NOWOŚCI
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą George Lucas. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą George Lucas. Pokaż wszystkie posty

piątek, 31 grudnia 2010

738. Gwiezdne Wojny. Część VI: Powrót Jedi, reż. Richard Marquand

Oryginalny tytuł: Star Wars. Episode VI: Return of the Jedi
Reżyseria: Richard Marquand
Scenariusz: George Lucas, Lawrence Kasdan  
Zdjęcia: Alec Hume  
Muzyka: John Williams  
Kraj: USA  
Gatunek: Sci-Fi / Przygodowy  
Premiera światowa: 25 maja 1983  
Premiera polska: 18 kwietnia 1997  
Obsada: Mark Hamill, Harrison Ford, Carrie Fisher, Frank Oz, Ian McDiarmid, David Prowse, Billy Dee Williams, Alec Guinness, Kenny Baker, Anthony Daniels, Peter Mayhew      

    Wielu reżyserów miało szansę realizacji ostatniej części kultowej gwiezdnej sagi. Wśród nich był Steven Spielberg, a także David Lynch, który stwierdził, że jest to praca dla Lucasa.Ten jednakże zajął się jedynie stroną techniczną filmu, a jego wytwórnia okryła swoimi skrzydłami całą realizację. Ostateczny wybór Lucasa padł na Richarda Marquanda, który dzięki „Powrocie Jedi” dostał szansę zabłyśnięcia w świecie kina science fiction i z tej okazji skorzystał. Ciężka praca twórców zaowocowała tym, że film zarobił 8 razy więcej niż stanowiły nakłady, a ponadto przełożyło się to także na uznanie krytyków, więc nie obeszło się od wielu nagród i nominacji. 
    Imperium nie poddaje się i na nowo buduje Gwiazdę Śmierci, która będzie miała większą siłę rażenia niż poprzednia. Jednakże pojawia się rzeczywiste zagrożenie dla planów Imperatora (Ian McDiarmid) i Lorda Vadera (David Prowse), jest to młody Luke Skywalker (Mark Hamill), który poznał tajemnice Mocy i jest bliski zostania Jedi. Wyrusza on na swoją rodziną planetę Tatooine, gdzie Jabba przetrzymuje zamrożonego Hana Solo (Harrison Ford). Dzięki przebiegłemu planowi udaje mu się uratować wszystkich przyjaciół i położyć kres rządom Jabby. Prawdziwym celem Rebeliantów prowadzonych przez Skywalkera jest jednak zniszczenie nowej Gwiazdy Śmierci. Aby tego dokonać muszą dostać się na planetę Endor, aby zlikwidować źródło zasilania pola magnetycznego chroniącego wszystkie statki Imperium. W międzyczasie Luke poznaje całą prawdę na temat swojej rodziny i przyjdzie mu stanąć przed ostateczną próbą zanim zostanie rycerzem Jedi. 
     „Powrót Jedi” zamykanie zwykłą przygodę jaką okazały się być dzieje rodziny Skywalkerów, począwszy od Shmi Skywalker – matki Anakina, a kończąc na Luke`u, jego synu. Pierwotnie film miał nosić tytuł „Zemsta Jedi”, która byłaby idealnym nawiązaniem do „Zemsty Sithów” kiedy to ciemna strona Mocy przejmują kontrolę nad Galaktyką.Jednakże zmiana tytułu była trafną decyzją, gdyż można rozumieć go na kilka sposobów. Jednym z nich jest zachowanie kontynuacji rycerzy Jedi, chroniących Moc i całą Galaktykę, drugim natomiast jest chwytające nawrócenie się jednej z postaci. Cały film jednak stanowi walkę dobra ze złem, nie tylko fizycznie, ale także mentalnie w umyśle młodego Luke`a, który to stanie przed próbą swojej wiary. Wszystko to zaczyna się już od pierwszych scen u Jabby, w których ma się wrażenie, że Luke przeszedł w ręce Sitha. Oczywiście, później znowu wszystko się wyjaśnia, tylko po to, aby za chwilę mogło dojść do ostatecznej rozgrywki. Ponadto podczas oglądania filmu twórcy zabierają nas w wiele różnych miejsc. Ponownie wrócimy na Tatooine, ponadto będziemy mogli zachwycać się urokami Endoru, który zamieszkiwany jest przez urocze Ewooki. Podczas tych wizyt bardzo dużo się dzieje, gdyż w końcu każda taka wyprawa związana jest z konkretną misją, a nie aspektami turystycznymi. Prawdziwa akcja rozgrywa się jednakże w kosmosie. To tutaj ma miejsce największa kosmiczna walka pomiędzy Rebeliantami i szturmowcami Imperium. Tutaj prezentuje się największa potęga filmu, bez której żaden mężczyzna nie zakochałby się w tym filmie. Wszystko ładnie i płynnie przechodzi z jednej sceny w drugą. Jednakże oglądając film zauważyć można wiele nieścisłości, których nie dokończono w „Zemście Sithów”. Przykładem jest rozmowa Luke`a z Leią o jej matce, gdy mówi ona, że pamięta iż była piękna, gdy tak naprawdę Amidala w trzecim filmie zginęła podczas porodu. Jest kilka takich spraw, ale są to drobnostki, które zafascynowany historią widz po prostu omija.W nowej wersji filmu widzimy także niesamowitą scenę na końcu filmu, kiedy to pojawiają się rycerze Jedi znani Luke`owi. Chodzi o drobną zmianę jednej z postaci. Z niewiadomych powodów scena ta chwyciła mnie za serce i doprowadziła do płaczu.
    Film otrzymał nagrodę za specjalne osiągnięcia, przyznawaną przez Akademię Filmową, za stworzone efekty specjalne. We właściwych latach dla „Powrotu Jedi” film ten zawierał największą liczbę efektów specjalnych. A w samej finałowej walce w kosmosie użyto więcej efektów niż w jakimkolwiek innym całym filmie. Nic więc dziwnego, że scena ta zapiera dech w piersiach jednocześnie wbijając w fotel. Jednakże Lucas rozsądnie korzystał z budżetu przeznaczonego na efekty i tak też postanowił zrezygnował ze sceny burzy piaskowej, gdyż była zbyt kosztowna. Ponadto wszystkie sceny z Sokołem Millenium zostały nakręcone z jego miniaturowym modelem. Nie mniej nie wpłynęło to na jakość filmu, gdyż w ogóle się tego nie zauważa. Wszystkie efekty były dopieszczone jak na ówczesne czasy przystało inie pozwalały oderwać oka od ekranu. Ponownie sporo pracy poświęcono na stylizację bohaterów filmu. W końcu mamy tutaj kosmos, więc jest wiele istot z innych planet, które trzeba było jakoś ucharakteryzować. I tak przykładowo Bib Fortuna przed rozpoczęciem zdjęć przeżywał straszne męki. Początkowe przekształcanie się w postać służącego Jabby zajmowało mu aż 8 godzin, później na szczęście czas ten skrócił się do niecałej godziny. W tym zakresie lepiej miał Anthony Daniels, który doszedł już w takiej perfekcji w zakładaniu stroju C-3PO, że zajmowało mu to około 10 minut. Wszystko to wyglądało naprawdę wspaniale. Dźwiękowcy także spisali się na medal, a już w szczególności kompozytor John Williams. Ponownie usłyszymy „Marsz Imperatora”, który jest motywem dominującym w tym filmie. Wejściówka wciąż pozostaje niezmieniona, ale oprócz tego możemy usłyszeć także nowe kompozycje, które trudno byłoby zidentyfikować z „Gwiezdnymi Wojnami”. Nie mniej film ten stanowił idealną atrakcję nie tylko dla oka, ale też i ucha.
    Obada filmu ewidentnie postarzała się od ostatniego występu, ale w końcu minęły kolejne trzy lata.Większość z nich nie rozwinęła się zbytnio, jak Carrie Fisher, czy Mark Hamill.Natomiast Harrison Ford miał niezły tupet podczas kręcenia filmu. Nic dziwnego więc, że jego postać stała się jeszcze bardziej olewacka, ale wpłynęło to pozytywnie na jego wizerunek i odbiór całego filmu. W tym filmie po raz pierwszy pojawia się Imperator z krwi i kości. Jego postać gra Ian McDiarmid i to właściwie tylko dzięki ingerencji Lucasa. Tak samo dzięki niemu występuje on w trzech nowych filmach, grając tę samą postać. Był bardzo przekonujący i mroczny. Autentycznie przerażał, a to nie zawsze się udaje gwiazdom. Prawdziwą gratkę stanowiła postać Dartha Vadera, gdyż jego postać odgrywana była przez czterech mężczyzn. W pierwszej połowie filmu gra go David Prowse, w walce na miecze świetlne – kaskader imieniem Bob Anderson, w scenie bez maski jest nim  Sebastian Shaw, natomiast głosu ponownie użycza mu James Earl Jones. Ponadto Vader pojawia się także w swojej młodej postaci, którą znamy z „Ataku klonów” i „Zemsty Sithów”, a ma to miejsce w scenie spotkania z duszami innych Jedi.
    Saga rodziny Skywalkerów kończy się na „Powrocie Jedi”. Jednakże pomimo tego powstało wiele filmów pobocznych, a i przewiduję się wydanie kolejnej trylogii w najbliższym czasie.Pewne jest, że „Gwiezdne Wojny” jest najbardziej dochodowym filmem wszech czasów. Nigdy już nie będzie podobnego imperium filmowego, które będzie robiło pieniądze nie tylko na filmach, ale także animacjach, zabawkach czy książkach. Jest to film kultowy, bez dwóch zdań. Jest to film o którym będzie się mówiło przez całe życie. Jest to film, który kochali, kochają i kochać będą miliony. Lucasowi udało się stworzyć coś niezwykłego i z pewnością nikt nie spodziewał się, że to wszystko rozpocznie się od niepozornego filmu o tytule „Gwiezdne Wojny: Nowa nadzieja”.
W serii:

wtorek, 21 grudnia 2010

735. Gwiezdne Wojny. Część V: Imperium kontratakuje, reż. Irvin Kershner

Oryginalny tytuł: Star Wars. Episode V: The Empire Strikes Back
Reżyseria: Irvin Kershner
Scenariusz: Lawrence Kasdan, Leigh Beckett  
Zdjęcia: Peter Suschitzky  
Muzyka: John Williams  
Kraj: USA  
Gatunek: Sci-Fi / Przygodowy  
Premiera światowa: 21 maja 1980  
Premiera polska: 04 kwietnia 1997  
Obsada: Mark Hamill, Harrison Ford, Carrie Fisher, Frank Oz, Billy Dee Williams, Kenny Baker, Anthony Daniels, Peter Mayhew, David Prowse
              


    Po ogromnym sukcesie jakim okazała się produkcja George`a Lucasa „Gwiezdne Wojny”, postanowiono kontynuować tą niesamowitą kosmiczną przygodę. Tym razem  to nie Lucas, a Irvin Kershner zajął się reżyserią , natomiast nad całością czuwała wytwórnia Lucasa. Pomimo licznych problemów, do których można zaliczyć pożar jednego ze studiów opóźniających kręcenie filmu, „Imperium kontratakuje” miało swoją premierę na trzy lata od „Nowej nadziei”. Nie przeszkodziło mu to jednak w odniesieniu podobnego sukcesu określonego poprzez zgromadzenie licznych nominacji do nagród, a także kilku Oscarów. 
    Kilka lat po zniszczeniu najpotężniejszej broni Imperium – Gwiazdy Śmierci, Imperator wraz z Darthem Vaderem (David Prowse) wciąż prowadzą okrutną politykę sprawowaną nad Galaktyką. Odnajdują także siedzibę Rebeliantów dowodzoną przez Luke`a Skywalkera (Mark Hamill), którzy skryli się na mroźnej planecie Hoth. W związku z tym młody Luke musi uciekać z planety, a po wiadomości wysłanej przez Obi-Wana Kenobiego (Alec Guinness) udaje się do układu Degobah, gdzie podejmuje nauki u mistrza Jedi – Yody (Frank Oz). W międzyczasie Han Solo (Harrison Ford) wraz z księżniczką Leią (Carrie Fisher) oraz Chewbaccą (Peter Mayhew) lecą na planetę Bespin, gdzie proszą dawnego przyjaciela Hana- Lando (Billy Dee Williams) aby naprawił ich uszkodzony statek. Nie zdają sobie sprawy z tego, że na miejscu już jest Lord Vader mający w zanadrzu sprytny plan sprowadzenia na planetę Luke`a. Podczas treningu z Yodą Luke poznaje przyszłość, w której widzi swoich przyjaciół w niebezpieczeństwie. Dlatego też czym prędzej leci im na ratunek. 
    „Imperium kontratakuje” jest kontynuacją „Nowej nadziei”, w której widz dowiaduje się wielu istotnych szczegółów o losie Luke`a Skywalkera. Oczywiście, jest to nowością tylko wtedy, gdy ktoś rozpoczął oglądanie sagi od starej trylogii, a nie nowej, bo w innym przypadku te informacje nie będą dla niego żadnym zaskoczeniem. Dlatego też sam dialog, który odbywa się pomiędzy Vaderem a Luke`iem był trzymany w ścisłej tajemnicy. Tylko Lucas, reżyser i producenci znali prawdę, a scenariusz był stworzony tak, żeby nawet sam Vader, któremu głos podkładał James Earl Jones, nie znał prawdy. Wiadomość była dość wstrząsająca i stanowiła, jak gdyby punkt kulminacyjny całej historii. Nie mniej przez cały film dzieje się całkiem sporo. W pewnym momencie historia rozdziela się na dwoje, tak jak rozdzieleni zostają bohaterowie filmu. Z jednej strony mamy Luke`a, który pobiera nauki u Yody w układzie Degobah. Te wydarzenia napełnione są humorem ze względu na nieudane próby opanowania mocy przez Luke`a. Ponadto poznajemy niezwykłą postać jaką jest mistrz Yoda. Jest to pierwszy film (nie licząc tych nowych), w której pojawia się ta postać, a jego twórcy bazowali na obliczu Alberta Einsteina. Jego niezwykłość objawia się także w oryginalnym sposobie porozumiewania się. Nie mówi bowiem poprawną angielszczyzną, a przestawia szyk zdania, zamieniając miejsce podmiotu z orzeczeniem. Nadaje to postaci fantastyczny charakter. Z drugiej zaś strony mamy wydarzenia, które towarzyszą ekipie Hana Solo. Tutaj także nie brakuje humoru, jednakże twórcy w tym miejscu skupili się na bardziej dynamicznym punkcie filmu, czyli akcji. Widzimy bowiem liczne strzelaniny w kosmosie, a także ucieczki. Dalsza część wydarzeń, po dotarciu na planetę Bespin, również jest bardzo wystrzałowa, ale nie zabraknie także melodramatyzmu, który niemalże ciśnie łzy do oczu. Dzięki takiemu rozstrzałowi wydarzeń twórcy nakręcili wielowątkową historię, która skupia się ponownie w jednej scenie. Sprawia to, że film jest zaskakujący (oczywiście, nie jeżeli ogląda się go po raz 20sty), a przede wszystkim dynamiczny.
    Sporym atutem filmu, czego oczywiście można się spodziewać, jest jego strona wizualna oraz dźwiękowa. Spece od efektów specjalnych, a także dźwięków spisali się rewelacyjnie. Nie szczędzono także środków, i tak jak Lucas przy pierwszym filmie starał się zmieścić w budżecie, tak Kershner postanowił przekroczyć go o 10 milionów. Jednakże nakłady te się opłaciły, gdyż efekty pracy zaowocowały uznaniem krytyków. Ekipa od efektów najbardziej skupiała się na jak najlepszym zaprezentowaniem świata kosmosu i licznych starć szturmowców i innych pojazdów latających. Wyglądało to naprawdę dobrze jak przystało na tamte czasy. Zdarzały się jednak sceny, które wyglądały tak dobrze, jak gdyby nakręcane były zaledwie przed kilkoma laty. Chodzi tutaj głównie o ujęcia Miasta w chmurach, które powalało na kolana. Pod tym względem nie można produkcji niczego zarzucić. Tak samo jak przy „Nowej nadziei”, tak i w „Imperium kontratakuje” dźwiękowcy poszaleli przy tworzeniu różnego rodzaju odgłosów. I tak przykładowo dźwięk poruszającego się R2-D2 stworzono poprzez nagranie odgłosów opuszczania szyby samochodowej, a otwierające się drzwi promu Vadera to tak naprawdę dźwięk zatrzaskujących się krat w celach więzienia Alcatraz. Ponownie przy filmie można zwrócić uwagę na niesamowite kostiumy, które, tak jak przy „Nowej nadziei”, stworzył Mollo ze swoją ekipą. Do filmu użyto aż 8 kostiumów R2-D2, a także 16 różnych strojów dla Luke`a.
    Obsada do filmu pozostaje niezmieniona. Ponownie zobaczymy Marka Hamilla w roli Luke`a Skywalkera a także Carrie Fisher jako Leię Organę, którzy coraz lepiej radzą sobie na ekranie ze swoimi postaciami. Bez zmian pozostała także postać Hana Solo, którym ponownie został Harrison Ford. On sam chciał jednak, aby był to jego ostatni występ w trylogii. Dalej pozostał niezmienionym, zabawnym i zadziornym facetem z „Nowej nadziei”. W filmie pojawia się także  kilka nowych postaci. Do jednej z nich zalicza się Lando Calrissian, czyli Billy Dee Williams. Zaskakujące jest to, że to on miał początkowo zagrać Hana Solo. Tak jednakże przypadła mu w udziale epizodyczna rola, w dodatku dość kontrowersyjna. Nie mniej zagrana bardzo dobrze. Jednakże prawdziwy sukces w filmie zdobył Frank Oz, który nie tylko podkładał głos do Yody, ale całkowicie operował jego lalką. Lucas był taki zachwycony jego pracą, że wydano tysiące dolarów na ogłoszenia, by Oz otrzymał nominację do Oscara dla aktora drugoplanowego. Ich plany jednak spaliły na panewce, ale Yodę i tak pokochały miliony o czym świadczyć może jego zaszczytne miejsce wśród najfajniejszych postaci filmów science fiction.
    „Imperium kontratakuje” to kolejna bardzo udana pozycja na liście twórczości Lucasa. Ponownie przyniosła duże dochody dla wytwórni, pomimo dużego nakładu finansowego. Nie ma się jednak co dziwić, że saga wciąż przyciąga widzów przed ekrany. Jest to bowiem prosta historia odwiecznej walki dobra ze złem, która urozmaicona jest w niebywały sposób. „Imperium kontratakuje” to kolejny film z serii kultowych „Gwiezdnych Wojen”, który zaskakuje, bawi humorem, a także stanowi idealną rozrywkę. Zachwyca muzyką, a także efektami, a wszystko to dostępne dla całej rodziny.

wtorek, 14 grudnia 2010

732. Gwiezdne Wojny. Część IV: Nowa nadzieja, reż. George Lucas

Oryginalny tytuł: Star Wars. Episode IV: A New Hope
Reżyseria: George Lucas
Scenariusz: George Lucas  
Zdjęcia: Gilbert Taylor
Muzyka: John Williams  
Kraj: USA  
Gatunek: Sci-Fi / Przygodowy  
Premiera światowa: 25 maja 1977  
Premiera polska: 21 marca 1997  
Obsada: Mark Hamill,  Harrison Ford, Carrie Fisher, Alec Guinness, Kenny Baker, Anthony Daniels, Peter Mayhew, David Prowse


    George Lucas uważany jest za twórcę najbardziej dochodowych produkcji w historii kina, pomimo tego, że na jego koncie nie znajduje się zbyt wiele tytułów. To właśnie on jest autorem jednej z najbardziej kultowych serii wśród filmów science fiction o tytule „Gwiezdne Wojny”. Pomimo licznych problemów z montażystami i wytwórniami przygoda rozpoczyna się premierą filmu „Nowa nadzieja” w 1977 roku (z rocznym poślizgiem), w 1997 roku film wszedł na ekrany w rozszerzonej wersji,  natomiast na rok 2012 przewiduje się trójwymiarową wersję tej kultowej sagi. Pomimo tego, że „Nowa nadzieja” jest czwartą częścią historii to jednak zrealizowana została jako pierwsza,zgarniając najważniejsze nagrody filmowego biznesu, czyli Oscary za stronę techniczną filmu, czyli muzykę, scenografię, kostiumy i efekty specjalne, a także jako jedyny film z tej serii zostało nominowany za najlepszy film roku. 
    Rycerze Jedi przeszli do przeszłości, a Imperator wraz ze swoim uczniem Lordem Darthem Vaderem (David Prowse) sprawują okrutną politykę we wszechświecie posługując się ciemną stroną Mocy. Jednakże wśród ludzi istnieją rebelianci, którzy pragną zniszczyć Gwiazdę Śmierci– największą broń Imperium, oraz przywrócić dawną demokrację. Na jej czele stoi księżniczka Leia Organa (Carrie Fisher), która zostaje schwytana przez wysłanników Imperatora.Udaje jej się jednak zaszyfrować wiadomość do Obi-Wana Kenobiego (Alec Guinness) z prośbą o pomoc i przekazać robotowi R2-D2 (Kenny Baker), który wraz ze swoim kompanem C-3PO (Anthony Daniels) ucieka czym prędzej ze statku i ląduje na planecie Tatooine. Tam dostają się pod opiekę rodziny Luke`a Skywalkera (Mark Hamill), który odczytując wiadomość próbuje odnaleźć Kenobiego. Ten zdradza mu informacje o istnieniu Mocy, którą ma w sobie także Luke. Niestety, rodzina Skywalkera zostaje wymordowana, a on  wraz z nowymi przyjaciółmi udaje się on na ratunek księżniczce.
    Przy tworzeniu filmu brało udział wielu twórców, przykładowo scena otwierająca film została napisana przez Briana de Palmę, a szkolni przyjaciele Lucasa poproszeni byli o pomysły dotyczące scenariusza. Tak też powstała naprawdę wspaniała produkcja, która po dziś dzień uznawana jest za najlepszą produkcją wszech czasów, jeżeli brać pod uwagę ten gatunek. Jeżeli ktoś rozpoczął oglądanie serii „Gwiezdnych Wojen” od nowych produkcji Lucasa to nie musiał zadawać sobie w zasadzie żadnych pytań jeżeli chodzi o „Nową nadzieję”. Jednakże film został tak stworzony, że od początku wszystko owiane jest tajemnicą, co traci na wartości przez oglądanie nowej trylogii. Nie mniej film ma niesamowity klimat. Poza tym bardzo dużo się tutaj dzieje przez co widz nie ma chwili, aby się ponudzić. Wszystko zaczyna się od akcji w kosmosie z księżniczką Leią. Potem poznajemy młodego Luke`a,który chce się wyrwać z rodzinnej planety Tatooine. Powoli poznajemy wszystkich kluczowych bohaterów, których Lucas zwinnie wprowadza do akcji bez zbędnych wstępów. Można by powiedzieć, że wprowadzenie zbytnio się przedłuża.Przecinanie zaledwie kilkoma ciekawszymi akcjami, w końcu doprowadza nas do punktu kulminacyjnego rozgrywki, co jest cechą każdego dotychczasowego filmu z tej serii. Nie mniej nowa seria utrzymana jest w bardziej poważnym klimacie, rzadko kiedy Lucas zastosował humor. Jednakże w „Nowej nadziei” humoru mamy pod dostatkiem, który dostarczany jest widzowi poprzez parę komicznych robocików R2-D2 oraz C-3PO, a także poprzez postać Hana Solo. Dzięki temu wszystkiemu film stanowi idealną rozrywkę, nawet dla całej rodziny.
    „Nowa nadzieja” została wyróżniona przez krytyków przede wszystkim za oprawę audio-wizualną filmu. Na największą uwagę zasługują przede wszystkim efekty specjalne, które jak na możliwości tamtych lat są naprawdę niewiarygodne. Sekwencja, która otwiera film została uznana za arcydzieło w dziedzinie efektów specjalnych w historii kina.Jednakże Lucas bardzo chciał się zmieścić w planowanym budżecie w związku z czym ciął koszty na wszystkim na czym mógł. Dlatego też podczas pierwszej sceny z Sokołem Millenium stojącym w hangarze, widać, że jest to tylko połowa statku.Ponadto film jako pierwszy w historii kina nagrany został w systemie Dolby Stereo, co dawało znakomity efekt. Autorzy efektów dźwiękowych musieli wykazać się sporą wyobraźnią, gdyż różnego rodzaju dźwięki, które trudno byłoby usłyszeć w realnym świecie idealnie zastępowali znanymi widzom odgłosami. Tak jak przykładowo odgłosy myśliwców, które są połączeniem ryku słonia i pisku opon na mokrej nawierzchni. Ponadto nie należy zapominać najbardziej rozpoznawalnym astmatycznym oddechu Dartha Vadera, który parodiowany jest do dziś, a jego twórcą jest Ben Burtt. Ogromną zaletą filmu są kostiumy, które także zostały docenione przez Akademię Filmową. Za tą wspaniałą pracą stoi John Mollo wraz ze swoją ekipą. Największą atrakcją tego filmu był kostium Dartha Vadera, który przygotowany został przez Ralpha MacQuarriego. Stroje wyglądały niesamowicie, chociaż ich ciężar i złożoność doskwierały także aktorom. Kostium uroczego Chewie spowodował, że Peter Mayhew doznał udaru cieplnego. Z kolei Anthony`emu Danielsowi kostium C-3PO wkładany był przez około dwie godziny. Jednakże,co najważniejsze, największą zaletą filmu jest niesamowita muzyka autorstwa Johna Williamsa. Wszystkie kompozycje są tak charakterystyczne dla tej całej serii, że nie trudno jest widzowi rozpoznać, że to właśnie dany utwór pochodzi z „Gwiezdnych Wojen”. Idealnym tego przykładem jest motyw przewodni, który otwiera każdy z filmów.
    Ze względu na to, że film miał swoją premierę w 1977 roku to większość aktorów w nim występujących dziś albo jest już siwymi staruszkami zgłoś do usunięciaalbo nie żyje. Szokujące jest jednak to, że z tak kasowego i głośnego filmu w zasadzie tylko jedna postać po dziś dzień występuje w filmach, które rozpoznawane są przez każdego. Tą osobą jest Harrison Ford, który zagrał kultowego i dowcipnego Hana Solo. Dziś większość już nie pamięta, że to właśnie dzięki Lucasowi Ford stał się prawdziwą gwiazdą.Niewielu kojarzy go jako młodego i przystojnego Hana Solo, a i on sam często zapomina o swoich korzeniach. Nie mniej jako Solo spisał się rewelacyjnie. Był urokliwy, zadziorny, ale i zabawny, czyli miał w zasadzie wszystko czego można wymagać od tak mało skomplikowanej postaci. Można by powiedzieć, że największą porażkę odniósł Luke Skywalker, czyli Mark Hamill. Pomimo tego, że był gwiazdą „Gwiezdnych Wojen” to jednak nie udało mu się przebić. Można zauważyć go w kilku ważniejszych produkcjach, jednakże w większości filmów pojawiał się jedynie przelotnie, gdyż karierę skupiał bardziej na branży telewizyjnej. Jako Luke całkiem nie najgorzej sobie radził, chociaż można byłoby włożyć w niego więcej emocji. Duży sukces dzięki filmowi odniósł Alec Guiness. Jego Obi-Wan Kenobi tak się spodobał krytykom, że nawet przyznano mu nominację do Oscara za ową rolę. Oczywiście jest to kwestia sporna, czy aby na pewno był on aż tak rewelacyjny,żeby tak go honorować, ale nie mniej oglądanie sędziwego dziadka na ekranie całkowicie zmieniało jego klimat. Carrie Fisher została księżniczką Leią tylko dlatego, że jako jedyna potrafiła utrzymać pistolet kaliber 0,45. To właśnie ta umiejętność otworzyła jej drzwi do tego filmu, a później do kariery w Hollywood, gdyż „Nowa nadzieja” był jednym z jej pierwszych filmów. Poradziła sobie z tym całkiem nie najgorzej, była waleczna, ale też i opanowana. Co prawda niektóre gesty nie odpowiadały dobrze temu co mówiła – przykładowo scena z nagraną wiadomością, gdzie rozkłada ręce z niemocy i kręci głową zupełnie jakby czemuś przeczyła, a nie prosiła Kenobiego o pomoc .Takie wpadki można darować, gdyż ogólnie jej postać wychodzi na plus. Ogólnie obsada została bardzo dobrze dobrana do filmu i pomimo tego, że większa część aktorów nie została później wielkimi gwiazdami to jednak na czas „Gwiezdnych Wojen” nimi właśnie byli.
    „Nowa nadzieja” to film przełomowy nie tylko w karierze George`a Lucasa, ale także i światowego kina.Wielokrotnie uznawany za jeden z najlepszych filmów fantastycznych wszech czasów i solidna podstawa osobistego Imperium Lucasa. Bowiem do dzisiejszego dnia Lucas nie daje nam zapomnieć o istnieniu „Gwiezdnych Wojen”. Niedawno można było oglądać animowaną przygodę, a już za niedługo przewiduje się premiery kolejnych filmów z sagi. „Gwiezdne Wojny” to cały świat, to nie tylko filmy, ale także książki, zabawki i stroje. To z niego pochodzą kultowe postacie, a także kultowy dialog „Niech moc będzie z Tobą”. Film, który przeszedł do historii, a który jednocześnie jest ponadczasowy, gdyż łączy pokolenia. Kochają go dzieci, kochają młodzi, kochają go też wierni dorośli już fani. A cały ten szał zaczął się od niezwykłego chłopaka o niezwykłej mocy,który pojawia się w „Nowej nadziei”.
W serii:

729. Gwiezdne Wojny. Część II: Atak klonów, reż. George Lucas



Oryginalny tytuł: Star Wars. Episode II: Attack of the Clones
Reżyseria: George Lucas
Scenariusz: George Lucas, Jonathan Hales
Zdjęcia: David Tattersall
Muzyka: John Williams
Kraj: USA
Gatunek: Sci-Fi / Przygodowy
Premiera światowa: 16 maja 2002
Premiera polska: 16 maja 2002
Obsada: Ewan McGregor, Natalie Portman, Hayden Christensen, Ian McDiarmid, Samuel L. Jackson, Frank Oz, Christopher Lee, Jimmy Smits 



    Trzy lata po kasowym sukcesie jakim okazała się być pierwsza część sagi „Gwiezdne Wojny: Mroczne Widmo” George Lucas wypuścił na ekrany światowych kin kontynuację o podtytule „Atak klonów”. Kolejny film, który wyjawia wiele sekretów, nad którymi głowią się fani w klasycznych częściach filmów był najbardziej kosztowny ze wszystkich filmów, a przy tym przyniósł najmniej dochodu jego twórcom. Poza tym oprócz nominacji do Oscara za efekty specjalne film zyskał także nominacje, a także został laureatem niechlubnej Złotej Maliny. Ponownie zdania są podzielone,gdzie zauważyć możemy typowy przykład przyrostu formy nad treścią. 
    Od wielkiej wojny pomiędzy mieszkańcami planety Naboo a droidami Federacji minęło 10 lat. Teraz ktoś dokonuje zamachu na życie senator Amidali (Natalie Portman), byłej królowej Naboo, w wyniku, którego ginie jej pozorantka. Kanclerz Palpatine (Ian McDiarmid) proponuje, aby Obi-Wan Kenobi (Ewan McGregor) wraz ze swoim padawanem Anakinem Skywalkerem (Hayden Christensen), zajęli się jej ochroną. Anakin przez 10 lat podsycał swoje uczucia do Amidali i stara się o to, aby i ona coś do niego poczuła, pomimo tego, że kodeks Jedi zabrania uczuciowego zaangażowania. Aby dowiedzieć się kim jest zamachowiec Obi-Wan udaje się na sekretną planetę- Kamino, gdzie odnajduje armię tronów szykowaną dla rycerzy Jedi przez tamtejszego premiera. Tymczasem Anakin wraz z Amidalą udają się na jego rodzinną Tatooine, gdzie dowiaduje się, iż jego matka została sprzedana przez Watto a następnie porwana. Dochodzi do tragedii w wyniku, której Anakin pokazuje swoją ciemną stronę, co nie uchodzi uwadze mistrza Yody (Frank Oz). Wkrótce wszyscy się zjednoczą, aby odbyć walkę z manipulowaną przez Dartha Sidiousa Federacją Handlową.
    Nowa trylogia George`a Lucasa z pewnością stoi wysoko ponad starą trylogią jeżeli chodzi o efekty specjalne.Jednakże cierpi na tym fabuła filmu, nie wspominając już o reżyserii. W filmie dzieje się bardzo dużo, a właściwie za dużo. Materiału użytego w scenariuszu wystarczyłoby na nakręcenie kilku filmów. Mamy tutaj całkowity misz masz, który odbija się także na wrażeniach z filmu. Widzimy bardzo wiele różnych scen, mamy tutaj przecież atak na Amidalę, pościg za najemnikiem, podróż Obi-Wana na Kamino, podróż na Geonosis, wypad na Tatooine, akcję Anakina z matką, sceny walk na arenie, no i ostateczną bitwę. Jest tego strasznie dużo i kiedy w końcu widz dochodzi do końca filmu wydaje mu się jakby przebył straszliwie męczącą podróż po różnych planetach, wielu uczuciach i tragicznej grze aktorskiej. Oczywiście, tym samym dowiadujemy się wielu istotnych faktów. Palpatine wskakuje na wyższe stanowisko, które coraz bardziej przybliża go do sukcesu. Poznajemy także armię klonów, które stanowią integralną część starszych filmów. Wszystkie elementy zaczynają układać się w jedną całość. Jednakże w „Ataku klonów” uwaga skupia się bardziej na uczuciach kluczowej postaci, jaką jest Anakin Skywalker. To w końcu ona ma „zrównoważyć” Moc we wszechświecie, chociaż wielu zaczyna w to wątpić, w tym także uroczy Yoda. Przez to robi się z tego jeden wielki melodramat aniżeli film akcji. Na sceny z prawdziwego zdarzenia musimy czekać ponad półtorej godziny, a i wtedy nie są one aż tak zachwycające jakby się tego pragnęło.
    Pomimo tego, że fabuła i liczne jej humorystyczne aspekty są bardzo męczące, to jednak efekty specjalne pozostają niezwyciężone. Niestety, nie wyglądają one nazbyt realistycznie,aczkolwiek robią piorunujące wrażenie. Są niesamowite sceny, które odgrywają się w przestrzeni kosmicznej, jak pościg Obi-Wana za Jango Fettem. Wspaniałe są krajobrazy, które oglądamy będąc tylko z Anakinem i Amidalą. Największe wrażenie jak zawsze robi ostateczna walka, tutaj jednakże duża część wybuchów była autentyczna. Nie mniej prawie cały film zrobiony był komputerowo. Jest to pierwsza część, w której Yoda został wygenerowany komputerowo w całości. Wiele scen kaskaderskich było wygenerowanych komputerowo co przykładowo widać podczas zmagania się Anakina z jego zwierzęcym przeciwnikiem na arenie. Mówi się, że nawet klony były komputerowe. Nic więc dziwnego, że film został nominowany do Oscara za efekty, gdyż są one na bardzo wysokim poziomie, jak na tamte lata.Niestety, twórcom nawet nie chciało się zbytnio myśleć nad nowymi kompozycjami muzycznymi, które mogłyby wzbogacić film. John Williams w dużej mierze korzysta z utworów z „Mrocznego widma”. Przykładem jest walka droidów z klonami, gdzie oryginalna muzyka została wycięta podczas montażu i zastąpiono ją kompozycjami z „Mrocznego widma”. Nie mniej i tak wszystkie utwory są na jedno kopyto, ale w końcu jest to znak rozpoznawczy tego filmu i trudno byłoby sobie wyobrazić, aby tego w nim zabrakło.
    O grze aktorskiej obsady można by tutaj mówić całkiem sporo i to niestety w niezbyt dobrym kontekście. W „Mrocznym widmie” najgorszą z najgorszym była Natalie Portman. Jednakże w„Ataku klonów” pierwsze miejsce pod względem beznadziejności swojego aktorstwa zajął Hayden Christensen. Pomyśleć, że tyle wspaniałych aktorów starało się o tą rolę – choćby nawet Leo DiCaprio, jednakże Lucas podjął decyzję, że to właśnie Christensen idealnie nadaje się na Anakina. Oczywiście decyzja byłaby trafna, gdyby film ten był parodią filmów science fiction. Tak nie było, a Hayden i tak pozostał tragiczny i beznadziejny. Jego emocje są niesamowicie sztuczne w tym filmie. Jedyną sceną, którą przekonuje do swojej postaci jest ta, w której wyjawia Amidali co zrobił, gdy odnalazł matkę. Z pewnością nigdy nie sądzono, że ktoś może być takim beznamiętnym i sztucznym aktorem jakim jest Hayden, a jednak zjawił się on. Tym samym Natalie Portman wydawała się niezwykle ożywiona podczas tego filmu, co można by zrzucić na barki jej roli,gdyż stała się czynną postacią niż bierną. Zaczęła latać z bronią i choć nie robiła tego zbytnio przekonująco, to jednak wzbudzała respekt. Wiele nadziei pokładało się także w roli Obi-Wana. Jednakże Ewan McGregor nie pokazał tutaj zbyt wielkiej klasy. Jego wymuszone reakcje były, niestety, zauważalne i irytujące na pełnej linii. Na nieszczęście tego filmu, można mówić tutaj jedynie o słabościach gwiazdorskiej obsady, a nie o jej niebywałym i wszechstronnym talencie.
    Pomimo tego, że zdanie co do „Mrocznego widma” było wśród widzów podzielone, to jednakże i tak rzesza fanów udała się do kina na kontynuację – „Atak klonów”. Takie rzeczy najlepiej ogląda się na wielkim ekranie z przestrzennym dźwiękiem, gdyż dopiero wówczas można docenić prawdziwe piękno tej produkcji. Jednakże bez względu na to jak kiepski i przytłaczający jestzgłoś do usunięcia scenariusz tego filmu,największą jego porażką jest gwiazdorska obsada, która gorzej zagrać po prostu nie mogła. Być może osłabiająco podziałała na nich obecność beznadziejnego Christensena, a być może reżyser – George Lucas skupił się bardziej na wizualnych aspektach tej produkcji zaniedbując scenariusz. Efekt jest taki, że jest to film jedynie przeciętny.

728. Gwiezdne Wojny. Część I: Mroczne widmo, reż. George Lucas


Oryginalny tytuł: Star Wars. Episode I: The Phantom Menace
Reżyseria: George Lucas  
Scenariusz: George Lucas  
Zdjęcia: David Tattersall  
Muzyka: John Williams  
Kraj: USA  
Gatunek: Sci-Fi / Przygodowy
Premiera światowa: 19 maja 1999  
Premiera polska: 17 września 1999  
Obsada: Liam Neeson, Ewan McGregor, Natalie Portman, Jake Lloyd, Ian McDiarmid, Ahmed Best, Samuel L. Jackson, Ray Park 


 

    Swoją karierę reżysera rozpoczął w 1965 roku, jednakże jego twórczość nie cieszyła się zbytnią popularnością. George Lucas, bo o nim właśnie mowa, zyskał światową sławę dzięki sadze „Gwiezdnych Wojen” i z tą też serią jest utożsamiany. Jego pierwszy film w tej serii powstał „Nowa nadzieja” tak spodobał się widzom, że uznano „Gwiezdne Wojny” za kultową serię .Ze względu na to, że „Nowa nadzieja” była czwartą częścią sagi, która została wyreżyserowana jako pierwsza, konieczne było dopowiedzenie historii wyjaśniającej jak doszło to tych wszystkich wydarzeń. Dlatego też szesnaście lat po premierze szóstej części filmu „Powrót Jedi”, George Lucas rozpoczął pracę nad początkiem sagi, czyli „Mrocznym widmem”. Pomimo tego, że zdania na temat sukcesu produkcji są podzielone – o czym świadczyć mogą nominacje zarówno do Oscarów,jak i Złotych Malin, to jednak Lucasowi udało się osiągnąć to, czego nie udałoby mu się zrobić przed wieloma laty.
    Rycerz Jedi – Qui-Gon Jinn (Liam Neeson) wraz ze swoim padawanem Obi-Wanem Kenobi (Ewan McGregor), udają się z misją pokojową na Naboo. Jednakże Dark Sidious manipuluje Federacją,która dokonuje ataku na tą zamieszkaną planetę. Jedi muszą ratować królową Amidalę (Natalie Portman), którą Federacja chce zmusić do podpisania niekorzystnego paktu. Uciekając trafiają na gorącą i biedną planetę Tatooine, gdzie muszą naprawić uszkodzony statek. Tam też Qui-Gon Jinn poznaje małego chłopca będącego niewolnikiem – Anakina Skywalkera (Jake Lloyd), wokół którego skupiona jest potężna moc. Qui-Gon podejrzewając, że jest on zapowiadanym Jedi, który ma przywrócić równowagę mocy robi wszystko, aby wykupić jego wolność. Nikt nie zdaje sobie sprawy, że jest to ich najmniejszy problem, gdyż tropem królowej ruszył Lord Sith – Darth Maul (Roy Park)
    Fani serii z pewnością nie mogli się doczekać aż poznają pierwsze trzy części sagi „Gwiezdnych Wojen”. Lucas rozpoczął na szczęście od pierwszego w kolejności „Mrocznego widma”. To właśnie tutaj poznajemy początki działań rycerzy Jedi, a także poznajemy młodego Anakina Skywalkera. Jesteśmy także świadkami poczynań Federacji Handlowej i początków tego jak Palpatine dochodzi do coraz większej władzy. Wszystko to upatrzone dynamiczną akcją i przede wszystkim atrakcjami wizualnymi. Odwiedzimy wiele planet i zachwycać będziemy się ich różnorodnością. Jednakże film ten to przede wszystkim niesamowita fantastyka naukowa, gdzie do akcji wkraczają miecze świetlne, gadające i walczące roboty, a także niesamowite pojazdy,których nie zobaczylibyśmy gdzie indziej, takie jak choćby ścigacze, czy rewelacyjny statek królowej Amidali. Tłem dla całej tej historii jest wiele innych wątków, takie jak polityczne potyczki, gdzie po prostu każdy chce coraz to większej władzy, rozwoju Imperium i podporządkowania mu mniejszych planet.Dlatego też nie zabraknie w filmie licznych scen akcji, takich jak walki na miecze świetlne Rycerzy Jedi z wysłannikiem Sitha, czy też strzelanin w kosmosie, które dzięki nowoczesnej technice były przede wszystkim zachwycające.Wyścigi dodatkowo przysporzyły widzom sporo napięcia, gdyż na jednej szali leżał los Anakina, a na drugiej los Amidali i jej świty. Ekipa od efektów zawzięcie oglądała wyścigi Nescar, aby sceny wyścigu Anakina były jak najbardziej wiarygodne. Na uwagę zasługuje z pewnością ostateczna rozgrywka,niesamowita scena batalistyczna z udziałem rodaków Jar Jar Binksa oraz droidów.Jednakże w dużej mierze w filmie za dużo się gada. Oczywiście było to konieczne dla rozwinięcia niektórych wątków, jednakowoż wydaje się, że dialogi można było trochę uszczuplić. Nie mniej film nie nudzi, a przy takiej twórczości jest to warunek konieczny, aby film zapadł na długo w umysły widzów.
    Najbardziej ze wszystkiego w filmie zachwyca oczywiście jego strona wizualna. Mówi się, że Lucas celowo czekał z nakręceniem pierwszej części tyle czasu, aby doczekać takich technologii, które pozwoliłby mu zrealizować jego wizję. Ze względu na charakter filmu konieczne było użycie efektów specjalnych. Jednakże w „Mrocznym widmie” większa ich część powstała przy pomocy starych znanych technik, a nie komputera. Przykładem jest wodospad na planecie Naboo, który powstał poprzez sfilmowanie w zwolnionym tempie sypiącej się soli. Bardzo rzadko stosowano kamerę cyfrową, ale efekt jej działania widać na ekranie. Nie mniej wszystko wyglądało zachwycająco. Zarówno postacie, jak i krajobrazy, nie mówiąc już o przestrzeni kosmicznej i ostatecznej walce Naboo z droidami wysłanymi przez Federację. Inną sprawą jest, że bardzo dużo pracy w cały film włożyli specjaliści od charakteryzacji. Nad makijażem Dartha Maula pracowano po 3godziny, a twórcy i tak obawiali się, że podczas walki na pustyni może on najzwyczajniej w świecie spłynąć. Niezwykłą prace wykonali także projektanci kostiumów. Trisha Biggar i jej zespół przygotowywali ponad tysiąc kostiumów przez prawie rok, w tym osiem nadzwyczajnych kreacji królowej Amidali, a jedna z nich (z sali tronowej) szyta była przez 8 tygodni. Efekt jest nadzwyczajny i widzowie mogą się w pełni zachwycać dziełem BIggar. Ponadto przez cały czas trwania filmu widzowie mogą usłyszeć znane im kompozycje muzyczne z wcześniejszych części filmu, które także skomponował John Williams. Dzięki jego pracy film idealnie łączy się z filmami poprzednimi.
    Chciałoby się móc rzecz coś dobrego na temat obsady, a właściwie jej gry aktorskiej, bo o obsadzie można mówić w samych superlatywach. Najlepiej ze wszystkich wypadł chyba Qui-Gon Jinn, czyli Liam Neeson. Był on najbardziej przekonujący ze wszystkich żyjących postaci. Z mniej żyjących najlepszy był Jar Jar Binks, czyli Ahmed Best.Pracował tutaj samym głosem, ale to jak idealnie go podkładał i jak sprawnie modulował głos, ażeby nadać charakter postaci było po prostu niesamowite. Od razu wzbudzał sympatię i to nie tylko ze względu na jego ciapowatość, chociaż najwyraźniej ekipa od przyznawania Złotych Malin nie podziela tego zdania. W roli drugiego Jedi wystąpił Ewan McGregor, który oglądał występy Aleca Guinnessa– poprzedniego Obi-Wana, aby jak najlepiej wczuć się w odgrywaną postać i jak najlepiej wypaść w tej roli. Wyszło mu to całkiem nie najgorzej, chociaż wydawał się trochę sztuczny. Pośród większości nijakich i mało przekonujących występów, jedna osoba wyróżniała się ponad wszystkie swoją beznadziejnością.Przykro stwierdzić, że jest to Natalie Portman w roli królowej Amidali.Dziewczyna była całkowicie bez życia, sztywna i zachowywała się jakby zupełnie nie zależało jej na odgrywanej roli. W dodatku na ekranie zamieniała ją Keira Knightley, co dla wprawnego oka nie trudne było do odgadnięcia, nawet pomimo tony makijażu. Nie mniej Portman zagrała fatalnie, zupełnie bez wyrazu. Była najgorsza w całym filmie.
    „Mroczne widmo” to dopiero początek prawdziwej historii o wojnie galaktycznej pomiędzy rycerzami Jedi a Sithami. Początek przygody wydaje się całkiem przyzwoity, gdyby wyłączyć z akcji całą obsadę i skupić się jedynie na aspektach wizualnych. Gdyby tylko to brać pod uwagę można byłoby się zachwycać do woli. Niestety, film ma także wiele ogromnych wpadek, jak chociażby dobór obsady. Nie mniej stanowi idealny wstęp dla dalszych filmów, a nieśmiertelny motyw przewodni filmu stanowi idealne spoiwo pomiędzy tym a wcześniejszymi i dalszymi filmami.


 
W serii:

sobota, 16 października 2010

011. Gwiezdne Wojny. Część III: Zemsta Sithów, reż. George Lucas

Oryginalny tytuł: Star Wars: Episode III- Revenge of the Sith
Seria: Gwiezdne Wojny #3
Reżyseria: George Lucas
Scenariusz: George Lucas
Zdjęcia: David Tattersall
Muzyka: John Williams
Kraj: USA
Gatunek: Sci- Fi / Przygodowy
Premiera światowa: 15 maja 2005
Premiera polska: 19 maja 2005
Obsada: Hayden Christensen, Natalie Portman, Ewan McGregor, Samuel L. Jackson, Ian McDiarmid 


    "Zemsta Sithów" to ostatnia część nowej trylogii stanowiącej część sagi o tytule "Gwiezdne Wojny", którą wyreżyserował George Lucas. Film ten stanowił ostatni moment, kiedy to Lucas mógł powiązać ze sobą nową trylogię z dalszymi wydarzeniami znanymi ze starszej trylogii. Pomimo tego, że film jako jedyny z serii "Gwiezdnych wojen" otrzymał ograniczenie wiekowe, do kin wybierały się całe pokolenia - zarówno starsi fani, jak i nowi. Bez względu na to jak bardzo film pokochała widownia, to jednak krytycy  pozostawiali na nim suchej nitki. Dlatego też w większości pozostał niezauważony przy nominacjach do licznych nagród, przede wszystkim tych prestiżowych. 
    Anakin Skywalker (Hayden Christensen) wraz ze swoim mistrzem Obi-Wanem (Ewan McGregor) próbują uwolnić kanclerza Palpatine (Ian McDiarmid) z niewoli Hrabiego Dooku (Christopher Lee). Udaje im się to, ale podczas tej akcji ucieka generał Grevious. Podczas powrotu do swojej ukochanej Padme (Natalie Portman), Anakin dowiaduje się, że jest ona w ciąży. Jednakże pomimo to, nie chce ujawniać związku z byłą królową Naboo. Niestety, Anakina zaczynają dręczyć straszliwe koszmary dotyczące śmierci ukochanej i jest w stanie zrobić wszystko, aby tylko temu zapobiec. Z pomocą przychodzi mu senator Palpatine, który chce, aby Anakin został jego przedstawicielem w Radzie Jedi.  Podczas nieobecności Obi-Wana Kenobiego, który podróżuje na inną planetę w celu zgładzenia Generała Greviousa, sfrustrowany Anakin targany chęcią uratowania Padme, a także otumaniony kłamstwami Palpatine przechodzi na ciemną stronę mocy, tym samym stając się Darthem Vaderem. Pod pozorem zdrady stanu Palpatine wydaje rozkaz zlikwidowania wszystkich rycerzy Jedi, a następnie informuje Senat o spisku rycerzy. Ocalali Jedi robią, co w ich mocy, aby nie dopuścić Sithów do panowania w Galaktyce.
    Przy tworzeniu scenariusza filmu Lucas miał najwyraźniej całkiem precyzyjną wizję tego co chce przekazać publiczności. Bowiem pierwsza wersja filmu trwała aż 4 godziny, ale udało mu się tak poszatkować film, że został on skrócony do jedynie dwóch, nawet sensownych, godzin. Fani dowiedzą się rzeczy, nad którymi głowili się oglądając dawną trylogię opowiadającą o poczynaniach młodej Luke`a Skywalkera. Dowiemy się przede wszystkim jak to się stało, że Anakin przeszedł na ciemną stronę Mocy i stał się Darthem Vaderem. Poznamy także tajemnicę dlaczego nowo narodzeni Luke i Leia musieli zostać rozdzieleni. Fanów ucieszy z pewnością też informacja dlaczego to rycerze Jedi musieli się ukryć, a także ostatni etap dochodzenia Palpatine do władzy i uczynienia go Imperatorem. Wszystko to czyni historię kompletną, gdyż w końcu poznajemy wszystkie wydarzenia, które mają wpływ na dalszy rozwój sytuacji. Nie mniej wydaje się, że część z podróży można było sobie darować, tak jak przykładowo wypad na Utapau, gdzie to Obi-Wan mierzy się z Greviousem. Oczywiście ma to głębszy sens, ale równie dobrze można byłoby całkowicie usunąć generała droidów, który wcześniej się nie pokazywał, ani nawet o nim nie wspominano. Znowu wydaje się, że był przesyt akcji i nadmiar informacji, które może ogarnąć ludzki mózg, nie mniej nie było to aż tak krzykliwe i w sumie film ogląda się całkiem przyjemnie. Dobrze zostały zrównoważone wątki dramatyczne - jak ciągłe potyczki Anakina z samym sobą, a także reakcja jego bliskich na jego decyzję o przyłączeniu się do Sithów, które przeciwstawione były niesamowitej akcji, która obfitowały w walki na miecze świetlne oraz strzelaniny. Nie mniej emocji wzbudzały wydarzenia poboczne, stanowiące tło dla głównych wątków, czyli przykładowo wymordowanie wszystkich rycerzy Jedi, co było ciężkie do zniesienia. Mamy tutaj idealne przykłady na całkowite zagubienie własnego ja, na brak zaufania, a także ślepej naiwności. Każda z postaci, którą wykreował Lucas przedstawiała sobą zupełnie inne cechy, które bardzo dobrze zostały uwidocznione. Dlatego też właśnie przez cały film widz odczuwa wszelkie uczucia od skrajnej nudy w efekcie przydługawych i bezsensownych, niekiedy, dialogów, poprzez współczucie dla poległych, aż po silne uczucie nienawiści i zaskoczenia dla zdrajcy.
    Tak samo jak w przypadku dwóch poprzednich filmów, tak też i przy tym nie ma w zasadzie czego się uczepić jeżeli chodzi o stronę wizualną. Nad oprawą graficzną filmu pracowała cała masa artystów, którym udało się stworzyć niesamowite stworzenia, przepiękne krajobrazy, no i inne efekty, które wzbogacały cały obraz. W tym filmie wykorzystano ponad 2200 ujęć z efektami specjalnymi. Niektóre z nich składają się z 50, a czasem aż z 60 elementów. Całość zastosowanych animacji trwa 90 minut i jest najdłuższa w całej sadze. Dlatego też za resztę odpowiadają operatorzy, którzy starali się uchwycić piękno scenografii tworzonych przez architektów. Wykorzystywano także prawdziwe elementy, tak jak podczas wybuchu wulkanu na planecie Mustafar, gdzie to Obi-Wan toczył walkę z Anakinem. Jest to obraz rzeczywistej erupcji wulkanu Etna, którą autorom zdjęć udało się zarejestrować na Sycylii. Duża rolę w filmie, jak i w całej serii odgrywają wspaniałe kostiumy. Tutaj także Trisha Biggar pokazuje prawdziwą klasę, zarówno przy tworzeniu kostiumów dla Amidali, jak i strojach męskiej części obsady, przede wszystkim Lorda Vadera. Lucas chciał, aby przypominał on Vadera znanego ze starej serii. Przygotowano więc specjalny kostium dla Christensena, w którym zastosowano technologię, dzięki której aktor wyglądał na potężnie zbudowanego. Dodatkowo uzbrojono go w specjalne buty, dzięki którym Vader był wystarczająco wysoki. Łącznie na potrzeby "Zemsty Sithów" charakteryzatorzy stworzyli ponad 500 kostiumów, a ich praca zaowocowała nominacją do Oscara. Motywy muzyczne skomponowane przez Johna Williamsa pozostały niezmienione. Możemy usłyszeć stare utwory, a także nowe dzieła. Wszystkie miały w sobie jednakże klimat "Gwiezdnych Wojen" przez co trudno byłoby je pomylić z innymi.
    Bez względu na to jak bardzo Lucas starał się wykreować genialne postacie, to w większości pozostały one nijakie. Wszystko zaczyna się od największego czarnego charakteru w dziejach kina, czyli Lorda Vadera, którym to został w końcu Hayden Christensen. Wciąż nie rozumiejąc powodów wyboru jego persony na tak kultową postać trzeba próbować dostrzec jakieś pozytywy w jego występie. Jest to jednakże bardzo trudne, gdyż sztuczność Christensena tak wali po oczach, że wypadałoby się zastanowić pięć razy zanim sięgnie się po film z jego udziałem. Nie mniej, nie był on tragiczny aż tak do końca. Kiedy grał tylko swoją irytującą twarzą był całkiem znośny. Całkiem nie najgorzej pokazywał emocje, przede wszystkim te złe. Więc jako czarny charakter nie najgorzej sobie radzi. Gorzej już jak próbuje być miły, potulny, a jednocześnie żałować za grzechy. "Cóżem uczynił?!" - och matko! Najlepiej, żeby nie odzywał się wcale. Myślał pewnie, że przybierając na masie 11 kilogramów do filmu, a także treningi obejmujące szermierkę i gimnastykę podniosą poziom jego aktorstwa, ale niestety dawały tylko szansę na to, że nie będzie się odzywał i będzie można go ignorować. Jednakże nie lepiej było z innymi aktorami z obsady. Ewan McGregor jako Obi-Wan Kenobi w ogóle się nie sprawdza. I konieczne jest obejrzenie wszystkich trzech filmów, żeby zdać sobie sprawę z tego, że daleko mu do Aleca Guinessa. Sztuczny, sztywny i całkowicie nieprzekonujący w swojej kreacji. Trochę lepiej wypada Natalie Portman, co pewnie spowodowane jest tym, że rzadko pojawia się na ekranie. Ian McDiarmid miał ułatwione zadanie, gdyż już dużo wcześniej pojawił się w roli Imperatora, w ostatniej (póki co) części sagi "Powrót Jedi". Dzięki temu bardzo udało mu się bez większych problemów zagrać postać wschodzącego Imperatora, chociaż można by się przyczepić do kilku szczegółów. Na szczęście Lucas wszelkie braki aktorskie wśród obsady przykrył wspaniałą oprawą więc w zasadzie na razi ona w oczy.
    Ogólnie, "Zemsta Sithów" nie jest filmem złym. Oczywiście ma w sobie wiele wad, jak chociaż niemrawą grę aktorską, jednakże wszelkie braki uzupełniają atuty filmu. Film, który stanowi idealne uzupełnienie historii rodziny Skywalkerów stanowi artystyczne arcydzieło. Większość filmu wygenerowana była za pomocą komputera co oczywiście wpływa pozytywnie na odbiór. Niesamowite widoki, sceny walki na miecze świetlne, a także i atrakcyjne postacie poboczne stanowią punkt zaczepienia, gdy widz chce się zachwycać filmem. Ponadto udaje mu się skupić na sobie uwagę widza, a to jest zadaniem niezwykle trudnym. Niedoceniona przez krytyków, a jednocześnie pokochana przez fanów "Gwiezdnych Wojen" trylogia od początku do końca stworzona przez Lucasa, która nie daje chwili wytchnienia umysłowi, ale z drugiej strony poraża wspaniałością wykonania.

W serii: