NOWOŚCI
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą obóz. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą obóz. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 9 grudnia 2010

567. Camp Rock, reż. Matthew Diamond

519. Piątek 13-go, reż. Marcus Nispel

509. Piątek trzynastego VI: Jason żyje, reż. Tom McLoughlin

505. Piątek trzynastego III, reż. Steve Miner

503. Piątek trzynastego, reż. Sean S. Cunningham

wtorek, 15 września 2009

508. Piątek trzynastego V: Nowy początek, reż. Danny Steinmann

Oryginalny tytuł: Friday the 13th Part 5: A New Beginning
Reżyseria: Danny Steinmann
Scenariusz: John Shepherd, Victor Miller, Martin Kitrosser, Danny Steinmann, David Cohen
Zdjęcia: Stephen L. Posey
Muzyka: Harry Manfredini
Kraj: USA
Gatunek: Horror
Premiera światowa: 22 marca 1985
Premiera polska na DVD: 05 czerwca 2003
Obsada: Tom Morga, John Shepherd, Melanie Kinnaman, Shavar Ross, Richard Young, Marco St. John, Juliette Cummins
    W 5 lat po sukcesie pierwszego filmu z serii „Piątek trzynastego” i w rok po mniemanym zakończeniu serii świat po raz kolejny upomina się o Jasona. W 1985 roku powstaje piąta odsłona krwawego horroru w reżyserii Danny`ego Steinmanna („Dzikie ulice”), który równocześnie jest twórcą scenariusza do „Nowego początku”. Można by powiedzieć, że od tego filmu rozpoczyna się jakby drugatura filmów o maniakalnym mordercy z Crystal Lake- Jasonie Voorhees`ie. Czy ten zabieg był dobry? Trudno mi to ocenić. Mogę jednakże powiedzieć, że ten film nie za bardzo mi się spodobał.

    Po tym jak 12- letni Tommy Jarvis przeżył szok po spotkaniu z Jasonem, którego zabił w obronie własnej teraz znajduje się w ośrodku dla trudnej młodzieży. Wciąż męczony koszmarami z dzieciństwa Tommy staje się odludkiem. Gdy w ośrodku, w którym przebywa dochodzi do tragedii, w trakcie której jeden z podopiecznych morduje siekierą niezrównoważonego psychicznie dzieciaka zaczyna się nowy koszmar. Jason ożywa, aby dokończyć swoją zemstę. Tommy wraz z ocalałymi postara się zniweczyć jego plany.

    Trudno jest mi oglądać filmy, w których większość akcji opiera się na odcinaniu głów, miażdżeniu czaszek, czy wbijanie różnych przedmiotów w ciało potencjalnej ofiary. Niektórych może to jeszcze przerażać, niektórych może to jeszcze obrzydzać, ale mnie po prostu zaczyna to nudzić. Z oczywistego powodu Jason rzadko w tym filmie używał maczety, a częściej korzystał z siekiery. Tak więc wydarzenia były dość ograniczone. Muszę przyznać nawet, że niektóre z morderstw były dość zabawne- przykładowo ścięcie głowy głupiemu sąsiadowi ośrodka. Zresztą było to do przewidzenia, że właśnie tak zakończy on swój żywot. Stwierdzenie, że film jest nieprzewidywalny byłoby kłamstwem, gdyż od pierwszej części filmu wiadomo, że każdy kto pojawi się w tym filmie zginie. W tej części nie jest to oczywiście wyjątkiem, ale taki jest urok tego gatunku horrorów. Wciąż nie mogę przeżyć tego jak niektóre sceny są niedopracowane. W niektórych widać wyraźnie, że ofiary to kukły. Idealnym przykładem jest wepchnięcie przez Jasona flary do ust jednej z osób. Widać było, że głowa jest sztuczna. Plusem może być to, że dużo osób ginęło w tym filmie. Zaskakująco dużo, więcej chyba niż dotychczas. I chyba na tym polega nowa seria o Jasonie- zabić jak najwięcej.
    Film nie zaskakuje. Jak już wspominałam większość wydarzeń można było przewidzieć. Tak samo zresztą jak i finałową scenę, kiedy zostaje zdjęta maska Jasona. Ja po prostu wiedziałam o tym, można było się domyślić już właściwie od samego początku o co biega, no ale i tak nie potrafiłam połączyć ze sobą faktów. Pozostało mi tylko przeczucie. Tak i nawet ta scena mnie nie zaskoczyła.
    Nawet muzyka nie sprawiła, że widz wczuł się bardziej w wydarzenia z filmu. Dźwięki jednak były zdradzieckie dla samego filmu, ponieważ to właśnie one zdradzały sens filmu. Jeżeli ktoś widział film i pamięta to powinien wiedzieć o co mi chodzi. Nie wiem czy był to świadomy zamysł twórców, czy przypadkowo tak wyszło, ale zdradzało to wszystko.
    O obsadzie za wiele powiedzieć nie mogę. Jedni grali lepiej, inni gorzej, ale jakoś tak nie raziło to w oczy. Dorosłego Tommy`ego zagrał John Shepherd. W sumie jego gra nie zachwycała, ale z drugiej strony aż tak źle też nie było. Dobrze, że film nie zamknął mu drzwi do kariery tak jak to bywa w większości przypadków. W jedną z opiekunek imieniem Pam wcieliła się Melanie Kinnaman, dla której „Piątek trzynastego” był jednym z pierwszy i jednocześnie ostatnich filmów, no ale w sumie jej postać bardzo mnie irytowała: „Boże. Boże. O Boże” a potem „Tommy! Tommy! Tommy!”. Głupia była jej postać jak but z lewej nogi. No, ale aktorsko wypadła chyba najsłabiej. Spodobała mi się postać Reggie`go, czyli gra Shavar`a Ross`a. W filmie zagrał jako młody dzieciak, a ostatni film w jakim wystąpił to „Tina” z 1993 roku. Tak więc i on nie zrobił większej kariery w filmie.
    Już mnie nużą te filmy z Jasonem. Coraz to nowsze akcje. Cały czas tylko ożywianie tej istoty. Trudno jest mi go nawet nazwać człowiekiem. Osobiście nie darzę większą sympatią tego filmu i wierzę, że jak obejrzę do końca wszystkie filmy to się tonie zmieni. Następnym razem zastanowię się dogłębnie zanim sięgnę po jakiś film, ale w sumie to i tak nie żałuję. Teraz będę mogła mówić, że przynajmniej widziałam ten film.
Ocena: 4/10

piątek, 11 września 2009

506. Piątek trzynastego IV: Ostatni rozdział, reż. Joseph Zito

Oryginalny tytuł: Friday the 13th Part 4: The Final Chapter
Reżyseria: Joseph Zito
Scenariusz: Ron Kurz, Martin Kitrosser, Frank Mancuso Jr., Bruce Hidemi Sakow, Barney Cohen, Victor Miller
Zdjęcia: Joao Fernandes
Muzyka: Harry Manfredini, Michael Zager
Kraj: USA
Gatunek: Horror
Premiera światowa: 13 kwietnia 1984
Premiera polska na DVD: 05 czerwca 2003
Obsada: Ted White, Corey Feldman, Kimberly Beck, Joan Freeman, Crispin Glover, Erich Anderson, Judie Aronson, Lawrence Monoson, Camilla More, Carey More, Peter Barton
    Dla Josepha Zito „Piątek trzynastego 4” był kolejną próbą zmierzenia się ze sztuka reżyserską. Ma on na swoim koncie takie filmy jak „Zabójca Rosemary”, czy „Zaginiony w akcji” z Chuck`iem Norris`em. Rzadko możemy spotkać się z jego produkcjami, ale myślę, że czwartą odsłoną historii o maniakalnym mordercy Jasonie Voorheesie zapadł w pamięć fanom serii. Na szczęście ja do tych fanów nie należę.

    Po makabrycznych wydarzeniach na farmie nad Crystal Lake zwłoki Jasona zostają odwiezione do kostnicy. Wszyscy są przekonani, że koszmar w końcu się skończył.Niestety Jason znowu powraca nad Crystal Lake, gdzie ma zamiar sterroryzować samotną matkę z dwójką dzieci oraz szóstkę dzieciaków, które wynajęły dom naprzeciwko, aby trochę poużywać życia. Jason po raz kolejny da o sobie znać i wydaje się, że nic nie jest w stanie go powstrzymać. Jego śladami wyrusza brat zamordowanej na obozie dla opiekunów Sandry, który pragnie zemsty. Jason bezlitośnie morduje beztroskich nastolatków, jednakże gdy na jego drodze staje młody chłopiec imieniem Tommy role się odwracają.

    Nie rozumiem dlaczego stawiam sobie za cel honoru obejrzeć wszystkie części „Piątku trzynastego”. Kolejny w kolejce jest „Halloween”, ale na to chyba przyjdzie mi trochę poczekać. Obejrzałam już cztery filmy o Jasonie, oczywiście nie wliczając „Jasona X” i „Freddy kontra Jason”, a najgorsze jest to, że to nawet nie jest połowa. Mam wrażenie, że ta seria ciągnie się w nieskończoność niesamowicie mnie przy tym nużąc. Takie niestety mam wrażenia po każdej kolejnej części filmu, coraz bardziej chce mi się spać. Tym razem jednak postanowiłam zachować trzeźwość umysłu i skupić się na tym na co patrzę. Ogólnie nie było źle.
    Standardowo jak to bywa przy opisywaniu horrorów przyszła pora na wyrażenie mojej opinii na temat klimatu panującego w filmie. Klimat z pewnością był, ponieważ wszystkie stare filmy mają w sobie to coś. Nie wiem dokładnie jak to nazwać, ale ogólnie wszystkie filmy starej daty wzbudzają we mnie taki lekki dyskomfort. Nie wiem czym to jest spowodowane- może jakością zdjęć. Widać było jednak, że twórcy starali się. Naprawdę próbowali wprowadzić klimat nie samymi zdjęciami, ale w ogóle wydarzeniami. Niestety na mnie to nie podziałało, ale to dlatego, że ja już za dużo horrorów widziałam. Horrory z mordercami już po prostu mnie nie przerażają, ponieważ w przypadku dłuższych kontynuacji jak „Piątek trzynastego”, w pewnym momencie człowiekowi zaczyna się nudzić. Wiem, że się powtarzam, ale inaczej tego nie da się określić. Już nawet pomysły na zabójstwa się kończą. Wciąż widzimy właściwie to samo, tylko w innym otoczeniu. Nie wiem czemu to ma w ogóle służyć. Nigdy nie widziałam tylu ofiar w takich filmach, ale to chyba te slashery mają to do siebie. Mnie to nie przekonuje. Jeszcze jakby te morderstwa były jakieś wymyślne to byłoby nie najgorzej, ale niestety tak nie było. Wciąż tylko głupie bieganie i wrzaski. Chwilami odbierało to urok chwili. Jednakże było kilka scen, które mogły przerazić, ale to były te z gatunku „cicho sza i nagle bach”. Nie cierpię takich scen, bo od razu pikawa szybciej mi pracuje. W tej części było jednakże coś co odróżnia ją od pozostałych, ale myślę, że jest to spowodowane tym iż miała być to ostatnia część, albo przynajmniej tak się miało widzowi wydawać. Zmieniła się koncepcja na koniec i przyznam, że można było się domyśleć jak to wszystko się potoczy. Myślałam,  że może muzyka chociaż nadrobi zaległości, ale niestety nie zwróciłam na nią uwagi. Znowu te same odgłosy, które stają się denerwujące. No i wciąż zadaję sobie pytanie, czemu ta seria jest taka kultowa? Albo inne pytanie, które zastanowiło mnie na początku filmu: skąd policja zawsze wie, gdzie ma przyjechać i uratować ocalałych? Przecież Jason zawsze odcinał telefony. Nasuwa mi się wiele pytań po obejrzeniu tego filmu, ale chyba sobie daruję, przynajmniej na razie.
    Jak zawsze główną postacią w filmie o Jasonie jest oczywiście Jason. W każdym kolejnym filmie gra go ktoś inny więc postanowiłam darować sobie omawianie jego postaci. Jednakże muszę zwrócić uwagę na to, że chyba jako jedyny naprawdę potrafi grać, ale w tym filmie za bardzo stękał, a to wszystko przez Teda White`a. Dla niektórych aktorów, po raz kolejny, był to debiut. Dla innych film był zakończeniem kariery. A dla jeszcze innych nie zahamował ich rozwoju.Przykładem tych ostatnich jest z pewnością Corey Feldman, który występuje tutaj jako mały chłopiec, ale można było go zobaczyć jeszcze w wielu filmach przykładowo „Spełnione marzenia” lub „Wyśniona dziewczyna. Jako dziecko przypomina mi współczesnego Camerona Brighta. Oboje mają takie spojrzenie, że aż ciarki człowiekowi po plecach przechodzą. O reszcie obsady trudno mi cokolwiek powiedzieć. Uważam, że niektórzy byli bardziej marni od innych. Takim przykładem jest z pewnością Crispin Glover, który zagrał Jimmy`ego. Wtedy był marny, ale jednak można powiedzieć, że odniósł sukces w show biznesie. Zagrał między innymi Grendela w „Beowulfie”, a w nadchodzącej premierze Tima Burtona „Alicja w krainie czarów” zagra Waleta Kier. Tak więc nigdy nie wiadomo co przyniesie los.
    W sumie to nie mam większych zastrzeżeń do tej części filmu. Wiadomo, że zawsze mogło być lepiej. W każdym filmie widzimy ten sam schemat. Zastanawiające jest to jak wielkie jest to jezioro skoro już cztery części filmu zostały nakręcone przy tym jeziorze. Za każdym razem udajemy się w inne miejsce. Z jednej strony jest to niezłe, ale z drugiej ileż można. Film zaczyna nudzić, ale myślę, że da się przeżyć seans, w końcu ja przeżyłam.
Ocena: 5/10

poniedziałek, 7 września 2009

504. Piątek trzynastego II, reż. Steve Miner

Reżyseria: Steve Miner
Scenariusz: Ron Kurz
Zdjęcia: Peter Stein
Muzyka: Harry Manfredini
Kraj: USA
Gatunek: Horror
Premiera światowa: 01 maja 1981
Obsada: Warrington Gillette, Amy Steel, John Furey, Bill Randolph, Lauren-Marie Taylor, Russell Todd, Cliff Cudney, Tom McBride, Marta Kober,  Kirsten Baker, Adrienne King
    Rok po sukcesie „Piątku trzynastego” opowiadającego o wydarzeniach w Camp Crystal Lake powstała kontynuacja filmu, tym razem w reżyserii Steve`a Miner`a, dla którego ten film był pierwszym w karierze reżysera. Później, dzięki jego współpracy,powstały takie filmy jak „Dom”, czy też „Tata i małolata”. Steve Miner z „Piątkiem trzynastego” dokonał czegoś co rzadko zdarza się w dzisiejszym świecie, a mianowicie, że druga część jest lepsza od poprzedniej. Zauważyłam toi nie zważam na to, że oba filmy oglądałam o różnych porach dnia.
   Pięć lat po tragedii jaka rozegrała się w  Camp Crystal Lake cały teren został zamknięty.Jednakże nieopodal obozowiska Paul prowadzi obóz dla opiekunów obozu, na który przybyło wiele chętnych i starych znajomych. Pomimo zakazu dwójka ciekawskich próbuje przedostać się do Camp Crystal Lake. Nie zdają sobie sprawy, że ich wyskok będzie tragiczny w skutkach. Jednego z pierwszych wieczorów Paul proponuje swoim wychowankom wypad do miasta do klubu. Na miejscu zostaje jedynie szóstka obozowiczów, którzy mają pilnować obozu. Nikt nie spodziewa się, że ta deszczowa noc może być ostatnią w ich życiu, a legenda Jasona Voorheesa utopionego w jeziorze okaże się prawdziwa.
    „Piątek trzynastego II” to wyjątek od znanej wszystkim reguły, że kontynuacja jest gorsza od pierwowzoru. Co prawda produkcji tej wiele brakuje do wspaniałego filmu, ale i tak zdecydowanie jest lepiej niż przy pierwszym filmie. Przede wszystkim jest straszniej. Poza tym muzyka robi swoje, no i oczywiście umiejscowienie akcji. Niestety gra aktorska jest dość marna, ale to chyba jeden z nielicznych problemów w tym filmie.
    Kiedy zamierzyłam się do obejrzenia drugiej części filmu nie spodziewałam się niczego dobrego. Sam początek był dla mnie dość dziwny i moim zdaniem można było inaczej rozwiązać motyw przypomnienia poprzedniego filmu, aczkolwiek ten też nie był zły, tylko można było lepiej go dopracować. Zawsze zastanawiało mnie to czemu osoby, które przeżyły w danym filmie, muszą ginąć w kolejnej części. No,ale na to pytanie odpowiadać nie będę. Akcja tym razem nie rozgrywa się w piątek 13go, ale rozumiem, że twórcy musieli zachować tytuł dla ciągłości historii.
    Tym razem,jak na prawdziwy horror przystało, można było się przestraszyć. Sama osobiście nie rozumiem czego, ale odczuwało się dyskomfort psychiczny w związku z tą całą akcją, która miała miejsce. Oczywiście ulewa jaka się rozpętała dodawała klimatu. Nie wspominając już o totalnym pustkowiu, na którym znaleźli się nasi bohaterowie. Co prawda akcję jako tako dało się przewidzieć. Ja przykładowo domyślałam się, że nawalający samochód Ginny będzie miał wpływ na akcję, ale tego to chyba każdy by się domyślił. Na takim terenie jest także duże pole manewru. Dlatego też po raz kolejny mieliśmy zróżnicowane sceny zabójstw przy użyciu różnorakich narzędzi. Pojawiła się w końcu macheta, którą podobno posługuje się Jason w późniejszych filmach. Bardzo podobało mi się to, że przez większość filmu nie widzieliśmy twarzy Jasona, a jedynie jego nogi, no i ewentualnie pas. Z jednej strony daje to pewne uczucie tajemniczości, które może stopniować napięcie, ale z drugiej jest to troszkę irytujące, bo ja od początku lubię widzieć twarz mordercy. Kiedy w końcu go zobaczymy- szokuje, aleja osobiście nie wiedziałam co się dzieje :P w pewnej chwili myślałam, że widzę dwóch zabójców. No, ale jest to wina kamery. Przyznać muszę, jednakże, że takie pościgi po lesie bywają dość nużące. Dało się to jednak przeżyć. Jeżeli chodzi o same sceny zabójstw to właściwie nie mam się czego przyczepić oprócz tego, że niekiedy wyglądało to strasznie sztucznie, przykładowo zabicie chłopaka na wózku. Dziwnie wyglądała scena jego zabójstwa. Scena z podwójnym przebiciem podobno została ocenzurowana. Nie rozumiem czy w ogóle miało jej nie być czy co, ale ja ją widziałam w wersji filmu, którą ja posiadam :P O dziwo poczułam lekkie napięcie podczas oglądania filmu. Zdarzały się także sytuacje, w których się wystraszyłam. Z pewnością była to wina muzyki, która z początku nie wydawała się być jakoś specjalnie ujmująca. Fragment, który leciał podczas napisów wejściowych odebrałam jako zwykła kakofonię. Katował moje uszy i pragnęłam, żeby w końcu zamilkło. Później jednak nie było tak źle. Oddawała w końcu nastrój całego filmu.
    W takich filmach najbardziej irytują mnie kretyńskie zachowania bohaterów. Głównym przykładem była gra Amy Steel, która zagrała Ginny. Jej postać kilka razy zachowała się nierozsądnie, przykładowo, gdy uciekała przed Jasonem przez las,to zamiast dalej wiać ona zatrzymała się w chatce, a przecież oczywiste było,że Jason pierwsze co to właśnie tą chatkę przeszuka. W ogóle ta aktorka jakoś mi się nie podobała w tym filmie. Nie przekonała mnie do swojej postaci. Dla większości aktorów, młodych aktorów, występujących w tym filmie był to debiut lub jeden z pierwszych filmów. Dla niektórych z nich był to także jeden z ostatnich filmów. Muszę powiedzieć, że się nie dziwię, bo większość była marna,a już totalnie irytowała mnie postać Sandry granej przez Martę Kober. Nie ma się zresztą co tutaj rozpisywać o obsadzie. Źle nie było, ale mogło być zdecydowanie lepiej.
    Jestem mile zaskoczona po obejrzeniu tego filmu. O dziwo nawet mi się spodobał i, co jeszcze dziwniejsze, spodobał mi się bardziej niż pierwszy film. Przemawia za tym wiele czynników, ale myślę, że decydującym był fakt tego iż dało się niekiedy wystraszyć. Podobało mi się to i jak się okazuje nie wszystkie stare horrory muszą być żenujące w swojej straszności.
Ocena: 7/10