NOWOŚCI

sobota, 16 października 2010

012. To właśnie miłość, reż. Richard Curtis

     Rzadko kiedy w filmach prezentuje się więcej niż kilka wątków. Jednakże kiedy Brytyjczycy wypuścili w świat „To właśnie miłość” zaczęły wyrastać niczym grzyby po deszczu. Żaden jednak nie dorównał swoim ciepłem, humorem i tak wszechstronnym spojrzeniem na miłość, produkcji Richarda Curtisa. A ja mam zaszczyt nazywać ten obraz, pełen Brytyjskich gwiazd kina, moją ulubioną komedią romantyczną. 
     Zbliżają się Święta Bożego Narodzenia. Wielka Brytania zdobywa nowego premiera (Hugh Grant), który zbliża się do swojej uroczej asystentki- Natalie (Martine McCutcheon). W międzyczasie jego młodsza siostra (Emma Thompson) boryka się z problemami małżeńskimi, gdy jej mąż i zarazem szef jednej z firm- Harry (Alan Rickman), staje się obiektem westchnień swojej pracownicy (Heike Makatsch). Z kolei jego druga pracownica- Sarah (Laura Linney), pomimo problemów rodzinnych, skrycie podkochuje się w niezwykle przystojnym koledze z pracy- Karlu (Rodrigo Santoro). Dopiero co owdowiały Daniel (Liam Neeson) próbuje znaleźć wspólny język ze swoim małym pasierbem (Thomas Brodie-Sangster), szaleńczo zakochanym w jednej dziewczynce ze szkoły. Tymczasem pisarz (Colin Firth) wyjeżdża do Francji w poszukiwaniu inspiracji i nieoczekiwanie znajduje miłość w postaci portugalskiej dziewczyny (Lucia Moniz), a pewien nieokrzesany chłopak (Kris Marshall) wyrusza na seksualny podbój Stanów. Czas przedświąteczny to wyjątkowe chwile dla nowożeńców- Juliet i Petera (Keira Knightley, Chiwetel Ejiofor), choć przyjaciel mężczyzny (Andrew Lincoln) skrycie się w niej podkochuje. Nie przestaje się kręcić również filmów erotycznych, a na planie jednego z nich poznają się John i Judy (Martin Freeman, Joanna Page). Wszyscy oni przysłuchują się radiowemu świątecznemu utworowi, który ma przywrócić do łask kontrowersyjną gwiazdę muzyki- Billy'ego Macka (Billy Nighy).
     Całkowity miszmasz wątkowy, którzy przy niepełnym skupieniu może zaoferować nam odczucie zagubienia. „To właśnie miłość” to kilka przyziemnych historii o miłości, które rozgrywają się w najlepszym ku temu czasie, czyli okresie świątecznym. Pełne ciepła i humoru opowieści o najrozmaitszych ludziach i ich codziennych problemach. Mężczyzna, który okazuje więcej zainteresowania swojej seksownej pracownicy i przyglądająca się temu i czująca się nieatrakcyjnie żona. Głupota zdrady i odczucie osamotnienia, przeplatają się z zupełnie odmiennymi emocjami. Próby radzenia sobie z żałobą i problem stania się samotnym rodzicem z dzieckiem, które biologicznie nie jest nawet nasze. Z innej zaś strony prezentuje się tutaj sytuacje dość niekomfortowe, jak chociażby miłość do żony przyjaciela, czy chęć nawiązania bliższych relacji z mężczyzną, co wydaje się niemożliwe, kiedy zmuszeni jesteśmy opiekować się chorym rodzeństwem. Nie zabraknie tutaj też i tych humorystycznych opowieści, które wiążą się z barierami komunikacyjnymi, kiedy my to gadamy sobie po angielsku, a druga osoba w całkiem nam nieznanym języku. Mogą wyniknąć z tego naprawdę zabawne sytuacje, w szczególności dla osoby trzeciej, która byłaby w stanie zrozumieć obie strony. Przezabawna w swojej niekonwencjonalności jest również pewna moc sprawdza filmów erotycznych, ale nie wtedy kiedy siadamy i je oglądamy, tylko wtedy gdy przychodzi nam brać udział w ich kręceniu. Kto by pomyślał, że z takich zabaw może narodzić się takie uczucie, które stało się jedną z historii tego filmu. W pewien sposób film przełamuje również pewne bariery i stereotypy, kiedy to premier Brytanii zakochuje się w zwyczajnej dziewczynie, czy też gdy wychodzi na jaw orientacja seksualna największej gwiazdy muzyki. Cóż zrobisz, też człowiek. Jedną z najsympatyczniejszych historii jest chyba ta, która opowiada o małym chłopcu. Curtis ukazuje tym samym, że miłość nie wybiera i rodzi się niezależnie od wieku. Siła poświęceń w jej imię jest poruszająca. 
    Jako, że film jest przecież świąteczny to wszędzie da się wyczuć atmosferę tego okresu. To nie jest tak, jak w Polsce, że ulice są puste, śnieg się nie pojawia aż do stycznia, a wszędzie jest szaro i ponuro. W Anglii żyje się pełną parą a ulice rozświetlone są niczym drzewko bożonarodzeniowe. Wszystko jest piękne i ma swój urok. Do tego przysłuchiwać możemy się interesującej przeróbce piosenki „Love is all around”. Niczym śpiewający ją Billy Mack wyśmiewamy się z jakże mało oryginalnego pomysłu na zamienienie słowa Love na Christmas. No i patrzcie, przebój gotowy! No, ale choć film opiera się właśnie na tym utworze, który pojawia się wszędzie, zupełnie jak Święta, to nie oznacza to, że praca Craiga Armstronga poszła na marne, oj nie! Muzyka, którą stworzył jest tak bardzo poruszająca, że nawet dwa dni po seansie będziemy ją słyszeć w naszych uszach. To jest po prostu coś wspaniałego!
     Produkcja ta jest jedną z tych, w których pojawia się cała plejada gwiazd. W zasadzie, jest jedną z pierwszych, która zapoczątkowała modę na zbiorową fabułę i zaciągnięcie do obrazu jak największą liczbę aktorów znanych całemu światu. W „To właśnie miłość” na plus przemawia to, że zaangażowano niemalże same gwiazdy, które pochodzą z wysp brytyjskich, a które zrobiły zawrotną karierę w wielkim świecie. Jest tutaj i Liam Neeson, w całkiem innej niż dotychczas roli, ale równie dobrej. Zobaczymy i Alana Rickmana, którego kojarzyć mogą fani Pottera, ale również i „Szklanej pułapki”. Przystojny Hugh Grant, łamacz kobiecych serc, a także Colin Firth, który został królem również się tutaj pojawią. Z ról kobiecych na szczególną uwagę zasługuje irytująca Keira Knightley i niezwykle ujmująca Emma Thompson. Oczywiście cała obsada spisuje się na medal, nawet Ci którzy pojawiają się epizodycznie i są pewnym gwiazdkowym prezentem dla widza. Mowa tutaj między innymi o słynnym Jasiu Fasoli, ale przede wszystkim o przepięknej Denise Richards, Claudii Schiffer, Siennie Guillory, Elishy Cuthbert, czy nawet January Jones. Niespodzianek co niemiara, więc pozostaje tylko cieszyć się seansem w tak doborowym towarzystwie. 
     Śmiało mogę powiedzieć, że „To właśnie miłość” jest jedną z nielicznych moich ulubionych komedii romantycznych, do których powracam każdego roku w okresie świątecznym. Przyciągający jest tutaj nie tylko gwiazdozbiór najlepszych z najlepszych brytyjskich aktorów, ale przede wszystkim zaprezentowanie różnych barw miłości w tak wieloraki i za każdym razem fascynujący sposób. Film jest jednym z najcieplejszych i najsympatyczniejszych jakie przyszło mi oglądać i wiem, że z pewnością już nigdy nic podobnego nie powstanie, choć Amerykanie bardzo starają się powielić sukces europejskich kolegów. Obraz ten i jego pierwszorzędny klimat polecić można każdemu, bowiem daje sporo radości i przede wszystkim na ponad dwie godziny pozbawia nas uczucia osamotnienia. Genialny!
Ocena: 9/10


Oryginalny tytuł: Love, Actually / Reżyseria: Richard Curtis / Scenariusz: Richard Curtis / Zdjęcia: Michael Coulter / Muzyka: Craig Armstrong / Obsada: Hugh Grant, Liam Neeson, Colin Firth, Alan Rickman, Emma Thompson, Keira Knightley, Laura Linney, Bill Nighy, Martine McCutcheon, Chiwetel Ejiofor, Andrew Lincoln, Martin Freeman, Joanna Page, Lucia Moniz, Rodrigo Santoro, Rowan Atkinson, Billy Bob Thorton, Thomas Brodie-Sangster, Heike Makatsch, Kris Marshall  / Kraj: Wielka Brytania, Francja, USA / Gatunek: Komedia romantyczna
Premiera: 07 września 2003 (Świat) 21 listopada 2003 (Polska)

3 komentarze :

  1. Mam pytanko:może wiesz jak nazywa się aktro,który gra Carla w tym filmie??????(to ten przystojniaczek w okularkach) plissss odpowiedz!!!

    OdpowiedzUsuń
  2. Aktor grający Karla to Rodrigo Santoro :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Oj kiedyś nikt by mnie koniami nie zaciągnał do tego filmu :) ale to było kiedyś a teraz mam na koncie co najmniej 6 razy ten film obejrzany jakoś mi się spodobał
    AuroraB

    OdpowiedzUsuń