NOWOŚCI
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą dramat obyczajowy. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą dramat obyczajowy. Pokaż wszystkie posty

sobota, 26 listopada 2011

827. Młodzieniec z Anglii i Hinduska, reż. Praveen Nischol

Oryginalny tytuł: English Babu Desi Mem
Reżyseria: Praveen Nischol 
Scenariusz: Ali Raza 
Zdjęcia: Ravikant Reddy 
Muzyka: Nikhil, Vinay 
Kraj: Indie  
Gatunek: Dramat, Komedia, Musical, Obyczajowy 
Premiera światowa: 26 stycznia 1996 
Premiera polska na DVD: 16 września 2009 
Obsada: Shah Rukh Khan, Sonali Bendre, Sunny Singh

    Większość filmów pochodzących z Bollywoodu to filmy radosne ze szczęśliwymi zakończeniami. Zdecydowana większość tych filmów to produkcje bardzo dobre, wśród których znajdują się także prawdziwe rewelacje. Jednakże istnieją też filmy mniej znane i przez to mniej doceniane. Wśród takich produkcji swoje miejsce ma „Młodzieniec z Anglii i Hinduska”, który jest, póki co, jedynym filmem wyreżyserowanym przez Praveena Nischolsa. Może to być zaskakujące w szczególności, że można obejrzeć o wiele gorsze filmy, a jakoś ich reżyserzy dalej tworzą kolejne produkcje. Nie mniej po 1996 roku Nischols postanowił zająć się jedynie produkcją filmów.
    Pełen życia Hari (Shah Rukh Khan), pomimo tego, że w jego żyłach płynie hinduska krew, mieszka w Wielkiej Brytanii wraz ze swoją bogatą rodziną. Wybierają mu oni narzeczoną, jednakże on sam ucieka sprzed ołtarza i leci do Indii. Niestety, jego samolot rozbija się, ale on sam pozostaje przy życiu. Podczas, gdy jego rodzina ma go za zmarłego on zakochuje się w pięknej kobiecie i poślubia ją. Kiedy jego ukochana jest w ciąży dochodzi do wypadku, w trakcie, którego musi zostać przyspieszony poród. Rodzi się Nandlal (Sunny Singh), ale jego rodzice umierają chwilę później. Władze chcą oddać chłopca do sierocińca, jednakże siostra jego matki – Bijuriya (Sonali Bendre), porywa go i przez kolejne 8 lat udowadnia całemu miasteczku, że pomimo młodego wieku potrafi być matką. Niestety, aby utrzymać siebie i Nandlala musi chwytać się każdego zajęcia, dlatego też podejmuje pracę w lokalnym klubie, gdzie tańczy i śpiewa. Wtedy w kraju pojawia się Vikram (Shah Rukh Khan), brat nieżyjącego Hariego, który dowiedziawszy się o potomku swojego brata chce go sprowadzić do Anglii. Jednakże Bijuriya tak łatwo nie odda chłopca, którego traktuje jak swojego syna. Nie wie, że walka z Vikramem przyniesie odwrotne skutki.

środa, 8 grudnia 2010

499. Piękna i szalona, reż. John Stockwell

488. Oszukana, reż. Clint Eastwood

piątek, 26 listopada 2010

176. Stowarzyszenie Wędrujących Dżinsów, reż. Ken Kwapis

Oryginalny tytuł: The Sisterhood of Traveling Pants
Seria: Stowarzyszenie Wędrujących Dżinsów #1
Reżyseria: Ken Kwapis
Scenariusz: Elizabeth Chandler, Delia Ephron
Na podstawie: powieści Ann Brashares
Zdjęcia: John Bailey
Muzyka: Cliff Eidelman
Kraj: USA
Gatunek: Dramat obyczajowy, Dla młodzieży
Premiera światowa: 03 maja 2005
Premiera polska na DVD: 10 lutego 2006
Obsada: Alexis Bledel, Blake Lively, America Ferrara, Amber Tamblyn, Jenna Boyd, Michael Rady, Mike Vogel, Leonardo Nam

    Cztery przyjaciółki Lena, Bridget, Carmen i Tibby są przyjaciółkami od zawsze. Przed ich urodzeniem przyjaźniły się także ich matki. Niestety po śmierci mamy Bridget przyjaźń ich mam się rozluźniła. Jednak to nie zniszczyło siły przyjaźni Leny, Bridget, Carmen i Tibby. Teraz jednak ich przyjaźń ma zostać wystawiona na próbę. Po raz pierwszy mają spędzić osobno wakacje. Znajdują jednak tajemnicze dżinsy i zakładają Stowarzyszenie Wędrujących Dżinsów. W ten sposób przez całe wakacje będą przy sobie nawzajem wysyłając sobie pasujące na nich wszystkie dżinsy.
    Zacznę od wyjaśnienia wszystkim tytułu, ale sądzę, że nie do końca jest to potrzebne, bo raczej jest to oczywiste. Stowarzyszenie Wędrujących Dżinsów to po prostu nic innego jak tylko cztery kochające się przyjaciółki, które w czasie wakacji połączyć miała para magicznych dżinsów.
    Film był dla mnie dość niezwykły, bo nie przedstawił nam on tylko pary niezwykłych spodni, które teoretycznie niczym się nie różnią od innych spodni, ale pokazał nam jak silna może być prawdziwa przyjaźń i jak wiele potrafi się dziać w życiu nastolatki.
    Wiem, że film nakręcony jest na podstawie książki, ale muszę się przyznać, że książki (bo było ich trzy części) zaczęłam czytać dopiero po obejrzeniu filmu. Wiedziałam o jej istnieniu, ale jakoś nie specjalnie starałam się aby ją gdzieś odnaleźć. Zaczęłam ją czytać dość niedawno i już znajduję sporo nieścisłości. Wiadomo, że nie wszystko da się nakręcić, ale żeby zmieniać fabułę? Jak dla mnie bezsens. To samo co spotkałam przy "Kodzie Da Vinci".
Ogólnie film jest bardzo przyjemnym filmikiem nie tylko dla takich młodych nastolatek, ale również tych troszkę starszych, lub takich w moim wieku :P czyli wieku akademickim :D Dlaczego? Ponieważ można się wiele z tego filmu nauczyć.
    Oglądając film ośmieliłam się stwierdzić, że rzeczywiście z tymi spodniami jest coś nie tak. Nie dość, że pasowały na każdą z czterech różnego formatu przyjaciółek, to na dodatek dzięki nim działy się niesamowite rzeczy.
Lena zakochała się i to w dodatku szczęśliwie, oczywiście to było zanim o mało co nie utonęła przez te dżinsy. Tibby znalazła nową niesamowitą przyjaciółkę, Bailey, i jak myślę zadaniem Tibby było sprawić, aby Bailey miała jakieś zajęcie i, żeby jej ostatniej chwile w życiu były szczęśliwe, bo dziewczynka niestety była chora na białaczkę. Bridget zdobyła w spodniach faceta, który spodobał jej się na obozie, a Carmen pogodziła się z ojcem :) więc jak widzimy dżinsy sprawiły rzeczy, które możliwe, że nie spełniłyby się. A może po prostu to był tylko zbieg okoliczności i tak po prostu miało być? Może te spodnie są niesamowitą motywacją dla przyjaciółek, bo pokładają w nich nadzieję i wierzą w to, że naprawdę są magiczne.
    Mnie osobiście bardzo podoba się taki pomysł z dżinsami, które wędrują od jednej do drugiej. Myślę, że taki plan można by wcielić w naszym realnym życiu, ale to nie dla wszystkich :) bo ja z moją przyjaciółką raczej nie mogłabym czegoś takie zrobić bo ona jest ode mnie mniejsza co najmniej o dwa rozmiary :D hehe a niestety w prawdziwym życiu nie ma takich magicznych spodni :) z podkreśleniem na NIESTETY.
    Z filmu bardzo wiele można się dowiedzieć o tym jak powinna wyglądać prawdziwa przyjaźń. Mnie ten film dał do myślenia, nie wiem czy to dobrze czy nie, bo jestem ostatnio w niezbyt dobrych stosunkach z moją przyjaciółką. Właściwie to ona raczej nie traktuje mnie jak przyjaciółkę i to właściwie z mojej winy. Postanowiłam to naprawić i od czasu tego filmu staram się o spotkanie z nią.
    Ponieważ w filmie jest ukazane jak bardzo silna potrafi być przyjaźń, że prawdziwa przyjaźń przetrwa wszystko, nawet dwa miesiące niewidzenia. Prawdziwa przyjaciółka jest zawsze z nami, gdy jest nam źle i gdy tylko o tym wie od razu do nas przybiega, lub dzwoni, gdy jest zbyt daleko, aby móc nas osobiście pocieszyć. Prawdziwa przyjaciółka nigdy się nie gniewa. Powie coś w gniewie, ale za chwilę żałuje tego wszystkiego i nie wytrzymuje dłużej niż godziny nie odzywając się do Ciebie. Miałam taką przyjaciółkę i teraz staram się ją odzyskać.
    Bardzo podobały mi się główne postacie i aktorki je grające. W jednej z ról możemy zobaczyć znaną nam z "Kochanych kłopotów" Alexis Bledel, ale według mnie wszystkie zagrały świetnie.
    Film bardzo mi się podobał i był on inspiracją dla mnie, żeby przeczytać książki. No, bo jak by to wyglądało jakby wyszła druga część filmu, a ja nie skończyłabym czytać książki?

środa, 24 listopada 2010

119. Arytmetyka diabła, reż. Donna Deitch

Oryginalny tytuł: Devil's Arithmetic
Reżyseria: Donna Deitch
Scenariusz: Robert J. Avrech
Na podstawie: powieści Jane Yolen
Zdjęcia: Jacek Laskus
Muzyka: Frederic Talgorn
Kraj: USA
Gatunek: Dramat obyczajowy, Wojenny
Premiera światowa w TV: 28 marca 1999
Premiera polska: ?
Obsada: Kristen Dunst, Brittany Murphy, Louise Fletcher, Paul Freeman, Nitzan Sharron

    Młoda Żydówka, Hannah podchodzi obojętnie do wszystkiego i do niczego nie przykłada większej uwagi. Podczas kolejnego święta Paschy spędzonego u cioci Evy przytrafia jej się coś dziwnego. Jako najmłodsza z rodziny zostaje wybrana do otworzenia drzwi Mesjaszowi. W tym momencie Hannah cofa się w czasie i budzi się w Janowie, w czasie drugiej wojny światowej. W tym dawnym świecie poznaje swoją młodą ciocię, a później razem wspierają się podczas pracy w obozie koncentracyjnym. Wydarzenia, które mają tam miejsce pomagają jej zrozumieć wiarę Żydów oraz to jak bardzo ważna jest dla niej jej rodzina.
    Film nigdy nie był pokazywany w kinach. Można go było oglądać tylko w TV. Najpierw na Hallmarku a ostatnio jest on wyświetlany także w TVP1.
    Film urzekł mnie od samego początku. Już od pierwszej minuty jesteśmy zaskakiwani, ale o czym jest ten film dowiadujemy się w czasie rozwijającej się akcji. Film jest bardzo ciekawy, zresztą wszystkie tego typu filmy oraz różnorakie książki bardzo mnie ciekawią. Chodzi tutaj głównie o prześladowanie Żydów podczas drugiej wojny światowej. Zawsze mnie ciekawiły i zawsze mnie poruszały.
    Film doskonale ukazuje styl życia, który panował w obozie. Jak Żydzi zostali tam przewiezieni, jak byli traktowani, jak ciężko pracowali i jak próbowali uciekać. Film pokazał nam również jak traktowane były kobiety z niemowlakami, bo cóż zdarzyło się tak, że jedna z kobiet została zabrana do obozu będąc w ciąży i tam też dziecko urodziła. Niestety źle się to skończyło i dla niej i dla dziecka.
    Najbardziej podobał mi się moment, gdy Hannah poszła do komory gazowej zamiast Rivkah. To było bardzo wzruszające. Najbardziej poruszające było to jak grupa facetów próbowała uciec, bo niby dogadali się ze strażnikiem, okazało się jednak, że to pułapka, a następnego dnia wszyscy zostali powieszeni.
    Ciekawym momentem była także chwila, w której pokazano kontrast między Żydami a Niemcami. Tutaj Żydzi stali sobie na zimnie w wiadomo jak bardzo lichych ciuchach, a w  baraku przed nimi Niemcy urządzali sobie imprezkę, tańce, alkohol i śmiech.
    Nie rozumiem tego dlaczego Żydzi byli prześladowani, dlaczego tak ich męczono. I ciągle podkreślano w filmie słowo "ŻYDZI". Tak jakby to była jakaś zaraza. Nie rozumiem tego. Przecież Jezus też był Żydem.
    Kristen Dunst tą rolą bardzo przypadła mi do gustu. Pomimo tego, że na początku była głupiutką nastolatką to wydarzenia, które miała okazję przeżyć bardzo na nią wpłynęły i całkowicie odmieniły. Bardzo mi się spodobała w tej roli, moim zdaniem jest to jedna z lepszych jej ról. Brittany Murphy niewiele mówiła, ale wiemy, że można świetnie grać bez wymówienia ani jednego słowa nawet. jej mimika twarzy oraz gesty i rozpacz były bardzo przekonywujące.
    Film bardzo mi się podobał i należy do jednego z moich ulubionych filmów.

101. Księżniczka na lodzie, reż. Tim Fywell

Oryginalny tytuł: Ice Princess
Reżyseria: Tim Fywell
Scenariusz: Meg Cabot, Hadley Davis, Leslie Dixon, Jennifer Konner, Alexandra Rushfield
Na podstawie: opowiadania Meg Cabot i Hadley'a
Zdjęcia: David Henngins
Muzyka: Christophe Beck, Alyson Michalka
Kraj: USA, Kanada
Gatunek: Obyczajowy
Premiera światowa: 18 marca 2005
Premiera polska na DVD: 14 września 2005
Obsada: Michelle Trachtenberg, Joan Cusak, Hayden Panettiere, Kim Cattrall, Trevor Blumas, Kirsten Olson, Jocelyn Lai, Amy Stewart

    Uczennica jednego z liceów, Casey, otrzymuje propozycję od swojego nauczyciela od fizyki o staranie się o stypendium. Aby je zdobyć musi wykazać powiązanie życia z fizyką. Pewnego wieczoru wraz ze swoją przyjaciółką Ann oglądają łyżwiarstwo figurowe. Casey doznaje olśnienia. Łyżwiarstwo jest żywym dowodem na istnienie i wykorzystanie fizyki w codziennym życiu. Postanawia zrobić o tym swój projekt. Zaczyna regularnie odwiedzać lodowisko w celu nagrywania dziewcząt i wykorzystania później filmu do swojego projektu. Przyjaciółka radzi jej, żeby włożyła w ten projekt więcej siebie. Casey decyduje się na kurs łyżwiarstwa. Po pewnym czasie dochodzi do wniosku, że nie chodzi tu tylko o projekt i dostanie się na studia, ale również o jej marzenia. Na drodze do jej miłości do łyżwiarstwa staje jej mama oraz mama jej koleżanki, która pragnie, żeby to właśnie jej córka wygrała na zawodach.
    Naprawdę ciekawy pomysł na film... już tyle było podobnych.. ech, ale to nie ważne. Filmy o łyżwiarstwie zawsze będą piękne, ponieważ samo łyżwiarstwo ma w sobie nieskazitelne piękno. Bardzo przyjemnie się ogląda ten film... muzyka i te wszystkie układy działają bardzo kojąco. Film ma także działanie motywujące, co prawda ja nie umiem jeździć na łyżwach, ale aż zachciałam iść i się tego nauczyć.
    Ciekawe jest to jak bardzo fizyka może pomóc w opanowaniu do doskonałości łyżwiarstwa, a w szczególności tych najtrudniejszych elementów. Nie wiedziałam, że łyżwiarstwo to taka złożona i interesująca sprawa ;P
Film nie nudził, ja na przykład oglądałam go z żywym zainteresowaniem, ale rozumiem, że inni mogą się przy nim śmiertelnie wynudzić.
     Film ukazuje nam walkę o swoje własne marzenia. Dwie matki różne od siebie, dwa różne pragnienia dla swoich córek. Trzeba robić to co pragnie się robić, a nie to do czego nasz umysł jest stworzony. Casey jest typowym fizykiem, naprawdę mnie zauroczyła swoją wiedzą. Wybrała jednak swoją nową pasję czyli łyżwiarstwo. Tutaj zaskoczyła mnie jeszcze bardziej i urosła mi w oczach.
     Na szczególną uwagę zasługuje także motyw związany z chęcią zdobycia wszystkiego co najlepsze dla swojego dziecka, mówię tutaj o sabotowaniu rywalki. Ech, że też ludzie nie posuną  się przed niczym, aby osiągnąć sukces, szokujące po prostu.
     Obsada jest idealnie dobrana. Michelle bardzo urocza, mózgowiec w ciele kobiety. Czaruje swoją wiedzą, gracją i pięknem. Bardzo mnie urzekła. No chyba, że to całe łyżwiarstwo jest tego przyczyną ;P Hayden również zasługuje na uwagę. Dzięki Casey jej bohaterka Gen zrozumiała o co naprawdę chodzi w życiu, żeby podążać za swoim sercem i za tym co pragniemy w życiu robić.
     Film był ciekawy i bardzo mnie wciągnął. Pomimo tego, że myślałam, że zanudzi mnie na śmierć przez ten sport, okazało się, że jest wręcz przeciwnie :) 

poniedziałek, 8 listopada 2010

068. Niedokończone życie, reż. Lasse Hallstrom

Oryginalny tytuł: An Unfinished Life
Reżyseria: Lasse Hallstrom
Scenariusz: Mark Spragg, Virginia Spragg
Zdjęcia: Oliver Stapleton
Muzyka: Christopher Young, Deborah Lurie
Kraj: USA, Niemcy
Gatunek: Dramat obyczajowy
Premiera światowa: 19 sierpnia 2005
Premiera polska: 17 lutego 2006
Obsada: Jennifer Lopez, Becca Gardner, Robert Redford, Morgan Freeman, Josh Lucas

  Jean jest bita przez swojego chłopaka, z którym mieszka. Zabiera swoją córkę i postanawia uciec. Nie wie gdzie może się udać, więc postanawia wyjechać do małego miasteczka na ranczo do ojca swojego męża, który zginął w wypadku. Nie zostały jednak zbyt mile przywitane, ponieważ Einar wciąż obwinia ją za śmierć swojego syna. Jean znajduje pracę w mieście, a Griff coraz więcej czasu spędza ze swoim dziadkiem i jego chorym przyjacielem Mitch`em. Czy mała dziewczynka zburzy mur, który otacza serce jej dziadka?
    Nie ma tutaj zmiany akcji, czy też jakichś niesamowitych wydarzeń, które zawrócą nam w głowach. Jest to film o spokojnym charakterze. Wiele scen, które mogą przerazić, ale wszystko jak zwykle dobrze się kończy. Film jest interesujący pomimo tego, że już wiele było filmów z podobną fabułą.
    Miłość, żal, rozgoryczenie, strach... uczucia, które sprawiają, że jesteśmy zainteresowani tym jak to dalej będzie. Strach przed tym, że Jean zostanie odnaleziona przez swojego chłopaka. Miłość córki do matki i odwrotnie, żal po stracie syna, rozgoryczenie starego człowieka, które mu pozostało. Uświadamia jak silna jest więź rodzinna, miłość rodzinna.
    Wspaniałe ujęcie natury, wspaniałe zdjęcia. Góry, doliny, wioska. Życie wiejskie. Naprawdę coś wspaniałego, aż ma się ochotę wejść do tego filmu i pooddychać świeżym powietrzem i poczuć wiatr we włosach. A ten misio... niesamowity.
    Najwspanialszą postacią w całym filmie jest według mnie Mitch. Pomimo tego, że jest taki chory i ledwo co się rusza jest podporą dla Einara. Gdyby nie on, to może Einar nigdy by się nie złamał.  Einar, druga interesująca postać. Najpierw zgorzkniały starzec, a potem przemiana... wspaniały kochający dziadek i dobry ojciec, który jest w stanie bronić swoją rodzinę.
    Film jest piękny, naprawdę wspaniały. Czekałam i choć raz moje oczekiwanie zostało wynagrodzone.

sobota, 18 września 2010

687. Indian Babu- Śpiewaj, tańcz i kochaj, reż. Lawrence D'Souza

Oryginalny tytuł: Indian Babu 
Reżyseria: Lawrence D'Souza
Muzyka: Shravan Rathod, Nadeem Saifi 
Kraj: Indie 
Gatunek: Obyczajowy
Premiera światowa: 07 marca 2003
Premiera polska: brak danych
 
Obsada: Jaz Pandher, Gurline Chopra, Debina, Avantika, Rajat Gawad, Mukesh Rishi,  Johnny Lever 



    Lawrence D’Souza swoją przygodę z kinem rozpoczął 25 lat temu, kiedy to był operatorem kamery. Prawie20 lat później stworzył film o miłości „Indian Babu”, w którym to przedstawił do czego zdolny jest młody człowiek kiedy się prawdziwie zakocha. Film przeszedł bez większego echa przez świat, jednakże fani Bollywoodu i takpotrafiliby do niego dotrzeć. Jednakże po co się starać, skoro film nie jest najwyższych lotów i w zasadzie można by śmiało darować sobie jego obejrzenie. 
   Dil jest najpiękniejszą dziewczyną w małym miasteczku. Jej rodzina chce ją więc wydać za syna jednego z najpotężniejszych ludzi, Abhaya, nie patrząc na to, że Dil wcale tego nie chce. Podczas ceremonii zaręczyn Dil mdleje po czym okazuje się, że jest bardzo ciężko chora na serce. Dlatego też wyjeżdża z Indii do Londynu, aby tam poddać się operacji. Na miejscu poznaje najlepszych przyjaciół swojej kuzynki. Wśród nich jest Jeet. Przeżywają razem wspaniałe chwile, więc zakochują się w sobie. Niestety, po operacji Abhay przybywa do Londynu, aby zabrać swoją narzeczoną do domu. Zaskoczony Jeet pozwala im wyjechać, jednakże szybko uzmysławia sobie swoją pomyłkę i wyrusza za ukochaną do rodzinnych Indii. Tam poznaje także swoją prawdziwą matkę oraz straszliwy powód, dla którego musiała się z nim rozstać. Jego jedynym celem jest jednak odzyskanie swojej ukochanej Dil, co nie będzie takie łatwe jak mu się wydaje. 
    Największą zaletą tego filmu jest fakt, iż pomimo tych 3 godzin oglądania film wciąż potrafi przykuć uwagę widza. Reżyser zamiennie stosuje różne gatunki filmowe, sprawnie komponując je w jedną spójną całość. Początek filmu to pełen dramatyzm, jednakże kiedy Dil wyjeżdża do Londynu zaczyna się prawdziwa zabawa. Sceny z dyrektorem szkoły, doktórej uczęszcza Jeet są żywcem wyjęte z komedii. Humor przeplatany z niemrawym romansem sprawia, że bardziej docenia się humor, a sceny romantyczne także odbiera się jako bardziej zabawowe niż wzruszające. Później jednak wszystko powraca na dawne tory dramatu. W dalszej części filmu kiedy to Jeet wyjeżdża za Dil do Indii mamy prawdziwy romans. Jednakże momentami robi się z tego troszkę przesadzone kino akcji, które w pewnych momentach irytuje bardziej niż fascynuje. Trudno jest nie przeoczyć faktu, że młody bohater w tych scenach zaczyna się zachowywać jak prawdziwy Chuck Norris zasadzając kolejne kopniaki z półobrotu. Irytujące, ale jednak do przeżycia. Zauważyć można także pewną niekonsekwencję w działaniach. Bohaterami bowiem targają nieodgadnione emocje, które sprawiają, że momentami zachowują się oni jak kobieta w ciąży – raz tak, a za pięć sekund inaczej. W jednej chwili chcą sobie głowy pourywać, a jednak po jakimś głupim moralizującym gadaniu krwawiącego gościa zaczynają traktować się jak rodzina. Dziwne to dziwactwa, ale urok jednak mają. Ciężko jest się dopatrywać w tej produkcji większego sensu, bowiem główną myślą przewodnią tego filmu jest zdanie: „Jeżeli ją kochasz, to jedź za nią do Indii i ją porwij!”. Tak jakby porywanie kobiety było rozwiązaniem na wszystko.
    Oglądając film można by śmiało stwierdzić, że pochodzi on z lat 90tych. Zdjęcia bowiem wyglądają jakby zrobione w tamtych czasach. Dlatego zaskoczeniem może być fakt, że tak naprawdę film pochodzi z XXI wieku. Trudno powiedzieć, czy było to celowe zagranie zestrony operatora kamery, ale film wyszedł na bardzo stary, tak jakby nie mieli nowszych kamer, z których korzystają inni. Na szczęście całość ratuje muzyka kompozycji Nadeema Saifi i Shravana Rathoda. Nie wszystkie kawałki są bardzo chwytliwe, ale znajdują się wśród nich perełki, których warto posłuchać. Jednym z takich utworów jest „Dil Mera Dil”. Oprawa wizualna do niego jest okropna, ale piosenka całkiem ciekawa, zresztą... brzmi znajomo. Z bliżej anglojęzycznych pieśni mamy „I Wanna Take You”. Poplątanie angielskiego z hinduskim wypada w tym wydaniu bardzo dobrze. Przyjemnie się tego słucha i masię ochotę chwilowo potańczyć. Inną piosenką jest „Mere Sang Sang”, które także brzmi, a w połączeniu z ciekawym tańcem bohaterki i ulewnym deszczem cała aranżacja wypada interesująco. Moim hitem jednak jest utwór „Aaya Dulha Aaya” podczas imprezy zaręczynowej kuzynki Dil. Prawdopodobnie przyczyną tego jest taka masa kolorów w jednym miejscu, ciekawe układy taneczne, no i oczywiście tradycyjne hinduskie stroje. Bardzo mi się podobało.
    Główną parę bohaterów – Dil i Jeet, zagrali Gurline Chopra oraz Jaz Pandher. W filmie tworzyli bardzo ładną parę. Aktorsko jednak tylko Jaz jakoś dawał radę, gdyż Gurline była... zbyt sztywna, a przez to mało przekonująca. Jej zachowania wydawały się bardzo naciągane – przykładowo te udawane ataki śmiechu. Jakoś nie zrobiła na mnie dobrego wrażenia. On z kolei bardzo mi się podobał, ale też nie była to zbytnia rewelacja. Jak już wspominałam wcześniej trochę przedobrzyli  z jego osobą. W całej tej historii najlepszybył dyrektor - Johnny Lever. Wprowadził sporo humoru do filmu tak więc należą mu się pokłony. Z czarnych charakterów najlepiej wypadł Rajat Gawda, który zagrał narzeczonego Dil, Abhaya. On była utentyczny, chociaż momentami również przesadzony. Nie mniej aktorstwo możenie powalało, ale na szczęście też nie drażniło – za bardzo.
     Przyznam, że spodziewałam się czegoś więcej po tym filmie. Oczywiście podstawowe zasady Bollywoodu pozostały niezmienione, bo przecież było kolorowo, było tanecznie i było także dobrze zaśpiewane. Jednakże zdjęcia pogrążyły całą produkcję, gdyż nie wyraziły jej prawdziwej esencji. A szkoda, bo mógł to być naprawdę przyzwoity film, ponieważ przedstawia fascynującą historię miłosną. Jednakże jest to film jedynie przeciętny, pozostaje w tyle przy zestawieniu filmów jakie można by obejrzeć.