NOWOŚCI
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wielka Wojna Diabłów. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wielka Wojna Diabłów. Pokaż wszystkie posty

piątek, 20 lipca 2012

Książka #179. Zły anioł, aut. Kenneth B. Andersen

Oryginalny tytuł: Ondskabens engel
Gatunek: fantasy
Wydawca: Jaguar
Rok wydania: 2011 (Dania), 2012 (Polska)
Projekt okładki: Piotr Cieśliński
Tłumaczenie: Frank Jaszuński
ISBN 978-83-7686-104-3
Ilość stron: 359     | Format: 135x200 mm
    Po trzech tomach wreszcie nadszedł wielki finał. Duński mistrz fantastyki, Kenneth B. Andersen kończy swoją serię powieści o nastoletnim chłopcu i jego piekielnych przygodach. W 2012 roku wydawnictwo Jaguar zaprezentowało swoim czytelnikom atrakcję nie z tej ziemi, a wydarzenie, na które oczekiwaliśmy w końcu stało się rzeczywistością wraz z czwartym i ostatnim tomem „Wielkiej wojny diabłów” o tytule „Zły anioł”.

     Filip Engell utknął wraz ze swoim kolegą Sorenem w Piekle. Nie ma zamiaru powracać do życia dopóki nie odnajdzie Satiny, która została porwana przez Aziela. Dowiedziawszy się prawdy o śmierci swojego ojca, chłopak w końcu zamienia się w diabła, ku uciesze Szatana. Pod nową postacią postanawia dostać się do nowego piekła rządzonego przez swojego wroga i odbić swoją ukochaną. Przy okazji poznaje plany przeciwnika i planowaną wojnę o tron i nowe Piekło
     Długo oczekiwany finał historii w końcu nadszedł. Przykro jest rozstawać się z bohaterami „Wielkiej wojny diabłów”, ale na szczęście robimy to w wielkim stylu. Pasjonujące wydarzenia rozgrywające się na stronicach „Złego anioła”nabierają rozpędu. Wydawałoby się, że chodzi tutaj jedynie o odbicie ukochanej z rąk tyrana. Jednakże nie brakuje tu też i wielkiego finału, prawdziwego łubudu. Niestety, autor nie poszedł na całość. Zupełnie jak w kolejnych finałach serialu „Supernatural” nie szaleje zbytnio z rozlewem krwi i nie pozwala do końca zatracić się w historii. Oczywiście, dochodzi do wielkiej bitwy, wielkiej wojny, która w końcu udowadnia sensowność nazwy dla całej serii. Jest jednakże dość ograniczona, a to trochę frustruje. Więcej uwagi poświęca się za to przygotowaniom do niej. Coraz większe zagadki, które ostatecznie zostają rozwiązane, przy okazji fascynując tokiem rozumowania bohaterów. Nie mniej skupiamy się bardziej na interpretacji założeń, mitów. „Zły anioł” ponownie ociera się o religijne podania i to tym razem nie tylko poprzez postaci, które przedstawia, ale historie, które przytacza. Kiedy wcześniejsze tomy ściśle trzymały się określonego tematu, jak śmierć, czy zło, wydaje się, że ostatni nie ma takiego wspólnego mianownika. Jednakże szybko zdamy sobie sprawę ze swojej pomyłki, bowiem tym razem chodzić będzie o człowieczeństwo. Dlatego też fabuła wspiera się historią o Raju, w którym pierwsi ludzie Adam i Ewa wykazali się niesubordynacją wobec Boga. Autor ciekawie przedstawił tę znaną przypowieść przełożoną na realia tejże książki. Tym samym zachęca czytelnika do rozmyślań nad wolną wolą ludzkości, a także nad ich czynami. Interesujące jest również drugie dno całej serii, który zaczyna być dla nas jasny dopiero przy końcu tego tomu. Przez cały czas nie chodziło jedynie o walkę ze złem, o walkę w imię miłości, czy przyjaźni. Okazało się, że najistotniejsza była tutaj strata młodego chłopca. Chłopca, któremu odebrano ojca, a który marzył o ostatnim spotkaniu z nim. Kiedy w końcu zdajemy sobie z tego sprawę, cała ta „Wielka wojna diabłów” zyskuje zupełnie innego wymiaru, a to czyni tytuł jednym z najlepszych z całej serii.
     Uznawany za mistrza fantastyki w Danii, Kenneth B. Andersen dotarł także i do Polski. Przez cztery tomy bardzo sprawnie prowadził fabułę przybliżając nam trochę religijnych założeń i ich interpretacji. Wszystko to zawsze idealnie wplatał do realiów swojej powieści, tym samym kusząc czytelnika. Bez przeszkód opisywał najgorsze ze scen, choć zdecydowanie je ułagadzał. Trochę denerwuje w finałowej części, że bał się zaryzykować prawdziwym Armageddonem, ale dobrze, że w ogóle udało mu się poruszyć ten motyw, bowiem idealnie wkomponował się w fabułę. Nie ryzykuje jednak, co jest dość rozsądne jako, że z pewnością chciał, aby powieść pozostała tytułem dla młodzieży. Aby czytelnicy mogli się bardziej utożsamiać z bohaterami Andersen prowadzi pierwszoosobową narrację w osobie Filipa. Dopiero teraz widzimy pewną niedogodność z tego płynącą, bowiem mamy ograniczone pole widzenia, w szczególności jak Engell postanawia stracić przytomność w środku rozgrywki. Denerwuje nas to, że wiele wydarzeń tym samym przemija nam niepostrzeżenie. Interesującym rozwiązaniem tego problemu po raz kolejny okazało się wprowadzenie Globusa Zła, w którym mogliśmy zobaczyć to co nas ominęło. Pisarz w bardzo ciekawy sposób zamyka całą historię. Nie mamy wrażenia niepełności. Wszystko jest tak jak być powinno. Lepszego zakończenia nie dałoby się wymyślić.
     Z okładki „Złego anioła” spogląda na nas Satina, a za nią... czyżby to był Filip? W żaden sposób nie tłumaczy to całościowej fabuły ostatniego tomu powieści. Książka dostarcza nam niesamowitych wrażeń. Zanosi nas na zupełnie inne wyżyny religijności. Wyciska łzy z oczu, trzyma w napięciu, ale przede wszystkim zmusza do refleksji nad własnymi uczynkami. Jednakże można było napisać o wiele bardziej emocjonujący finał. Choć Andersen próbuje wprowadzić czytelnika w popłoch i rozniecić przerażenie, to jednak nie ryzykuje, nie czyni z tego prawdziwego widowiska- a szkoda. Nie mniej, śmiało można powiedzieć, że ostatni tom z serii „Wielka wojna diabłów” jest całkiem dobry i stanowi idealne podsumowanie tego co dotychczas przeżyliśmy z Engellem i Szatanem. Aż trudno przyznać się do tego, że z żalem odkładamy książkę na półkę. W końcu... będziemy tęsknić!

Ocena: 5/6

Recenzja dla Anime-Games-World.

wtorek, 10 kwietnia 2012

Książka #134. Śmierć w pigułce, aut. Kenneth B. Andersen

Oryginalny tytuł: Den forkerte død
Gatunek: fantasy
Wydawca: Jaguar
Rok wydania oryginału: 2009 (Dania), 2011 (Polska)
Projekt okładki: Piotr Cieśliński
Tłumaczenie: Frank Jaszuński
ISBN 978-83-7686-053-4
Ilość stron: 376  | Format: 145x205mm



     Duński mistrz fantastyki młodzieżowej, Kenneth B. Andersen, znów w natarciu. Po ogromnym sukcesie jaki zaliczyły pierwsze dwa tomy najnowszej diabelskiej serii, „Wielka Wojna Diabłów”, w końcu jesteśmy na półmetku. Po rozważania na temat zła i konieczności równowagi w świecie przyszedł czas na prawdziwe starcie tytanów podziemia. W trzecim tomie, „Śmierć w pigułce”, atmosfera się zagęszcza. Wojna pomiędzy diabłami zbliża się z każdym dniem coraz bardziej, a my podróżujemy po przeróżnych zaświatach w poszukiwaniu jednego z chłopców. Tak, niedoszły następca Lucyfera, Filip Engell, powraca!

    Mijają kolejne miesiące od kiedy Filip Engell powrócił z Piekła. Do tej pory wciąż nie użył pigułek przemiany, które jego przyjaciółka Satina podarowała mu na wypadek, gdyby ten zatęsknił za nią i zechciał wrócić wśród diabły. Chłopca męczą koszmary, w których, jego niegdysiejszy prześladowca, a teraz najlepszy przyjaciel- Søren, ginie w wypadku. Sen staje się prawdą, ale okazuje się, że winę za nią ponosi sam Filip, gdyż chłopak przez przypadek wziął jedną z pigułek przyjaciela. Chcąc ratować Sørena Filip podąża jego śladem po świecie umarłych. Niestety, nie ma go tam, gdzie każdy mógłby się go spodziewać. Filip wyrusza w podróż po innych krainach zmarłych, aby odnaleźć przyjaciela i przywrócić równowagę we wszechświecie, a towarzyszy mu Satina. W międzyczasie w Piekle zaognia się konflikt pomiędzy diabłami spowodowany decyzją Lucyfera o zakończeniu nieśmiertelnej egzystencji diabłów.
    Zazwyczaj jest tak, że im dalej zaczytujemy się w kolejnych tomach serii powieści zaczynamy już powoli nudzić się schematycznością i monotematycznością lektury. Zaskakujące jest więc to, że seria „Wielka Wojna Diabłów”zdecydowanie wyróżnia się na tym tle, bo i oczywiście, początek jest zazwyczaj taki sam, bo za każdym razem Filip musi kopnąć w kalendarz, żeby przybyć do Piekła, ale rozwój wydarzeń w treści za każdorazowo idzie w różnych kierunkach. „Śmierć w pigułce”to przede wszystkim zupełnie inna opowieść. Tutaj tematem przewodnim jest to, że śmierć można zawrzeć w maleńkiej pigułce. To ta sama pigułka jest sprawcą ogromnego zamieszania jakie wynika z tego, że to Søren ją połknął. Wszystko byłoby w porządku, gdyby ten oto koleżka myślał akurat o Piekle w czasie swojego umierania, no ale nie. Najwyraźniej myślał o niebieskich migdałach, gdyż Filip nie może go odnaleźć tam gdzie ewidentnie powinien trafić za swoje nieprzyjemne występki. I wtedy właśnie rozpoczyna się niesłychana przygoda, która nie kończy się na granicach Piekła. Jak wiadomo ile wierzeń, tyle przeróżnych krain umarłych. Tak więc Filip wyrusza do części z nich, oczywiście nie tylko tych dla potępieńców, ale i dla zbawionych. Usłyszymy tu między innymi o nordyckim Helu i Asgardzie, udamy się w podróż do otchłani mitologicznego Hadesu i Tartaru, ale przede wszystkim... odwiedzimy Niebo! Co może okazać się nie lada przygodą. W każdym z tych miejsc usłyszymy o niezwykłych osobach. Tym samym autor nawiązuje do mitologicznych postaci takich jak Syzyf, czy Herakles, ale też i o postaciach bardziej realnych, jak Astrid Lingren- twórczyni „Pippi Pończoszanki”. Trzeba to przyznać, że miło jest poczytać o osobach i postaciach, które znamy, o których słyszeliśmy kiedykolwiek. Gdyby tego było mało w Piekiełku rozpętuje się prawdziwe piekło. Dochodzi do zdrad, do odkrywania niesłychanych tajemnic, które skrywane są nie tylko w diabelskich kątach, ale i w niebiańskich chatkach. Umysł czytelnika próbuje był cały czas skupiony, gdyż stara się sam domyślić, któż to stoi za wielkim spiskiem. Przez to historia jest bardzo wciągająca, bo nie brak tutaj akcji, małego terroru, ale i odrobiny romansu. Ten tom zaskakuje, bowiem nikt nie spodziewałby się w jakich kierunkach mogą podążyć niektóre z wątków. No i przede wszystkim, kończy się zupełnie inaczej niż inne tomy, a to zapowiada nadejście czegoś bombowego!
     Autor po raz kolejny udowodnił, że całkowicie zasługuje na tytuł, który nadali mu światowi krytycy. Mówi się, że jest duńskim królem fantastyki i trudno się temu nadziwić. Przede wszystkim ma talent do budowania napięcia. W sprawny sposób prowadzi czytelnika przez kolejne wydarzenia nawet na moment nie tracąc skupienia. Chwila nieuwagi i każdy domyśliłby się o co chodzi, ale prawda jest taka, że tym sposobem trzyma nas w niepewności powodując, że gdy dochodzi do rozwiązania zagadki przeżywamy nagłe olśnienie! Oczywiście, co bardziej zawzięte umysły już pewnie w połowie opowieści wyłapią o co tu naprawdę chodzi. W dodatku, Kenneth B. Andersen, w genialny sposób rozwiązał problem połączenia kilku wizji piekła w jednym tomie. Jest to naprawdę godne podziwu. Niektórzy mogą mieć pewne odczucie przeładowania informacjami, aczkolwiek nic tak nie bawi jak wpadanie w kolejne tarapaty naszych bohaterów.
     O czym w zasadzie jest ta książka? Poprzednie tomy, miały w zasadzie coś do przekazania. Na pierwszy rzut oka wydawałoby się, że „Śmierć w pigułce”nie ma nam nic do powiedzenia. Jednakże, gdy zastanowimy się bardziej zobaczymy przede wszystkim prezentację zupełnie różnych form piekielnych czy niebiańskich. Każdy z nas zastanawia się co nas spotka po śmierci. I choć teorii jest wiele to ja pozostaję wierna jednemu przekonaniu- Niebo, jako nasze najpiękniejsze chwile z życia pełne miłości, natomiast Piekło- najgorsze zbrodnie! Ponadto pokazuje się tutaj potęgę poświęcenia dla innego człowieka, dla przyjaciela, ale też i słuszność zachowywania równowagi w przyrodzie, gdy dochodzi do nieoczekiwanych i nieplanowanych zgonów.
     Tom „Śmierć w pigułce”zdecydowanie wyróżnia się na tle swoich poprzedników. Zadziwia przede wszystkim to, że trzyma poziom. Można nawet pokusić się o stwierdzenie, że jest minimalnie lepszy od poprzednich. W końcu wydarzenia nabierają rozpędu i akcja staje się bardziej dynamiczna. Nie skupiamy się jedynie na walce dobra ze złem, ale również na wątkach pobocznych, takich jak silne uczucia miłości. Porusza się tutaj istotne wydarzenia dla wiary chrześcijańskiej, jak chociażby przeszłość Adama i Ewy, czy postać samego Boga. Wszystko to w sposób niezwykle interesujący, lekki i zabawny. Z niecierpliwością wyczekuję finałowego tomu!

Ocena: 5/6

Za możliwość przeczytania i zrecenzowania kolejnego tomu tej diabelskiej powieści serdecznie dziękuję Wydawnictwu Jaguar oraz portalowi Sztukater, który mi go udostępnił. 









piątek, 30 grudnia 2011

Książka #71. Kostka śmierci, aut. Kenneth B. Andersen

Oryginalny tytuł: Dødens terning
Cykl: Wielka Wojna Diabłów. Księga 2
Gatunek: fantasy młodzieżowe
Wydawca: Jaguar
Rok wydania oryginału: 2007 (Dania), 2011 (Polska)
Projekt graficzny serii i okładki: Piotr Cieśliński
Tłumaczenie: Frank Jaszuński
ISBN 978-83-7686-052-7
Ilość stron: 376  | Format: 135x200 mm



     „Kostka Śmierci” to drugi tom z serii „Wielka wojna diabłów”, która wyszła spod pióra duńskiego pisarza specjalizującego się w tworzeniu powieści fantastycznych – Kenneth B. Andersen. Z pewnością niewielu spodziewało się, że powieść „Uczeń Diabła”, która dała początek serii tak wstrząśnie światem młodych czytelników. Historia spotkała się z takim entuzjazmem, że, w zasadzie, można było spodziewać się podobnego sukcesu przy kontynuacji, a opowieść o młodym chłopcu, który pomaga diabłom ma potencjał na jeszcze wiele, równie fascynujących tomów.

     Mija dłuższy czas, od kiedy Filip Engell powrócił z Piekła po uratowaniu Diabła. Teraz próbuje odnaleźć się wśród ludzi, choć pozostały mu nawyki po tym jak paradował po Piekle będąc jednym z diabłów. Bardzo tęskni za ciemnością, ale również za Satiną, którą pozostawił w piekielnym otoczeniu. Jego tęsknotę potęguje również to, że od dłuższego czasu, jego przyjaciółka, nie kusi go już do robienia złych uczynków. Jednakże już wkrótce Filip znowu umiera, aby powrócić pod Bramę Piekła. Tym razem pomagać będzie samej Śmierci w odzyskaniu ważnego przedmiotu decydującego o ludzkim losie na Ziemi – Kostki śmierci. W nowej misji towarzyszy my nie kto inny, jak urocza diablica- Satina.
    Kenneth B. Andersen ponownie zsyła czytelnika w piekielne czeluści. Tym razem fabuła krążyć będzie wokół Śmierci- bardziej i mniej dosłownie. Bowiem centrum wydarzeń nie będzie stanowiła tylko osoba Śmierci, czyli Mortimera, ale także śmierć w takim znaczeniu jaki wszyscy rozumieją. Brak Kostki, którą rzuca Mortimer, aby wyznaczyć liczbę lat ile żyć będzie każdy z ludzi oznacza nieśmiertelność dla ludzkości. Filip będzie musiał położyć temu kres, ponownie wypełniając przysługę dla diabłów. Niestety, walka o przyszłość Ziemi i dobrego honoru Śmierci przybierze osobisty charakter, kiedy młody chłopiec dostrzeże coś co nie było przeznaczone dla jego oczu- klepsydrę jednej z bliskich mu osób. Przyjdzie mu walczyć o własne szczęście, czując przy tym nie lada presję. Sprawa z góry wydaje się skazana na klęskę, bowiem wraz z Satiną nie mogą natrafić na żaden trop. Na drodze stawać będzie im wiele przeciwności, które często będą oddziaływały z niekorzyścią dla ich psychiki. Filip ponownie będzie musiał mierzyć się z uczuciem utraty ojca, kiedy potępieńcom przyjdzie bawić się jego emocjami. Dodatkowo będzie musiał stanąć przed dobrą i złą sławą, bo, jakby nie było, przy poprzedniej wizycie uratował samego Diabła od rychłej zguby. Jego wyczyn spotkał się z uznaniem diabłów wspierających Pana Ciemności. Z tego też powodu postawiono Filipowi pomnik, aby uczcić ten wyczyn. Jednakże Ci, którzy woleliby widzieć Diabła martwego z pewną satysfakcją wykazują swoją niechęć dewastując pomnik. Piekło zostało podzielone i to wszystko za sprawą Filipa. Młody chłopiec nie spodziewa się jednak, że zadanie, które teraz wykonuje nie tylko odmieni życie na Ziemi, ale również w Piekle, co po raz kolejny podzieli mieszkańców tego miejsca i z pewnością przysporzy chłopcu oraz Diabłu groźnych przeciwników.
     W drugim tomie o tytule „Kostka Śmierci” Kenneth B. Andersen po raz kolejny stara się udobruchać diabły. Próbuje zmienić przekonanie o ich podłości, co przypomina tą samą strategię, którą stosują pisarki tworząc nowe historie o wampirach. Andersen stawia na demony, które tak samo jak poprzednio okazują się być potrzebne społeczeństwu. Jednakże kiedy „Uczeń Diabła” skupiał się na wywlekaniu na wierzch niezbędności zła, tak „Kostka Śmierci” skupia się wokół potrzeby śmierci. Śmierci, która dotyczy nie tylko ludzi, ale również i diabłów. Tym samym autor stara się w dość makabryczny sposób zaprezentować potrzebę Śmierci, ewidentnie negując nieśmiertelność. Robi to w bardzo prosty sposób, bo przecież jego twórczość skierowana jest do młodszych czytelników. Prostym językiem ma zamiar docierać do każdego z nich. Dla ubarwienia swojej opowieści autor wprowadza kilka niezwykłych postaci, które stara się opisać w bardzo precyzyjny sposób, w szczególności, gdy są one istotne dla dalszego rozwoju fabuły. W końcu poznajemy konia Śmierci, którego za nic nie chcielibyśmy spotkać w normalnym świecie. Nie są to widoki przyjemne dla ludzkiego oka, wobec czego można trochę nagiąć naszą wyobraźnię, bądź po prostu ominąć te opisy. Jednakże w tym tkwi cały urok tej powieści. To przecież historia o Piekle, a tam nie zobaczymy różnorodnych kwiatów, czy pluszowych misiów, a może jednak? Styl pisania Andersena z pewnością potrafi uprzyjemnić nawet najcięższe fragmenty, bowiem przez jego powieść przechodzi się bardzo szybko i płynnie.
    Seria „Wielka wojna diabłów” jest jedyna w swoim rodzaju także ze względu na okładki. Zdecydowanie odróżniają się one od tych z oryginalnych wydań powieści. W polskim wydaniu na okładce każdej powieści z tej serii dominuje czerń. To ona stanowi tło dla wszystkiego co się na niej znajduje. „Uczeń Diabła” utrzymany był w czerwonej kolorystyce, natomiast „Kostka Śmierci” zaatakowana została przez zieleń i różne jej odcienie. Na frontowej okładce zobaczymy głowę staruszka z przepaską na oczach, a nad nim kosa ponurego żniwiarza. Pod nią dostrzec można dwie kostki na planszy do gier choć wiadome jest, że Kostka Śmierci to nie byle jaka kostka, tylko kostka składająca się z płaszczyzn od 1 do 100 lat. Nie mniej przedstawia się to w formie gry, czym w rzeczywistości jest. Z pewnością okładka przykuwa uwagę czytelnika. Widząc ją, od razu na myśl przychodzi pierwszy tom serii, gdyż jej wygląd idealnie łączy się z wyglądem poprzedniej okładki.
    „Kostka Śmierci” to dopiero drugi tom z serii „Wielka wojna diabłów”. Sądząc po historii spodziewać można się wielu jej kontynuacji. Wszystko zależne jest od poziomu jaki będą trzymać kolejne tomy. Sądząc po „Kostce Śmierci” nie ma czego się obawiać, gdyż powieść jest równie fascynująca i po raz kolejny Kenneth B. Andersen pisze o dość istotnych rzeczach. Co prawda kiedyś te potrzeby się skończą, zobaczymy co wówczas zrobi autor. Choćby dla samej tej ciekawości warto jest śledzić dalsze przygody Filipa Engella, a przy okazji można skorzystać z bardzo dobrej rozrywki, którą serwuje autor, pełnej makabry, emocji, ale też i humoru. 

Ocena: 5/6

Gorąco dziękuję Wydawnictwu Jaguar za możliwość przeczytania tej książki i jej zrecenzowania, a także portalowi Sztukater za jej udostępnienie.





wtorek, 22 listopada 2011

Książka #50. Uczeń Diabła, aut. Kenneth B. Andersen


Oryginalny tytuł: Diœvelens lœrling
Cykl: Wielka Wojna Diabłów. Księga 1
Gatunek: fantasy młodzieżowe
Wydawca: Jaguar
Rok wydania oryginału: 2009
Rok wydania w Polsce: 2011
Projekt graficzny serii i okładki: Piotr Cieśliński
Tłumaczenie: Frank Jaszuński
Redakcja: Julia Holewińska
Korekta: Zespół
ISBN 978-83-7686-044-2
Ilość stron: 368
Format: 135x200 mm

     Wszyscy z pewnością pamiętają twórczość jednego z duńskich pisarzy, autora jednych z piękniejszych bajek z XIX wieku – Hansa Christiana Andersena. W 2011 roku rynek duńskiej literatury młodzieżowej i dziecięcej należy do Kennetha B. Andersena, który karierę zawodową rozpoczynał jako nauczyciel. Szybko jednak zdał sobie sprawę z tego, że najwyraźniej minął się z powołaniem i postanowił inaczej wspomagać dzieciaki pisząc dla nich fascynujące powieści. Tym też sposobem w 2008 roku na półkach księgarni ukazała się jego niezwykła powieść o tytule „Uczeń Diabła”, która dała początek bestsellerowej serii „Wielka Wojna Diabłów”. Książka doczekała się także wyróżnienia ze strony Duńskiego Ministerstwa Kultury i Związku Bibliotekarzy oraz dziecięcego i młodzieżowego oddziału Denmark Radio, który uhonorował autora nagrodą Orla.

     Filip Engell jest wzorowym chłopcem, któremu problemy sprawia prześladujący go w szkole Søren. Pewnego dnia dochodzi do tragicznego wypadku, kiedy to kolega wpycha go pod koła nadjeżdżającego samochodu. Filip ginie na miejscu. Jednakże za swoje wzorowe zachowanie nie trafia do Nieba, tak jak zawsze myślał, a do Piekła. Na miejscu okazuje się, że ma on zostać następcą Diabła w rządzeniu Piekłem i złymi uczynkami na Ziemi. Niestety, zachodzi straszliwa pomyłka, gdyż to nie anielski Filip miał zginąć podczas wypadku, a jego kolega, ucieleśnienie wszelkiego zła- Søren. Lucyfer nie ma jednak innego wyjścia, to właśnie Filip musi przygotować się do objęcia piekielnego tronu, gdyż on sam jest umierający. Pomaga mu w tym wierny sługa Lucyfera- Lucyfaks, który zrobi wszystko, aby wykrzesać ze wzorowego chłopca diabelską iskrę. Pomiędzy ćwiczeniami w byciu złym Filip poznaje przepiękną diablicę, imieniem Satina, która pomaga mu w rozwikłaniu zagadki pogarszającego się zdrowia Diabła.

     Czytając literaturę młodzieżową można natknąć się na najróżniejsze tematy. Większość z nich krąży wokół zmiany z natury złego bohatera, na istotę pozytywną. Taka sytuacja zdarzała się przy książkach o wampirach, powieściach o wilkołakach, a teraz do tego grona dołączyły też publikacje o demonach i diabłach. W „Uczeń Diabła” sytuacja jest dodatkowo niezwykła, bo cała historia zaczyna się od niesłusznego pojawienia się Filipa na piekielnych ziemiach, no a potem akcja nabiera tempa. Podczas tej lektury czytelnik nie ma chwili wytchnienia. Podchodzi do niej dość sceptycznie, jednakże, gdy będzie gdzieś na około 50 stronie to książka pochłonie go bez końca. Mamy tutaj intrygę, a także wielką zagadkę wymagającej rozwikłania, a której wyjaśnienie będzie co najmniej zakręcone. Dodatkowo będziemy towarzyszyć młodemu Filipowi na drodze do bycia złym. Obfitować to będzie w liczne testy i ćwiczenia, którym ten młody człowiek zostanie poddany. W niektórych momentach książka nabiera trochę romantycznego zabarwienia, ale na szczęście autor nie poszedł dalej w tym kierunku. Zatem o czym jest w ogóle „Uczeń Diabła”? Przede wszystkim o byciu złym w dobry sposób. Kenneth B. Andersen próbuje uzmysłowić każdemu czytającemu dlaczego zło jest istotnym elementem ludzkości. Ze względu na tematykę powieści pojawiają się liczne nawiązania do Biblii, do historii, które zna każdy chrześcijanin.
     Kenneth B. Andersen wprowadza w swojej powieści narrację trzecioosobową. Ten sposób prezentowania treści dał mu szansę zaprezentowania wydarzenia rozgrywające się w Piekle z różnych perspektyw. Jednakże Andersen postanowił skupić się jedynie na Filipie Engellu. To na nim koncentruje swoją uwagę i stara się nie rozpraszać czytelnika poprzez zmianę punktu widzenia na innego bohatera drugorzędnego. Dzięki temu bardzo dobre kreuje swoje postacie, ponieważ jako obserwator ma ogromną wiedzę na temat bohaterów i potrafi bez problemu wniknąć w ich emocje. Jedyne co można by zarzucić samej fabule to zrobienie z Diabła kogoś miłego. To zupełnie taka sama sytuacja, jak w powieściach„Zmierzch”, gdzie oswaja się wampiry. Tutaj poznajemy bardziej ludzką stronę Diabła, który nie tylko staje się umierający, ale może także przekazać piękne uczucia, niejednokrotnie wzruszające. Czytelnik dziwnie się z tym czuje, ale przecież to tylko książka, a nie rzeczywistość. Andersen tworzy także bardzo szczegółowe opisy, niekiedy wydaje się, że aż nadto, gdy objawia nam się przed oczami wizerunek kota obdartego ze skóry. Nie mniej okazuje się, że autor zna się na rzeczy i dzięki umiejętnie dobranemu słownictwu potrafi stworzyć niesamowity piekielny świat, który mógłby urzec każdego.
     Do publikacji w Polsce serii Kennetha B. Andersena prawa wykupiło Wydawnictwo Jaguar, którego domeną jest fantastyczna literatura młodzieżowa. Książka, co prawda, przyszła do Polski trzy lata po światowej premierze, ale nie jest to coś nad czym można ubolewać, a wręcz przeciwnie trzeba się cieszyć, że w ogóle się pojawiła. Okładka frontowa powieści trafnie oddaje jej charakter. Całość utrzymana jest w diabelskiej kolorystyce, gdyż mamy tutaj i czernie i czerwienie, a wykorzystana czcionka na okładce także mogłaby naśladować satanistyczne bazgroły. Na pierwszy plan wysuwa się tutaj diabelska głowa, która, fakt, przeraża. Obok stoi sobie zupełnie niepozorny młodzieniec, na którego koszulce odczytamy „King of Hell”, czyli „Król Piekła”. Od razu daje to czytelnikowi znak, o czym będzie czytał. Tylna okładka także przykuwa wzrok. Opis powieści zaprezentowany został niczym na cyrografie. Jedyne czego mu brakuje to naszego podpisu krwią. Z pewnością jest to oprawa, która przykuwać będzie wzrok każdego przechodzącego w pobliżu.
     „Wielka Wojna Diabłów. Uczeń Diabła” to niespodziewanie ciekawa książka. Być może niewielu, spoglądając na nią, mogłoby się domyśleć, że powieść ta pochłonie ich bez reszty, ale tak się właśnie dzieje. Z początku tylko intryguje, ale kiedy akcja rozpoczyna się na dobre, i Filip trafia do Piekła, ani na chwilę nie zwalnia. Nie brakuje jej humoru, ani młodzieńczej swobody. Ma też w sobie pewną świeżość koncepcyjną, gdyż trudno byłoby spotkać podobną powieść w dzisiejszych czasach. Nie mniej, schematy pozostały, ale kierunek, w którym podąża fabuła jest bardzo obiecujący. Trudno będzie nie wyczekiwać w niecierpliwości na kolejny tom tej serii. Bowiem ma ona potencjał, ma wspaniałe postacie i przede wszystkim genialną ideę, która będzie jej przyświecać. Z pewnością prezentuje zło w dobrym świetle, ale przecież prawdziwie zostało napisane, że dobro nie może istnieć bez zła.


Ocena: 6/6 

Za książkę serdecznie dziękuję Wydawnictwu Jaguar, a także portalowi Sztukater za jej udostępnienie.