„Legenda
o Sennej Kotlinie”,
czyli opowiadanie autorstwa Washingtona Irvinga ekranizowane było
już wielokrotnie. Do najbardziej rozpoznawalnych na wielkim ekranie
należy film z 1999 roku w reżyserii Tima Burtona i z Johnnym Deppem
w roli głównej. Jednakże teraz, stacja FOX wypuściła na małe
ekrany telewizyjne godnego zastępcę w całkiem nowej aranżacji.
Twórca kinowego hitu „Underworld”
angażuje do serialu brytyjskiego łowcę kobiecych serc- Toma
Misona, i rozpoczyna świetną zabawę z formułą „Sleepy
Hollow”.
Ichabod
Crane (Tom
Mison)
był walecznym żołnierzem wojsk George'a Washingtona XVII wieku. Na
polu bitwy w Sleepy Hollow zmierzył się jednak z trudnym
przeciwnikiem, a ścinając mu głowę sam poniósł śmierć
zostawiając swoją ukochaną żonę Katrinę (Katia
Winter).
Ku swojemu zaskoczeniu budzi się z wiecznego snu w zimnej jaskini, a
gdy wychodzi na powierzchnię okazuje się, że znalazł się w
świecie o 300 kolejnych lat starszym. Odnajduje go zastępca szeryfa
detektyw Abbie Mills (Nicole
Beherie),
która dopiero co odnalazła swojego przełożonego pozbawionego
głowy. Szybko okazuje się, że do żywych powrócił również
demon z przeszłości i tylko Crane może pomóc dziewczynie ocalić
nie tylko jej miasto, ale również i cały świat przez zbliżającą
się Apokalipsą.
Premierowy
epizod jest właśnie tym, czym powinien być pilot każdego serialu-
zachęca do dalszego oglądania ze względu na niebanalną historię.
To nie jest już tylko zwyczajna gotycka historyjka o bezsensownej
walce ze złem, bo jakiś facet bez głowy wsiada na konia i
upodabnia wszystkich do siebie. To nie tylko rozwiązywanie zagadek
nie mających większego sensu, których rozwikłanie prowadzi
donikąd. „Sleepy
Hollow”
ma swoje przysłowiowe ręce i nogi, a śmiem nawet stwierdzić, że
i jakiś kręgosłup także ma. Pierwszą rzeczą, która nas
zachwyca to nadnaturalny charakter opowieści. Każdy kto lubuje we
wszelkich zjawach, demonach, potworach i innych dziwactwach, które
dawno powinny być w grobach, a jednak stąpają po Ziemi, będzie
wręcz zachwycony! Jednakże z postępem akcji dowiadujemy się, że
to co rozgrywa się na ekranie nie jest jedynie pozbawioną sensu
rozrywką, ale idzie za tym jakaś szerzej pojęta ideologia. Podłoże
w wolnomularstwie nadaje całej opowieści tajemniczości.
Ciągłe odkrywanie kolejnych sekretów to niczym podążanie za Robertem Langdonem od obrazu do rzeźby, aby odczytać zapisaną i nikomu nieznaną zagadkę. Jeśli ktoś jednak myśli, że tylko to mogłoby go zafascynować, to już biegnę wyjaśnić, że nie tylko to! Okazuje się, że sama postać bezgłowego jeźdźca nie wzięła się tak znikąd. Jego powstanie jest jak najbardziej całkowicie przyziemne, ale cel, do którego dąży... stawia włosy na karku w słup. Apokalipsa coś wam mówi? Okazuje się, że właśnie w tym kierunku biegnie scenariusz. Dotykając religii wprawia w osłupienie niemalże na każdym kroku. O dziwo, pojawia się tutaj także i wiele innych straszliwych postaci. Ze wszelkich legend! Och, jak bardzo mi to przypomina początki „Supernatural”... Zachwycające jest tutaj też to, że nie dominuje tutaj powaga. Gdy widz potrzebuje rozluźnienia dostaje je przez urocze żarty i przepychanki głównych bohaterów. No bo dajcie spokój, facet z XVIII wieku ląduje we współczesności! Czy może być ciekawsza intryga do zawiązania humorystycznych akcentów? Oczywiście, że nie!
Ciągłe odkrywanie kolejnych sekretów to niczym podążanie za Robertem Langdonem od obrazu do rzeźby, aby odczytać zapisaną i nikomu nieznaną zagadkę. Jeśli ktoś jednak myśli, że tylko to mogłoby go zafascynować, to już biegnę wyjaśnić, że nie tylko to! Okazuje się, że sama postać bezgłowego jeźdźca nie wzięła się tak znikąd. Jego powstanie jest jak najbardziej całkowicie przyziemne, ale cel, do którego dąży... stawia włosy na karku w słup. Apokalipsa coś wam mówi? Okazuje się, że właśnie w tym kierunku biegnie scenariusz. Dotykając religii wprawia w osłupienie niemalże na każdym kroku. O dziwo, pojawia się tutaj także i wiele innych straszliwych postaci. Ze wszelkich legend! Och, jak bardzo mi to przypomina początki „Supernatural”... Zachwycające jest tutaj też to, że nie dominuje tutaj powaga. Gdy widz potrzebuje rozluźnienia dostaje je przez urocze żarty i przepychanki głównych bohaterów. No bo dajcie spokój, facet z XVIII wieku ląduje we współczesności! Czy może być ciekawsza intryga do zawiązania humorystycznych akcentów? Oczywiście, że nie!
Produkcji
nie można odmówić klimatu! Nie jest to, gotyckie osnute mgłą
miasteczko, ale współczesne zabudowania, więc całość może
troszkę tracić na uroku. Nie mniej twórcy nadrabiają to w zgoła
odmienny sposób. Na pierwszy ogień idzie oczywiście genialny
opening. Jeden z najlepszych jakie widziałam ostatnimi czasy.
Świetne dopieszczenie muzyki będącej motywem przewodnim
skomponowanej przez samego Briana Tylera, więc to nie mogło się
nie udać! Połączono to z rewelacyjnymi i niezwykle mrocznymi
zdjęciami, przez co całość tworzy wysmakowane cudo. Motyw
oczywiście przewija się przez wszystkie epizody podkreślając moc
niektórych wydarzeń. Dzięki temu cały obraz zyskuje więcej
charakteru i odrobinę gotyckiej ciemności. Twórcy wykazują się
bardzo dobrym wyczuciem jeżeli chodzi o wykorzystanie efektów
specjalnych. Korzystają z nich jedynie wtedy, gdy jest to konieczne,
a i tak wychodzi to niezwykle realistycznie. Takich elementów
powstydzić mogłyby się największe blockbustery, bowiem to co
rozgrywa się w Sennej Kotlinie dzieje się z prawdziwym smakiem.
Len
Wiseman zrobił naprawdę dobrą rzecz zatrudniając do
najważniejszej roli Toma Misona. Facet dotychczas znany bardziej z
brytyjskich produkcji, gdzie to wcielał się w bardziej
melancholijnych adoratorów, a tutaj z tym swoim zarostem, fryzurą i
ciuchami w starym stylu prezentuje się zjawiskowo. Nic dziwnego, że
kobiety ślinią się do ekranu nie zważając na odpadające głowy.
Mison czaruje urokiem, ale też i poczuciem humoru, a ze swoim
brytyjskim akcentem wprawia wręcz w orgazmiczne stany. Nie jest może
najlepszym aktorem ze świata seriali, ale z pewnością jest
charyzmatyczny. U jego boku dzielnie trwa Nicole Beherie, która jest
tu kobietą z charakterem, ale przede wszystkim odważną. Niejedni
pozazdroszczą jej zachowania zimnej krwi w najbardziej
traumatycznych sytuacjach. Razem z Misonem tworzą zgrany duet.
Świetnie dogadują się na planie i to ewidentnie widać. Dzięki
wsparciu Katia Winter, Lyndie Greenwood i Orlando Jones udaje im się
stworzyć wiarygodne postaci, które każdy polubi. Z zaskoczenia
pojawia się również i John Noble, dotychczas uświetniający swoją
osobą produkcję „Fringe”.
Tutaj odrobinę pozostaje mu tego szaleństwa w kreacji,
aczkolwiek... okazuje się być najbardziej... nieprzewidywalną z
postaci.
Póki
co, „Sleepy
Hollow”
jest naprawdę wyśmienitą produkcją i żywię ogromną nadzieję,
że utrzyma się tak jeszcze długo. Wszystkie trzynaście epizodów
utrzymuje niezmiennie równy poziom. Każdy jest inny pod względem
fabularnym, w każdym kolejnym epizodzie pojawia się inny wróg, ale
wszystko to zmierza do jednego określonego celu. Trzyma w napięciu,
a niektóre wydarzenia piorunują i zaskakują, tak samo zresztą jak
same postaci, które widz zdąży już polubić. Finał sezonu
gwarantuje niezapomniane wrażenia. Szok, którego doznaje widz nie
można niczym zastąpić. Osobiście, z fascynacją i tęsknotą
wyczekuję kolejnej serii przygód detektyw Mills i jej
osiemnastowiecznego przyjaciela Ichaboda, więc ten tytuł polecam
każdemu fanowi nadnaturalnych uniesień!
Ocena:
8/10

Premiera:
16 września 2013 (Fox)
08 lutego 2014 (Fox Polska)
Prześlij komentarz