NOWOŚCI
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wyspa. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wyspa. Pokaż wszystkie posty

środa, 8 grudnia 2010

392. Park Jurajski 3, reż. Joe Johnston

poniedziałek, 29 listopada 2010

246. Kult, reż. Neil LaBute

Oryginalny tytuł: The Wicker Man
Reżyseria: Neil LaBute
Scenariusz: Robin Hardy, Neil LaBute
Zdjęcia: Paul Sarossy
Muzyka: Angelo Badalamenti
Kraj: USA, Niemcy
Gatunek: Horror
Premiera światowa: 31 sierpnia 2006
Premiera polska: 24 listopada 2006
Obsada: Nicholas Cage, Kate Beahan, Leelee Sobieski, Ellen Burstyn, Erika- Shaye Gair, Molly Parker

    Edward Malus otrzymuje list od swojej byłej narzeczonej Willow, która teraz mieszka na nikomu nieznanej wyspie Summersisle. Willow pisze w liście o porwaniu jej małej córeczki Rowan. Malus niewiele się zastanawiając udaje się na wyspę, aby pomóc ukochanej. Gdy tam trafia dowiaduje się, że społeczeństwo na wyspie jest inne niż w mieście. Podczas poszukiwań Rowan odkrywa, że mieszkańcy wyspy oddają cześć jakimś dziwnym Bożkom i Boginią, a sercem całej wyspy jest siostra Summersisle.
Plusy:
-    napięcie. Ja to właściwie na tym filmie siedziałam jak na szpilkach. Nie wiedziałam czego się spodziewać, gdyż nie oglądałam pierwowzoru filmu. Nie wiedziałam czy coś mu się stanie, czy wytrwa do końca. Niby nic takiego tam się stać nie mogło, ale film tworzył specjalny klimat od którego dostawałam gęsiej skórki. Może to ze względu na poplątanie jego wyobraźni z rzeczywistością. Nie wiadomo było co było prawdziwe, a co było tylko wytworem jego wyobraźni.
-    humor. Niby jest to horror, ale nie wiem czemu momentami nie mogłam powstrzymać się od śmiechu :D gdy na przykład zaatakowała go gosposia lub gdy on przywalił właścicielce gospody. Niby sytuacje nie śmieszne, ale żebyście widzieli jak to się stało to zmienilibyście zdanie.
-    początek. Według mnie świetnie zapowiada film no i można było do niego non stop się odwoływać. Jednak trochę to było dziwne jak dla mnie. ten początek. Przedstawię sytuację. Malus jest policjantem i jedzie sobie na swoim motocyklu policyjnym za samochodem, w którym jedzie młoda kobieta z córką. Córka po raz kolejny wywala lalkę przez okno. On idzie po tą lalkę i w tym momencie samochód zostaje staranowany przez ciężarówkę i staje w płomieniach. I tutaj dziwność całej sprawy. Jak to możliwe, że ciężarówa staranowała samochód? co ten kierowca ślepy był? Nie zauważył tego samochodu czy coś? przecież to jest niemożliwe! Po drugie... dlaczego jak Malus próbował ratować tą dziewczynkę to ona tylko się na niego gapiła i nie wyciągnęła ręki żeby ją wyciągnął? Nie rozumiem tego. w sumie ten film to jedna wielka zagadka i nie rozumiałam za wiele z niego.
-    poszukiwania. Trochę to było psychiczne jak Malus wciąż wrzeszczał na Willow. Podczas poszukiwań mogliśmy sobie pooglądać tą tajemniczą wyspę. Piękna jest. Najbardziej podobały mi się pola w kształcie plastrów miodu :D tzn.. to pasieki były hih :P świetne.
-    Nicolas Cage. Oczywiście stanął na wysokości zdania, chociaż przyznam, że jakoś nie specjalnie pasował mi do tej roli, no ale jakoś udało mu się mnie zadowolić :D jest bardzo przekonujący w tych swoich wrzaskach i w ogóle ;P
Minusy:
-    zakończenie. Co to w ogóle miało być za zakończenie? beznadziejne! Największy minus tego filmu. Nie pojmuję czemu stało się tak a nie inaczej. A ten cały Wicker Man, czyli Wiklinowy Człowiek? Nie rozumiem dlaczego jak Malus leciał na wyspę to nie było tego czegoś widać z góry. Przecież to było dosyć wysokie i kurde... na polanie w końcu stało! Nie rozumiem, ale widocznie nie dane było mi zrozumieć ten film.
-    niektórych może film nużyć. Niektóre rzeczy są przesadne i ja bym je osobiście ominęła.
Moja opinia:
    Film jest niezły, ale mógł być lepszy. Zakończenie trochę rozczarowuje, ale nic na to nie poradzimy. Szkoda, że nie widziałam pierwszej wersji filmu.

piątek, 26 listopada 2010

178. Łowcy umysłów, reż. Renny Harlin

Oryginalny tytuł: Mindhunters
Reżyseria: Renny Harlin
Scenariusz: Wayne Kramer, Kevin Brodbin
Zdjęcia: Robert Gantz
Muzyka: Tuomas Kantelinen, Matt Dunkley
Kraj: USA, Wielka Brytania, Finlandia, Holandia
Gatunek: Thriller, Kryminał
Premiera światowa: 14 kwietnia 2004
Premiera polska na DVD: 11 maja 2005
Obsada: LL Cool J,Val Kilmer, Kathryn Morris, Christian Slater,  Jonny Lee Miller, Clifton Collins Jr., Patricia Velasquez, Will Kemp, Eion Bailey

  Grupka kandydatów na kryminologów FBI zostaje wysłana na opuszczoną wyspę, gdzie ich zadaniem będzie sporządzenie profilu psychologicznego zabójcy w warunkach symulacji. Na wyspie towarzyszyć ma im agent FBI- Gabe. Podczas przeszukiwań miasteczka w celu znalezienia symulowanego miejsca zbrodni ginie jeden z nich. Szybko uświadamiają sobie, że symulacja zamieniła się w rzeczywistość. Postanawiają szukać mordercy, gdy okazuje się, że na wyspie nie ma nikogo oprócz nich zaczynają podejrzewać siebie.
    Uwielbiam takie filmy z zagadkami. Filmy, że do ostatniej chwili nie wiesz kto tak naprawdę jest mordercą, a rozwiązanie wydaje się bardzo zaskakujące.
    Film jest świetny pod każdym względem. Jest tutaj sporo akcji, często wręcz bardzo dramatycznych, drastycznych i obrzydliwych. Jest także napięcie, które wynika z szybkiego upływania czasu do kolejnego morderstwa. Mamy także pewne urozmaicenia w postaci wątków miłosnych oraz aspektów humorystycznych.
    Akcja filmu zaczyna się oczywiście symulacją. Tak na marginesie to byłam trochę zaskoczona, że już na samym początku zginęli główni bohaterowie, ale spoko :D Później mamy sobie przyjacielskie spotkanko na którym wydarzyło się coś śmiesznego :) Nie pamiętam już czy to był Bobby czy Rafe, ale zaczął sporządzać profil pewnego gościa w barze i mówi, że lubi blondynki a tu nagle podchodzi do niego ciemnowłosy facet i zaczynają się całować :D myślałam, że padnę ze śmiechu :) ale koleś trafił :D
    No, ale najważniejszy w tym filmie jest jego klimat i te wszystkie zaskakujące zagadki oraz czasami brutalne morderstwa. Po każdym morderstwie ten tajemniczy zabójca zostawiał po sobie zegarek... zegarek, który wskazywał dokładną godzinę, o której zginie kolejna osoba. Najgorsze jest to, że nie za specjalnie mają dużo czasu, żeby się uratować, bo co to jest na przykład 20 minut czy tam półtorej godziny, jak nie masz na czym się oprzeć i w ogóle nie wiesz czego szukać. To właśnie sprawiało, że zginęło sporo osób zanim do czegoś doszli, no i w dodatku czuło się ten dreszczyk i wciąż nasuwają się pytania, czy ktoś to przeżyje? kto zginie następny i jak okrutną śmiercią? Dla mnie szokujące były dwa motywy. Gdy zginęła jedna dziewczyna, którą bardzo kusiło, żeby sobie zapalić, no i jeden facet, który najwidoczniej zginął z rąk Lalkarza. Dziewczyna zginęła bardzo okrutnie, bo zapewne bardzo cierpiała. Zapaliła papierosa i niestety papieros był nasączony jakimś kwasem, no i możecie sobie wyobrazić jak się to skończyło. Kwas wyżarł ją całą w środku, jej płuca i w ogóle... bleee aż mi się niedobrze robi jak o tym myślę. Facet może i zginął szybko, ale jak był zmasakrowany. Został powieszony na haczykach pod sufitem. I to nie na byle jakich haczykach... haczykach, które były wbite we wszystkie części jego ciała. W ręce, nogi, na twarzy... wyglądało to okropnie.
    Wszystkie morderstwa mnie w sumie szokowały, bo były takie znienacka. Tzn. w jednym momencie byłam pewna, że ktoś zginie i cały czas powtarzałam: "On zginie! on zaraz zginie!" No się doczekałam.
    W ogóle zapomniałam napisać o pierwszej akcji, która zapoczątkowała to wszystko. Wchodzą do tego sklepu... u sufitu wisi sobie lalka, która jest ofiarą. J.D. wyłącza muzykę wprawiając w ruch kosteczki domina. I wszyscy się patrzą co się stanie. No i nagle butla, nie wiem co tam było, ten gaz, zaczął mrozić J.D. No i umarł bo się przewrócił i roztrzaskał. Ja tak patrzę i myślę: "czy on umarł naprawdę? przecież to miała być symulacja". Za chwilę słyszę to samo z ust jednego z bohaterów :D a właściwie: "czy to się dzieje naprawdę?". Mój tata osobiście miał ubaw, mówiąc: "Fajnie, że Slater zginął w pierwszej scenie? Ale się nagrał" i śmiech. No bo w sumie racja, niby taki super aktor a już na początku go zabili buhaha :D no ale mniejsza z tym ;P
    Zakończenie filmu oczywiście było takie zakręcone, że już sama nie wiedziałam, kto zabija, no po prostu   pokręcone :D
    W głównych rolach zobaczymy Christiana Slatera, który grał J.D. to ten co zginął na początku :D hehe :D Nie jestem w stanie nic powiedzieć, bo za szybko zginął :P Poza tym Val Kilmer grający Harrisa, czyli szefa ten całej jednostki, którą sprowadził na wyspę. No mogę tylko powiedzieć, ze jakoś strasznie był niezrównoważony psychicznie :D No i mój kochany LL Cool J. On to jest zawsze taki męski i taki seksowny. Jak cudownie wspinał się po ścianie i w ogóle był super :) podobał mi się najbardziej. W filmie możemy zobaczyć jeszcze Kathryn Morris znaną nam z serialu "Dowody zbrodni", a także Patricia Velasquez, którą pamiętamy z roli Anck Su Namun w "Mumii".
    Film bardzo mi się podobał. Jak już wspominałam uwielbiam takie filmy z takim klimatem i licznymi zagadkami. Myślę, że jak ktoś również lubi coś takiego to powinien zobaczyć ten film.

sobota, 17 lipca 2010

660. Wyspa Nim, reż. Marc Levin, Jennifer Flackett

Oryginalny tytuł: Nim`s Island
Reżyseria: Marc Levin, Jennifer Flackett 
Scenariusz: Marc Levin, Jennifer Flackett, Paula Mazur, Joseph Kwong
Zdjęcia: Stuart Dryburgh
Muzyka: Patrick Doyle
Na podstawie: powieści Kerry Millard i Wendy Orr
 
Kraj: USA 
Gatunek: Przygodowy / Familijny 
Premiera światowa: 30 marca 2008 
Premiera polska: 19 września 2008 
Obsada: Abigail Breslin, Gerard Butler, Jodie Foster


    Mark Levin („Mały Manhattan”) wraz z Jennifer Flackett stworzyli zgrany duet na potrzeby ekranizacji jednej z powieści Kerry`ego Millarda oraz Wendy Orr. Książki nie czytałam więc niestety nie mogę się do niej odnieść w żaden sposób,natomiast widziałam film, ale wrażenia z niego nie należą do najlepszych. Film jest nie najgorszy, ale mógł być o niebo lepszy, gdyby twórcy wkręcili w niego więcej humoru i ciekawych akcji. A tak to wyszedł film o przełamywaniu własnych barier dla całej rodziny. 
    Mała dziewczynka o niezwykłym imieniu Nim zamieszkuje wraz ze swoim ojcem naukowcem-Jackiem Rusoe bezludną wyspę. Kiedy jednak jej ojciec wypływa w morze w celu dalszych badań Nim zostaje sama ze swoimi zwierzęcymi przyjaciółmi. Wtedy właśnie podejmuje mailową rozmowę z autorką jednej z najbardziej ulubionych przez Nim powieści przygodowych- Alex Rover, która z powodu swojej fobii nigdy nie opuszcza mieszkania. Jednak pewnego słonecznego dnia Nim zauważa, że na wyspę przybył statek, którego kapitan ma zamiar zbić fortunę na turystach przybywających na dziewiczą wyspę. Nim musi chronić siebie, wyspę i jej mieszkańców przed najeźdźcami. Ze względu na to, że jej ojciec od dłuższego czasu nie daje znaku życia prosi ona Alexa Rovera o pomoc w ochronie wyspy. Pomimo swoich licznych problemów Alex Rover postanawia pomóc małej dziewczynce, która została na wyspie całkiem sama. 
    Osobiście mam mieszane uczucia względem tego filmu. Był on przyjemny i miło było na niego patrzeć. Było także z czego się pośmiać, ale ogólnie było mi tutaj tego wszystkiego za mało. Mało pociągająca fabuła, marnie rozwinięte wątki i w ogóle mało akcji. Tyle można było zrobić przy takim filmie, bo przecież kurcze akcja dzieje się na wyspie. Niestety twórcy nie wykorzystali potencjału tego filmu do końca.
    Sam pomysł jest już dość naciągany. Mała dziewczynka mieszka z ojcem na bezludnej wyspie, ale mają dostęp do prądu, dzięki stosowaniu kolektorów słonecznych, a także dostęp do Internetu i telefonu dzięki satelicie. Normalnie takie rzeczy się nie zdarzają. Nie wspomnę już o tym całym gadaniu ze zwierzętami. Rozumiem,że jak się z kimś mieszka przez całe życie to łatwo jest wychwycić jego zwyczaje i mowę, ale zwierzęta? Trudno było mi uwierzyć, że jaszczurka imieniem Eddie w ogóle cokolwiek rozumiała z tego co Nim do niego przemawiała. Nie mówiąc już o pelikanie (czy co to tam było) imieniem Galileusz, który jakimś dziwnym sposobem pomagał ojcu Nim kiedy był w opałach, np. łowił dla niego ryby. Nie powiem- pomysł całkiem nie najgorszy, bo przecież kto nie chciałby dogadywać się tak ze zwierzakami, ale kto w to uwierzy, że coś takiego jest możliwe? Mój pies do tej pory nie rozumie jak mówię mu „Przynieś misia”, a on przynosi mi piłkę, bo akurat była pod ręka, a jest już z nami ponad 5 lat. No,ale to w końcu film dla dzieci. Podobało mi się jednak to, że Alex Rover przyjechała do niej z San Francisco. Chociaż z drugiej strony też jest to naciągane trochę, że przyjechała na pomoc zupełnie nieznanej sobie wcześniej dziewczynce. Przygód nie było tutaj za wiele, bo przeżyć na morzu raczej takowymi nie mogę nazwać. Zaskoczyło mnie natomiast to, że kiedy Nim wybudziła niechcący wulkan ze snu to potem nagle zgasnął, a myślałam, że wywali jakąś lawą skoro już ten popiół wszędzie latał. No, ale mniejsza o szczegóły prawda?Podobało mi się wprowadzania do normalnego życia postaci wytworzonej przez Alex Rover. To nic, że przyjmował postać ojca Nim :D wyglądało to jednak bardzo ciekawie, w szczególności, gdy zaczęła się z nim szarpać na oczach taksówkarza.Podobała mi się także scena, w której Nim zaczyna czytać książkę i cała akcja z książki zaczyna się dziać wokół niej.
    Film to także mnóstwo humoru, ale tylko i wyłącznie za sprawą przerażonej pisarki,która bała się opuścić własne mieszkanie. I tylko ona dostarcza nam humoru, nic więcej. To jak gada do siebie, że może jednak nie pojedzie ratować Nim, albo to jak się non stop o coś potyka. Uśmiałam się kiedy biegała na bieżni pisząc jednocześnie do Nim i akurat przyszedł do niej listonosz. Chciała, żeby nie wsadzał listów do skrzynki tylko, żeby przyniósł jej pod drzwi, ale gdzie on tam ją słyszał :D no i zjechała z tej bieżni w końcu. Śmiesznie to wyglądało.Tak samo jak tłumaczyła się na lotnisku, że ma otwieracz do puszek i żel domycia rąk, a gdy tylko próbowała wytłumaczyć czemu to ma to sprawdzający wciąż powtarzał „Niedozwolone!”. Ubawiłam się także kiedy przybyła w końcu na wyspę i rąbnęła w drzewo, nie wiem czemu, ale takie sceny zawsze mnie bawią ;P Gdyby nie Alex jednak to film byłby nudny jak flaki z olejem.
    Główną rolę małej Nim zagrała Abigail Breslin, którą mogliśmy się już zachwycać w wielu filmach, w tym w „Małej Miss”. Tutaj jednak nie ma się czym zachwycać. Grała dość przeciętnie i niczym szczególnie się nie wybijała. W końcu- każdy potrafi gadać ze zwierzętami. W roli jej ojca wystąpił sam Gerard Butler. Przez połowę filmu zastanawiałam się co on robi w filmie tego typu. W końcu to nie to samo co rola w „300” czy też „P.S. Kocham Cię”. Nie miał zbyt pasjonującej roli i tak też zagrał. Nie było przy czym poszaleć. Za to z pewnością poszalała Jodie Foster w roli Alex Rover. Co prawda też się zastanawiałam co ona robiła w tym filmie, ale na nią to się chociaż fajnie patrzyło i to nie tylko przez to,że bała się całego świata i przez to dawała dużo frajdy, ale ogólnie uważam, że Jodie całkiem nie najgorzej wygląda. Ogólnie grę aktorską mogę ocenić  pozytywnie, ale nie aż tak bardzo. Nie przesadzajmy w ocenach, bo mogło być o wiele lepiej.
    Film jest  przeznaczony chyba tylko dla dzieci, bo mnie osobiście ten film jakoś specjalnie nie zauroczył, a jak wiecie uwielbiam filmy familijne, bo mają w sobie to coś. Tutaj nie ma tego czegoś chociaż być może miało być to gadanie ze zwierzakami lub jakieś inne dziwactwa. Było tutaj jednak dużo humoru, no i przede wszystkim można było podziwiać piękny przejrzysty ocean i niesamowitą wyspę.