NOWOŚCI
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą dżungla. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą dżungla. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 19 grudnia 2016

1216. Tarzan: Legenda, reż. David Yates

      Kiedy reżyser w jednym roku kalendarzowym próbuje zapanować nad więcej niż jednym filmem niemal pewnym jest, że co najmniej jeden z nich będzie ciężki do przełknięcia. O ile nie wszystkie. Nawet taki twórca jak David Yates, który zafascynował nas swoją filmową wizją Harry’ego Pottera, może zaliczyć podobną wpadkę. Więc gdy doszły nas słuchy, że w tym roku miały pojawić się dwie jego produkcje z pewnym dystansem podchodziliśmy do realizacji- w szczególności, że jeden z nich to kolejny tytuł z czarodziejskiego świata. Oczywiście druga propozycja na tym ucierpiała, a Tarzan: Legenda”, nawet przy udziale Skarsgårda i Robbie, nie sprostał oczekiwaniom.
Źródło: Galapagos Films
      Tarzan (Alexander Skarsgård) i jego ukochana Jane (Margot Robbie) opuścili afrykańską dżunglę, aby osiedlić się w Londynie. On przybrał imię John, pobrali się, zamieszkali w rezydencji przodków Greystoke i wiodą na pozór szczęśliwe życie. Niestety, nie mogą założyć pełnej rodziny więc gdy nadarza się okazja powrotu do Afryki i ukochanej dżungli Konga oboje nie zastanawiają się ani przez chwilę. Na miejscu zajmować mają się sprawami handlowymi we współpracy z belgijskim kapitanem Leonem Romem (Christoph Waltz), nie wiedząc, że zmienił ich dawny dom nie do poznania. Nie chcąc brać udziału w jego nikczemnym planie kolonizacji Konga będą musieli zjednoczyć się ze swoimi dawnymi rodzinami, a nawet i wrogami, aby wyzwolić Afrykę z niewoli.
      Wszyscy znamy historię Tarzana. A przynajmniej myślimy, że ją znamy, bo doświadczenie z disneyowską wizją niewiele nam pomoże przy Tarzan: Legenda”. Nowe oblicze kultowej postaci to dalsze jego losy, które w połączeniu z rzeczywistymi wydarzeniami stanowić mają nie lada atrakcję. I choć sam pomysł połączenia historii człowieka małpy z kolonizacją Konga jest niezwykle poruszający, to z wykonaniem już nie jest aż tak dobrze. Fabuła nie da rady utrzymać widza w ciągłym zainteresowaniu, gdy cała jego uwaga skupić ma się na kilku oklepanych chwytach. W pierwszej połowie filmu można się zanudzić niemalże na śmierć. Nie dzieje się tutaj nic konkretnego a chwila nieuwagi wywołana rozpraszającym bobasem potrafi wytrącić człowieka z rytmu i zagubić w wątkach. W szczególności, że retrospekcje z afrykańskiego życia Tarzana i Jane pojawiały się znikąd i były co najmniej dziwne. Zupełnie odbiegały od znanej nam przeszłości dwojga bohaterów. Świetnie jednak pokazuje się tu kupieckie zapędy Belgów, którzy spragnieni kongijskich dóbr niewolili i mordowali tubylców. Okazało się to być dobrym pomysłem dzięki któremu fantastyczna fabuła zyskała więcej realizmu. Prawdziwy wybuch rewelacji nastąpił w dalszej części filmu. Jakieś dziwne romantyczne odruchy Kapitana Roma wobec Jane, a do tego pojawił się motyw zemsty i to w najbardziej instynktownym jego charakterze. Nie obyło się bez wzruszeń, ale najważniejsze, że ostatecznie akcja się rozruszała wywołując lekkie palpitacje serca.
Źródło: Galapagos Films
      Kiedy patrzy się na nowego Tarzana” nie trudno porównywać go do czarodziejskiego świata. To tak jakby Potter przybrał gatki o kolorze ziemi i biegał sobie po lianach. Tak samo wygląda to wizualnie. Zupełnie jakby zasoby i znajomości Yatesa ugrzęzły na etapie Insygniów Śmierci” i nie mogły nabrać więcej realności. Gdzie tam dżungli do magii i autentyczności Księgi dżungli”. Przecież wiadomo, że zwierzęta nie mogą być żywe. Ale serio… za każdym razem, gdy Tarzan łapał za lianę- często również nieskończenie długą, i odwalał swoje podniebne tańce, to aż miało się ochotę zamknąć oczy. Takie rzeczy mogą przejść tylko przy okazji filmów o Harrym Potterze”. Nie mniej, zdjęcia cudowne. Te spojrzenia na kongijską dżunglę… aż chciałoby się tam pojechać. Na uwagę zasługuje również cała stylizacja ówczesnych czasów. Te wnętrza i stroje naprawdę oddają ich charakter. Aczkolwiek trzeba przyznać, że najwięcej uwagi przykuwa nie ubieranie bohaterów a ich rozbieranie. W szczególności Alexa. Im mniej ma na sobie tym bardziej zaangażowany się staje.
      Alexander Skarsgård nie byłby moim pierwszym wyborem do nowego Tarzana, ale po tym co pokazał przy okazji Czystej krwi” z rozgorączkowaniem wyczekiwałam jego dzikiej kreacji. Można by pomyśleć, że dzikszy od Erica już nie będzie a jednak im więcej John zrzuca ciuchów, tym bardziej Alex angażuje się w odgrywanie kultowej postaci Tarzana. Ze swoją muskulaturą, którą wywijał na wierzch tuż przed każdą sceną, gdzie musiał odsłonić swój tors, prezentował się znakomicie. Tym sposobem można mu wybaczyć lekkie niedoróbki aktorskie, które ogarnął pod koniec filmu. Lepiej późno niż wcale. Margot Robbie też się nie popisała. Mało charyzmatyczna jej kreacja, ale chociaż ładnie się prezentowała. Sporym zaskoczeniem okazał się Christoph Waltz, który chyba po raz pierwszy niewiele wniósł do filmu, w którym się pojawił. Podobnie do Samuela L. Jacksona, którego początkowo ciężko rozpoznać. Najlepiej wypada Djimon Hounsou. Szkoda, że pojawia się na ekranie w dwóch scenach.
Źródło: Galapagos Films
      Opowieść o chłopcu wychowanym przez małpy jest chyba największym hołdem wobec natury jaki mogła wydać na świat literatura i kinematografia. Filmów było sporo, a Tarzan: Legenda” jest kolejną z ciekawych wizji. Cudowność i zieloność dżungli w połączeniu z suchą i krwawą historią przejmowania Konga daje coś odkrywczego i odświeżającego. Szkoda jedynie, że fabularnie film osiada na mieliźnie nudy, oferując poszatkowane wstawki nie dające niemal nic, rozkręcając się dopiero u finału. Słabo zbudowane napięcie, które ostatecznie daje o sobie znać. Wizualnie też mogłoby być zdecydowanie lepiej, bardziej realistycznie, a nie tak groteskowo. Dobrze, że chociaż można sobie popatrzeć na duet Skarsgård i Robbie, bo choć słabo między nimi iskrzy, to przynajmniej zachwycają publikę.

Ocena: 5/10
Recenzja filmu DVD „Tarzan: Legenda” - dystrybucja Galapagos Films


Oryginalny tytuł: The Legend of Tarzan / Reżyseria: David Yates / Scenariusz: Craig Brewer, Adam Cozad / Zdjęcia: Henry Braham / Muzyka: Rupert Gregson-Williams / Obsada: Alexander Skarsgård, Margot Robbie, Samuel L. Jackson, Christop Waltz, Djimon Hounsou, Jim Broadbent, Ben Chaplin / Kraj: USA, Wielka Brytania, Kanada / Gatunek: Przygodowe
Premiera kinowa: 27 czerwca 2016 (Świat) 01 lipca 2016 (Polska)
Premiera DVD i Blu-ray: 09 listopad 2016

poniedziałek, 26 września 2016

1211. Księga dżungli, reż. Jon Favreau

      Wszystkie klasyczne animacje Disneya przechodzą ostatnimi czasy wielką metamorfozę. Angażuje się najchętniej oglądane gwiazdy światowego ekranu nie po to, aby podkładały głosy znanym wszystkim postaciom, a żeby zagrały je w prawdziwym filmie aktorskim! Po racjonalnych wyborach z udziałem istot ludzkich trochę zaskakującym wydaje się być urzeczywistnienie animowanych wersji postaci z „Księgi dżungli”. Jednakże dzięki specom od animacji komputerowej klasyczne postacie z poczytnej powieści Rudyarda Kiplinga nabrały zupełnie nowego wymiaru.
Źródło: Galapagos Films
     Mały ludzki chłopiec przyprowadzony do wspaniałej dżungli przez czarną panterę nazywaną Bagheerą znajduje schronienie w watasze wilków z samcem alfa- Akelą. Nadaje mu się imię Mowgli i od tamtej pory jest najbardziej pokracznym, choć jednym z najlojalniejszych członków stada. Gdy po kilku latach na jego ślad trafia siejący postrach tygrys Shere Khan, który pragnie dostać chłopca w swoje szpony, Bagheera postanawia odprowadzić go do najbliższej wioski ludzi, gdzie będzie bezpieczny. Po drodze Mowgli spotyka osobliwych przyjaciół i doświadcza różnych przeżyć nie wiedząc, że jego koci wróg zrobi wszystko, aby ludzkie szczenię wpadło wprost w jego sidła.
     „Księga dżungli” nigdy nie należała do moich najulubieńszych animacji Disneya. W zasadzie... nie mieściła się nawet w pierwszej dziesiątce. Wszystko przez bardzo banalną fabułę, która czyniła rysunkowy pierwowzór bajką o niczym. Z tego też powodu po dziecięcym zawodzie nigdy nie powróciłam do tego tytułu, jednakże tak wiele pozytywnych opinii o najnowszym filmie Jona Favreau skłoniłoby do seansu nawet najbardziej zagorzałego przeciwnika.
Fabularnie niewiele uległo zmianie. Nadal pozostaje to ta sama ckliwa opowieść o lojalności i chęci przynależności do „stada”. Dość to takie... żadne i bez charakteru. Sceny, które denerwowały wcześniej wciąż to robią tylko w zupełnie nowym wymiarze. To co nudziło, nadal wywołuje te same emocje- mam na myśli m.in. akcję z królem Louiem, więc nawet wielokrotne powiększenie bohatera małpiej akcji, a także wprowadzenie rozróby na miarę filmu „2012” nie sprawiło, że można by piać z zachwytu. Pomimo wszystko fajnie, że obraz oferuje szerokie spektrum emocji i nie tylko nudzi, ale poza tym potrafi też świetnie budować napięcie. Nie można też nie wspomnieć o humorze w wykonaniu uzależnionego od miodziku Baloo- to te chwile kiedy naprawdę można się odprężyć i cieszyć z produkcji, bowiem powraca beztroski klimat. Szkoda tylko, że finał jest rozczarowujący. Nie ze względu na odejście od znanego nam zamknięcia, a raczej z powodu kierunku, w którym podążył.
Źródło: Galapagos Films
     Pewne jest jednak to, że film koniecznie trzeba obejrzeć, ale z zupełnie innego powodu niż historia. Bowiem tworząc go postawiono na zupełnie unikatową formę animacji. Cały film to tylko jeden człowiek, kilka rekwizytów i cała masa komputerowej iluzji. To niesamowite jakim sprzętem dysponujemy w dzisiejszych czasach, że potrafi stworzyć coś z niczego i jeszcze tak bardzo to urzeczywistnić. Bo czy ktokolwiek podczas seansu pomyślał, że patrzy na sztuczne liście indyjskiej dżungli? Za to właśnie kochamy kino, za magię, której nam dostarcza. Jeśli jeszcze zobaczymy film w 3D (jakimś cudownym sposobem), to będziemy mogli poczuć jakbyśmy naprawdę przyjechali do dżungli. Każdy jeden liść na każdej jednej palmie, każda jedna kropla deszczu- wszystko wygenerowane bądź zmodyfikowane komputerowo. Inną sprawą są zwierzęta- to raczej oczywiste, że nikt nie wytrenowałby pantery, aby tak przytulała się do dziecka lub niedźwiedzia, żeby dał małemu pływać po rzece na swoim brzuchu. Cóż... mieć świadomość ich animacji to jedno, ale zobaczyć jak to wygląda w filmie to zupełnie coś innego. Każdy ten egzotyczny zwierzak wygląda nie tylko zjawiskowo, ale tak bardzo realnie jakbyśmy oglądali film przyrodniczy. Oczywiście, twórcy wzorowali się na prawdziwych zwierzętach, aby jeszcze bardziej urzeczywistnić postacie. Trzeba przyznać, że efekt jest zachwycający. Zasadniczo to już na etapie załączenia płyty DVD można było być pewnym, że film będzie bardzo udany pod względem wizualnym, bowiem już samo intro zachwycało budową, a także i muzyczną oprawą Johna Debneya.
Źródło: Galapagos Films
     W filmie pojawiają się postaci bardzo dobrze wszystkim znane, a reprezentujące różne oblicza egzotycznej dżungli. To przede wszystkim niesforny, acz bardzo bystry Mowgli, a w tej roli debiutujący- choć jakoś dziwnie znajomy z twarzy Neel Sethi. Ciężko jest mu teraz wróżyć większą karierę aktorską, ale potencjał jest. Tutaj jednak przytłoczony został przez rewelacyjne zwierzęce postaci. Cudowny Bagheera, czyli wielki opiekun w wersji polskiej mówiący bardzo przyjemnym głosem Jana Peszka, który przede wszystkim intryguje swoim wyglądem. Zabawowy, całkowicie wyluzowany misiek zbierający miodek na zimę bez zimy, czyli Baloo to synonim beztroski. Chyba ciekawej brzmi w polskiej wersji w wykonaniu Jerzego Kryszaka. Sporym problemem jest hipnotyzujący wąż Kaa, który najwyraźniej stał się kobietą i niestety... był tak samo beznamiętny jako Scarlett Johanson, jak i Anna Dereszowska. Nie można było tego bardziej wysssssyczeć? Już Harry Potter w „Komnacie tajemnic” miał lepsze syczenie w rękawie. Niebezpieczny Shere Khan był świetnym postrachem nie tylko z wyglądu, ale i z brzmienia zarówno głosem Idrisa Elby, jak i Jana Frycza. Aczkolwiek ten pierwszy ma większą moc. Z kolei dubbingowanie małpiego i jakże chciwego króla Louiego lepiej wyszło Christopherowi Walkenowi. Bardzo sobie cenię zabawy głosowe Piotra Fronczewskiego, którego potrafię rozpoznać w każdej animacji, ale barwa Walkena bardziej pasowała do szalonej małpy rasy King Kong, najwyraźniej. Serio... co to za małpa?!
Źródło: Galapagos Films
     Każdy kto choć raz widział „Księgę dżungli” wie, czego można się spodziewać, więc nie ma opcji o żadne rozczarowanie. Jest to ta sama historia, ale technicznie podkręcona do granic możliwości. Dalej królują te same ukochane piosenki, w lekko odświeżonej formie, a także symbolizm zwierzęcych postaci. Nadal bawią nas pełne radości sceny z misiem Baloo frustruje zachłanność Louiego, a Bagheera jest wzorem do naśladowania. Schematy pozostały te same, ale jak to teraz wygląda... Jeżeli wszystkie filmy animowane zdominowane przez florę i faunę będą się tak prezentować, to ja chcę więcej tej magii, tej zieleni i pojedynczego włosa na sierści wilka, czy tygrysa. I choćby dla cudowności jaką zapewnili spece od efektów trzeba to zobaczyć. Wówczas pewnym jest, że zobaczyliście już w kinematografii zobaczyliście już chyba wszystko, a takich wrażeń nie tylko się nie zapomina, ale też i nie żałuje.

Ocena: 7/10
Recenzja filmu DVD „Księga dżungli” - dystrybucja Galapagos Films


Oryginalny tytuł: The Jungle Book / Reżyseria: Jon Favreau / Scenariusz: Justin Marks / Na podstawie: powieści Rudyarda Kiplinga „Księga dżungli” / Zdjęcia: Bill Pope / Muzyka: John Debney / Dubbing polski: Bernard Lewandowski, Jan Peszek, Jerzy Kryszak, Jan Frycz, Lidia Sadowska, Artur Żmijewski, Anna Dereszowska, Piotr Fronczewski / Kraj: USA / Gatunek: Przygodowy
Premiera kinowa: 04 kwietnia 2016 (Świat) 15 kwietnia 2016 (Polska)
Premiera DVD: 31 sierpnia 2016

Film dostępny na DVD, Blu-Ray oraz Blu-Ray 3D

środa, 8 grudnia 2010

475. Predator, reż. John McTiernan

443. Tarzan 2: Początek legendy, reż. Brian Smith

Reżyseria: Brian Smith
Reżyser polskiego dubbingu: Joanna Wizmur
Scenariusz: Jim Kammerud, Brian Smith
Muzyka: Phil Collins, Mark Mancina, Dave Metzger
Kraj: USA
Gatunek: Animacja / Przygodowy
Premiera światowa: 14 czerwca 2005
Premiera polska na DVD: 31 sierpnia 2005
Obsada: Harrison Chad, Brenda Grate, Harrison Fahn, Lance Henriksen, Glenn Close, George Carlin, Estelle Harris, Brad Garrett, Ron Pearlman

 
    „Tarzan2: Początek legendy” jest to film, który z początku mógłby wydawać się kontynuacją pierwszego filmu Nic bardziej mylnego- jest to bowiem dopowiedzenie do poprzedniej historii, gdzie mieliśmy tylko krótki fragment z życia młodego Tarzana. Całością pokierować Brian Smith, który już wcześniej miał do czynienia z kontynuacjami znanych filmów jak „Mała Syrenka”, czy „101 Dalmatyńczyków”. Zupełnie inna historia, która mnie osobiście w ogóle nie rusza. Było nudno i krótko chociaż z drugiej strony to chyba lepiej. Poza tym nie jest to już ten sam poziom, o czym wspominałam wielokrotnie komentując wcześniejsze kontynuacje Disney`a.
    Zanim Tarzan został Królem Dżungli musiał zmierzyć się z wieloma przeciwnościami losu. Po dżungli krąży legenda o tajemniczym Zugorze, którego wszyscy się boją, dlatego też Terk i Tantor trenują Tarzana, gdyż jest on najwolniejszy w stadzie. Pewnego dnia jego powolność prowadzi do tragedii kiedy to przechodząc nad wysokim urwiskiem nie nadąża nad swoją rodziną i spada wraz z kłodą. Jakimś cudem udaje mu się jednak przetrwać, ale gdy chce wrócić do domu uzmysławia sobie, że lepiej będzie im bez niego. Dlatego też postanawia uciec jak najdalej. Trafia na Mroczną Skałę, gdzie przerażony odgłosem Zugora trafia w łapy goryli Kago i Uto, którym przewodzi ich matka Gunda. Tarzanowi udaje się jednak uciec i trafia do tajemniczego staruszka. Kiedy Tarzan odkrywa, że to on jest tym Zugorem, którego tak bardzo się wszyscy boją zaczyna go szantażować. Zawierają umowę, w której Zugor pomoże odkryć Tarzanowi kim tak naprawdę jest, a z drugiej strony Tarzan zobowiązuje się zachować tajemnicę prawdziwej tożsamości Zugora.
    Oglądając filmy, które są oznaczone znakiem jakości Disney`a zawsze przeżywam coś wspaniałego. Jednakże, gdy oglądam już kontynuacje to aż wstyd w ogóle wspominać, że wyszło to od tej wytwórni. Niestety prawda jest okrutna. Nie wiem skąd się to bierze. Może ze względu na małe fundusze i faktu iż film wejdzie od razu na Video, a nie do kin? Prawdopodobnie tak. Mnie się film nie podobał, tzn. może trochę, ale nie powala tak jak pierwszy film.
    Gorsza była przede wszystkim animacja. Już nie postarano się o to, aby film był przyjemny dla oka. Kształty były wyraźnie zarysowane, momentami za wyraźnie i w sumie powinno być to jakimś takim plusem filmu, ale mnie to bardzo raziło, bo w sumie przyzwyczaiłam się, że oglądając filmy Disney`a gdzie zacierają się te kontury. Momentami film tracił na wartości przez słabe ubarwienie. Jedyna scena, która mi się podobała pod względem wizualnym to było to wykończenie miejsca, w którym mieszkał Zugor. W niektórych ujęciach było to naprawdę piękne.
    Nie było już tak dużo śmiechu jak w filmie poprzednim. Oczywiście nie jest to typowa komedia, ale właściwie nie było się z czego pośmiać. Jedynej zabawy dostarczały nam z pewnością potknięcia Tarzana oraz dwójka głupiutkich goryli.Twórcy nastawili się przede wszystkim na film przygodowy, no i poniekąd taki właśnie był. Jednakże jak dla mnie to było tam za mało akcji. W sumie to…prawie w ogóle jej tam nie było. Wszystko działo się takim swobodnym i powolnym dla siebie tempem. Przez to akcja nie była zbytnio żywiołowa, a raczej monotonna.
    Reżyserem dubbingu polskiego po raz kolejny została Joanna Wizmur i po raz kolejny użyczyła głosu Terk. Tarzan mówił głosem Kajetana Lewandowskiego co w sumie nie dziwi, bo rzadko kiedy zdarza się, że przy młodych postaciach ten mały nie bierze udziału w dubbingu. Po raz kolejny usłyszeliśmy także Marzenę Trybałę w roli Kali. Pojawiło się także kilka innych mniej znanych postaci jak Marek Obertyn, Grzegorz Pawlak i Janusz Bukowski, dla których również nie był to pierwszy raz przy dubbingach. Mnie żadna z tych postaci za bardzo nie zafascynowała, ale nie mam im też nic do zarzucenia. Obsada dobrana była nawet trafnie.
    Film nie należał do najgorszych, bo moim zdaniem jest trochę lepszy od drugiej części „Dzwonnika z Notre Dame”, ale zawsze mogło być lepiej. Nie mówię, że musi dorównywać filmowi pierwszemu, ale ze względu na znak jakości Disney`a powinien być bardziej porywający. Film momentami był nudny, ale na szczęście męczyliśmy się z nim tylko nieco ponad godzinę.
Ocena: 4/10   

442. Tarzan, reż. Chris Buck, Kevin Lima

422. Jaja w tropikach, reż. Ben Stiller

poniedziałek, 29 listopada 2010

203. Dżungla, reż. Steve 'Spaz' Williams

Oryginalny tytuł: The Wild
Reżyseria: Steve 'Spaz' Williams
Scenariusz: Philip Halprin, Ed Decter
Zdjęcia: Alan Silvestri
Kraj: USA
Gatunek: Animacja, Przygodowy, Familijny
Premiera światowa: 06 kwietnia 2006
Premiera polska: 26 maja 2006
Obsada: Kiefer Sutherland, Greg Cipes, James Belushi, Janeane Garofalo, Eddie Izzard, Richard Kind

    Młody lew Ryan mieszka wraz ze swoim ojcem Samsonem w Nowojorskim ZOO. Pewnego wieczoru oboje się kłócą, a Ryan postanawia dostać się do tajemniczych zielonych skrzyń. Niestety szybko pożałował swojej decyzji, gdy zostaje zamknięty w jednej z nich i zabrany z ZOO. Teraz jego ojciec wraz z przyjaciółmi: wiewiórką Bennym, żyrafą Bridget, misiem koalą Nigelem i wężem Larrym, postanawiają wyciągnąć go z owej pułapki zanim nie będzie za późno i nie wyruszy w podróż do prawdziwej dżungli.
    W filmie określenie Dżungla pada w odniesieniu do dwóch różnych miejsc. Pierwszym z nich jest sam Nowy Jork, a drugim ta prawdziwa dżungla, do której udają się przyjaciele, aby uratować Ryana.
    Skusiłam się na obejrzenie tej bajeczki, bo słyszałam, że przebija Madagaskar. Pomyślałam sobie wtedy, że musi być to coś naprawdę dobrego skoro przebija coś takiego jak pingwiny :P No i oczywiście tak jak sądziłam tak się nie stało.
    Filmik sympatyczny i dosyć interesujący, ale momentami akcja straszliwie się dłużyła a co za tym idzie, film stawał się nużący. Poza tym... w ogóle prawie nie był śmieszny. Jedyne co było zabawne w tym filmie to miś koala z niesamowitym poczuciem humoru i miłość wiewiórki do żyrafy :) no tak to było śmieszne i momentami rozbrajające, ale jak można porównywać to z dowcipem z Madagaskaru bądź też ze świetnymi pingwinami. Nie rozumiem tego i w ogóle ktoś kto porównuje te dwa film, to nie wiem czym on się sugerował. Nawet nie jestem w stanie wymienić tekstów, które mnie śmieszyły, bo żaden tak naprawdę nie utknął mi w pamięci, czyli co za tym idzie, nie jest to wcale takie śmieszne jakby się przypuszczało.
    Można by powiedzieć, że jest to pierwsza od dłuższego czasu bajka dramatyczna z lekkimi komediowymi motywami. Mamy tutaj kłótnię rodzinną oraz oczywiście małe wypadki. Mamy pomoc przyjaciół, którzy również potrafią zrobić wszystko, aby tylko ocalić Ryana. Mamy również rozterki lwa, który nie potrafi jeszcze ryczeć jak prawdziwy dorosły lew. Mamy skrywane tajemnice i zawód w oczach dziecka i przyjaciół gdy poznaje prawdę. Film chwyta za serce pod tym względem i trzeba przyznać, że ma pewien aspekt moralny. W sumie każde  bajki powinny mieć morał co nie :D
    Okazało się, że Dżungla jest wytworem Disneya. Trochę mnie to zszokowało, bo mnie osobiście podobały się zwierzęta z Madagaskaru, sądziłam, że to właśnie on jest Disneyowski, ale niestety pomyliłam się. Bajki z Disneya mają coś magicznego w sobie, chodzi mi o postacie o  ich wygląd, że praktycznie wyglądają jak żywe. W tej bajce było tak samo, dodatkowo jest tam jeszcze grafika komputerowa, która dodatkowo sprawia, że wyglądają jeszcze bardziej żywo. Jednak nie do końca im się to udało, bo postacie wydawały mi się strasznie... dziwne. Wyglądały bardziej jak żywe pluszowe zabawki niż jak żywe zwierzęta.
    Do oryginalnej wersji filmu, czyli tego, który ja również oglądałam, głos podkładali między innymi Kiefer Sutherland, James Belushi, Eddie Izzard oraz wiele wiele innych :)
Film osobiście mnie się podobał, ale nie jest to nic nadzwyczajnego a już na pewno nie dorównuje Madagaskarowi do piętuszek.

wtorek, 23 listopada 2010

091. Witajcie w dżungli, reż. Peter Berg

Oryginalny tytuł: The Rundown
Reżyseria: Peter Berg
Scenariusz: R.J. Stewart, James Vanderbilt, Kario Salem
Zdjęcia: Tobias A. Schliessler
Muzyka: Harry Gregson- Williams, Johnny Cash, Toby Chu, Danny Saber
Kraj: USA
Gatunek: Przygodowy, Komedia
Premiera światowa: 22 września 2003
Premiera polska: 06 luty 2004
Obsada: Dwayne 'The Rock' Johnson, Sean William Scott , Rosario Dawson, Christopher Walken

     Beck chce założyć własną restaurację. Wchodzi układ z pewnym facetem. Ma przywieźć jego syna, Travisa, który wyruszył do amazońskiej dżungli w poszukiwaniu skarbu. Jeżeli to zrobi to dostanie pieniądze na otworzenie swojej wymarzonej restauracji. Beck udaje się do Brazylii. Okazuje się, że w jednym z miast, w którym znajduje się Travis, władzę sprawuje Hatcher i jego banda, którzy zniewolili ludzi, aby oni wydobywali dla nich złoto. Beck odnajduje Travisa. On jednak jest przeciwny temu aby powrócić do kraju. Okazuje się, że kumpela Travisa, Mariana, jest przywódczynią rebeliantów. Zatem wraz z Beckiem wchodzą w układ, ona dostaje GATO i Beck dostaje wskazówki jak dotrzeć do lotniska. Jednak wycieczka po dżungli nie będzie taka prosta, ponieważ po piętach depczą im ludzie Hatchera, którym też marzy się skarb dżungli.
    Oczywiście dużo się dzieje w tym filmie, co sprawia, że nie wieje nudą. Zabawne sceny, o których wspomnę później, pościgi oraz strzelaniny przykuwają uwagę widza. Początek filmu jest dość zabawny :) rozwinięcie twórcze ;P ciekawy pomysł na film, ale już tyle filmów było o dżunglach, no i zakończenie... kończy się dobrze i zaskakuje jednocześnie :)
    Film jest bardzo zabawny. Nie jest to typowa komedia, ale także jest się z czego pośmiać. Najbardziej jak zwykle rozwalały mnie miny The Rock`a. Kilka powalających scen, dla przykładu... motyw gdy Beck i Travis wpadają w pułapkę i małpy robią sobie z nich huśtawkę :D lub jak Travis próbuje się wysiusiać :D nie no szkoda, że jeszcze Beck mu nie pomógł przy tym haha :D lub jak Travis stawiał się Beck`owi i wydziwiał jakieś figury jakieś niestworzone sztuki walki a Beck go jednym ciosem :D haha niezłe. zgrana para z Becka i Travisa nie powiem ;P
    No oczywiście nie mogłam tutaj pominąć najważniejszego motywu filmu.. DŻUNGLA. Piękne zdjęcia amazońskiej dżungli, tzn. założę się, że to nie była dokładnie ta dżungla, ale mniejsza z tym. Chodzi mi o to jak pięknie było to wszystko ujęte. Niesamowite, aż ma się ochotę wybrać na spacerek po tamtym miejscu, no może wyłączając z tego różne zwierzęta zagrażające życiu :P jak na przykład małpy i inne. Sceneria wspaniale doprawiła i tak dobry już film.
    Na uwagę jak zwykle zasługuje Beck tzn. The Rock. Ja nie wiem jak on to robi, jest niesamowity w każdym filmie echhh.. a w tym to już przeszedł samego siebie. Walczy bez broni? wiadomo w końcu jego w walce wręcz nikt nie pokona. Jego urocze miny i jednocześnie złe jak zawsze działają jak Perwoll czy tam Cocolino na moje serce, rozmiękczająco :) Reszta obsady świetnie dobrana :D mroczni i źli i zabawni jednocześnie ;P
    Film jest super ;P uwielbiam wszystkie filmy z The Rock :) ale cóż :)Ma w sobie humor, męskość, walkę i akcję czyli to co lubię najbardziej:) Nie będę polecała tego filmu bo wiem, że niektórym może się on nie podobać, tak samo jak mogą nie lubić tak jak ja Dwayne`a "The Rock"Johnson`a.