NOWOŚCI
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą literatura australijska. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą literatura australijska. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 6 grudnia 2012

Książka #225. Niebezpieczna rozgrywka, aut. Keri Arthur

Tytuł oryginalny: Dangerous Games
Seria: Zew nocy #4
Gatunek: fantasy
Wydawca: Erica
Rok wydania: 2007 (Australia), 2012 (Polska)
Projekt okładki: Izabela Surdykowska-Jurek, Magdalena Muszyńska
Tłumaczenie: Ewa Wojtczak
ISBN 978-83-62329-52-6
Ilość stron: 408    Format: 125x195 mm

    „Niebezpieczna rozgrywka” to już czwarty tom przygód przepięknej rudowłosej dhampirki mierzącej się z „Zewem Nocy”. Tym razem, australijska autorka, Keri Arthur, postawiła podkręcić nieco tempo akcji oraz brutalność, czym może zaskarbić sobie serca fanów mocnych wrażeń. Najnowsza propozycja od Instytutu Wydawniczego Erica to kontynuacja, na którą z utęsknieniem wyczekiwali sympatycy pięknej Riley.

    Pomimo chronicznego zmęczenia i odwiecznych problemów z poskromieniem zewu, który się w niej rozbudza wraz ze zbliżającą się pełnią księżyca, Riley przyjmuje kolejną misję od swojego szefa. Jej zadaniem jest wyjaśnienie sprawy okrutnych morderstw, które dokonywane są na kobietach. Tym razem będzie mogła połączyć przyjemne z pożytecznym, ale już pierwsza przygoda z Jinem wzbudza w niej spory niepokój. Niebezpieczeństwo związane z jej pracą wystawia na próbę jej związek z Quinnem, który i tak przeżywa już ciężkie chwile.
    Ponownie wkraczamy w świat pełen wilkołaków i wampirów. Jednakże tym razem autorka skupia się na czymś zupełnie innym. Odkłada na bok tematykę genetycznych modyfikacji skupiając się na bardziej kryminalnych i krwistych elementach życia złoczyńcy, wampira, czarownika. Bohaterka podejmuje się niezwykle niebezpiecznego zadania, które jedynie spiętrza jej problemy z ograniczającym ją Quinnem. Na jaw wychodzi nie tylko prawda o jego dotychczasowym postępowaniu, ale również i prawdziwa historia jego transformacji z człowieka w wampira. Po trzech dotychczasowych tomach już każdy przekonał się o tym, że Riley jest wolnym duchem, który nie potrafi oprzeć się tej wewnętrznej żądzy, która narasta w niej wraz ze zbliżającą się pełnią. Odzywa się wówczas jej wilkołacza część, która musi zaspokoić seksualne napięcie. Ten ciekawy wątek sprawia, że autorka pozwala swojej postaci na pewną zdzirowatość, która pozwala jej robić wszystko ze wszystkimi, nie bacząc na jakiekolwiek poczucie moralności. Chodzi tu jednak o coś innego, o swoistą wolność, a także poznawanie swojego własnego ja. Z drugiej zaś strony fabuła czwartego tomu opiera się na bardzo brutalnych rytuałach, które kończą się tym, że Departament odnajduje kolejne zwłoki kobiet. Śledztwo prowadzone w tej sprawie obfituje nie tylko w pełne napięcia zwroty w akcji i znajdowanie kolejnych poszlak, ale również w pełne zmysłowości i charakterystycznej agresji towarzyszącym scenom erotycznym. Daleko im do tego, czym powieść prezentowała sobą wraz z pierwszym tomem, ale pomaga to skupić się czytelnikowi na zupełnie innych motywach.
    Keri Arthur ani przez chwilę nie nudzi nas kontynuowaną opowieścią. Ewidentnie widać, że w jej głowie wciąż kłębią się coraz to nowsze i wcale nie gorsze od poprzednich pomysły na rozkręcenie fabuły. Pełno w niej dynamicznej akcji i różnorodnych wątków, które urozmaicą nam lekturę. Wciąż posługuje się tradycyjnym, powszechnym słownictwem. Tym razem nie ma możliwości wprowadzania medycznych odniesień. W najnowszej książce skupia się na aspektach magicznych i rytuałach. Potrafi wciągnąć widza w tę opowieść i nie ma się co dziwić, że większość zaczytuje się w niej bez wytchnienia. Przez trzy poprzednie tomy autorka stworzyła bardzo wyrazistą postać Riley, która wciąż obstaje przy swoim. Wprowadza także nowego złoczyńcę, który jest nie mniej przystojny co pozostali, a i nie gorszy w wiadomych sprawach. Typowy przykład psychopatycznego i zadufanego w sobie osobnika.
    Po raz kolejny uwagę potencjalnego czytelnika przykuć może okładka, która utrzymana jest w tym samym klimacie co poprzednie. Rudowłosa piękność, której włosy, a także czerwień ust zostaje wyraźnie odznaczona. Kusi i intryguje, bez problemu zachęcając do zapoznania się z lekturą.
   „Zew nocy” potrafi oczarować swojego czytelnika. Za sprawą „Niebezpiecznej rozgrywki” rozbudowuje napięcie o elementy magiczne, demony, ale przede wszystkim niebezpieczne i pełne zmysłowości zagrywki. Ostatecznie, bohaterka wykorzystuje swoje walory, aby złapać złoczyńcę, który jest już sławny ze swojej nieskrywanej brutalności. Lektura pełna napięcia, pełna atrakcji, ale też i specyficzna. I choć niektórych frywolne zachowanie Riley może już zirytować, to z pewnością fani tej pięknej dhampirki pozostaną jej wierni po ostatni tom. Najnowszy tom polecić można zarówno miłośnikom typowego fantasy, jak i sympatykom mocnych wrażeń.

Ocena: 4/6

Recenzja dla portalu IRKA.

wtorek, 21 sierpnia 2012

Książka #193. Silna i kobieca. Jak wzmocnić swój magnetyzm, aut. Rachael Jayne Groover

Tytuł oryginalny: Powerful and feminine. How to increase Your Magnetic presence and attract the attentiom You want
Gatunek: poradnik, psychologia
Rok wydania: 2011 (Australia), 2012 (Polska)
Projekt okładki: Piotr Pisiak
Tłumaczenie: Beata Piecychna
ISBN978-83-7377-538-1
Ilość stron: 264    Format: 145x205 mm

     W dzisiejszym świecie, kiedy kobiety stają się coraz bardziej świadome swojej seksualności, taka lektura jak „Silna i kobieca”, autorstwa znanej mówczyni motywacyjnej- Rachael Jayne Groover, nie będzie koniecznością. Pewne jest jednak to, że wśród nas wciąż istnieją szare, onieśmielone myszki, którym poradnik ten pomoże wyjść z ukrycia i pomoże wykorzystać im swoją kobiecość do budowania swojego lepszego świata.

    Książka ta, to idealny zbiór porad dla każdej kobiety, nieświadomej swojego ciała, a także jego wewnętrznej siły, którą mogłaby zdziałać cuda. Jeżeli któraś z Pań chce rozświetlać swoją piękną osobą i kobiecością cały pokój do jego wejścia z pewnością jej się to uda dzięki namową Groover, bowiem prawdziwy sekret tej mocy tkwi przede wszystkim w naszych głowach. Zanim jednak przejdzie do swoistej terapii i całkowitej przemiany naszego światopoglądu, wyjaśni czym tak naprawdę jest kobieca esencja i jak ważną rolę odgrywa w naszym życiu. Esencja, która objawia się przez nasz wygląd, od zadbanych włosów, aż po stroje idealnie dobrane do naszej karnacji, czy też koloru oczu, ale także dająca się odczuć przez naszą pewność siebie, która przejawia się w każdym kroku i każdym zmysłowym ruchu, który zakręci niejednym mężczyzną.
     Nie jest jednak sekretem, że prawdziwa siła każdej kobiety to nie jedynie ubrania, czy zadbana buzia, choć oczywiście nie pozostaje to bez wpływu. Prawdziwa siła tkwi w naszych głowach i nastawieniu do świata. Dlatego też autorka porusza kwestie traktowania mężczyzn, kiedy to przejawia się nasza chęć bycia niezależną i popełniamy kilka zasadniczych błędów, czy też pozwolenie losowi kierować naszym życiem, abyśmy mogły czerpać przyjemność z tego co dostajemy od niego, a nie co samym udało nam się wytargać. Zarówno w tym, jak i w innych aspektach, pomagać ma nam seria ćwiczeń, począwszy od medytacji, która ma nam pomóc zrozumieć nas same, ale także rozważanie kilku istotnych kwestii naszego dotychczasowego życia i zastanowieniem się nad tym jakie owoce możemy z tego osiągnąć. Są to ćwiczenia, które pomogą nam w pracy nad samą sobą i nad naszą pewnością siebie. Dzięki nim staniemy się bardziej otwarte i być może i bardziej wyrozumiałe. Życie stanie się łatwiejsze i o wiele piękniejsze.
     Rachael Jayne Groover nauczyła się niegdyś, że nie zabiera się do kolejnej lektury, jeżeli nie wykorzysta przynajmniej pięciu zaleceń z poprzedniej. Dlatego też biorąc do ręki jej publikację „Silna i kobieca. Jak wzmocnić swój magnetyzm”musimy być świadome tego, że autorka nie podaje nam jedynie suchych faktów i wyrwanych z nieba frazesów. Są to przetestowane przez nią metody, a także lata obserwacji prowadzonych nad swoim własnym życiem. I choć nie do końca do każdej z nas trafi ta mądrość, nie każdej z nas spodoba się filozoficzne podejście do naszej kobiecości, to być może jest mała szansa na to, że chcąc skupiać na sobie uwagę otoczenia, skorzystamy choć z kilku porad, które serwuje nam ta trenerka.
Ocena: 4/6

Książkę przeczytałam dzięki Wydawnictwu Studio Astropsychologii!

wtorek, 3 lipca 2012

Książka #172. Myszy i koty, aut. Gordon Reece

Oryginalny tytuł: Mice
Gatunek: thriller psychologiczny
Wydawca: Amber
Rok wydania: 2010 (Australia), 2011 (Polska)
Projekt okładki: Małgorzata Cebo-Foniok
Tłumaczenie: Joanna Nałęcz
ISBN 978-83-241-4035-0
Ilość stron: 272   | Format: 130x205 mm




     Pochodzący z Wysp, australijski pisarz i ilustrator- Gordon Reece, tworzy przede wszystkim literaturę dziecięcą i młodzieżową. Znany głównie w kraju kangurów postanowił wstrząsnąć świat swoją najnowszą i niezwykle kontrowersyjną publikacją powieścią o tytule „Myszy i koty”. Ten pełen strachu i nietypowej przemiany thriller psychologiczny ukazał się w 12 krajach, w tym także w Polsce, gdzie projektem tym zajęło się Wydawnictwo Amber.

     Szesnastoletnia Shelly wywodzi się z rozbitego domu. Maltretowana w szkole przez swoje najbliższe przyjaciółki z dzieciństwa, dziewczyna coraz bardziej zamykała się w sobie. Od chwili kiedy ją podpaliły, jej twarz i ręce zdobią blizny. Teraz Shelly i jej mama przeniosły się do małego domku w odludnym miejscu, aby rozpocząć nowe spokojne i bezpieczne życie, w którym dziewczyna bierze prywatne lekcje i przygotowuje się do egzaminów. Jednakże tylko pozornie są bezpieczne, bowiem, gdy przychodzi im stanąć przeciwko zagrożeniu życia z potulnych i szarych myszek zamieniają się w drapieżne koty.
     „Myszy i koty” to nie jest tradycyjny thriller, w którym morderca torturuje swoją ofiarę, bądź też ofiary. „Myszy i koty”nie dostarczają zatrważających wrażeń, które kują nas w mózg i starają się zmrozić czytelnika paskudnymi obrazami śniącymi się nam po nocach. Powieść ta to droga przez mękę, przez tajemnicę, od ofiary po kata. Rozpoczyna się traumatycznie, wobec czego czytelnik spodziewać może się, że dalej nie będzie wcale lżej. Nie jest to ten typ lektur, który serwuje nam gigantyczne emocje na początku i niczym odwrócony dramat wielki finał następuje u końca drogi. Przede wszystkim szokujące będą dla nas zmiany zachodzące w otoczeniu i doprowadzające do tego, że mała myszka zostaje zagnana w róg. Zmiany tak przytłaczające, że dochodzi niemalże do tragedii. Zaskakujące jest to, jak młodzież w dzisiejszych czasach potrafi być brutalna. Wielokrotnie uwidacznia się to nie tylko w literaturze, ale i produkcjach filmowych dla młodzieży. Autor porusza nie tylko temat przemocy wśród młodzieży szkolnej, ale też i na relacji uczeń-nauczyciel, rzecz tak dobrze znana w polskiej społeczności szkolnej. Jednakże jeżeli czytelnikowi wydaje się, że na tym kończą się wszelkie rewelacje zawarte w powieści to grubo się myli. Zapewne wytworzył już swoje własne teorie na temat tego co wydarzyć się może, ale pewnie nie spodziewał się takiego obrotu spraw. A wszystko przez jedno małe wydarzenie, które zmienia tytułowe myszy w koty. Interesujące jest to jak jedna chwila może sprawić, że coś w człowieku pęka. Dopuszcza się wówczas czynów, których nigdy nie spodziewałby się popełnić. A wszystko to z chęci ochrony siebie, ochrony swojego potomstwa. Ale czy to co uczyniła matka Shelly jest czynem usprawiedliwionym? Trudno jest odpowiadać na pytania tego typu, jeżeli sami nie doświadczyliśmy podobnych rzeczy. Przypatrując się zachowaniu matki można dojść do wniosku, że kobieta zrobiła to, aby chronić samą siebie. Nie myślała wtedy o Shelly. Wypadki mogłyby potoczyć się zupełnie inaczej, a i zaoszczędziłoby to im wiele stresów, przede wszystkim dziewczynie przygotowującej się do ważnych egzaminów.
     Gordon Reece pisze książkę korzystając ze swojego doświadczenia zdobytego w pracy z młodzieżą w szkole. Z pewnością niejednokrotnie spotykał się z podobną sytuacją prześladowania młodzieży i nieudolności szkolnictwa, które standardowo niewiele może zrobić bez dowodów. Przekazuje nam także odrobiny swojej wiedzy prawniczej, próbując rozwikłać to jak zadziałałoby prawo w przypadku obrony koniecznej. Jednakże przede wszystkim rozkłada na czynniki pierwsze ludzką psychikę. Psychikę człowieka postawionego pod murem. Psychikę człowieka, który w końcu pęka po wielu miesiącach prześladowań. Psychikę matki, która stara się robić to co według niej ważne. Jego uwaga skupia się także na odwiecznym strachu, który towarzyszy Shelly. Najpierw jest to obawa przed kolejnymi dniami w szkole, później niepokój związany ze skrywaną tajemnicą i jej ewentualnymi konsekwencjami. Psychologiczne wywody autora, szczęśliwie, nie są przytłaczające. Dzięki temu książkę czyta się szybko i mimo wszystko jest całkiem przyjemną lekturą. Pisarz posługuje się standardowym słownictwem, nie ryzykuje zbytnio, choć mógłby trochę przyszaleć przy tego typu twórczości.
     Jeżeli ktoś spodziewa się mocnego thrillera, który będzie trzymał wciąż w napięciu, to „Myszy i koty” nie są ku temu idealną propozycją. Dziwne uczucie dyskomfortu pojawia się tutaj sporadycznie, a autor każe nam się skupiać na psychologicznych aspektach postępowań głównych bohaterek. Porusza wątki, które są ponadczasowe, a także idealnie wkomponowują się w realia naszego świata. Nie brak tutaj brutalności, ale też i przenikliwości pisarza. Choć lektura nie jest zdumiewająca, ani szalenie porywająca, to jednak wiele się można dowiedzieć o konstrukcji umysłu człowieka, a także zbrodni doskonałej, choć przypadkowej. Przy okazji pomoże też czytelnikowi zaklasyfikować się w jednej z dwóch kategorii. Bowiem to on sam zdecyduje czy jest i na zawsze pozostanie myszą, czy też przemieni się w kota walczącego o swoje.

Ocena: 5/6

Recenzja dla portalu A-G-W.

wtorek, 7 lutego 2012

Książka #93. Kuszące zło, reż. Keri Arthur

Tytuł oryginalny: Tempting Evil 
Cykl: Zew Nocy #3
Gatunek: fantasy, romans
Rok wydania: 2007 (Australia), 2011 (Polska)
Projekt okładki: Izabela Surdykowska-Jurek, Magdalena Muszyńska
Tłumaczenie: Kinga Składanowska
ISBN 978-83-62329-39-7
Ilość stron: 440  | Format: 125x195 mm


   Miejsca, w którym spotykają się najrozmaitsze istoty ze świata paranormalnego są nie tylko osobliwe, ale i niezwykłe. Seria „Zew Nocy”, która powstała w 2006 roku wraz z pierwszym tomem o tytule „Wschodzący Księżyc” jest jednym z takich miejsc, w których możemy je spotkać. W 2011 roku Instytut Wydawniczy Erica wydał pierwszą powieść Keri Arthur i szybko się przekonał, że Polska szaleje na punkcie historii o pół wampirzycy pół wilkołaczycy, rudowłosej Riley Jenson. W ciągu jednego roku na polskim rynku wydawniczym pojawiły się trzy pierwsze tomy, a „Kuszące zło” jest najnowszą z nich.

    Riley Jenson jest o krok od zostania strażnikiem, choć wciąż ma wątpliwości. Pomimo braku doświadczenia w tym zakresie, jej szef- Jack, wysyła ją i jej brata bliźniaka w tajną misję. Całkowicie zmieniają swój wizerunek i tożsamość, aby zostać wcielonym do kartelu rządzonego przez Deshona Starra. Riley zostaje jedną z niewolnic walczących za pieniądze i seks, a Rhoan jednym z ochroniarzy. Na miejscu mają na celu odnalezienie tajnego laboratorium, w którym przeprowadza się eksperymenty na osobnikach nadnaturalnych. Tym samym stają się pionkami w niezwykle niebezpieczniej grze, która będzie kosztowała życie nie tylko ich, ale także ich bliskich, w przypadku porażki.
    Czasami trzeba przyznać się do pomyłki, bo często zdarza nam się popełniać błędy w osądzaniu niektórych typów powieści. Kiedy kończyło się lekturę „Wschodzącego Księżyca”pozostawał pewien niesmak po seksualnych przygodach Riley i jej braku jakichkolwiek zasad moralnych. Jednakże seria „Zew Nocy” jest idealnym przykładem na to, że czasami wystarczy dać czas autorowi na rozkręcenie odpowiednich wątków, a dostaniemy w efekcie fascynujące czytadło. Bowiem w powieści „Kuszące zło” akcja nabiera dynamicznego tempa! Z pewnością dla niewielu jest to zaskoczenie, bo pokładali nadzieje w dzielnej i pięknej Riley, aczkolwiek fabuła stanowiąca podstawę dla tej powieści hipnotyzuje. Fascynują kolejne walki na arenie, intryguje rozwój wydarzeń w domu Deshona, ciekawi czy prawdziwa tożsamość Riley i Rhoana zostanie odkryta. Wciąż wszystko kręci się wokół eksperymentów genetycznych, przez to poczytamy sobie o dziwacznych stworzeniach, których nie spotkamy już pewnie w żadnej tego typu książce. Będziemy świadkami dramatycznych wydarzeń, które rozgrywać się będą przed publiką, tak dramatycznymi, że i nam będzie kręciła się w oku łza- zupełnie jak głównej bohaterce. Czytelnik z pewnością zastanowi się nad tym jakim sposobem Riley tak szybko znajduje sprzymierzeńców tam, gdzie by się tego zupełnie nie spodziewała. Nie obejdzie się również bez uwodzicielskich i śmiałych seksualnych przygód targanej namiętnością i zewem nocy rudowłosej. Dodatkowo uwaga skupia się właśnie na Riley, autorka wzbogaca trochę jej postać dając jej zupełnie nowe, niesamowite umiejętności. Odczytywanie emocji umarłym? Takie rzeczy tylko w „Zewie Nocy”! Z tą książką najzwyczajniej nie da się nudzić, jak nie sceny walki to ekscesy łóżkowe, jak nie brutalność to chwile romantycznych uniesień. Wszystko jednak idealnie ze sobą współgra, co może szokować, aczkolwiek działa zdecydowanie na plus.
     Trudno pojąć jakim sposobem w umyśle Keri Arthur rodzą się podobne pomysły na fabułę. Uczepiła się wątku genetycznych eksperymentów i tworzenia mieszańców, ale to dobrze, bowiem w ten sposób odróżnia swoje powieści od całego tego szaleństwa, które ma miejsce na rynku wydawniczym. Wychodzi poza pewne utarte już ramy, sporo ryzykując, ale jak się okazuje ryzyko czasem się opłaca, w szczególności dla kogoś takiego jak Arthur. Autorka broni swoją koncepcję żelazną ręką, a właściwie lekkim piórem. Przez narrację pierwszoosobową, tutaj pod postacią Riley, mamy trochę ograniczony obraz wydarzeń, które rozgrywają się wokół niej. Jednakże dzięki temu sposobowi prezentowania treści, możemy bliżej poznać samą bohaterkę, jej uczucia względem innych, nawet tych umarłych, zagłębimy się w jej zdolności, a także w relacje z innymi ludźmi. Autorka ma niebywałą zdolność tworzenia obrazowych opisów. Nie owija w bawełnę, nie boi się używać wulgaryzmów. Bez przeszkód mówi o seksie i w bardzo wyrazisty i niekiedy barwny sposób kreuje sceny miłosne. Sposób w jaki tworzy treść powoduje, że czytelnik szybko oddaje się w pełni lekturze. Zafascynowany zagłębia się w kolejne stronice ledwo zdając sobie sprawę, że jest na ostatniej z nich.
     Uwagę do książki, standardowo, przykuwa okładka. Na każdej oprawie z serii widnieje osoba Riley Jenson, a właściwie kobiety, z którą można ją utożsamiać ze względu na płomiennorude włosy. Na „Kuszącym złu”towarzyszy jej pewien wytatuowany mężczyzna. Tytuł i okładka idealnie współgrają z treścią, która jest jednocześnie namiętna i przesiąknięta złem. Ewidentnie uwydatnia się tutaj samą bohaterkę powieści, gdyż jej piękne włosy idealnie kontrastują z bladością reszty okładki.
     Już przy drugim tomie powieści przekonałam się do całej serii. „Wschodzący Księżyc”nie zafascynował mnie, co tu dużo ukrywać. Jednakże dałam szansę tej historii i teraz z utęsknieniem wyczekuję kolejnych tomów. „Kuszące zło”pociąga czytelnika na wszystkie możliwe sposoby. Nie tylko porusza do głębi, rozbudza nasze zainteresowanie poprzez dynamiczną akcję, ale też i hipnotyzuje swoją ponętnością. Wszystko odbywa się w sposób spójny i ciekawy, przez co książkę czyta się niemalże na jednym wdechu.

Ocena: 5/6

Książkę miałam możliwość przeczytać dzięki serdeczności Instytutu Wydawniczego Erica i portalu Sztukater, który mi ją udostępnił. 

sobota, 5 listopada 2011

Książka #44. Całując grzech, aut. Keri Arthur


Tytuł oryginalny: Kissing Sin
Cykl: Zew Nocy #2
Gatunek: fantasy, romans
Rok wydania oryginału: 2007
Rok wydania w Polsce: 2011
Projekt okładki: Izabela Surdykowska-Jurek, Magdalena Muszyńska
Tłumaczenie: Kinga Składanowska
Redakcja: Karolina Kawałkowska, Dorota Szkodzińska
Korekta: Maria Gajda
ISBN 978-83-62329-25-0
Ilość stron: 432
Format: 125x195 mm

    W 2006 roku Keri Arthur, australijska pisarka, stworzyła powieść o przepięknej Riley Jonson o naturze wampira i wilkołaka. „Wschodzący Księżyc” zafascynował wielu fanów paranormalnego romansu, co dało autorce chęci do stworzenia całego cyklu książek. 2007 rok był czasem powrotu pisarki wraz z drugim tomem cyklu „Zew krwi” o tytule „Całując grzech”. Sprawnie łącząc w nim elementy romansu, horroru i literatury fantasy sprawiła, że kontynuacja książki jest lepsza od swojej poprzedniczki.
    Riley Jonson, pół wampir pół wilkołak, ulega wypadkowi samochodowemu. Budzi się w tajemniczym laboratorium, w którym spotyka koniokształtnych. Organizuje ucieczkę wraz z jednym z przetrzymywanych- Kade'm, i tylko im udaje się ocalić przed ostrzałem. Wkrótce zostaje udzielona im pomoc ze strony szefa Riley z Departamentu Innych Ras, gdzie kobieta  pracuje zaledwie jako urzędniczka. Jednakże już wkrótce zostanie jej przydzielona kolejna misja, w której różnymi sposobami będzie musiała wydobyć informacje ze swoich źródeł na temat owego laboratorium, a także eksperymentów genetycznych przeprowadzanych na stworzeniach różnych ras. Okazuje się być to niezwykle skomplikowanym zadaniem ze względu na powrót wampira imieniem Quinn, który chce mieć Riley na wyłączność, a także czyhającą na nią za każdym rogiem śmierć.

    „Całując grzech” to powieść pełna namiętności, akcji, dramatów, a także i humoru. Kiedy we „Wschodzącym Księżycu” rolę pierwszoplanową odgrywał seks, tak w kontynuacji powieści uwaga czytelnika skupiona zostaje na akcji, gdzie tematem przewodnim staje się genetyka. Seksualne podwoje Riley Jonson zostają zepchnięte na dalszy plan, ale także odkrywają tutaj kluczową rolę. Ponownie szokuje czytelnika fakt, że wilkołak ten chodzi sypiać z każdym i gdzie tylko ma na to ochotę – co niejednokrotnie wywołuje rumieniec na twarzy czytelnika. Cała akcja skupia się na genetycznych eksperymentach na istotach różnych ras, co jest bardzo ciekawe, gdyż co chwilę spadają na nas jakieś nowe, wcześniej niespotykane istoty. Nie obywa się także bez medycznych wtrąceń, czy powrotu do tematyki klonowania, z którą czytelnik spotkał się przy okazji pierwszej powieści. Intrygujące jest to, że kiedy za pierwszym razem długo przyszło nam czekać na jakieś napięcie i rozwój akcji, tak w „Całując grzech” mamy tego pod dostatkiem. Już od pierwszej strony uwaga czytelnika zostaje przykuta do lektury ze względu na ucieczkę z ośrodka badawczego. Później jest już tylko lepiej. Akcja nawet na chwilę nie zwalnia tempa. Czy to z powodu misji Riley Jonson, czy to z powodu strzelanin, czy miłosnych przygód, najważniejsze jest to, że nawet na chwilę nie daje się nudzić. Urozmaicają to także, niekiedy, zabawne konwersacje bohaterów, humorystyczne, ale też i pełne złośliwości przytyki.  Nie zabraknie tutaj także dramatów, które wstrząsają bohaterami. Przed Riley ponownie będą stawały liczne dylematy, niejednokrotnie dylematy moralne. Będzie musiała decydować czy iść za głosem serca, czy podążać za rozumem. Interesujące jest to, że autorka nie pozostawiła powieści bez rozwinięcia trochę osoby głównej jej bohaterki.
    To już drugi raz kiedy Keri Arthur tworzy niezapomniany świat magicznych istot, które muszą mierzyć się z nowoczesnymi cudami techniki. Autorka wydaje się być obyta w tematyce eksperymentów genetycznych, co udowadnia stosowanym słownictwem, a to nadaje powieści realności. Tym samym udaje jej się stworzyć niepowtarzalny klimat. Ponownie snuje swoją opowieść wprowadzając do powieści narrację w pierwszej osobie. Tym sposobem czytelnik śledzi wydarzenia oczami głównej bohaterki. Autorka tworzy rozwinięte zdania, które z łatwością się przyswaja i dzięki temu czytanie idzie o wiele szybciej. Nie przebiera w słowach jeżeli chodzi o sceny łóżkowe, czy brutalne sceny zabójstw. Nazywa rzeczy po imieniu bez owijania w bawełnę. Jej opisy są bardzo szczegółowe, a przez to nie trudno wyobrazić sobie podobną sytuację z jednoczesnym postawieniem się na miejscu głównej bohaterki, czy też zobrazować sobie makabrę sytuację. Opisy te niejednokrotnie wywołują szybsze bicie serca, rumieniec na twarzy, czy też uczucie napięcia.
    Prawa do całej serii książek o Riley Jonson wykupił w Polsce Instytut Wydawniczy Erica. „Całując grzech” to już druga powieść z tej serii, a na półkach polskich księgarni ukazała się w czerwcu 2011 roku. Okładka ponownie jest zachwycająca. Na froncie po raz kolejny zobaczymy piękną kobietę o płomiennie rudych włosach z ustach wymalowanych krwistą czerwienią. Idealnie kontrastuje z zachowanym w stonowanych barwach pozostałej części okładki przedstawiającej australijskie miasto. Nie zapomniano tu też części składowej treści, a mianowicie o tematyce genetycznej, dlatego też na froncie zobaczymy łańcuch DNA. O dziwo wszystko to stanowi idealne połączenie oraz spójną i wyrazistą całość. Tekst zapisany został w standardowej czcionce, a kolejne rozdziały ponownie odznaczone zostały uroczymi wilczkami wyjącymi do księżyca. Taki wygląd zewnętrzny, ale też i zewnętrzny przykuwa uwagę potencjalnego czytelnika.
    Osobiście muszę się przyznać, że pomimo tego iż „Wschodzący Księżyc” rozbudził moje zainteresowanie, to nie pokładałam większych nadziei w kontynuacji. Jednakże, jak to zawsze ze mną bywa, coś mnie tknęło. Postanowiłam przeczytać „Całując grzechem” i nie rozczarowałam się. Druga część podobała mi się zdecydowanie bardziej, prawdopodobnie ze względu na to iż cała uwaga powieści nie była skupiona na miłosnych przygodach Riley. Już od samego początku czytelnik zostaje zasypany fascynującą akcją i gdyby tylko mógł to skończyłby czytać książkę tego samego dnia. Rozbudowana fabuła, różnorodność wątków i wszelkich uczuć jakie wywołuje w nas ta pozycja powoduje, że trudno jest się z nią rozstać. Z niecierpliwością przyjdzie mi czekać na kolejną odsłonę pełnych niebezpieczeństwa przygód Riley Jonson.

Ocena: 5/6

Powieść miałam przyjemność przeczytać i zrecenzować dzięki uprzejmości Instytutu Wydawniczego Erica, a także portalowi Sztukater, który mi ją udostępnił. 


wtorek, 21 czerwca 2011

Książka #10. Wschodzący księżyc, aut. Keri Arthur

Tytuł oryginalny: Full Moon Rising
Cykl: Zew Nocy #1 
Gatunek: fantasy, romans
Rok wydania oryginału: 2006
Rok wydania w Polsce: 2011
Projekt okładki: CZARTART
Tłumaczenie: Kinga Składanowska
Redakcja: Karolina Kawałkowska, Dorota Szkodzińska 
Korekta: Maria Gajda, Robert Wiktorowicz 
ISBN 978-83-62329-17-5 
Ilość stron: 440
Format: 125x195 mm


    Świat paranormalnego romansu pomiędzy bohaterami powieści to nie tylko kraina, w której najróżniejsi autorzy tworzą książki dla młodzieży, ale także i dla dorosłych czytelników. Jedną z takich pisarek jest Keri Arthur, mieszkająca w Australii, która niejednokrotnie zachwyciła świat swoimi powieściami z gatunku romansu, czy też urban fantasy. Swoją przygodę z pisarstwem rozpoczęła w 2000 roku od serii „Nikki i Michael”. Cykl „Zew nocy”, gdzie główną bohaterką jest pół wampirzyca, pół wilkołaczyca o imieniu Riley Jenson, rozpoczęła w 2006 roku powieścią „Wschodzący księżyc”. Do Polski powieść dotarła dopiero w 2011 roku za sprawą Instytutu Wydawniczego Erica.

    Akcja powieści rozgrywa się w Melbourne w świecie, który wie o istnieniu wampirów, wilkołaków, a także wielu innych nadprzyrodzonych istot. Wśród nich znajdują się także mieszańcy, do których zaliczana jest Riley Jenson- będąca w połowie wampirem, a w drugiej połowie wilkołakiem, tak samo jak jej brat bliźniak- Rhoan. Oboje pracują w Departamencie ds. Innych Ras, gdzie Rhoan jest strażnikiem ze względu na przewagę wampirzego DNA, natomiast Riley jest zwykłą sekretarką i nie pali się do tego, aby zmienić profesję. Jednakże kiedy jej brat znika w tajemniczych okolicznościach, a u progu jej drzwi odnajduje nagiego wampira, kobieta wie, że szykują się poważne kłopoty. Musi przyłączyć się do najnowszej misji, w czym nie pomaga jej wilcza natura, która wzbudza w niej seksualne pragnienia wywołane potęgą wschodzącego księżyca.
    „Wschodzący księżyc” to wielowątkowa powieść, w której każdy odnajdzie swój ulubiony element. Nie brakuje tutaj kryminalnych aspektów, które przebiegle wmieszane są w pełną namiętności historię. Jednakże, niestety, większość scen akcji spychana jest na dalszy plan, aby ukazać czytelnikowi czym tak naprawdę jest księżycowa gorączka i to, że nie tylko jest podstawą do wspaniałych erotycznych przygód, ale też stanowi zagrożenie dla wilkołaka, który znajduje się w jej niewoli. Powieść zaczyna się całkiem nie najgorzej, nie brakuje w niej także licznych wątków, w których faktycznie coś się dzieje, ale ma się wrażenie, że nie są one spójne. Na jednej stronie czytamy o jednej z akcji, w których Riley bierze udział, a na drugiej już czytamy o tym, jak misja zamienia się w kolejną pasjonującą przygodę seksualną. Do czynienia mamy z kilkoma bohaterami, którzy odgrywają tutaj zasadniczą rolę, nie tylko jako partnerów łóżkowych, ale też i osób mających większe znaczenie dla Riley. Niekiedy pojawiają się znikąd, innym razem w zupełnie zaskakujących warunkach, a przy tym stanowią podstawę do podejrzeń, gdyż nie zawsze budzą zaufanie. Nie brakuje też elementów zaskoczenia, kiedy dochodzi do zdrady, w każdym tego słowa znaczeniu. W grę wchodzą także zabawy genetyczne, które nie do końca wywołują przyjemne wrażenie. Nie zabraknie również kilku nieprzyjemnych sytuacji, które niejednokrotnie przerażają. Niestety, powieść nie budzi aż takiej fascynacji, gdyby rozpatrywać ją w charakterze powieści urban fantasy. Nie oznacza to jednak, że nie sprawdza się jako bardzo dobry erotyk.
    Keri Arthur snuje swoją powieść wprowadzając narratora w osobie samej Riley Jenson. Wszystko czego doświadczamy podczas czytania powieści zawdzięczamy właśnie postrzeganiu świata przez tą istotę. Trudno jest go jednak rozszyfrować, kiedy przez całą historię Riley jest spętana księżycową gorączką i nawet w najmniej oczekiwanych momentach możemy zostać pobudzeni przez opisy tego co odczuwa. Arthur idealnie radzi sobie z opisami scen miłosnych. Nie przebiera w słowach, kiedy tego dokonuje. Nie boi się używać mocnych słów dla wyrażenia namiętności danej chwili, co często podsyca powstały już żar. Odnajdziemy tutaj także sceny łóżkowe rozpisane nawet na kilka stron, a jeżeli ktoś tak sprawnie tego dokonuje, to musi być w tym naprawdę dobry. Autorka dodatkowo stworzyła bardzo interesujące postacie, a także istoty, co także da się sobie wizualizować dzięki dobrym opisom. Ponadto używa wielu skomplikowanych słów, niekiedy są to wyrażenia laboratoryjne, które czytelnik może ze spokojem pominąć. Dialogi z kolei są nawet niezłe, niekiedy bardzo pasjonujące, czasami nawet z odpowiednimi wzmacniaczami. Powieść czyta się bardzo dobrze, szybko idzie zważywszy na właściwy dobór słów i opisy, które pochłaniają czytelnika bez końca.
    Wydanie Instytutu Wydawniczego Erica z pewnością zachęca czytelnika do sięgnięcia po tę powieść. Wspaniale kusząca okładka, która w zasadzie nie prezentuje tego kim naprawdę jest Riley Jenson, ale w sposób idealny pomaga w wyobrażeniu sobie, jak wyglądać może główna bohaterka. Zastosowana czcionka także jest kusząca, gdyż jest ona racjonalnych rozmiarów, który nie męczy czytelnika zbyt szybko. Dodatkowo zastosowano nagłówek, który zmniejsza obszar do czytania. Każdy rozdział rozpoczynany jest od nowej strony, a pod jego liczbą znajdziemy postać uroczego wilczka. Wszystkie te elementy sprawiają, że powieść jest przyjemna w odbiorze.
   „Wschodzący księżyc” to najbardziej zmysłowa powieść ostatnich lat, jakie przyszło mi czytać. Wiele razy wzbudza w czytelniku napięcie, niekoniecznie to powiązane z tematyką horroru, czy innych tego typu wydarzeń. Niekiedy może stanowić idealny poradnik, jak stać się lepszym kochankiem, gdyż opisy Keri Arthur są tak szczegółowe, że nie trudno o rumieniec na twarzy. Jednakże na tym kończą się zalety tej powieści, ponieważ nie wzbudza ona większych fascynacji. Sama fabuła jest bardzo ciekawa, jednakże opowiedziana w dość mglisty sposób, co powoduje, że pozostaje daleko w tyle za innymi powieściami fantasy. Nie mniej, z przyjemnością sięgnę po kolejną część poczynań Riley Jenson. 


Ocena: 3/6


Książkę miałam okazję zrecenzować dzięki wspaniałomyślności Instytutu Wydawniczego Erica. Bardzo serdecznie dziękuję Sztukaterowi za udostępnienie mi tego właśnie egzemplarza.