NOWOŚCI
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą pustkowie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą pustkowie. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 9 grudnia 2010

516. Nieznajomi, reż. Bryan Bertino

poniedziałek, 29 listopada 2010

212. Teksańska masakra piłą mechaniczną: Początek, reż. Jonathan Liebesman

Oryginalny tytuł: The Texas Chainsaw Massacre: The Beginning
Reżyseria: Jonathan Liebesman
Scenariusz: Sheldon Turner, David J. Schow
Zdjęcia: Lukas Ettlin
Muzyka: Steve Jablonsky
Kraj: USA
Gatunek: Horror
Premiera światowa: 06 października 2006
Premiera polska: 10 listopada 2006
Obsada: Jordana Brewster, Diora Baird, Taylor Handley,  Matthew Bomer, Andrew Bryniarski, Terrence Evans, R. Lee Ermey

    Eric wraca z wojny w Wietnamie, żeby zabrać tam swojego brata Deana. Wraz ze swoimi dziewczynami Chrissie i Bailey, które chcą ich odwieźć, jadą na drugi koniec stanu, żeby jechać na wojnę. Dean za namową Bailey postanawia sprzeciwić się bratu. Po jednym z postojów za podróżnikami jedzie pewna motocyklistka, która ma zamiar ich obrabować. Niestety dochodzi do wypadku i z samochodu znika Chrissie. Na miejscu stawia się "szeryf", który morduje motocyklistkę. Szeryf zabiera Deana, Erica i Bailey na przejażdżkę. Dopiero, gdy szeryf zabiera ich do wielkiego domu i ciało motocyklistki zabiera jakiś przerośnięty silny facet, zdają sobie sprawę, że są w poważnych tarapatach.
    Nie powiem, żebym jakoś specjalnie czekała na ten film, jednak chciałam go obejrzeć, gdyż oglądałam część pierwszą. Oczywiście złym pomysłem było zobaczenie tego filmu w kinie. Zdałam sobie sprawę, że moja psychika jest już na takie horrory za słaba, a może to film był zbyt mocny?
    Jak dla mnie to film był chory. Nie rozumiem w ogóle całego rozwoju akcji, tzn. akcję jako akcję to rozumiem, ale nie mogę pojąć jak mogło dojść do tego wszystkiego. To jak człowiek ze zdeformowaną twarzą stał się mordercą. Może i da się to wyjaśnić, ale to raczej przyczyna mogła tkwić w wychowaniu, a właściwie w tym, że jego przybrana rodzina pozwalała mu robić to co robił.
    Sam początek filmu był dla mnie już obłąkany. To jak jego prawdziwa matka pracowała w ubojni, czy tam ubojni. To jak urodziła go przy stanowisku pracy. To jak potem wyrzucili go do śmieci, bo miał zdeformowaną twarzyczkę. To jak wzięła go ta babka i jak wychowała go na jak własne dziecko. Jednak im był dzieciak starszy tym bardziej postępowała deformacja jego twarzy więc zaczął... bleee... samokaleczył się. Nie rozumiem jak to się mogło tak dziać.
    No i już wracając do samej akcji, jako już dorosły człowiek pracujący w ubojni. Dlaczego zabił swojego szefa? Tylko dlatego, że go zwyzywał? bez sensu! Może miał kompleksy na punkcie swojej twarzy, ale... no nie rozumiem tego. Może to już po prostu było takie skrzywienie zawodowe. Za dużo pozabijał tych zwierząt i chciał sobie sprawdzić jak to będzie zabić człowieka? Według mnie było to bardzo... brutalne. Powiem tylko, że zarąbał go takim dużym... hmmm młotem. To musiało boleć. To było takie okrutne.
    W ogóle z tego co zauważyłam to cała ta rodzina była jakaś nienormalna i może jakby Thomas trafił do innej, zdecydowanie normalnej rodziny, to może nie zachowywałby się taki sposób.
    Dalszy rozwój akcji z tymi dzieciakami całymi. No proszę was, to było momentami trochę dziwne i przesadzone. To jak walnęli w tą krowę, przedachowali sobie trochę i jakimś cudem wszyscy przeżyli. No, ale ok. Potem kurde jak ten cały szeryf maltretował Deana. Kazał mu robić pompki, a potem okładał go palką. W pewnym momencie wydawało mi się, że złamał mu kilka razy kręgosłup, ale luuuuzik. Ten za chwilę sobie wstał i może trochę nie wyraźnie, ale jednak sobie szedł. Później jak wpadł we wnyki to też kurde jak go uwolnili to normalnie biegł jakby nic mu nie było. No co za ludzie! Film science fiction.
    Niby wiadomo kto przeżyje a kto nie, właściwie to tak mi się wydawało, że tak łatwo powinno być, bo starałam się powiązać jakoś tą część z pierwszą częścią. Niestety udało mi się powiązać tylko jeden szczegół, wujka Montiego na wózku w pierwszej części. Tak w połowie filmu zdałam sobie sprawę z tego dlaczego nie mogę odgadnąć kto przeżyje.
    Sceny śmierci były jak dla mnie bardzo brutalne. Jak na przykład śmierć Erica, chłopaka Chrissie. Na domiar złego ona wszystko słyszała i sama o mało nie zginęła. No bo kto się chowa pod stołem, na którym leży chłopak, który zaraz będzie miał bliskie spotkanie z rzeźnią? Właściwie to starałam się chować za ramieniem mojego chłopaka i właściwie to już zbierało mi się na płacz.
    Przyznam, że trochę się niecierpliwiłam i chciałam, żeby się to skończyło jak najszybciej, bo to było ponad moje nerwy. Najlepsze było to, że jak szeryf zabił tego prawdziwego szeryfa to normalnie... potem sobie go zjedli na obiad. Nie rozumiem w ogóle tej całej matki. Wydawała się przerażona całą tą sytuacją, to że zjadali szeryfa, to że jej mąż, czy tam syn (bo już z tego nic nie łapię) złapał tych młodych i chciał ich pozabijać. Wydawało się, że jest temu przeciwna, ale jakoś nic nie zrobiła. Mogła przecież pomóc im, albo coż zrobić, żeby Thomas przestał słuchać tego głąba i nie mordował ludzi. No przecież czy to tak wiele? ale jak widać, to była wada rodzinna. Masakra dosłownie.
    Widziałam, że jakoś 20 minut przed końcem pewna para na sali zrezygnowała z dalszego oglądania tego filmu, a mój Misiek po seansie wyskoczył do mnie z tekstem: "Kochanie, czy Ty zawsze musisz wybierać takie chore filmy?" Ja nie wybieram chorych filmów. Ten film nie był chory, był po prostu nienormalny i zbyt brutalny. Teraz już wiem, że nie pójdę do kina na "Piłę 3", bo tego to już psychicznie na pewno nie zniosę.
Ja osobiście nie mogę uwierzyć, że takie zdarzenia mogły mieć miejsce. Pod koniec filmu zostało powiedziane, że rodzina Hewittów zabiła 33 osoby. Okropność! Niewiarygodne, że ludzie mogą zachowywać się gorzej niż zwierzęta.
    Ogólnie rzecz ujmując to film nie był taki zły. Trzymał w napięciu i był dość paskudny, ale chodzi o to, że prawdziwy horror nie powinien się składać tylko z krwawych i obrzydliwych scen, ale powinien mieć także to coś. Czy ten film to miał? Myślę, że tak. Nasuwały się również myśli, co ja bym zrobił. W momencie, gdy już umarł Eric i Chrissie uciekła z piwnicy. Miała okazję uciec z domu, stała na progu, przed nią była pusta polana i nagle... usłyszała wołanie swojej przyjaciółki. Zostało to fajnie pokazane. Przed nią malowała się wolność, jednak... wybrała ratowanie przyjaciółki.
    Nie jestem pewna czy mogę ten film polecić. Ja byłam zbyt obrzydzona wszystkim. Ludzie na filmwebie nie wypowiadają się zbyt pochlebnie na temat tego filmu. Ja natomiast nie mam mu za wiele do zarzucenia i jeżeli ktoś lubi horrory typu takiej rzeźni to nie powinien go ominąć.

206. Zapach śmierci, reż. Dave Payne

Oryginalny tytuł: Reeker
Reżyseria: Dave Payne
Scenariusz: Dave Payne
Zdjęcia: Mike Mickens
Muzyka: Karl Hittorf
Kraj: USA
Gatunek: Horror
Premiera światowa: 13 marca 2005
Premiera polska na DVD: 22 listopada 2007
Obsada: Derek Richardson, Scott Whyte, Devon Gummersall, Arielle Kebbel, Tina Illman, Michael Ironside, Eric Mabius

   Pięcioro znajomych Gretchen, Cookie, Jack, Nelson i Trip wybiera się na imprezę na pustkowiu. Gdy Gretchen odkrywa, że Trip ma ze sobą pełno narkotyków postanawia zostawić go przy najbliższej stacji. Niestety samochód już nie chce odpalić. Zmuszeni są zostać na miejscu, a rankiem wyruszyć w poszukiwaniu pomocy. Atmosfera ulega diametralnej zmianie, gdy po kolei zaczynają umierać, a powodem ich śmierci jest dziwny dym, a właściwie to co lub kto się w nim znajduje.
    Zacznę jak zawsze od tytułu. Przyznam się, że pomimo tego iż uczę się języka angielskiego od 9 lat to miałam ogromny problem z rozszyfrowaniem tego tytułu, a właściwie to nie z rozszyfrowaniem, ale z poprawnym odmienieniem słowa "reek". Słowo "reek" znaczy po polsku tyle co dym, smród. Wiadomo, że musi być to osoba a tak dziwnie trochę brzmi "Śmierdziel". Nie pasuje po prostu do horroru. Dlatego pozostawię wam wolną interpretację :P słowo klucz już macie ;)
    Co do samej postaci Reekera, to był on w pewnym sensie dziwnym oparem, który wywoływał duszności, a gdy zadawał ostateczny cios to się materializował i był paskudym stworkiem w masce z różnymi straszliwymi narzędziami w dłoni.
    Jeżeli już mowa o narzędziach, to powiem, że jest to pierwszy film od dłuższego czasu, gdy zasłaniałam sobie oczy i zatykałam uszy :D poważnie. Tak się bałam! Ale było to tylko w jednej scenie. Gdy Cookie poszła do wychodka. Wiedziałam, że coś się stanie, a jak ją wciągnęło i zobaczyłam dziwnie wirujące narzędzie od razu spanikowałam i zakryłam oczy i zatkałam uszy, żeby nie słyszeć jej krzyków. Masakra w ogóle! Ble!
    Film pod tym względem był obrzydliwy. Już na samym początku dostajemy łupnia w głowę. Jedzie sobie rodzinka w samochodzie. Za kierownicą matka. Uderzają w jelenia, który zakrwawia im szybę. Później znika pies, ojciec idzie go szukać. Matka słyszy jak coś robi krzywdę psu. I wtedy moje serce wymiękło jak zobaczyłam pełznącego psa. Aż mi łzy do oczu napłynęły. Jak ja nie znoszę takich scen, gdy męczy się niewinne stworzenia... no, ale to tak na marginesie było. No więc pełznący pies i nagle widać, że zza krzaka wychodzi ojciec a przed nim owy opar, czy tam gaz a po chwili widzimy już tylko ojca bez połowy głowy. Niezbyt przyjemne, ale jak na rozpoczęcie filmu to wręcz genialne. To buduje już atmosferę filmu i tak jakby poznajemy mordercę już na samym początku, a właściwie to typ mordercy.
    Wraz z rozwijającą się akcją wszystko stawało się mniej jasne, ale cóż ja mogę zrobić. A wyjaśnienie sprawy totalnie mnie rozwaliło, bo nie specjalnie wiedziałam skąd, co i jak. Byłabym wdzięczna jakby ktoś obejrzał ten film i wytłumaczył mi sens owego zakończenia, a właściwie to wyjaśnienia tego całego sensu, bo dla mnie było to całkowicie niezrozumiałe.
    Film jest ciekawy i cały czas trzyma w napięciu, no bo trudno, żeby nie trzymało skoro nie wiadomo, co się na nich czai i najgorsze jest to, że tego nie widać, można tylko i wyłącznie poczuć, a jak już zobaczysz to jest to dla Ciebie za późno. Wiem, że komuś może się nie spodobać ten film i może go w ogóle nie przerazić, ale jak dla mnie jest to jeden z lepszych horrorów.
    Jeżeli chodzi o grę aktorską to nie mam żadnych zastrzeżeń. W roli Nelsona wystąpił Derek Richardson, który wystąpił już w jednym ze strasznych horrorów, czyli w "Hostelu". W postać Cookie wcieliła się Arielle Kebble, która grała w "Akwamarynie" jedną z głupich dziewczyn :) Wszyscy grali świetnie, a Arielle była niesamowita w tym swoich krzykach.
    Film mi się podobał, był zbyt brutalny jak na moje słabe nerwy, ale miał to co powinien mieć horror czyli napięcie oraz zaskakujące rozwiązanie.

środa, 24 listopada 2010

107. Droga bez powrotu, reż. Rob Schmidt

Oryginalny tytuł: Wrong Turn
Seria: Droga bez powrotu #1
Reżyseria: Rob Schmidt
Scenariusz: Alan B. McElroy
Zdjęcia: John S. Bartley
Muzyka: Elia Cmiral
Kraj: USA, Niemcy
Gatunek: Horror
Premiera światowa: 18 maja 2003
Premiera polska: 23 stycznia 2004
Obsada: Eliza Dushku, Desmond Harrington, Emmanuelle Chriqui, Jeremy Sisto, Lindy Booth, Kevin Zegers

     Chris Flynn jedzie na ważne spotkanie. Gdy na autostradzie robi się ogromny korek próbuje znaleźć drogę na skróty. Trafia na pewną stację benzynową, gdzie jak się okazuje obsługa jest bezużyteczna i trudno o jakąkolwiek informację. Chris przygląda się planowi lasu i znajduje drogę. Jadąc nią przypadkowo zderza się z samochodem, który stoi na tej drodze. Okazuje się, że należy on do grupki nastolatków, którym ktoś podłożył na drodze drut kolczasty. Jessie postanawia odnaleźć jakąś pomoc. Wraz z nią idzie Chris, Carly i  jej narzeczony Scott, a Francine ze swoim chłopakiem Evanem zostają pilnować samochodu. Jessie nie zdaje sobie sprawy jak niebezpieczne jest podróżowanie po tym lesie bez względu na to czy jest środek dnia czy panują totalne ciemności.
    Już od samego początku wiadomo o co będzie chodzić. Drastyczny początek stara się nas oswoić z wydarzeniami, które będą miały później miejsce. Uwielbiam takie czołówki jak miały miejsce w tym filmie. Zdjęcia z gazet mówiące o "ludziach z lasu", którzy są zmutowani, wyglądają okropnie i mają nadludzką siłę. Już sama wejściówka może nas wystraszyć.
    Film mnie nie nudził. Pomysł był bardzo ciekawy i można po tym filmie dopisać do swoich list kolejne miejsce, w którym może czaić się od jakichś maniakalnych zmutowanych morderców, mówię tutaj o lesie. Nie ma to jak zniechęcić widza do jakichkolwiek wycieczek.
    Muszę się przyznać, że bardzo bałam się obejrzeć ten film. Moja psychika już jest za słaba na horrory, ten gatunek filmowy mnie przerasta, nawet w środku dnia :D
    Nie jest to taki typowy horror, ale to co się tam dzieje jest po prostu straszne. Te wszystkie krwawe sceny i w ogóle.
Film ma fajny klimat, to pewnie sprawka lasu, ale cóż zrobić. Film trzyma w napięciu od początku do końca, bo tak naprawdę to nie wiadomo co się za chwilę wydarzy. Jedyne co mnie zastanawiało to jakim cudem tych trzech zmutowanych facetów potrafiło się tak szybko przemieszczać bez swojego samochodu. Nie potrafię tego zrozumieć. Zawsze doganiali swoje ofiary, ale jakim cudem?
    Najbardziej stresujące dla mnie motywy? Gdy Jessie, Chris, Carly i Scott weszli do tego domku, tak na marginesie to ja bym tam nigdy nie weszła, nie rozumiem czemu w tych horrorach pchają się do najgorszych miejsc, do miejsc, które już z zewnątrz wyglądają na podejrzane i straszne. No ale odbiegłam od tematu ;P no więc jak oni weszli do tego domku i nagle przyjechali tamte mutanty, oni nie mieli się gdzie schować. Jessie wraz z Chrisem schowali się pod łóżko a Carly i Scott za jakieś drzwi. I oni wchodzą i rzucają tą ich przyjaciółkę Francine na ziemię, całą pokrwawioną z drutem kolczastym wbitym w twarz. Masakra w ogóle. Taki stres. Jakie to trzeba mieć mocne nerwy, żeby wtedy nie zrobić gwałtownego ruchu lub też nie rozpłakać się lub cichutko zapiszczeć. Straszne. Oczywiście jak dla mnie to wszystko było w tym filmie stresujące. Normalnie nie wyrabiałam musiałam aż sobie zrobić przerwę po połowie :D hehe :D
    Film kończy się dość interesująco, oczywiście pewną jego część można było przewidzieć, a mianowicie część o ocalałych :D Gdy myślałam, że to koniec, bo leciały już napisy, oczywiście było zaskoczenie :D Coś czego się nie spodziewałam, chociaż po takich mutantach to można się wszystkiego spodziewać ;P jak ktoś oglądał to wie o czym mówię.
    Podsumowując, film podobał mi się, wystarczający był jak na moje biedne poszarpane nerwy ;P mogło być coś straszniejszego ale to mi w 100% wystarcza. Wiem jedno... nie wejdę do lasu bez broni w ręce :D