Czarna Pantera
Czarna Pantera powraca! Tym razem jednak wrażenia po ponownym seansie plasują się gdzieś pomiędzy "co ja takiego w tym widziałem?!", a "naprawdę niesamowite zjawisko".
Czarna Pantera powraca! Tym razem jednak wrażenia po ponownym seansie plasują się gdzieś pomiędzy "co ja takiego w tym widziałem?!", a "naprawdę niesamowite zjawisko".
Opowieść o tym jak korzystać z nowinki od Naszej Księgarni, z przymrużeniem oka.
Do tej pory powieści, które wyleciały spod skrzydeł wydawnictwa Szósty zmysł, zaskakiwały swoją niebanalnością. Tym razem wydawnictwo poszło w trochę odmienną stronę i zaserwowało coś, co łączy ze sobą miłość i sport. k jak i nasz w zetknięciu z tą lekturą.
Oryginalny tytuł: The Final Destination
Nick (Bobby Campo) wraz z dziewczyną- Lori (Shantel Vansanten), oraz przyjaciółmi – Huntem i Janet (Nick Zano, Haley Webb), wybierają się na tor wyścigowy. Podczas kolejnego okrążenia dochodzi do wypadku, w wyniku, którego giną ludzie, w tym sam Nick z przyjaciółmi. Jednakże wszystko to okazuje się być tylko dziwnym snem. Nick jednak nie chce w to wierzyć, w szczególności, że wszystkie szczegóły z wizji sprawdzają się z tym co właśnie ma miejsce. Dlatego czym prędzej chce opuścić tor, a za nimi podążają jego przyjaciele, a także kilka osób chcących go sprać za zniszczenie im rozrywki. Chwilę później wszyscy z przerażeniem spoglądają w stronę toru widząc tragiczny wypadek. Wszyscy uratowani postanawiają żyć dalej spokojnie, ale Nick ma dziwne wizje, które wkrótce okazują się być wizjami śmierci osób, które ocalały z wypadku. Dzięki poszukiwaniom w sieci odkrywa, że takie przypadki miały wcześniej miejsce i że teraz śmierć będzie ich ścigać dopóki wszyscy nie zginą. Jego przyjaciele nie chcą mu wierzyć, dopóki ocalali nie zaczynają umierać. Nick jednak jest przekonany, że może oszukać śmierć dzięki swoim wizjom.
Kiedy oglądałam zwiastun „Oszukać przeznaczenie 4” nie mogłam powstrzymać się od złośliwych komentarzy, na temat tego co tam zobaczyłam. Bowiem czwarty film zupełnie nie przypomina swoich poprzedników, oprócz znaczącego szczegółu –absurdalnych niemożliwości, które towarzyszą nam mniej więcej od końca filmu drugiego. Kiedy zobaczyłam wykręcające się śrubki na torze wiedziałam, że przez cały film będę denerwowała się na podobne szczegóły filmu i uznam go najgorszym z sequelów chociaż myślałam, że po trzecim filmie będzie to niemożliwe.Oczywiście było pomysłowo, ale niestety za mało kreatywnie. Ponadto sceny śmierci były okropnie zabawne, co może być spowodowane przygotowaniem tego filmu specjalnie dla widowni wersji 3D. Niestety, nie przekonuje mnie to, a nawet śmiem powiedzieć, że wkurza.
Najbardziej w tym filmie podobać się mogą nawiązania do poprzednich filmów, co ewidentnie wskazywać mogłoby na fakt, iż jest to ostatni film (pomijając tytuł „The Final Destination”, gdzie ‘the’ wskazuje na ostatnie z ostatnich). Z doświadczenia jednak wiemy, że często takie przypuszczenia okazują się być złudne, bo twórcy i tak popchną tą historię dalej, żeby zarobić na niej jeszcze więcej. Takie nawiązania to przede wszystkim czołówka filmu, w której widzimy zdjęcia rentgenowskie ofiar z poprzednich filmów – jest to ciekawe. Ponadto sama fabuła nawiązuje do wcześniejszych wydarzeń, przykładowo tablica z „Clear Rivers Water”, która ewidentnie wskazuje na bohaterkę dwóch pierwszych filmów. Ponadto tor, na którym dochodzi do katastrofy nazwany został McKinley – tak samo jak jeden z bohaterów filmu trzeciego. No i przede wszystkim liczba 180, która wiernie pokazuje się we wszystkich częściach filmu– lot 180, droga 180, itp. zapowiadając największe katastrofy. Poza tym można też odnaleźć pewne podobieństwa z zabójstwami z poprzednich filmów – śmierć ochroniarza rozjechanego przez ambulans, jak śmierć Terry rozjechanej przez autobus; po raz kolejny pojawiła się też matka z synem, jak w filmie drugim; no i jeszcze śmierć od wybuchu, tak samo jak w drugim filmie. Pewnie było tego więcej, ale to szczegóły na które zwróciłam uwagę.
Po raz kolejny w filmie mamy standardowy zestaw bohaterów – chłopak ze swoją dziewczyną, rozwydrzona przyjaciółka, chamski cwaniak, rasista przepełniony nienawiścią, no i niedowiarki. Postać Nicka obdarzoną wizjami zagrał Bobby Campo, który nie jest znany szerszej publice ze względu na początki swojej kariery. Niestety nie jest on przekonujący więc nie wróżę mu świetlanej kariery. To samo dotyczy Shantel Vansanten, która zagrała jego dziewczynę. Ładna dziewczyna i jeżeli już to pewnie tylko z tego powodu dostanie później jakąś rolę. Haley Webb także ma niewiele filmów na swoim koncie. Z młodych aktorów największą przeszłość filmową ma Nick Zano, którego ja osobiście znam z sitcomu „Siostrzyczki”, gdzie pokazał, że ma niebywałe poczucie humoru. Dlatego też właśnie patrząc na niego w tym filmie nie potrafiłam się do niego przekonać, w szczególności, że jego postać znacznie odbiegała od serialowego Vince`a, tzn. no w pewnym stopniu. W rolach pozostałych ofiar wystąpili między innymi Mykelti Williamson („Zabójczy numer”), Krista Allen, czyli gwiazda filmów z serii „Emmanuelle”, czy też Andrew Fiscella („Bal maturalny”).
autostradzie jednak ma wizję, w której dochodzi do ogromnego karambolu spowodowanego przez ciężarówkę z belkami drzewa. Gdy się budzi okazuje się, że to co właśnie widziała ma się za chwilę wydarzyć więc blokuje wjazd na autostradę ratując przy tym życie kilkunastu osób. Myśli, że spotkało ich to samo co pasażerów lotu 180 sprzed roku. Nie wszyscy jednak wierzą w historię o tym, że mimo to iż przeżyli to śmierć ich dopadnie. Kimberly odnajduje jedyną ocalałą osobę z wydarzeń sprzed roku, Clear Rivers (Ali Larter), i ma nadzieję, że pomoże im przechytrzyć śmierć.
- wypadek na autostradzie. Przyznam, że od kiedy widziałam ten film po raz pierwszy to zawsze mam pietra kiedy jadę w autobusie a obok mnie przejeżdża jakaś ciężarówka z belkami drzew. Zawsze przypominam sobie tą straszliwą scenę z karambolem właśnie z tego filmu. Mam nadzieję, że takie rzeczy nigdy w życiu się nie zdarzą, a może już się zdarzyły, ale ja o tym nie wiem. No cóż poradzić. Takie jest życie. Brutalne i nieprzewidywalne. Wszystko się może zdarzyć, ale to co się działo tutaj było po prostu bardzo brutalne. Dużo osób zginęło i to właściwie przez dziwne przypadki, jak na przykład Nora Carpenter. No, ale to była tylko wizja :P więc nie rozwódźmy się za bardzo nad tym co tak naprawdę nie zdarzyło się w tym filmie.
powiem, podczas śmierci Tima, Nory no i oczywiście Evana. Bardzo stresująca była również scena samego karambolu. No i wrócił w dodatku nasz przerażający gość od śmierci Tony Todd, ale w tej części nie jest aż tak straszny jak w poprzedniej, ale to pewnie dlatego, że niewiele mówi. No, ale wracając do tego napięcia. W sumie to nie było aż takich wielkich emocji związanych z tym filmem, ale przyznam, że niepokoiło mnie trochę położenie Kat. Właściwie to można było się spodziewać, że za chwilę coś się wydarzy, ale niepewność tego co to będzie sprawiała, że napięcie rosło.
Minusy:
Alex (Devon Sawa) wraz z klasą ma lecieć na wycieczkę do Paryża. Tuż przed wyjazdem ma dziwne przeczucia, a gdy siedzi już w samolocie ma wizję, w której samolot wybucha i wszyscy jego pasażerowie giną. Gdy Alex się budzi wpada w histerię i czym prędzej chce wysiąść z samolotu. Wraz z nim wysiada kilka osób, które nie mogą wejść już na pokład. Wszyscy są źli na Alexa, że tracą część wycieczki. Jednak, gdy startujący samolot wybucha ich złość zamienia się w przerażenie. Jednakże to nie koniec ich problemów, bowiem śmierć ma plan, który Alex jej pokrzyżował.
- dziwaczne zachowanie osób. Przyznam, że z początku trochę mnie dziwiło to jak wszyscy bali się Alexa, bo w sumie dlaczego? Uratował im życie, a oni wciąż mu dogryzali z tego powodu no i jak dla mnie to jest lekka niewdzięczność, bo przecież dzięki niemu żyją. Jednakże rozumiem trochę ich przerażenie. W końcu nie co dzień ma się do czynienia z człowiekiem, który potrafi przewidzieć co się stanie.
mnie przerażał. Oglądałam go wtedy z moją przyjaciółką, ale wiecie wtedy byłyśmy w gimnazjum i wtedy to wszystko mnie przerażało. Jednakże z czasem to przerażenie zamieniło się w humor. Przyznam, że niektóre sceny wciąż są przerażające i ohydne jak na przykład sam wybuch samolotu, oczywiście ten z wizji Alexa, czy śmierć Toda, a nawet wspomniany przeze mnie wcześniej facet od śmierci. Jednak już z czasem robi się tego co raz mniej.
- sposób w jaki śmierć dopadała naszych bohaterów. Ja rozumiem, że jakoś trzeba było naciągać prawdę w związku z tą śmiercią, ale nie przesadzajmy. Niektóre zdarzenia były dość absurdalne, ale przynajmniej urozmaiciły nieco akcję. No i dodatkowo nie są aż tak przesadzone jak w dalszych częściach.
Film jest już trzecim filmem z tej serii. Znowu akcja z wywinięciem się z rąk śmierci. Znowu potem wszyscy po kolei giną. Jednak jest coś dziwnego w tym filmie. Panuje tu pewien chaos. W poprzednich częściach wszystko było jakoś w miarę uporządkowane i wiadome było kto następny zginie, a tutaj... tutaj nie było tej przewidywalności. No, ale czego można się spodziewać po kolejnej części. W tym przypadku sprawdza się reguła, że pierwszy film najlepszy. Co prawda, drugi też nie był zły, ale tam niektóre akcje były już raczej nierealne. Za to ta część... to jest po prostu przegięcie. Wypadki, które w normalnym świecie nie miałyby w ogóle miejsca, wypadki, które powodowali sami ludzie, no przecież kto byłby taki nienormalny i nieostrożny? Ten kto widział ten film to wie o czym mówię. Ta część już nie ma tej normalności co część pierwsza, rzeczywistość jest strasznie naginana. Tak samo jak sam fakt wykolejenia się rollercoastera. Ciekawe, że wagoniki wcześniejsze się nie wykoleiły tylko akurat ten i to jeszcze z tej przyczyny, że trochę odskoczyła z linii prostej szyna. No po prostu brak mi słów.