NOWOŚCI
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą świąteczne. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą świąteczne. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 25 grudnia 2017

Książka #472: Podaruj mi miłość, praca zbiorowa

     12 najpoczytniejszych pisarzy i pisarek, specjalistów od emocji młodzieży bierze pióra, tudzież klawiatury komputerów w dłonie i pod nadzorem Stephanie Perkins tworzy miłosne opowiadania. Warunek? Wątek świąteczny. Ładując w nowele charakterystyczne dla siebie motywy udaje im się stworzyć wielobarwną antologię o tytule “Podaruj mi miłość. 12 świątecznych opowiadań”.
     12 różnych opowiadań. 12 historii świątecznych osadzonych w mniej bądź bardziej prawdziwej rzeczywistości. 12 opowieści o miłości rodzicielskiej, chłopięcej, heteroseksualnej i magicznej. Miłości w miejscach najoczywistszych i najbardziej zaskakujących. Rosnącej w fabryce zabawek, przy wyborze choinki, czy w odciętej od świata uroczej chatce.
     Kiedy zbliżają się święta Bożego Narodzenia a za oknem jedynie deszcz i masa światełek- innymi słowy klimat świąt schował się chyba w kanałach, idealnym na pobudzenie świątecznego ducha może okazać się dobra lektura. Na ten czas idealną propozycją staje się “Podaruj mi miłość”. Ta antologia jest przepełniona wszystkim tym, czego potrzeba nam w czasie oczekiwania na święta. Nie chodzi tu tylko o świecidełka, stosy prezentów i akcenty świąteczne. Magia tkwi przede wszystkim w ośnieżonych ulicach i polnych drogach, które rozświetlone są światłem świec i ludzką życzliwością. Bez względu na to czy bohaterowie pomagają wtaszczyć choinkę na ostatnie piętro budynku, przebierają się za Mikołaja, aby zrobić przyjemność rodzeństwu chłopaka, czy po prostu przygotowują świąteczną kolację i prezenty- każde z tych opowiadań jest wyjątkowe. Wśród historii znajdą się te bardziej magiczne, gdzie bohaterki podkochują się w starych duchach, elfich pomocnikach Mikołaja, czy magicznych istotach. Wszystko jednak ściśle trzymające się Świąt. Najlepsze w tej antologii jest to, że przy ponownej lekturze spokojnie możemy zagłębiać się w nasze ulubione opowiadania, które idealnie wprowadzą nas w świąteczny klimat.
     Miłości tutaj nie brakuje. Emocje wylewają się z kart książki. Mają one bardzo różne oblicza. To nie tylko miłość pomiędzy dwójką młodych ludzi, czasem z bagażem przeszłości. Najbardziej poruszające są te, które wychodzą ponad to, bo w końcu w Święta nie chodzi o miłość romantyczną a rodzinną. Bohaterowie budują utracone więzi z rodziną, a także odnajdują nową w miejscach, w którym by się tego nie spodziewali. Nie ma niczego bardziej wzruszającego i zachwycającego w całej tej książce.
     “Podaruj mi miłość” to chyba najfajniejsza książka jaką można przeczytać z okazji Świąt i przy okazji sprezentować najbliższej osobie. W szczególności, że w dzisiejszych czasach tak ciężko jest o klimat świąteczny sprzed lat. Dzięki ciekawym bohaterom i jeszcze ciekawszym historiom spędzimy kilka najbardziej magicznych i najbardziej świątecznych godzin. W dodatku dzięki zbiorowi możemy czytać dokładnie to czego chcemy, bo przy takim przeglądzie każdy znajdzie coś dla siebie.

Ocena: 5/6

Tytuł oryginalny: My True Love Gave to Me: Twelve Holiday Stories / Tłumaczenie: Małorzata Kafel / Wydawca: Otwarte / Gatunek: romans / ISBN 978-83-7515-381-1 / Ilość stron: 432 / Format: 136x205mm
Rok wydania: 2014 (Świat), 2015 (Polska)

czwartek, 24 grudnia 2015

1199. Krampus. Duch Świąt, reż. Michael Dougherty

     Człap, człap, człap – słychać odgłos jego kopyt na śniegu. Dzyń, dzyń, dzyń – dzwonią jego łańcuchy z dzwoneczkami. Hihi, hihi, hihi – śmieją się jego malutcy pomocnicy. Uwaga, nadchodzi „Krampus”. Cień Świętego Mikołaja, w przeciwieństwie do którego- według germańskich wierzeń, nie nagradza dzieci, a przybywa, aby ich ukarać. Postać tak straszliwa, że z chęcią przeniesiona na wielki ekran przez Michaela Dougherty'ego- twórcę wcześniejszego halloweenowego ducha „Trick 'r Treat”.
      Zbliżają się Święta Bożego Narodzenia. W rodzinnym domu Maxa (Emjay Anthony) wszystko jest już przygotowane. Salon pięknie ozdobiony, choinka przystrojona, potrawy świąteczne gotowe, a niemalże każdy ubrany jest w świąteczny sweterek. Niby każdemu udziela się świąteczny klimat, ale wizja spędzenia tego czasu z przyjezdną z daleka rodziną wydaje się prawdziwym wyzwaniem. I choć Sarah (Toni Collette) dwoi się i troi, aby wszystko wypadło idealnie kolejna rodzinna kolacja kończy się kłótnią. W jej wyniku Max całkowicie traci wiarę w to, że tegoroczne Święta będą takie jak dawniej, pędzi do swojego pokoju z płaczem i drze w strzępy list do Świętego Mikołaja. Następnego dnia przybywa straszliwa śnieżyca i przeszywający mróz, a wraz z nimi coś znacznie gorszego- Krampus!
      No i stało się! W końcu pojawia się film iście świąteczny, ale nie tak sztampowy jak dotychczasowe produkcje utrzymane w tym klimacie. Idealnie mroźny i ciepły zarazem, a przy tym nie pozbawiony prześmiewczego charakteru, który tak uwielbiamy! „Krampus. Duch Świąt” już od pierwszych sekund pokazuje swojemu widzowi jak nie powinno się obchodzić Świąt, a jak niestety traktowane są przez nas, ludzi pochłoniętych konsumpcjonizmem, zatraconych w szale zakupów i walczących o jak najbardziej idealny wygląd naszych domostw w tym okresie. Wszyscy zapominamy o tym, co jest ważne w tych dniach, o tym, że jest to najcieplejszy z czasów, pomimo chłodu za oknem, jaki został nam dany, w którym powinniśmy się dzielić miłością i radością z rodziną, bliskimi przyjaciółmi, ale tez i ludźmi, którzy tego potrzebują. 
Dodatkowo, już w pierwszych chwilach widzimy w jakim charakterze utrzymany będzie film, bo chyba nikogo bardziej nie przeraża i nie bawi jednocześnie widok tych szalonych ludzi korzystających na potęgę z uroku, magii, innymi słowy WIELKICH PROMOCJI z okazji Black Friday! I tak jak wiele emocji wywołuje wejście do filmu, tyle też wzbudza cała reszta filmu, bowiem takiego pomieszania z poplątaniem już dawno nie doświadczyliśmy z ręki żadnego z twórców filmowych.
      Obrazowi Dougherty'ego nie można odmówić uroku. Jest w nim coś takiego, co hipnotyzuje. Ciężko powiedzieć, czy wina za to spada na świąteczne dekoracje, czy pokracznych pomocników Krampusa, albo samą jego postać. Wszędzie unosi się klimat Świąt, to oczywiste, ale poprzez swój humor i grozę zarazem dostajemy niepowtarzalną atmosferę, która towarzyszy nam nawet i na tydzień po seansie. Z założenia, „Krampus. Duch Świąt” to czarna komedia. Ma w sobie oczywiście sporą dawkę grozy, bo umówmy się, że pochodzący z austriacko-bawarskiego folkloru stwór nie należy do najprzyjaźniejszych w świecie. Jako cień Świętego Mikołaja, stanowi wszystko, co może być w nim złe i gdy Mikołaja nagradza prezentami grzeczne dzieciaczki, tak Krampus odpowiednio karze tych, którzy byli trudnymi przypadkami przez cały rok. Oczywiście, postać ta w wersji filmowej przeszła spore przeobrażenie, bowiem według babuszki Omi stwór ten zjawia się za każdym razem kiedy jakieś dziecię traci świątecznego ducha i karze wszystkich tych, którzy są tego przyczyną. Kolejny raz mamy negatywne skutki wypowiadania życzeń- nawet w myślach! 
Kolejny wobec tego morał „Uważaj, czego sobie życzysz”, bo choć czasem można odwrócić wypowiadane marzenie, to czy aby Krampus jest na tyle wyrozumiały, aby cofnąć wszystko to, czego już dokonał? Raczej nie wygląda na istotę poddającą się syzyfowej pracy. Ten uzbrojony w poroże, kopyta i łańcuchy duch jest idealny niemalże w każdym calu. Już od pierwszego objawienia się, jako cień stojący na dachu jednego z domostw, wywołuje ogromną trwogę. Jest to zdecydowanie ogromny plus całej produkcji. Rewelacyjna kreacja Krampusa oraz jego sługusów, którzy bardziej rozbrajający nie mogą być. Z pewnością piernikowe ludki z lukrowanymi guziczkami całkowicie zerwały ze swoim wizerunkiem prosto ze „Shreka”. Z tego i wielu innych powodów, grozę, którą się tutaj prezentuje, ciężko jest brać na serio, a co za tym idzie trudno jest traktować cały obraz jako horror. Oczywiście, dochodzi do wielu bardzo drastycznych scen, powiedzmy, które w mniejszy bądź większy sposób oddziałują na ludzką wyobraźnię, ale tak naprawdę jest to po prostu cudownie wykonany film. Ta zabawa światłem, mrozem, ale też i genialna scena z życiorysu Omi, która jest tak cudownie wykonana, że aż dech zapiera i przywodzi na myśl jedną z części przygód o Harrym Potterze- to wszystko sprawia, że jest to jeden z piękniejszych filmów świątecznych, jakie powstały.
      „Krampus. Duch Świąt” to z pewnością obraz, który nie każdemu podpasuje. Podczas tego całego naśmiewania się ze świątecznych upodobań i dziwacznych nawyków ludzkich, ale też i wielu symboli tego okresu, ciężko jest nie przywołać w pamięci innego tak prześmiewczego filmu, kultowego swego czasu „Domu w głębi lasu”. Tutaj króluje mrok i zdecydowanie mroźny klimat, okraszony sporą dawką ozdóbek świątecznych, na którą poszła chyba góra pieniędzy. Z pewnością nie jest to obraz, który należałoby traktować serio, ale przede wszystkim jest to tytuł, który zdecydowanie zaskoczy niejednego widza. Karykaturalne postaci, rewelacyjne monstrum, no i oczywiście powalające zakończenie, które pozostawia dość nieprzyjemne uczucie w żołądku, choć jakże idealnie zwieńczające cały ten obraz. Według mnie, film godny uwagi, który porwie serca, rozbawi, zachwyci, ale też i nie raz przestraszy.

Ocena: 8/10

Oryginalny tytuł: Krampus / Reżyseria: Michael Dougherty / Scenariusz: Michael Dougherty, Todd Casey, Zach Shields / Zdjęcia: Jules O'Loughlin / Muzyka: Douglas Pipes / Obsada: Adam Scott, Toni Collette, Allison Tolman, David Koechner, Conchata Ferrell, Krista Stadler, Emjay Anthony, Stefania LaVie Owen, Queenie Samuel, Maverick Flack / Kraj: USA / Gatunek: Fantasy, Horror
Premiera: 25 listopada 2015 (Świat) 04 grudnia 2015 (Polska)

niedziela, 6 grudnia 2015

Książka #380: Kot Bob i jego podarunek, aut. James Bowen


     Kot Bob jest prawdziwą gwiazdą Internetu, ulubieńcem Brytyjczyków, ale przede wszystkim wzorem do naśladowania dla wszystkich kotów z całego świata. Historię o tym, jak to ten rudy kocur uratował bezdomnego przed całkowitym pogrążeniem samego siebie zachwyciła cały świat. Nie dziwi więc, że kolejne książki opowiadające o życiu tej dwójki stają się bestsellerami. Teraz na półkach polskich księgarń odnaleźć można coś idealnie pasującego do aktualnych świątecznych klimatów, czyli powieść „Kot Bob i jego podarunek”.
     Wszyscy wiedzą, że życie Jamesa nie zawsze należało do najłatwiejszych. Uzależnienie od narkotyków sprawiło, że dążył do samounicestwienia. Każde kolejne święta były męczarnią, w szczególności w chwili, kiedy stał się praktycznie bezdomny, bez grosza przy duszy. Kiedy jednak spotkał na swojej drodze Boba zaczął podnosić się z dna i także dzięki temu inteligentnemu rudzielcowi na nowo poznał prawdziwą magię Świąt Bożego Narodzenia.
     Okres świąteczny to magiczny, piękny i ciepły czas, który spędzamy na zakupie wymarzonych prezentów, planowaniu kolacji wigilijnej i ostatecznie spędzaniu Świąt w gronie rodzinnym. Niestety, nie dla każdego ten czas znaczy to samo, bowiem nie każdy ma możliwość spędzania tego okresu, tak jak to powinno wyglądać, czyli otoczony miłością i ciepłem rodziny lub przyjaciół. W świątecznej książce Jamesa Bowena zobaczymy zarówno bogatą, jak i biedną wersję świąteczną, która rozczuli, która wstrząśnie. Autor nie krępuje się pisać o swojej przeszłości, która nie jest kolorowa, a przypomina mu się zawsze w czasie świątecznym. Spoglądając na ulice, gdzie sam przymierał głodem i przymarzał do chodnika, spogląda wstecz na swoje postępowania. Tym samym świetnie ukazuje granicę pomiędzy starym Jamesem a nowym, którzy choć na różnych etapach swojego życia, z różnym dorobkiem, ale radzić muszą sobie z tym samym problemem- czy będę znajdę się w ciepłych czterech ścianach, kiedy na dworze szaleje mróz, czy będę miał co zjeść w czasie wigilijnej wieczerzy. Uderza tutaj prawdziwość jego słów, szczerość wobec fanów, czytelników jego książek, bo to właśnie na ich łamach- w szczególności „Kot Bob i jego podarunek” przyznaje się do swoich porażek i co najlepsze, trwa w pozytywnym nastawieniu i chęci przemiany. A ta jest tutaj spektakularna. Nie od parady tak często porównuje swoje losy do tego, co spotyka Ebenezera Scrooge'a w „Opowieści wigilijnej”. On również przechodzi diametralną przemianę na skutek wielu życzliwych osób, które spotkał na swojej życiowej drodze, a także dzięki Bobowi, który z takim impetem i pazurami wkroczył w jego życie. Nauczył się dzięki nim, na czym polega prawdziwa magia Świąt i o co tak naprawdę tutaj chodzi. Poznał tajniki uszczęśliwiania innych, a także i siebie, a nie ma ku temu lepszej sposobności niż czas kiedy ulice mienią się świątecznymi świecidełkami, a w powietrzu unosi się zapach piernika, pomarańczy, cynamonu i innych pyszności serwowanych na wigilijnych stołach.
     Prawda jest taka, że tym razem duża część opowieści skupia się właśnie na postaci Jamesa niżeli jego kocurka Boba. Uroczy, ale przede wszystkim niezwykle inteligentny rudzielec zszedł na dalszy plan. Nic dziwnego, skoro przygotowywał taki wystrzałowy prezent dla swojego niewolnika. Trzeba przyznać, że niespodzianka świąteczna, którą nas obdarowuje rozmiękcza serce. Zaczytując się w opisie widzimy oczyma wyobraźni tą cudowność, a co za tym idzie trudno jest ukryć łzy wzruszenia. Po raz kolejny Bob udowodnił jakim jest genialnym kotem, a czytelnicy aż zielenieją z zazdrości, że taki towarzysz nie przytrafił się też im. Bob niejednokrotnie pokazywał jak wiele potrafi zdziałać, jak bardzo jest rozumny, jak bardzo jest pomocny. Rozczula w każdej niemalże chwili.
Leżałem na śniegu przez jakiś czas, jęcząc z bólu. Bob natychmiast zjawił się u mojego boku. Najpierw obejrzał mnie uważnie, jakby oceniał sytuację. (…) Szybko jednak zrozumiał, że to nie przelewki. Obwąchał mnie starannie, po czym położył łapę na mojej nodze, jakby chciał sprawdzić, czy bardzo boli. Bolała.
     „Kot Bob i jego podarunek” to książka zupełnie inna od pozostałych. Chociaż oczywistym jest, że cała ta seria jest głównie historią Jamesa, który w swoim życiu poznał prawdziwego wybawiciela, jakim okazał się być Bob, to jednak poświęcanie kotu tak mało uwagi w tym tytule trochę rozczarowuje. Czy oznacza to jednak, że książka jest gorsza od poprzednich? Absolutnie nie! Można powiedzieć, że wręcz przeciwnie. Autor oddaje się bowiem podróżom w przeszłe święta, patrząc na nie przez pryzmat aktualnych wydarzeń. Świetnie oddaje tym samym prawdziwego ducha Świąt. Postać Boba zawsze pozostawała jedynie dodatkiem, przynajmniej w książce, aczkolwiek tym razem dopuszcza się on czegoś tak niesamowitego, że całość tej króciutkiej powieści pozostawia czytelnika w iście świątecznym nastroju- pełnego ciepła, miłości i chęci sprawiania ludziom przyjemności.

Ocena: 6/6

Recenzja dla wydawnictwa Nasza Księgarnia!
nk.com.pl


Tytuł oryginalny: A Gift from Bob. How a Street Cat Helped One Man Kearn the Meaning of Christmas / Tłumaczenie: Andrzej Wajs / Wydawca: Nasza Księgarnia / Gatunek: literatura faktu / ISBN 978-83-10-12934-5 / Ilość stron: 192 / Format: 135x204mm
Rok wydania: 2014 (Świat), 2015 (Polska)

poniedziałek, 30 listopada 2015

SZORTy #20: Drakula, Sokół maltański, Miasteczko Halloween

Punkt #12. Film z muzyką Wojciecha Kilara
Oryginalny tytuł: Dracula | Reżyseria: Francis Ford Coppola | Scenariusz: James V. Hart | Obsada: Gary Oldman, Winona Ryder, Anthony Hopkins, Keanu Reeves, Cary Elwes, Richard E. Grant, Sadie Frost, Tom Waits | Kraj: USA | Gatunek: Horror
Premiera: 13 listopada 1992 (Świat) 31 grudnia 1992 (Polska)
Ocena: 8/10

      Ten film przeszedł już do historii. Nie tylko ze względu na bycie ekranizacją wiekopomnej powieści Brama Stokera, ale też z uwagi na świetną rolę Gary'ego Oldmana, no i oczywiście klimat! „Drakula” to jeden z najpotężniejszych i najbardziej rozpoznawalnych filmów Coppoli na świecie.
     Rumuński hrabia Drakula trafia na ślad kobiety, łudząco podobnej do jego ukochanej z przeszłości. Nie cofnie się przed niczym, aby uzyskać to czego pragnie. Na jego drodze staje narzeczony kobiety wspomagany przez znanego profesora Van Helsinga, uważanego za specjalistę w temacie walki z wampirami.
      Czasem trudno uwierzyć, że tak długo człowiek walczy z tym, aby obejrzeć jakiś film. Tyle lat trwało moje przekonywanie się do „Drakuli”, że musiałam najpierw wszystkie filmy wkoło obejrzeć, zanim do niego dotarłam. Okazuje się, że obraz Coppoli to przecież ponadczasowa historia miłosna, których pełno w dzisiejszym kinie, ale jest tak magiczna, tak cudowna, tak krwawa, że trudno jest się jej oprzeć. Troszkę trąci banałem, ale osadzona jest w nieskazitelnym klimacie grozy, zamglenia, mroku... Jest to o tyle niesamowite, że udaje się tym urzec widza. Z każdą chwilą jak hrabia uwodzi swoją ukochaną, tak z każdą chwilą uwodzi też i widza. Grupa artystyczna mami nas wspaniałymi kreacjami, a Wojciech Kilar muzyką. W końcu poznaję pochodzenie jednego z najbardziej rozpoznawalnych utworów w świecie kina, który jest jednocześnie mroczny, ale też i piękny w tej swojej ponurości. Najlepszą postacią jest tutaj oczywiście sam Drakula, świetnie ucharakteryzowany, elegancko ubrany, wręcz zachwycający. Czy aktorsko Gary Oldman wykreował bardzo dobrą rolę? Owszem! Szkoda, że nie można powiedzieć tego samego o Keanu, ani o pozostałej części obsady. Nie umniejsza to jednak całkowitemu wizerunkowi, ani jakichkolwiek wrażeń, bo uwierzcie mi... jestem nim totalnie zauroczona!

Punkt #12. Film noir
Oryginalny tytuł: The Maltese Falcon | Reżyseria: John Huston | Scenariusz: John Huston | Obsada: Humphrey Bogart, Mary Astor, Gladys George, Peter Lorre, Lee Patrick | Kraj: USA | Gatunek: Film-Noir, Kryminał
Premiera: 03 października 1941 (Świat) 19 listopada 1965 (Polska)
Ocena: 7/10

      Uznawany za jeden z najlepszych filmów światowego kina. Przedstawiciel kina noir, w reżyserii Johna Hustona. „Sokół maltański” w swoim czasie robił świetlaną karierę. Pamiętają go do dziś, choć nie do końca może trafić do dzisiejszego widza.
     Prywatny detektyw jest podejrzanym o dokonanie dwóch morderstw. Przeprowadza najważniejsze śledztwo w swoim życiu, a przy okazji próbuje rozwikłać zagadkę zniknięcia najbardziej pożądanej statuetki- czarnego sokoła.
      Fabuła produkcji to całkowite pomieszanie z poplątaniem. Oskarżenie o zabójstwo, a przy okazji zaginiona figurka, o co podejrzewają również tego samego detektywa. Strasznie dużo pechowych sytuacji skupiających się na jednym człowieku. Z tej okazji przez biuro detektywa przewija się cała masa bohaterów, których początkowo niełatwo ogarnąć. Daje to możliwość rozejrzenia się za prawdziwym sensem filmu, bo choć akcja krąży wokół tytułowego sokoła, to całość skupia się jednak na uczuciach zranionej, wzgardzonej kobiety. Świetnie wplątuje się tutaj klimat grozy taki typowy dla kina noir. Świetna, nastrojowa muzyka, trochę jednak zbyt oczywista, jak na dzisiejsze realia, do tego cały ten czarno-biały obraz nadający niezwykłego klimatu. Budowanie atmosfery osaczenia, przytłoczenia przez zdominowanie produkcji kreacjami gangsterskimi. Najwyraźniej każdy na planie nosił gangsterski kapelutek, budując swoim stalkingiem oczywisty suspens. Ma to wszystko jakiś swój urok, bo choć film nie jest zbytnio porywający, to na pewnym poziomie intryguje.

Punkt #28. Musical
Oryginalny tytuł: The Nightmare Before Christmas | Reżyseria: Henry Selick | Scenariusz: Michael McDowell, Caroline Thompson | Dubbing polski: Wojciech Paszkowski, Mieczysław Morański, Krzysztof Kołbasiuk, Joanna Węgrzynowska-Cybińska, Andrzej Chudy, Zbigniew Konopka | Kraj: USA | Gatunek: Musical, Animacja, Fantasy
Premiera: 09 października 1993 (Świat) 16 grudnia 1994 (Polska)
Ocena: 6/10

      Tim Burton słynie z makabry, którą wtłacza w swoje produkcje. Tym razem tworzy postacie, powierzając je w ręce Henry'ego Selicka, późniejszego twórcy „Koraliny”. Tak powstaje „Miasteczko Halloween”, czyli upiorne święta Bożego Narodzenia.
     Dyniowy król rządzi swoimi poddanymi w mieście, w którym święto Halloween odbywać mogłoby się praktycznie każdego dnia. Ciągłe dyniowe zabawy zaczynają go nudzić i dlatego postanawia wcielić się w rolę Świętego Mikołaja.
     Animacja, o której słyszałam bardzo wiele, przede wszystkim bardzo wiele dobrego. Wszyscy zachwyceni są produkcją tak genialnie podobną do wszystkich animowanych tworów Tima Burtona. I choć wizualnie bardzo je przypomina, to fabularnie daleko jej do ideału. Oczekiwania były ogromne, efekt raczej umiarkowanie nijaki. Atutem jest tutaj animacja i aranżacja muzyczna. Postaci wyglądają cudownie i jednocześnie przerażająco, tak samo zresztą jak i cała scenografia- ujęcie na tle księżyca jest magiczne! Nie potrzeba niczego więcej, aby wystraszyć widza. To zdecydowanie by wystarczyło! Połączenie klimatu grozy niczym z Halloween z radosną atmosferą Bożego Narodzenia wydaje się całkowicie odstręczającym pomysłem. W większości fabuły tak właśnie jest, aż do pewnego momentu, w którym pokazany zostaje prawdziwy duch świąt w wykonaniu halloweenowych pokrak. Mnie osobiście to nie urzekło może z uwagi na dubbing, który był całkowicie nijaki. Aktorzy mogli zdecydowanie bardziej postarać się przy kreowaniu charakterów za pomocą własnych głosów. Szkoda też, że wszystkie piosenki przerobione zostały na polski język- fajnie byłoby posłuchać ich w oryginale, aczkolwiek nie było aż tak wielkiego dramatu. Ogólnie miałam nadzieję na coś o wiele bardziej przesiąkniętego makabrą, a tak to jest to tylko kolejna nużąca bajka dla dzieci z lekką nutą grozy.

środa, 1 stycznia 2014

1094. Cud na 34. ulicy, reż. Les Mayfield

Oryginalny tytuł: Miracle on 34th Street Reżyseria: Les Mayfield
Scenariusz: George Seaton, John Hughes
Zdjęcia: Julio Macat
Muzyka: Bruce Broughton
Kraj: USA
Gatunek: Dramat, Fantasy, Komedia
Premiera: 18 listopada 1994 (Świat) 21 listopada 2001 (Polska)
Obsada: Elizabeth Perkins, Mara Wilson, Dylan McDermott, Richard Attenborough, Robert Prosky, James Remar, Jane Leeves, J.T. Walsh, William Windom

     Nie pamiętam już kiedy po raz pierwszy sięgnęłam po świąteczny tytuł od Lesa Mayfielda. Pamiętam jednak, że od tamtej pory to właśnie „Cud na 34. ulicy” był wyznacznikiem świątecznego nastroju, zwiastunem Świąt i odzwierciedleniem wszystkiego co było w nich najwspanialsze. Les Mayfield stworzył najbardziej wyjątkowy film w całej swojej karierze, bo przecież któż z nas nie wierzył, a być może nadal wierzy w Świętego Mikołaja. A gdyby tak pojawił się on we własnej osobie w naszym życiu? Czy i my wykazalibyśmy się sercem i odwagą, aby stanąć po jego stronie.

wtorek, 24 grudnia 2013

Świątecznie

Zdjęcie ze strony: ginva.com

środa, 10 lipca 2013

1058. Strażnicy marzeń, reż. Peter Ramsey

Oryginalny tytuł: Rise of the Guardians
Reżyseria: Peter Ramsey
Scenariusz: David Lindsay-Abaire
Na podstawie: książki autorstwa Williama Joyce'a „The Guardians of Childhood”
Muzyka: Alexandre Desplat
Kraj: USA
Gatunek: Animacja, Fantasy, Przygodowy
Premiera: 10 października 2012 (Świat) 04 stycznia 2013 (Polska)
Obsada: Paweł Ciołkosz, Piotr Bąk, Tomasz Borkowski, Barbara Kałużna, Przemysław Stippa, , Jakub Dobek
    Święty Mikołaj, Wielkanocny Zając, Piaskowy Ludek, Wróżka Zębuszka oraz Jack Mróz, czyli wszystkie magiczne postaci, które dają szczęście dzieciakom i w które każdy z nas kiedyś wierzył i być może nadal wierzy. Teraz te najrozmaitsze charaktery łączą swoje siły, odstawiając na bok rozważania, czy ważniejsza jest Gwiazdka, czy Wielkanoc, aby w filmie „Strażnicy marzeń” w reżyserii Petera Ramseya („Potwory kontra Obcy”) pokazać swoją moc i uchronić dziecięcą niewinność.

poniedziałek, 24 grudnia 2012

[Ranking]: Wesołych Świąt, czyli ciekawsze produkcje w klimacie świątecznym

    Święta Bożego Narodzenia to najbardziej magiczny czas w całym roku. Wszystko jest pięknie ozdobione, z głośników słuchać piosenki świąteczne i kolędy, a na dworze bieluśki śnieg i mróz szczypiący po policzkach. W domu czeka rodzina, wspaniała wieczerza, choinka, światło świec i góra wymarzonych prezentów pod choinką. Święta czekają na nas nie tylko w hipermarketach- obwieszonych ozdobami, w sklepach- gdzie sprzedawcy ubierają mikołajowe czapeczki, w radiu- w którym non stop usłyszeć można klasyczne „Last Christmas” od Wham, ale również i w telewizji, bo tutaj kanały starają się przykuć uwagę widza najrozmaitszymi produkcjami w klimacie bożonarodzeniowym, ale i nie tylko. Poniżej prezentuję zestawienie moich ulubionych filmów tego okresu, które niekiedy nie mają szansy pojawić się na ekranie domowego telewizora, a szkoda!


Cud na 34. ulicy”, reż. Les Mayfield
Opowieść o staruszku, który zatrudnia się jako Święty Mikołaj w jednym ze sklepów. Tam poznaje uroczą dziewczynkę, która stoi za nim murem i wierzy, że jest prawdziwym Mikołajem. Mężczyzna robi sobie wroga z szefa konkurencyjnego kompleksu i tym samym ląduje na sali sądowej, gdzie debacie podlega jego tożsamość. Genialny film o sile wiary, prawdziwej przyjaźni i miłości, który pozostawia wiele miejsca na domysły widza. Świąteczny klimat, w którego centrum znajduje się brodaty człowieczek w czerwonym wdzianku.