Czarna Pantera
Czarna Pantera powraca! Tym razem jednak wrażenia po ponownym seansie plasują się gdzieś pomiędzy "co ja takiego w tym widziałem?!", a "naprawdę niesamowite zjawisko".
Czarna Pantera powraca! Tym razem jednak wrażenia po ponownym seansie plasują się gdzieś pomiędzy "co ja takiego w tym widziałem?!", a "naprawdę niesamowite zjawisko".
Opowieść o tym jak korzystać z nowinki od Naszej Księgarni, z przymrużeniem oka.
Do tej pory powieści, które wyleciały spod skrzydeł wydawnictwa Szósty zmysł, zaskakiwały swoją niebanalnością. Tym razem wydawnictwo poszło w trochę odmienną stronę i zaserwowało coś, co łączy ze sobą miłość i sport. k jak i nasz w zetknięciu z tą lekturą.
Oryginalny
tytuł: Interview with
the Vampire
Na
świecie istnieją cztery nacje rządzące się czterema żywiołami – Ogień,
Woda, Ziemia i Wiatr. Aby zachować harmonię pomiędzy nimi na świat
przychodzi Avatar, który porozumiewając się ze światem duchów sprawuje
kontrolę nad wszystkimi żywiołami. Dlatego też, gdy pewnego mroźnego dnia
w krainie Królestwa Wody, młode rodzeństwo – Katara (Nicola Peltz) i
Sokka (Jackson Rathbone), odnajdują wytatuowanego potomka wymarłych
władców wiatru imieniem Aang (Noah Ringer), wszyscy są świadomi tego, że
jest on poszukiwanym Avatarem. Jednakże na jego trop wpada wygnany syn
króla Królestwa Ognia, książę Zukko (Dev Patel), który chce wykupić swój
honor sprowadzając Aanga. Okazuje się jednak, że sam Aang nie poznał
magii innych żywiołów, dlatego też zmuszony jest do podróży ku Północnemu
Królestwu Wody, gdzie będzie się szkolił przy boku
najlepszych czarodziei.
Z
drugiej zaś strony, gdyby nie sceny walk, których tak naprawdę jest
niezbyt wiele to film zanudziłby widza na śmierć. Sama muszę przyznać, że
w pewnym momencie stwierdziłam, że film jest okropny tym, że tak mnie
dręczy. Szkoda, że Shyamalan nie rozproszył bardziej tych akcji, a skupił
je wszystkie w jednym miejscu. Tym samym podzielił film nadwie części –
pierwsza to totalna nuda, podczas, której słuchamy opowieści odawnym
świecie, no i druga część, gdzie naprawdę zaczyna się coś dziać. Ale
gdy już coś się dzieje, to przesycone jest to efektami specjalnymi.
Shyamalan
zaangażował do filmu zarówno postacie mało znane w świecie kina, jak i
te którym udało się zabłysnąć we wcześniejszych produkcjach. Do tych
pierwszych zdecydowanie należy odtwórca głównej roli Aanga, czyli Noah
Ringer, dla którego występ w filmie jest debiutem w jego karierze.
Chłopiec wydaje się być bardzo sympatyczny. Ma jednak dopiero 14 lat
wobec czego jeszcze długa droga przed nim do bycia rewelacyjną gwiazdą.
Trudno jest mówić o jego aktorstwie w tym filmie, bo choć wydaje siębyć w
swojej roli przekonujący to trudno jest cokolwiek powiedzieć, gdy
ogląda się obraz zdubbingowany. Nie mniej, porusza się rewelacyjnie i
mógłby być następnym Brucem Lee. Wystąpił on u boku również mało znanej
Nicoli Peltz, gdyż zagrała wcześniej dwie epizodyczne role w mniej
przebojowych produkcjach, atakże obok Jacksona Rathbone, którego
większość młodych kojarzyć może z roli Jaspera Hale w kultowej sadze
„Zmierzch” (nie mogę uwierzyć, że od razu go nierozpoznałam). Z bardziej
znanych twarzy zobaczymy bohatera wielokrotnie nagrodzonego Oscarami
„Slumdoga”, czyli Deva Patela oraz grającego jego ojca Cliffa Curtisa.
Lepszym ojcem był jednak Wuj Iroh, czyli Shaun Toub. Natomiast swoją
urodą film rozświetliła Jessica Anders, która została białowłosą Suki.
Mary Horowitz (Sandra Bullock) pracuje w lokalnej gazecie, do której każdego dnia pisuje krzyżówki. Z zadowoleniem obserwuje jak przechodnie głowią się nad rozwiązaniem jej szarad podczas, gdy ona sama zna odpowiedź praktycznie na każde pytanie. To jednak nie pomaga jej w znalezieniu chłopaka. Na czas dezynfekcji u niej w mieszkaniu wprowadza się do domu swoich rodziców. Jej matka korzysta z okazji i ustawia ją na randkę w ciemno z synem swojej koleżanki Stevenem (Bradley Cooper). Mary zniechęcona zgadza się, jednakże, gdy jej randka przychodzi ją odebrać Mary jest zszokowana z jakim przystojnym mężczyzną umówiła ją jej matka. Niestety, już po kilku chwilach sam na sam w samochodzie Mary przeraża Steve`a swoją inteligencją i ciągłym gadaniem. Wymiguje się z dalszej randki udając, że musi iść do pracy. Chcąc być miłym nieumyślnie robi nadzieję na dalsze spotkania, a sam ucieka gdzie pieprz rośnie. Następnego dnia zachwycona Mary tworzy krzyżówkę, która w całości dotyczy informacji o Stevenie. W wyniku swojej niekompetencji traci pracę, ale to daje jej tylko szansę w podążaniu za ukochanym, który jest reporterem w lokalnej stacji telewizyjnej, gdyż przekonana jest, że jest on mężczyzną jej życia.
Do tej pory próbuje odpowiedzieć sobie na pytanie co poza Sandrą Bullock nakłoniło mnie do obejrzenia tego filmu. Wciąż zastanawiam się dlaczego ludzie wydają pieniądze na takie filmy i w ogóle wypuszczają je na ekrany. Po raz pierwszy (pomijając nominacje za te kretyńskie parodie typu „Wielkie Kino”) zgadzam się z opiniami większości krytyków. Film jest autentycznie głupi, nic sobą nie prezentuje i do końca nie wiadomo o co w tym filmie chodzi, bo przecież... co z zakończeniem?
Sandra Bullock w tym roku jako jedyna uzyskała aż dwie całkowicie od siebie odmiennych nagród. Z jednej strony zdobyła Złotą Malinę za rolę Mary, a z drugiej Oscara za rolę w filmie „Blind Side” . Jest to co najmniej szokujące, bo po raz pierwszy muszę się zgodzić, że zasłużyła na Złotą Malinę. Mary była po prostu postacią tak beznadziejną, że aż szok. Patrząc na jej zachowanie można by pomyśleć, że jest głupią blondynką, ale kiedy w końcu się odzywała okazywało się, że jest chodzącą encyklopedią. Sandra może za bardzo wczuła się w rolę. Pierwszy raz widziałam ją grającą tak dziwną postać. Przyjęcie tej roli nie wyszło jej na dobre. Poza tym... uważam, że beznadziejnie wyglądała w tej fryzurze. Jej filmowym ukochanym Stevenem został Bradley Cooper. Także dostał nominację do Złotej Maliny za duet z Sandrą Bullock. Tak, faktycznie duet ten za dobrze nie wypadł, ale Bradley jak zawsze prezentował się niezwykle. Kiedy się patrzy w te jego niebieskie oczy... ech. No tak więc przystojniak z niego jest – nie ma co tutaj dużo mówić. No, ale aktorsko jakoś się nie popisał.