NOWOŚCI
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą iluzja. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą iluzja. Pokaż wszystkie posty

sobota, 28 października 2017

Książka #467: Megasztuczki dla małych magików, aut. Joshua Jay

     Nie jest trudno o wynalezienie specjalnego hobby dla męskiego potomka naszego rodu. Co innego może ich zachwycić poza samochodami i dinozaurami? Oczywiście, MAGIA! Wszyscy dorośli są jednak świadomi, że pojęcie to jest całkowitą bujdą na resorach, ale do dziś zachwycają się nad sztuczkami iluzjonistycznymi. To właśnie dla takich rodziców, ale przede wszystkim ich dzieci znanej sławy magik Joshua Jay stworzył zbiór podstawowych „Megasztuczek dla małych magików”.
     Sztuczki magiczne zawsze fascynowały na całym świecie, a istniały na nim niemalże od samego jego początków. Od czasów Houdiniego i innym jego podobnych minęło całkiem sporo czasu, a więc oczywistym jest, że wszystkie pokazy potrzebowały coraz nowszych atrakcji, coraz ciekawszych trików, które wciąż przykuwałyby uwagę widowni. Jednakże każdy wielki magik iluzjonista musiał od czegoś zaczynać, bo w końcu nie każdy rodzi się od razu Davidem Copperfieldem. Niektórzy przekazują nabytą przez lata wiedzę i doświadczenie potomnym, i tak też czyni Joshua Jay, który jest wzorem dla nowego pokolenia miłośników magii.
     Autor publikacji „Megasztuczki dla małych magików” już od samego początku wchodzi w lekką konspirację wraz z rodzicami. W końcu to właśnie oni są najlepszymi asystentami dla początkujących magików. Nie tylko trzymają rekwizyty i przecinają na pół sąsiadów, czasami również przydaje się ich wprawne oko i zdolności manualne do tworzenia nowych gadżetów, które ułatwiają pracę każdemu artyście. Rodzic jest obecny na każdym etapie pracy małego sympatyka sztuczek magicznych, nie tylko udostępniając pomieszczenia na pokazy, ale przede wszystkim wspierając dziecko przy ewentualnych niepowodzeniach. Takie przygotowania to idealny pretekst do zacieśniania więzi, ale też do wspólnej zabawy. Obmyślanie nowych sztuczek, kreowanie nowych rekwizytów- wydaje się, że nie ma lepszego sposobu na wspólne spędzanie czasu. Bardzo dobrze, że autor właśnie rodziców wskazuje na to stanowisko doradcze małego magika i przygotowuje dla nich mały wstęp.
     W dalszej części tej pracy odnajdziemy aż 25 różnych magicznych sztuczek. Są to atrakcje o różnym stopniu skomplikowania. Począwszy od takich, co to nie wymagają większego przygotowania i można zaimprowizować je na każdym kroku, a skończywszy na bardziej pracochłonnych, do których niezbędne będą nam różne rekwizyty- często takie, które będziemy musieli wykonać sami. Na szczęście autor przeprowadza nas przez kolejne fazy zarówno tworzenia gadżetów, jak i późniejszej realizacji całej sztuczki. I tutaj jest to jedno jedyne „ale” w całej tej książce- niektóre etapy nie są do końca czytelne i zrozumiałe. Dla dorosłego... a co dopiero dla dziecka- kolejny punkt przemawiającym na korzyść rodzica w roli asystenta! Większość tych trików to nie jest nic wymyślnego- efekciarska zabawa w znikanie. Jest mały tego minus, bowiem teraz już nic z takich pokazów nie będzie dla nas zaskakujące, przecież po lekturze „Megasztuczki dla małych magików” mamy rozpracowany cały mechanizm tego przedsięwzięcia. Niestety, wśród tego zbioru nie znajdziemy niczego wielce spektakularnego, ale jest to oczywiste z uwagi na grupę docelową i ogólne założenie tej publikacji. W końcu mają to być sztuczki, które każdy będzie w stanie wykonać bez większych problemów. Z pewnością jest to niemała frajda dla dziecka i dla całej rodziny.
Źródło: Egmont

     Publikacja stworzona przez Joshuę Jaya, to nie tylko zbiór sztuczek magicznych, ale przede wszystkim kompendium wiedzy na ich temat. Znajdziemy tutaj również informacje na temat najsławniejszych magików (z założenia, bo David Copperfield gdzieś się zapodział!), a także wiele różnych porad. Najbardziej zachwycającą częścią jest ta, w której magik rozpisuje zalety tego, że dziecko chce wystawiać pokazy magii. Tym bardziej jest mu więc potrzebne wsparcie ze strony rodziców, którzy będą dodawać mu otuchy i kibicować z pierwszego rzędu.
     „Megasztuczki dla małych magików” to przede wszystkim zbiór kilkudziesięciu najbardziej rozpoznawalnych trików, jakie mieliśmy okazję oglądać. Uzbrojone w potężną dawkę prostych ilustracji, krok po kroku obnażają się przed nami, aby móc stać się bardziej przyswajalnymi dla nowego pokolenia magików. W tym całym czarno-biało-czerwonym harmidrze Joshua Jay nie zapomina o bardzo istotnej, jak nawet nie najistotniejszej, roli rodzica w całej tej zabawie, bo poprzez niego tym ma się stać magia- zabawą, a nie przykrym obowiązkiem, czy też powodem do stresu. Magik nie stroni od licznych opisów, a także ciekawostek z iluzjonistycznego świata, które jeszcze bardziej zaintrygują młodych czytelników i... przyszłych iluzjonistów!

Ocena: 5/6
Recenzja dla wydawnictwa Egmont!


Tytuł oryginalny: Big Magic for Little Hands / Tłumaczenie: Magdalena Koziej / Ilustracje: Kyle Hamilton / Wydawca: Egmont / Gatunek: dziecięce, poradnik / ISBN 978-83-281-2542-1 / Ilość stron: 112 / Format: 250x335mm
Rok wydania: 2014 (Świat) ,2017 (Polska)

poniedziałek, 24 czerwca 2013

1055. Iluzja, reż. Louis Leterrier

Oryginalny tytuł: Now You See Me
Reżyseria: Louis Leterrier
Scenariusz: Boaz Yakin, Edward Ricourt
Zdjęcia: Larry Fong
Muzyka: Brian Tyler
Kraj: USA
Gatunek: Thriller, Kryminał
Premiera: 21 maja 2013 (Świat) 28 czerwca 2013 (Polska)
Obsada: Jesse Eisenberg, Woody Harrelson, Isla Fisher, Dave Franco, Mark Ruffalo, Michael Caine, Morgan Freeman, Melanie Laurent

    Zamiłowanie do iluzji i ulicznych magików to coś, co podziela niemalże każdy człowiek. Wydaje się niemożliwe, a jednak stało się na naszych oczach. „Im bliżej podejdziesz, tym mniej dostrzeżesz” to motto jednego z francuskich reżyserów, którego dotychczasowe dynamiczne produkcje zrodziły takie gwiazdy akcji jak Jason Statham, ale nie wzbudzały większych zachwytów. W końcu przyszedł czas na „Iluzję”, gdzie to porusza temat uwielbiany przez ludzi. Sprawia, że cała produkcja zamienia się w jedno, niesamowicie spektakularne magiczne show. Nic dziwnego, że fascynacja trzyma po nim aż tak długo. Rozpoczyna się największy przekręt w historii kina!

wtorek, 26 lipca 2011

Książka #20. Vaclav i Lena, aut. Haley Tanner

Tytuł oryginalny: Vaclav and Lena 
Gatunek: obyczajowa 
Wydawca: W.A.B. 
Rok wydania: 2011 
Projekt okładki: Małgorzata Lichota 
Zdjęcie na okładce: Vladimir Piskunov, Mirela Schenk 
Tłumaczenie: Agnieszka Walulik 
Redakcja: Anna Adamiak 
Korekta: Jadwiga Piller, Justyna Żebrowska 
ISBN 978-83-7414-916-7 
Ilość stron: 328 
Format: 195x125 mm

    Debiuty bywają trudne. Czy to w kinematografii czy na rynku książkowym, każdy nowy pisarz musi wykazać się nie tylko nieograniczoną niczym wyobraźnią, ale też i lekkim piórem. We wciąż rozrastającym się świecie książek, stale rodzą się młode talenty. Jednym z nich jest Haley Tanner, rodowita Amerykanka, która postanowiła wziąć się za pisanie. „Vaclav i Lena” to jej debiut, jednakże swoim stylem, a także niebanalną historią pokazała krytykom, że może coś będzie z niej i jej pisania.

    Na osiedlu rosyjskich emigrantów w Nowym Jorku mieszka 10-letni chłopiec imieniem Vaclav. Od dawna chce zostać magikiem, który będzie wywoływał wyrazy niedowierzania na twarzach swojej publiczności. Vaclav ma kochającą rodzinę, ale ma problemy z nawiązaniem wspólnego języka z rówieśnikami w szkole. Jedyną jego prawdziwą przyjaciółką jest 9-letnia Lena, która zostaje jego asystentką w sztuczkach magicznych. W przeciwieństwie do Vaclava nie zna swoich rodziców, a teraz zmuszona jest na towarzystwo swojej ciotki pracującej w niechlubnym zawodzie. Młodzi przyjaciele przygotowują się do swojego pierwszego pokazu dla szerszej publiczności, jednakże dzień przed występem Lena znika. Po prawie 10 latach spotykają się ponownie, zaczyna odżywać w nich przyjaźń, która przeradza się w silniejsze uczucie.
    „Vaclav i Lena” to dość niezwykła powieść. Łączy w sobie elementy magii, a także traumatycznych przeżyć młodych bohaterów. Tanner bez jakichkolwiek ogródek prezentuje wydarzenia, które rozgrywają się na stronicach powieści. Przez to już od pierwszych stron zyskuje sympatię czytelnika. Z początku wydaje się to zwyczajna powieść, o zwyczajnych dzieciakach na emigracji. Wobec czego pojawiają się problemy z przystosowaniem się wynikające głównie z barier językowych, nieznajomości języka. To one powodują separację młodych bohaterów, a w szczególności Leny. Czytelnik towarzyszy im podczas przygotowań  do występu, chociaż prawda jest taka, że nie jest to ani w żaden sposób zdumiewające, ani fascynujące. Nie mniej, przyjemnie się to czyta. Stanowi to pewną formę zasłony dymnej przed prawdziwymi problemami rozgrywającymi się w powieści, a której pojawiają się w dalszej jej części. Poznajemy historię tego jak Vaclav radzi sobie już po utracie Leny, a także, a może przede wszystkim, całą historię z jej przeszłości. Z tego też powodu jasne staje się, że to w zasadzie Lena staje się czołowym bohaterem książki, że tak naprawdę to wokół niej toczy się cała ta historia. Historia bowiem dotyczy jej dzieciństwa, tego jak trafiła do USA, tego jak trafiła w ręce swojej Ciotki. Dopiero później pokazany jest ten kontrast pomiędzy jej dotychczasowym życiem, a tym które trwa teraz, w domu Emily. W związku z tym poruszane są problemy handlu ludźmi, prostytucji oraz narkotyków. W dosadny sposób zaprezentowane jak wygląda życie w Rosji i jak wygląda życie kobiet, które przybywają do USA. Nie jest to jednakże przedstawione aż tak okrutnie. W zasadzie to wątek ten jest okrojony jedynie do wymagań powieści, aby mógł w jakiś sposób wypełnić lukę w opowieści. A szkoda, bo mogłaby się z tego zrobić o wiele dramatyczniejsza historia. Oczywiście, nie brakuje tutaj szokujących wyznań, dopiero na ostatnich stronach poznajemy prawdę dlaczego Lena w ogóle zniknęła z życia Vaclava. Wydaje się być to traumatyczne, a jednakże nie wywołuje podobnych odczuć.
    Jak na swoją pierwszą powieść to Haley Tanner wykazała się niemałym talentem. Przede wszystkim powieść bardzo szybko się czyta. Dialogi przez nią zbudowane całkowicie pochłaniają. Opisy są bardzo obrazowe, a to nie tylko opisy środowiska, w którym przyszło żyć Vaclavowi i Lenie, ale także i sytuacji jaka ma miejsce w Rosji. Szkoda tylko, że opisy nie były w niektórych sytuacjach bardziej rozbudowane. Całość urozmaicona jest licznymi listami, w szczególności dotyczy to sytuacji pierwszego, tzw. rozdziału, gdzie mamy do czynienia z młodymi bohaterami, tworzącymi liczne listy potrzebne do przygotowania pokazu. Taki podział powieści jest dość interesujący. Bardzo pomysłowy. Pierwszy rozdział bowiem prezentuje przyjaźń Vaclava i Leny, w drugim natomiast ich drogi zostają rozdzielone i w tej części przedstawione zostaje życie Vaclava już po tych 7 latach. W kolejnej prezentuje się życie Leny, nie tylko dzień jej urodzin, kiedy to skończyła 17 lat, ale też i jej, wywołującą współczucie, przeszłość. Wszystko to po to, aby w wielkim finale czwartego rozdziału bohaterowie znowu mogli się zjednoczyć, już jako w pełni rozwinięte nastolatki targane namiętnościami. Pomimo tego podziału nad całością czuwa jeden narrator. Momentami wnika on bardziej w umysły bohaterów, a także w ich serca, aby w pełni zaprezentować to co się z nimi dzieje.
    Wydawnictwa na całym świecie wykupiły prawa do publikacji powieści, zanim jeszcze ukazała się w Stanach Zjednoczonych. W Polsce wydaniem zajęło się Wydawnictwo W.A.B., które zajmuje się nieprzeciętnymi książkami. Samo wydanie jest prost przepiękne i trudno jest oderwać od niego oczy. Sama powieść została oprawiona w zwyczajną fioletową okładkę na tyle mającą wizerunek tańczącej Leny. Na to z kolei naniesiona została obwoluta, która przykuwa uwagę. Z okładki uśmiecha się do nas tańcząca Lena, która wyskakuje z cylindra magika. Za nią zauważyć można wspaniały widok na Nowy Jork. Wszystko to w stonowanych barwach, połączenia niebieskiego z fioletem. Wygląda zachwycająco. Sama treść napisana jest zwykłą, chociaż trochę przymałą czcionką. Nie mniej zdecydowanie odznaczone są wszelkie ekspresje oraz listy, tak samo jak i kolejne podrozdziały historii, a to powoduje, że powieść czyta się bardzo przyjemnie.
    „Vaclav i Lena” to udany debiut. Jest tu wielowątkowa historia, która wzbudza rozmaite uczucia, ale nigdy nie prowadzi czytelnika na ich skraj - a szkoda. Jednakże wciąga, gdyż każdy chce się dowiedzieć co takiego wydarzyło się z małą Leną, a także jakie są powody jej zachowania. Z tego też powodu Tanner przykuwa czytelnika do książki na długie godziny, a on sam nie poprzestanie dopóki nie pozna prawdy. Nie mniej, opisy są zdecydowanie za mało rozbudowane, ale też i nie najgorsze. Bardziej można by się przyczepić do jako takiego zakończenia, które wzbudza mieszane uczucia. Wydaje się, jakby historia była niedokończona. A może będzie jakieś dopowiedzenie?

Ocena: 4/6

Za możliwość przeczytania i zrecenzowania powieści serdecznie dziękuję Wydawnictwu W.A.B., a także Sztukaterowi za udostępnienie mi właśnie tej pozycji.

poniedziałek, 29 listopada 2010

229. Prestiż, reż. Christopher Nolan

Oryginalny tytuł: The Prestige
Reżyseria: Christopher Nolan
Scenariusz: Christopher Nolan, Jonathan Nolan
Na podstawie: powieści Christophera Priesta "Prestiż"
Zdjęcia: Wally Pfister
Muzyka: David Julyan
Kraj: USA, Wielka Brytania
Gatunek: Thriller
Premiera światowa: 17 października 2006
Premiera polska: 05 stycznia 2007
Obsada: Hugh Jackman, Christian Bale, Michael Cane, Scarlett Johansson, Piper Perabo, Rebecca Hall, David Bowie, Andy Serkis
"Każdy numer iluzjonisty dzieli się na trzy etapy.
Pierwszy nazywa się "obietnica". Iluzjonista pokazuje coś zwyczajnego.
Drugi etap nazywa się "zwrot". Iluzjonista bierze ów zwyczajny obiekt i robi z nim coś nadzwyczajnego. Szukacie sekretu, ale go nie znajdujecie,bo, rzecz jasna,wcale nie patrzycie.
Ale jeszcze nie klaszczecie, bo nie wystarczy spowodować,aby coś zniknęło.
Trzeba to sprowadzić z powrotem.I dlatego każda sztuczka ma trzeci etap.
Najtrudniejszy.
Etap, który nazywa się...
"PRESTIŻ".
    Robert Angier i Alfred Borden są dwoma iluzjonistami, którzy zaciekle walczą o to kto z nich jest lepszym iluzjonistą. Kiedyś byli dobrymi kumplami, jednak od czasu, gdy przez Bordena zginęła żona Angiera, Julia, ich przyjaźń przekształciła się w ogromną nienawiść. Doprowadziło to do tego, że każdy z nich zna sztuczki swojego przeciwnika i w dodatku... robi wszystko, aby nie doszły one do skutku. W pewnym momencie iluzja całkowicie zawładnęła ich życiem, do tego stopnia, że Angier posuwa się do najgorszego z kroków i pokaże iluzję, którą widzowie zaczną uważać za prawdziwą magię.
Plusy:
-    niezwykły klimat, który pomaga wczuć się widzowi w sytuacje obu głównych bohaterów. Zaczynamy przejmować się razem z nimi i razem z nimi walczyć przeciw drugiemu. No może bez przesady ;P ale w pewnym sensie odczuwamy to co oni czują.
-    sztuczki. Dosyć wymyślne, ale właściwie cały czas się powtarzające. Nic nadzwyczajnego. Właściwie to intrygująca była ta prawda o sztuczkach. Jak to się dzieje, że znika klatka z ptakiem na stoliku lub jak iluzjonista z jednego miejsca teleportuje się w drugie. Były też bardziej oklepane iluzje jak na przykład wyczarowywanie pieniążka czy też łączenie w niewiadomy sposób dwóch, czy nawet rzech kół :) były też rzeczy dość niebezpieczne i zarazem efektowne, jak na przykład łapanie kuli, wyszłoby by Bordenowi, gdyby nie Angier ;P no i wersja Angiera teleportującego się człowieka.
-    problemy. Iluzjonista to też człowiek i pokazane jest tutaj jakie to życie bywa czasem brutalne. Jakie bywa niebezpieczne, w szczególności w przypadku magików. Gdy zginęła Julie przy sztuczce z wrzucaniem jej zawiązanej do wody, gdy została skaleczona jedna z pomocnic itp. Jednak ważne jest też to, że iluzjonista także ma jakieś życie towarzyskie. Niestety w obu przypadkach nie skończyło się to zbyt przyjaźnie dla otoczenia i to oczywiście przez tą ich zawiść i chęć przewyższenia rywala. Dokładnie pokazuje jak nie warto dochodzić do jakiś swoich celów po trupach. Po prostu nie warto. Trzeba być ambitnym, ale bez przesady.
-    miłość. Urzekła mnie te niezwykłe uczucia, które łączyły Angiera i Bordena z ich żonami. Było to coś pięknego i momentami aż miło było popatrzeć i tak po prostu im pozazdrościć. Żyć nie umierać.
-    zawiła akcja. Oczywiście takie filmy mają u mnie plusy :D że jest takie zamieszanie, że nigdy nie wiem o co chodzi. Próbuję odgadnąć dalszą akcję, ale oczywiście coś musi pójść inaczej niż ja sobie to obmyśliłam. I co chwile nowe zaskoczenia i coś nowego. Oczywiście niektórych sytuacji można było się domyśleć, ale to były szczegóły.
-    zakończenie. Przyznam, że w pewnym momencie zaczęłam się domyślać o co kaman, ale i tak byłam zaskoczona, bo jeszcze innych szczegółów nie wzięłam pod uwagę. A to feluś :D Byłam zszokowana, przerażona i było mi troszku smutno :(
-    Hugh Jackman. Pierwszy raz widziałam go w takiej roli. Był i wojownik, czyli Wolverine z Xmena, był amant, czyli Leopold w Kate i Leopold, był też i haker w Kodzie dostępu, a teraz mamy zawziętego iluzjonistę. Ten człowiek... pasuje do każdej roli. W każdej sytuacji sobie poradzi i według mnie był po prostu rewelacyjny w tym filmie.
-    Christian Bale. Nie lubię go to przyznam od razu. Podobał mi się jednak w tym filmie. Zresztą... podoba mi się w takich rolach. Nie pasował mi do Batmana, ale w tej roli wystąpił znakomicie. Ma w sobie taką żyłkę do czarnych charakterów :D hehe :D
Minusy:
-    momentami się dłuży co może zniechęcić zniecierpliwionego widza, ale nie mnie ;P
Ulubiona scena:
-    zakończenie ;P
-    scena w więzieniu i egzekucja
Moja opinia:
    Prestiż jest niezwykłym filmem różnie odbieranym przez różnych odbiorców, jednakże jest w nim coś pięknego i coś rzeczywistego pomimo tylu tajemnic i sztuczek. Osobiście film polecam, może i was zaskoczy ;P

228. Iluzjonista, reż. Neil Burger

Oryginalny tytuł: The Illusionist
Reżyseria: Neil Burger
Scenariusz: Neil Burger
Na podstawie: opowiadania "Eisenheim the Illusionist"
Zdjęcia: Dick Pope
Muzyka: Philip Glass
Kraj: USA, Czechy
Gatunek: Fantasy, Kostiumowy, Melodramat
Premiera światowa: 27 kwietnia 2006
Premiera polska: 30 kwietnia 2007
Obsada: Edward Norton, Jessica Biel, Paul Giamatti, Rufus Sewell

    Edward Abramovic jest uzdolnionym młodym magikiem. Przybiera on pseudonim Eisenheim Iluzjonista i właśnie pod tym pseudonimem występuje w Wiedniu w jednym z tamtejszych teatrów. Jego przedstawienia i niesamowite pokazy iluzjonistycznych zdolności robią z niego jednego z najbardziej szanowanych i lubianych ludzi w kraju. Do tego stopnia, że pewnego wieczoru na jego przedstawieniu zjawia się sam książę Leopold. Ku zaskoczeniu Eisenheima towarzyszy mu ukochana z dzieciństwa Edwarda, Sophie. Po raz kolejny narodzi się między nimi gorące uczucie, które da im moc do wzięcia udziału w najśmielszym i najbardziej efektownym przedstawieniu.
Plusiki:
-    klimat filmu. Nie ma tutaj jakiś jaskrawych kolorów. Wszystko jest w stonowanych odcieniach, taki... starodawny film. Podobały mi się również te wcięcia i z wycięcia, żywcem ze starego filmu :) gdzieniegdzie przyciemnienie :) coś pięknego. Nastrajało człowieka odpowiednio do tego filmu.
-    sztuczki iluzjonistyczne. Nie wiem czemu inspektor Uhl uparł się by poznać tajemnicę drzewa pomarańczowego, a właściwie jak było ono w stanie urosnąć w kilka chwil na scenie. Mnie intrygowały również inne sztuczki :) uwielbiam takie rzeczy, ale to co się działo w tym filmie przeszło moje najśmielsze oczekiwania. Tak jak na przykład zmiana profesji Eisenheima i zaczął przywoływać duchy. Popisowy numer oczywiście rewelacyjny :)
-    zakończenie filmu. Film miał wiele zagadek i nie mówię tutaj o tym jak to się stało, że drzewko na scenie urosło ;P wiele wątków jest dosyć przewidywalnych, tak jak zakończenie. Zaskakujące, ale i do przewidzenia. Jednakże uradowało mnie :)
-    wzruszenie. Przyznam, że wzruszył mnie ten film bardzo. Nie pamiętam kiedy ostatnio jakiś film tak na mnie podziałał. Uwielbiam płakać bez przyczyny :P
-    bardzo podobał mi się naszyjnik, który za młodu Edward zrobił dla Sophie. Był przepiękny i odraz zapragnęłam taki mieć, jednak jest pewien problem, raczej nikt takiego nie stworzył :P
-    niesamowita rola Edwarda Nortona. Osobiście nie lubię tego faceta, ale rolą Eisenheima naprawdę mnie urzekł.  Poruszył mnie do głębi ;]
Ulubione sceny:
-    po raz pierwszy w jakimś filmie spodobała mi się scena łóżkowa :)
-    powroty do przeszłości przy opowieściach Inspektora Uhla :)
-    wszystkie sceny iluzjonistyczne :)
Moja opinia:
    Według mnie i jak dla mnie to film był niezwykły. A to wszystko dzięki niesamowitemu klimatowi, który udało się stworzyć przed twórców. Wydaje mi się, że mogę film polecić wszystkim :) nawet tym co nie gustują w takich filmidłach :)