NOWOŚCI
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą WAM. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą WAM. Pokaż wszystkie posty

piątek, 9 marca 2012

Książka #115. Jak wyjść z depresji. Poradnik, aut. Wunibald Müller

Oryginalny tytuł: Dein Herz Lebe auf. Hilfen aus der Depression 
Gatunek: poradnik
Wydawca: WAM
Rok wydania: 2000 (Niemcy), 2011 (Polska)
Projekt okładki: Andrzej Sochacki
Tłumaczenie: Urszula Poprawska
ISBN 978-83-7505-929-8
Ilość stron: 92  | Format: 125x195 mm


    Potajemnie skrada się do naszego życia. Przybiera najrozmaitsze formy, aby niczego nie dać po sobie poznać. O kim mowa? O najgroźniejszym wrogu naszego dobrego samopoczucia i codziennego życia- depresji. Niemiecki teolog i psycholog, Wunibald Müller, w swojej publikacji „Jak wyjść z depresji?”porusza jej problem, nie tylko prezentując jej rodzaje, ale także sposoby wyjścia z tego niekorzystnego stanu.

    W swoim poradniku, autor, przedstawia kilka różnych typów depresji, jak je rozpoznać, jak sobie z nimi poradzić, a tym samym- jak pomóc innym. Swoje rozważania popiera licznymi publikacjami z zakresu psychologii, a także historiami ludzi, z którymi miał okazję rozmawiać.
    Wunibald Müller, dzieli swój poradnik na dwie zasadnicze części. W pierwszej z nich skupia się na samym problemie depresji, traktując ją jak problem. Przytacza kilka jej przykładów, rozróżniając je na depresję cięższego i lżejszego kalibru, która w zależności od swojego natężenia wymaga zupełnie innych środków leczenia. Poprzez zaprezentowanie kilku objawów, czytelnik sam może zdiagnozować, czy problem depresji dotyczy właśnie jego. Jeżeli to, co do tej pory sprawiało Ci radość, stało Ci się obojętne, jeżeli cierpisz na bezsenność lub przeciwnie- spałbyś całymi dniami, jeżeli izolujesz się od otoczenia, to może być objaw tego, że mogła dopaść Cię depresja. Skąd jednak wziął się ten problem? Dlaczego coraz więcej ludzi popada w stan depresyjny? To jest oczywiście trudne do zdiagnozowania, wszystko jednak skupia się na naszych osobistych przeżyciach i brakiem umiejętności radzenia sobie z nimi. Oczywiście, są to niektóre z jej przyczyn, bowiem autor zdecydowanie je rozszerza. Powodem pogarszającego się samopoczucia może być także zmiana miejsca zamieszkania, czy też pracy.
    Kiedy problem się już pojawia, istotne jest to jak można sobie z nim poradzić. Autor wyróżnia tutaj dwie podstawowe metody pomocy. Pierwszą z nich jest pomoc zewnętrzna. Tutaj doradza psychoterapię, a także grupy wsparcia. Z drugiej strony można także poradzić sobie z wewnątrz, poprzez zmianę postrzeganie swojego świata, a także zmianę wewnętrznego dialogu. Nie zapomina jednak, że problem depresji powiązany jest także z naszym duchem, dlatego też nie wyklucza udziału duszpasterza w procesie leczenia. Jednakże bez względu na to, czy udamy się do psychoterapeuty, czy będziemy korzystali z pomocy kogoś bliskiego (naszego partnera, na którego także ma to wpływ), ważne jest kilka rzeczy, na które te osoby powinny zwrócić uwagę. O co pytać, a jakie stwierdzenia sobie darować- jak „weź się w garść!”. Takie porady mogą być pomocne nie tylko dla osoby zmagającej się z depresją, ale także dla tego, kto będzie starał się takiej osobie pomagać. Dzięki temu sami możemy komuś pomóc z jego problemem.
    W drugiej części swojej pracy, autor patrzy na depresję z zupełnie innej strony. Uważa, że oprócz destruktywnego charakteru, depresja może mieć też pozytywny wpływ na nasze życie, jeżeli tylko przyjmiemy tę ciemność. Może działać motywująco, gdyż wskazuje na pewne defekty naszego dotychczasowego życia i uwydatnia to, co powinniśmy zmienić, aby poprawić naszą egzystencje, a także odgonić ją raz na zawsze. Przez to może mieć na nas zbawienny wpływ, w szczególności, że jest sygnałem dla naszego otoczenia, wołaniem o pomoc. I o dziwo, niekiedy udaje nam się ją uzyskać.
    Autor, nie zawiera w swojej pracy jedynie teorii. Swoje tezy popiera licznymi opowieściami, które zdobył podczas rozmów z ludźmi. To właśnie po ich obserwacji doszedł do wniosków, które spisał w tym poradniku. Dodatkowo podpiera się poglądami innych psychologów i teologów. Cytuje również psalmy, które mają pomóc czytelnikowi dotrzeć do swojego wnętrza i przezwyciężyć problemy. Trzeba przyznać, że wszystkie te elementy Müller bardzo dobrze, że sobą łączy. Płynnie przechodzi od jednej tezy do drugiej. Dzięki temu, trafia do czytelnika i jednocześnie składania go do rozmyślań nad tym, czy depresja nie jest także jednym z elementów jego codziennego życia.
     Poradnik- „Jak wyjść z depresji?”, nie jest może typową drogą do tego, aby całkowicie wyzbyć się depresji ze swojego życia. Dzięki tej lekturze, każdy może dowiedzieć się, czy ma już małe jej zalążki i powinien udać się do specjalisty, chociaż mówi się, że przy najmniejszym podejrzeniu powinno się od razu udać do psychologa. Może także zmobilizuje kogoś do działania, ale prawda jest taka, że nie przedstawia jednej recepty, aby móc poprawić swoje samopoczucie. Proponuje tylko różne metody, jak to zrobić. To co jest pewne, to, że nie można pozostawać na to obojętnym, ponieważ depresja może prowadzić nie tylko do jeszcze głębszej depresji, ale także rozpadów związków, przyjaźni, a nawet naszego życia.

Ocena: 4/6

Za książkę serdecznie dziękuję Wydawnictwu WAM, a także portalowi Sztukater, który mi ją udostępnił.  


sobota, 26 listopada 2011

Książka #52. Przyjaciele Jezusa, aut. Agnieszka Kosecka



Gatunek: wiersze
Wydawca: WAM
Rok wydania: 2011
Ilustracje i opracowanie graficzne: Anna Gryglas
Redakcja: Anna Piecuch
ISBN 978-83-7505-813-0
Ilość stron: 12
Format: 190x190 mm


     O Jezusie nauczają nas już o maleńkości, a sami, choć nieświadomi, przekonujemy się o mocy naszej wiary chrześcijańskiej już w chwili Chrztu Świętego. Każdy rodzic stara się, aby wychować swoje dziecko w wierze chrześcijańskiej. Chodzimy do szkół, gdzie odbywają się katechezy, a także do kościoła, w którym także uczą nas o Jezusie. Agnieszka Kosecka, dla najmłodszych czytelników, stworzyła przepiękne rymowanki przepełnione wiarą i umieściła je w maleńkim tomiku „Przyjaciele Jezusa”.

     W tej małej książeczce młody czytelnik odnajdzie zaledwie siedem wierszy. Jednakże każdy z nich przepełniony jest miłością Boga i każdy z nich naucza o prawdach naszej wiary. „Otwórz oczy”uzmysławia nam, że wszystko co nas otacza stworzone zostało przez jedynego Pana Boga. Jednocześnie daje nam sygnał, że jest to od niego niezwykły dar, który powinniśmy doceniać każdego dnia. Dzięki temu w młodym człowieku zaszczepiamy myśl, aby nie działał destruktywnie. Z kolei „Łaski” nawołuje do rozmowy z Bogiem, z Jezusem, kiedy jest nam źle, gdyż wówczas ukoi on nasze dusze. Najbardziej sugestywny jest chyba wiersz „Podarunek”.Gdyż w nim autorka dobitnie przemawia do czytelnika, że skoro Bóg dał nam nogi to powinniśmy wykorzystywać je nie tylko do zabaw, ale też popędzić na nich do kościoła na spotkanie z Jezusem. Skoro Bóg dał nam ręce to także do pomocy innym, a także do modlitwy do Boga. Króciutki „Pasterz” zawiera w sobie całą prawdę o Jezusie, który jest pasterzem wszystkich ludzi na Ziemi będących jego owieczkami. Autorka nie zapomina także nauczać o tym, aby dziękować Bogu za wszystko co mamy, za zdrowie i za miłość do najbliższych, a to wszystko w „Dziękujmy Panu Bogu”. Ponadto uzmysławia czytelnikowi, że Bóg kocha nas wszystkich, nie tylko dorosłych, ale także i dzieci. Dlatego też „Jezus kocha dzieci” może być znaczące dla najmłodszych czytelników, gdyż naucza ich miłości. Tak samo zresztą jest w przypadku wiersza „Anioł Stróż”, gdzie z kolei autorka stara się przekazać, że nigdy nie jesteśmy sami. Wszystkie te wiersze mają nie tylko przekaz dosłowny, ale również metaforyczny. Najważniejsze czego dzieci dowiadują się z nich to przede wszystkim szacunek dla ludzi i naszego otoczenia, gdyż wszystko jest dziełem Boga, no i oczywiście miłości.
    Książeczka wydana przez WAM przedstawia same prawdy związane z wiarą chrześcijańską, próbując zainteresować najmłodszych czytelników. Dla rodziców stworzono dużą czcionkę, która ułatwi im czytanie, natomiast dla najmłodszych wspaniałe ilustracje przygotowane przez Annę Gryglas. Do każdego z wierszy przyporządkowany jest przynajmniej jeden rysunek, oprócz tych sytuacji, kiedy wierszyk przedstawiony zostaje na 3 stronach. W idealny sposób obrazują sens każdej rymowanki zapisanej przez Agnieszkę Kosecką. Jej rymy z kolei są mniej bądź bardziej dokładne, zazwyczaj naprzemienne, choć zdarzają się także rymy niedokładne, jak w przypadku wiersza „Dziękujmy Panu Bogu”. Nie mniej, rymy te, od razu wywołują uśmiech na twarzy każdego czytelnika, nawet tego dorosłego.
       „Przyjaciele Jezusa” to książeczka pełna niesamowitych uczuć. Prawdy, które prezentuje, a które zna każdy człowiek przedstawione jest w sposób barwny i przede wszystkim swobodny. Każdy wiersz spisany przez Kosecką jest wyjątkowy, bo choć każdy jest inny to jednak sens ma podobny. Prezentuje wszystko to co powinno wiedzieć dziecko, dając my tym samym pewną naukę na przyszłość. Każda dobrze przedstawiona treść może zaowocować w dalszych latach. Dziecko wychowane w wierze chrześcijańskiej, zgodnie z zasadami wiary, może kochać bardziej, szanować i cieszyć się chwilą, a wydaje się, że wiersze Agnieszki Koseckiej mogą mieć na to znaczący wpływ. 

Ocena: 6/6

Wiersze miałam okazję przeczytać i zrecenzować dzięki uprzejmości Wydawnictwa WAM i portalu Sztukater, który mi je udostępnił.



Książka #51. Pedagogika przeżyć, aut. Werner Michl


Oryginalny tytuł: Erlebnispädagogik
Cykl: Myśl Pedagogiczna
Gatunek: podręcznik
Wydawca: WAM
Rok wydania oryginału: 2009
Rok wydania w Polsce: 2011
Projekt okładki: Andrzej Sochacki
Ilustracje: według oryginału
Tłumaczenie: Dariusz Kozieł
Redakcja: Katarzyna Stokłosa
ISBN 978-83-7505-667-9
Ilość stron: 100
Format: 156x232 mm


     Niegdyś wzbudzała w psychologach i pedagogach skrajne emocje, teraz coraz częściej się ją praktykuje. Mowa o pedagogice przeżyć, która skoncentrowana jest na działaniach i na osobistych wrażeniach każdego człowieka. W Polsce rzadko słyszy się o tej metodzie nauczania młodych ludzi, ale w Niemczech stosuje się ją niezwykle często. Jeden z niemieckich profesorów Nauk Społecznych wykładającym na uniwersytecie w Norymberdze postanowił przybliżyć pedagogom całego świata ową metodę. Jedną z książek Wernera Michla na temat tej nowej metody jest „Pedagogika przeżyć”, która ukazała się w serii Myśli Pedagogicznej Wydawnictwa WAM.
     Jako znawca tematu, Werner Michl, stara się w jak najprostszy sposób zaprezentować czytelnikowi, pedagogowi, najnowszą technikę, o której prace pisano już na początku lat 90tych. Dzięki temu jest to idealna pozycja naukowa, która może przybliżyć tajniki pedagogiki przeżyć komuś to interesuje się tą kwestią i będzie wiedział co zrobić z przedstawionym materiałem. Niestety, tylko do takich osób trafi ta publikacja, gdyż pozostała część niewiele z niej zrozumie i nie będzie potrafiła zastosować jej w życiu codziennym.

     Nie od dziś wiadomo, że człowiekowi lepiej przychodzi nauka jeżeli będzie pielęgnował zdobytą wiedzę. Jeszcze lepiej jest przyswajalna jeżeli towarzyszą jej różnego rodzaju działania. Tak, jak przykładowo nie nauczymy się dobrze rachunkowości, jeżeli nie będziemy ćwiczyć tworzenia bilansu, czy kalkulowania kosztów. Podobna sytuacja ma się do różnego rodzaju sportów, grupowych i indywidualnych, o których Michl wspomina w swojej książce. Jednakże nie od razu rzuca on czytelnika na głęboką wodę. Kiedy wprowadza się kogoś do tematu najpierw wypada przedstawić historię danego pojęcia oraz podstawowe definicje. Tak jak się to robi na wykładach, tak właśnie wygląda ta pozycja książkowa. Z początku Michl zasypuje czytelnika historycznymi nowinkami odnośnie pedagogiki przeżyć- jak to się narodziła, z jakich pojęć się wywodzi. Poznamy także podstawowe definicje, żebyśmy mieli ogólny zarys tego czym właściwie jest sama pedagogika. Na dalszym etapie swoich rozważań Michl przedstawia różne poglądy na temat tego tematu. Wielokrotnie cytuje prace znanych niemieckich pedagogów i psychologów, co staje się w pewnym momencie bardzo męczące, gdyż czytelnik zdaje sobie sprawę, że nie dowiaduje się niczego nowego. W końcu dochodzimy do momentu, w którym dowiadujemy się na czym tak naprawdę polega pedagogika przeżyć. Wymienione zostają różne jej elementy, a także liczne wspomagacze. Poznajemy także kilka sposobów na przyswajanie wiedzy. Niestety, są to tylko suche fakty. Gdzieniegdzie podpierane są przykładami, ale prawda jest taka, że przykłady te niewiele nam rozjaśniają. Wydawałoby się, że w takich pracach naukowych najlepsze są zawsze rysunki i wykresy. Takie też tutaj się pojawią, jednakże zobrazowanie niektórych z kwestii wydaje się być bezcelowe skoro opisywane są wcześniej w tekście, przykładowo rysunek cyklu uczenia się zorientowanego na przeżycie. Pomijając fakt, że w tekście, niekiedy, nie ma żadnego odniesienia do tego, że sytuację obrazuje poniższy, wcześniejszy bądź rysunek na stronie obok. Rysunki niewiele tutaj pomagają, a że obrazują niektóre z poruszanych kwestii- jakoś nie pomaga to w rozumieniu całości. Ponadto publikacja napisana jest bardzo naukowym językiem, specjalistycznym. Przez to jest trudna do przetrawienia dla zwykłego czytelnika, nie mniej osoby, które same się takowym słownictwem posługują powinny być zadowolone.
    W swojej przedmowie do wydania polskiego książki Werner Michl składa podziękowania dla Wydawnictwa WAM, a także dla tłumacza- Dariusza Kozieł, za idealny przekład jego publikacji. Rzadko spotyka się z podobną praktyką, nie mniej zapewne oficyna, jak i tłumacz poczuli się docenieni. Samo wydanie książki z pewnością przykuwa uwagę, gdyż wygląda na typowo naukową publikację. W dodatku ukazała się ona w serii „Myśl pedagogiczna”. Utrzymana w niebieskawych odcieniach może sprawiać pozytywne wrażenie, aczkolwiek dla zwykłego przeciętnego czytelnika treść może być odstraszająca. Sam układ treści nie budzi żadnych zastrzeżeń. Jest jak najbardziej czytelny, pełny rysunków, pogrubień i wypunktowań, co z pewnością ułatwi studentowi pedagogiki, bądź też praktykującemu pedagogowi ową lekturę i przyswajanie wiedzy w niej zawartej.
     „Pedagogika przeżyć” to typowo naukowa publikacja. Napisana specjalistycznym językiem sprawia, że staje się ona ledwo zrozumiała dla zwykłego czytelnika. Dla osoby, która interesuje się pedagogiką i która pracuje w owym zawodzie książka ta może okazać się bardzo pomocna. Z pewnością zawiera kilka trafnych stwierdzeń i za pomocą przykładów obrazuje co też może dać ta metoda każdemu człowiekowi. Nawiązując do religii i literatury powszechnej Werner Michl sprawił, że pozycja ta staje się przystępniejsza, ale czy łatwiejsza w odbiorze? Z pewnością nie jest to książka dla każdego, dla amatora może być to prawdziwa udręka, ale dla fana tematu może być skarbnicą wiedzy. 


Ocena: 2/6


Książkę przeczytałam i zrecenzowałam dzięki serdeczności Wydawnictwa WAM oraz portalu Sztukater, który mi ją udostępnił. 


środa, 21 września 2011

Książka #32. Dobranocka dla Maryni i Martynki. Świat z Tej Strony, aut. Anna Karwińska


Gatunek: literatura dziecięca
Wydawca: Wydawnictwo WAM
Rok wydania: 2011
Ilustracje i opracowanie graficzne: Karolina Rosołek
Redakcja: Anna Piecuch
ISBN 978-83-7505-859-8
Ilość stron: 36
Format: 167x241 mm



     Sztuką jest stworzyć wciągającą powieść dla dorosłego odbiorcy. Jednakże prawdziwe wyzwanie to napisanie książki, która zafascynuje najmłodszych czytelników, tych najbardziej wymagających. Nie mniej wśród polskich i światowych pisarzy znajdują się tacy, którzy wydają się być obeznani w tym temacie. Pani profesor socjologii- Anna Karwińska , oprócz książek popularnonaukowych bardzo chętnie zajmuje się też tworzeniem pozycji dla milusińskich. Jednym z objawów tego rodzaju jej twórczości jest „Dobranocka dla Maryni i Martynki. Świat z Tej Strony”, czyli idealna historia na dobranoc.
    Marynia i Martynka są uroczymi bliźniaczkami, bardzo do siebie podobnymi, ale tez nie do końca. Dziewczynki niestety, nie chodzą do przedszkola, ale kiedy ich rodzice wychodzą do pracy Marynia i Martynka przebywają u starszej sąsiadki. Na skutek niefortunnego zbiegu okoliczności w wyniku, którego bliźniaczki nie mają się gdzie podziać, zmuszone są one udać się do swojej babci mieszkającej w dworku. Babcia za każdym razem wita je rymowankami i zagadkami, które tym razem prowadzą je do tajemniczej szuflady, w której odkrywają niezwykły Świat z Tej Strony.
    Bajki przeznaczone dla najmłodszych muszą mieć w sobie to coś. Muszą interesować nie tylko historią, ale też i stylem pisarskim, czy ilustracjami. Wydaje się, że książka „Dobranocka dla Maryni i Martynki. Świat z Tej Strony” ma wszystkie te elementy na całkiem nie najgorszym poziomie. Czy dobranocka ta porusza jakiś konkretny problem? W zasadzie, trudno to do końca określić, ponieważ wątki nie są tu zbytnio rozwinięte. Zauważalna jest sympatia dziewczynek do babci, co jest dość typowe. Dostrzec można też zapracowanie rodziców, co też jest typowe. Dziwne jest jednakże to, że dziewczynki nie chodzą do przedszkola, ale w sumie biorąc pod uwagę dzisiejsze czasy, jak to nagle przedszkola stały się płatne i ogałacają rodziców z ostatnich pieniędzy, to nie ma się co dziwić, że i ten wątek znalazł tutaj swoje miejsce. Jednakże przyziemność swoją stroną, a przecież najważniejsze w tym wszystkim jest to co dostrzegą dzieci, czyli interesująca historia podróży bliźniaczek do świata szuflady. Czy jest tak naprawdę ciekawa? Trudno jest nagle cofnąć się w rozwoju do czasów przedszkolnych i zinterpretować tą pozycję umysłem kilkulatka. To te małe rozumki właśnie, na swój własny sposób rozwikłają zagadkę tej historii, czy to jest rzeczywistość, czy tylko kraina wyobraźni.
    Nie mniej książka może zaciekawić najmłodszych, gdyż autorka nie ogranicza się jedynie do stworzenia niezwykłej historii. Anna Karwińska tworzy też własne rymowanki, z których ta która rozpoczyna książkę wykorzystuje rymy parzyste. Inne stanowią rymowany misz-masz, ale i tak wzbudzają zainteresowanie. Prawdziwą gratką jest zamieszczenie tutaj zagadki myślowej, która może pobudzić już małe móżdżki do pracy, a książki dla dzieci powinny mieć taki element edukacyjny. Autorka używa, na ogół, mało skomplikowanych sentencji, jednakże wyrażenia typu „pękata wieżyczka” niewiele może mówić małemu czytelnikowi. Nie mniej, pozycja nie jest męcząca, w szczególności, ze pisana jest dużymi literami, a więc i dzieciaki nie będą miały się kiedy znudzić.
    Książka wydana została przez Wydawnictwo WAM przy współpracy z Katedrą Gospodarki i Administracji Publicznej Uniwersytetu Ekonomicznego w Krakowie oraz Fundacją Gospodarki i Administracji Publicznej w Krakowie. Do opracowania graficznego okładki zaangażowało wspaniałą ilustratorkę Karolinę Rosołek. Dzięki jej barwnym i, przede wszystkim, żywym pracom z pewnością przyciągnęła uwagę maluchów. Okładka być może i nie przyciąga do lektury, nie mniej, gdy tylko otworzy się książkę ta od razu zachwyca. Ilustracje wspaniale oddają charakter treści, a ponadto każda ze stron jest przyozdobiona jakimś rysunkiem kojarzącym się ze spokojną nocą. Dodatkowo postanowiono trochę urozmaicić stronę graficzną i poproszono kilkoro dzieci, aby stworzyły własne rysunkowe interpretacje treści książki i twórczości ilustratorki. Ich prace znalazły się na okładce wewnętrznej publikacji.
    „Dobranocka Maryni i Martynki. Świat z Tej Strony” to bardzo interesująca książka dla najmłodszych. Idealna na późne wieczory, kiedy to maluchy powinny już zbierać się do spania. Nie wiem co konkretnie było celem tej pozycji, mnie jakoś za specjalnie nie ululała do snu, ale być może nie taki był zamiar autorki. Jak przystało na książkę dla dzieci, szybko się ją czytało. W zasadzie jest ona ciekawa, ale niestety nie porywa. Wydaje się, że można spodziewać się jakiejś kontynuacji, w sumie to byłaby nawet wskazana. Czas pokaże czy profesor Karwińska zechce ponownie zabrać swoich najmłodszych czytelnika do magicznego Świata z Tej Strony i jeszcze raz pobudzić nie tylko ich wyobraźnię, ale także spróbować ich czegoś nauczyć. 

Ocena: 4/6

Książkę miałam okazję przeczytać i zrecenzować dzięki Wydawnictwu WAM, a także portalowi Sztukater, który mi ją udostępnił.


wtorek, 6 września 2011

Książka #31. Alkoholik, aut. Meszuge

Gatunek: biografia
Wydawca: WAM
Rok wydania: 2011
Projekt okładki: Krzysztof Błażejczyk
Korekta: Barbara Cabała
ISBN 978-83-7505-824-6
Ilość stron: 292
Format: 136x210 mm



         Problem z nadużywaniem alkoholu może mieć każdy. Tylko nieliczni podejmują walkę z owym nałogiem. Niewielu z tym nielicznym udaje się ową walkę wygrać. Przykładem wojownika, który wyszedł z tej walki zwycięsko jest Meszuge. Taki pseudonim przyjął jeden z polskich pisarzy, który pisze artykuły i eseje dotyczące alkoholizmu nie tylko w periodykach Wspólnoty Anonimowych Alkoholików, ale także na swoim blogu. W 2011 roku nakładem wydawnictwa WAM ukazały się dwie jego książki o walce z alkoholizmem. Pierwsza z nich „12 kroków od dnia” stanowi typowy przewodnik po krokach i tradycjach Wspólnoty Anonimowych Alkoholików, natomiast druga to „Alkoholik. Autobiograficzna opowieść o życiu, piciu, uzależnieniu i wyzwoleniu”, której tytuł mówi sam za siebie.

     Meszuge nie miał łatwego dzieciństwa. Małżeństwo jego rodziców rozsypało się, a on sam nie czuł wielkich uczuć ze strony swojej rodzicielki. Już jako nastolatek rozpoczął swoje eksperymenty z używkami, zaczynając od papierosów. Jednakże dopiero będąc trzydziestolatkiem zakochał się na dobre, a swoją miłością obdarzył alkohol. Problemy z dzieciństwa, problemy rodzinne, a także problemy zawodowe spowodowały, że zaczął się staczać coraz bardziej. Wtedy właśnie stwierdził, że ma problem i udał się na odwyk. Walka z alkoholem wcale nie była tak łatwa jak wielu mogłoby się spodziewać. Po wielu latach walki, po kilku porażkach, w końcu udało mu się wytrzeźwieć. Jednakże nawet teraz, kiedy sam twierdzi, że nie ma już problemu z alkoholem wciąż uczestniczy w spotkaniach Wspólnoty Anonimowych Alkoholików, gdyż to właśnie dzięki nim udało mu się dojść do siebie.
     Jak już sam tytuł książki wskazuje „Alkoholik” to autobiograficzna opowieść o życiu, piciu, uzależnieniu i wyzwoleniu. Autor prowadzi nas przez całe swoje dotychczasowe życie, dopatrując się przyczyn swojej choroby alkoholowej. Można nawet powiedzieć, że cofa się też trochę w przeszłości, aby przybliżyć czytelnikowi dzieje swojej rodziny, gdyż twierdzi iż ta choroba uwarunkowana jest genetycznie. Przedstawia swoją historię powierzchownie, uwypuklając jedynie te wydarzenia, które, jak uważa, mogły stać się przyczyną tego w jakim kierunku potoczyło się jego życie. Sytuacje, w których dokonał takich a nie innych wyborów, które doprowadziły go do alkoholizmu. Tym samym chce uchronić czytelnika przed podobną sytuacją, licząc na to, że dostrzeże zawczasu sygnały alarmowe i uda mu się zmienić bieg wydarzeń. Wydarzenia te w większości są całkowicie od nas niezależne, czego przykładem może być rozwód rodziców. Dziecko nie jest tutaj niczemu winne, chociaż prawdopodobnie duża część dzieci z rozbitych rodzin może obwiniać o to siebie. Nie pomija także sytuacji, w których próbował dostosować się do rówieśników w szkole, pijąc z nimi wino domowej, do kolegów z wojska, czy do współpracowników- pijąc wódkę w miejscu pracy. Początkowo nie
robiło mu to żadnej różnicy, później zaczęło mu to sprawiać przyjemność. Nie szczędzi przy tym słów uzmysławiając czytelnikowi konsekwencje takiego stanu rzeczy. Bez przeszkód pisze o tym jak sięgnął dna tracąc pracę i rodzinę. Żona się z nim rozwiodła, a syn najchętniej w ogóle by go nie widywał. W dalszej części swojej biografii opisuje już tylko drogę wzwyż. Przyznaje się do tego czego nie przyznawał się sponsorowi, ani na spotkaniach anonimowych alkoholików. Przyznaje się do wpadek, do utrzymywania pozornej abstynencji, kiedy to pił w najlepsze. Fascynujące jest jednak to, że w końcu oprzytomniał. Zdał sobie sprawę, że takie postępowanie jest bezcelowe i w ten sposób nigdy nie wyjdzie z tego uzależnienia. Meszuge jest tutaj idealnym przykładem człowieka doświadczonego przez los, który z biegiem lat stał się jedynie mądrzejszy i z innej perspektywy patrzy na to co czynił przez ten cały czas. Krytycznie patrzy na to co nawyczyniał i to budzi szacunek wobec jego osoby. Nie mniej szkoda, że nie wzbogacił swojej biografii o więcej odczuć, a także wydarzeń w czasie kiedy się upijał do nieprzytomności. Być może z powodu bólu, być może z poczucia wstydu. Jak sam pisze, chce oszczędzić tego czytelnikom-alkoholikom, którzy wiedzą jak to jest. Nie mniej mogłoby to nadać więcej dramatyzmu całej historii, chociaż sam alkoholizm i utrata wszystkiego z jego powodu jest wystarczająco traumatyczne.
     Meszuge swoją historię wzbogaca także swoimi esejami publikowanymi wcześniej w periodykach i opracowywanych na spotkaniach. Jego książka zawiera w sobie także poboczne wątki myślowe dotyczące jego drogi. Dużą część tej biografii poświęca także systemowi Wspólnoty Anonimowych Alkoholików. Pojawia się tutaj także wykres, na którym obrazuje wymienność optymizmu i pesymizmu z realnością. Nie zabraknie także kilku ciekawostek z jego przeszłości, w tym zabaw i wybryków, które każdy z czytelników mógłby znać chociażby ze słyszenia. Pisze w sposób bardzo swobodny, bez jakiejkolwiek ingerencji redakcji i bardzo dobrze. Historia jego życia opisana w sposób w jaki on to robi jest naprawdę interesująca. Niestety, ta druga część, nie fascynuje już aż tak bardzo. Dla kogoś kto czytał „12 kroków od dna” będzie to powtórka z rozrywki.
     Tak samo, jak w przypadku „12 kroków od dna”, „Alkoholika” wydało polskie Wydawnictwo WAM, które ma mocne fundamenty religijne. Specjalizuje się nie tylko w publikacji książek religijnych, ale także i psychologicznych, czy historycznych. Dlatego właśnie dzieła Meszuge trafiły właśnie tutaj. Oprawa „Alkoholika” utrzymana jest w bardzo jasnej kolorystyce. Prezentuje ona dramatyzm całej historii i tym samym zachęca do lektury. Tekst wewnątrz napisany jest jednym ciągiem. Nie poczytamy tutaj żadnych dialogów są to jedynie myśli samego Meszuge.
     „Alkoholik” to nie tylko historia drogi Meszuge do trzeźwości, ale także do alkoholizmu i przez alkoholizm. Przez to czytelnik mający problem z alkoholem może sam dostrzec czego się ustrzegać w swoim życiu i wybrać inną drogę od tej obranej przez autora. Okazuje się więc, że cel tej publikacji został, jak najbardziej spełniony. „Alkoholik” wraz z pozycją „12 kroków od dna” stanowi idealny zestaw dla alkoholików, którzy nie mogą sobie poradzić ze swoimi problemami. Jednakże także zwykły człowiek, teoretycznie bez nałogów, odnajdzie tutaj parę mądrości, które może zastosować także w swoim życiu. Zmiany jakie dokonały się w życiu Meszuge są prawdziwą inspiracją dla każdego człowieka, inspiracją do wielkich zmian, bodźcem, aby jednak uwierzyć w siebie i zrobić ten pierwszy krok ku lepszej, w tym też trzeźwej, przyszłości.


Ocena: 4/6

Bardzo serdecznie dziękuję Wydawnictwu WAM za możliwość przeczytania i zrecenzowania tej pozycji, a także portalu internetowemu Sztukater za jej udostępnienie.

środa, 31 sierpnia 2011

Książka #30. 12 kroków od dna, aut. Meszuge


Gatunek: poradnik, wspomnienia
Wydawca: WAM
Rok wydania: 2011
Projekt okładki: Krzysztof Błażejczyk
Korekta: Barbara Cabała
ISBN 978-83-7505-825-3
Ilość stron: 248
Format: 136x210 mm



    Jedną z patologii dzisiejszych czasów jest przede wszystkim alkoholizm. Bez względu na to czy problem dotyczy mieszkańców USA, Rosji, czy Polski, skutecznie niszczy ludziom życia. Pomimo wszystko, alkohol dostępny jest w każdym niemalże sklepie, i niestety sprzedawany jest coraz to młodszym osobnikom, powodując, że coraz młodsi zapadają na ową ciężką chorobę. Jednakże nie każdy pijący alkohol od razu staje się alkoholikiem. Tak niepozornie zaczynał Meszuge, który przez wiele lat męczył się z alkoholizmem. Na dzień dzisiejszy nie pije już od lat 10, a w wyjściu z tego wyniszczającego nałogu pomogła mu zarówno terapia, jak i spotkania Wspólnoty Anonimowych Alkoholików.

    Meszuge to Polak, który na co dzień zajmuje się pisaniem. Wyrzucono go z pracy przez alkohol, żona od niego odeszła, nie mówiąc już o publicznych upokorzeniach i problemach ze zdrowiem. W końcu postanowił pójść na terapię, a terapeutka skierowała go na mityngi anonimowych alkoholików. Jednakże dopiero przystąpienie do Wspólnoty Anonimowych Alkoholików pomogło mu całkowicie wytrzeźwieć. W swojej książce „12 kroków od dna. Opowieść o trzeźwości osiągniętej dzięki Wspólnocie AA” prezentuje zarówno kroki w dążeniu do trzeźwości, jak i tradycje wpajane uczestnikom Wspólnoty Anonimowych Alkoholików.
    Trudno jest jednoznacznie zaklasyfikować książkę, którą stworzył Meszuge. Dla człowieka, który mierzy się z problemem alkoholowym będzie to idealny poradnik, przewodnik po tym jakimi środkami można dojść do upragnionego stanu trzeźwości. Najważniejsze jest to, aby przyjść na pierwsze spotkanie z chęcią porzucenia tego nałogu. Jak to mówią „Pierwszym krokiem do wyzdrowienia jest przyznanie, że ma się problem”. Dotyczy to każdego nałogowca, nie tylko alkoholika. W pierwszej połowie poradnika Meszuge przedstawia 12 kroków, które pomogą alkoholikowi wyjść z nałogu. Jednakże nie są to jedynie suche fakty. Przedstawia tutaj nie tylko owe kroki, nie tylko przytacza ich treść, ale także pomaga zrozumieć ich sens. Robi to nie tylko poprzez typowe dla niego objaśnienia, ale też próbuje podchodzić do tego w inny sposób. Jako człowiek, który ma w tej kwestii spore doświadczenie całkiem dobrze sobie z tym radzi. Kroki te wzbogaca o swoje osobiste doświadczenia, dodaje tutaj też wielokrotnie dowcipne komentarze, nie przebiera też w złośliwych uwagach. Przez to pozycja ta staje się bardziej przystępna także dla zwykłego czytelnika, gdyż takie wyznania czynią książkę też osobistymi wspomnieniami, autobiografią Meszge. Kroki stanowią mniej więcej połowę tej książki. Druga połowa to tradycje Wspólnoty Anonimowych Alkoholików. W dużej mierze łączą się także z krokami, częściowo zawierają tradycje, które są bardzo sensowne z punktu widzenia takiej Wspólnoty, no i też oczywiste. Tutaj też nie zabraknie osobistych wspomnień Meszuge, niekiedy bardzo bolesnych. Często pisze tutaj dość kontrowersyjnie, gdyż same tradycje mogą być różnie interpretowane. Tą część Meszuge wzbogaca także o eseje, które napisał podczas uczestnictwa we Wspólnocie, a dotyczące każdej z tradycji.
    Meszuge całą książkę pisze prostym językiem. Bez względu na to kto jest odbiorcą tej pozycji można uznawać ją za poradnik bądź też i osobiste wspomnienia autora. Pisze ją bardzo swobodnie, nie zapominając o swojej twórczości w międzyczasie. Bardzo często cytuje innych autorów, przede wszystkim Billa W., ale też i innych, którzy tworzyli pozycje o 12 krokach i tradycjach. Meszuge jest człowiekiem bardzo zabawnym, jego dowcip była momentami przesadny a innym razem bardzo subtelny. Wszystkie wydarzenia dotyczą jego samego, to on jest bohaterem tej książki i wszystko co opisuje to tylko i wyłącznie jego własne przemyślenia i jego zdanie. Często bawi się w tłumacza i próbuje na nowo zaprezentować konkretne kroki czy tradycje, niejednokrotnie wyłapując błędu w polskim przekładzie angielskich odpowiedników. Dlatego też przy każdym kroku przedstawionym po polsku znajduje się jego angielski pierwowzór, aby każdy mógł zrozumieć to jak chce.
      Jako, że Wydawnictwo WAM zajmuje się bardziej uduchowionymi pozycjami literatury nie ma się co dziwić, że książka Meszuge trafiła właśnie do nich. Nie jest to może jakieś arcydzieło ze względu na wygląd, z pewnością sama okładka nie przyciągnęłaby rzeszy czytelników, jednakże dla tych, którzy nie oceniają książki po okładce pozycja będzie nie lada gratką. Oprawa utrzymana jest w jasnych kolorach z wyraźnie odznaczonym tytułem, natomiast wewnątrz niczym nie różni się od innych poradników. Czcionka na szczęście jest przystępna więc nawet nie męczy czytanie tej książki.
    Książka „12 kroków od dna” nie wobec każdego czytelnika spełni swoje zadania. Osobiście nie jestem osobą uzależnioną ani od alkoholu, ani od czegokolwiek, więc nie wyniosę z niej tego co wyniósłby osobnik, który chociażby ma problem z alkoholem. Nie mniej doceniam, że takie pozycje powstają, bo nawet dla mnie jako osoby, której podobne problemy nie dotyczą, jest ona pouczająca. Meszuge wykazuje się inteligencją, a także spostrzegawczością. Do końca wyczerpuje temat 12 kroków i 12 tradycji Wspólnoty AA. Przedstawia to w sposób zabawny i z pewnością niejednego alkoholika byłby w stanie nawrócić na odpowiednią drogę. Pokazuje, którą ścieżką powinien podążyć, a także to czego należy się wystrzegać, bowiem droga do trzeźwości nie jest tak prosta, jak mogłoby się wydawać, ani tak krótka jak można by oczekiwać. Problem alkoholizmu to problem na całe życie i to właśnie stara się uzmysłowić czytelnikowi Meszuge. 

Ocena: 5/6


Książkę miałam przyjemność przeczytać dzięki uprzejmości Wydawnictwa Wam oraz portalu internetowego Sztukater. Bardzo serdecznie dziękuję.