Czarna Pantera powraca! Tym razem jednak wrażenia po ponownym seansie plasują się gdzieś pomiędzy "co ja takiego w tym widziałem?!", a "naprawdę niesamowite zjawisko".
Do tej pory powieści, które wyleciały spod skrzydeł wydawnictwa Szósty zmysł, zaskakiwały swoją niebanalnością. Tym razem wydawnictwo poszło w trochę odmienną stronę i zaserwowało coś, co łączy ze sobą miłość i sport. k jak i nasz w zetknięciu z tą lekturą.
Oryginalny
tytuł:San Andreas Reżyseria: Brad Peyton Scenariusz: Carlton Cuse Zdjęcia: Steve Yedlin Muzyka: Andrew Lockington Kraj: USA, Australia Gatunek: Katastroficzny Premiera: 21 maja 2015 (Świat) 04 czerwca 2015 (Polska)
Obsada:
Dwayne Johnson, Carla Gugino, Alexandra Daddario, Hugo
Johnstone-Burt, Art Parkinson, Ioan Gruffudd, Archie Panjabi, Paul
Giamatti
Od
ostatniego wielkiego filmu katastroficznego minęło 6 lat, można
więc powiedzieć, że po zrealizowaniu się przepowiedni Majów 2012
nikt już nie sięgał po ten sprawdzony przepis na gigantyczny
przypływ gotówki. Jednakże reżyser o niewielkiej sławie- Brad
Peyton, zrozumiał, że tylko taki film może przynieść mu rozgłos.
Tak też powstał widowiskowy „San Andreas” z jakże
świetnie się prezentującym Dwayne'm 'The Rockiem' Johnsonem.
Oryginalny tytuł: Pompeii
| Reżyseria: Paul W.S. Anderson | Scenariusz: Janet Scott Batchler,
Lee Batchler, Julian Fellowes, Michael Robert Johnson | Obsada: Kit
Harington, Emily Browning, Kiefer Sutherland, Adewale
Akinnuoye-Agbaje, Carrie-Anne Moss, Jared Harris, Jessica Lucas,
Sasha Roiz | Kraj: USA, Kanada, Niemcy | Gatunek: Akcja, Dramat
Premiera: 18 lutego 2014 (Świat) 21 lutego 2014 (Polska)
Premiera:
07 sierpnia 2014
(Świat) 08 sierpnia 2014
(Polska)
Obsada:
Richard Armitage, Sarah
Wayne Callies, Matt Walsh, Max Deacon, Nathan Kress, Alycia Debnam
Carey, Arlen Escarpeta, Jeremy Sumpter
Lata
90te były wylęgarnią całkiem dobrych filmów, w tym też
produkcji katastroficznych. Wtedy wówczas powstał chociażby taki
tytuł jak „Twister” w reżyserii Jana De Bonta,
który na zawsze odmienił postrzeganie tornad w kinie. W nowym
millenium, przy dyspozycji nowych technologii do kreowania efektów
specjalnych, coraz więcej twórców próbuje powtórzyć sukcesy
swoich poprzedników. Wśród nich jest Steven Quale, który
powiększa trąbę powietrzną i sieje zniszczenie w najnowszym
filmie od Warner Bros. o tytule „Epicentrum”.
Tak nietypowe lektury zdarzają się nad wyraz rzadko. Książki tak genialnie stylizowane na tematykę fabuły, jaką poruszają to prawdziwe rarytasy dla czytelników. Książka Sarah Lotz okazała się fenomenem na skalę światową, a i polski dystrybutor mocno poszalał przy okazji promocji, aby dołączyć do zacnego grona. Czarne koperty z korespondencją, czarna oprawa i wielka tajemnica, którą owiano najnowszą powieść autorki o tytule „Troje”, w którym pociąga ona za najczulsze struny w każdym z człowieku.
Pamela May Donald znajduje się na pokładzie samolotu lecącego do Ameryki z Japonii. Tuż po starcie dochodzi do wydarzeń w wyniku których samolot spada. Pamela budzi się otoczona resztkami zniszczonego samolotu, a także ludzi. Na horyzoncie widzi ludzi, a także małego chłopca. Ostatkiem sił nagrywa wiadomość na swoim telefonie, wiadomość, która odmieni spojrzenie wielu ludzi na tę katastrofę. Tę i inne, bowiem oprócz jej samolotu, tego samego dnia z nieba spadły jeszcze trzy maszyny. Z tych czterech straszliwych wypadków z życiem uszła jedynie trójka dzieci w wieku około siedmiu lat. Jednakże już wkrótce po katastrofach, a także po poznaniu ostatnich wiadomości od umierających świat zaczyna wietrzyć spisek, a jeden z wielebnych- bliski przyjaciel Pameli, dostrzega w jej słowach coś więcej niżeli pożegnanie- ostrzeżenie przed cudownie ocalonymi.
Piękna czarna koperta, a w środku fragment powieści, fascynujący wstęp do niej. Chwilę później możliwość zamówienia książki i przychodzi! Znowu czarna koperta, a w środku jeszcze bardziej czarna książka. Czy może być coś bardziej wprowadzającego w nastrój Czarnego Czwartku i czarnych skrzynek samolotu niżeli książka, która po złożeniu jest cała czarna? Chyba nie bardzo. Człowiek od razu wydaje się być przekonany do tego co znajdzie w środku, a fabuła...
… mocno zachwyca. Już początkowy fragment tekstu otrzymany w ramach promocji mocno wbija się człowiekowi w pamięć. Wszelkie fobie związane z lataniem nagle ożywają i potęgują się w tym jednym momencie. Poruszający początek nie do końca zwiastuje paranoję, która rozgrywa się na dalszych etapach lektury, a trzeba przyznać, że to spotkanie należy do jednego z najbardziej wyjątkowych. Zgrabnie podzielone na kolejne etapy, od katastrofy, poprzez teorie spiskowe, a na życiu ocalałych kończąc, tworzy spójną, logiczną całość znajdującą swoje ujście w zaskakującym finale. Fabuła mocno mydli nam oczy podrzucając nam kolejne argumenty, po których sądzić można, że jest to naprawdę mocny thriller polityczny z katastrofą w tle. Szybko jednak okazuje się, że poza przepychaniem się mocarstw i obwinianiem się o domniemane ataki terrorystyczne, znajdziemy tutaj coś zgoła odmiennego. „Troje”to przede wszystkim mechanizm działania ludzkiej paranoi, nakręcanej przez ludzi, którym ufamy najbardziej- księżom kościoła katolickiego i innych. Świetnie zobrazowane zostaje społeczeństwo, elastyczność ludzkich umysłów podatnych na wszystko, to co dociera do nich z zewnątrz, nie tylko poprzez wiarę, ale również środki masowego przekazu. Przede wszystkim ukazuje nie tylko ludzi napędzanych swoistą ideologią, ale co najważniejsze ludzi dotkniętych tragedią. Tych, którzy stracili w katastrofach swoich ukochanych, matki, dzieci, ale także tych zmuszonych borykać się z tym co zostało po nich, także z ocalonymi. Zaskakujący jest natomiast finał tej opowieści. Nikt by się nie spodziewał, że te ostatnie strony rzucą zupełnie inne światło na książkę, którą trzymamy w ręce. Całkowicie odbierają mowę!
W tej całej plątaninie emocji, towarzyszące czytelnikowi podczas lektury, autorce udało się stworzyć naprawdę przekonujące postaci, w które bez trudu jesteśmy w stanie uwierzyć. Możemy dać wiarę, że taki Ryu stąpał po ziemi, a tak naprawdę zamknął się w swoim mieszkaniu na rok i korespondował przez sieć z niejaką Chiyoko. Wierzymy w istnienie Paula Croddocka, który tak bardzo starał się pomóc swojej bratanicy, dać jej lepsze życie, a przy okazji stał się jeszcze bardziej znany niż przedtem. Pokochaliśmy Lilian i jej schorowanego męża Reubena, przeżywaliśmy każdy najmniejszy ich problem, a także powody do radości. Widz nie ma jednak trudności z utożsamianiem się z bohaterami z bardzo oczywistego powodu. Autorka nie tworzy zwyczajnej powieści, gdzie jest narrrator i cała seria bohaterów, którzy skaczą z jednych wydarzeń na inne. Sarah Lotz robi coś na wzór reportażu, gromadzi w jednym miejscu najrozmaitsze materiały, które udało się zdobyć najważniejszej bohaterce powieści- dziennikarce. Dzięki wklejonym dialogom z komunikatorów i innych miejsc komunikacji w sieci udało się stworzyć nie tylko postaci dwójki zakochanych, ale przede wszystkim zobrazować środowisko młodych, odseparowanych od prawdziwego świata, żyjących jedynie w sieci. Dzięki zapisom Paula Croddocka stworzyła się dramatyczna historia, którą śmiało mógłby przeanalizować każdy psychoterapeuta i wywnioskował by dokładnie to samo, co bohaterowie powieści. To dzięki niemu dostarczona zostaje odrobina grozy. Autorka bawi się formą swojego dzieła i oprócz wyżej wymienionych form prezentacji, z znajdą się tu również wywiady, listy, zapisy z czarnej skrzynki i inne tego typu rzeczy, które pokażą nie tylko życie ocalałych, ale przede wszystkim wszystkich z najbliższego ich otoczenia.
Zachwycające jest to, w jak wielką psychozę można wpaść podczas lektury „Troje”. Niektóre z wysnutych tu teorii spiskowych o inwazji obcych, czy nawet tych o zbliżającym się końcu świata, wydają się być nie tylko bardzo dobitne, ale również bardzo przekonujące. Autorce płynnie udaje się przejść z rasowego thrillera politycznego, aż do religijnego, gdzie wytwarza się dość specyficzny kult religijny. Obfituje to w różnorodne dramaty, które mają na celu nie tylko przybliżyć kulturę niektórych cywilizacji, ale przede wszystkim wytknąć ludziom ich największe wady i ukazać problemy! Ta książka to nie tylko przesiąknięta grozą opowieść o katastrofach lotniczych i ich następstwach, ale przede wszystkim studium mechanizmu ludzkiej psychiki, która jest tak zwiła, jak to, co ją otacza i napiera na nią z każdej ze stron. Świetna lektura, mocno wciągająca i jakże poruszająca!
Oryginalny tytuł:
The Impossible Reżyseria: Juan Antonio Bayona Scenariusz: Sergio
G. Sánchez Zdjęcia:Óscar
Faura
Muzyka:Fernando Velázquez
Kraj: Hiszpania Gatunek:
Dramat
Premiera:09 września 2012 (Świat) 25 stycznia 2013 (Polska) Obsada:
Naomi Watts, Ewan McGregor, Tom Holland, Samuel Joslin, Oaklee Pendergast, Marta Etura, Sönke Möhring, Geraldine Chaplin
Najpierw
wielka fala terroryzmu wstrząsnęła światem. Kilka lat później
przyszła kolejna fala, fala tsunami, które zamieniła rajską
krainę turystyczną w prawdziwe piekło. W drugi dzień świąt cały
świat oprócz światełek choinkowych i prezentów zobaczył coś
jeszcze, wybrzeża Tajlandii spustoszone przez niszczycielską falę.
Juan Antonio Bayona, który dotychczas kręcił teledyski i
„Sierociniec”
jako jeden z nielicznych postanowił zekranizować historię rodziny,
która przeżyła katastrofę i odnalazła się pośród zgliszczy,
sprawiając, że „Niemożliwe”
stało się możliwym.
Obsada: Helen Hunt, Bill Paxton, Cary Elwes, Jami Gertz, Philip Seymour Hoffman, Jeremy Davies
Film został stworzony przez holenderskiego reżysera- Jana De Bonta, który wbił się w nasze serca i umysły takimi filmami akcji jak „Speed: niebezpieczna prędkość” czy też drugą częścią przygód o pięknej Larze Croft. Jak więc wiecie jego filmy są na poziomie, które trzymają w napięciu i dostarczają nam ogromnej dawki emocji. W filmie "Twister" znajdziecie dokładnie to samo, gdyż za motyw przewodni bierze sobie jeden z najbardziej przerażających żywiołów, z którymi mierzyć się muszą Stany Zjednoczone.
Gdy Jo (Helen Hunt) była małą dziewczynką jej tata zginął po tym jak został porwany przez tornado skali F5 próbując ratować swoją rodzinę. Od dziecka Jo ściga tornada, aby będąc już dorosłą kobietą wystarczająco wcześnie informować mieszkańców zagrożonych miast o zbliżającym się niebezpieczeństwie. Kiedy jej były mąż Bill (Bill Paxton) przyjeżdża wraz z nową dziewczyną (Jami Gertz) do Jo i jej ekipy, aby podpisała papiery rozwodowe, znowu zostaje wciągnięty w marzenia swojej byłej żony. Okazuje się, że postarała się ona, aby projekt Billy`ego ujrzał światło dzienne i tak powstała D.O.R.O.T.H.Y., dzięki której dowiedzą się wszystkiego o tornadach i będą wstanie na czas ostrzec przed nimi. Od pewnego czasu trąby powietrzne nawiedzają już nie tylko USA, ale także resztę świata, w także Polskę, co jest zupełnie niepodobne do naszego klimatu. Takie rzeczy jakie się ostatnio dzieją, w szczególności latem, są nie do pomyślenia i wyglądają jak sceny wyjęte żywcem z tego filmu. Kto by pomyślał, że w Polsce kiedyś doczekamy się trąb powietrznych, które spowodują ogromne straty, takie jakie miały miejsce tego lata. W tej sytuacji film ten wydaje się jeszcze bardziej bliski i nie wiem czy ktoś pamięta, ale film ten leciał dokładnie w weekend po tych tragicznych i zdumiewających zdarzeniach. Zbieg okoliczności? Ja myślę, że szczęśliwy zbieg, ponieważ z filmu tego można dowiedzieć się dużo o takich zjawiskach. Oczywiście w Polsce te zjawiska to jeszcze nie chleb powszedni tak jak w USA. Tam mają specjalne sprzęty do pomiaru takich zjawisk i są w stanie informować o nich wcześniej. Wydaje mi się jednak, że za kilka lat, kilkanaście takie tornada na miarę tych w USA mogą już być standardem. W filmie wspomniana została skala Fujity jaką mierzy się siłę tornada, czyli zniszczenia jakie powoduje. Wygląda ona następująco:
F0 - wiatr o prędkości poniżej 115 km/h F1 - wiatr o prędkości od 115 do 180 km/h (może zniszczyć drewniane budynki gospodarcze i elementy dachów, przewracać lekkie pojazdy o dużej powierzchni, np. przyczepy campingowe, naczepy, spychać jadące samochody) F2- wiatr o prędkości od 181 do 250 km/h (może zrywać dachy, wykolejać pociągi) F3 - wiatr o prędkości od 251 do 330 km/h (może wyrywać drzewa i kompletnie niszczyć nawet duże budynki) F4 - wiatr o prędkości od 331 do 415 km/h (może porywać duże i ciężkie pojazdy) F5- wiatr o prędkości od 416 do 510 km/h (może unosić bardzo ciężkie obiekty i przenosić je nawet o kilkaset metrów, zrównuje z ziemią wszystko co napotka na swej drodze) F6- wiatr o prędkości powyżej 510 km/h (w większości skal kategoria ta jest pomijana - mało prawdopodobny wiatr)
Jak powstaje samo tornado? Tak jak to się działo u nas, czyli kiedy masy powietrza łączą się w chmurach burzowych. Pierwszym objawem powstawania tornada są kłębiaste chmury (cumulonimbus, a czasami cumulus). Jak wiecie wspominano o nich nie raz podczas prognoz pogody. Następnie pojawiają się pioruny, deszcz, grad a na końcu na ziemię schodzi lej tornada. No i mam nadzieję, że pamiętacie jak postępować w sytuacji wystąpienia tornada? Do piwnicy z latarką i pożywieniem pod ścianę nośną. No oczywiście jak ktoś mieszka w takim bloku jak ja no to ma problem.
Film wywarł na mnie wielkie wrażenie i od chwili kiedy zobaczyłam go po raz pierwszy zaczęłam interesować się zjawiskiem tornad. Może to też dlatego, że film tak realistycznie je przedstawił. Efekty pod tym względem były genialne. Robią duże wrażenie na widzu i człowiekowi aż ciarki przechodzą po plecach na widok tornad wygenerowanych na potrzeby tego filmu oraz szkody jakie one spowodowały. Jest to przerażające i bardzo fajnie, że wszystko to zostało przedstawione w tym właśnie filmie. Dzięki temu ten film był nie tylko porażający, ale i momentami wzruszający. Razem z naszymi bohaterami byliśmy przerażeni kiedy znajdowali się w samym środku tornada, na początku kiedy Jo jedzie z Billem i zmuszeni są chować się pod marną kładką, potem kiedy jedzie z nimi także Melissa, nowa dziewczyna Billa i wpadają pomiędzy dwa tornada. No i oczywiście najbardziej chyba przeraża scena kiedy nasi bohaterowie mają do czynienia z tornadem F5, który ma prawie 2km średnicy. Przerażające. Na pewno wyglądało to bardzo efektownie w kinie. Ja to osobiście oglądałam ten film już chyba ze 100 razy jak nie więcej, w końcu film ma 12 lat, więc cóż się dziwić, ale nie wiem czemu w takich sytuacjach najbardziej jest mi żal zwierząt, w szczególności psów. Może to i dziwne, ale z drugiej strony zrozumiałe, bo taki zwierzak jest całkowicie bezbronny. Człowiek sobie sam jakoś poradzi, ale jak nie pomoże zwierzakowi to ten może przez niego zginąć. Poruszające moim zdaniem jest ogólne przywiązanie się wszystkich z ekipy Jo do jej ciotki Meg. Oczywiście kobieta jest bardzo sympatyczna, ale kiedy widzimy jak tornado prawie zmiotło z powierzchni jej wioskę i wszyscy tam pojechali, aby zobaczyć czy z nią wszystko w porządku to jednak chwyciło mnie za serce to przejęcie się całą sprawą. Wspaniale jest mieć taką rodzinę.
Jakby nie było to nawet w takich filmach jest chwilami czas na trochę śmiechu. Kiedy Melissa jedzie w samochodzie razem z Bill`em i Jo i trafiają na te tornada, to akurat Mellisa rozmawia przez telefon z jednym ze swoich pacjentów i kiedy krowa przelatuje im przed samochodem mówi: „Przepraszam nie mogę teraz rozmawiać, mamy tutaj krowy”. Za chwilę przelatuje następna i mówi: „Kolejna krowa”, na co Bill: „to chyba ta sama”. Niby nie śmieszne, ale jakbyście zobaczyli wyrazy ich twarzy, co za przejęcie. Bardzo barwną postacią był Dusty. On i te jego gadki. Można było się z nich pośmiać.
Do samej gry aktorskiej nie mam zastrzeżeń, ale też żadna postać nie wybijała się za specjalnie, no chyba, że Dusty, którego postać odgrywana była przez zdobywcę Oscara Philip`a Seymour`a Hoffman`a. Takie właśnie były początki jego kariery. Helen Hunt była bardzo dzielna. Podziwiam takie twarde kobiety. Ogólnie było to wszystko na wysokim poziomie i nieźle się komponowało z całością.
Podsumowując, film jest całkiem dobry, bo czegoż można wymagać od takiego filmu. Znajduje się w nim wszystko to co znajduje się w filmach katastroficznych. Jest w nim akcja, która z każdą chwilą nabiera tempa. Jest także spore napięcie, które temu towarzyszy, nie wspominając już o dramatyzmie, który także musi się pojawić w takiej produkcji. Kiedy kończy się oglądanie filmu widz zastanawia się nad niedolą ludzi, którzy na co dzień muszą zmagać się z podobnymi niszczącymi siłami. Więc albo widz zakocha się w filmie i historiach o trąbach powietrznych, albo pójdzie w drugą stronę i nie będzie sobie więcej zawracał głowy tym tematem. Tak czy inaczej, "Twister" jest to idealna pozycja dla fanów tego gatunku oraz tornad.