NOWOŚCI
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą #serial. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą #serial. Pokaż wszystkie posty

środa, 17 października 2018

GeeKolekcja #86: Pierwsza połowa roku 2018 według GEEKA

Wstyd! Wstyd i hańba!
Nie wierzę, że minął już kolejny kwartał po półroczu, a ja jeszcze nie ogarnęłam, co to zaszczyciło swoją obecnością moje półki filmowo-książkowo-funkowe. Musicie mi jednak wybaczyć, bowiem w moim życiu nadeszło bardzo wiele zmian i wciąż próbuję się do nich dostosować. Coś kosztem czegoś. Wyleczyłam się jednak z pewnego rodzaju książkoholizmu, który doprowadzał do tego, że kupowałam książki nałogowo, a i tak kończyło się to tak, że przez kilka lat nie miałam okazji ich przeczytać aż w końcu wyrosłam i się ich pozbywałam. Bez sensu! Oczywiście, nadal ulegam różnego rodzaju sugestiom, ale to już zupełnie inna bajka. Moje kontakty z wydawcami oraz z Galapagosem, który był moim źródełkiem filmowym, trochę przygasły. Bardzo mi przykro z tego powodu, ale cieszę się, że niektórzy wiernie trwają przy moim boku i zasilają moją małą choróbkę. Wykazując się przy tym niesamowitą cierpliwością i wyrozumiałością wobec moich osobistych problemów w obliczu ostatnich wydarzeń. Z tego miejsca gorąco DZIĘKUJĘ! 

Nie zanudzając Was dłużej zbędną treścią podrzucam trochę zdjęć, bo ponoć te najlepiej trafiają do odbiorcy. Dla mnie to też spore ułatwienie, bo mam ściągę co też sobie ostatnio nakupowałam (tym sposobem raz uratowałam się od ponownego zakupu DVD z filmem "Interstellar"). 


GEEKOLEKCJA - I KWARTAŁ -

1. Dom łez, aut. Linda Bleser - egzemplarz do recenzji od HarperCollins Polska - oddałam dalej
2. Feluś i Gucio idą do przedszkola, aut. Katarzyna Kozłowska - egzemplarz od Naszej Księgarni
3. Chce mi się kupę, aut. Guido Van Genechten - j.w.
4. Narysuję to, co czuję, aut. Yasmeen Ismail - j.w. 
5. Greccy herosi według Percy'ego Jacksona, aut. Rick Riordan - wymiana na FB
6. Margo, aut. Tarryn Fisher - j.w.
7. Kobieta w oknie, aut. A.J. Finn - zakupione na Nieprzeczytane.pl
8. Morderstwo w Orient Expressie, aut. Agatha Christie - j.w.
9. Związani, aut. Emma Chase - zakupione po mega promocyjnej cenie 9,99zł w Stokrotce

10. Lego Ninjago, reż. Charlie Bean, Paul Fisher - do recenzji od Galapagos Films
11. Był sobie pies, reż. Lasse Hallstrom - zakupione na promocji w Biedronce
12. To. Edycja 2 DVD, reż. Andres Muschietti - zakup w Empiku
13. Wizyta, reż. M. Night Shyamalan - zakupione na promocji w Biedronce
14. Joe Black, reż. Martin Brest - j.w.
15. La La Land, reż. Damien Chazelle - kupione na promocji w Empiku
16. Thor: Ragnarok, reż. Taika Waititi - egzemplarz do recenzji od Galapagos Films

Do tego oczywiście moja nowa mania, czyli kilka figurek Funko Pop Vinyl:
* Buffy Summers z mojego ukochanego serialu z późnego dzieciństwa "Buffy - postrach wampirów",
* Jaś Fasola z miśkiem w ręce,
* Królewna Śnieżka,
* Sailor Saturn z mojego ulubionego anime "Sailor Moon",
* Sailor Pluto j.w., 
* L z anime "Death Note"
* Chewbacca z Porgiem z filmu "Gwiezdne Wojny: Ostatni Jedi",
* Jon Snow z serialu "Gra o tron".


GEEKOLEKCJA - II KWARTAŁ - 


17. Nie bój się i pocałuj mnie, aut. Nastja Holtfreter - od wydawnictwa Nasza Księgarnia
18. Co widzimy w gwiazdach, aut. Kelsey Oseid - j.w.
19. Zupy moc, aut. Monika Mrozowska - egzemplarz od Zwierciadła
20. Pucked, aut. Helena Hunting - do recenzji od wydawnictwa Szósty Zmysł

21. Logan: Wolverine, reż. James Mangold - prezent na urodziny od siostry

Dodatkowo lusterko kolekcjonerskie z wizerunkiem Deana Winchestera z jednego z moich ulubionych seriali nadnaturalnych "Supernatural" oraz Funko Pop Vinyl w wersji Chase - Czarna Pantera, które otrzymałam na urodziny od mojej przyjaciółki Ani z bloga OniKruki.



22. Harry Potter. Podróż przez historię magii, aut. J.K. Rowling - zakup na LubimyCzytać
23. Wielka księga wartości, aut. Teresa Blanch, Anna Gasol - egzemplarz do recenzji od Naszej Księgarni
24. Miasteczko Darkmord, aut. Shane Hegarty - zakup na LC
25. Zwierzoobjaśniarka, aut. Sergio Olivetti - egzemplarz od Naszej Księgarni
26. Poświęcenie, aut. Adriana Locke - do recenzji od wydawnictwa Szósty Zmysł
27. Upiorna uczta, aut. Robert Cichowlas - zakup u sprzedawcy na Allegro
28. Owoc granatu, aut. Maria Paszyńska - niezapowiedziana wysyłka od Publicat S.A.

29. Dzieciak rządzi, reż. Tom McGrath - zakup na promocji Empiku
30. Kapitan Majtas, reż. David Soren - j.w.
31. Gru, Dru i Minionki, reż. Kyle Balda, Pierre Coffin - zakupione na promocji w Lidlu
32. Coco, reż. Lee Unkrich, Adrian Molina - do recenzji od Galapagos Films
33. Kubo i dwie struny, reż. Travis Knight - zakup na promocji Biedronki
34. Gwiezdne wojny: Ostatni Jedi, reż. Rian Johnson - egzemplarz od Galapagos Films
35. Czarna Pantera, reż. Ryan Coogler - j.w.
36. Listy do M., reż. Mitja Okron - zakupione na promocji w Biedronce
37. Jumanji: Przygoda w dżungli, reż. Jake Kasdan - zakup na promocji w Empiku
38. Atak Paniki, reż. Paweł Maślona - do recenzji od Galapagos Films
39. Liga Sprawiedliwości, reż. Zack Snyder - j.w.

Dodatkowo na Dzień Dziecka sprawiłam sobie Monopoly w edycji moich ukochanych Friends. Ponadto uzbroiłam się w kolejne figurki Funko POP Vinyl:
* Neo Queen Serenity, Small Lady & Król Endymion, czyli królewska rodzina z Kryształowego Królestwa z anime "Sailor Moon",
* Sailor V również z "Sailor Moon" - tak wiem, widać, że uwielbiam,
* Ryuk z anime "Death Note", na którego się trochę naczekałam, ale najważniejsze, że jest, bo już nadzieję traciłam,
* Aragorn z filmu "Władca Pierścieni",
* Giles z serialu "Buffy- postrach wampirów",
* Proxima Midnight, czyli jedna z moich ulubionych z "Avengers: Wojna bez granic",
* Iron Man (w końcu!) również z najnowszego "Avengers",

poniedziałek, 15 stycznia 2018

GeeKolekcja #85: Zamknięcie roku 2017

     Wstęp, początek i rozwinięcie. W takich trzech odsłonach można było oglądać moje filmowo-książkowo-gadżetowe starcia z zawartością portfela. Stwierdzam jednak, że to zdecydowanie za długi okres czasu i często ciężko jest mi się dokopać do wszystkich zdjęć moich nabytków, jakie znaleźć można u mnie w smartfonie. Nowy rok, nowa ja, więc może coś w organizacji tej kwestii zmienię. Póki co, prezentuję Wam to co udało mi się kupić, dostać lub też wybłagać przez te cztery ostatnie miesiące roku, począwszy od września, a na grudniu skończywszy. Enjoy!

Od górnej lewej:

1. Megasztuczki dla małych magików, aut. Joshua Jay - egzemplarz od wydawnictwa Egmont
2. Ale auta! Odjazdowe historie samochodowe, aut. Michał Leśniewski - j.w.
3. Indeks szczęścia Juniper Lemon, aut. Julie Israel - wymiana z LC
4. Metro 2034, aut. Dmitry Glukhovsky - zakup na FB
5. Pojedynek na słowa, aut. Connie Willis - j.w.
6. Piękny sekret, aut. Christina Lauren - j.w.
7. Nigdziebądź, aut. Neil Gaiman - zakup 
8. Koralina, aut. Neil Gaiman - j.w.
9. Początek wszystkiego, aut. Robyn Schneider - zakup w Biedronce
10. Lokatorka, aut. JP. Delaney - j.w.
11. Nie podchodź bliżej, aut. Katarzyna Misiołek - zakup u Nieprzeczytane.pl
12. Lifeblood. Krew życia, aut. Gena Shewalter - egzemplarz do recenzji od HarperCollins
13. Consolation, aut. Corinne Michaels - egzemplarz do recenzji od Szóstego Zmysłu
14. Początek, aut. Dan Brown - zakup u Nieprzeczytane.pl
15. Zielone koktajle. Detoks, aut. praca zbiorowa - prezent od Publicat S.A. na targach książki
16. Nasze kochane święta, aut. Iwona Poczopko - prezent od Książnicy na targach książki
17. Pierwszy śnieg, aut. Jo Nesbo - j.w.
18. Arsen, aut. Mia Asher - egzemplarz do recenzji od Szóstego Zmysłu
19. Conviction, aut. Corinne Michaels - j.w.
20. It Ends With Us, aut. Colleen Hoover - zakup u Otwartego na Targach Książki
21. Cwana Ciotuchna, aut. David Walliams - zakup u Platona na Targach Książki
22. Magnus Chase i Bogowie Asgardu. Statek Umarłych, aut. Rick Riordan - zakup u Galerii Książki na Targach Książki w Krakowie
23. Tajne akta obozu herosów, aut. Rick Riordan - j.w.
24. Czaromarownik 2018, kalendarz - zakup u wydawnictwa Kobiece na Targach Książki
25. Smoczek Loczek i bardzo straszna czkawka, aut. Maciej Jasiński - zakup u wydawnictwa Tadam na Targach Książki
26. Smoczek Loczek na ratunek księżniczce, aut. Maciej Jasiński - j.w.
27. Kobo w supermarkecie, aut. Michał Kubas - j.w.
28. TO, aut. Stephen King - zakup u Nieprzeczytane.pl
29. Zostać Panią Parrish, aut. Liv Constantine - egzemplarz od wydawnictwa HarperCollins
30. Pudełko z guzikami Gwendy, aut. Stephen King, Richard Chizmar - zakup na promocji w Świat Książki
31. BulletBook, Bądź pięknie zorganizowana, aut. David Sinden - zakup na promocji w Empik
32. Harry Potter i Więzień Azkabanu. Wydanie ilustrowane, aut. J.K. Rowling - prezent gwiazdkowy od rodziców
33. I nie było już nikogo, aut. Agatha Christie - prezent gwiazdkowy od siostry
34. Dunkierka, aut. Joshua Levine - prezent od dystrybutora filmu Galapagos Films

+ Funko POPki Harry Potter, Ghostface, Pennywise, Gunslinger, Severus Snape, Daenerys Targaryen - od Pop Vinyl, EMP, DystryktZero
+ zakładki Pennywise, L, smok z EpikPage kupione na Targach Książki w Krakowie

35. Transformers. Ostatni rycerz, reż. Michael Bay - kupione na promocji w Empik
36. Dunkierka, reż. Christopher Nolan - egzemplarz od dystrybutora Galapagos Films


37. Strażnicy Galaktyki, vol. 2, reż. James Gunn - egzemplarz od dystrybutora Galapagos Films
38. Split, reż. M. Night Shyamalan - zakup na promocji w Biedronce, za 9,99zł
39. Sekretne życie zwierzaków domowych, reż. Chris Renaud, Yarrow Cheney - j.w.
40. Leon zawodowiec, reż. Luc Besson - j.w.
41. Złe mamuśki, reż. Jon Lucas, Scott Moore - j.w.
42. Kong. Wyspa Czaszki, reż  Jordan Vogt-Roberts- egzemplarz od Galapagos Films
43. Piraci z Karaibów. Zemsta Salazara, reż. Joachim Ronning, Espen Sandberg - j.w.
44. Wonder Woman, reż. Patty Jenkins - j.w.
45. Kochane kłopoty, serial - j.w.
46. Za niebieskimi drzwiami, reż. Mariusz Palej - j.w.
47. Spiderman: Homecoming, reż. Jon Watts - zakup na promocji w Lidlu
48. Basmati Blues, reż. Dan Baron - prezent od Galapagos Films
49. Valerian i miasto tysiąca planet, reż. Luc Besson - gwiazdkowy prezent od Człowieka Damiana
50. Power Rangers, reż. Dean Israelite - zakup na promocji w Biedronce, 9,99zł
51. Listy do M2, reż. Maciej Dejczer- j.w.
52. Światło między oceanami, reż. Derek Cianfrance - j.w.

53. Mitologia nordycka, aut. Neil Gaiman - zakup na promocji w Biedronce

+ Funko POP - Spiderman: Homecoming w słuchawkach - zakup u PopVinyl


Figurki POPkowe
+ Negan z The Walking Dead - EMP
+ Elsa z Frozen - POPVinyl
+ Octavia z The 100 - j.w.
+ Lexa z The 100 - j.w.
+ Hellboy - j.w.
+ Thor z hełmem Sukura z Thor Ragnarok - gwiazdkowy prezent od Ani i Krystiana z bloga OniKruki
+ Severus Snape z Harry Pottera - prezent gwiazdkowy od Rodziców,
+ Daenerys ze smokiem - prezent gwiazdkowy od siostry
+ Alien - zakup na EMP
+ Davy Jones - j.w.
+ Aquaman z Justice League - zakup u POPVinyl
+ Mulan - j.w.
+ Wonder Woman z Justice League - j.w.
+ Roszpunka z Tangled - j.w.

+ Zakładki od EpikPage - Jon Snow i Daenerys


czwartek, 24 sierpnia 2017

1236. 666 Park Avenue, aut. David Wilcox

     Kiedy stacja ABC ogłosiła swoją ramówkę na sezon 2012/2013, a wraz z nią kilka premier wśród seriali telewizyjnych jeden tytuł przykuł moją uwagę. Jako sympatyczna wszelkich paranormalnych tworów nikogo nie zdziwiło, gdy produkcja pomysłu Davida Wilcoxa, który wzorował się na debiutanckiej powieści Gabrielli Pierce, o mrocznym i wymownym tytule „666 Park Avenue” trafiła w moje gusta. Z ciekawą fabułą, interesującymi postaciami, ale przede wszystkim niepowtarzalnym klimatem była jedną z nielicznych, na której kolejne epizody wyczekiwałam z utęsknieniem.
Źródło: Fanpop.com
     Pod adresem 666 Park Avenue stoi ogromny, stylowy apartamentowiec o bogatej historii- Drake. Jego właścicielem jest bardzo wpływowy i potężny człowiek- Gavin Doran (Terry O'Quinn), u którego boku wiernie trwa piękna małżonka Olivia (Vanessa Williams). Na pierwszy rzut oka majestatyczny, choć niepozorny budynek skrywa ogromną tajemnicę, którą znają jedynie jego mieszkańcy- w tym apartamentowcu dochodzi do dziwnych wydarzeń, a ich sprawcą wydaje się być właściciel. To właśnie do tego miejsca wprowadza się młoda para, rozpoczynająca swoja karierę w Nowym Jorku. Henry rozpoczyna karierę polityczną (Dave Annable), a jego ukochana Jane (Rachael Taylor) staje się nowym zarządcą Drake'a. Nie wiedzą jednak, że w chwili gdy podpisali umowę najmu, zawarli pakt z samym diabłem.
     „666 Park Avenue”, czyli bardzo diaboliczny serial z mrocznymi epizodami. Wszystkie tworzą jedną wielką całość, może niekoniecznie spójną, może niekoniecznie logiczną, czy porywającą, ale z pewnością każdy drobny element, każda fabuła najmniejszego odcinka odciska się piętnem na całym obrazie. Jak wiadomo, na początku podróży z debiutującymi serialami wszystko jest cudowne, wszystko nas intryguje, a każdy element układanki wydaje się mieć całkowity sens. Tak wszystko toczy się gdzieś do połowy sezonu, po którym fabuła leci na łeb na szyje. Twórcy coraz bardziej naciągają swoją opowieść, udziwniając, odkrywając coraz to nowsze karty mające wprowadzić widza w dezorientację, czy zapewnić kolejny twist w akcji. Prawda jest jednak taka, że zaczynają się odrobinę gubić we własnym pomyśle. Obraz, który zapowiadał się na demoniczne zabawy z paktami i terroryzowaniem bohaterów, zamienił się w zmiękczoną opowieść o niedoścignionych marzeniach, straconych szansach i zaufaniu. Pojawiają się rodzinne tragedie, momentami totalnie tandetny motyw zdrady, a cała otoczka intrygi i tajemnicy tkwiącej w samych cyrografach gdzieś się rozmywa- innymi słowy za bardzo skupiał się na wybranej grupce postaci, zamiast rozwijać motywy reszty mieszkańców. Przez to zamienia się w nudną gadaninę, gdzie pojawianie się kolejnych postaci z przeszłości, odkrywanie kolejnych brudnych i mrocznych sekretów apartamentowca przestaje być na tyle interesujące, aby zachęcić do tego pomysłu innych maniaków telewizyjnych produkcji. Tak też serial, który zaliczył bardzo ciekawy pilotowy odcinek, bardzo burzliwe, nierówne rozwinięcie, u końca swojej przygody zamienił się w kiczowatą opowieść z dość mocno przesadzonym finałem, który chyba każdego wstrząsnął swoją głupotą. A szkoda, bo miał tak wielki potencjał. Nic dziwnego, że zrezygnowano z jego kontynuacji.
Źródło: Fanpop.com
     Nie mniej, z jakichś powodów cenię sobie ten tytuł. „666 Park Avenue” ma przede wszystkim niesamowity klimat, który zachęca do dalszych seansów. Może to, a może bardziej tajemnica spoczywająca na Drake'u, która wciąż pozostaje nierozwikłana. Nie mniej, od samego początku towarzyszy nam groza, uczucie dyskomfortu, pewna klaustrofobiczna niecodzienność, którą odurza nas apartamentowiec, choć być może jest to też wina niesamowitego, acz minimalistycznego intro. W większości akcja rozgrywa się w jego murach i bez względu na to, czy stoimy w rozświetlonym holu, czy lunatykowaliśmy w stronę piwnicy, która wydaje się być epicentrum wydarzeń, wciąż będziemy odczuwać napięcie, budowane w dużej mierze nie tylko przez zdjęcia, ale również ścieżkę dźwiękową. Dobrze jednak, że twórcy nie postawili na bardziej paranormalne elementy opowieści. Chwali się, że darowali sobie nadmierność efektów specjalnych i ograniczyli się jedynie do niezbędnych elementów. Przez to obraz zachowuje swoją prawdziwość.
      W obsadzie aktorów jest co niemiara. Każdy odgrywa mniej bądź bardziej ważną rolę, każdy bohater oddaje część siebie- w mniej bądź bardziej drastyczny sposób. Władcą marionetek zostaje tutaj Terry O'Quinn i mówcie co chcecie, ale po wydarzeniach z „Lost” naprawdę wzbudza dyskomfort jako Doran. Trudno stwierdzić w czym tkwi jego sekret. Czy to w przeszywającym spojrzeniu, mimice twarzy, czy sposób w jaki się wypowiada, pewne jest jednak to, że źle mu z oczu patrzy- przynajmniej w chwili, gdy się z nim zadrze. Na co dzień pogodna persona, choć dość kontrowersyjna. Nie inaczej jest z Vanessą Williams, o której do tej pory nie wiem co mam myśleć. Prawdziwą perełką staje się tu jednak Rachael Taylor, czyli bohaterka pierwszego starcia z filmem „Transformers”. Ze swoim nietypowym akcentem idealnie komponuje się z niebanalną opowieścią. Choć przez większość epizodów nawet się sprawdza, to od pewnego momentu zaczyna irytować. Jej delikatność staje się coraz bardziej przesadzona, a głupkowatość nie tak urocza, jak można by oczekiwać. Z pewnością wypada jednak lepiej niżeli Dave Annable, który jest tak przezroczysty, że jedynie dzięki Taylor staje się momentami zauważalny. To samo dotyczy zresztą innych postaci, na szczęście niektórzy kończą bardzo źle.
Źródło: Fanpop.com
      Serialowa przygoda ABC z cyrografami i apartamentowcem dobiegła końca już na początku 2013 roku. Wyemitowano jedynie pierwszy, trzynastoodcinkowy sezon i na tym poprzestano. Patrząc na nierówności „666 Park Avenue” nie dziwne, że widzowie szybko skreślili wspólne spotkania z tym serialem. Na pewno było to coś ciekawego, na pewno zachwycało klimatem i potencjałem, ale niestety- każdy kolejny sezon gorszy był od poprzedniego i jedynie sympatia do niektórych bohaterów, a także chęć rozwikłania zagadki Drake'a były w stanie utrzymać nas lojalnie do ostatniej zagrywki. Szkoda jedynie, że finał okazał się być ciosem poniżej pasa, gdzie tanią zagrywką twórcy pokazali, że nie mieli pomysłu na zamknięcie historii. Pozostawia to spory niesmak i choć początek produkcji był całkiem obiecujący, to jednak ocenia się po tym, jak coś się kończy, a mieszkańcy z 666 Park Avenue nie skończyli zbyt dobrze.

Ocena: 6/10

Oryginalny tytuł: 666 Park Avenue / Reżyseria: Alex Graves, Robert Duncan McNeill / Scenariusz: David Wilcox / Na podstawie: powieści Gabrielli Pierce / Zdjęcia: Derick V. Underschultz, Anette Haellmigk / Muzyka: Trevor Morris / Obsada: Terry O'Quinn, Vanessa Williams, Rachael Taylor, Dave Annable, Robert Buckley, Mercedes Masöhn, Mark Palladino, Samantha Logan / Kraj: USA / Gatunek: Horror, Sci-Fi, Dramat / Ilość odcinków: 13
Premiera: 30 września 2012 (ABC) 25 września 2013 (13th Street Universal)

sobota, 12 sierpnia 2017

1234. Dawno, dawno temu (sezon 1), aut. Adam Horowitz, Edward Kitsis

     Baśnie znane są nam nie od dziś. Od dziesiątków lat stanowią element wychowawczy dla dzieci, a przy okazji są dla nich dobrą rozrywką. Będąc ciągłą inspiracją dla twórców nie powinno dziwić, że zabrano się za serialową adaptację. W sezonie 2011/2012 Amerykanie mogli oglądać dwie różne produkcje z baśniowym motywem. Jedną z nich jest "Once Upon a Time", stacji ABC pomysłu Adama Horowitza oraz Edwarda Kitsisa, która przenosi świat baśni do świata bez magii, świata rzeczywistego.
     Pewnego dnia pod drzwiami Emmy Swan (Jennifer Morrison), łowczyni nagród, staje mały chłopiec imieniem Henry (Jared Golmore). Twierdząc, że jest jej synem- oddanym przez nią do adopcji przed wielu laty, informuje ją, że jest jedynym wybawieniem dla mieszkańców jego miasta- Storybrooke. Dzierżąc w rękach opasły tom baśni chłopiec sądzi, że mieszkańcy miasteczka to w rzeczywistości postacie ze znanych bajek, na których klątwę rzuciła Zła Królowa, jego matka i burmistrz jednocześnie- Regina (Lana Parilla). Kiedy przyjeżdżają do miasta coś zaczyna się zmieniać, w szczególności, gdy Emma postanawia zostać. Sprowadza tym na siebie gniew pani burmistrz, która jako jedyna wie, że będąca córką Śnieżki (Ginnifer Goodwin) i Księcia (Josh Dallas), Emma, jako jedyna może złamać klątwę i przypomnieć mieszkańcom o ich dotychczasowym życiu.
    Twórcy serialu postanowili trochę urozmaicić swoją produkcję przeplatając świat rzeczywisty z baśniowym. Nie są to jednak całkowicie różne tematy. Oba światy pozostają ze sobą w harmonii. Każdy odcinek jest o czymś innym, opowiada zupełnie inną bajkę i prezentuje inne wartości. Mają jednak wspólny motyw przewodni, każdy z nich dotyka problemu klątwy i dążenia do jej złamania. Nie jest to jedynie temat samego jej istnienia, ale przede wszystkim uwierzenia przez Emmę, iż jest jedyną nadzieją na ocalenie dla baśniowych bohaterów. Z drugiej zaś strony chodzi i o to, aby uwierzyła nie tylko w magię, ale i w to, że jest gotowa na zostanie matką Henry'ego. Wobec czego jej osobista walka ze Złą Królową odbywa się na poziomie macierzyństwa. Innym istotnym wątkiem jest niezwykła i dobrze nam znana miłość Śnieżki i Księcia. W świecie bez magii wszyscy pozbawieni są swoich uczuć do ukochanych osób, w ogóle ich nie pamiętając. I choć każdy z nich w pewien sposób łączy się z bliskim, wypełnia swój cel, to jednak nadrzędny wątek Mary Margaret i Jamesa pozostaje nierozwiązany. Jak baśnie, tak też i serial ma swoje szczęśliwe zakończenie, choć i nie do końca. Jakoś trzeba było zakończyć sezon i chyba lepszego finału nie można było sobie wymyślić. Kończy jedną część i jednocześnie jest początkiem nowej opowieści. Zapowiada się naprawdę bardzo ciekawy i magiczny drugi sezon.
     Serial porywa nie tylko fabułą, ale również i wyglądem. Zachwyca nie tylko świat baśniowy, ale i rzeczywisty. W magicznej krainie urzekają nas kreacje, przede wszystkim te znalezione w szafie Złej Królowej, ale też i zamki, malownicze krajobrazy, czy magiczne istoty. Nie jest to oczywiście szczyt efekciarstwa, ale jak na serialową produkcję wizualne efekty są o wiele lepsze niż w średniej klasy serialu kanału SyFy. Świat bez magii oczaruje nas przede wszystkim aranżacją wnętrz i scenografią plenerową. Jako, że bez czarów pozbawieni jesteśmy cyfrowych bajerów, cały urok tkwi w postaciach, zdjęciach i scenografii. Nie bez wpływu na atmosferę jest też ścieżka dźwiękowa skomponowana przez Marka Ishama. Podkreśla charakter chwili, przede wszystkim przy wątkach miłosnych, ale co najważniejsze, idealnie podkreśla magiczny klimat historii.
     Przez te 22 odcinki przez serial przewija się bardzo wielu bohaterów. Poznamy nowy wizerunek Czerwonego Kapturka, Pinokia, czy Świerszcza Jimmy'ego. Nie zabraknie też i tego złego- Rumpelstinskina, czy Dżina z lampy. Wielokrotnie zmienia się tak bardzo dobrze znane nam baśnie. Żadna z nich nie wygląda tak, jak ją znamy z dzieciństwa. Wzbogaca się historię Śnieżki, czy nawet i Świerszcza. Nadaje się większego charakteru Pinokio, czy Łowcy. Zaskakująco pojawiają się też inne postaci, których próżno szukać w klasycznych bajkach. Takim przykładem jest choćby Szalony Kapelusznik. Wszystkie postaci są charakterne, a obsada do nich całkiem nie najgorzej dobrana. Trzeba jednak przyznać, że Śnieżka, w wykonaniu Ginnifer Goodwin, zaczyna irytować swoją niewinnością. Dlatego też za ulubioną postać możemy sobie obrać Emmę, w tej roli podopieczna doktora House'a- Jennifer Morrison. Szybko jednak zapominamy o Cameron i całkowicie poświęcamy się podglądaniu ciągłych zmian, które zachodzą w Emmie. Jednakże największe pole do popisu miały czarne charaktery. W tym serialu jest ich aż dwójka, przez co twórcy każą nam wybierać, które z nich stanowi mniejsze zło. A tu przede wszystkim Lana Parrilla w roli Reginy. Kobieta, której szczęście zniszczono i która zaczyna niszczyć innych. Pełna ekspresji i nikczemności, jest, obok Rumpelstinskina, najciekawszą z postaci. On sam z kolei jest dosyć rozdarty. Robert Carlyle zupełnie inaczej gra Rumpela, a inaczej pana Golda- odpowiednika w świecie rzeczywistym. Rewelacyjnie ukazał różnicę pomiędzy tymi dwoma mrocznymi wcieleniami, a to czyni go największą gwiazdą tego serialu, a przynajmniej pierwszego sezonu.
     Choć początkowo "Once Upon a Time" trochę irytował, ze względu na rozwlekłość i ciągłe gonienie za prawdą, to jednak każdy kto tylko przeżyje do półmetka sezonu doczeka się prawdziwych rewelacji. Scenarzyści bardzo dobrze wykorzystali znane od wieków historie, dla podkreślenia dramatów bohaterów świata rzeczywistego. Oba te światy, choć całkiem różne, współgrają ze sobą, a to idealnie odzwierciedla jak istotne znaczenie dla świata mają mądrości zawarte w baśniach Grimmów, czy Andersena, a nawet historiach orientalnych. Dobrze wykonany wielowątkowy serial jest idealnym rozwiązaniem dla znudzonego widza. Z niecierpliwością wyczekuję kontynuacji w nowym sezonie.

Ocena: 7/10

Oryginalny tytuł: Once Upon a Time / Reżyseria: Mark Mylod, Greg Beeman i inni / Scenariusz: Adam Horowitz, Edward Kitsis / Zdjęcia: Steven Fierberg, Stephen Jackson / Muzyka: Mark Isham / Obsada: Jennifer Morrison, Robert Carlyle, Lana Parrilla, Josh Dallas, Ginnifer Goodwin, Jared Gilmore, Emilie De Ravin, Giancarlo Esposito, David Anders, Jamie Dornan i inni / Kraj: USA / Gatunek: Fantasy, Przygodowy, Dramat / Ilość odcinków: 22

Premiera: 23 października 2011 (ABC) 08 lipca 2012 (FOX Polska) 

środa, 26 lipca 2017

1232. Tajemny krąg, reż. Liz Friedlander

     Stacja The CW wraz z nadejściem nowego sezonu 2011/2012 wyemitowała nową propozycję dla fanów młodzieżówek. Po "Pamiętnikach wampirów'" przyszedł czas na czarownice z "Tajemnego kręgu". Serial powstał w oparciu o kolejna serię powieści autorstwa L.J. Smith, która stworzyła także historię romansu Eleny i Stefano. Do projektu zaangażowali się Ci sami twórcy, którzy odpowiadają za "Pamiętniki wampirów".
     W małym, spokojnym miasteczku dochodzi do tragedii, w wyniku której ginie Amelia Blake. Jej osierocona nastoletnia córka- Cassie, przekazana zostaje pod opiekę swojej babci, tym w rodzinne strony swojej matki, do Chance Harbor. Pierwszego dnia w nowej szkole nawiązuje świeże kontakty i szybko znajduje przyjaciół. Kiedy dowiaduje się, że jej znajomi to tak naprawdę czarownice, a ona jest jedną z nich, całe jej życie ulega zmianie. Idąc w ślady swoich nieżyjących rodziców tworzą krąg, aby zjednoczyć swoje moce i stać się niepokonanymi. Jednakże wraz z tym ściągają na siebie łowców, którzy nie spoczną dopóki nie zabiją wszystkich czarownic.
     Obok wampirów i wilkołaków, czarownice są jednym z najchętniej podejmowanych tematów w literaturze, czy filmie. W "Tajemnym kręgu" nadrzędną rolę pełnią magiczne zaklęcia, rytuały, czy też efekty specjalne. Nie zapomina się jednak o sporym ładunku emocjonalnym towarzyszącemu rozgrywanym wydarzeniom. Magia bowiem jest spoiwem łączącym szóstkę niezwykłych osobowości. Stanowi przedmiot rozrywki, jest czymś co ich dzieli, czymś co sprawia im ogromny problem. Ściąga na nich łowców czarownic, atak demonów, który kończy się tragicznie, a także całą masę innych wydarzeń, których nie spodziewałby się nikt. Wszystkie 22 odcinki to niekiedy całkowicie odrębne fabuły. Dopiero przy końcu zaczynają spajać się w jedną całość, prowadzącą do załadowanego finału. Zakończenie jest takie, jak cały sezon. Pełen akcji, rozmaitych emocji i wszelkiej magii. Potężnie zaskakuje w związku z czym fani mogli oczekiwać kolejnego sezonu, w którym znajdziemy odpowiedzi na wiele rozpoczętych wątków. Niestety, twórcy zrezygnowali z ciągnięcia tej historii. Trochę to frustruje bowiem każdy chciałby się dowiedzieć jak skończą się wątki miłosne, jak wiele szkód narobi czarna magia i czy w końcu rodzinie uda się zjednoczyć. Choć wiele wątków udało się zakończyć w dość zaskakujący sposób- zarówno w finale, jak i w międzyczasie, to szkoda, że nie poznamy dalszego ciągu. Choć dialogi i zaklęcia wypowiadane przez młode czarownice były dość irytujące, to dało się je przeżyć.
     Cały sezon uzbrojony został w potężny ładunek mrocznego klimatu powiązanego z magią. Choć nie jest to serial w całości o czarnej magii to jednak jej mrok jest tutaj dominujący. Zadbano, w tym celu, o wystrój opuszczonego domu, czy garażu wypełnionego po brzegi magicznymi rekwizytami. Momentami jest to dość dosadne. Nie ma zbytniego przeładowania efektami specjalnymi, czy komputerowymi, co jest dość nietypowe dla tego typu produkcji. Na szczęście wychodzi to na dobre dla serialu zyskując tym samym na wiarygodności. Podkład muzyczny i utwory, których posłuchać można przy okazji utrzymane są w tej samej tonacji co w serialu "Pamiętniki wampirów". Nie są to zbyt znane kawałki, ale czasem uprzyjemniają nam seans.
     Obsada to same młode gwiazdy, a większość z nich dopiero rozpoczyna swoją karierę. Większość znana z niezbyt ambitnych produkcji młodzieżowych. Tutaj reprezentują sześć zupełnie różnych osobowości. Cassie, która irytuje swoim ciągłym dziubkiem, stanowiąca całkowity i ciekawy misz masz charakterów. Potrafiła być jednocześnie niewinna i przerażająca. Dziwne jednak, że większa część obsady ją przyćmiła. Ciekawą postacią okazała się być Faye. Jej buntowniczy i pełen determinacji charakterek był dominujący. Najbardziej świadoma siebie postać, choć nie do końca w tym przekonująca. Najbardziej przezroczystą bohaterką stała się Melissa, która całkowicie zaginęła pośród swoich koleżanek. Pomimo swoich problemów, pomimo traumatycznych wydarzeń była całkowicie bez wyrazu. Momentami w ogóle zapomina się o jej istnieniu, w szczególności, gdy znika z ekranu na kilka odcinków. Wśród dorosłych postaci nie ma tu zbyt wielkich rewelacji. Emocjonujące jest pojawienie się niespodziewanej postaci, która zwodzi, oszukuje, a swoje prawdziwe intencje kryje pod maską miłości i uprzejmości. O dziwo zagrana bez większego zaangażowania. Tak jest ze wszystkimi, niczym się nie wyróżniają.
     Gdy po obejrzeniu całego sezonu jasne staje się, że wszystkie aktorskie braki starano się nadrobić porywającą fabułą. Kolejne zwroty akcji sprawiły, że "Tajemny krąg" wydał nam się interesujący. Pełen dramatów, akcji i magii stał się dobrze zapowiadającym się serialem dla młodzieży, choć początki były trudne i dość nudne. Wraz z postępem wydarzeń coraz bardziej przykuwa się uwagę widza i pomaga zaprzyjaźnić z bohaterami. Dlatego też spoglądając swego czasu na ramówkę The CW na jesień 2012/2013 z przykrością dostrzegliśmy, a właściwie nie dostrzegliśmy kontynuacji tego tytułu.

Ocena: 6/10

Oryginalny tytuł: The Secret Circle / Reżyseria: Liz Friedlander, Joshua Butler i inni / Scenariusz: Andrew Miller, Kevin Williamson i inni / Na podstawie: serii powieści L.J. Smith "Tajemny krąg" / Zdjęcia: Robert McLachlan, Ramsey Nickell / Muzyka: John Frizzell / Obsada: Britt Robertson, Thomas Dekker, Phoebe Tonkin, Shelley Hennig, Jessica Parker Kennedy, Louis Hunter, Chris Zylka, Natasha Henstridge, Ashley Crow, Adam Harrington, Gale Harold i inni / Kraj: USA / Gatunek: Fantasy, Horror / Liczba odcinków: 22
Premiera: 15 września 2011 (The CW) 12 listopada 2012 (AXN Spin)

poniedziałek, 4 stycznia 2016

Filmy i seriale roku 2015 według Agniechy

       Ostatni element zestawień zeszłego roku, czyli filmy i seriale roku 2015, zarówno te najlepsze jak i najgorsze. W sprawie filmów są to tytuły, które miały polską premierę w minionym roku. Nie zabraknie też zaskoczeń, nie tylko dla Was, ale i dla mnie! Pamiętajcie, że tytuły wybierałam spośród tych, które widziałam. Jestem świadoma tego, że ominęło mnie wiele znakomitych tytułów, ale niestety nie byłam zdolna, ani nie miałam chęci oglądać więcej. W tej części pojawią się również filmy, które będą miały premierę w roku 2016, a na które szczególnie czekam. Oczywiście, lista jest o wiele bardziej rozbudowana, ale żeby je poznać musicie śledzić już fan page bloga lub mój profil na Filmweb LINK. Natomiast, jeżeli chodzi o ewentualne wyzwania filmowe... nie biorę udziału w żadnym konkretnym wydarzeniu na Facebooku. Stworzyłam natomiast swoją własną listę tytułów, które koniecznie muszę nadrobić, bo aż wstyd. Duża ich część pochodzi z książki „1001 filmów, które musisz zobaczyć”.

      Pierwszym obejrzanym filmem w 2015 roku było „Dziecko Rosemary” w reżyserii Romana Polańskiego, który to obejrzeliśmy zaraz po północy z Pędzel i Katana. Natomiast ostatnim „Kryptonim U.N.C.L.E.” Guya Ritchiego, dzięki uprzejmości firmy Galapagos, która udostępniła mi film do recenzji.

Najlepsze tytuły 2015 roku

„Dzikie historie”, reż. Damián Szifrón
Największe zaskoczenie tego roku- w moim odczuciu. Nie spodziewałam się, że właśnie ten tytuł dostanie u mnie najwyższą notę w tym roku, a jednak. Ta niesamowita antologia o ludzkich emocjach, w których sześciorgu ludziom puszczają nerwy, a efekty są najrozmaitsze i często bardzo komiczne. Przekraczanie ludzkich granic i granie na moralności każdego człowieka, każdego widza. Świetnie zmontowane hiszpańskie kino z bardzo dobrą grą aktorską. Rewelacja!

„Whiplash”, reż. Damien Chazelle
Inny, tym razem bardziej oscarowy tytuł. W końcu dał nam wspaniałego J.K. Simmonsa, który w roli Fletchera jest wręcz niezastąpiony, a także dzieciaka, który uderza w perkusję z prawdziwą pasją. Odrobinę banalna historia, bowiem niczym nie różniąca się od innych dotyczących spełnianych marzeń i ludzkich ambicji, ale zaprezentowana w tak wspaniały sposób, że chce się oglądać więcej. Tytułowy „Whiplash” cudowny w brzmieniu, perkusja jest tu nawet znośna, a aktorzy cudowny w swoich kreacjach.

„Ex Machina”, reż. Alex Garland
Tytuł o bardzo niepozornym tytule, które niezwykle mnie zaskoczył. Na plus jest również to, że od pierwszych chwil zaintrygował nie tylko mnie, ale również i mojego męża. Zachwycające zdjęcia niesamowitych lasów i wzgórz- bo w takiej okolicy mieściło się schludne centrum badawcze, które niezwykle uwydatniały bardzo fascynującą fabułę. Tak siadającej na psychikę produkcji już dawno nie widziałam, rzadko kiedy filmom udaje się mnie zaskoczyć. Tutaj się to udało. W dodatku Ava... taka cudowna!

„Gra tajemnic”, reż. Morten Tyldum
Jeden z pierwszych filmów, jakie zobaczyłam w 2015 roku. Jako, że nie przepadam zazwyczaj za tytułami tego typu na starcie byłam sceptycznie nastawiona. Jednakże klimat jaki udało się wytworzyć twórcom całkowicie mnie pochłonął. Atmosfera obezwładniającej inteligencji i genialnego aktorstwa Benedicta Cumberbatcha wciągnęła w fabułę pełną intryg i napięcia. W dodatku dramat głównego bohatera, tak bardzo przejmujący.

„Marsjanin”, reż. Ridley Scott
Kolejna, bardzo pozytywna niespodzianka minionego roku. Film, którego akcja dzieje się w kosmosie, w dodatku w całkowitym odosobnieniu, czy to w ogóle może być fajne? Okazuje się, że Scott wyszedł naprzeciw oczekiwaniom widza i stworzył nie tylko bardzo interesujący, ale przede wszystkim okraszony humorem film, który pomaga wczuć się w dramat głównego bohatera. Oczywiście, nie brak tutaj błędów logicznych, ale niesamowite zdjęcia kosmosu, piękna czerwona planeta, to coś co zdecydowanie je wynagradza.

„Snajper”, reż. Clint Eastwood
Brudny Harry dalej w formie, w formie reżyserskiej oczywiście. Nie rozstaje się z wojennymi klimatami i tym razem zabiera nas do Iraku, wraz z bohaterem narodowym Ameryki. W filmie nie brak patosu i tego całego patriotycznego uwielbienia dla kraju, ale... wykonanie tego obrazu zdecydowanie zachwyca. Nie dość, że Bradley Cooper podołał całkiem nowej roli, to w dodatku historia jego bohatera jest nad wyraz przejmująca, a momentami nawet trzymająca w napięciu. Zachwycać można się tutaj wszystkim, ale najbardziej to chyba cudownymi zdjęciami i genialnie zrealizowanej burzy piaskowej. Piękny!

„Star Wars: Przebudzenie mocy”, reż. J.J. Abrams
Fanatycy serii uważają tytuł za bardzo wtórny i okej, po spojrzeniu trzeźwiejszym okiem można przyznać im rację. Fabuła mocno kuleje, w szczególności ta pokraczna koncepcja zaginionego Luke'a. Nie mniej, duch i moc filmu była z twórcami, aktorami, ale przede wszystkim z widzami przez cały seans. Niesamowite widowisko, tak bardzo eleganckie i nieprzesadzone, jak filmy prequelowe. Powrót klasycznych bohaterów, którzy wzbudzają niezwykły sentyment, ale też i nowe postaci, które potrafią zachwycić, a chemia między nimi porwać. Kylo Ren jest niesamowicie mroczny, do momentu aż zdejmie maskę, a humor pozostaje na całkiem porządnym, niewymuszonym poziomie.

„Krampus. Duch Świąt”, reż. Michael Daugherty
Kolejne zaskoczenie, chyba najbardziej dla mnie, ale też pewnie i dla Was, że ten tytuł w ogóle się tutaj znalazł. Film tak bardzo mnie zachwycił swoim świątecznym duchem, a także poczuciem humoru, że do tej pory nie mogę wyjść z fascynacji. Będę powtarzać to zawsze, produkcja ta staje obok innych ulubionych filmów w klimacie świąt! Dlaczego? Mroźny klimat, rewelacyjna stylizacja Krampusa, no i ci pomocnicy... Wszystko z humorem, ale też i z morałem. Rewelacja!

„Everest”, reż. Baltasar Kormákur
Jeden z najpiękniejszych filmów tego roku. Wspaniała historia, tak bardzo chwytająca za serce, tak bardzo trzymająca za gardło. Co prawda jest efektem ludzkiej głupoty, wielu pomyłek doświadczonych himalaistów, co wywołuje jeszcze większe emocje. Nie mniej, poświęcenie aktorów, wspaniałość, wręcz majestatyczność Everestu, no i oczywiście cudowne zdjęcia mroźnego otoczenia, piękna burza... to wszystko wynagradza kilka kluczowych błędów ludzkich i scenariuszowych.

„Mad Max: Na drodze gniewu”, reż. George Miller
Znowu zaskoczenie, dla mnie tym większe, że nie urzekły mnie poprzednie tytuły z serii. Najnowszy przykuł moją uwagę, zachwycił swoim wykonaniem do tego stopnia, że oglądałam go niemalże przy każdej okazji- trzeba więc powiedzieć, że jest chyba ulubionym moim tytułem ubiegłego roku. Abstrakcyjna fabuła, ale za to jak pięknie oprawiona. Ten wszechobecny piach, pustkowia, wspaniały klimat, no i oczywiście... zniewalająca muzyka. Pięknie!



Największe rozczarowania roku 2015

„Czego dusza zapragnie”, reż. Terry Jones
Początkowo nic nie zapowiadało takiej katastrofy, choć gdy pojawiła się już pozaziemska moc można było oczekiwać tragedii. Coś co miało wyglądać jak brytyjski „Bruce Wszechmogący” szybko przeszedł w kpinę wraz z coraz niższym poziomem rozsądku w życzeniach. W dodatku Simon Pegg ledwo do zniesienia.

„Fantastyczna Czwórka”, reż. Josh Trank
Nie sądziłam, że jakikolwiek film Marvela kiedykolwiek pojawi się w takimi zestawieniu. Wszyscy, którzy narzekali na pierwszych Fantastycznych teraz pewnie biją się w pierś, bowiem nowe wydanie, tak bardzo młodzieżowe, jest szalenie nużące. Film praktycznie o niczym, kilka minut akcji u samego finału, a efekty... koszmarne.

„Hitman. Agent 47”, reż. Aleksander Bach
Kolejny nieudany remake. Całkowity szok, że taka historia może być tak nijako poprowadzona. Główny wątek fabularny jest dość koślawy, w dodatku ten dziwaczny klimat, ale przede wszystkim straszliwa obsada. Rupert Friend zupełnie się tutaj nie sprawdza. Niestety.

„Ted 2”, reż. Seth MacFarlane
Kiedy pierwszy film był względnie znośny, nawet ciekawy, tak drugi staje się humorystycznym koszmarkiem. Najgorsze, że pomysł na scenariusz całkiem fajny, szukanie człowieczeństwa w pluszowym misiu, ale humor jest tak wulgarny i obrzydliwy, a niektóre sceny tak głupawe, że ciężko jest zrozumieć istnienie tego filmu.

„Tajemnice lasu”, reż. Rob Marshall
Nie jestem w stanie pojąć, co tak bardzo mnie boli w tym filmie. Prawdopodobnie jest to związane z jednym wielkim rozczarowaniem. W końcu spodziewałam się wiele po Marshallu, w szczególności, że jest to musical! Niestety, fabuła chwilowo znośna, aby potem rozwalić na łopatki swoją głupotą. W dodatku brak chwytliwych piosenek również zawodzi...

„Zbuntowana”, reż. Robert Schwentke
Oglądanie tego filmu tak bardzo bolało. Tym bardziej, że pierwszy tytuł wzbudził we mnie wiele fascynacji i dawał szansę na naprawdę dobrą antyutopię młodzieżową. Niestety, wszystko siadło. Całe napięcie zniknęło, bo akcja została tutaj tak ślamazarnie poprowadzona, że aż trzeba było walczyć z zaśnięciem. Zero fascynacji, a aktorstwo po prostu straszne!

„Pięćdziesiąt twarzy Greya”, reż. Sam Taylor-Johnson
Wiem, że wszyscy uważają książkę, że coś mega kiczowatego. Mnie się podobała, więc czekałam na coś naprawdę ostrego. Jakież było moje zdziwienie, że omalże nie zasnęłam w kinie. Normalnym jest, że filmy porno nie mają żadnej fabuły i poza scenami „akcji” bardziej nużą, ale kurde... przy tym można było oszaleć z nudów. Pomijam fakt, że Jamie w ogóle się nie sprawdził w roli charakternego Christiana!

„Chłopak z sąsiedztwa”, reż. Rob Cohen
Smutnie słaby film, choć mogło być zdecydowanie gorzej. Jest odrobina napięcia, także i seksualnego, aczkolwiek całość zdecydowanie zbyt mdła. Fabuła mocno kuleje, tak bardzo mocno, a Jennifer Lopez jest bardziej irytująca niż zwykle. Guzman względnie zachwycał swoim drapieżnym spojrzeniem, ale tylko tym.

„Klucz do wieczności”, reż. Tarsem Singh
Zaskakujące jak z takiego fajnego pomysłu można zrobić coś tak bardzo nijakiego. Kiedy obsada względnie dawała radę, to zawiódł klimat, który był tak przytłaczający, że całkowicie przyćmił ogólny sens obrazu. Poza tym... tempo akcji zdecydowanie za bardzo się ślimaczyło, a najrozmaitsze sceny po prostu nużyły.

„Piksele”, reż. Chris Columbus
W normalnych warunkach tego filmu pewnie by tutaj nie było, no ale zdarzyło się tak, że nie obejrzałam nic słabszego. W tej produkcji najbardziej boli oczywiście Adam Sandler, który kolejny raz przypomina dlaczego tak bardzo go nie znoszę. Choć początkowo fabuła wydaje się być względnie ciekawa, to jednak to jak się rozwija zakrawa o skrajną głupotę. Tak wielką, że zmierza już tylko po równi pochyłej ku dnu. 
 


Wyczekiwane filmy 2016

„Joy”, reż. David O. Russell – 08. stycznia
„Nienawistna ósemka”, reż. Quentint Tarantino – 15. stycznia
„Dziewczyna z portretu”, reż. Tom Hooper – 22. stycznia
„Anomalisa”, reż. Duke Johnson – 22. stycznia
„Zjawa”, reż. Alejandro González Iňárritu – 29 stycznia
„Czas próby”, reż. Craig Gillespie – 29. stycznia
„Deadpool”, reż. Tim Miller – 12. lutego
„Bogowie Egiptu”, reż. Alex Proyas – 26. lutego
„Osobliwy dom Pani Peregrine”, reż. Tim Burton – 04. marca
„Duma i uprzedzenie, i zombie”, reż. Burr Steers – 11. marca
„Wierna”, reż. Robert Schwentke – 18. marca
„Batman v Superman: Świat sprawiedliwości”, reż. Zack Snyder – 01. kwietnia
„Victor Frankenstein”, reż. Paul McGuigan – 15. kwietnia
„Piąta fala”, reż. J Blakeson – 15. kwietnia
„Łowca i Królowa Lodu”, reż. Cedric Nicolas-Troyan – 22. kwietnia
„Kapitan Ameryka: Wojna bohaterów”, reż. Anthony Russo – 06. maja
„X-Men: Apocalypse”, reż. Bryan Singer – 20. maja
„Alicja po drugiej stronie lustra”, reż. James Bobin – 26. maja
„Warcraft: Początek”, reż. Duncan Jones – 10. czerwca
„Iluzja 2”, reż. Jon M. Chu – 10. czerwca
„Dzień Niepodległości: Odrodzenie”, reż. Roland Emmerich – 24. czerwca
„Tarzan: Legenda”, reż. David Yates – 08. lipca
„Legion samobójców”, reż. David Ayer – 12. sierpnia
„Sekretne życie zwierzaków domowych”, reż. Chris Renaud – 23. września
„Doctor Strange”, reż. Scott Derrickson – 04. listopada
„Fantastyczne zwierzęta i jak je znaleźć”, reż. David Yates – 18. listopada
„Rogue One: A Star Wars Story”, reż. Gareth Edwards – 23. grudnia



Największe zaskoczenia wśród seriali

„Miasteczko Wayward Pines”, aut. Chad Hodge
Niesamowicie wciągający serial. Już od pierwszych chwil zaskakuje tajemniczością, a dość sprawne dochodzenie do szokującej prawdy jest intrygujące. Nie spodziewałam się czegoś aż tak dobrego, choć wiele osób porównuje tytuł do jeszcze lepszego „Twin Peaks”. Jak dla mnie to serial przyszłości, który przez cały serial trzyma niezmienny poziom.

„Agenci T.A.R.C.Z.Y.”, aut. Jed Whedon, Joss Whedon, Maurissa Tancharoen
Tytuł, z którym miałam ogromny problem. Wszyscy bowiem wiedzą, że zrezygnowałam z dalszego seansu po 6 odcinku pierwszego sezonu. Za namową Moni postanowiłam do niego powrócić i teraz z utęsknieniem czekam na każdy kolejny epizod. Fabułą coraz bardziej się rozwija i podąża w coraz śmielszych kierunkach. Tworzą się nowe pomysły, które rewelacyjnie łączą się z kinowym uniwersum i odwrotnie. Świetne poczucie humoru, niezłe tempo akcji, no i te liczne sekrety. Nic bardziej nie napędza naszej fascynacji niż superwojownicy i ciekawi bohaterowie.

„Scream Queens”, aut. Ryan Murphy, Brad Falchuk, Ian Brennan
Uwielbiam tytuły wyśmiewające się z innych produkcji. Najnowszy serial od twórców „Glee” to nie tylko pastisz slasherów, ale i naśmiewanie się ze współczesnych wynalazków i zamiłowania młodzieży do social mediów. Śmieszny w genialny, choć mocno przesadzony sposób, uzbrojony w bohaterów, których mamy ochotę zamordować już w pierwszych minutach pierwszego epizodu. Tak, mówię tutaj o Chanel Oberlin! Emma Roberts jest genialna w tej roli.

„The Whispers”, aut. Soo Hugh
Enigmatyczny początek zaintrygował mnie na tyle, że nawet po trzech pierwszych epizodach zostałam z serialem na dłużej. W końcu, nie ma nic bardziej przerażającego od nawiedzonych dzieci! Zaskakujące, w jak ciekawy sposób rozwija się fabuła. Wraz z odkrywaniem kolejnych elementów układanki wzrasta napięcie. Wciągnęłam się i chciałabym więcej, w szczególności po takim finale! Ciekawe, czy twórcy spełnią moje życzenie.

„Grimm”, aut. David Greenwalt, Jim Kouf, Stephen Carpenter
Nie było co oglądać, więc stwierdziłam, że nadrobię sobie ten serial. W końcu bardzo lubię baśniowe klimaty. Początkowo miałam ambiwalentne uczucia wobec tego tytułu, bowiem tak bardzo nie podobało mi się wykorzystanie wątków baśniowych, które było praktycznie zerowe. Jedynie co łączy fabułę z baśniami Grimma jest potomek twórców, no i oczywiście niemieckie korzenie, więc i nazwy- co dodatkowo było bardzo bolesne. Jednak gdy zaczęłam traktować serial jak kryminalny twór z elementami fantasy wyszło mi to na dobre i tak do tej pory przy nim trwam! 


 
Największe rozczarowania serialowe

„Posłańcy”, aut. Eoghan O'Donnell
Miało być fajnie. Miał być Diabeł, miała być Apokalipsa, Jeźdźcy, Aniołowie i tak dalej. Miało być fajne widowisko, miało być ciekawie. Wyszło, jak wyszło. Nie dość, że fabuła nie była na tyle nadnaturalna jak można się było spodziewać, to była zdecydowanie zbyt przyziemna. Może wychodzić to produkcjom na plus, ale prawda jest taka, że tutaj w ogóle się to nie sprawdziło. Coś co zapowiadało się enigmatycznie szybko utraciło swojego ducha, a jedyne co zachwycało to uroda portugalskiego przystojniaka będącego Diabłem.

„Pod kopułą”, aut. Brian K. Vaughan
Najsmutniejsza porażka serialowa sezonu. Dwa pierwsze sezony były naprawdę dobre, naprawdę fascynujące, podczas gdy trzeci- finałowy, totalnie pojechał po bandzie swoim absurdem. Za szybko wprowadzone rozwiązanie i skupienie się na fantastycznych elementach całkowicie pogrążyło fabułę tworząc z niej jakiś niezrozumiały bełkot na kształt „Stukostrachów”. W dodatku finał daleki jest od ideału, a wszystko na co pracował serial poleciało na łeb na szyję. Szkoda...

„American Horror Story: Hotel”, aut. Ryan Murphy, Brad Falchuk
Stwierdzam, że ta seria zaczyna mnie poważnie męczyć. Na szczęście przed nami jeszcze tylko jedna odsłona. Ten sezon zapowiadał się naprawdę niesamowicie. Premierowy odcinek zrobił na mnie spore wrażenie i naprawdę urzekł mnie klimat tytułowego Hotelu. Nie mniej, szybko stracił całego ducha tajemniczości, kolejne zbrodnie przestały interesować, a wszystko zaczęło po prostu nużyć. Jedynie Gaga ratowała tytuł, choć i ona z czasem zaczęła męczyć.

„Z Nation”, aut. Karl Schaefer, Craig Engler
Na Serialkonie dowiedziałam się, że wytrwałam przy tym serialu dłużej niżeli prowadzący prelekcję o zombie. Brawo ja! Jednakże jak pierwszy sezon bardzo mi się podobał, tak przez drugi ciężko było mi przebrnąć. Absurd sięgnął tutaj już wszelkich granic, a królują narodziny pewnej małej istotki. Wszystko stało się mdłe, irytujące, wręcz nieznośne, a kolejne przygody bohaterów bardziej nużyły niż porywały. Całe szczęście, że serial należy do tych krótkich seriali, które kończą się przed końcem roku!

„Wikingowie”, aut. Michael Hirst
Do seansu namówiła mnie muzyka zaproponowana przez twórców podczas Międzynarodowej Gali Seriali w trakcie FMF 2015. Wydawało mi się, że to zdecydowanie mój klimat, w końcu nigdy nie gardziłam historycznymi produkcjami, a wręcz przeciwnie, wzbudzały we mnie zachwyt. A tutaj niestety, jedno wielkie rozczarowanie. Oczywiście, zdarzają się chwile wielkiego objawienia, kiedy jeden odcinek na dziesięć mi się spodoba. Nie mniej, w większości są to tylko nudne intrygi, niezrozumiałe dla mnie zachowania Ragnara i to ciągłe życzenie mu śmierci! A gdzie te porywające walki Wikingów? No właśnie, w tej mniejszości, dzięki której jeszcze oglądam ten serial...



Wyczekiwane premiery serialowe 2016

„Shadowhunters”, aut. Ed Decter – 12. stycznia
„Colony”, aut. Carlton Cuse, Ryan J. Condal - 14. stycznia
„Legends of Tomorrow”, aut. Greg Berlanti, Andrew Kreisberg, Marc Guggenheim - 21. stycznia
„Z archiwum X”, aut. Chris Carter - 24. stycznia
„Lucifer”, aut. Tom Kapinos - 25. stycznia
„The Magicians”, aut. Sera Gamble, John McNamara - 26. stycznia
„11/22/63”, aut. - 15. lutego