NOWOŚCI
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą literatura piękna. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą literatura piękna. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 13 maja 2012

Książka #155. Trucizną mnie uwodzisz, aut. Jennifer Clement

Oryginalny tytuł: The Poison That Fascinates
Gatunek: literatura piękna, obyczajowa
Wydawca: Mała Kurka
Rok wydania: 2008 (Meksyk), 2012 (Polska)
Projekt okładki: Czartart, Magdalena Muszyńska, Izabela Surdykowska-Jurek
Fotografia: Barbara Sibley
Tłumaczenie: Karolina Zaremba
ISBN 978-83-62745-03-6
Ilość stron: 208 | Format:135x200 mm

Książka do kupienia na stronie: Mała Kurka

    Kolejna powieść rodem z Meksyku, a która dotarła na polski rynek wydawniczy za sprawą Domu Wydawniczego Mała Kurka. „Trucizną mnie uwodzisz” to już drugi tytuł z meksykańskiej serii Mammillaria (kaktus), w której prezentuje się barwy tego kraju. Autorką książki jest Jennifer Clement, mieszkającej od wielu lat w Mexico City absolwentki literatury angielskiej i francuskiej, która zyskała uznanie wśród czytelników i krytyków swoją poezją.

     Młoda dziewczyna, Emily, od wielu lat mieszka samotnie ze swoim ojcem w stolicy Meksyku. Choć jest jedynie półsierotą większość swojego czasu spędza w pobliskim domu dziecka prowadzonym przez siostry zakonne. W szczególności zżyła się z siostrą przełożoną, Matką Agatą, która pomaga jej w kolekcjonowaniu materiałów o znanych zabójczyniach. Życie dziewczyny idzie o krok dalej, kiedy w progu jej domu pojawia się dawno niewidziany kuzyn- Santiago. Chłopak dostarcza jej wielu ekscytujących, ale też i zakazanych uniesień.
    Najnowsza propozycja od Domu Wydawniczego Mała Kurka to niezwykła podróż po ludzkich emocjach, ale też i meksykańskich zakamarkach. Inteligentnie przeprowadzenie przez rozmyślania młodej dziewczyny, która pozbawiona została matki. Dziewczyny, która przebywa w domu dziecka, choć wcale nie musi, gdyż ma ojca. Tam emocjonalnie uzależnia się od dzieci, a także od matki przełożonej, która zastępuje jej własną matkę. Dziewczyny z dość nietypowymi zainteresowaniami, kolekcjonującej fakty o znanych morderczyniach, takich jak Elżbieta Batory, czy Lukrecja Borgia. Fakty, które zdecydowanie zostają wyróżnione na stronicach tej książki, a które stanowią idealne oderwanie od momentami nużącej fabuły. Fabuła dotyka także i religijnych aspektów, które nie mogły zostać pominięte przy lekturze, której akcja ulokowana zostaje w przybytku prowadzonym przez siostry zakonne, ale też i ze względu na meksykańską kulturę i wierzenia. Ostatecznie chodzi też o uczucia, a właściwie miłość, która nie do końca przekonuje czytelnika. Niektóre z wydarzeń, które tu się rozgrywają wynikają w zasadzie z niczego. Nie zdajemy sobie sprawy z tego, że gdzieś kiełkuje uczucie, bo przecież chodzi o relacje rodzinne. Kazirodcze zapędy bohaterów intrygują, w szczególności, że okaże się iż jest to najmniejszy problem młodej Emily. Zaskakuje wielobarwność tej emocji, która jest zakazana, ale przede wszystkim potrafi zranić. Jak się jednak okaże w treść idealnie wpleciona została tajemnica. Sekret, który wiele zmieni i będzie stanowił ostatnią kroplę w czarze goryczy. Sekret zapalający dalsze wydarzenia, których finał będzie nie tyle zaskakujący, ile szokujący!
     Styl pisarski Jennifer Clement nie jest taki, jak większości współczesnych pisarzy. Nawet powieści prowadzi podobnie jak swoją poezję. Nic nie jest dosłowne, a większość wyczytywać trzeba pomiędzy wierszami. Zaskakuje jednak to, że nic nie wskazuje na niektóre z wydarzeń, do których dochodzi. W powieści Clement nie brakuje także odniesień do twórczości Jimmy'ego Hendrixa. Cytowanie kolejnych tekstów jego autorstwa uzupełnia rozmyślania bohaterów. Autorka tworzy bardzo charakterystyczne postacie, nie tylko emocjonalnie rozchwianej młodej dziewczyny borykającej się wewnętrznie z utratą matki, ale też matki przełożonej będącej niczym prawdziwa matka dla dziewczyny, czy też niezrównoważonego chłopaka, który umila Emily czas. Jednakże to dzięki czemu ta książka jest naprawdę wartościowa to przepiękne opisy, które wprowadzają czytelnika w klimat miejsca, w którym rozgrywa się fabuła. Odczuwamy Meksyk w niemalże każdym słowie, a małe wycieczki po lokalnych ulicach, zabytkach czyni lekturę bardziej soczystą i egzotyczną.
     Spoglądając na oprawę graficzną pozycji od razu czujemy niezwykłość tej książki. Utrzymana w meksykańskich barwach okładka z pospolitym kwiatem rodem z Ameryki Środkowej i Południowej, idealnie dodaje klimat tamtych regionów. W dodatku kwiat ten ozdabia każdą ze stron w nagłówku, a także i każdy z tytułów rozdziałów. Czyni to tę pozycję jeszcze piękniejszą. Z pewnością wielu po nią sięgnie chociażby ze względu na jej oprawę, będącą wprowadzeniem do nietypowej treści.
     „Trucizną mnie uwodzisz” nie jest zwyczajną lekturą, których masa na dzisiejszych rynkach wydawniczych. Zresztą Mała Kurka nigdy nie zajmuje się przeciętnymi tekstami. Jennifer Clement wprowadza czytelnika w niesamowity świat młodej fascynatki zabójczyń w otoczeniu ciepłego słońca i brudnego nieba Meksyku. Z ponadprzeciętnym piórem Clement staje się to lektura idealna, która zachwyci wybrednych czytelników, a dla mniej wymagających będzie wspaniałym wyzwaniem. Pełna emocji, osobistych wycieczek, a także przepełniona faktami o wybranych zabójczych kobietach w historii, stanowi idealne oderwanie od nudnej i szarej rzeczywistości.

Ocena: 4/6

Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości Kury Bożeny z Domu Wydawniczego Mała Kurka.


piątek, 9 marca 2012

Książka #116. Powroty, aut. Ryszard Marek Groński

Gatunek: literatura piękna
Wydawca: Muza S.A.
Rok wydania: 2011
Projekt okładki: Michał Brzozowski
Redakcja: Aleksandra Jakubowska
ISBN 978-83-7758-080-6 
Ilość stron: 288  | Format: 145x205 mm



     Stan wojenny zmusza wielu ludzi do opuszczenia swoich domostw. Pozbawieni dorobku życia starają się ułożyć życie poza granicami kraju. Wielu z nich powraca, kiedy przychodzi na to odpowiednia pora. Powracają nie tylko do znajomego otoczenia, ale także i znanych sobie czynności. Swoistego rodzaju powroty są tematem przewodnim zbioru mini powieści o tytule „Powroty”, którego autorem jest Ryszard Marek Groński- polski dziennikarz i twórca literatury dla dzieci i dorosłych.

     Piękna kobieta, córka szewca z ulicy Targowej, znana artystka łódzkiego teatru wychodzi za mąż za hrabiego bez grosza przy duszy. Kiedy wybucha wojna pozostaje sama z pasierbicą i służbą, pozbawiona możliwości robienia tego co kocha (Hrabina z Targowej). Polak od lat mieszkający w Afryce powraca do rodzimego kraju, aby odnaleźć swoją ukochaną i powrócić do działalności sprzed lat (Busz). Były wywiadowca powraca do Moskwy, aby wypełnić powierzone mu zlecenie (Ostatnie ogniwo). Trzy całkiem różne historie, których spoiwem łączącym są powroty do ukochanego kraju .
    Trzy różne historie opowiedziane na trzy różne sposoby. Z trzema całkowicie różnymi osobowościami i z trzema różnymi typami rozwoju wydarzeń. Wszystkie dotyczące okresu wojennego, bądź powracającymi do tych czasów.„Hrabina z Targowej”skupia się na miłość do teatru, do śpiewu, do sztuki. Bohaterka wydarzeń przedstawionych w tej mini powieści zmaga się z trudami życia, które nie powinny doskwierać hrabinie. Pozostawiona przez męża z dzieckiem i służbą, pozbawiona domostwa, pozbawiona wszelkich nadziei na dalszą karierę. Skupia się na przetrwaniu najtrudniejszych chwil. Zostaje zmuszona do wyboru pomiędzy marzeniami a racjonalnością. Idealnie zaprezentowane życie kobiety, która nie daje sobie w kaszę dmuchać, choć los co chwilę rzuca jej kłody pod nogi. Jest zawzięta, ale i bezpośrednia. Zmuszona do wyjazdu z ukochanego miejsca, stara się powrócić zarówno do swojej rezydencji, jak i dotychczasowego trybu życia na scenie teatru.
    Kolejna historia o tytule „Busz”,toczy się w zupełnie innych klimatach. Mężczyzna powraca do Warszawy z Afryki. Ma uczestniczyć w spotkaniu partii, a także powrócić do swojej ukochanej sprzed wielu lat. Ponownie spotyka kobietę, która uczyniła go mężczyzna i z którą teraz ponownie się zabawia. Oczywiste, że scenom tym nie zabraknie namiętności, które działają na wyobraźnię kobiety. Pojawiają się różne konfliktowe sytuacje, które kręcą się wokół przemytu diamentów. Dochodzi do brutalnych scen, których wszyscy woleliby uniknąć i które pozbawiają bohatera ostatnich złudzeń. Odbierają mu nadzieję i powodują, że w ostatniej chwili rezygnuje z marzenia swojego życia na rzecz kolejnej pięknej kobiety, która robi spore zamieszanie w jego życiu. Powrót do korzeni, nie do końca udany skutkuje powrotem do miejsca, w którym czuje się najlepiej. Bohater nie do końca przekonujący, który ma bogate życie erotyczne. Pozostaje stłamszony przez pozostałe postaci o wiele ciekawsze od niego.
    Ostatnim tekstem w tym zbiorze jest „Ostatnie ogniwo”. Jego bohater to oficer wywiadowczy, który w swoich wspomnieniach powraca do lat treningów. Teraz staje przed kolejnym wyzwaniem jakim jest kradzież zwłok Lenina z jego mauzoleum. W tym celu ponownie pojawia się w Moskwie pod nowym nazwiskiem, gdzie spotyka swoich sojuszników. Zlecenie to zostaje obudowane w intrygę, kiedy okazuje się, że zadanie bohatera historii ma swoje drugie dno. Dopracowany w każdym calu plan zostaje zdekoncentrowany przez niewyjaśnione wydarzenie, o którym głośno jest na całym świecie. Ostatecznie, bohater powraca nie tylko do umiejętności, które nabył przed wieloma latami, ale i w końcu do swojego rodzinnego kraju. Wartkiej akcji tutaj nie brakuje, aczkolwiek zakończenie całej historii można rozumieć różnie.
     Jako osoba wszechstronna, Ryszard Marek Groński, nie ma problemów z różnymi stylami pisarskimi. Bez problemów tworzy prozę, jak i poezję. Dzięki temu urozmaica historię hrabiny, której dodaje różnego typu pieśni. Autor w humorystyczny sposób stara się trafić do swojego czytelnika, choćby uzbrajając hrabinę w cięty język, czy wtrącając riposty w dialogach prowadzonych z pozostałymi bohaterami. W tych mini powieściach wykorzystuje także swoja znajomość sceny, a także wydarzeń politycznych, czy społecznych nabytych w pracy dziennikarza. Wciąż używa swojej inteligencji zarażając nią stworzonych bohaterów. Hrabina wydaje się bliższa czytelnikowi ze względu na pierwszoosobową narrację. Tym samym cała uwaga skupia się na niej. W przypadku Emigranta, czy Oficera sprawa ma się już zupełnie inaczej. Uwaga rozbiega się na postacie poboczne i wydarzenia, w których nie uczestniczą przez narrację w trzeciej osobie. Nie mniej, wciąż utrzymuje zainteresowanie u czytelnika. Wszystko dzięki swobodnemu stylowi, a także wyrażeniom, które rzadko kiedy spotykane są u pisarzy. Jest bezpośredni i trudno go za to nie kochać!
     „Powroty”to zbiór powieści, które urozmaicają nam życie. Dla ludzi, którzy nie przepadają za okresem wojennym nie będzie to lektura odpychająca. Ryszard Marek Groński swoim stylem i niebywałymi koncepcjami zaraża swoimi historiami nawet najbardziej opornego czytelnika. W tych trzech historiach każdy znajdzie coś dla siebie. Czy to miłośnik kultury, czy działań wywiadowczych. Nie brakuje tutaj erotyzmu i scen walk. Są to historie, które poruszają i intrygują. Historie, które pokazują miłość do kraju i życiowych pasji bohaterów. Niebanalne, inteligentne i zarazem dowcipne! Lektura, która zadowolić może każdego czytelnika. 
Ocena: 5/6

Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości Wydawnictwa Muza S. A. i portalu Sztukater, który mi ją udostępnił.

wtorek, 23 sierpnia 2011

Książka #28. Książę Mgły, aut. Carlos Ruiz Zafon

Tytuł oryginalny: El Principe de la Niebla
Gatunek: literatura piękna
Wydawca: Muza S.A.
Rok wydania oryginału: 1993
Rok wydania w Polsce: 2010
Projekt okładki i ilustracja na okładce: Opalworks
Tłumaczenie: Katarzyna Okrasko, Carlos Marrodan Casas
Redakcja: Marta Szafrańska-Brandt
Korekta: Elżbieta Jaroszuk
ISBN 978-83-7495-837-0 (opr. brosz.)
Ilość stron: 200
Format: 132x205 mm




     W ostatnich latach powieści pewnego pisarza o hiszpańskim nazwisku nie schodzą z list bestsellerów na całym świecie. Carlos Ruiz Zafon z zawodu dziennikarz, stworzył i nadal tworzy wspaniałe powieści, które klasyfikowane są jako pozycje dla najmłodszych. Pomimo tego, że największy sukces zyskał dzięki powieści o tytule „Cień wiatru”, to właśnie od „Księcia Mgły” rozpoczęła jego przygoda z książkami, a miało to miejsce w 1993 roku. Pomimo tego, że bardzo dużo czasu minęło od owej premiery w Polsce powieść ukazała się dopiero w 2010 roku za sprawą Warszawskiego Wydawnictwa Literackiego MUZA S.A.

     Rodzina Carverów przenosi się do domu przy plaży w jednym z nadmorskich miasteczek. Po pewnym czasie w domu zaczynają dziać się dziwne rzeczy, a Maxie – synu Państwa Carverów, największą grozę wzbudzają posągi znajdujące się na tyłach posesji. Rodzina zdaje sobie sprawę ze straszliwej historii, która rozegrała się w życiu poprzedniej rodziny mieszkającej w tym domu. Wkrótce Max poznaje młodego chłopaka o imieniu Roland, który pomieszkuje w małym domu na plaży, a jego dziadek zamieszkuje latarnię morską. To właśnie on opowiada chłopcu i jego siostrze- Alicji, przerażającą historię dotyczącą tego co wydarzyło się przed 25 laty, a w którą to historię zaangażowana była magia pod postacią Księcia Mgły, a także statek widmo o nazwie „Orfeusz”. Wszyscy są pewni, że po 25 latach od zatonięcia okrętu zło ma zamiar powrócić do miasteczka, aby odebrać niespłacony dług.
     „Książę Mgły” to powieść całkowicie niepozorna. Rozpoczyna się dość niewinnie, gdyż czytelnik jest świadkiem przeprowadzki rodziny Maximilliana Carvera, z zawodu zegarmistrza, do nadmorskiej mieściny. Zamieszkują opuszczony dom, całkowicie nieświadomi jego przerażającej przeszłości. Na tym etapie jedyne czego czytelnik może się spodziewać to jedynie problemy towarzyszące takim zmianom. Zmiana przyjaciół, zmiana pracy, całkowita zmiana otoczenia. To przysparza wielu problemów, w szczególności najmłodszym, którzy nie potrafią dostosować się do nowego miejsca. Niektórzy robią to aż nazbyt chętnie, czego przykładem jest kilkunastoletni Max. Wkrótce jednak dochodzi do tragedii w wyniku, której jego najmłodsza siostra- Irina, w wyniku upadku ze schodów zapada w śpiączkę. Od tamtej pory wydarzenia toczą się w zawrotnym tempie. Atmosfera się zagęszcza, o co Zafon bardzo dobrze zadbał. Nie wyjawia tajemnicy domu do końca. Bawi się czytelnikiem, gdyż ten do końca nie wie o co dokładnie chodzi z tym domem, z posągami, no i z poprzednimi mieszkańcami. Wywołuje to dreszczyk emocji, więc kiedy dochodzi do wyjawienia części tajemnicy, czytelnik z pełnym skupieniem zagłębia się w dalszą część lektury. Z początku zwykłe czytadło zamienia się w mrożącą krew w żyłach historię, którą trudno jest przetrawić. Wprowadzone zostają elementy zaskoczenia, a także przerażenia. Cała historia jest tak niezwykła, że czytelnik z zafascynowaniem czeka na dalsze jej rozwinięcie. A to co następuje później… jest jeszcze lepsze od wprowadzenia.
     Carlos Ruiz Zafon jest autorem, który w sposób niezwykły przedstawia czytelnikowi określoną koncepcję. W „Księciu Mgły” wprowadza do powieści narratora w trzeciej osobie, który nie tylko bacznie obserwuje wydarzenia rozgrywające się w miasteczku, ale także jest wszechwiedzący. Ponadto nie siedzi tylko przy jednej osobie opisując wszystko, to jak ona je postrzega, ale skacze po różnych bohaterach. Raz towarzyszymy Maxowi, innym razem staruszkowi z latarni, a jeszcze innym stajemy tuż obok doktora Kaina, Księcia Mgły. Nie każdemu udaje się taki sposób przedstawiania fabuły, ale Zafonowi wychodzi to znakomicie, ponieważ potrafi idealnie wykreować nie tylko młodego chłopca, czy też dziewczynę, ale także wcielić się w postać staruszka, czy złowrogiego maga. Kolejnym atutem powieści są zdecydowanie bardzo rozbudowane opisy. Dzięki nim czytelnik bez trudu może wyobrazić sobie przestrzeń za nowym domem Carverów, czy też wiekowego „Orfeusza” i straszliwego klowna, który niejednokrotnie wzbudza przerażenie. Opisy fascynują, ale też wywołują u czytelnika uczucie grozy.
     W Polsce powieść ukazała się nakładem Warszawskiego Wydawnictwa Literackiego MUZA S.A., które wydało także poprzednie powieści Carlosa Ruiza Zafona, takie jak „Cień wiatru”, „Gra anioła”, czy „Marina”. Nic więc dziwnego, że i tą publikacją zainteresowało się wydawnictwo. Za każdym razem powieści Zafona przyciągają wzrok potencjalnego czytelnika. „Książę Mgły” kusi zielenią, która oznaczać ma kolor nadziei. Na okładce zobaczymy starą latarnię otoczoną mgłą, a tuż obok statek widmo. Wygląda to bardzo spektakularnie i robi spore wrażenie. Od razu nakreśla nam o czym może być książka. Gdy otworzymy powieść każdy kolejny rozdział odznaczony jest latarnią, co daje bardzo fajny efekt. Poza tym napisana została całkiem znośną czcionką, a przez to, że powieść ma zaledwie 200 stron bardzo szybko się ją czyta.
     Każdy powie, że „Książę Mgły” to powieść prawdziwie magiczna. Jednakże, mnie osobiście trudno jest pojąć dlaczego książki Carlosa Ruiza Zafona są klasyfikowane dla literatury młodzieżowej, bo przecież pierwsze jego dzieło wydaje się być skierowane do wielu odbiorców, co było z góry zamierzone przez autora. Pomimo tego, że jest to historia przede wszystkim rodzinna, to jednak nie brakuje jej mrocznego klimatu. Koncepcja jest dość przerażająca, a napięcie rośnie wraz z rozwojem wydarzeń w powieści. Nie tylko budzi skrajną fascynację, ale też zmusza do pewnych przemyśleń. Czytelnik bez problemu może utożsamiać się z bohaterami, gdyż wydarzenia rozgrywane w powieści nie muszą mieć jedynie magicznego wymiaru, ale można odbierać je także metaforycznie.


Ocena: 5/6

piątek, 5 sierpnia 2011

Książka #23. Zawsze przy mnie stój, aut. Carolyn Jess-Cooke

Tytuł oryginalny: The Guardian Angel’s Journal 
Gatunek: fantasy 
Wydawca: Otwarte 
Rok wydania w Polsce: 2011 
Projekt okładki: Katarzyna Haduch 
Fotografia na okładce: Jennifer B. Short 
Tłumaczenie: Małgorzata Kafel 
Redakcja: Elżbieta Kasprzak-Kozikowska 
ISBN 978-83-7515-137-4 
Ilość stron: 320 
Format: 136x205 mm



    Każdy nowonarodzony człowiek jest dzieckiem Bożym, a co za tym idzie otrzymuje on od Boga swojego własnego osobistego Anioła Stróża. To on pomaga nam podejmować decyzje, to on chroni przed wszelkimi niebezpieczeństwami. Szkoda, że żadnego z nich nie możemy zobaczyć. Ale co by było, gdybyśmy mogli być takim Aniołem Stróżem, który znając przyszłość mógłby zmienić co nieco w przeszłości teraźniejszości? Co gdybyśmy byli strzeżeni przez samego siebie? Ową historię prezentuje w swojej pierwszej powieści „Zawsze przy mnie stój” dotychczasowa poetka i autorka książek o kinie i jego krytyce – Carolyn Jess-Cooke. 

    Po swojej śmierci Margot trafia do nieba, gdzie jedna z anielic nadaje jej imię Ruth i spycha na ziemię, aby wypełniła swoje zadanie jako Anioł Stróż. Podczas, gdy inni aniołowie opiekują się kimś ze swoich najbliższych, Ruth powraca jako Anioł stróż dla siebie samej. Towarzyszy sobie nie tylko podczas narodzin, ale także w trakcie innych straszliwych wydarzeń, które spotkały ją w życiu. Znając swoją przyszłość, w tym także to co nieuchronnie ma nastąpić, próbuje zrobić wszystko, aby ową przyszłość zmienić. Szybko jednak zdaje sobie sprawę, że jej wysiłki są bezsensowne, gdyż nie może zmienić tego co już się wydarzyło. W międzyczasie poznaje innych Aniołów Stróżów, ale szybko zaczyna zdawać sobie sprawę, że na ziemi wokół ludzi kręcą się nie tylko wysłannicy Boga, ale także i okrutne demony, które nie spoczną dopóki nie pokrzyżują planów swoim anielskim wrogom.
    Bez dwóch zdań,  „Zawsze przy mnie stój” nie jest zwykłą powieścią. Autorce udało się stworzyć niesamowitą historię, którą można byłoby zaklasyfikować zarówno pod literaturę piękną, w której nie brakuje wielu dramatów, ale także i do gatunku książek fantasy, gdyż jedną z ważniejszych ról odgrywają tutaj Anioły i Demony. Dzięki temu powieść ta nie tylko wzrusza, ale też i fascynuje. To co od razu da się zauważyć to dość okrutna fabuła książki. Pisarka tworzy historię, nie oszczędzając w niej małej, bezbronnej dziewczynki, która musi mierzyć się z trudnym życiem sieroty. W tym czasie wielokrotnie musi się mierzyć z własnym strachem i wykazać, że jest silniejsza niż na to wygląda. Jess-Cooke tworzy niewinną postać, która zderza się z okrutnym światem rzeczywistym i nawet jej anioł stróż nie może nic na to poradzi. Dziewczynkę, która pragnie jedynie akceptacji i miłości. Wraz z postępem czasu zaczynają się pojawiać zupełnie inne problemy, jak pogodzenie się ze śmiercią najbliższej osoby, uzależnienia, czy też uczuciem zdrady. Wśród wszystkich tych wydarzeń znajdziemy te, które wywołają u czytelnika uśmiech i łzy radości, łzy smutku i współczucia, a także przerażenie. Z drugiej zaś strony w tym okrutnym świecie pojawiają się Anioły, które mogą jedynie stać bezczynnie, niemalże, i obserwować rozwój wydarzeń. Nie mogą w nie ingerować, co stanowi spore utrudnienie, w szczególności dla Ruth, która wie, jak wydarzenia się potoczą. Nie mniej, nie oznacza to, że nie można podejmować ryzyka, aby móc coś zmienić. Ruth zdecyduje się na pewien krok, aby na tyle zaingerować w przeszłość, aby trochę zniekształcić przyszłość. Pomimo tego, że autorka wprowadza mistyczne postaci Aniołów oraz Demonów, bardziej skłania się ku dramatyzmowi całej historii aniżeli na jej fantastycznych aspektach. Próbuje czytelnika czegoś nauczyć, no i wychodzi jej to całkiem dobrze. Uczy, że pomimo tego iż istnieje przeznaczenie, człowiek ma wolną wolę i to jego świadome decyzje doprowadzają do takiego a nie innego stanu rzeczy. Uczy, że nie ma niczego piękniejszego od miłości rodzicielskiej, a także do drugiej osoby. Uczy jak wybaczać, nie tylko tym, którzy skrzywdzili nas fizycznie, ale także tym którzy odcisnęli swoje piętno w naszej psychice. Udowadnia, że chociaż jesteśmy kuszeni do złych rzeczy przez złe istoty, to jednak obok nas stoją też takie, które chcą dla nas jak najlepiej.
    Carolyn Jess-Cooke prezentuje historię w powieści wprowadzając do niej postać anioła stróża o przybranym imieniu Ruth, która staje się tutaj narratorem. Ten sposób prezentacji treści jest o tyle wygodny, że oczywistym wydaje się, aby Anioł Stróż wiedział wszystko nie tylko o Margot, którą sam kiedyś był, ale także o innych osobach, którym Anioł Stróż czytać może w myślach. Dzięki temu narrator wie wszystko o wszystkim i o wszystkich. Pomimo tego, że autorka pisze prostymi słowami do swojego czytelnika, to jednakże tworzy z nich piękne zdania. Powstają z nich naprawdę, bardzo fascynujące, bardzo obrazowe opisy. Niejednokrotnie poruszają do łez- jak sceny z sierocińca, innym razem wywołują grozę, przykładowo opisy demonów. Niektóre fascynują, jak, dla przykładu, opisy wyglądu aniołów, ich skrzydeł i szat. Nic nie jest wyrwane z kontekstu, pomimo silnego kontrastu między światem ludzi i aniołów, całość tworzy jednolitą całość, którą czyta się bardzo przyjemnie.
    Polskim wydaniem powieści zajęło się Wydawnictwo Otwarte, którego celem jest wywoływanie wielu skrajnych uczuć w czytelniku. Dlatego też z przyjemnością wydali „Zawsze przy mnie stój”, a ich oprawa jest niezwykła, tak samo jak powieść. Z okładki spogląda na nas urocza młoda dziewczynka, którą można by utożsamić z bohaterką powieści. Utrzymana w niebieskiej kolorystyce przyciąga uwagę przechodnia, kiedy stoi sobie na księgarnianej półce. Trudno jest przejść obok niej obojętnie, gdyż urzeka swoim wyglądem. Treść zaprezentowana jest w zwyczajny sposób, nie ma tutaj udziwnień jeżeli chodzi o czcionki. Wydruk jest tradycyjny, a dzięki temu przyjemność sprawia czytanie owej książki.
    „Zawsze przy mnie stój” to powieść na granicy dwóch światów. Powieść, która pod swoją powierzchnią kryje wspaniałe pokłady emocji oraz nauk z niej płynących. Wspaniałe postacie, które kochamy bądź nienawidzimy. Genialna historia życia, które przedstawione zostało w dość uproszczony sposób, jednakże uwzględniało przede wszystkim najważniejsze wydarzenia z życia Margot. Mnie osobiście powieść wzruszyła, niejednokrotnie też zdenerwowałam się czytając stronice tej powieści. Nie mniej sama książka urzekła mnie, zafascynowała mnie siłą bohaterki, która pomimo takiej trudnej przeszłości, pomimo wielu błędów w końcu odnalazła swoje szczęście i swoją prawdziwą drogę. 

Ocena: 5/6

Powieść przeczytałam dzięki uprzejmości Wydawnictwa Otwarte oraz portalowi Sztukater, który to udostępnił mi książkę do recenzji. Bardzo serdecznie dziękuję.

wtorek, 2 sierpnia 2011

Książka #22. Loteria, aut. Patricia Wood

Tytuł oryginalny: Lottery
Gatunek: literatura piękna
Wydawca: PROMIC 
Rok wydania oryginału: 2007
Rok wydania w Polsce: 2011
Projekt okładki: Mariusz Banachowicz
Tłumaczenie: Andrzej Appel
Redakcja: Krzysztof Faber
ISBN 978-83-7502-238-4
Ilość stron: 368
Format: 135x215 mm
                                              
    Nie ma na świecie osoby, która chociaż raz nie pomyślałaby „gdybym tylko wygrał milion…”. Fortuna marzy się każdemu, ale często zapominamy o konsekwencjach podobnej wygranej. Z taką sytuacją bardzo zapoznana wydaje się być Patricia Wood, która jest kobietą nie tylko silną, ale też i wszechstronną. Służyła już w wojsku, była instruktorką jazdy konnej, pracowała także w laboratorium oraz uczyła oceanografii w college’u. Nie powinno więc dziwić, że w końcu zabrała się także za pisanie. Część jej własnych doświadczeń stała się uzupełnieniem dla jej pierwszej powieści o tytule „Loteria”.

    Perry L. Crandall to młody, niezwykle inteligentny, ale wolno myślący człowiek. Od dziecka traktowany był przez otoczenie, jak człowiek niedorozwinięty, chociaż sam wciąż temu zaprzeczał. Opuszczony przez rodziców wychowywany był przez własnych dziadków, którzy dali mu dom nad głową i traktowali go jak wyjątkowego. Kiedy traci oboje dziadków, jego rodzeństwo i matka zabierają mu dom, w którym mieszkał od kilku lat z babcią. Perry ledwo wiąże koniec z końcem, pomimo tego, że pracuje w sklepie wędkarskim Garry’ego Holsteda. Pewnego dnia spotyka go niesamowite szczęście i ku zaskoczeniu wszystkich wygrywa w loterii dwanaście milionów dolarów. Wtedy się zaczyna, ludzie zaczynają do niego pisać z prośbami, a rodzina wydzwaniać dzień i noc, chcąc oskubać Perry’ego licząc, że jest zbyt głupi, żeby cokolwiek zrozumieć. Perry jednak wie, czym jest prawdziwe szczęście i wie, że nie są mu potrzebne do tego żadne pieniądze.
    Historia zaprezentowana przez Patricię Wood w jej pierwszej powieści, wydaje się być dość niesamowita. Rzadko kiedy mamy okazję poczytać o zaletach, ale też przede wszystkim i konsekwencjach jakie niesie za sobą zwycięstwo w loterii. Wielu z nas tworzyło z pewnością listy rzeczy, które kupiłoby, gdyby wygrało chociażby milion. Wiele osób z pewnością myślałaby sama o sobie, inni pomyśleliby o najbiedniejszych, a jeszcze inni o swoich najbliższych. Część zainwestowała by pieniądze w podróże po całym świecie, część w zwyczajne dobra materialne, a jeszcze inni odłożyliby pieniądze na jakąś lokatę rentierską, gdzie mogliby żyć z odsetek do końca życia. Z pieniędzmi w kieszeni każde marzenie jest realne do spełnienia. Jednakże nie należy zapominać także o cieniach takiego stanu rzeczy. Odpowiedzialności, jaka nagle spada na człowieka. Pomocy, jakiej oczekują inni licząc na mały datek z naszej wygranej. Wszystko to znajdziemy w tej powieści, ale co oprócz tego? Wood nie szczędzi niczego, nikogo. W tej świat wprowadza zupełnie niewinnego bohatera, Perry’ego, który wywołuje w czytelniku takie ciepłe uczucia, jakie nie udaje się nawet największym postaciom literackim. To właśnie on musi się zmagać z nagłą sławą. Stawiać czoła wciąż rozszerzającej się ekipie przyjaciół, a przede wszystkim całej swojej rodzinie, która tylko czeka na to, aby odebrać mu pieniądze. Przykro się czyta o takiej sytuacji, kiedy najbliżsi nie mają żadnych skrupułów przed odebraniem człowiekowi jego wygranej. Wzbudza to wiele kontrowersyjnych uczuć, przede wszystkim niedowierzania i złości. Z drugiej zaś strony Perry ma niesamowitych przyjaciół w osobie szefa Garry’ego, najlepszego przyjaciela Keitha i dziewczynę, w której skrycie się podkochuje – Cherry. Ludzie Ci mają na niego ogromny wpływ, przy czym każdy z nich jest zupełnie różny. Dzięki nim wydarzenia rozgrywające się w powieści są urozmaicone i dostarczają wiele emocji podczas lektury.
    Patricia Wood bardzo swobodnie tworzy całą historię. Snuje swoją opowieść wprowadzając do niej głównego bohatera – Perry’ego, który jest jednocześnie narratorem. Ze względu na jego nieco spowolniony rozwój ma się wrażenie, jakby czytało się dziennik małego dziecka. Jednocześnie zaprezentowane jest to w bardzo inteligentny sposób. Autorka używa tutaj wielu słów, których niektórzy mogliby nie zrozumieć, a których używa Perry ze względu na uczenie się kilku słów dziennie ze słownika. Wszystko widzimy oczami Perry’ego, czujemy to co on odczuwa, no i wiemy dokładnie co myśli. Wnikamy przez to w jego umysł i dzięki temu możemy go lepiej zrozumieć. Prostota i równoczesna inteligencja owej postaci jest tak poruszająca, że z przyjemnością czytamy kolejne stronice powieści. Wood, w swojej powieści, stosuje także bardzo bogate opisy. Momentami zbyt dziecinne, ale jednak bardzo obrazowe. Informuje czytelnika o tym jak wygląda fatycznie wygranie kilkunastu milionów w Stanach Zjednoczonych. Część tych opisów z pewnością zapożyczyła z własnych doświadczeń. W jej rodzinie padła bowiem wygrana w loterii, sama służyła w wojsku, a do niego także znajdziemy odniesienie w powieści, a także bardzo dobrze zna Hawaje, a tam też udają się Perry z Keithem i prochami jego babci. Bardzo zwinnie wciela swoją własną wiedzę w powieść, ale korzysta także z wiedzy szeregu innych osób, co nie jest niczym niezwykłym w świecie literackim. A wszystko to tworzy jednolitą całość, która zachwyca.
    W Polsce powieść ukazała się w księgarniach dzięki Wydawnictwu Promic. Książka ukazała się jako część nowej serii prozy wydawnictwa o nazwie Okna, która ma na celu dotarcie do największych zakamarków ludzkich serc oraz otworzyć ich na otoczenie i samych siebie. „Loteria” jest pięknie wydaną powieścią w kolorach nadziei, a na froncie dostrzec możemy dolary i szczęśliwego człowieka, którego utożsamiać możemy z bohaterem powieści. Już z samej tej oprawy bije niezwykłe ciepło, nie mówiąc już o samej treści. Książka wydana została na grubym papierze przez co sprawia wrażenie topornego tomiszcza, ale prawda jest taka, że czyta się ją równie szybko jak 100stronicową opowieść.
    „Loteria” stała się moją powieścią roku od chwili kiedy zaczęłam ją czytać. Już po kilku stronach wywołała we mnie ciepłe uczucia, a po kolejnych dziesiątkach prawdziwe oburzenie. Od razu polubiłam głównego bohatera i poczułam wielką niechęć do jego rodziny. Nie sądziłam jednak, że powieść ta czegoś mnie nauczy. Nie sądziłam, że ktoś w końcu udowodni mi, że można cieszyć się z drobnostek, że można być szczęśliwym nie posiadając góry pieniędzy, które spełnią każde nasze zachcianki. Postawa bohatera stała się dla mnie wzorem i autentycznie poprawiła mi nastrój. Sama historia poruszyła, wywołała ciepło gdzieś w środku, można by powiedzieć, że odmieniła. Z pewnością fabuła mnie zaintrygowała poprzez pokazanie w jaki sposób można odnaleźć prawdziwych przyjaciół wśród całej rzeszy ludzi uważających się za nich. Wzruszyła mnie, a to bardzo rzadko mi się zdarza czytając książki. Pewne jest to, że niejednokrotnie powrócę do tej powieści. 


Ocena: 6/6


Powieść miałam ogromną przyjemność przeczytać dzięki Wydawnictwu PROMIC, a także dzięki Sztukaterowi, który właśnie mnie przekazał ową pozycję do recenzji. Bardzo gorąco dziękuję za to, że dano mi okazję odnaleźć swoją powieść życia. 


piątek, 29 lipca 2011

Książka #21. Podróż zimowa, aut. Amélie Nothomb

Tytuł oryginalny: Le Voyage d’hiver 
Gatunek: literatura piękna 
Wydawca: Warszawskie Wydawnictwo Literackie MUZA S.A. 
Rok wydania oryginału: 2009 
Rok wydania w Polsce: 2011 
Projekt okładki: Karolina Michałowska 
Tłumaczenie: Joanna Polachowska 
Redakcja: Helena Żytkowicz 
Korekta: Katarzyna Szajowska 
ISBN 978-83-7495-972-8 
Ilość stron: 96 
Format: 125x190 mm


    Amélie Nothomb jest wielokrotnie nagradzaną belgijską pisarką. Jako córka ambasadora Belgii często podróżowała, a sama urodziła się w Japonii. Zarówno krytycy, jak i czytelnicy uwielbiają jej twórczość. Jej dziełami zainteresowali się także francuscy twórcy, którzy zekranizowali już dwie jej powieści. W 2009 roku na półkach belgijskich księgarni pojawiła się jej 18 powieść o tytule „Podróż zimowa”. Dwa lata później, dzięki Warszawskiemu Wydawnictwu Literackiemu MUZA S.A., powieść  tą mieli okazję przeczytać także Polscy czytelnicy.

    Zoil jest pracownikiem działu socjalnego jednej z elektrowni w Paryżu. Podczas kontroli w mieszkaniu znanej i lubianej pisarki, mężczyzna poznaje przepiękną kobietę biorąc ją za ową autorkę. Ku jego zaskoczeniu autorką jest lekko ułomna kobieta imieniem Aliénor, natomiast wybranka jego serca- Astrolab, jest nie tylko jej menedżerką, ale również i stałą opiekunką. Zoil jest gotowy zrobić wszystko, aby zdobyć względy Astrolab, jednakże przeszkodą na drodze w ich szczęściu jest stała opieka na Aliénor. Ciągła oziębłość ukochanej zaczyna powoli irytować Zoila, która znajduje swoje ujście w niesamowitym i okrutnym pokazie, który ma zamiar zorganizować dla Astrolab. 
    Nothomb wprowadza czytelnika w skomplikowany świat uczuć, które mogą wywoływać zarówno motyle w brzuchu, jak i jednocześnie potęgować uczucie nienawiści. Nie owija jednak w bawełnę. Już od pierwszych stron informuje nas o tym co zamierza uczynić bohater powieści. Sam o sobie mówi, że nie jest terrorystą, więc w czytelniku rodzi się pytanie czemuż chce uczynić to co zamierza. W ten dość mało subtelny sposób nawiązuje do wydarzeń z 11 września 2001 roku. Nie mniej terroryzm ma zupełnie inne zadanie do spełnienia niż sam Zoil. Nie ma tutaj żadnego podłoża ideologicznego. Bohater kierowany jest wyłącznie afektem, a to powoduje, że jest nieobliczalny. Dopiero, gdy autorka cofa nas w niedaleką przeszłość Zoila dowiadujemy się, jakie są powody jego działań. Zawód miłosny? Cóż za paranoja! To ewidentnie pokazuje czytelnikowi, że ten człowiek to zwyczajny psychopata. Niektórzy poradziliby zamknąć go w zakładzie dla psychicznie chorych, no ale nie mnie to oceniać. W trakcie, kiedy Zoil powraca swoimi myślami do wydarzeń sprzed tego, gdy znalazł się na lotnisku czekając na swój samolot, poznajemy jak zaczęła się rodzić miłość Zoila do Astrolab, a także niechęć do Aliénor. Tutaj porusza się nie tylko aspekty romantyczne, ale też, a może i przede wszystkim, nietolerancję dla ludzi ułomnych. Bowiem pomimo tego, iż Aliénor ma wspaniały talent pisarski, to jednak Zoil nie potrafi powstrzymać się od złośliwych komentarzy na jej temat. Jedyne co wywołuje swoim zachowaniem to zdecydowana niechęć czytelnika. Szkoda, że nie został bardziej rozwinięty wątek miłosny, bowiem uczucia ograniczają się jedynie do pisaniu listów miłosnych, o ile w ogóle można tak to nazwać. W całej tej historii nie trudno jest znaleźć jakiekolwiek odniesienie do tytułu powieści, chociaż z drugiej strony nie jest ono podane ewidentnie na tacy. Autorka wspomina tutaj utwór Schuberta „Podróż zimowa”, którą bohater postanawia sobie nucić, ten motyw ma dosłowne znaczenie. Można odbierać to także metaforycznie, gdyż podróżą Zoil nazywa także stan odlotu po grzybkach halucynkach jakiego doznają wraz z Astrolab i Aliénor. A, że rozgrywa się to w trakcie ostrej zimy, tu można dopatrywać się znaczenia tytułu „Podróż zimowa”.
    Autorka przedstawia wydarzenia w powieści wprowadzając do niej narratora w osobie Zoila, głównego bohatera. Dzięki opowieści w pierwszej osobie czytelnik może wniknąć w umysł bohatera, który okazuje się być dość wyjątkowy. Nie brakuje tutaj barwnych odczuć w trakcie grzybkowego odurzenia. Nothomb nie szczędzi nam także opisów samych postaci, niekiedy dość nieprzyjemnych. W sposób oczywisty dodaje to charakteru powieści. To samo dotyczy kilku wstawek listów, które Zoil otrzymuje od Astrolab. Tylko wówczas następuje zmiana osoby, która te zdania wypowiada, czy też spisuje na papier. Amélie nie używa skomplikowanego słownictwa, jednakże pisze w sposób, który nakłania czytelnika do myślenia. Używa wielu metafor oraz porównań, które niekiedy bywają dość zabawne. Powołuje się także na wiele budowli znajdujących się w samym Paryżu, a także przytaczając historię tej będącej największych symbolem miasta. Wobec czego czytelnik może dowiedzieć się nie tylko czegoś o paryskiej wieży, ale też i zacznie rozmyślać nad sensem całej tej historii, która w zasadzie nie ma konkretnego zakończenia. Jest to świetne posunięcie, które daje nam możliwość dopowiedzenia sobie finału, chociaż wydaje się być on przesądzony.
    W Polsce książkę ukazała się dzięki Warszawskiemu Wydawnictwu Literackiemu MUZA S.A., które już od dłuższego czasu zajmuje się publikacją powieści Amélie Nothomb. Sama powieść przyciąga uwagę za sprawą formy, w jakiej została wydana. Jest to pozycja, która może zmieścić się człowiekowi do większej kieszeni w spodniach, czy też do małej damskiej torebki. Jest gruba na niecałe 100 stron, co zdecydowanie motywuje do jej przeczytania, w szczególności, że czyta się ją dość szybko. Front okładki sam w sobie prezentuje o czym w zasadzie może być ta powieść. Mamy bowiem przepiękne, ułożone z chmur serce i lecący przez nie samolot. Dwa symbole, które idealnie odzwierciedlają fabułę. W powieści nie mamy tutaj, w zasadzie, numeracji rozdziałów. Całość można by uznać za pisaną ciągiem, gdyby nie ogromne odstępy i rozpoczynanie kolejnych wątków myślowych od nowej strony. Sprzyja to szybszemu opanowaniu lektury.
    „Podróż zimowa” autorstwa Amélie Nothomb nie jest powieścią nadzwyczajną. Gdyby tak głębiej nad tym pomyśleć, można by dojść do wniosku, że, o zgrozo, nie wywołuje żadnych większych emocji. Być może to zależy od czytelnika i od jego nastroju, a być może od postaci, którą trudno jest polubić. Fakt jest taki, że pomimo tego iż książkę szybko się czyta, to, niestety, pisarce nie udaje się wciągnąć nas w fabułę. Wywołuje oczywiste uczucia, jednakże nie przytłaczają one swoją mocą. 

Ocena: 3/6

Za możliwość przeczytania i zrecenzowania powieści bardzo serdecznie dziękuję Warszawskiemu Wydawnictwu Literackiemu MUZA S.A. oraz Sztukaterowi za udostępnienie owej pozycji.