NOWOŚCI
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Moondrive. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Moondrive. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 20 września 2016

Książka #415: Never Never, aut. Colleen Hoover, Tarryn Fisher

    Każdy kto kiedykolwiek spotkał się z twórczością Colleen Hoover doskonale wie, jakie huśtawki emocjonalne potrafi ona zaserwować swoim bohaterom, jak i czytelnikom ich historii. Autorka przebojowej powieści „Hopeless” oraz „Maybe someday” powraca, aby uderzyć ze zdwojoną siłą. Do pomocy zaprzęga Tarryn Fisher i razem tworzą niesamowicie wciągającą i enigmatyczną opowieść miłosną o tytule „Never Never”, która jeszcze długo po lekturze nie daje o sobie zapomnieć.
     Para nastolatków, którą połączyło wielkie uczucie. Jeden dzień, który ma już na zawsze wszystko odmienić. Charlie i Silas znają się od dziecka, po czternastu latach zakochują się w sobie i stają się jeszcze bardziej nierozłączni. Jednakże pewnego przedpołudnia wszystko to znika. Nie ma już Charlie, nie ma Silasa. Zamiast nich pozostaje dwójka całkowicie obcych sobie ludzi, nie wiedzących kim są, nie znających siebie wzajemnie i nie wiedzących o miłości, która ich łączy. Mają jeden cel- dowiedzieć się co im się przydarzyło i dlaczego w ogóle ich to spotkało. Czy jednak naprawdę pragną wiedzieć kim byli wcześniej i przypomnieć sobie to, co odmieniło ich życie?
     Jeżeli o mnie chodzi, to półki księgarniane mogłyby być od góry do dołu wypchane powieściami takimi jak „Never Never”, czyli wciągającymi, wielowątkowymi historiami, które na zawsze odmieniają oblicze klasycznego romansu. Nie da się ukryć, że jest to miłosna opowieść, jednakże to, co autorki robią z okolicznościami budowania emocji jest niesamowite, wręcz niezwykłe. Już sama koncepcja utraty przez bohaterów pamięci zyskuje wymiaru nadnaturalnego, choć chwilami zastanawiamy się, czy nie ma to znamiona sytuacji rodem z filmu „50 pierwszych randek”. Do tego dochodzi cała masa wątków pobocznych począwszy od machlojek finansowych, przez zdrady rodzinne, aż po manipulacje młodymi umysłami. Między innymi dzięki temu lektura wciąga. Jednakże sukces ten przewidzieć można już po pierwszych jej stronach, bowiem bez zbędnych wprowadzeń, bez rozciągniętych opisów i mdłych frazesów zostajemy wrzuceni w sam środek przedziwnej akcji. Sytuacji, którą bohaterowie- Charlie i Silas, będą próbowali rozwikłać przez całą powieść. Przeogromną zaletą jest udane budowanie napięcia. Żadne z nas nie wie, co spotkało bohaterów, a co więcej... żadne z nas nie wie, kim oni w ogóle są. Zarówno dla samych bohaterów, jak i czytelników są pustymi postaciami- bez wspomnień, bez doświadczeń, bez dotychczasowych emocji. Wraz z nimi odkrywamy kolejne sekrety i dzieje się wtedy rzecz magiczna- wraz z nimi dzielimy radości, smutki, jesteśmy równie zszokowani lub zaintrygowani. Już na tym etapie udaje się zbudować rewelacyjną więź czytelników z tą typową parą zakochanych. Oczywiście, można się tutaj dopatrywać tego z jaką łatwością przychodzi odnajdywanie kolejnych elementów układanki, nie mówiąc już o tym, jak wygodnym dla rozwoju fabuły było rozpoczęcie jej w szkolnej ławce, gdzie poboczni bohaterowie z łatwością mogli nakierować naszych ulubieńców na właściwe tory. Może i odrobinę naciągane, ale nikt tak naprawdę nie ma tego za złe ani Colleen Hoover, ani Tarryn Fisher.
     Charlie i Silas to ludzie, których można kochać lub nienawidzić. Jako, że nie znamy dokładnie wydarzeń, które doprowadziły do ich stanu, nie znamy początków ich związku, bo poznajemy ich na jakimś jego etapie- to wszystko sprawia, że patrzymy na nich jako na zagubionych, wymagających naszej opieki osobników. Ich postawy zmuszają nas do refleksji, czy na ich miejscu sami chcielibyśmy być nami sprzed utraty pamięci, czy na nowo określalibyśmy samych siebie. Emocje, które łączą tych dwojga są niebywałe. Nie bez powodu mówi się o takich ludziach, że są sobie pisani, tzw. bratnie dusze, które zawsze powinny być razem. Jako para są naprawdę cudowni. Ciągnie ich do siebie, a i czytelników nie pozostawiają niewzruszonych na ich umizgi. Rozczulają drobnymi gestami i uroczymi uśmiechami. Trzeba przyznać, że o wiele łatwiej o sympatię dla Silasa niżeli Charlie. On wydaje się być ułożony i choć ma bogatych rodziców- nie jest rozpieszczony. Z kolei ona sprawia wrażenie zbuntowanej i rozwydrzonej dziewczyny z problemami większymi niż Mount Everest. Jej dziwaczne zachowanie wobec Silasa irytuje niemalże każdą czytelniczkę. Na szczęście takie wydarzenia jak „magiczna utrata pamięci” pomagają na nowo ukształtować samych siebie.
     „Never Never” zachwyciło mnie od pierwszych stron! Z trudem przychodziło mi odkładać książkę na bok, aby zająć się obowiązkami. Jest tutaj wszystko to, czego oczekiwać można od powieści idealnej- fascynująca zagadka, która z każdą chwilą wydaje się być jeszcze bardziej zawiła, porywająca historia miłosna, która potrafi rozczulić do łez, ale przede wszystkim różnobarwność uczuć jakich dostarcza. Chwilami będziemy mieli ochotę płakać z radości, innym razem zapragniemy schować się w kąt z przerażenia, a momentami zapragniemy przyłożyć bohaterom w te nastoletnie głowy. Magiczna historia, cudownie opowiedziana i jakże wciągająca. Aż ciężko było się rozstawać z tymi wszystkimi emocjami!

Ocena: 6/6
Recenzja dla wydawnictwa Otwarte!
otwarte.eu


Tytuł oryginalny: Never Never / Tłumaczenie: Piotr Grzegorzewski / Wydawca: Moondrive / Gatunek: romans / ISBN 978-83-751-5256-2 / Ilość stron: 300 / Format: 136x205mm
Rok wydania: 2015 (Świat), 2016 (Polska)

sobota, 14 maja 2016

Dlaczego kochamy kolorowanki? W oparciu o publikacje „Harry Potter. Książka do kolorowania” oraz „Harry Potter. Magiczne stworzenia do kolorowania”

 
    Każdy z nas w dzieciństwie spędzał czas nad kolorowankami. Nie zawsze trzymaliśmy się wyznaczonych linii, czy chociażby przyjętej kolorystyki. Nikt chyba jednak nie spodziewał się, że w naszym dorosłym życiu powstanie coś, co ponownie przywoła nam lata wczesnej młodości, a już na pewno nie, że odniesie to tak wielki sukces! Teraz każdego roku wychodzi cała masa różnych publikacji dla dorosłych oferujących najrozmaitsze wzory do uzupełniania kolorami. Powstało nawet coś dla fanatyków filmów i książek o Harrym Potterze. Wśród nich, w naszym kraju dzięki uprzejmości i zaangażowaniu wydawnictwa Moondrive, pojawiły się takie tytuły dla potteromaniaków, jak „Harry Potter. Książka do kolorowania” oraz „Harry Potter. Magiczne stworzenia do kolorowania”. Jednakże... w czym tkwi sukces kolorowanek i dlaczego je pokochaliśmy?
     Aktualnie na rynku wydawniczym mamy tak bardzo zróżnicowaną ofertę książek do kolorowania, że praktycznie każdy znajdzie coś dla siebie. Dla młodszych mamy gigantyczne plakaty z Avengersami, dla delikatnych kobiet arabeski i kwiaty, dla podróżników stylowe miejsca, a dla poterromaniaków... świat Harry'ego Pottera. Znaki hogwarckich domów, najrozmaitsze sceny z filmu, magiczne istoty, ale przede wszystkim bohaterowie- całe spektrum ze wszystkich siedmiu tytułów z czarodziejskiego świata, które możemy pokolorować kredkami, pisakami, farbami, czy cienkopisami.
(kliknij, aby powiększyć)

     Najważniejszym z powodów, dla których sięgamy po tego rodzaju publikacje jest łatwość z jaką pozwalają nam poczuć się jak dzieci. Oczywiście, wówczas kontury do wypełniania zapełniały całe strony i ograniczały się do jednego bądź kilku elementów na stronie. Teraz, kiedy jesteśmy już dorośli, możemy sięgać po wydania dla naszej grupy wiekowej, a co za tym idzie poszaleć z nawet najdrobniejszymi składowymi obrazków. W zależności od tego, na które wydanie się zdecydujemy możemy się bardziej namęczyć z kolorowaniem, bądź mniej. W tym aspekcie kolorowanki ze świata Harry'ego Pottera wybiegają przed linię, bowiem oferują zarówno coś dla miłośników naostrzonych kredek, ale również zadowolą sympatyków szybszego wykończenia obrazka. Wynika z tego kolejna zaleta kolorowania potterowego świata- najpierw myśleliśmy, że pożegnaliśmy się z czarodziejami na etapie książek, potem płakaliśmy na myśl o zamknięciu serii filmów. Teraz daje nam się kolejną rzecz, dzięki której nie rozstaniemy się zbyt szybko z przeszłością i z naszym dzieciństwem. Ach... ten sentymentalizm.
     Kolejny powód uwielbienia wobec kolorowanek dla dorosłych mocno łączy się z poprzednim. Dzieciństwo kojarzy nam się z beztroską, kiedy to nie musieliśmy przejmować się stosem pieluch, zamartwianiem się co ugotować na obiad, czy też jak pogodzić pracę z życiem codziennym. Brakuje nam chwil na relaks, a przede wszystkim sposobów, aby go osiągnąć. I tym właśnie sposobem sięgamy po kolorowanki, które działają odstresowująco. W szczególności, jak przyjdzie nam pokolorować nosek Zgredka, czy zawodników Quidditcha. Pochłonięci kolorowaniem przestajemy myśleć o naszych problemach i wszystkim co nas otacza.
 (kliknij, aby powiększyć)

     Ponadto... zajęcie to wyzwala w nas nowe talenty. Stajemy się bardziej dokładnie i kreatywni, odnajdujemy w sobie ukrytego artystę, który precyzyjnie dobiera kolory- niekiedy w ogóle niezwiązane z naturalnym stanem rzeczy, a także stosuje różnorakie sposoby wypełnienia- począwszy od cieniowania, przez nakrapianie, czy blendowanie kolorów. Dzięki kolorowankom mamy możliwość rozwoju naszego talentu, w szczególności, gdy przekopujemy internety w poszukiwaniu inspiracji, dzięki którym chcemy być jeszcze lepsi i tworzyć jeszcze piękniejsze prace. Łączy się z tym zupełnie inna zaleta kolorowania- możemy tworzyć znane nam światy na nowo! Bo kto powiedział, że Hermiona nie może być brunetką, a Harry ciemnoskórym blondynem? Dementory zawsze mogą stać się różowe w groszki i promienieć blaskiem zamiast siać grozę i mrok. Z każdej nocy możemy zrobić dzień, a na Hogwartem mogą zabłysnąć gwiazdy. Natomiast strasznym „Magicznym stworzeniom” możemy dorobić kwiatki i kokardki. Wszystko czego dusza zapragnie! I przez to, że będzie to nasz świat, inny świat- nie oznacza, że będzie gorszy- wręcz przeciwnie.
 (kliknij, aby powiększyć)

     Skoro już zabieramy się za uzupełnianie takich prac jak „Harry Potter. Książka do kolorowania”, to znaczy, że dysponujemy jakimś poczuciem estetyki. Wielu z nas nie stać, niestety, na powieszenie sobie na ścianie krajobrazu znanego malarza, czy portretu Picasso. Fajnym jest to, że wiele kolorowanek daje możliwości wyrwania sobie własnych prac i oprawienia w ramki, żeby potem móc chwalić się przyjaciołom. Niestety, te dla potteromaniaków zazwyczaj zapełniają dwie kartki papieru więc albo sobie je powyrywamy i poskładamy w całość w jakiejś pięknej antyramie, albo po prostu cała książka służyć nam będzie jako osobiste portfolio.
     Kolorowanki ze świata magicznego, czyli „Harry Potter. Książka do kolorowania” oraz „Harry Potter. Magiczne stworzenia do kolorowania” dają nam dodatkowo kolejny powód dla których możemy je pokochać. Poza tym, że mamy możliwość powrotu do naszego ukochanego magicznego świata poprzez wybór barw, to dodatkowo publikacje oferują nam coś, czego nie mają inne tytuły na rynku (przynajmniej te, które ja znam!). Na samym końcu każdej z książek mamy mały załącznik, który może stanowić dla nas inspirację przy wyborze kolorów do poszczególnych rysunków, ale będzie też stanowić nie lada gratkę dla każdego fana. Liczne rysunki, ale też i zdjęcia sprawiają, że świat książek, a także i filmów, które pokochaliśmy całym sercem- odżywa na nowo!
(kliknij, aby powiększyć)

czwartek, 28 kwietnia 2016

Książka #400: W ramionach gwiazd, aut. Amie Kaufman, Meagan Spooner

     Tyle powieści z gatunku space opery, które wzbudzały skrajne emocje. Tyle tytułów dla młodzieży zafascynowanych literaturą science fiction, w których spotkać można wątki miłosne. Jednakże dopiero duetowi Amie Kaufman i Meagan Spooner udaje się zrobić coś niesamowitego. Wraz z ich pierwszą wspólną książką „W ramionach gwiazd”- otwierającej nową serię młodzieżową, wprowadzają do sprawdzonej dziedziny element tajemniczości i suspensu, nadając jej charakter rodem z serialu „Lost”.
     Ogromny, niesamowicie luksusowy prom kosmiczny Ikar i ponad 50 tysięcy pasażerów na pokładzie. Wśród nich prześliczna dziewczyna, córka potentata LaRoux i przystojny bohater wojenny, major Tarvera Merendsena. Choć ewidentnie mają się ku sobie Lilac postanawia raz na zawsze ukrócić te zaloty. Nie mniej, gdy statek w niewyjaśnionych okolicznościach wypada z hiperprzestrzeni ulegając zniszczeniu, to właśnie tej dwójce udaje się dotrzeć do kapsuły ratunkowej, tym samym ratując sobie wzajemnie życie. Niespodziewanie lądują na nieznanej, tajemniczej planecie. Tam darzeni wzajemną niechęcią muszą podjąć współpracę, aby przetrwać w oczekiwaniu na ekipę ratunkową.
     Patrzysz na okładkę książki, widzisz na to cudownie rozgwieżdżone niebo, burzę rudych włosów i szmaragdową suknię, na myśl przychodzi Ci najwspanialsza w świecie powieść. Zaczytujesz się w pierwszych stronach i powoli fascynacja zanika zwiastując kolejne romansidło z wyższych sfer, zakrawające o mezalians. I wtem następuje coś niesamowitego, fabuła dramatycznie się zmienia, dając coś całkowicie nieoczekiwanego. Wydarzenie, w którym uczestniczymy wraz z bohaterami faszeruje kilkadziesiąt stron ogromnym, nieustającym napięciem. Sprowadza to na czytelnika niemałe zaangażowanie w fabułę, wciągając go całkowicie w dalsze losy bohaterów. Z początku wydaje się, że będzie to zwyczajna opowieść o przetrwaniu na pięknej planecie, przypominającej naszą własną Ziemię. Bez wody, bez jedzenia, w pięknej kreacji i na szpilkach- wyzwanie dla każdej księżniczki, ale również i jej towarzysza, który będzie musiał znosić jej humorki. Nic bardziej mylnego. „W ramionach gwiazd” kolejny raz wkracza w zupełnie inne sfery, dając nam tajemnicę rodem z serialu „Lost”. Autorki sprawnie robią wariatów nie tylko z młodych bohaterów, ale również i czytelników, którzy nie mają pojęcia, co jest prawdą, a co niezwykłą marą. Dlatego, im bardziej rozwija się wątek szaleństwa, tym każdy czytający z coraz większą determinacją pragnie dotrzeć do końca powieści, aby rozwikłać tajemnicę, aby poznać otaczającą postaci realną rzeczywistość. Po drodze dochodzi do jeszcze bardziej dramatycznych sytuacji, które pozbawiają nas tchu i doprowadzają na emocjonalną krawędź.
     Panie Kaufman i Spooner idealnie stopniują tu napięcie, dobrze bawiąc się emocjami każdego z nas. Udaje im się uzyskać naprawdę świetny efekt wplatając w fabułę fragmenty przesłuchania majora Tarvera. Momentami przesłuchania spoilerują nadchodzące wydarzenia, a innym razem jeszcze bardziej podsycają naszą fascynację sprawiając, że nie możemy doczekać się zakończenia. Powieść i bez tego nie jest zwyczajną młodzieżówką. Brak jej typowej dla tego gatunku infantylności. Czy cechuje ją maniera charakterystyczna dla niektórych przedstawicieli wyższych sfer? Bynajmniej. Jest to kolejna lekko napisana historia, przystępna w swoim języku i stylu dla każdego czytelnika. Nawet zwroty, które spotkać możemy w typowej literaturze science fiction tutaj stają się o wiele bardziej zrozumiałe, nie dominując nad całością.
     „W ramionach gwiazd” autorstwa Amie Kaufman i Meagan Spooner, to lektura dla każdego. Dziewczyny znajdą w nich romans z prawdziwego zdarzenia, czyli z lekką nutą zadziorności i ekspresji, no i przede wszystkim z odważnym i zaradnym mężczyzną. Natomiast męska część czytelników zadowoli się hardą i nieprzewidywalną dziewczyną, ale przede wszystkim wizją tajemniczej planety i wszystkimi elementami kosmicznymi. Wszyscy jednak zadowoleni będą ze sposobu w jakim toczy się fabuła. Z jednej strony brak jej typowego dynamizmu, ale z drugiej zachwyca tajemniczością, która nie pozwala oderwać się od niej nawet na chwilę. Krnąbrne i ciekawe postaci wypuszczone w niebywałe otoczenie i postawione naprzeciw prawdziwym wyzwaniom. Czegoż chcieć więcej? To oczywiste... więcej takich historii!

Ocena: 6/6
Recenzja dla wydawnictwa Otwarte!

otwarte.eu

Tytuł oryginalny: These Broken Stars / Tłumaczenie: Martyna Tomczak / Wydawca: Moondrive, Otwarte / Gatunek: sci-fi, romans / ISBN 978-83-7515-100-8 / Ilość stron: 488 / Format: 136x205mm
Rok wydania: 2013 (Świat), 2016 (Polska)

środa, 23 marca 2016

Książka #397: Panika, aut. Lauren Oliver

      Autorka przebojowych powieści, w tym bestsellerowej serii postapokaliptycznej ukochanej na całym świecie przez nastolatki „Delirium”. Lauren Oliver krąży wokół różnych scenerii, jednakże zawzięcie trzymając się swojego ulubionego i dość oklepanego tematu- miłości! Jej najnowsza książka- „Panika”, nie jest wcale inna. Nie mniej, jeden zasadniczy element daje fabule niezłego kopa!
      Małe miasteczko, jedna szkoła i jedna wakacyjna zabawa. Ta gra łamie ludzkie życia, ale również gwarantuje zwycięzcy wygraną mogącą zmienić jego przyszłość. U Heather nie wygląda ona zbyt optymistycznie, zważywszy na matkę pijaczkę, ale kiedy dodatkowo chłopak dziewczyny łamie jej serce podejmuje ona spontaniczną decyzję o udziale w grze, w Panice. Wraz ze swoimi przyjaciółmi będzie musiała podejmować niezwykłe wyzwania, ale przede wszystkim zachować milczenie. Wszystko jest bowiem owiane tajemnicą, a zdradzenie czegokolwiek ludziom spoza gry, będzie surowo karane.
     Powieść o bliżej nieokreślonym gatunku. Ciężko jest stwierdzić, czy jest to zwyczajna młodzieżówka, powieść obyczajowa, czy może coś z pogranicza sensacji. W zasadzie wszystkie elementy możemy tutaj odnaleźć. Mamy typowy teen drama, który oczywiście jest na pierwszym planie. Mamy tutaj bohaterów, którzy z różnych powodów biorą udział w Panice i z różnymi zamiarami chcą skończyć grę. Wybory jednych dyktowane będą zmianą jakości swojego życia, dla innych będzie to czysta zabawa, a jeszcze innych narzędzie do dokonania zemsty. Przewijają się tutaj wątki zaniedbania dzieci, alkoholizmu, a nawet niepełnosprawności wywołanej głupotą jednego człowieka. To oczywiście bardziej poważne z problemów, bo wiadomo, że największymi z nich są te toczące się we wnętrzu każdego nastolatka. Burza hormonów sprawia, że bardziej dramatycznie reagują na wszelkie waśnie z przyjaciółmi, czy odrzucenie ze strony ukochanej osoby. Co jednak dotyczy męskiej części nastolatków, hormony zazwyczaj biorą górę i sprawiają, że chce się przyłożyć każdemu kto staje na naszej drodze, a miłość tak bardzo uskrzydla, że niekiedy robi się skrajne głupoty.
      Ten przekrój nastoletnich dylematów jest idealną bazą na stworzenie gry typu Panika, dając im tym samym swoistą odskocznię i na pewien sposób ukierunkowując ich gniew. Zadania wymagające mniej, bądź więcej odwagi, ale niekiedy też ukazujące głupotę nastolatków, którzy chcą udowodnić, że potrafią to zrobić! To właśnie ich decyzje doprowadzają do skrajnych sytuacji, które niejednokrotnie mrożą krew w żyłach. Napięcie rośnie i bardzo długo nie ustępuje. Do tego dochodzi jeszcze cała ta otoczka tajemniczości, bo wszystko tutaj jest super tajne. Począwszy od istnienia czegoś takiego jak Panika, poprzez skład sędziowski, na lokalizacji zadań skończywszy. Buduje to niezłą atmosferę, która przebija się niemalże przez wszystko inne. Czy można wymagać czegoś więcej od książki? Pewnie tego, aby nie była taka schematyczna, bowiem ma się wrażenie, że czyta się po prostu kolejny romans dla nastolatków, tylko z zupełnie innym tłem i wywołujący dodatkowe emocje.
      „Panika” autorstwa Lauren Oliver nie wzbudza aż tak wielkiej sensacji jak można by oczekiwać. Napisana dość przystępnym językiem, nie próbująca stać się arcydziełem literatury. Pełni zadanie czysto rozrywkowe poprzez tajemniczą grę, ale z drugiej strony zdarza jej się wzbudzać kontrowersyjne uczucia względem kontrowersyjnych postaci i ich kontrowersyjnych zachowań. Nie jest to może i szczyt geniuszu, ale świetnie wprowadza czytelnika w świat widziany oczami nastolatków- tutaj dzielimy te światy na otoczenie Heather i Dodge'a. Jest to wielobarwna opowieść, w której nie zabraknie chwil grozy, momentów pełnych wzruszeń, ale również i sytuacji wprawiających w lekką konsternację. Ogólnie ciekawa powieść, którą sprawnie się czyta, bo pochłania i potrafi zaintrygować.

Ocena: 4/6

Recenzja dla wydawnictwa Otwarte!
otwarte.eu

Tytuł oryginalny: Panic / Tłumaczenie: Monika Bukowska / Wydawca: Otwarte / Gatunek: przygodowy / ISBN 978-83-7515-385-9 / Ilość stron: 360 / Format: 136x205mm
Rok wydania: 2014 (Świat), 2016 (Polska)

sobota, 27 czerwca 2015

Książka #356. Delirium, aut. Lauren Oliver

Tytuł oryginalny: Delirium
Gatunek:dystopia
Wydawca: Moondrive
Rok wydania: 2011 (Świat), 2012 (Polska)
Tłumaczenie:Monika Bukowska
ISBN978-83-7515-156-5
Ilość stron: 360       Format:136x205mm

      Jedna z najbardziej poczytnych powieści dystopijnych, jakie trafiły na polski rynek wydawniczy. Za oceanem książka pobija rekordy popularności, do tego stopnia, że rozważana jest jej ekranizacja. Lauren Oliver przekonała do siebie również i polskich czytelników, którzy raz za razem chłonęli kolejne tytuły z serii. Także i ja pozwoliłam porwać się światu „Delirium”, w którym miłość jest chorobą.
     Świat przyszłości. Świat, w którym nie ma miejsca na miłość. Uznawana za powody wszystkich nieszczęść, w tym zniszczenie całego świata, regulowana jest ustawowo. Miłość jest tu chorobą, czymś czego ludzie pozbywają się za pomocą specjalnego zabiegu. Aby obyło się bez komplikacji i uszkodzeń mózgu musi być on wykonany nie wcześniej niż po skończeniu osiemnastego roku życia. Lena już wkrótce otrzyma swoje remedium, zanim jednak do tego dojdzie musi przejść pozytywnie ewaluację. To właśnie wtedy poznaje przystojnego Alexa, który całkowicie odmieni jej świat.
     Powieść, którą wszyscy zachwycają się wkoło, a ja osobiście nie do końca rozumiem tego fenomenu. Owszem, świat, który kreuje Lauren Oliver jest mocno zaskakujący i całkowicie odmienny od tych prezentowanych nam do tej pory. Świat bez uczuć, świat bez miłości. Ludzie zamieniają się niemalże w maszyny. Po co się przejmować czymkolwiek teraz, skoro za kilka chwil poddani zostaniemy zabiegowi i wszelkie uczucia przestaną się liczyć. Przerażająca wizja traktowania miłości jako chorobę, jako coś złego, jako coś co niszczy zamiast budować. Bardzo radykalne podejście i tak bardzo egoistyczne. „Delirium”prezentuje świat, w którym miłość traktowana jest nie tylko jako choroba, ale również i przestępstwo. Wszyscy, którzy nie wychodzą naprzeciw systemowi zostają traktowani jak najgorsi z kryminalistów, stanowiący zagrożenie dla otoczenia. Paranoiczne podejście bohaterów jest obezwładniające. Nie rozumienie słowa „kocham”, godziny policyjne i inne symptomy tyrani ze strony Rządu. Dziwne? Nie bardzo! W szczególności, że wiedząc, co dzieje się z tymi, którzy się sprzeciwiają, ludzie stają się bezbronni wobec własnych pragnień- inni muszą myśleć za nich.
     Oczywistym staje się to, że główna bohaterka będzie jedną z tych, które zaczną się przeciwstawiać. Pojawienie się takiej osoby, w takim wątku, z takim partnerem u boku- to zawsze wróży nieszczęście. W końcu jakoś trzeba napędzać akcję. Jednakże jeżeli ktoś myśli, że w pierwszym tomie dojdzie do jakichkolwiek rebelii, to grubo się myli. Obławy- owszem, straszliwe wspomnienia z wybuchów- także, ale nic co faktycznie napędzałoby wydarzenia i dodawało odrobiny dreszczyku. Można więc powiedzieć, że lektura jest mocno nużąca, ale wtedy pojawia się wątek romantyczny i o wszystkim zapominamy- no, może prawie o wszystkim. Przyrównywanie relacji Leny i Alexa do historii Romea i Julii jest tutaj jak najbardziej odpowiednie. Wspólne spoglądanie w gwiazdy, pierwsze czułości, pierwsze wyznania- cudowności! Szkoda tylko, że opowieść ta zostaje przerwana w tak brutalny sposób. Jak można w ogóle zakończyć powieść, tak jak zrobiła to Oliver?! Trzyma w napięciu, sprawiając, że chce się chwycić za kolejną z serii.
     Ku mojemu zaskoczeniu „Delirium”nie dostarczyło wrażeń na poziomie jakiego oczekiwałam. Sądząc, że będzie to typowa dystopia czekałam na walkę, starcia, zalewanie się łzami. Niestety, a może staty, autorka idzie póki co naokoło. Za pomocą opisów, wspomnień postaci stara się wprowadzić czytelnika w kreowany świat i trudno się nie zgodzić, że udaje jej się to bardzo dobrze. Świat bez miłości, strach w ludziach, którzy oddają się w ręce władzy- czuje się to z kartek. Historia jest co prawda schematyczna, łatwo domyślić się dalszego rozwoju wydarzeń, ale nie oznacza to, że nie trafia w ludzkie serca. Opowieść o uczuciu Leny i Alexa jest poruszające, a poświęcenie, które się tutaj dokonuje... chwyta za serce!

Ocena: 5/6