NOWOŚCI
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Len Wiseman. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Len Wiseman. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 15 listopada 2015

1196. Sleepy Hollow (sezon 1), aut. Len Wiseman

     „Legenda o Sennej Kotlinie”, czyli opowiadanie autorstwa Washingtona Irvinga ekranizowane było już wielokrotnie. Do najbardziej rozpoznawalnych na wielkim ekranie należy film z 1999 roku w reżyserii Tima Burtona i z Johnnym Deppem w roli głównej. Jednakże teraz, stacja FOX wypuściła na małe ekrany telewizyjne godnego zastępcę w całkiem nowej aranżacji. Twórca kinowego hitu „Underworld” angażuje do serialu brytyjskiego łowcę kobiecych serc- Toma Misona, i rozpoczyna świetną zabawę z formułą „Sleepy Hollow”
     Ichabod Crane (Tom Mison) był walecznym żołnierzem wojsk George'a Washingtona XVII wieku. Na polu bitwy w Sleepy Hollow zmierzył się jednak z trudnym przeciwnikiem, a ścinając mu głowę sam poniósł śmierć zostawiając swoją ukochaną żonę Katrinę (Katia Winter). Ku swojemu zaskoczeniu budzi się z wiecznego snu w zimnej jaskini, a gdy wychodzi na powierzchnię okazuje się, że znalazł się w świecie o 300 kolejnych lat starszym. Odnajduje go zastępca szeryfa detektyw Abbie Mills (Nicole Beherie), która dopiero co odnalazła swojego przełożonego pozbawionego głowy. Szybko okazuje się, że do żywych powrócił również demon z przeszłości i tylko Crane może pomóc dziewczynie ocalić nie tylko jej miasto, ale również i cały świat przez zbliżającą się Apokalipsą.
     Premierowy epizod jest właśnie tym, czym powinien być pilot każdego serialu- zachęca do dalszego oglądania ze względu na niebanalną historię. To nie jest już tylko zwyczajna gotycka historyjka o bezsensownej walce ze złem, bo jakiś facet bez głowy wsiada na konia i upodabnia wszystkich do siebie. To nie tylko rozwiązywanie zagadek nie mających większego sensu, których rozwikłanie prowadzi donikąd. „Sleepy Hollow” ma swoje przysłowiowe ręce i nogi, a śmiem nawet stwierdzić, że i jakiś kręgosłup także ma. Pierwszą rzeczą, która nas zachwyca to nadnaturalny charakter opowieści. Każdy kto lubuje we wszelkich zjawach, demonach, potworach i innych dziwactwach, które dawno powinny być w grobach, a jednak stąpają po Ziemi, będzie wręcz zachwycony! Jednakże z postępem akcji dowiadujemy się, że to co rozgrywa się na ekranie nie jest jedynie pozbawioną sensu rozrywką, ale idzie za tym jakaś szerzej pojęta ideologia. Podłoże w wolnomularstwie nadaje całej opowieści tajemniczości. 

Ciągłe odkrywanie kolejnych sekretów to niczym podążanie za Robertem Langdonem od obrazu do rzeźby, aby odczytać zapisaną i nikomu nieznaną zagadkę. Jeśli ktoś jednak myśli, że tylko to mogłoby go zafascynować, to już biegnę wyjaśnić, że nie tylko to! Okazuje się, że sama postać bezgłowego jeźdźca nie wzięła się tak znikąd. Jego powstanie jest jak najbardziej całkowicie przyziemne, ale cel, do którego dąży... stawia włosy na karku w słup. Apokalipsa coś wam mówi? Okazuje się, że właśnie w tym kierunku biegnie scenariusz. Dotykając religii wprawia w osłupienie niemalże na każdym kroku. O dziwo, pojawia się tutaj także i wiele innych straszliwych postaci. Ze wszelkich legend! Och, jak bardzo mi to przypomina początki „Supernatural”... Zachwycające jest tutaj też to, że nie dominuje tutaj powaga. Gdy widz potrzebuje rozluźnienia dostaje je przez urocze żarty i przepychanki głównych bohaterów. No bo dajcie spokój, facet z XVIII wieku ląduje we współczesności! Czy może być ciekawsza intryga do zawiązania humorystycznych akcentów? Oczywiście, że nie!
     Produkcji nie można odmówić klimatu! Nie jest to, gotyckie osnute mgłą miasteczko, ale współczesne zabudowania, więc całość może troszkę tracić na uroku. Nie mniej twórcy nadrabiają to w zgoła odmienny sposób. Na pierwszy ogień idzie oczywiście genialny opening. Jeden z najlepszych jakie widziałam ostatnimi czasy. Świetne dopieszczenie muzyki będącej motywem przewodnim skomponowanej przez samego Briana Tylera, więc to nie mogło się nie udać! Połączono to z rewelacyjnymi i niezwykle mrocznymi zdjęciami, przez co całość tworzy wysmakowane cudo. Motyw oczywiście przewija się przez wszystkie epizody podkreślając moc niektórych wydarzeń. Dzięki temu cały obraz zyskuje więcej charakteru i odrobinę gotyckiej ciemności. Twórcy wykazują się bardzo dobrym wyczuciem jeżeli chodzi o wykorzystanie efektów specjalnych. Korzystają z nich jedynie wtedy, gdy jest to konieczne, a i tak wychodzi to niezwykle realistycznie. Takich elementów powstydzić mogłyby się największe blockbustery, bowiem to co rozgrywa się w Sennej Kotlinie dzieje się z prawdziwym smakiem. 
     Len Wiseman zrobił naprawdę dobrą rzecz zatrudniając do najważniejszej roli Toma Misona. Facet dotychczas znany bardziej z brytyjskich produkcji, gdzie to wcielał się w bardziej melancholijnych adoratorów, a tutaj z tym swoim zarostem, fryzurą i ciuchami w starym stylu prezentuje się zjawiskowo. Nic dziwnego, że kobiety ślinią się do ekranu nie zważając na odpadające głowy. Mison czaruje urokiem, ale też i poczuciem humoru, a ze swoim brytyjskim akcentem wprawia wręcz w orgazmiczne stany. Nie jest może najlepszym aktorem ze świata seriali, ale z pewnością jest charyzmatyczny. U jego boku dzielnie trwa Nicole Beherie, która jest tu kobietą z charakterem, ale przede wszystkim odważną. Niejedni pozazdroszczą jej zachowania zimnej krwi w najbardziej traumatycznych sytuacjach. Razem z Misonem tworzą zgrany duet. Świetnie dogadują się na planie i to ewidentnie widać. Dzięki wsparciu Katia Winter, Lyndie Greenwood i Orlando Jones udaje im się stworzyć wiarygodne postaci, które każdy polubi. Z zaskoczenia pojawia się również i John Noble, dotychczas uświetniający swoją osobą produkcję „Fringe”. Tutaj odrobinę pozostaje mu tego szaleństwa w kreacji, aczkolwiek... okazuje się być najbardziej... nieprzewidywalną z postaci.
     Póki co, „Sleepy Hollow” jest naprawdę wyśmienitą produkcją i żywię ogromną nadzieję, że utrzyma się tak jeszcze długo. Wszystkie trzynaście epizodów utrzymuje niezmiennie równy poziom. Każdy jest inny pod względem fabularnym, w każdym kolejnym epizodzie pojawia się inny wróg, ale wszystko to zmierza do jednego określonego celu. Trzyma w napięciu, a niektóre wydarzenia piorunują i zaskakują, tak samo zresztą jak same postaci, które widz zdąży już polubić. Finał sezonu gwarantuje niezapomniane wrażenia. Szok, którego doznaje widz nie można niczym zastąpić. Osobiście, z fascynacją i tęsknotą wyczekuję kolejnej serii przygód detektyw Mills i jej osiemnastowiecznego przyjaciela Ichaboda, więc ten tytuł polecam każdemu fanowi nadnaturalnych uniesień!

Ocena: 8/10

Oryginalny tytuł: Sleepy Hollow / Reżyseria: Len Wiseman / Twórca: Len Wiseman / Na podstawie: opowiadania Washingtona Irvinga „Legenda o Sennej Kotlinie” / Zdjęcia: Kramer Morgenthau / Muzyka: Brian Tyler, Robert Lydecker / Obsada: Tom Mison, Nicole Beherie, Katia Winter, Lyndie Greenwood, Orlando Jones, Richard Cetrone, Clancy Brown, Nicholas Gonzalez, John Cho, John Noble, Patrick Gorman / Kraj: USA / Gatunek: Fantasy, Przygodowy, Dramat / Liczba odcinków: 13
Premiera: 16 września 2013 (Fox) 08 lutego 2014 (Fox Polska)

wtorek, 4 września 2012

978. Pamięć absolutna, reż. Len Wiseman

Oryginalny tytuł: Total Recall
Reżyseria: Len Wiseman
Scenariusz:
Kurt Wimmer, Mark Bomback

Na podstawie: opowiadania Philipa K. Dicka "Przypomnimy to Panu hurtowo"
Zdjęcia: Paul Cameron
Muzyka:
Harry Gregson-Williams
Kraj: USA, Kanada
Gatunek: Sci-Fi, Thriller, Akcja
Premiera:
03 sierpnia 2012 (Świat) 31 sierpnia 2012 (Polska)
Obsada:
Colin Farrell, Jessica Biel, Kate Beckinsale, Bryan Cranson, Bokeem Woodbine, Bill Nighy i inni

     Jeszcze do niedawna z filmem „Pamięć absolutna” miałam niewiele wspólnego. Jednakże, gdy tylko dowiedziałam się, że na ekrany wchodzi remake musiałam nadrobić zaległości. Po seansie z lekkim sceptycyzmem podchodziłam do całkiem nowego spojrzenia, tym razem Lena Wisemana („Underworld”, „Szklana pułapka 4.0”) na znane opowiadanie „Przypomnimy to Panu hurtowo”. Szczęśliwie nie jest to dokładne odwzorowanie produkcji Paula Verhoevena, Schwarzeneggera zastąpił Farrell, Marsa zamieniono na Kolonię, ale o dziwo i tak sprawdza się to w nowym designie i nowej technologii.
    Większa część Ziemi uległa skażeniu. Ocalały jedynie Zjednoczona Federacja Brytyjska oraz Kolonia. To właśnie w niej mieszka przeciętny pracownik fabryki robotów- Doug (Colin Farrell), a wraz z nim jego piękna żona- Lori (Kate Beckinsale). Choć żyją szczęśliwie, Douga każdej nocy męczą koszmary, a to czyni jego życie niepełnym. Kiedy nie udaje mu się awansować wyrusza do siedziby Rekall, którzy wszczepiają ludziom wspomnienia. To właśnie tam okazuje się, że Doug nie jest zwykłym robotnikiem, a tajnym agentem. Teraz jego żona chce go zabić i ścigają go rzesze morderczych robotów, które sam składał. Na ratunek przybywa mu kobieta ze snów- Melina (Jessica Biel), która nie tylko zdradza mu co się stało, ale chce także pomóc w przywróceniu wolności ludziom spod rządków kanclerza Cohaagena (Bryan Cranston).
     Remaki mają to do siebie, że zazwyczaj stanowią marną próbę dorównania pierwowzorowi. Ku mojemu ogromnemu zaskoczeniu, „Total Recall”, nie jest jednym z takich filmów, a wszystko przez to, że nie stanowi wiernej kopii filmu Verhoevena- ani pod względem wizualnym, ani też fabularnym. Pierwszą zmianą jaką zobaczymy, to fakt, że akcja rozgrywa się na Ziemi, w całości. Tym samym nie zobaczymy już Czerwonej Planety. Nie mniej, dostarcza nam to innej atrakcji pod postacią „Zjazdów”. Atrakcji, która determinuje późniejsze wydarzenia i stanowi źródło naszej uciechy. Ponadto o wiele więcej się tutaj dzieje. Oczywiście, początkowo akcja wlecze się niemiłosiernie, aczkolwiek w chwili, gdy tylko Doug przekracza próg Rekall fabuła nie tylko mocno się rozkręca, ale ponadto nie daje nam odpocząć nawet na minutę. Walki w szybach wind, niesłychane pościgi, czy też ostateczna walka na „kolejce” to właśnie te elementy, których próżno szukać w starej wersji. Jednakże to co najważniejsze, pozostaje niezmienione. Najważniejsza jest tutaj misja filmu, przekaz. Dotyka on bowiem wolności człowieka, tym razem może nawet i bardziej niżeli przy poprzednim obrazie. Uwidacznia się walkę o demokrację. Uwidacznia się ruch oporu, choć z tym może niekoniecznie bardziej niż wcześniej. Z pewnością istotna jest tutaj miłość i jej zbawienny wpływ na człowieka. Aczkolwiek ciekawe jest także to jak ciągną się intrygi. Wielka tajemnica, gigantyczne zwroty akcji i jeszcze większe napięcie, to cechy charakterystyczne filmu Wisemana, które może nie do końca były rozbudowane w filmie Verhoevena.
    Twórcy filmu nie zapomnieli jednak o fanach starej wersji. Choć bardzo wiele uległo zmianie, to niektóre elementy pozostały niezmienne. Miłośnicy kobiety o trzech piersiach nie będą zawiedzeni. Ci, którzy pamiętają scenę przedarcia się przez odprawę pod przebraniem mogą mieć niezłą uciechę z nowej jej aranżacji. Z pewnością wielu będzie szczęśliwych z powodu Lori i jej niezniszczalności. Szkoda tylko, że zamieniono piękne mieszkanie Quaida na totalną norę, ale wraz z postępem akcji zostanie nam to wynagrodzone. Choć nie ma tutaj Marsa, który zachwycał wcześniej, to przynajmniej pozbawieni jesteśmy bezsensownemu wytwarzaniu atmosfery w pięć minut. Jednego ścigającego bohatera zamieniono na całą rzeszę niepokonanych robotów, a także, nie ujrzymy też zdeformowanych osobników, a sam dowódca ruchu oporu nie wzbudza takich emocji jak wcześniej.
    Z pewnością jednak wielu zakocha się w nowych sceneriach, które zaproponowano nam tym filmem. Wizja postapokaliptycznego świata jest nie tylko przerażająca, ale i piękna. Ma w sobie coś z tajemniczości planu „Jestem legendą”. Ruiny i to wszechobecne uczucie niepokoju, coś wspaniałego. Stworzono całkowicie inny świat, a jego nowoczesne budynki, choć obskurne są całkiem urokliwe. Intrygujący jest ten kontrast pomiędzy światem u góry, wyjęty z rasowego science fiction, a dolnym poziomem przypominającym nam świat, który znamy. Zestawia się tutaj biedotę Koloni, z wyrafinowanymi i wyspecjalizowaną architekturą wnętrz „windy”. Trzeba przyznać, że film jest efektowny. Dla niektórych może nawet bardziej niż pierwowzór, ale trzeba mieć na uwadze, że dysponowano wówczas inną technologią, więc był również czarujący, ale na inny sposób. Całkiem ciekawym dodatkiem okazuje się również ścieżka dźwiękowa przygotowana przez Harry'ego Gregson-Williamsa, który jest specjalistą od kompozycji dla produkcji tego gatunku. Intryguje, stopniuje napięcie i porusza. Idealnie podkreślając klimat filmu.
     Nie od dziś wiadomo, że nie znoszę Farrella. Każdego Farrella. Pech chciał, że zastąpił on Arniego w roli Douga Quaida. Mówi się trudno. Nie mniej, zaskakująco, wcale nie był taki najgorszy. Po pewnym czasie przestajemy zauważać, że to ten „przystojniak” szaleje nam na ekranie niczym wprawny parkourowiec. Jego aktorstwo jest względnie zjadliwe i nawet przekonujące, z pewnością bardziej niż Arniego. Dla mnie, osobiście, nie lada atrakcją było pojawienie się w filmie Kate Beckinsale, której nie widziałam w nowej roli całe wieki- chyba od czasu „Motelu”. Muszę przyznać, że stęskniłam się za jej pięknem, a jako niezniszczalna Lori zrobiła na mnie piorunujące wrażenie. Była autentycznie zabójcza- uwielbiam to! Z kolei Jessica Biel jako Melina jest zasadniczo nijaka. Jej rola opiera się głównie na ciągłej walce i nic poza tym. Nie ma charakteru, który swego czasu Rachel Ticotin nadała tej postaci.
   Pod wieloma względami wizja Lena Wisemana dorównuje tej od Paula Verhoevena. „Pamięć absolutna” w nowym wykonaniu została ciekawie urozmaicona przez co mamy wrażenie, jakbyśmy oglądali zupełnie nowy film, i to się sprawdza! Dzieje się tu o wiele więcej, zachwycać możemy się nie tylko dopracowaną w najmniejszym szczególne architekturą miasta, ale również i niespodziankami przygotowanymi specjalnie dla sympatyków filmu z roku 1990. Dalej odczuwamy niezmienionego ducha walki o wolność i choć film pełen jest wymienianych przez widzów bezsensów, to trzeba pamiętać, że produkcja Verhoevena również nie była pod tym względem lepsza. Len Wiseman tworzy fascynujące widowisko na miarę XXI wieku i z pewnością nie będziemy się na nim nudzić.

 Recenzja dla portalu A-G-W.info







poniedziałek, 8 listopada 2010

069. Underworld 2- Ewolucja, reż. Len Wiseman

Oryginalny tytuł: Underworld: Evolution
Seria: Underworld #2
Reżyseria: Len Wiseman
Scenariusz: Danny McBride, Len Wiseman
Zdjęcia: Simon Duggan
Muzyka: Marco Beltrami
Kraj: USA
Gatunek: Horror, Akcja
Premiera światowa: 12 stycznia 2006
Premiera polska: 20 stycznia 2006
Obsada: Kate Beckinsale, Scott Speedman, Derek Jacobi, Tony Curran, Brian Steele, Steven Mackintosh,  Bill Nighy, Michael Sheen, Shane Brolly

    Wojownicza Selena, która w pierwszej części odkryła, że została oszukana i zabiła Victora, teraz stara się obudzić ojca wampirów Marcusa, aby powiedzieć mu o zdradzie. Przy jej boku trwa Michael, który teraz stał się Hybrydą. Niestety okazuje się, że dla Marcusa coś ma o wiele większe znaczenie niż zdrada wampirów. Pragnie on uwolnić z więzienia swojego brata wilkołaka, Williama. Sądzi, że jego brat nie stanie przeciwko niemu tylko złączą siły. Tak naprawdę to tylko Selena wie, gdzie jest to więzienie. Selena wraz z Michaelem robią wszystko, aby pokrzyżować plany Marcusa. Sprawa wydaje się beznadziejna jednak wtedy pojawia się ojciec całego gatunku wampirów i Lykanów, Aleksander Corvinus.
     Momentami żywa, momentami strasznie nużąca akcja. Kolejne walki z wampirami i z wilkołakami nie są już takie fascynujące jak w pierwszej części, ale może to tylko moje odczucie. Najważniejsze, że w ogóle coś się dzieje :D Film jest interesujący, przynajmniej dla mnie, przykuł moją uwagę.
    Jak wspomniałam już wyżej, kolejne walki nie wydają się już takie ekscytujące. Jednak w tej części jest ich chyba o wiele więcej i są bardziej brutalne. Film potrafi trzymać dzięki temu w napięciu, chociaż też nie do końca. Pamiętam, że był taki moment, że już patrzeć nie mogłam, ale to chyba tylko przez to, że znowu spodziewałam się kolejnej głowy odłączonej od ciała ;P a no i jeszcze Ci ludzie zamieniający się w wilkołaki po ugryzieniu, imponujące.
    Za ilość krwi rozlanej w tym filmie powinni dostać Oskara :D szkoda tylko, że nie ma takiej kategorii. Ciągle latają gdzieś głowy i krew tryska po całym obszarze. Jakie te wampiry są okrutne, a fuj, a te wilkołaki... ojej. Jak można wilkołakowi oderwać szczękę? oj fuj. Nie no w ogóle masakryczne to wszystko było.
    Znowu pojawia się Selena, pełna wdzięku oraz tej nieograniczonej siły i chęci zemsty. Michael, dzielnie trwa przy jej boku i wspiera ją swoim hybrydowym ramieniem. Marcus... chęć uwolnienia brata a z drugiej strony chęć zabicia swojego ojca. Każda postać ma inne cele, każda innym ma charakter, każda jednak jest tak samo mroczna.
    Film nie był tak ciekawy jak część pierwsza, ale tak to już bywa z zasady, że drugie części są gorsze. Widziałam, że chcą nakręcić część3... nie mam pojęcia o czym mogłaby ona być no, ale dobra. Nie będę wam polecała tego filmu, bo wiem, że nie każdy lubi tego rodzaju filmy o wampirach, mnie się podoba, ale wam wcale nie musi ;P

poniedziałek, 9 lipca 2007

263. Szklana pułapka 4.0, reż. Len Wiseman

Oryginalny tytuł: Live Free or Die Hard
Seria: Szklana pułapka #4
Reżyseria: Len Wiseman 
Scenariusz: Mark Bomback 
Zdjęcia: Simon Duggan 
Muzyka: Marco Beltrami 
Kraj: USA 
Gatunek: Sensacyjny 
Premiera światowa: 26 maja 2007 
Premiera polska: 06 lipca 2007 
Obsada: Bruce Willis, Timothy Olyphant, Justin Long, Maggie Q, Cliff Curtis,  Kevin Smith, Mary Elizabeth Winstead


Historia:
    John McClane ma z zadanie chronić Matthew Farrella, młodego hakera, którego chce dopaść Thomas Gabriel, ponieważ tylko on mógłby przeszkodzić w wykonaniu jego planu. Thomas Gabriel postanawia zaatakować kraj od strony elektronicznej. Dzięki temu, że w dzisiejszych czasach komputery kontrolują wszystko może on sterować wszystkim, nawet światłami na ulicy, czy dostawą gazu. McClane postanawia mu przeszkodzić, w szczególności, że ten porywa mu jego córkę, Lucy, z którą John i tak nie ma już za dobrych kontaktów.
 
Plusy:
-    akcja. Osobiście uważam, że Szklane pułapki są jednymi z najlepszych filmów akcji w historii kina. Ta część nie jest wcale gorsza. Tym razem jednak niesamowite pościgi strzelaniny są urozmaicone o spektakularne efekty specjalne. To jednak nie jest w stanie zatracić prawdziwej magii tego filmu.
-    efekty specjalne. Oczywiście jest to jedna z lepszych stron tego filmu. Nie da się powiedzieć, które efekty są najbardziej zdumiewające, ponieważ jest ich dość sporo. Między innymi John rozwalający śmigłowiec radiowozem, John w ciężarówce wykonujący różne niesamowite skoki i akrobacje :), motyw w szybie windy, itp.
-    humor. W każdej części filmu spotkamy się z niesamowitym poczuciem humoru John`a :) tym razem jest jeszcze zabawniej :) mnie najbardziej rozwalały dialogi między Johnem i Mattem :D zresztą Bruce to jak gada to ten jego męski głos i ta ironia w tym głosie :) to naprawdę niesamowicie pociągający mix :P jest kilka śmiesznych dialogów, jak na przykład moment, w którym John i Matt wbiegają po schodach i Matt narzeka, że John za szybko biegnie, a John na to: "istnieje coś takiego jak siłownia", albo John jak zwykle niezniszczalny cały pokrwawiony i poraniony i pyta Matta jak żyje, a Matt na to: "Mam otarte kolano i meczy mnie astma ". Albo powaliło mnie to jak na samym końcu John rozmawia ze swoją córką i ona pyta się go jak się ma Matt, a John na to: "Po drodze pewnie zabije go szok". Jak widzicie było się z czego pośmiać :) Mnie jeszcze rozbawiło to jak John i Matt próbowali ukraść samochód, i Matt zrobił to w bardziej cywilizowany sposób :D mówiąc do samochodu, że jego ojciec jest ranny :D gdy głos zapytał o nazwisko niestety okazało się, że chłopcy mieli pecha bo musieli trafić na jakiegoś obcokrajowca :D
-    dziwaczności. Jest kilka spraw, które nurtuje mnie w tym filmie. Wiem, że bohaterowie są nieśmiertelni, a Bruce jest niezniszczalny, ale wydaje mi się, że trochę przesadzili w tym filmie, w szczególności, że Bruce nie ma już 40 lat ;P Mnie najbardziej powalali Ci wysłannicy od Gabriela. No myślałam, że padnę. Azjatka jakaś karateka co najmniej :D kopała co się dało no i najczęściej trafiało na Brucea :D hehe :D nie wspomnę już o kolesiu, którego John nazwał chomikiem. Co on robił to po prostu masakra. Skakał, wywijał się, przeskakiwał po rurach, no mówię wam niemożliwości. Jak jakiś pająk, albo jakiś cyrkowiec.
-    zakończenie. To jak John rozwalił swojego największego przeciwnika dosyć mnie zaskoczyło. Oczywiście usłyszeliśmy to słynne "Yuppi kai ey" było to dosyć niesamowite i w sumie nie w takim stylu jak zwykle John nam to przedstawiał ;P
-    Bruce, czyli John. Jak ja uwielbiam Bruce`a to mówię wam :D dla niego oddałabym wszystko.W pewnym momencie miałam ochotę przykleić się do ekranu :D Jest po prostu niesamowicie przystojny i sexowny :D co z tego, że ma 52 lata :D kogo to obchodzi. To jest przecież najważniejsze, że ten człowiek jest ponadczasowy. Jest najlepszą postacią filmów akcji. Znakomicie radzi sobie z podobnymi rolami, ale jest to pierwszy od jakiegoś czasu film z tak intensywną akcją z Brucem. Zauważyliście? Myślę, że Bruce już powoli wypada z normy i myślę, że ta Szklana Pułapka była takim jego pożegnaniem z kinem akcji, ale zobaczymy :) w końcu nie chcielibyśmy, aby Bruce nam padł na zawał ;P 
Minusy:
-    niektóre akcje były dosyć przesadzone, ale niech będzie.
-    zawiodłam się, że Kapitol nie rozwalił się naprawdę :( chlipu
 
Ulubione sceny:
-    za dużo ich, aby wymieniać ;P;P startowanie śmigłowcem,
-    walka Johna z Mai,
-    ucieczka przed myśliwcem i śmigłowcem,
-    chaos na ulicach i pod tunelem- masakra.

 Moja opinia:
    Film bardzo mi się podobał, naprawdę. Cóż innego mogłabym powiedzieć o moim kochanym Bruce. Film był bardzo ciekawy, ale jednak czegoś mi w nim brakowało. Nie jest to jednak to samo co poprzednie części. Jednakże z czystym sumieniem mogę go wam polecić :)