Kiedy
siedemnaście lat temu (tak, 17 lat!) rozpoczęła się filmowa
przygoda z „X-Menami”
żaden fan nie spodziewał się, że obraz ten doczeka się tak wielu
kontynuacji, przedkontynuacji, a także historii pobocznych.
Wszyscy cieszyli się na myśl, że powstaną filmy z ich ulubionym
mutantem- Wolverinem. Wszyscy potem płakali po kątach, gdy tytuły
te nie sprostały ich oczekiwaniom. Postawiono wszystko na jedną
kartę i idąc w ślad za świetnie przyjętym „Deadpoolem”
przyznali „Loganowi”
czerwony znaczek- rzucając w niego wulgaryzmami i brutalnością
zyskując przy tym... niemalże arcydzieło!
![]() |
Źródło: Showtimes.com |
Rok
2029. Ludzie nie pamiętają już o istnieniu mutantów. Jednostki,
które przetrwały chowają się po kątach, aby spokojnie dożyć
starości. Logan (Hugh
Jackman)
robi co może, aby uzbierać pieniądze potrzebne do godnego życia
dla niego i jego mentora Charlesa Xaviera (Patrick Stewart).
Chwyta się każdego zlecenia, chcąc czym prędzej zrealizować swój
cel, gdyż stan profesora pogarsza się z dnia na dzień stanowiąc
zagrożenie nie tylko dla niego samego, ale również dla ludzi
znajdujących się wokół niego. W trakcie jednego ze zleceń
poznaje małą meksykańską dziewczynkę imieniem Laura (Dafne
Keen),
nie spodziewając się, że na zawsze odmieni jego życie. Nie będzie
to jednak sielanka, bowiem w drogę za nią rusza armia ulepszonych i
świetnie wyszkolonych najemników dowodzonych przez Pierce'a (Boyd
Holbrook),
która nie cofnie się przed niczym, aby ją odzyskać.
Są
takie filmy, które trzeba przetrawić zanim cokolwiek się o nich
powie szerzej. Są takie filmy, z którymi trzeba się przespać,
żeby umysł poukładał to, co właśnie zostało mu zaserwowane.
Czasem trzeba ogarnąć swoje wrażenia i zazwyczaj trzeba na to
niewiele czasu. Jednakże w przypadku „Logana”
sprawa jest tak samo wyjątkowa, jak wyjątkowy jest ten film.
Potrzeba było niemalże pół roku i aż trzech seansów, aby zebrać
się w sobie i sklecić kilka słów na temat tego dlaczego ten film
staje się jednym z najbardziej ulubionych. Najnowszy film, a przy
tym ostatni z udziałem Logana pod postacią Hugh Jackmana, to
zupełne inne spojrzenie na całą serię o mutantach. Pewnie powodem
jest to, że bardzo często zapomina się o nich, tak jak i zapomniał
o nich świat stworzony w tym filmie. Tutaj nie chodzi już o żadne
z xmenowskiej mocy, nie chodzi o dziwaczne starcia między mutantami
Xaviera, a wyznawcami Magneto. Ta produkcja to niesamowicie surowy,
bardzo przejmujący i niezwykle dramatyczny obraz starości. Starości
oprószonej siwizną, trawionej chorobą, ale również marzeniami.
Ta produkcja przedstawia, że to nie jest świat dla starych
mutantów. A jednocześnie ukazuje, że starość nie oznacza końca
naszego życia, bo nawet i w tym przygnębiającym czasie mogą
spotkać nas niespodzianki, które na nowo tchną w nas życie.
![]() |
Źródło: Showtimes.com |
Poza
tą dozą dramatyzmu, który niejednokrotnie doprowadza do łez nie
brakuje tutaj i licznych scen, które stanowią idealną równowagę
dla rozważań na temat schyłku życia. Napędzane dynamizmem, a
także zielonym specyfikiem od Alkali, przepełnione są pazurami z
adamantium wbijającymi się w ciało, czy odcinającymi kolejne
członki ludzkiego ciała. Twórcy nie szczędzili tutaj brutalności,
a krew, ręce i nogi latały wszędzie. Natchnione gniewem i
zwierzęcym zewem wielokrotnie nawoływały do pierwszych spotkań
widza z Wolverinem, kiedy to był napędzanym furią zawadiaką i
najemnikiem.
„Logan”
jest ostatnim filmem o mutantach, w którym zobaczymy Hugh Jackmana.
Sam aktor chciał godnie pożegnać się z postacią, będącą jego
życiem od niespełna dwóch dekad. Okazało się to być naprawdę
idealnym pożegnaniem i jednocześnie zakończeniem pewnej epoki w
produkcjach z serii „X-Men”.
Sam Jackman stworzył tu najlepszego Wolverine'a w całej swojej
karierze, jak i chyba najlepszą rolę jaką kiedykolwiek wykreował.
Był zaangażowany, pełen pasji, gniewu, współczucia, miłości-
stał się kwintesencją samego Logana. Zmierzył się ze swoją
przeszłością, zmierzył się ze swoją młodością i pogodził z
tym, że nie jest już tym samym Hugh Jackmanem, ani tym samym
Wolverinem co wtedy, gdy zaczynał tę podróż. Zdecydowanie dał z
siebie wszystko, co stanowiło wisienkę na udziale w tych filmach.
Tak chciał, aby go zapamiętano i tak właśnie go zapamiętamy. Na
wspomnienie tej roli będzie nam się kręciła łezka w oku, tak jak
to błądziła w naszych oczach podczas całego seansu. Równie
wspaniałą rolą poszczycić się może Patrick Stewart. Wraz z
Jackmanem przez lata tworzyli wyjątkowy duet opierający się na
przyjaźni, ale również na pewnego rodzaju relacji ojca z synem. To
wszystko znajduje odbicie w tym, co serwują nam także i przy
najnowszym filmem. Ich relacja jest poruszająca, pełna wyrzeczeń,
ale i szacunku. Nie zdarzyłoby się to, gdyby nie było między nimi
chemii i gdyby oboje nie byli genialnymi aktorami. Stewart tym razem
objawił nam się jako człowiek kruchy, chory, którego umysł
uznany został za broń masowego rażenia. Obarczony wyrzutami
sumienia stał się postacią wręcz tragiczną. Okazał się być
więc idealnym uzupełnieniem dla zamkniętego w sobie Logana.
![]() |
Źródło: Showtimes.com |
Naprzeciw tej paradzie staruszków
wychodzi młoda dziewczyna, a w zasadzie dziewczynka. Przepełniona
gniewem, ale nie chęcią zemsty. Pragnąca jedynie odnaleźć swoje
miejsce w świecie zupełnie jej nieznanym. Bierze z życia pełnymi
garściami i szybko chłonie wiedzę. Relacja jaką Laura ma z
Loganem to typowy przykład patologicznej rodziny, ale także i w tej
patologii jest metoda. Zarówno jeden staruszek, jak i drugi, stają
się jej mentorami. Chronią ze wszystkich sił i starają się pomóc
w odnalezieniu swojej drogi. Dafne Keen stała się genialną Laurą.
Stała się takim drugim Wolverinem, tylko że w znacznie mniejszym i
bardziej kobiecym wydaniu. Sama furia i dzikość, której próżno
będzie szukać w przyszłych jej filmach.
Teksańskie opuszczone tereny,
od których aż bije przygnębieniem stały się idealnym tłem na
pożegnanie z Loganem. Nie można prosić o bardziej surową
atmosferę, gdy doda się do tego muzykę Marco Beltramiego. Wraz ze
zdjęciami Johna Mathiesona daje to niezapomniane, emocjonujące
przeżycie, przy których jeszcze bardziej odczuwamy otaczającą
bohaterów samotność. Bardzo dobrze się to ogląda, a słucha
jeszcze przyjemniej.
![]() |
Źródło: Showtimes.com |
Najnowsze
spojrzenie na postać najbardziej charakternej postaci z drużyny
X-menów pokazuje, że nawet bohaterów ostatecznie dotknie
nieunikniona ręka starości. Zważywszy na problem postaci
zarysowany już na początku seansu jej koniec może być tylko
jeden. To jednak nie przeszkodziło w pełni odczuwać każdą minutę
„Logana”.
Całkowicie inne spojrzenie na marvelowskie, xmenowskie kino, w końcu
dojrzałe i przyprawiające o przygnębienie, gdzie pokazuje się
superbohatera jako zwykłego człowieka, a nie tylko maszynę do
zabijania. Wielopłaszczyznowość fabuły, która bawi, przeraża, a
także doprowadza do łez sprawia, że każdy fan tego dzikiego
mutanta będzie usatysfakcjonowany tak godnym pożegnaniem.
Rewelacyjnie zagrany, cudownie rozbrzmiewający w uszach i pomimo
swojej surowości, i brutalności niesamowicie piękny film!
Ocena: 9/10

Premiera kinowa: 17 lutego 2017
(Świat) 03 marca 2017 (Polska)
Prześlij komentarz