NOWOŚCI
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą dubbing. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą dubbing. Pokaż wszystkie posty

piątek, 15 lutego 2019

1256. Mała Stopa, reż. Karey Kirkpatrick

     Zima w pełni wobec czego zimowe klimaty w kinematografii są jak najbardziej trafione. W szczególności, gdy dotyczą animacji, bo śnieżne opowieści dostarczać mogą wiele frajdy zarówno małym, jak i dużym widzom. „Mała Stopa” stworzona przez Kareya Kirkpatricka zdecydowanie do takich należy, bo przecież porusza temat fascynujący ludzkość od dziesiątków lat- opowieści o Yeti, przedstawiona z całkiem innej perspektywy, a do tego świetnie wyglądająca wzbudza sympatię i ciekawość.
Źródło: Galapagos Films

     Migo (Stefan Pawłowski) jest synem tego, który każdego poranka musi wybudzić Słońce ze snu uderzając głową w wielki gong. Każdy wśród ich małej, górskiej społeczności ma w swoim życiu jakiś cel, aby przysłużyć się dobru ogółu. Jedyne czego się obawiają, to nie tylko proroctwa z tajemniczych kamieni zawieszonych na szyi wielkiego wodza, ale również i „Małej Stopy”. Dlatego też, gdy podczas swoich starań odnalezienia miejsca w życiu Migo trafia do świata małych stóp, zarówno jego życie, jak i żywot Percy'ego (Sebastian Stankiewicz) ulegnie diametralnej zmianie.

     Podobają mi się współczesne animacje i ich złożoność. To już nie są jedynie bajki dla dzieci, z lekkim morałem przyswajalnym przez każdego, to naprawdę mądre kino, które zadowoli także dorosłego widza. „Mała Stopa” to historia opowiedziana z całkiem innej perspektyw. Do tej pory to ludzie fascynowali się pogłoskami o istnieniu Yeti, wzajemnie się nakręcając i tworząc coś na skraju lokalnej legendy, a wręcz budząc strach. A gdyby tak sytuacja się odwróciła, gdyby to ludzie byli tym tajemniczym gatunkiem żyjącym gdzieś pod wielką chmurką i o którym szepcze się, że istnieje lub też nie. Świetny pomysł, który znajduje ujście w naprawdę przezabawnych scenach związanych z pierwszym spotkaniem, próbą komunikacji, czy zachwytem Wielkiej stopy nad Małą stopą. Urocze i zabawne jednocześnie. Przy tym naprawdę można się świetnie bawić. Jednakże gdzieś pomiędzy tą zabawą pojawia się również czas na refleksję i to refleksję ocierającą się nie tylko o tolerancję, strach przed odmiennością i starciem rzeczywistości z legendą. To coś znacznie głębszego. Animacja budzi lekką trwogę w widzu, przyrównując wierzenia Yeti do naszych własnych chrześcijańskich. To już jest temat bardzo „śliski”, który może rzutować na odbiór filmu u jednej z grup odbiorców. Mądrości zapisane na kamiennych tablicach, brzmi znajomo? Tutaj twórcy podejmują bardzo odważną decyzję pójścia o krok dalej i pokazania drugiej strony tych zasad, czy jak to tam zwać.
Źródło: Galapagos Films

     „Mała Stopa” bardzo fajnie prezentuje się pod względem wizualnym. Utrzymana w zdecydowanie zimowych barwach bardzo dobrze buduje cały klimat. Wszędzie śnieg, do tego górzyste tereny- plenery więc magiczne. Nawet wtedy, gdy sielskie leśne klimaty zamieniamy w metropolię- lekki kontrast, ale i tak komponuje się do całości. W tym wszystkim urocze istoty, które może urodą swoją nie zachwycają, ale postarano się o ich niesamowity wygląd. Każdy z Yetich jest inny, ma inne cechy charakteru, a co za tym idzie inne cechy wizualne. Nie trudno więc stwierdzić, że produkcja dostarcza przyjemnych wrażeń dla oka.

     Dubbing nigdy nie jest łatwą rzeczą, ale problemem jest w przypadku produkcji aktorskich. W sytuacji animacji nie ma większego wyzwań, gdyż postać jest taka jaką ją usłyszymy, jakie cechy charakteru zaserwuje jej aktor wraz ze swoją interpretacją. W „Małej Stopie” pierwsze skrzypce grają Migo wraz z Percym, a więc Stefan Pawłowski i Sebastian Stankiewicz. Ciężko oceniać poza stwierdzeniem, że świetnie się spisali, bowiem ich głosy dobrze tutaj zagrały dając uczucie spełnienia dla tych właśnie postaci. Zaskakującym okazało się zepchnięcie na dalszy plan towarzyszki Percy'ego, bowiem Brenda mogła sporo namieszać w fabule. Twórcy najwyraźniej poszli innym tropem i to bardzo dobrym w dodatku. Reszta postaci stanowiła bardzo dobre tło, motor do działania, wizualizację pewnych pragnień i obaw. A obsada dubbingująca? Urzeczywistniła te emocje. 
Źródło: Galapagos Films

     Najnowsza animacja Kareya Kirkpatricka to nie jest żadne objawienie, niestety. Owszem, film jest bardzo pomysłowy w swojej interpretacji, z pewnością dostarcza wielu bardzo złożonych emocji, jednakże czegoś mi tutaj brakuje. I nie mowa tu o złocistej kresce Disneya, ale zwyczajnego ducha w opowieści. „Mała Stopa” i owszem porusza ważne tematy, w szczególności dla małego dziecka, które dopiero poznaje świat, próbuje również robić to w dość zabawny i przystępny sposób, ale całe go zagłębianie się w inną kulturę wydaje się dość lakoniczne. Coś takiego jest w tej animacji, co nie pozwala zapamiętać jej na dłużej. Nie robi aż tak spektakularnego wrażenia, choć nie można jej odmówić, że przyjemnie się ją ogląda.

Ocena: 6/10
Recenzja filmu DVD „Mała Stopa” - dystrybucja Galapagos Films

Oryginalny tytuł: Smallfoot / Reżyseria: Karey Kirkpatrick / Scenariusz: Karey Kirkpatrick, John Requa, Glenn Ficarra / Muzyka: Heitor Pereira / Dubbing polski: Sebastian Stankiewicz, Stefan Pawłowski, Jacek Król, Małgorzata Kozłowska, Anna Smołowik, Jakub Wieczorek, Wojciech Mecwaldowski, Arkadiusz Jakubik / Kraj: USA / Gatunek: Animacja

Premiera kinowa: 13 września 2018 (Świat) 28 września 2018 (Polska)
Premiera DVD: 30 stycznia 2019

niedziela, 6 stycznia 2019

1254. Iniemamocni 2, reż. Brad Bird

      Uwielbiam kino superbohaterskie, ale to... jakoś mnie nie bierze. Minęło prawie milion lat od premiery pierwszego filmu. No prawie, bo tak naprawdę to 14, a jakby to wieki temu było. Z niewiadomych przyczyn tytuł powraca na ekrany- może za sprawą nowej fali fascynacji nad superbohaterami? Brad Bird znowu próbuje swoich sił, ze skutkiem raczej przeciętnym. Cokolwiek miał na myśli „Iniemamocni 2” w ogóle nie spełniają swojej tajemnej przesłanki. 
Źródło: Galapagos Films

     Po latach życia w ukryciu, bohaterowie znowu mają szansę walczyć w blasku fleszy. Orędownikiem sprawy zostaje Helena Parr znana również jako Elastyna (Dorota Segda), ku niepocieszeniu Pana Iniemamocnego (Piotr Fronczewski), który w czasie, gdy ona ratuje świat, on paraduje po mieszkaniu opiekując się dzieciakami. Te również rwą się do walki, chociaż rodzice mocno stopują rozwój ich zdolności. Do czasu! Kiedy pojawia się nowe zagrożenie zawracające w głowie nawet największym bohaterom, okazuje się, że to właśnie ci mniej znaczący mogą więcej zdziałać.

     W końcu w świecie „Iniemamocnych” nadchodzi czas kiedy bohaterowie znowu będą mogli działać legalnie. Jedyne co muszą zrobić, to udowodnić światu, że są potrzebni. Zadanie z pozoru całkiem proste, całkowicie realne do wykonania, bo przecież świat zawsze potrzebuje bohaterów. A jednak coś musi pójść nie tak, wiadomo. W końcu zawsze istnieją jakieś przesłanki, żeby działać wbrew dobru. Zawsze znajdą się powody do bycia złym i nikczemnym, i te, które pojawiają się tutaj są całkowicie uzasadnione. Aczkolwiek... dokąd to wszystko prowadzi? Do tego, żebyśmy podążali żądzą zemsty? Najwyraźniej, choć należy pamiętać, że karma wraca. Fabuła nie zaskakuje w tym względzie, niestety. W dodatku drugi film Brada Birda powiela schemat poprzedniego, bo znowu musi być zły, znowu ktoś z rodziny musi być w tarapatach i znowu ten najmniej oczywisty bohater musi pomóc. Szkoda. W dodatku, choć to film akcji, dość mało porywające są wszelkie dynamiczne sceny. Pościgi? Są! Sceny walki? Ależ oczywiście! Nie mniej, na mnie o wiele większe wrażenie zrobiło opiekowanie się małym Jack Jackiem i wszelkie urokliwe sceny z jego udziałem. Choć sama nie rozumiem, jak mogę uznawać walkę superbohaterskiego niemowlaka z szopem za coś uroczego. Jest tu jednak coś co przykuwa uwagę już na samym początku. Pamiętacie scenę zamykającą pierwszy film? Otóż drugi właśnie od niej się zaczyna. Fajnie więc, że Bird postanowił kontynuować rozpoczęty wątek- to raczej rzadkość w szczególności, gdy od tej chwili- w czasie rzeczywistym, mija ponad dekada. Takie zabiegi zawsze będę pochwalać, bo idealnie łączą w całość dwa różne filmy. Ten w dodatku świetnie się rozwija- rzutując zarówno na młodych superbohaterów, jak i na dynamikę całego obrazu. Choć niestety, ale w niektórych aspektach daje to odmienne od oczekiwanych skutki.
Źródło: Galapagos Films

      W całym filmie podoba mi się zmiana jaka następuje w bohaterach. Rodzice nie tylko zamieniają się rolami, ale ta zamiana pomaga im również zrozumieć siebie wzajemnie. W dodatku, jak to zwykle bywa w bohaterskim świecie- stając w obliczu ogólnoświatowej tragedii, sygnowanej ewentualną stratą któregokolwiek z członków rodziny, dochodzi do wielkich obrotów w myśleniu, co wychodzi na dobre wszystkim. Najciekawiej z tego wszystkiego ogląda się zmianę w dzieciach, które dostają wiatru w skrzydła i pragnąc działać jeszcze bardziej skoro już zostali superbohaterami i mają eleganckie wdzianka- czerwień i czerń są tak bardzo twarzowe, że ochy i achy. Pomija się tutaj aspekty dorastania młodego Dasha, a skupia bardziej na nastoletnich problemach Violet, no bo przecież wiadomo, że nie ma nic gorszego niż miłosne dramaty nastolatków. A co z małym Jack Jackiem? Ewidentnie rozwija się prawidłowo. Na tyle prawidłowo, na ile mogą rozwijać się bobasy obdarzone supermocami. Urocza istotka, w szczególności w duecie z zachwycającą Edną, której głosu użyczyła zjawiskowa Kora, świętej pamięci.

      Coś jest w tym filmie takiego, co skutecznie mnie od niego odpycha. Jest to jedna z tych produkcji Disneya, do której nie lubię powracać, a przecież jest o superbohaterach. Zastanawiam się, czy problemem tutaj nie jest sama animacja. Choć ciekawa, dla mnie prezentuje się dość bezkształtnie. Nie jest to typowy Disney, ale podobne cechy noszą wszystkie filmy, przy których majstruje Pixar. Produkcje Disneya zawsze prezentowały się w wersji rysowanej, a tutaj przychodzi animacja komputerowa 3D i tak średnio mnie to kręci. Oczywiście, film jest bardzo dobrze zrealizowany- fajnie się to ogląda od strony wizualnej. Bardzo dużo jest tutaj zmiennych, wiele ciekawych postaci, przy których istotne jest uwydatnienie charakterystycznych cech, i to się udaje. Nie jest to jednak moja bajka i nie będzie u mnie hitem. Przyznać jednak muszę, że zamiana zamku Disneylandu na charakterystycznym nieboskłonie na wersję „Iniemamocnych” jest genialnym elementem, który nadaje produkcji indywidualność.
Źródło: Galapagos Films

     „Iniemamocni 2” nie staną na mojej filmoteczce na honorowym miejscu wśród ulubionych filmów. Jest to bardzo przeciętny film, który rzuca widza ze skrajności w skrajność. Z jednej strony jest bardzo przewidywalny w popychaniu fabuły w schematyczność, aby za chwilę czymś zadziwić, co pozwoli zapomnieć o mankamentach produkcji. Z drugiej strony potrafi zanudzić pomimo tego, że bohaterowie szaleją na ekranie, ale przy tym potrafi na swój sposób zaintrygować. Poza tym próbuje być bardzo przyziemny, ale jednocześnie nie chce zapomnieć o tym, że przecież jest superbohaterski. Mnie to nie ujęło, mój mały jest chyba za młody jeszcze na takie filmy, ale być może starsi młodzi odnajdą w tym zainteresowanie i bodziec do fascynacji superbohaerskim kinem.

Ocena: 5/10
Recenzja filmu DVD „Iniemamocni 2” - dystrybucja Galapagos Films

Oryginalny tytuł: The Incredibles 2 / Reżyseria: Brad Bird / Scenariusz: Brad Bird / Zdjęcia: Mahyar Abousaeedi, Erik Smitt / Muzyka: Michael Giacchino / Polski dubbing: Piotr Fronczewski, Dorota Segda, Karolina Gruszka, Borys Wiciński, Sonia Bohosiewicz, Grzegorz Małecki, Piotr Gąsowski, Kora / Kraj: USA / Gatunek: Animacja, Przygodowy

Premiera kinowa: 05 czerwca 2018 (Świat) 13 lipca 2018 (Polska)
Premiera DVD: 28 listopada 2018

poniedziałek, 4 września 2017

1237. Piękna i Bestia, reż. Bill Condon

     Magiczne to uczucie móc przeżywać te same emocje, których doznawało się za dziecka. Pokolenie wychowane na bajkach Disneya ma ostatnimi czasy prawdziwą uciechę, kiedy to ich ulubiona wytwórnia wypuszcza na ekrany unowocześnione i jak najbardziej żywe reprodukcje znanych i ukochanych historii. Spośród tak wielu, to „Piękna i Bestia” zasługuje na szczególną uwagę. Oczarowała nas przed laty i ponownie czaruje- scenografią, nowymi piosenkami, a także... niesamowitą obsadą. Miłość odżywa, nie tylko na ekranie, ale również w naszych sercach.
Źródło: Galapagos Films
     Młoda dziewczyna imieniem Bella (Emma Watson), bez matki, ale za to z najbardziej natrętnym adoratorem w mieście. Powszechnie uznawana za „dziwną”, ale również niesamowicie piękną skradła serce Gastonowi (Luke Evans). Kiedy jej ojciec zostaje pojmany przez straszliwą bestię i uwięziony w mrocznym pałacu za kradzież róży, bez mrugnięcia okiem zajmuje jego miejsce za kratami. Początkowo okrutny i agresywny książę zaklęty w Bestię, szybko zmienia swoje oblicze kiedy wskutek niefortunnego zbiegu okoliczności wzajemnie ratują sobie z Bellą życie. Od tamtej chwili stają się nierozłączni, a zarówno dla Bestii, jak i jego przyjaciół zaklętych w pałacowe sprzęty użytkowe pojawia się nadzieja na zdjęcie straszliwego czaru zanim opadnie ostatni płatek róży.
     Historia „Pięknej i Bestii” jest wciąż żywa. Wciąż niesie za sobą ponadczasowe przesłanie, które sprawdzało się kilka wieków temu, sprawdzające się również i teraz. Opowieść o miłości do pozazdroszczenia, o miłości ponad podziałami i pomimo wszelakich przeszkód- z czego największą jest straszliwa klątwa rzucona na przystojnego księcia, a czyniącego z niego przerażającą Bestię. To też film dający pstryczka w nos narcyzmowi, ale uaktualniona do współczesnych wciąż problematycznych tematów LGBT. I choć można by się przyczepić do tych minimalnych zmian fabularnych w filmie, to nie można im zarzucić bezcelowości, czy braku logiki. Rewelacyjnym pomysłem staje się odnowiona wersja wstępu do filmu i przedstawienie historii Bestii, rozszerzenie wizyty Maurycego w zamku Bestii, a jeszcze bardziej genialnie wypada jeden z prezentów od wróżki, który rzuca zupełnie nowe światło na postać Belli, która dotychczas była taka, bo tak! Wszystkie te udoskonalone wydarzenia stają się idealnym tłem na urozmaicenie filmowych postaci. Dodają im dramatyzmu u finału historii, gdzie twórcy postanowili pójść o krok dalej niż ci od animacji z 1991 roku. Jednakże najbardziej magiczne w tym filmie jest zobaczenie cudowności, jakie oferuje współczesne kino, a które było mocno ograniczone na poziomie animacji. Sceny wyczekiwane przez nas przez lata, upragnione do obejrzenia na wielkim ekranie, upamiętnione przez prawdziwe kamery i, co oczywiste, efekty grafiki komputerowej, które robią spektakularne wrażenie.
Źródło: Galapagos Films
     Oglądanie tego na wielkim ekranie kinowym, a potem ponownie przeżywanie tych emocji w domowym zaciszu jest prawdziwym wydarzeniem. Wizualnie film dopieszczony jest pod każdym możliwym względem. Co prawda dogłaszczanie Bestii poszło w niebezpiecznym kierunku, momentami zakrawając o pewną przesadę, ale i tak nie zmienia faktu, że idealnie komponował się do całego wizerunku filmu i tego osiemastowiecznego obrazu Francji. Przepiękne scenografie pełne zamkowego przepychu, postawione naprzeciw subtelności zwyczajnej prowincji. Wszystkie lokalizacji niesamowicie malownicze i jakże magiczne, z tymi okwieconymi polanami, zaśnieżonymi lasami, czy oświetlonymi blaskiem świec pałacowymi korytarzami i salami. Na tym tle dzieją się rzeczy niezwykłe. Wszyscy z niecierpliwością wyczekiwali sceny obiadowej będącej kwintesencją całej magii filmu, gdzie efekty leją się strumieniami, a widz chyba tylko cudem nie doznaje oczopląsu. I tylko tańczącej w rytm muzyki Belli zabrakło w tym wydaniu. Wszyscy z zapartym tchem spoglądali na scenę na sali balowej, która jak najbardziej spełniła oczekiwania nie tylko emocjonalne, ale również i wizualne. Udana zabawa światłem i cieniem, i złotem, i chabrem. Cudowności! Kostiumolodzy również nie próżnowali. Naszych bohaterów obdarzyli najpiękniejszymi strojami, jakie można było zobaczyć w filmach fabularyzowanych na podstawie klasycznych animacji. Nowy wizerunek Belli zachwycał i dodawał jej lekkiego pazura. Złota suknia balowa stała się jeszcze bardziej złota niż można było sobie wyobrazić! Dla panów również skapnęło kilka przepięknych kombinacji, a zważywszy na czasy osiemnastowiecznej Francji, w których to akcja się toczy, twórcy mogli puścić wodze fantazji materiałowej i kolorystycznej, i wspaniale ubrać zarówno księcia, jak i Bestię, a nawet i nieokiełznanego Gastona, który prezentował się o wiele lepiej niż w wersji animowanej.
Źródło: Galapagos Films
     „Piękna i Bestia” miała chyba najbardziej zachwycającą muzykę i piosenki ze wszystkich animacji Disneya. W tej kwestii nic się nie zmieniło. Oprawa muzyczna ponownie wynosi film na wyżyny, a my ponownie usłyszymy najbardziej ulubione motywy. Gdyby tego było mało powracają również kultowe piosenki, w całkiem ciekawym brzmieniu w wykonaniu aktorów („Belle” w wersji Emmy Watson, czy chociażby „Be Our Guest” a'la Ewan McGregor), a także odrobinę urozmaicone, jak w przypadku „Gaston”. Jednakże to co najbardziej zachwyca to zupełnie nowe utwory, które z marszu wpadają w ucho i stają się jednością z pozostałymi. Subtelność Kevina Claine'a śpiewającego „How Does a Moment Last Forever”, czy niezwykle przejmujący aranż Dana Stevensa w piosence „Evermore”. Pojawił się jednak pewien koszmarek, który jest ledwo znośny w oryginale, a całkowicie nie do strawienia w wersji polskiej w głosie Małgorzaty Walewskiej. „Aria”, o tobie mówię! I to nie dlatego, że nie przepadam za operami, to po prostu strasznie odstaje od reszty. Szczęśliwie jednak dla całego filmu tragedia ta ma miejsce u początku seansu więc szybko zostaje zgnieciona przez pozostałe genialne utwory.
Źródło: Galapagos Films
     Czasami chciałoby się zapomnieć o tym, że niektóre produkcje filmowe zostają zmasakrowane dubbingiem. Nigdy nie rozumiałam sensu podkładania głosu do filmu, gdzie przecież patrzymy na żywych ludzi i w większości sytuacjach wiemy, jak brzmią ich głosy. Cóż. Dlatego wspaniałością jest posiadanie własnego egzemplarza filmu, gdzie będzie można wybrać wersję w jakiej chce się go obejrzeć. Widząc „Piękną i Bestię” w obu wersjach stwierdzam, że oryginał wypada milion razy lepiej! Po prostu. Luke Evans jest totalnie seksowny, a jednocześnie denerwujący w swoim lukeowoevansowym brzmieniu i wyglądzie. Emma Watson wciąż jest odrobinę beznamiętna, ale za to wyjątkowo piękna w wersji a'la Bella. Natomiast Dan Stevens to zupełnie inny przypadek. Ja wiem, że wiele kobiet zachwycało się jego personą po seansie „Gość”, ale osobiście nie uznaję go za wyjątkowo pięknego. Jak dla mnie wygląda na lekkiego szaleńca, co podkreśla jedynie słuszność wyboru go do roli Davida w serialu „Legion”. To tylko podkreślało wrażenia obłąkania, kiedy w końcu ujrzeliśmy jego niebestyjne lico!
Źródło: Galapagos Films
     „Piękna i Bestia” nie jest tym filmem sprzed lat. Brak mu tego czegoś, co sprawia, że seans jest momentami dość męczący. Może powód kryje się w przydługich wstępach, przeładowaniu wątkami, czy licznymi zmianami wprowadzonymi przez nowych scenarzystów, a może po prostu zbyt wielkie emocje łączą nas z poprzednikiem. Wciąż pamiętam cudowną oryginalną wersję animacji, nieprzykrytą polskim dubbingiem, a jedynie lektorem. Pamiętam tę niesamowitą kreskę, tutaj zastąpioną efektami komputerowymi, które robią nie mniejsze wrażenie. Nadal zachwycają piosenki, które pokochał cały świat i cały świat nuci pod nosem. Wielbiciele wersji Kirka Wise'a i Gary'ego Trousdale (w tym ja) mogą być jednak zadowoleni z tego, co zrobił Bill Condon. Wniósł współczesnej świeżości do tej klasycznej historii, nadając jej zupełnie nowym wymiar i pokazując bohaterów w zupełnie innym świetle.

Ocena: 7/10
Recenzja filmu DVD „Piękna i Bestia” - dystrybucja Galapagos Films
Film dostępny zarówno na DVD, jak i Blu-Ray

Oryginalny tytuł: Beauty and the Beast / Reżyseria: Bill Condon / Scenariusz: Stephen Chbosky, Evan Spiliotopoulos / Zdjęcia: Tobias A. Schliessler / Muzyka: Alan Menken / Obsada: Emma Watson, Dan Stevens, Luke Evans, Kevin Kline, Josh Gad, Ewan McGregor, Ian McKellen, Emma Thompson / Dubbing polski: Olga Kalicka, Kamil Kula, Damian Aleksander, Krzysztof Dracz, Jacek Bończyk, Marian Opania, Małgorzata Walewska / Kraj: USA / Gatunek: Romans, Musical, Fantasy
Premiera kinowa: 23 lutego 2017 (Świat) 17 marca 2017 (Polska)
Premiera DVD i Blu-ray: 17 sierpnia 2017

sobota, 10 czerwca 2017

1226. Vaiana: Skarb oceanu, reż. Ron Clements, John Musker

     Wytwórnia Disneya wypuściła na świat najrozmaitsze historie z różnorakich stron świata. Opowieści kosmiczne, o indiańskiej duszy, czy pięknych księżniczek z najbardziej rozpoznawalnych klasycznych baśni, to nic wobec mitologicznych wierzeń starych plemion. Niesamowity duet reżyserski Clements- Musker, którzy sprezentowali małym widzom „Małą Syrenkę”, „Aladyna”, czy „Planetę skarbów”, teraz wyruszają w tereny Oceanii, aby sięgnąć po jej dobrodziejstwa- kulturę, muzykę i mitologię, i stworzyć swój najnowszy hit, „Vaianę: Skarb oceanu”.

Źródło: Galapagos Films
     Młoda dziewczyna imieniem Vaiana (Weronika Bochat) jest jedną z potomkiń dawnego ludu, który przed wieloma laty odkrywał nowe lądy podczas wypraw morskich. Córkę wodza od małego fascynowało morze, ale ojciec skutecznie udaremniał jej wszelkie z nim kontakty. Po tym jak potężny półbóg Maui (Igor Kwiatkowski) skradł serce jednej z wysp oceanu- Té Fiti, uznane zostało za skrajnie niebezpieczne do jakiejkolwiek żeglugi. Niestety, rodzinna wyspa Vaiany znajduje się w niebezpieczeństwie, a dziewczyna nie cofnie się przed niczym, aby ją uratować. Dlatego też odnajduje łódź i wyrusza w ocean na poszukiwanie Mauiego, licząc na to, że pomoże jej zwrócić serce bogini Té Fiti, aby na świat mogły powrócić jasność i urodzaj.
     Kolejny film od Disneya, kolejna niesamowita historia i kolejna silna księżniczka. „Vaianie” daleko jest do klasycznych animacji, które budowały nasze systemy wartości, gdy byliśmy dziećmi. Teraz, idąc z duchem czasu, animacje pomagają tworzyć nowe hierarchie wartości, a przede wszystkim poznawać nowe kultury. Najnowszy film Clementsa i Muskera jest tutaj idealnym do tego przykładem. Nie tylko prezentuje nowy typ księżniczki- niezależnej i odważnej, ale przede wszystkim buduje historię, w której szacunkiem darzy się dziedzictwo kulturowe. Z pozoru opowieść wydawać się może nazbyt banalna, w końcu cóż w niej takiego wyjątkowego poza zwykłymi i niezwykłymi przygodami, które spotkać mogą na oceanie każdego korsarza. Tutaj jednak te wszystkie wydarzenia bardzo dobrze budują postać dając jej nowe doświadczenia i wzbogacając wiedzę. Subtelnie pokazują, że kobieta nie potrzebuje mężczyzny, żeby sobie poradzić, a już na pewno nie półboga (!), ale wciąż powinna umieć przyjąć pomoc, gdy wie, że jej potrzebuje. Morskie wojaże uczą Vaianę nie tylko sztuki dyplomacji, ale również i przekształcają jej świat. Odnajduje w sobie odwagę i zdolność do poświęcenia dla dobra sprawy. Tacy bohaterowie zawsze są godni, aby ich naśladować.
Źródło: Galapagos Films
     Z drugiej zaś strony film niesie za sobą pewną mądrość, a nawet i może być dobrą pomocą naukową w przypadku zbierania wiedzy o dawnych plemionach Oceanii. Twórcy fabułę zbudowali na zagadkowej tysiącletniej przerwie w odkrywczej działalności tamtejszych mieszkańców. Nie bez wpływu pozostają tu również ich wierzenia, które dały życie boskiej postaci Mauiego. „Vaiana” to jednak nie tylko opowieści rodem z Nowej Zelandii, ale przede wszystkim kultura tamtejszych regionów. Ekipa filmowa wybrała się na wyprawę po wyspach, aby poznać tamtą roślinność, tradycję- innymi słowy tamto życie, aby jak najlepiej przenieść to do filmu. Dzięki współpracy z wspaniałymi animatorami udało im się oddać piękno, zieleń i wielobarwność okolic Tahiti, a nawet odrobinę je podkręcić. Również na Tahiti podejrzeli ludowe tańce, które wspaniale ubarwiają produkcję już od pierwszych jej chwil. Jeszcze większą magię buduje najbardziej klimatyczna muzyka, jaka powstać mogła w animacji. Takiego muzycznego fenomenu u Disneya nie było od czasu „Pocahontas”. Tak bardzo przesiąkniętej kulturą polinezyjską muzyki dawno nie słyszał świat. Efekt ten udało się uzyskać genialnej ekipie - Markowi Mancina i Lin-Manuelowi Mirandzie, którzy przy współpracy z Opetaia Foaʻi, wokalistą zespołu Te Vaka wykonującego muzykę świata, stworzyli bardzo radosne, bardzo polinezyjskie, gorące kompozycje. Poza tym niezwykłym podkładem muzycznym usłyszymy również świetne piosenki, z czego w ucho najbardziej wpadają trzy: „Pół kroku stąd (How Far I'll Go)”, „Drobnostka (You're Welcome)” oraz „Błyszczeć (Shiny)”. Wszystkie wykonywane przez obsadę, zarówno w polskiej, jak i oryginalnej wersji językowej. Utwory bardzo melodyjne, choć bardziej przemawiające do człowieka w oryginale. Zawsze fajnie jest posłuchać Maleńczuka, ale skoczność „You're Welcome” z wizją śpiewającego Dwayne'a „The Rocka” Johnsona zdecydowanie jest bardziej skuteczne w swoim przesłaniu.
Źródło: Galapagos Films
     Oglądanie animacji z dubbingiem pierwotnym zawsze jest rewelacyjnym pomysłem. Nie trzeba płakać nad tym, że ewentualne dowcipy nie są dopasowane do polskich realiów, bowiem uwaga skupia się na tym jak perfekcyjnie dopasowano animację postaci do aktorów użyczających im głosu. Zrozumie to każdy, kto widział „Króla Skorpiona” z Dwaynem Johnsonem i pamięta jego biegnącą do góry brew, a później zobaczył ten sam gest na twarzy Mauiego. Oczywiście, polski dubbing sprawdza się bardzo dobrze przy każdej animacji i tutaj nie jest inaczej. Weronika Bochat nie jest może Auli'i Cravalho o hawajskiej urodzie pasującej do filmu, ale jej głos bardzo dobrze radzi sobie w starciu z tą młodą dziewczyną. Igor Kwiatkowski przy okazji występów mariolkowych w Paranienormalnych pokazał nie raz, że potrafi się świetnie bawić zarówno sobą, jak i głosem więc nie miał problemu wcielić się w postać zapatrzonego w siebie, ale też i silnego Mauiego. Maciej Maleńczuk świetnie rozegrał zarówno partie gadane, jak i śpiewane kraba Tamatoy. Z polskiej ekipy ciężko wyobrazić sobie kogoś, kto lepiej pasowałby w to miejsce.

Źródło: Galapagos Films
     „Vaiana: Skarb oceanu” nie jest może wiekopomnym arcydziełem na miarę „Króla lwa”, jest za to kolejnym krokiem, kolejną podróżą po niezbadanych nam lądach. To nie tylko odważna animacja przygodowa pełna niebezpieczeństw i zakrętów, ale również historia, która rozbudzi ciekawość świata oraz wzbogaci naszą wiedzę o kulturę i technikę dawnych plemion wysp pacyficznych. Najnowsza animacja od duetu Clements- Musker z całą siłą poszarpie nas za wszystkie zmysły. Zachwyci nas barwami i realnością przepięknej polinezyjskiej flory, przerazi nas ogromnymi stworami, ale też zainspiruje wyjątkowo radosnymi i skocznymi utworami muzycznymi, które mają w sobie więcej pacyficznego klimatu niż cokolwiek innego w tym filmie. Ekipie rewelacyjnie udało się odwzorować tamtejsze realia, które stanowiły solidny grunt dla opowieści pełnej niebezpieczeństw i humoru.

Ocena: 7/10
Recenzja filmu DVD „Vaiana: Skarb oceanu” - dystrybucja Galapagos Films
Film dostępny na DVD, Blu-Ray i Blu-Ray 3D.


Oryginalny tytuł: Moana / Reżyseria: Ron Clements, John Musker / Scenariusz: Jared Bush / Muzyka: Mark Mancina, Lin-Manuel Miranda, Opetaia Foaʻi / Polski dubbing: Weronika Bochat, Igor Kwiatkowski, Piotr Grabowski, Dorota Stalińska, Magdalena Turczeniewicz, Maciej Maleńczuk / Kraj: USA / Gatunek: Animacja, Przygodowy, Familijny
Premiera kinowa: 23 listopada 2016 (Świat) 25 listopada 2016 (Polska)
Premiera DVD: 10 maja 2017

środa, 22 marca 2017

1222. Bociany, reż. Nicholas Stoller, Doug Sweetland

     Zastanawialiście się kiedyś, co się stało z tymi bocianami, które to według historyjek opowiadanych nam przez rodziców, dostarczały dzieci do rąk własnych? Cóż... odkryto ciążę i porody. Tak przynajmniej twierdzą twórcy animacji studia Warner Bros.- Nicholas Stoller oraz Doug Sweetland, którzy wspólnie z ekipą specjalistów zrealizowali niezwykle dowcipny, rodzinny film o tytule „Bociany”.
Źródło: Galapagos Films

      Świat, gdzie bociany porzuciły dostarczanie dzieci, a zajęły się usługami kurierskimi. W tym świecie jest jedna, ludzka sierotka o krok od dorosłości (Dominika Kluźniak) oraz jeden ambitny bocian (Grzegorz Kwiecień), aspirujący na szefa firmy kurierskiej. Dwójka nietuzinkowych współpracowników stawi czoło ogromnemu kryzysowi, jakim jest omyłkowe wytworzenie w fabryce pierwszego dziecka od wielu, wielu lat. Gdzieś poza spojrzeniem aktualnego szefa muszą wynieść dziecko z firmy i dostarczyć na czas do nowej rodziny, której najmłodszy przedstawiciel (Bernard Lewandowski) z utęsknieniem czeka na swojego braciszka o umiejętnościach ninja.
      Genialnym pomysłem na fabułę animacji, przede wszystkim dla dzieci, jest rozwianie wszelkich wątpliwości odnośnie ich pochodzenia. Teoretycznie. Stoller jednak postanawia nas przenieść do alternatywnego świata, gdzie dzieci faktycznie przynoszone są przez bociany, a w zasadzie były, bo teraz... zajmują się roznoszeniem paczek. I to w jakim ekspresowym tempie! Przebranżowienie jak się patrzy, trochę zaskakujący kierunek, ale czegoż nie zrobi się dla podtrzymania gatunkowego biznesu. Świetna lekcja przedsiębiorczości. Jednakże tak naprawdę „Bociany” to film o czymś zupełnie innym. To przede wszystkim świetnie zbudowana opowieść o rodzinie.
Źródło: Galapagos Films

Mamy tutaj dwa spojrzenia, a w zasadzie to nawet kilka spojrzeń na ten jeden wątek. Nie tylko znajdziemy go już na poziomie korporacyjnej hierarchii, gdzie to Junior próbuje wkraść się w łaski swojego szefa, tym samym zastępując sobie relację syn-ojciec. Mamy tutaj też i nietypową rodzinę stworzoną przez Juniora i Tulip dla małej różowej Tetrowej księżniczki. Gdyby tego było mało jest jeszcze i wilcza rodzina. Wataha... wilcza rodzina! Oj tak, ci ostatni byli najkomiczniejsi. Zasadniczo dostarczali najwięcej humoru. To całe słodziakowanie i watahowanie... Absurdalność i urok w jednym. Jest jednak też i inna strona medalu tej opowieści, tak samo jak i w pracy bociana. Po drugiej stronie barykady mamy rodzinę, która czeka. Uwaga skupia się na małym chłopcu czekającym na ukochanego małego braciszka. Wciąż licząc na to, że bociany mu go dostarczą. Cudowna jest tutaj postawa rodziców, która jest jak bardziej wspierająca pomimo tego, że znają prawdę. Z takiego też powodu akurat ten film powinno się oglądać całą rodziną, aby jedna i druga strona mogła się czegoś nauczyć i wcielić to w życie. Nieistotne jest to jaka jest prawda, ale to żeby wspierać swoje dziecko- oczywiście, w granicach rozsądku, które w tym przypadku zostały mocno nagięte.
Źródło: Galapagos Films

     „Bociany” to animacja całkiem przyjemna dla oka. Dużo w niej korporacyjnej surowości, ale również i niemowlęcej słodyczy. Twórcy bawią się proporcjami, ale też i kolorystyką. Zwyczajne rzeczy połączone z nietypową paletą barw dają o wiele ciekawszy efekt. W szczególności, że dzięki temu animacja jest o wiele żywsza. Nie ma tutaj większych spektakularnych wizualnych wrażeń, choć trzeba przyznać, że poczynania watahy zakrawają o lekkie szaleństwo dla naszych wielkich oczu. Do tego cudownie ogląda się całą tę maszynerię odpowiedzialną za produkcję dzieci. Stanowi to kwintesencję całego filmu.
     Dubbing toleruję jedynie w animacjach, a trzeba przyznać, że reżyser polskiej wersji językowej – Dariusz Błażejewski, spisał się na medal. Zatrudnienie Dominiki Kluźniak zawsze jest rewelacyjnym pomysłem. Bardzo dobrze, że to właśnie ona użycza głosu Tulip, która jest najbardziej wyrazistą i chyba najbardziej nieokrzesaną postacią tego filmu- tzn. poza tetrową księżniczką. Jej monolog w sortowni listów jest jedną z najśmieszniejszych scen tej ptasiej produkcji. Sam reżyser podkłada głos do drugiej w kolejności intrygującej postaci, czyli gołąbka Lizusa. Oczywiście, jego imię zdradza o nim wszystko, więc nie ma sensu tego komentować. Jednakże... akcent dodany przez Błażejewskiego zrobił swoje i sprawił, że jego postać zdecydowanie zapisze się w pamięci po seansie.
Źródło: Galapagos Films
      Najnowsza animacja duetu Stoller-Sweetland nie jest szczególnie fascynującym filmem. „Bociany” to bardzo schematyczna opowieść osadzona w ptasich realiach, opierających się na wmawianym nam od dziecka mitom. Genialnym pomysłem jest wzięcie tego na warsztat, a także zrobienie z tego kina przygodowego, w którym kluczową rolę odgrywa rodzina, również ta nietypowa. Można czerpać prawdziwą przyjemność z tego filmu, gdy bez końca wciągniemy się w poczucie humoru, a także perypetie Tulip i Juniora, którzy stanowią parę idealną. Do tego urocze bobaski, które zawsze sprawiają, że człowiekowi mięknie serce. Tani chwyt, ale jakże skuteczny. Zdecydowanie film do obejrzenia w rodzinne popołudnie.

Ocena: 7/10
Recenzja filmu DVD „Bociany” - dystrybucja Galapagos Films
Film dostępny na DVD, Blu-Ray, Blu-Ray 3D oraz 4K Ultra HD.


Oryginalny tytuł: Storks / Reżyseria: Nicholas Stoller, Doug Sweetland / Scenariusz: Nicholas Stoller / Zdjęcia: Simon Dunsdon / Muzyka: Jeff Danna, Mychael Danna / Dubbing polski: Grzegorz Kwiecień, Dominika Kluźniak, Jacek Lenartowicz, Dariusz Błażejewski, Bernard Lewandowski, Joanna Brodzik, Paweł Wilczak, Adam Ferency, Cezary Żak, Krzysztof Kowalewski / Kraj: USA / Gatunek: Animacja, Komedia
Premiera kinowa: 22 września 2016 (Świat) 14 października 2016 (Polska)
Premiera DVD: 01 marca 2017

środa, 1 czerwca 2016

1206. Dobry dinozaur, reż. Peter Sohn

     Magiczne studio Disneya po raz kolejny zabiera nas w cudowny świat animacji, dzięki współpracy z Pixarem. „Dobry dinozaur” to pierwszy pełnometrażowy film Petera Sohna, mającego na swoim koncie jedynie animację o bocianach obdarowujących nowych rodziców dzieciaczkami prosto z chmur. Tym razem twórcy stawiają przed widzami znane pytanie z serii „Co by było gdyby...?” i zastanawiają się nad tym, jak wyglądałoby życie na Ziemi, gdyby 65 milionów lat temu asteroida ominęła planetę zamieszkiwaną przez dinozaury.
Źródło: Galapagos Films
     Świat na wiele milionów lat po uniknięciu zderzenia Ziemi z lecącą ku niej asteroidą. W takim świecie żyje sobie rodzina apatozaurów, posiadająca własne pole kukurydziane i zbierająca zapasy na zimę. Wśród nich jest mały Arlo, z natury bardzo strachliwy, co jest powodem częstych psikusów ze strony jego brata. Ich ojciec jednak się nie poddaje i stara się zachęcać małego synka do przełamywania swoich lęków. Niestety, w wyniku dalszych starań dochodzi do wypadku, w wyniku którego mały apatozaur trafia na tereny oddalone o wiele dni podróży od domu. Powrotną drogę pomaga mu odnaleźć mały jaskiniowiec, z którym szybko nawiązuje nić porozumienia, pomimo ciężkich początków.
     Animacja Sohna to powrót do klasycznego schematu dwójki postaci, tak bardzo się od siebie różniących, a których połączyć ma wielka przyjaźń na śmierć i życie. Jednakże zanim produkcja zaczyna przypominać kolejnego „Shreka”- bo w końcu też mamy zielonego głównego bohatera i włochatego pomocnika, to początkowy dramatyzm bardziej przywołuje na myśl klasyczną animację Disneya, ukochaną przez wszystkich, a mianowicie „Króla lwa”. Fabularnie można więc znaleźć bardzo wiele odniesień do tytułów tak dobrze nam znanych, bo królujących w świecie animacji. Tym razem obraz jest jednak tak słodki, że aż można dorobić się cukrzycy. Co prawda nie śpiewają ptaszki jak w „Królewnie Śnieżce i siedmiu krasnoludkach”, ale urok i słodycz udaje się budować za pomocą poczynań głównych bohaterów.
Źródło: Galapagos Films
Z jednej strony ich wzajemne konflikty wzbudzają wiele zachwytu, niejednokrotnie bawiąc, a z drugiej trudno nie rozczulić się nad gestami świadczącymi o wzajemnym zrozumieniu i wsparciu. W szczególności, gdy jedno ma zdecydowanie za dużą mordkę i boi się własnego cienia, a drugie zabawnie kręci szczeciną na głowie udając rozkosznego psiaka. Tę dwójkę połączy wielka przyjaźń, co nie jest niczym zaskakującym, a wręcz przeciwnie- jest wyczekiwaną oczywistością. Wywodzi się to jednak z czegoś zupełnie innego i w zasadzie o dramatycznych podstawach. Oboje mierzyć się muszą z pewną stratą, która postawiła ich w miejscu, w którym aktualnie stoją. Oboje muszą stawać do walki z wielkim światem, w którym początkowo wydaje się nie być więcej dinozaurów poza apatozaurami i to w dodatku tymi z farmy Arlo. Muszą nauczyć się więc sztuki przetrwania i wzajemnie się w tym wspierają. Każdemu z nich czegoś brak, dlatego tak wspaniale dogadują się ze sobą. Ostatecznie nie trudno dostrzec tutaj swoistego rozwoju i dochodzenia do dorosłości, poprzez decyzje, które podejmują. I choć wywołuje to u widza swoisty napadł łzotoku, to jednocześnie daje powody do dumy i nauki dla najmłodszych widzów.
Źródło: Galapagos Films
      Dawno już nie było podobnej animacji, która tak bardzo chciałaby dorównać światu realnemu. Wszystkie krajobrazy są tak autentyczne, że zapierają dech w piersi. Twórcy wzorowali się tu na rejonach północno-zachodnich Stanów Zjednoczonych, ale to specjaliści od prac technicznych nadali wizji życie! Ekipa od Pixara, a także specjalistka od oświetlenia, pani pejzażystka, korzystając z rzeczywistych planów Wyoming stworzyli komputerowo niesamowicie ogromne krajobrazy podkreślając dzikość, ale również wielobarwność przyrody. Nurt rzeki, promienie słońca oświetlające łąki... wszystko wyglądało tak realistycznie, że łatwo można było zapomnieć iż patrzymy na film animowany. W tym wszystkim umiejscowiono naprawdę cudowne postaci i rewelacyjnie wykreowane dinozaury. Ostatecznie bowiem linia prehistorycznych gadów, która przetrwała na Ziemi miliony lat nie kończyła się na piątce apatozaurów. Oczywiście, wszystkie one z przymrużeniem oka, nie pozbawione swojej drapieżności, ale na swój szalony sposób nadające się do spojrzeń ze strony najmłodszych.
Źródło: Galapagos Films
     Animacji „Dobry dinozaur” można wiele zarzucić. Jednym nie spodoba się przesłodzenie historii i jednoczesny nadmierny dramatyzm fabularny, a drudzy dostrzegą w tym tytuł, który poruszy w nich najwrażliwsze struny. Podczas seansu podobnych filmów każdy widz może znowu poczuć się jak dziecko, powracając pamięcią do najprostszych i najlepiej sprawdzonych schematów w ulubionych bajkach, którymi cieszyli się także dorośli. Produkcja Petera Sohna urzeka nie tylko historią, czy barwnymi postaciami, ale przede wszystkim wszechobecną naturą i tak świetnie wygenerowanym światem fikcyjnym, gdzie każde źdźbło trawy jest widoczne, a padające promienie słońca nadają życie najmniejszym żyjątkom. Ten film jest żywym dowodem na prawdziwą magię Disneya!

Ocena: 8/10

Recenzja filmu DVD "Dobry dinozaur" - dystrybucja Galapagos Films
Film dostępny zarówno na DVD, jak i Blu-Ray

Oryginalny tytuł: The Good Dinosaur / Reżyseria: Peter Sohn / Scenariusz: Meg LeFauve / Muzyka: Mychael Danna, Jeff Danna / Dubbing polski: Olaf Marchwicki, Olaf Lubaszenko, Katarzyna Żak, Julia Siechowicz, Jan Barwiński, Mateusz Narloch, Jerzy Kryszak, Marian Dziędziel, Marcin Przybylski, Katarzyna Kozak, Waldemar Barwiński / Kraj: USA / Gatunek: Animacja, Familijny, Komedia
Premiera kinowa: 14 listopada 2015 (Świat) 27 listopada 2015 (Polska)
Premiera DVD: 13. maja 2016 / Dodatki: komentarze twórców, animacja krótkometrażowa "Sanjay i boska brygada"