NOWOŚCI
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą literatura włoska. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą literatura włoska. Pokaż wszystkie posty

środa, 4 lipca 2018

Książka #482: Zwierzoobjaśniarka. Wynalazek, który zmienił świat, aut. Sergio Olivotti

     Czytanie niektórych książek sprawia nam ogromną przyjemność. Inne pomagają wzbogacić słownictwo, a jeszcze inne... denerwują nas swoją obecnością na rynku. Wśród tych ostatnich najgorszym gatunkiem są te, które obiecują gruszki na wierzbie a wychodzi coś zupełnie innego. To dokładnie ta sama sytuacja, gdy oglądamy zapowiedź jakiegoś filmu i wszystkie najlepsze fragmenty zawarte są właśnie w tej zapowiedzi. Znacie to, prawda? Niestety, ale „Zwierzoobjaśniarka” jest czymś bardzo podobnym. Co z tego, że według włoskiego pisarza i rysownika Sergio Olivottiego jest to coś wielce odkrywczego, skoro tak naprawdę nie mamy okazji tego doświadczyć.

     Przed wieloma wieloma laty żył sobie wymyślony człowieczek o wymyślonym imieniu Bonawentura Karczoch. Miał on wielkie ambicje, wielkie pomysły i jeszcze większe projekty. Kiedy po wielu trudach wpadł na najgenialniejszy w świecie pomysł wynalezienia przyrządu do rozumienia zwierząt jego wymyślone słupki popularności skoczyły w górę. Teoretycznie ten wynalazek funkcjonuje do dziś, w naszych głowach- zwany intuicją.

     Nie lubię kiedy książka obiecuje coś czym nie jest. Ewentualnie to kwestia dwuznaczności i tak naprawdę nie naprowadzenia czytelnika czego może spodziewać się po książce. Okazuje się bowiem, że „Zwierzoobjaśniarka. Wynalazek, który zmienił świat” to nie jest tak naprawdę zwierzoobjaśniarka, a jedynie opowieść o zwierzoobjaśniarce. Wielką jest to bolączką kiedy oczekujemy zabawnej lektury, innowacyjnej wręcz, która na swój zabawny sposób pokaże nam w jaki sposób rozmawiać, a w zasadzie rozumieć swoich zwierzęcych pupili. W końcu, wszystkie znaki na niebie i ziemi pokazywały, że tak właśnie będzie. No, ale... okazuje się, że to tylko zlepek wymyślonych bzdur o wymyślonym ludziku, który stworzył wymyślony przyrząd do komunikacji. Szkoda, bardzo szkoda. Oczywiście, jest to pewien sposób na książkę i też należy mieć talent, aby wpaść na taki pomysł, ale niewiele to wnosi do naszego życia. Nie dość, że musimy brać margines bezpieczeństwa, to jeszcze na nas spocznie obowiązek wyjaśnienia dziecku, któremu książkę tę przeczytamy, że pomimo tego iż wskazuje się tutaj istnienie Zwierzoobjaśniarki, to takie urządzenia naprawdę nie istnieje. W końcu, każde dziecko chciałoby mieć taki gadżet- choćby nawet tonę ważył. Książka imituje prawdziwą genezę powstania wynalazku- przesłanki, dla których go stworzono, jest też trochę nowinek o życiu wynalazcy, no i oczywiście, ostatecznie, to na co czekaliśmy całą publikację, czyli mała próbka jego działania. Bardzo mała. Za mała. Niestety.

     Przyznać jednak trzeba, że bardzo rzadko można spotkać na rynku tak piękną książkę. W zasadzie to wydanie jest dość schematyczne. Twarda oprawa, normalne papierowe stronice. Jednakże to co zawierają, to jest zdecydowanie warte uwagi każdego. Najpiękniejsze we wszechświecie rysunki Sergio Olivottiego, zachwycają! Szkice konstrukcji utrzymane w bardzo steampunkowym charakterze. Dodatkowo najrozmaitsze zwierzęta o najróżniejszych cechach charakterystycznych, każdy z innej bajki. Wszystko wygląda jakby potraktowano je sepią, bowiem nie ma tutaj wyrazistych kolorów- minują żółcie, pomarańcze, beże i brązy. Aby dodatkowo podkreślić ten klimat publikacji nie skorzystano ze zwyczajnej czcionki typu Arial. Ma swój unikatowy charakter, a dzięki jej dużemu formatowi jest bardzo czytelna.

     Patrząc na „Zwierzoobjaśniarkę” można przyczepić się do bardzo wielu jej elementów. Najbardziej boli fakt, że książka jest zupełnie czymś innym niż miała być. Nie oczekiwałam wykładu na temat genezy tego wynalazku, ale czegoś dla dzieci, co faktycznie odpowie na potrzebę kontaktu ze zwierzętami. Z tego też powodu, choć napisana czytelnym, łatwym językiem szybko stała się po prostu nużąca. Nie pomogły tutaj nawet spektakularne ilustracje, nad którymi można się zachwycać godzinami. Dlatego też, jeżeli ktoś lubi mieć w jednym miejscu portfolio utalentowanego grafika, to zdecydowanie powinien sprawić sobie prace Sergio Olivottiego wraz ze „Zwierzoobjaśniarką”.

Ocena: 3/6
Recenzja dla wydawnictwa Nasza Księgarnia!

Tytuł oryginalny: Lo Zooblatore. L'invenzione che cambiò la storia / Tłumaczenie: Joanna Wajs / Ilustracje: Sergio Olivotti / Wydawca: Nasza Księgarnia / Gatunek: dziecięce / ISBN 978-83-10-13345-8 / Ilość stron: 80 / Format: 165x230mm

Rok wydania: 2018 (Polska) 2016 (Świat)

wtorek, 24 kwietnia 2012

Książka #143. Biała jak mleko czerwona jak krew, aut. Alessandro D'Avenia

Oryginalny tytuł: Bianca come il latte, rossa come il sangue
Gatunek: romans, obyczaj
Rok wydania: 2010 (Włochy), 2011 (Polska)
Projekt okładki: Katarzyna Borkowska Fotografia: PM Image/Iconica/Getty Image/Flash Press Media
Tłumaczenie: Alina Pawłowska
ISBN 978-83-240-1653-2
Ilość stron: 310  | Format: 124x195mm

    Miłość to niezwykły stan naszych emocji, w zasadzie każdy poddaje się im bez większych problemów i oporów. Miłość to nie tylko romantyczne uniesienia, ale też i prawdziwe cierpienie. Czy jednak ktoś z nas pamięta jeszcze pierwszą miłość, pierwsze zauroczenie drugą osobą? Czy pamiętamy z jaką siłą kochaliśmy, gdy byliśmy nastolatkami? Alessandro D'Avenia, z zawodu nauczyciel, zatrząsł włoskim rynkiem wydawniczym tworząc powieść „Biała jak mleko czerwona jak krew”. Uznano je za współczesną melodramatyczną historię romantyczną dla nastolatków, raz jeszcze pokazując potęgę miłości.

     Leo postrzega świat za pomocą barw. Biel stanowi dla niego unicestwienie nicości, a jej odwrotnością jest pełna namiętności czerwień. Czerwień odzwierciedlająca miłość, czerwień będąca symbolem Beatrice. Leo zakochuje się w niej bez pamięci, zakochuje się w jej rudych, niemalże czerwonych pięknych włosach. Beatrice staje się dla niego marzeniem, które chce zrealizować choć nie ma na to odwagi. Jednakże wkrótce dowiaduje się, że jego ukochana jest chora na białaczkę i nawet oddana przez niego krew może nie pomóc jej powrócić do zdrowia i swoich krwistoczerwonych włosów. Z początku przerażony wiadomością nastolatek nie ma zamiaru się poddać i towarzyszy jej dając szczęście każdego pojedynczego dnia.
    Fabuła powieści przyjmuje dość niecodzienną formę. Nie tylko autor prowadzi narrację pierwszoosobową, ale można odnieść wrażenie, że stanowi zapis osobistych przemyśleń na temat wydarzeń w życiu Leo. Przemawia za tym zdecydowanie słownictwo, sformułowania, które używane mogą być przy tworzeniu swoistych pamiętników. Autor nie marnuje swoich słów, a jednocześnie sprawnie posługuje się młodzieżowym slangiem, nawiązując również do postaci i dzieł uwielbianych przez współczesną młodzież. W sposób niezwykle prosty, przystający na zwyczajnego nastolatka mającego problemy z tworzeniem dłuższych tekstów bez popełniania większych błędów, zakreśla wspaniałą historię miłosną, do której przyrównywać można choćby te tworzone przez Nicholasa Sparksa, czy też innych literatów. Choć treść jest prosta to brakuje w niej banalności. Z punktu widzenia nastolatka autor prowadzi nas przez najróżniejsze etapy wsparcia i pogodzenia się z utratą najbliższej osoby. Dzięki temu udaje mu się wykreować bardzo osobliwe postacie. Postacie, którym zaczniemy współczuć i wraz z nimi odczuwać ból. Wiąże czytelnika z bohaterami powieści, bez skrupułów wyciskając z nich łzy, kiedy sytuacja nas do tego zmusza.
     „Biała jak mleko czerwona jak krew”to nie jest całkiem zwyczajna historia miłosna. Choć na pierwszy plan wysuwa się ten wątek to jednak nie jest on jedynym. Miłość Leo do Beatrice jest całkowicie niewinna i, niestety, niespełniona. Charakteryzuje się delikatnością i nieporadnym romantyzmem. Urzekająca i niezwykle przejmująca, zdeterminowana przez zewnętrzne przeszkody, choćby nawet śmiertelna choroba. Lektura ta to również droga przez prawdziwą mękę, jaką jest obserwowanie ukochanej osoby, z której uchodzi życie. Autor stara się pomóc czytelnikowi zrozumieć młodego, zbuntowanego chłopca, któremu cały świat wali się na głowę, gdy dowiaduje się o chorobie Beatrice. Z początku przerażony, w efekcie zdaje sobie sprawę z tego co powinien zrobić. Przychodzi mu to z łatwością, bowiem tym właśnie jest miłość. Dopóki Leo nie poznał Beatrice był niczym biała, niezapisana do tej pory kartka. Jednakże kiedy stanęła na jego drodze ona, uosobienie piękna i dobroci jego życie nabiera czerwonej barwy. Gdzieś pomiędzy jego rozterkami dotyczącymi Beatrice pojawia się ta druga, Silvia, która zawsze jest przy nim, jego najwierniejsza przyjaciółka, która stara się pomóc Leo. Stanowi uosobienie nadziei, nowego życia, które tutaj przybiera kolor niebieski, niczym kolor jej oczu przypominający morskie tonie. W przypadku cięższej choroby zawsze przychodzi do zachwiania wiary. Zaczynamy wątpić w istnienie Boga jego obwiniając za niedolę, która spotyka nas, a przede wszystkim osobę schorowaną, osobę nam bliską. Autor i tego nie pominął w swojej rozprawie na temat śmierci, jako, że jest to jeden z kroków radzenia sobie z rychłą śmiercią. Nawet w tym wypadku nie hamuje się w niczym. Daje upust swoim wątpliwością, które wsadza w usta młodego chłopca. Dzięki temu wszystkie dylematy, wszystkie rozmyślania nastoletniego bohatera zyskują na autentyczności.
     Powieść została ozdobiona stonowaną okładką z bardzo enigmatyczną fotografią rudowłosej dziewczyny. Bije z niej delikatność, spokój i naturalność. Bez trudu można utożsamiać ją z Beatrice, obiektem westchnień bohatera fabuły tego tytułu. Choć nie jest to z pewnością oprawa, która może bardziej zachęcać do lektury, to jednak prostota i ciepło bijące od frontu przybliży do niej ludzi wrażliwych na ukryte piękno.
     Kiedy sięgałam po tą pozycję, nie spodziewałam się tak uczuciowej i subtelnej lektury. „Biała jak mleko czerwona jak krew”nie tylko przyjemnie się czyta ze względu na swoją prostotę w wypowiedziach, ale też przekazuje sobą pewne wartości. Pokazuje piękno i niewinność pierwszej miłości, prowadzi czytelnika przez etapy godzenia się ze śmiercią i dzielnie trzyma go za rękę, czego uosobieniem są konkretne postaci na wybranych etapach fabuły. Niczym Silvia ociera łzy spływające po policzku, gdy rozczytujemy się w bólu Leonarda. Choć często buntujemy się jak Leo, to jak Beatrice napełnia nas spokojem i zrozumieniem. Przede wszystkim jednak zmusza do refleksji i pomaga powrócić pamięcią do naszych nastoletnich zauroczeń. 
Ocena: 6/6

wtorek, 21 lutego 2012

Książka #103. A.D. 2012. Czy nadchodzi koniec świata?, aut. Andrea Tornielli, Saverio Gaeta

Oryginalny tytuł: A.D. 2012. La Donna, il drago e l'Apocalisse
Gatunek: religia
Wydawca: Znak
Rok wydania: 2011 (Włochy), 2012 (Polska)
Projekt okładki: Vavoq (Wojciech Wawoczny)  Fotografia: Roberto A. Sanchez / iStock Photo
Tłumaczenie: Agata Ferens-Kręciszewska
ISBN 978-83-240-1919-9
Ilość stron: 248  | Format: 124x190mm

Książka do kupienia na stronie - Znak

     Zbliżająca się Apokalipsa, koniec świata, jest jedną z największych obaw ludzkości. Liczne proroctwa sprzed kilku, kilkudziesięciu bądź kilkuset lat napawają nas grozą. Koszmar przeżywaliśmy przed wejściem do nowego millenium, teraz, nieuchronnie, zbliża się kolejna wielka data 21 grudnia 2012 roku, czyli dzień na którym kończy się piąta era według kalendarza Majów. Wszystkie znaki na niebie zwiastują, że coś jest na rzeczy. Czy rzeczywiście mamy się czego obawiać? Czy faktycznie zbliża się kres naszej egzystencji? Na to podstawowe pytanie stara się odpowiedzieć autor głośnego tytułu „Cuda Ojca Świętego”- Andrea Tornielli, w swojej kolejnej książce, napisanej wspólnie z Saverio Gaetą- „A.D. 2012. Czy nadchodzi koniec świata?”.

   Zagrożenia najbardziej zaognionymi konfliktami zbrojnymi, zapowiedzi klęsk żywiołowych pochłaniających tysiące istnień, największe ataki terrorystyczne, które wstrząsnęły całym światem. Wszystkie wydarzenia, które miały miejsce, niegdyś zostały przepowiedziane przez widzących, którzy na swojej życiowej drodze spotkali ją- Maryję. Objawiając się od setek lat przeciętnym ludziom nawołuje do jednego: „Nawróćcie się!”, w innym wypadku... spotka was sroga kara. 
    Czytelnik sięgający po tytuł „A.D. 2012. Czy nadchodzi koniec świata?”chce poznać odpowiedź tylko na jedno pytanie: czy mam już szukać schronienia przed nieuchronnie zbliżającym się przeklętym dniem w grudniu 2012 roku?. Niestety, tak dokładnej odpowiedzi nie otrzyma, bowiem jak mówi samo Pismo Święte, nikt na świecie nie zna ani dnia ani godziny Sądu Ostatecznego. Włoscy pisarze nie dadzą ukojenia niespokojnym duszą, bowiem czy lepiej jest żyć w jednej wielkiej niewiadomej? Wszyscy ludzie widzą co się dookoła dzieje. Ludzkość podupadła. Oddaliła się od Boga i zaczęła skupiać się na swoim doczesnym życiu, na dobrach materialnych. Boga zastąpiły komputery, portale społecznościowe, mercedesy... Żądza władzy doprowadza do terroryzmu, wojen. Ludzkość działa auto destruktywnie. Sami sobie zaciskamy pętlę na szyi. Nie dbamy o nasze życie duchowe, nie dbamy o nasze otoczenie. Musimy być świadomi tego, że ostatecznie wszystko się od nas odwróci.
     Autorzy w swojej pracy przywołują wiele objawień Maryi Panny, która pokazywała się ludziom we Francji, w Holandii, w Belgii. Wszędzie nawoływała do zmian, jednak ludzie wciąż nie słuchają. Po setkach objawień niewiele się zmienia. Co jest przerażające. Włosi nie poprzestają tylko na przytoczeniu konkretnych przepowiedni, piszą o okolicznościach, a przede wszystkim o ich wypełnieniu. Zapowiedzi zamachu na Papieża Jana Pawła II, ataku na World Trade Center, czy chociażby upadku komunizmu w Polsce! Jednakże nie są to proroctwa wskazujące konkretną datę. Przyszłość pozostaje nieodgadniona, w każdej chwili przepowiednia może się wydarzyć. Ponadto zapowiedzi pochodzące z ust Maryi nie przyjmują formy gróźb, niczym matka do swoich dzieci przemawia z miłością i pełnym współczuciem. Z drugiej zaś strony przedstawia Jezusa Chrystusa jako mistycznego mściciela, który wypuści na ludzkość Potop, aby oczyścić ją z grzechów, jeżeli nie dostrzeże poprawy. Maryja widzi, że jej dzieci oddalają się od jej syna. Pracują w święta i niedziele, nie modlą się, nie poszczą. Za każdym razem stara się pomóc nam zrozumieć nasze błędy i ukierunkować ku właściwej drodze, twierdząc, że w innym wypadku spotka nas zasłużona kara, oczyszczenie.
     Autorzy nie tylko cytują wybrane przez siebie przepowiednie wypowiedziane podczas licznych objawień Maryi Panny. Analizują każdy jej element, aby czytelnik mógł jak najlepiej zrozumieć jej treść, niekiedy niezwykle skomplikowaną. Podchodzą do niej profesjonalnie, przytaczając bardzo wiele faktów historycznych będących sporym podparciem dla teorii. Niektóre z nich ostatecznie stają się bardzo męczące. Nadmiar informacji jest zdecydowanie przytłaczający i sprawia, że niewiele faktów zostaje w pamięci.
     Gdy spoglądamy na książkę, to pierwszym co rzuca się w oczy jest zatrważająca okładka. Teoretycznie całkiem niepozorna, ale z powodu wykorzystanych barw wywołuje u czytelnika uczucie dyskomfortu. Choć przedstawia jedynie posąg Matki Boskiej, to czerwienie i pomarańcze z pewnością nie działają uspokajająco. Za to idealnie ukazuje, to czym zajmują się autorzy tej publikacji na jej stronach.
     Niestety, lektura „A.D. 2012. Czy nadchodzi koniec świata?”nie podziałała na mnie uspokajająco. Choć teoretycznie poznałam odpowiedź na dręczące mnie pytanie, to jednak nie jest ono jednoznaczne i wystarczające. Okazało się, że publikacja ta nie jest drogą do odpowiedzi, a jedynie zbiorem kilkunastu dowodów na prawdziwość przepowiedni maryjnych. Jednakże, nawet one nie pozostają bezsporne. Proroctwa zawsze były problematyczne w ich zrozumieniu, a interpretacja jest niejednokrotnie naciągana. Autorzy przedstawiają jedynie suche fakty i podejmują się wolnego teoretyzowania popartego wiarą chrześcijańską. Ostatecznie to czytelnikowi pozostawiony zostaje wybór czemu wierzy, czy zaufa słowom Maryi i czy spróbuje coś zmienić w swoim dotychczasowym życiu duchowym. 

Ocena: 5/6

Za książkę serdecznie dziękuję Wydawnictwu Znak!




sobota, 14 stycznia 2012

Książka #080. Jestem klonem! Zapiski nastolatka, aut. Enzo Fontana

Tytuł oryginalny: Diario di un ragazzo clona to. Romanzo
Gatunek: dramat
Wydawca: eSPe
Rok wydania: 2003
Projekt okładki: Rafał Szłapa
Tłumaczenie: Magdalena Bartosik
ISBN 83-89167-49-2
Ilość stron: 180  | Format: 145x200 mm


    Wydarzenia, które mają miejsce w dzisiejszym świecie, w tym też rozwój technologii, byłby nie do wyobrażenia dla ludzi żyjących w dawnych czasach, a którzy określaliby to mianem fantastyki naukowej. Jednakże wraz z tym rozwojem naprzód rusza także cała cywilizacja. Niegdyś historie o klonach jawiły się niczym fabuła najznakomitszych powieści i filmów fantastycznych. Klonowanie zawsze budziło kontrowersje, co zaogniło się w 1996 roku, w którym to z sukcesem sklonowano owcę Dolly. Od tamtej pory nie ustają pytania o możliwość klonowania ludzi. Włoski pisarz, twórca wielu wspaniałych i wielokrotnie nagradzanych dzieł- Enzo Fontana, stworzył powieść, która dotyka problemu klonowania u źródła,  nadając jej tytuł „Jestem klonem! Zapiski nastolatka”.

    Kastor Lercher był nastoletnim chłopcem, który stracił życie w wyniku nieszczęśliwego wypadku podczas wycieczki po greckich wyspach. Jego rodzice, którzy zmagali się z niewysłowionym bólem podjęli decyzję o odratowaniu swojego ukochanego i jedynego syna, w jeden z najbardziej popularnych sposobów otaczającego ich świata, czyli poprzez jego sklonowanie. Dziewięć miesięcy później na świat przychodzi Beniamin, którego prawdziwe pochodzenie utrzymywane jest przez rodziców w tajemnicy. Jednakże, kiedy chłopiec osiąga wiek swojego nieżyjącego brata, a jego nastoletnia burza hormonów daje się we znaki Beniamin zadaje coraz więcej pytań. Na strychu znajduje pamiętnik swojego brata, za pomocą, którego rozpoczyna z nim rozmowę.
    Publikacja Enzo Fontanty jest niezwykła. Tego powodem nie jest jedynie bardzo trudny temat, który porusza, ale także i forma w jakiej jest to przedstawione. Klonowanie zawsze będzie miało swoich zwolenników i przeciwników, a autor w swojej książce przedstawia zarówno jedną, jak i drugą stronę medalu. Sensownie podzielił swoją pracę na trzy części. W pierwszej daje on możliwość poznania czytelnikowi Kastora, a także części jego osobistych problemów z dostosowaniem się do otoczenia. Stanowi to jednak małą część tego czym bombarduje nas autor. Pierwsza część bowiem zawiera informacje dotyczące klonowania. Wszystko to wplecione zostaje w tragedię Państwa Lercherów, którzy rozmyślają nad sklonowaniem swojego syna. Na tym etapie dochodzi do ewidentnych dylematów i rozdarcia zaprezentowanego przez osobę matki i ojca. Matka jako zdecydowana zwolenniczka tej metody chce zrobić wszystko, aby ocalić swojego umierającego syna. Ojciec z kolei jest przeciwny, pomimo tego, że wcześniej popierał podobne działania. Ostatecznie dochodzi do eksperymentu i na świat przychodzi Beniamin. Młody chłopiec zdaje sobie sprawę z podobieństwa do swojego nieżyjącego brata Kastora, co się potwierdza kiedy na strychu znajduje skrzynię z pamiątkami i zdjęciami po bracie. Znajduje też pamiętnik i zaczyna się druga część książki, czyli osobiste rozterki nastolatka.
W tej właśnie części bohater postanawia prowadzić rozmowę ze swoim bratem odpisując na jego notatki z kilku miesięcy sprzed jego śmierci. Czasami nawiązując do tego co opisywał brat, a czasami dzieląc się z nim własnymi problemami i spostrzeżeniami dotyczącymi świata i jego samego. To właśnie wtedy czytelnik dowie się jak samotnym człowiekiem okazał się być Kastor. Jego problemy z dostosowaniem się do rówieśników zaczynały przybierać zdecydowane formy poprzez ataki przez niejakiego Stefana, kolegę z klasy- również po części odpowiedzialnego za jego śmierć. Z sekretnym pamiętnikiem Kastor dzielił się swoimi odczuciami na temat śmierci znajomej, a także uczuć do swojej koleżanki. Jak mu odpowiadał Beniamin? W sposób odpowiedni do całej sytuacji. Zazwyczaj. Innym razem żalił się z nieodkrytych tajemnic, które skrywali przez nim rodzice, a także ze swojego „pierwszego razu” z przyjaciółką. Autentycznie traktował ten pamiętnik niczym czat, na którym mógł wyżalić się i znaleźć oparcie w swoim bracie. Podobnym rozważaniami Beniamin przebywa długą drogę do prawdy, która okazuje się być dla niego traumatyczna. Klon zamyka pamiętnik swoją własną pracą dotyczącą klonowania, a właściwie śmierci pierwszego klona- Adama. 
    W epilogu, będącym jednocześnie trzecią częścią książki, Beniamin stara się w ten czy inny sposób pogodzić z okrutną prawdą. Oczekuje wyjaśnień od rodziców, wypowiadając słowa, które są nie bez wpływu nawet dla czytelnika. Wtedy właśnie zaczynamy się zastanawiać nad racjami płynącymi z ust młodego chłopca. Czujemy indywidualne rozdarcie, podobne do tego, które odczuwa bohater, bowiem czy nie postąpilibyśmy podobnie jak jego rodzice, gdybyśmy mieli wyłącznie taką możliwość? Tutaj przychodzi czas na refleksję, nie tylko dla bohaterów książki, ale przede wszystkim dla czytelnika, który z pewnością zacznie się stawiać na miejscu klona Beniamina. Dlatego też tym bardziej traumatycznym jest dla niego zakończenie powieści, które z niejednych oczu będzie wstanie wycisnąć łzy. 
    Enzo Fontana, jest pisarzem wybitnym! Na zaledwie 180 stronach udało mu się umieścić wszystko to czego człowiek może się obawiać w związku z klonowaniem. Poczucie izolacji, braku akceptacji ze strony społeczeństwa, czy też bycia przedmiotem eksperymentów i różnych testów. Uczucie samotności i braku miłości, rozterek kiedy zaczyna się zastanawiać na sensem swojego istnienia. Czy stworzony został z miłości czy jest jednym z kaprysów szalonych naukowców chcących dowieść swoich racji. 
    W swojej książce, „Jestem klonem! Zapiski nastolatka”, Fontana nie trzyma się jednej spójnej konstrukcji. Książka ta jest zarówno powieścią z mocno zarysowanymi bohaterami, pamiętnikiem przepełnionym uczuciami nastolatka, ale również i pewnym przewodnikiem próbującym pomóc ludziom w radzeniu sobie ze stratą, a właściwie jakich błędów niedopełniać w drodze do spokoju. Bowiem ludzie czasami trzymają się kurczowo swoich bliskich, którzy już dawno odeszli, posuwając się do najbardziej szalonych czynów. Ludzie Ci wciąż są obecni w naszych życiach niczym widma. Fontana swoją książką wzbudza bardzo wiele sprzecznych emocji, a jego lekkie pióro i narracja- w tym także z punktu widzenia młodego klona, sprawia, że czytelnik z niezwykłą przyjemnością zaczytuje się do ostatniej strony. Ostatecznie, przedstawiona historia klona chwyta za serce i wpija się w nasze umysły zmuszając do refleksji.

Ocena: 6/6

Za możliwość przeczytania tej niezwykłej książki serdecznie dziękuję Wydawnictwu eSPe, a także portalowi Sztukater, który mi ją udostępnił.


Książka #079. Byłem scjentologiem, aut. Alberto Laggia, Maria Pia Gardini

Tytuł oryginalny: Il coraggio di parlare. Storie di fuoriusciti da Scientology.
Gatunek: wspomnienia
Wydawca: eSPe
Rok wydania: 2010
Projekt okładki: Amadeusz Targoński Zdjęcie na okładce: Kuzma
Tłumaczenie: Małgorzata Szapiel
ISBN 978-83-7482-367-8
Ilość stron: 183  | Format: 140x200 mm

    Scjentologia. To określenie kojarzy się ludziom na całym świecie z jednym – sektą. Utworzona w 1951 roku przez amerykańskiego pisarza science fiction- Rona Hubbarda stanowi organizację, która żeruje na naiwności bogaczy. Z tego też powodu nazywana jest „religią gwiazd Hollywood”. Jak wszystkie sekty ma swoich zwolenników, jak i przeciwników. Ci pierwsi chętnie ujawniają się przed światem, jak Tom Cruise. Natomiast Ci, którzy należą do drugiej grupy, w szczególności byli scjentolodzy, zastraszani przez członków organizacji zostali zmuszeni do ukrywania swoich tożsamości w wypowiedziach o swoich doświadczeniach z sektą.
    Alberto Laggia- włoski dziennikarz, i Maria Pia Gardini- była scjentolog, namówili czternaście osób do podzielenia się swoimi przeżyciami z czasów ich członkostwa w sekcie. Ich wyznania zebrane zostały w ich wspólnej książce „Byłem scjentologiem. Prawdziwe historie ludzi, którym udało się opuścić sektę”. Polskie wydanie ukazało się na rynku dzięki wydawnictwu eSPe, a jego przedstawiciele mogą być dumni z tego, że mieli swój wkład w przekładzie książki obrazującej ciemną stronę scjentologii.
    Wydaje się szokujące, że wydarzenia, które u niektórych ludzi ciągnęły się przez wiele lat udaje się ludziom streścić na kilku stronach. Sytuacje, które opisują są przerażające dla zwykłego czytelnika, który zastanawia się jakim sposobem ludzie Ci tak długo wytrzymali w przynależności do Scjentologii. Jeszcze bardziej zaskakuje, że zdolni byli wydawać miliony lirów, czy też dolarów, aby dołączyć do programów oferowanych przez organizację. Jednakże, jak okazuje się po lekturze tych opowieści, uwolnienie się od sekty nie jest takie najprostsze. Wszystko zaczyna się niepozornie, ludzie po prostu szukają pomocy. Czy to będąc w dołku psychicznym, czy chcąc pomóc swoim dzieciom. Czasami zdarzają się sytuacje, że do Scjentologii dołączają całe grupy rodzin- począwszy od dziadków na małych dzieciach kończąc. To doprowadza do tego, że jedna z osób spędziła w organizacji nawet 30 lat. Nasuwa się pytanie, dlaczego? W końcu nie jest to zwyczajna religia, gdzie ludzie mogą sobie żyć jak dotychczas i od czasu do czasu uczestniczyć w programach. W Scjentologii diametralnie zmienia się dotychczasowe życie. Zostają zarzuceni całym stosem zasad, których muszą przestrzegać, bo inaczej będą surowo karani, w tym także karami pieniężnymi sięgającymi ogromnych kwot. W imię tych zasad często rozbijane są rodziny, bowiem jedną z zasad jest całkowita separacja od osób, które nie popierają działalności sekty. Sytuacje, o których możemy poczytać w „Byłem scjentologiem” w zasadzie oscylują wokół tej tematyki. Dramaty rozbijanych rodzin, na najróżniejsze sposoby, ilość pieniędzy pokładana w bezwartościowe programy. Porusza to, że niektóre z osób nie robią tego dla siebie, a dla innych. Przeczytamy tutaj historię matki, która chciała pomóc synowi w nałogu narkotykowym. A kilka rozdziałów dalej przeczytamy historię jej syna, to jak on widział całą tą sytuację. Wraz z tymi  osobami doświadczamy tyrani ze strony pracowników organizacji. Wielokrotnie są to historie chwytające za serce. Każdy czytający poczuje prawdziwe współczucie do tych osób, choć z pewnością znajdą się i tacy, którzy nie zrozumieją tego jak działa sekta i będą pewni, że to właśnie ich winą jest to, że dali się tak okręcić wokół palca. 
    Wszystkie historie, które zostały opublikowane w tej książce uzyskane zostały za pośrednictwem Marii Pia Gardini, która miała do czynienia z tą organizacją. Dotarła do osób, które po odejściu z Scjentologii postanowiły się do niej odezwać, jako do dawnej znajomej. Wiele osób chciało pozostać anonimowymi, gdyż nadal są męczeni przez członków sekty, a Gardini uszanowała ich wolę. W niektórych przypadkach pozostawia nieoprawione teksty, jak w sytuacji oświadczenia czternastego byłego członka- Lawrenca Woodcrafta, opisującego problem statku pełnego rakotwórczego amiantu. Inne historie zazwyczaj stanowią tylko elementy wypowiedzi ich bohaterów, a resztę dopowiadają autorzy. Osoby, które Gardini poznała osobiście opatrzone są jej osobistymi opisami wprowadzającymi. W swojej publikacji autorzy posługują się różnymi sformułowaniami, które są charakterystycznymi określeniami dla Scjentologii. Na końcu znajduje się słownik pełen wyrażeń zastosowanych w opowieściach. Szkoda, że jest to dopiero na końcu, bowiem po pewnym czasie czytelnik ignoruje to dalej kontynuując lekturę. Jest to spowodowane męczącym przekładaniem na ostatnie strony i szukanie odpowiedniego słowa. Lepiej byłoby, aby w przypisach zastosować wyjaśnienia, a jak już chcieli zrobić słownik to przecież i tak mógł pozostać u końca pracy. Pomimo tak licznych, skomplikowanych wyrażeń i skrótów lektura i tak jest przyjemna i zrozumiała dla każdego czytelnika. 
    Całości publikacji „Byłem scjentologiem” dopełnia oprawa. Okładka od razu bije po oczach i uderza w serca. Spętane ręce, na znak zniewolenia osoby w sekcie, dają do myślenia. Idealnie obrazują problematykę Scjentologii. Jednakże jest coś w wydaniu polskim co bardzo razi, a dokładnie brak spójności w tłumaczeniu. Zazwyczaj przy takich pracach można być pełnym podziwu dla pracy tłumacza, który musi znać się na rzeczy, żeby móc podobne teksty przekładać na nasz język ojczysty. Natomiast, przy wprowadzeniach o konkretnych osobach bardzo często zmienia się osoba. Raz wypowiada się kobieta raz mężczyzna, choć tak naprawdę są to wstępy sporządzone przez Marię Gardini. Trochę to mota, choć dla kogoś kto się zaczyta może być to całkowicie niezauważalne.  
    Podsumowując, publikacja „Byłem scjentologiem. Prawdziwe historie ludzi, którym udało się opuścić sektę” to poruszające wyznania czternastu ludzi, który zachęceni przesłaniem Scjentologi postanowili dołączyć do sekty. Niektórzy kierowani ciekawością, inni chęcią pomocy bliskim, a inni chęcią zrobienia czegoś znaczącego. Przez wiele lat pozbawiani pewności siebie i pieniędzy, ostatecznie skończyli jako ludzie uwolnieni od tyranii religii Hubbarda choć na skraju bankructwa i pozbawieni rodzin i małżeństw. Teraz zaczynają budować swoje życie od nowa i choć ich historie napawają przerażeniem i współczuciem, to ich chęć życia daje nadzieję także nam na lepsze jutro. 

Ocena: 5/6

Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości Wydawnictwa eSPe, a także portalu internetowego Sztukater, który mi ją udostępnił.

wtorek, 4 października 2011

Książka #034. Konklawe, aut. Fabrizzio Battistelli

Tytuł oryginalny: Il Conclave
Cykl: Przygody kawalera Riziera
Gatunek: kryminał
Wydawca: Oficynka
Rok wydania: 2010
Projekt okładki: Anna M. Damasiewicz
Tłumaczenie: Barbara Czarniawska
ISBN 978-83-62465-03-3
Ilość stron: 240
Format: 124x194 mm



     Włoski socjolog wykładający na Uniwersytecie Rzymskim La Sapienza – profesor Fabrizio Battistelli, jest nie tylko członkiem wielu organizacji zajmujących się tym tematem, ale też i pisarzem, którego prace nawiązują do jego osobistych upodobań. Tworzy nie tylko książki naukowe dotyczące socjologii, ale też takie dla zwykłego odbiorcy. W swoim najnowszym cyklu powieści „Przygody kawalera Riziera” takowych odniesień również nie zabraknie. Serię rozpoczyna książką „Konklawe”, która może się spodobać w zależności od indywidualnych preferencji czytelnika.

     Akcja powieści rozgrywa się XVIII wiecznym Rzymie, do którego, na prośbę swojego brata monsiniora Pietracuty, przybywa młody mężczyzna o imieniu Riziero. Cieszy się wszystkimi dobrami jakie oferuje mu Rzym, a także pięknymi kobietami, które spotyka na swojej drodze. Jednakże dzień przed śmiercią papieża Klemensa XII, po którym zwoływane zostaje konklawe, Riziero przyjdzie zmierzyć się z okrutną rzeczywistością. Będzie musiał stanąć twarzą w twarz z zagadką śmierci swojego przyjaciela i przełożonego- monsiniora Van Goetza.
     Konklawe, loża masońska, historia z pogranicza powieści miecza i szpady, wspaniały Rzym, no i kryminalna zagadka. Wszystkie te elementy łącza się we włoską powieść o tytule „Konklawe”, która zachwyca w zależności od tego czym czytelnik się pasjonuje. Dla fanów powieści kryminalnych pozycja ta nie będzie wystarczająca. Za mało jest tutaj samego rozlewu krwi, a akcja książki toczy się wokół jednego morderstwa. Samo śledztwo nie jest zbyt emocjonujące, a rozwikłanie ostatecznej zagadki nie zaskakuje, ani nie wywołuje skrajnych emocji. Gdyby jednak rozważać fabularną koncepcję tej powieści w czasach XVIII wiecznych Włoszech to może wydawać się nie lada fascynująca. Bowiem stawia się tutaj na prostotę działań i nie przebiera się w narzędziach zbrodni. Z drugiej zaś strony sam tytuł wskazuje, że fundamentem powieści powinno być konklawe, no i w zasadzie jest to jej podwalina, ale sam jej sens i tematyka ginie, gdzieś w międzyczasie. Autor wprowadza do fabuły także wątek masonerii i prawdę powiedziawszy jest to chyba najnudniej rozwinięty wątek w całej książce. Jeżeli czytelnik miał już problem przy czytaniu bestsellerowego „Zaginionego symbolu” Dana Browna, to na „Konklawe” po prostu przyśnie, jak na kiepskim filmie. Przykre jest jednak to, że pojawiają się tutaj sceny erotyczne i to właśnie one najbardziej rozbudzają czytelnika. Kiedy już się myśli, że dalej nie wytrwa się w lekturze, Riziero, w najmniej odpowiednim momencie, dobiera się do jakiejś panny i od razu człowiek jest zainteresowany. Jednakże jest to zdecydowanie za mało. Nikomu nie polecam czytania całej książki tylko dla tych namiętnych momentów.
     Twórczość Battiselliego nie jest przeznaczona dla każdego. Jeżeli ktoś jest pasjonatem dawniejszych Włoch, ich wyglądu oraz języka stosowanego w tamtych czasach to z pewnością się nie zawiedzie. Autor ma bowiem nie najgorszą umiejętność budowania otoczenia. Z postaciami wychodzi mu gorzej, ale opisy Włoch, uliczek i różnych scen walk są naprawdę interesujące. Czytelnik od razu czuje, jakby przeniósł się w czasie i to uczucie może być magiczne. Niekiedy pisarz stosuje bardzo skomplikowane słownictwo, dla niektórych może być całkowicie niezrozumiałe, nie mniej ma to swój własny urok, który trzeba lubić, aby zaakceptować.
     Na polskich półkach powieść ukazała się w 2010, a to dzięki Oficynce, która wykupiła do niej prawa autorskie. Sama oprawa powieści jest bardzo przyjemna. Okładka wypisana starodawną czcionką i ozdobiona stylowymi elementami powoduje, że trudno oderwać od niej wzrok. Gdy otworzymy książkę na pierwszy rzut oka widać dużą czcionkę. Jednakże to, że czcionka jest spora nie znaczy ze wypisana nią treść będzie interesująca, a wręcz przeciwnie. Tak jest w tym przypadku. Urozmaiceniem może być jednak ciekawe przyozdobienie tytułów poszczególnych rozdziałów, gdyż zauważymy te same watykańskie monety, które widnieją na froncie książki. Zdecydowanie jest to zachęcające dla osoby sięgającej po tą pozycję.
     Długo wyczekiwałam aż będę mogła przeczytać „Konklawe”, gdyż kryminały zawsze mnie interesowały i czytałam je z przyjemnością. Dlatego też zniecierpliwiona oczekiwałam na wielką chwilę, kiedy ta książka w końcu mnie zahipnotyzuje, bo pomimo tego, że na „Zaginionym symbolu” się wynudziłam, to jednak znalazł się w końcu moment przełomowy. „Konklawe” w moim odczuciu go nie ma. Od początku do końca pozostaje monotonna, ale to może dlatego, że okazała się być zupełnie czymś innym niż się spodziewałam. Dla fanów tego stylu lektura ta będzie z pewnością niezapomnianą przygodą. Jednakże ktoś kto uważa się za fana prawdziwego kryminału z pewnością będzie to ogromny zawód. 

Ocena: 2/6

Bardzo serdecznie dziękuję Oficynce za możliwość przeczytania i zrecenzowania tejże powieści, a także portalowi Sztukater za jej udostępnienie. 

 

piątek, 24 czerwca 2011

Książka #011. Jan Paweł II w sercu świata. Świadectwo o błogosławionym papieżu, aut. Angelo Comastri

Tytuł oryginalny: Giovanni Paolo II Nel chore del mondo 
Gatunek: wspomnienia, religia
Wydawca: Wydawnictwo Esprit SC
Rok wydania: 2011
Tłumaczenie: o. Wiesław Szymona OP
Redakcja: Justyna Rygiel 
Korekta: Aleksandra Motyka
ISBN 978-83-61989-52-3
Ilość stron: 160
Format: 130x200 mm




    Dnia 2. kwietnia 2005 roku o godzinie 21:37 cały świat zamarł. Przekazana została straszna wieść o śmierci Papieża Polaka Jana Pawła II. Wówczas cały świat zjednoczył się, aby uczcić Jego pamięć, tym samym oddając hołd jego pracy, a także miłości którą obdarował cały świat. Bardzo szybko zaczęto mówić o beatyfikacji naszego papieża, w przyspieszonym tempie rozpoczęto ten proces, i tak 6 lat później w 2011 roku w miesiącu maryjnym- maju, Jan Paweł II został uznany za świętego przez Kościół chrześcijański.
    Z tej też okazji, wieloletni towarzysz papieża i jego najbliższy przyjaciel- Kardynał Angelo Comastri, spisał swoje wspomnienia o Karolu Wojtyle, nadając im tytuł „Jan Paweł II w sercu świata”. Na 160 stronach umieścił najważniejsze wydarzenia, które przedstawiają zmarłego papieża jako człowieka, którego nie bez powodu uznaje się za świętego. Poprzez osobiste wyznania, a także i wypowiedzi innych ludzi, wiernych, przedstawia z zupełnie innej perspektywy tak bardzo kochanego i szanowanego człowieka.

    Kardynał Angelo Comastri był przy Karolu Wojtyle od pierwszej chwili, w której stanął przed wiernymi jako Ojciec Święty, aż do ostatniego Jego tchnienia. Towarzyszył mu we wszystkich pielgrzymkach, a także jego ostatniej podróży do Boga. Doświadczał wielu wspaniałych emocji, które towarzyszyły homiliom Jana Pawła II, gdyż były one proste i pełne ciepła, ale nie brakowało w nich odwagi i stanowczości. Za każdym razem stający w obronie człowieka, występujący przeciwko wojnom, przemocy w rodzinie i bestialskiemu traktowaniu ludzi, przykładowo poprzez handel Murzynami. Wszystko to przeżywamy z punktu widzenia kardynała, który wielokrotnie cytuje wypowiedzi Ojca Świętego, Jego encykliki. Jednakże wspomnienia te to nie tylko historie i wypowiedzi Wojtyły. Nie brakuje tutaj także rozważań na temat Chrześcijaństwa oraz rozszerzającego się ateizmu, na które odpowiedzią był właśnie Jan Paweł II. Powrócimy też do Polski z roku 1976, kiedy to państwo-partia chciała wyzbyć się chrześcijaństwa. Sprzeciwiający się temu Ojciec Święty umocnił obywateli dając początek Solidarności. Comastri przedstawia także najważniejsze chwile z życia papieża, które raz na zawsze zadomowiły się w umysłach wiernych. Mowa tutaj o charakterystycznym dla Niego powiedzeniu „Nie lękajcie się!”, które wygłosił zaraz po ogłoszeniu go Papieżem, o straszliwej chwili w 1981 roku kiedy młody Turek dokonał zamachu na Jego życie. Czytelnik poznaje wiele chwil z życia papieża Polaka, ale nie jest to nic nowego. We wszystkich tych wspomnieniach brakuje osobistych odniesień kardynała do swojego przyjaciela. Jedyne jakie się pojawiają dotyczą dnia przed śmiercią Papieża i to właśnie ten fragment budzi największe wzruszenie. Poruszają również wydarzenia, o których Comastri opowiada, a które miały miejsce po przeniesieniu zwłok do Bazyliki, gdzie wierni mogli składać hołd. Pełne ciepła są także listy i wypowiedzi wiernych, nie tylko tych pochodzących z krajów chrześcijańskich, ale wśród nich znajdą się także i mieszkańcy Chin- do których papieżowi nigdy nie udało się dostać, a także i Libanu. We wspomnieniach tych zobaczymy też, jak wielki wpływ miała siła i miłość Jana Pawła II na cały świat, a także jak wielki wpływ na Niego miała Maryja- Matka Boża. To właśnie w niej pokładał większą część swojej wiary, wierząc, że to za jej pomocą świat, między innymi ateistyczne imperium komunistyczne, uległo zmianie. Otworzył dla Kościoła, dla jego wiernych i dla całego świata swoje serce, jednocząc narody i zmieniając każdego z kim ma do czynienia.
    Kardynał Angelo Comastri pisze o Janie Pawle II z rzadko spotykanym szacunkiem. Widać, że on sam kochał Go, tak jak kochają nadal miliony. W swoich wspomnieniach szczegółowo opisuje wydarzenia, które były ważnymi punktami w życiu papieża. Używa przy tym wielu słów typowych dla Chrześcijaństwa. Aby lepiej oddać charakter Karola Wojtyły przytacza wypowiedzi Matki Teresy z Kalkuty, Josepha Ratzingera- obecnego papieża Benedykta XVI, a także wielu innych osób, które miały przyjemność spotkać papieża Polaka. Wielokrotnie przywołuje także dzieła Fiodora Dostojewskiego, encykliki Jana Pawła II, encykliki Pawła VI- jego poprzednika, a także cytuje trzecią część prawdy Fatimskiej. Wydawać by się mogło, że jest to bezsensowne, ale gdzieś tam, nie jest bez wpływu na osobę Ojca Świętego. Uczucia wzruszenia wzbudza poprzez cytowanie wypowiedzi wiernych biorących udział w sondażu przeprowadzonego przez tygodnik Famiglia Christiana”, a także myśli wiernych złożonych na kartkach przed grobem papieża. W tym drugim przypadku kardynał starał się jak najlepiej przedstawić czytelnikowi to, co widział na owych kartkach, nawet z rysunkami, a to uprzyjemniało lekturę.
    W Polsce wspomnienia kardynała Angelo Comastri wydane zostały przez Wydawnictwo Esprit, specjalizujące się między innymi w książkach z zakresu chrześcijaństwa. Na okładce frontowej zamieszczone zostało jedno ze zdjęć prezentujących Jana Pawła II, który przenikliwym spojrzeniem spogląda na czytelnika. Z kolei na okładce tylnej zobaczymy zarówno Papieża, jak i jego przyjaciela- Angelo Comastri. Wewnątrz natomiast książka napisana została czcionką dużej wielkości, co przy zastosowaniu dość sporych marginesów automatycznie zmniejsza obszar do czytania. Nie brakuje tutaj także ornamentów, które dodatkowo upiększają książkę.
    Świadectwo spisane przez kardynała Angelo Comastri jest bardzo przenikliwe. „Jan Paweł II w sercu świata” z różnych możliwych punktów przedstawia osobę Ojca Świętego, który swoją prostotą, odwagą, walką o lepszy świat i wolność ludzi, przekonał do siebie cały świat. Zjednoczył narody, gdyż nie bał się sprzeciwić się zakłamaniu i ludzkiej krzywdzie. Przy tym zawzięcie bronił wiary i pragnął przekonać do tego innych głosząc Ewangelię w czasie swoich licznych podróży. W tym czasie uczył ludzi wybaczać, a także kochać siebie nawzajem uważając, że to miłość jest najbardziej potrzebna człowiekowi. Wspomnienia te tylko utwierdzają czytelnika w przekonaniu, że Jan Paweł II był wielkim człowiekiem, największym, jaki chodził po Ziemi. 

Ocena: 4/6


Książkę miałam przyjemność przeczytać i zrecenzować dzięki uprzejmości wydawnictwa Esprit. Podziękowania składam również Sztukaterowi, który to właśnie mnie obdarzył ową książką.