchni


Oryginalny tytuł: Un Plan parfait | Reżyseria: Pascal Chaumeil | Scenariusz: Laurent Zeitoun, Yoann Gromb | Obsada: Diane Kruger, Dany Boon, Alice Pol, Robert Plagnol, Jonathan Cohen | Kraj: Francja | Gatunek: Komedia romantyczna
Premiera: 31 października 2012 (Świat) 11 stycznia 2013 (Polska)

Ocena: 3/10

wtorek, 31 stycznia 2012

863. Zanim odejdą wody, reż. Todd Phillips

Oryginalny tytuł: Due Date
Reżyseria: Todd Phillips
Scenariusz: Todd Phillips, Alan R. Cohen, Alan Freedland, Adam Sztykiel
Zdjęcia: Lawrence Sher
Muzyka: Christophe Beck
Kraj: USA
Gatunek: Komedia
Premiera światowa: 31 października 2010
Premiera polska: 05 listopada 2010
Obsada: Robert Downey Jr., Zach Galifianakis, Michelle Monaghan, Jamie Foxx, Juliette Lewis, Danny McBride, Matt Walsh

    Komedie są najwspanialszym wymysłem wśród scenarzystów filmowych. Bawią dowcipem i często także opowiadaną historią. Jednakże w czasach, gdy już w zasadzie wszelkie schematy zostały wykorzystane trudno jest znaleźć komedię, która rozbawiłaby nas do łez i jednocześnie zaprezentowała jakieś innowacyjne podejście do humoru. Niestety, nawet świetnie zapowiadający się film w reżyserii Todda Phillipsa („Kac Vegas”) o interesującym tytule „Zanim odejdą wody” nie spełnia tych oczekiwań. Wszystko to już albo było, albo jest tak żenujące, że aż trudno oglądać. I nawet wspaniały duet Downey Jr. i Galifianakis nie ratuje tego filmu, chociaż robi co może.
    Wzięty biznesmen Peter Highman (Robert Downey Jr.) stara się wrócić do swojej ukochanej żony, Christine (Michelle Monaghan), do Los Angeles, aby towarzyszyć jej podczas narodzin ich pierwszego dziecka. Niestety, na skutek pomyłki zaaranżowanej przez początkującego aktora – Ethana Trembleya (Zach Galifianakis), Peter zostaje wyrzucony z samolotu i ma zakaz lotu aż do odwołania. To samo dotyczy sprawcy całego zamieszania. Na nieszczęście Petera jego portfel wraz z zawartością leci w dalszą trasę a on pozbawiony dowodu tożsamości, pieniędzy i bagażu wciąż musi dotrzeć do Los Angeles. Z pomocą przychodzi mu Ethan, który akurat jedzie do Hollywood, aby zrobić zawrotną karierę. Razem rozpoczynają pełną przeciwności drogę do celu. 

wtorek, 14 grudnia 2010

714. Była sobie dziewczyna, reż. Lone Scherfig

Oryginalny tytuł: An Education
Reżyseria: Lone Scherfig 
Scenariusz: Nick Homby  
Zdjęcia: John de Borman
Muzyka: Paul Englishby 
Na podstawie: powieści Lynn Barber  
Kraj: Wielka Brytania  
Gatunek: Dramat  
Premiera światowa: 18 stycznia 2009  
Premiera polska: 19 marca 2010  
Obsada: Carrey Mulligan, Peter Sarsgaard, Alfred Molina, Rosamund Pike, Dominic Cooper, Cara Seymour, Emma Thompson

    Powieści od zawsze były chętnie ekranizowane. Dlatego też nie dziwne jest, że w świecie kiedy właściwie wszelkie pomysły na filmy zostały już wyczerpane twórcy coraz częściej sięgają po pozycje książkowe. „Była sobie dziewczyna” to kolejna adaptacja tym razem powieści Barber Lynn, której realizacji podjęła się duńska reżyserka – Lone Scherfig. Film zdobył wiele nominacji do licznych nagród w tym do Oscara za najlepszy film i scenariusz adaptowany.
    Jenny (Carrey Mulligan) to mądra szesnastolatka chodząca do klasy maturalnej do jednej z najlepszych szkół w Anglii w latach 60-tych. Pewnego deszczowego popołudnia wracając z próby orkiestry, w której gra na wiolonczeli spotyka na swojej drodze dorosłego mężczyznę – Davida (Peter Sarsgaard), który proponuje podwiezienie jej wiolonczeli do domu. Dzięki wrodzonemu urokowi Davida przekonuje on do siebie rodziców Jenny – Jacka i Majorie (Alfred Molina, Cara Seymour), który chętnie pozwalają jej na późne powroty do domu, a także wyjazdy w środku tygodnia. Dziewczyna zaczyna żyć pełnią życia poznając nie tylko przyjaciół Davida – Helen i Danny`ego (Rosamund Pike, Dominic Cooper), ale także dorosłe życie towarzyskie, piękne książki, filmy i inne kultury. Z czasem ich przyjaźń przeradza się w prawdziwe uczucie i David w końcu oświadcza się Jenny. Zachęcana przez rodziców przyjmuje ukochanego, a także zapomina o swojej przyszłości na studiach.
    Ze względu na fakt nominacji do Oscara postanowiłam obejrzeć ten film. Wcześniej jakoś specjalnie mnie nie interesował, ale gdy zobaczyłam urywki podczas ceremonii wręczenia nagród wiedziałam, że muszę obejrzeć tą produkcję. Kiedy tylko dostałam go w swoje ręce od razu siadłam przed telewizorem i rozpoczęłam swój własny seans. Film pochłonął mnie bez reszty. Historia po części zauroczyła mnie, do tego stopnia, że zaczęłam myśleć o związku ze starszym mężczyzną. Nie ma w nim właściwie nic co by nie urzekało, więc czy nie warto poświęcić tej półtorej godziny na „Była sobie dziewczyna”?
    O takich historiach nie słyszy się zbyt często. A może tylko dlatego o nich nie słyszymy, że związki między nieletnimi i dorosłymi osobami są karalne i nazywane pedofilią, w szczególności, gdy dotyczą seksu. Jednakże historia przedstawia nam kilka faktów kiedy to nieletnie kobiety stawały się królowymi, czy także żonami dużo starszych mężczyzn. Film ten w pewnym sensie także pokazuje taką historię, która ma swój uroczy początek, bo przecież ilu facetów uwodzi dziewczyny proponując podwiezienie ich wiolonczeli w deszczowe popołudnie. Już w tej chwili wiedziałam, że film mnie zaczaruje. Prawda jest taka, że cały film obejrzałam właściwie na jednym wdechu. Historia jest na tyle interesująca, że aż zachęca do przeczytania książki. W gruncie rzeczy chodzi tutaj przede wszystkim o edukację, przecież skądś musi pochodzić ten oryginalny tytuł. Nie trudno sobie wyobrazić, że w Anglii każdy stara się uczyć w jak najlepszej szkole. Dla Anglików nauka przede wszystkim. Jednakże film przedstawia także drugą stronę medalu, czyli to czego nie każda szkoła potrafi nauczyć, a mianowicie życia. Innym wątkiem poruszanym w filmie są dziwne relacje w angielskich rodzinach, czego przykładem jest tutaj relacja Jenny z jej ojcem Jackiem. Przyznam, że osobiście szokowało mnie to, jak David potrafił sobie okręcić ich wokół palca, a przecież ten facet był dwa razy starszy od Jenny. Nie wiem dlaczego jej rodzice tak bardzo chcieli ją wepchnąć w jego ramiona. Dziwne podejście, ale w niektórych rodzinach tak jest, że rodzicom nie musi zależeć koniecznie na wyedukowaniu swojej córeczki, a jedynie wykształceniu jej na tyle, aby potrafiła znaleźć sobie bogatego męża, który będzie w stanie utrzymać rodzinę. No jak się okazuje nie należy do końca wierzyć facetom, ale to wisi przez cały film nad naszą bohaterką.
    Autorem zdjęć do filmu jest John de Borman, który pracował także przy takich produkcjach jak bajkowa „Ella Zaklęta”, czy „Hamlet”. Przyznam, że momentami wydawały mi się one niezwykle fascynujące. Sama nie wiem dlaczego, ale myślę, że w dużej mierze dotyczyło to głównie zdjęć wykonanych w Paryżu, a także wieczornych wyjść do klubów. Podobało mi się jak uchwycone zostało piękno, dzięki tym zdjęciom naprawdę można poczuć klimat zarówno Anglii, jak i Paryża.
    Główną rolę w filmie zagrała nominowana do Oscara Carey Mulligan, którą widziałam po raz pierwszy w życiu. Jej gra była absolutnie poprawna. Muszę powiedzieć, że podobała mi się w tym filmie, ale po raz kolejny zastanawiam się czym kieruje się Akademia przyznając nominację. Może chodzi o samą rolę, bo oczywiście jej postać była interesująca, ale nie była  to rola, w której Carey wykazałaby się jakimś niesamowitym aktorstwem. Na ekranie towarzyszył jej głównie Peter Sarsgaard, który zagrał starszego od Jenny mężczyznę. Podobał mi się w tej roli. Myślałam, że postać ta będzie bardziej agresywna, ale ku mojemu zaskoczeniu miło się na niego patrzyło i aż można by pozazdrościć Jenny takiego ukochanego. Był on nie tylko zabawny, ale i charyzmatyczny. Podobał mi się. Ponadto w filmie wystąpili między innymi Alfred Molina, Emma Thompson, Rosamund Pike oraz Dominic Cooper.
    „Była sobie dziewczyna” to nie tylko film o miłości, ale i dojrzałości. Film o poszukiwaniu samego siebie i dążenia do swoich marzeń. Film o przełamywaniu barier, ale także i uczeniu się na własnych błędach. Film, który interesuje, bawi i uczy. Film o wszystkim i film o niczym. Film, którego historia spotkać może każdego z nas. Film, który z każdą chwilą coraz bardziej pochłania widza. Fascynuje i czaruje, a o takie film trudno w dzisiejszych czasach.

piątek, 10 grudnia 2010

591. Percy Jackson i Bogowie Olimpijscy: Złodziej Pioruna, reż. Chris Columbus

Oryginalny tytuł: Percy Jackson and the Olympians: The Lightning Thief
Reżyseria: Chris Columbus
Scenariusz: Craig Titley
Zdjęcia: Stephen Goldblatt
Muzyka: Christophe Beck
Na podstawie: powieści Ricka Riordana
Kraj: USA / Kanada
Gatunek: Fantasy / Przygodowy / Komedia
Premiera światowa: 10 lutego 2010
Premiera polska: 19 lutego 2010
Obsada: Logan Lerman, Brandon T. Jackson, Alexandra Daddario, Jake Abel, Catherine Keener, Joe Pantoliano, Pierce Brosnan, Sean Bean, Kevin McKidd, Steve Coogan, Rosario Dawson, Uma Thurman, Luke Camilleri


      Po zakończeniu serii magicznych książek o Harrym Potterze, a także wampirzych powieści z sagi "Zmierzch" przyszedł czas na mitologicznych bogów i ich potomków w serii książek "Percy Jackson i Bogowie Olimpijscy". W USA powieści Ricka Riordana cieszą się ogromną popularnością, gdzie w Polsce ledwo można o nich usłyszeć, a w marcu do księgarni trafi dopiero trzecia powieść. Chris Columbus dał początek ekranizacjom Harry`ego Pottera, teraz rozpoczyna przygodę z Percy`m Jacksonem. Sądząc jednak po ilości zajętych miejsc w sali kinowej można by odważyć się na stwierdzenie, że nowa seria o bogach olimpijskich nie wydaje się młodzieży tak pociągająca jak historie o młodym czarodzieju.

środa, 8 grudnia 2010

434. Pocahontas 2: Podróż do Nowego Świata, reż. Bradley Raymond, Tom Ellery