NOWOŚCI
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Więzień Labiryntu. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Więzień Labiryntu. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 15 października 2015

1187. Więzień Labiryntu. Próby ognia, reż. Wes Ball

     Przeczyta sobie człowiek książkę, spodziewa się nie wiadomo czego, a potem przychodzi ekranizacja i wszystkie marzenia oraz oczekiwania rozpadają się w drobny mak. „Próby ognia” to chyba jeden z najciekawszych tomów bestsellerowej trylogii „Więzień Labiryntu” autorstwa Jamesa Dashnera. I choć wielu uważa, że druga produkcja filmowa bazująca na koncepcji jest równie dobra, co pierwsza, osobiście śmiem się z tym nie zgodzić. Pomijając fakt, że filmowe „Próby ognia” są bardzo luźno oparte na wątkach drugiego tomu, to jest to bardzo nijaka produkcja. 
Źródło: foxmovies.com
     Streferom udaje się bezpiecznie opuścić mury labiryntu. Jednakże nie są świadomi, że prawdziwe wyzwanie dopiero przed nimi. Myśląc, że udało im się uciec przed DRESZCZem, nie mogą być w większym błędzie. Pomimo tego, że świat to jedno wielkie suche pustkowie, zamieszkane przez ludzkość zainfekowaną Pożogą uciekają przed ekipą naukowców chcących przeprowadzać na nich kolejne eksperymenty. Wyruszają więc w poszukiwaniu organizacji zwanej Prawą Ręką licząc na to, że zyskają ich pomoc- w pełnym słońcu, bez jakiegokolwiek zaopatrzenia, przez okrutne tereny Pogorzeliska, nie zważając na ścigających ich wysłanników DRESZCZu, ani czających się w pobliżu Poparzeńców.
     Czego można było się spodziewać po „Próbach ognia”, kiedy już sam zwiastun zapowiada, że scenarzysta dokonał drobnych zmian w opowieści? Cóż... z pewnością wszyscy ci, którzy poszli do kina zaznajomieni z lekturą byli w niemałym szoku, że film całkowicie odbiega od powieści. Na domiar złego, jeżeli ktoś nie zapoznał się z tomem trzecim, nie będzie miał bladego pojęcia o co biega z tematem pod tytułem Prawa Ręka. Nie ma to jak pomieszać wątki drugiego i trzeciego tomu w drugim filmie. Ciekawe co zostanie na finał, bo jeżeli kluczowy wątek „Leku na śmierć” to nie zapowiada się zbyt fascynujące kino, a szkoda. Jest to kolejna sytuacja, kiedy pierwsza ekranizacja jest naprawdę fascynująca i trzyma się pierwowzoru, natomiast w drugiej wieje nudą, a akcja wzięta jest chyba z kosmosu, bo na pewno nie z powieści. Jedyne co jest odwzorowane to motyw Pogorzeliska. Tylko to. Najbardziej w tym wszystkim boli to, że nie ma tutaj zaprezentowanej zadaniowości całej akcji, bo kiedy w powieści zadaniem Streferów było przejście Pogorzeliska w celu uzyskania leku, tak tutaj tego nie ma.
Źródło: foxmovies.cm
Zostaje to zamienione na głupawą, bezsensowną ucieczkę od DRESZCZu. Tym samym znika problematyka postaci Teresy i Arisa. Wywalony zostaje cały dramatyzm związany z przejściem przez Pogorzelisko, bo film niestety nie ukazuje prawdziwego okrucieństwa tego miejsca. Już pomijam dziwnego budowania relacji pomiędzy bohaterami, której praktycznie tutaj nie ma. Co dla nich za różnica, czy zginie jeden czy dwóch, a widz nawet nie jest w stanie się wzruszyć. W szczególności, że Thomas aż w jednej scenie wspomina Chucka, który poświęcił się dla niego przy okazji ucieczki z Labiryntu. Wszystkie wątki zostały całkowicie spłycone, a wszystko to zastąpione zostaje bezsensowną drogą do Prawej Ręki. Prawej Ręki, która de facto pokazuje się dopiero w trzeciej części trylogii. Nie można powiedzieć, że film nie gwarantuje akcji, bo tak jest, ale z drugiej strony sceny te zbyt szybko zostają urwane i w zasadzie niczego konkretnego nie wnoszą do fabuły. Ucieczka przed wrogiem zawsze dostarcza sporo adrenaliny, a dodając do tego element zdrady całkowicie potrafi zbić człowieka z pantałyku. O dziwo, obraz zapewnia względne wrażenia, a tempo akcji jest nawet równe, ale co z tego, kiedy tak to wszystko jest nużące.
     Na plus zdecydowanie przemawia wygląd filmu, można powiedzieć, że jest to jedyna rzecz, która przykuwa tutaj uwagę. Pogorzelisko jest bajecznie mroczne, niczym wyjęte z najlepszej postapokaliptycznej produkcji. Zniszczone budynki, wszędzie pełno ruin, ale przede wszystkim wszechobecny piach. Krajobraz niczym z „Resident Evil: Apokalipsa”, czy „Mad Max: Na drodze gniewu”. Wspomnienie o pierwszym tytule nie jest tutaj przypadkowe, bowiem wskazać należy tajemniczych Poparzeńców, czyli ludzi, których zaatakowała choroba zwana Pożogą. To właśnie na nią szuka się lekarstwa, bo przez nią ludzie tracą rozum, zamieniając się w bezmyślne zwierzęta. I tutaj pojawia się kolejny problem związany z tym obrazem. Poparzeńcy w ogóle nie przypominają ludzi chorych psychicznie. Z uwagi na popularny ostatnio nurt zombiaków, to właśnie do tych chodzących trupów zostali upodobnieni. Wybór stylizacji co najmniej dziwny, w szczególności jak ktoś przypomni sobie akcję z kanałów i dziwne narośle na ścianach. Można było zrobić to w zdecydowanie bardziej ludzki sposób, taki który chociaż odrobinę dawałby nadziei na wyleczenie.
Źródło: foxmovies.com
Ciężko jest mi zrozumieć, dlaczego pozbyto się z filmu dwóch kluczowych scen, dostarczających najwięcej grozy. Trzeba jednak przeboleć brak początkowych scen, gdzie bohaterowie uciekali przed kulami z ciekłego metalu odgryzającymi głowy, czy końcowych, kiedy to musieli stoczyć walkę z bąblowymi potworami. I tak z tych fascynujących monstrów, które pojawiły się w całej trylogii, przyszło nam wspominać jedynie Bóldożerców z pierwszego filmu. Może obawiano się, że wprowadzając te cuda trzeba będzie podnieść ograniczenie wiekowe, albo może twórcy nie byli w stanie idealnie odwzorować tych tworów. Albo... za bardzo skupili się na Poparzeńcach. Szkoda, naprawdę szkoda. W szczególności, że zapewne cała masa ludzi czekała właśnie na to, jak filmowcy poradzą sobie z tymi właśnie elementami.
     Z marnym aktorstwem, nie oddającym prawdziwego charakteru najistotniejszych postaci serii, z całkowitą zmianą ich problematyki nie ma szans, aby dało się patrzeć na ten film bez niestrawności. Dylan O'Brien jedyne, co pokazuje w tym filmie, to jak szybko potrafi biegać. Jako czołowy biegacz labiryntu mógł darować sobie już popisy, a skupić się bardziej na budowaniu emocjonalnej więzi z publicznością albo chociaż z innymi bohaterami na planie. Irytująca stała się Teresa w wykonaniu Kayi Scodelario, która po prostu zniknęła w tym filmie. I choć poświęca się jej więcej uwagi niż w powieści, to jakimś magicznym sposobem stała się po prostu niewidzialna. Wydawałoby się, że dużo atrakcji dostarczyć mogą nowe postaci, takie chociażby jak Jorge i Brenda. Niestety, ani Rosa Salazar ani Giancarlo Esposito nie radzą sobie na tyle, aby wyjść przed szereg. Ich kreacje są zdecydowanie mniej zwariowane i mniej wojownicze niż powinny być. Z kolei Janson, którego wszyscy fani „Gry o tron” znają z roli dwulicowego Littlefingera nie poczują się zawiedzeni. Aidan Gillen trzyma klasę i charakter swojej poprzedniej postaci. Czy stety, czy niestety- to już wam przyjdzie ocenić. 
Źródło: foxmovies.com
     Wiele oczekiwałam po kontynuacji „Więźnia Labiryntu” z uwagi na to, że pierwszy film wzbudził we mnie spory entuzjazm i zainteresowanie. Na dodatek całą trylogię książkową uważam za bardzo udaną i ciekawą, więc nie miałam obaw co do „Prób ognia”. Niestety, wydarzyło się coś całkowicie zaskakującego, coś co nie wyróżniło tytułu spośród innych postapokaliptycznych tworów. Historia z drugiego tomu powieści miała spory potencjał, który niestety nie został w ogóle wykorzystany. Zarówno okrojenie fabuły, jak i pozbawienie widza przyjemności oglądania niezwykłych tworów przyszłości, nie wyszło produkcji na dobre. Pozostało tylko mdłe, za bardzo podobne do zombiastycznych tytułów widowisko, które cechuje się jedynie zewnętrznym pięknem, a zgnilizną wewnętrzną. 
Ocena: 5/10

Oryginalny tytuł: The Maze Runner. The Scorch Trials / Reżyseria: Wes Ball / Scenariusz: T.S. Nowlin / Na podstawie: powieści Jamesa Dashnera / Zdjęcia: Gyula Pados / Muzyka: John Paesano / Obsada: Dylan O'Brien, Ki Hong Lee, Kaya Scodelario, Thomas Brodie-Sangster, Dexter Darden, Alexander Flores, Jacob Lofland, Rosa Salazar, Giancarlo Esposito, Patricia Clarkson, Aidan Gillen, Lili Taylor, Barry Pepper / Kraj: USA / Gatunek: Akcja, Sci-Fi, Thriller
Premiera: 09 września 2015 (Świat) 18 września 2015 (Polska)

środa, 14 października 2015

Przepis na ocalenie ludzkości w trzech tomach - o trylogii "Więzień Labiryntu"



     Coś tam kiedyś, na którymś etapie rozwijania mojej manii do czytania, obiło mi się o uszy, że powstała niesamowita trylogia, dla młodych ludzi o mocnych nerwach. Jako, że tych wszystkich dystopijno-postapokaliptycznych tworów powstawała cała masa, akurat ten tytuł postanowiłam sobie darować. Oczywiście do czasu. Do czasu, kiedy to na ekrany zawitała ekranizacja pierwszego tomu, który zaintrygował mnie na tyle, aby chcieć obejrzeć drugi film. Wtedy stała się rzecz oczywista, koniecznym stało się dla mnie przeczytanie trylogii w całości. W szczególności, że na polskich ekranach jeszcze jest szansa zobaczyć „Próby ognia”.
      James Dashner znacząco przyczynił się do zmiany ludzkości. Tak bardzo, że po sukcesie „Igrzysk Śmierci” to właśnie na jego powieść postawiono w następnej kolejności. Po tym jak książki dotarły na polski rynek rozpoczęto wprowadzanie kolejnych znakomitych młodzieżowych serii jego autorstwa. Nie mniej, wciąż wszyscy pamiętać będą o „Więźniu Labiryntu” o powieści, która tak bardzo nagięła ludzką moralność i chęć zaczytywania się w kolejnych próbach przygotowanych dla obiektów powieści.
     Na tym opiera się cała historia, która zaczyna się „Więźniem Labiryntu” na tajemniczej farmie ogrodzonej wysokimi murami, za którymi kryje się gigantyczny labirynt skrywający wiele niebezpieczeństw. Szybko okazuje się, że największym problemem młodych ludzi zesłanych w głąb labiryntu nie jest wcale rzeczony twór niegdyś zamieszkiwany przez minotaura. Można nawet zignorować tam istnienie potwornych Bóldożerców, którzy to są swoistymi cyborgami stworzonymi przez dziwaczną organizację. Problem zdaje się być bardziej skomplikowany, jako, że jest to zaledwie jedna z kilku prób, którym poddawani są młodzi ludzie. Jakich prób? Po co? Na co? Tego nie dowiemy się niestety z pierwszego tomu, a dopiero w kolejnych. Drugi tom utrzymany jest w klimacie pierwszego, ale zdecydowanie więcej oferuje czytelnikom. Podczas, gdy pierwszy ograniczał się jedynie do ścian labiryntu, tak drugi wychodzi już na światło dzienne, bezkresną, zniszczoną i zaludnioną Poparzeńcami strefę. Fabuła jest tutaj najbardziej rozbudowana dając wiele różnych możliwości na wywołaniu w czytelniku emocji. Dzięki temu bez problemu ulegamy przerażeniu, gdy bohaterowie znowu zostają zaatakowani, uczuciu zdrady, którego doświadcza Thomas, czy ulgi, kiedy wszystko wydaje się być już zakończone. „Próby ognia” gwarantują najwięcej różnego rodzaju wydarzeń- bardziej zdynamizowanych, bardziej stonowanych, które świetnie się balansują. Nie brak tutaj chwil na wzruszenia, na uśmiech, czy strach i to czyni ten tom najlepszym. Wydawałoby się, że skoro „Lek na śmierć” jest wielkim finałem całej historii, to właśnie on będzie najbardziej emocjonujący. Tak też się dzieje, bo idealnie zamyka wszystkie wątki, ale nie będąc typowym zakończeniem dla opowieści Thomasa i tych, którym udało się jeszcze pozostać przy życiu. Droga do tego jest bardzo kręta, jest niezwykle długa, aż nadto chyba rozciągnięta. Wiele jest tutaj zmiennych, które z dużą łatwością potrafią odwrócić bieg wydarzeń. Nie jest to jednak ten sam schemat co w poprzednich tomach, bo jak sam tytuł wskazuje wszystko kręci się teraz wokół leku na Pożogę. Wybory, przed którymi stają bohaterowie nie zawsze wydają się być propozycjami nie do odrzucenia.
     Jednakże o co tutaj tak właściwie chodzi? Jak nie chcecie sobie spoilerować, to koniecznie omińcie ten akapit. Akcja rozgrywa się w świecie po apokalipsie, kiedy to wyładowania słoneczne doprowadziły do spalenia Ziemi. Na skutek wydarzeń z laboratorium wydostał się tajemniczy wirus, który zarażał ocalałych Pożogą. Okropną chorobą odbierającą ludziom rozum i ostatecznie zamieniającą ich w okrutne bestie mordujące innych ludzi. Wtedy przedstawiciele wszystkich państw świata zawiązali sojusz i stworzyli organizację, która miała zwalczyć chorobę. Nadali jej nazwę DRESZCZ, czyli „Departament Rozwoju Eksperymentów. Strefa Zamknięta: Czas Zagłady”. Ci z kolei opracowali Próby, którym mieli poddać grupkę młodych ludzi, ludzi odpornych na Pożogę. Dzięki ich reakcjom na zmienne miano opracować schemat pozwalający stworzyć lekarstwo dla wszystkich chorych. Pierwszą próbą był oczywiście Labirynt, to od niego się zaczęło. Nie wahano się więc zabijać młodych ludzi, nastolatków przecież (!), tylko po to, aby zdobyć lekarstwo. Nie wahano się sterować nimi, aby zmanipulować ludzkie reakcje. Niby wszystko dla dobra nauki, ale jak bardzo trzeba być walniętym w głowę, żeby tak manewrować ludźmi, jeszcze ludźmi tak młodymi. Na pewno był inny sposób na ocalenie świata. Oczywiście, jest, ale o nim przeczytamy dopiero na samym końcu opowieści. Ostatnie stronice zdradzają plan B. A można było po prostu od tego zacząć, zamiast pozbawiać świat tak wielu młodych, odpornych na Pożogę ludzi.
Poparzeńcy autorstwa Kena Barthelmeya
     Wiele czynników składa się na sukces trylogii Dashnera. Poza oczywistym, jaką jest historia- są również bohaterowie. Niezwykle elokwentni, wojowniczy i nieoczywiści w swoich zachowaniach. Z uwagi na styl tworzenia wiadomym jest, że to Thomas jest najważniejszym bohaterem całej opowieści. Dlaczego? Cóż... chociaż Dashner wprowadza narratora trzecioosobowego, to jednak całość obserwacji skupia się na wydarzeniach, w których udział bierze właśnie Tommy. Nie jest więc zaskakującym, że to właśnie jego dotyczy cała powieść. Szkoda, że jest to aż tak bardzo oczywiste, bowiem fajnie byłoby poczytać co się dzieje z drugą grupą, która wydostała się z Labiryntu albo co się dzieje z innymi kluczowymi bohaterami, którzy mają wpływ na wydarzenia. Jest to jednak najbardziej zaskakująca postać, choć więcej emocji wzbudza zdecydowanie Minho ze swoją porywczością i zdolnościami przywódczymi. Zdecydowanie na przyjaciela najbardziej nadaje się Newt, bo jest to chyba jedna z najbardziej sympatycznych postaci, poza Chuckiem- oczywiście. Wydawałoby się, że kluczowa jest tutaj też i Teresa, aczkolwiek już w trakcie drugiego domu szybko spostrzeżemy, że choć jest waleczna i harda, to nie o nią tutaj chodzi. Za mało poświęca się jej uwagi, więc zdecydowanie schodzi na dalszy plan. Zaskakuje natomiast pojawienie się bardzo ciekawych bohaterów w drugim tomie. Mamy bowiem Jansona, który jest tutaj oczywiście czarnym charakterem, ale tak fajnie nakreślonym, że tylko się czeka, aż znowu się pojawi i wprowadzi zamęt. Do tego mamy dwóch mieszkańców Pogorzeliska, którzy początkowo wydają się być najmniej zdrowymi na psychice. Nie mniej, wzbudzają bardzo duże zaufanie- o dziwo.
Cała ekipa wkracza do działania w świecie stworzonym przez Dashnera. Oczywistym jest, że pisarz ma naprawdę bogatą wyobraźnie i zdecydowanie za dużo naoglądał się fantastyki. Stworzony przez niego świat po apokalipsie odrobinę nawiązuje do madmaxowej teorii zwariowanego społeczeństwa, w połączeniu z najwyższą technologią rodem z „Terminatora”. Świetnie udaje mu się odwzorować uczucie zamknięcia, na które napotykamy przy okazji „Więźnia Labiryntu”, a potem uczucie przerażenia i osamotnienia w świetnie dotkniętym chorobą w „Próbach ognia”. Świat uległ na pewno diametralnej zmianie. Poza spalonymi terenami okołozwrotnikowymi, nastąpiła również odmiana w ludzkim słownictwie. Oczywiście... nadal mamy tutaj całą masę słów wulgarnych, wyrażających niezadowolenie, ale genialnie złagodzonych neologizmów, mogących świetnie nadawać się do użytku codziennego w normalnym życiu. Po co stosować więc słowo na „k”, kiedy możemy sobie wykrzykiwać „purwa, purwa, purwa!”. Takich tworów jest cała masa, a czyta się to ze zdecydowanym uśmiechem na ustach, aż dziwne. Interesujące są także wyrażenia typu „twarzostan”, w szczególności, kiedy ja co rusz korzystam z wyrażenia „twarzoczaszka”. Rewelacyjne, idealnie przystosowane do slangu młodzieżowego. Dashner nie obywa się jednak bez technicznego języka, aczkolwiek sprawnie ukrytego między potokiem słów. Stworzone przez niego potworne istoty wydają się nie do ogarnięcia ludzkim umysłem. Okazuje się bowiem, że przerażający Bóldożercy siekający ostrymi odnóżami to jeszcze nic. Poczekajcie aż w drugim tomie napadną was ciekłe kule ogryzające głowy, a także dziwaczne zabąblnione potwory. Nie wiem skąd takie twory w głowie, ale zdecydowanie przerażają! Dostarczają najwięcej emocji.
Bóldożercy autorstwa Kena Barthelmeya
     Szkoda, że przyszedł czas na koniec właściwej książkowej trylogii. Dla tych, którzy nie są jeszcze gotowi rozstawać z Pogorzeliskiem i Odpornymi Dashner przygotował coś specjalnego- opowiadania o wydarzeniach spomiędzy kolejnych tomów. Na polskim rynku ma się wkrótce pojawić pierwsza odsłona, czyli „Rozkaz zagłady”. Dla innych przyjdzie poczekać dwa lata na finał opowieści na wielkim ekranie. Wtedy będziemy mogli ponownie przeżyć wszystkie emocje, które towarzyszyły nam podczas lektury. Lektury, która trzymała nas w napięciu przez trzy tomy, zmuszała do refleksji, zaskakiwała kolejnymi wydarzeniami, ale również ciekawiła formą. I choć nie jest czymś innowacyjnym, to jednak trzeba przyznać, że wprowadza dość nietypowy sposób na ratowanie ludzkości, czym całkowicie intryguje każdego, kto do niej zasiądzie.

niedziela, 23 sierpnia 2015

SZORTy #18: Niezgodna, Więzień Labiryntu, Zostań jeśli kochasz


Oryginalny tytuł: Divergent | Reżyseria: Neil Burger | Scenariusz: Evan Daugherty, Vanessa Taylor | Obsada: Shailene Woodley, Theo James, Ashley Judd, Jai Courtney, Ray Stevenson, Zoë Kravitz, Tony Goldwyn | Kraj: USA | Gatunek: Akcja, Sci-Fi, Antyutopia
Premiera: 18 marca 2014 (Świat) 04 kwietnia 2014 (Polska)
Ocena: 7/10

      Kwestią czasu było nim przebojowa powieść Veroniki Roth doczeka się ekranizacji, w szczególności, że po fali filmów typu paranormal romance przyszedł czas na antyutopijno-dystopijne historie. Realizacji „Niezgodnej” podjął się Neil Burger, który stworzył takie hity jak „Iluzjonista”, czy „Jestem Bogiem”. Odnoszę wrażenie, że tylko dzięki niemu film stał się naprawdę dobry.
     W świecie podzielonej na kilka frakcji żyje sobie Tris wraz z rodziną. Dziewczyna właśnie ma zostać poddana testom, a jej wynik ma wyznaczyć jej przyszłość. Problem pojawia się w chwili, gdy rezultat testu nie jest jednoznaczny. Oznacza to więc, że jest ona niezgodną, a tym samym największym zagrożeniem dla ładu panującego w Chicago. Tris podąża jednak za swoim sercem i choć pochodzi z Altruizmu wybiera drogę Nieustraszonych.
     Jako osoba zaznajomiona z książką muszę stwierdzić, że film bardzo dobrze oddaje jej charakter. Jest to jedna z najbardziej udanych ekranizacji powieści dla młodzieży, co związane może być z zaangażowaniem do produkcji Burgera. „Niezgodna” to przede wszystkim bardzo ciekawa historia o własnych wyborach, a także walce z wyższą władzą. Widać to w każdym efekcie, w stylizacji bohaterów, ale i ich grze aktorskiej. Muzyka buduje napięcie, a zdjęcia oddają antyutopijny charakter tego obrazu. Wszystko tutaj pięknie ze sobą gra, nawet wtedy gdy rozkręca się akcja. Czy to chęć zniszczenia Tris ze względu na jej odmienność, czy to poprzez kontrolę umysłów- film trzyma w napięciu i intryguje do ostatniej minuty. Nie jest pewne, co czekać będzie za rogiem i czy dziewczyna w ogóle przetrwa te niecodzienne eliminacje mające uczynić z niej Nieustraszoną. Testy są jak najbardziej dynamiczne, a każdy dzień spędzony z innymi wywołuje jeszcze większe zainteresowanie widza. Zdecydowanie można uznać ten film za bardzo udany i godny polecenia tym, którym znudziły się banalne historie dla młodzieży.


Oryginalny tytuł: The Maze Runner | Reżyseria: Wes Ball | Scenariusz: Noah Oppenheim, T.S. Nowlin, Grant Pierce Myers | Obsada: Dylan O'Brien, Aml Ameen, Ki Hong Lee, Blake Cooper, Thomas Brodie-Sangster, Will Poulter | Kraj: USA | Gatunek: Thriller, Akcja, Sci-Fi
Premiera: 11 września 2014 (Świat) 19 września 2014 (Polska)
Ocena: 7/10

     Ekranizacja kolejnej dystopijnej bestsellerowej powieści. Dla Wesa Balla „Więzień Labiryntu” jest pierwszym zderzeniem z wielkimi pełnometrażowymi obrazami i jeżeli jego produkcja nadal będą mieć taki charakter i klimat, to wróżę mu światłą przyszłość w branży filmowej.
     Tajemnicze więzienie otoczone przez niezwykły labirynt, do którego brama otwiera się każdego ranka. Wtedy do akcji wkraczają biegacze, odkrywający kolejne korytarze labiryntu w poszukiwaniu wyjścia. Muszą wrócić przed zamknięciem wrót, bowiem nocą korytarze strzeżone są przez złowrogich Strażników. Właśnie do tego miejsca trafia Thomas, nastoletni chłopak, przez którego wszystko się zmienia, a szansa na opuszczenie więzienia jest większa niż kiedyś.
     Dawno już nie było tak klimatycznego postapokaliptycznego filmu. „Więzień Labiryntu” to historia niebanalna, oparta na swoistym schemacie survivalowym, ale i oferująca niesamowity finał, który zbije wszystkich z tropu. Niczym marionetki wykonujące polecenia z góry bohaterowie wzbudzają najsilniejsze z emocji. Jedni budzą nasz szacunek, drudzy przerażenie, a jeszcze inni niesmak. Rozmaitość charakterów, wielopłaszczyznowość opowieści, a jednak obraz pozostaje spójny. Połączony świetną klaustrofobiczną atmosferą, która tworzy napięcie na najwyższym poziomie. Świetna scenografia, mocno obskurna, a przy tym tak dobrze podkreślająca klimat. Pożałować można jedynie, że nie twórcy nie poszaleli bardziej ze ścieżką dźwiękową, bo można było stworzyć bardziej kontrastującą opowieść. Najnowszy obraz Balla nie jest może i wielkim arcydziełem, ale z pewnością wyróżnia się spośród innych filmów utrzymanych w tej koncepcji od początku narzucającym nam pewne ideologie. Tutaj wszystko jeszcze jest utajnione, przykryte grubą warstwą akcji, dynamizmu i dramatyzmu.


Oryginalny tytuł: If I Stay | Reżyseria: R.J. Cutler | Scenariusz: Shauna Cross | Obsada: Chloë Grace Moretz, Mireille Enos, Jamie Blackley, Joshua Leonard, Liana Liberato, Stacy Keach | Kraj: USA | Gatunek: Dramat
Premiera: 18 sierpnia 2014 (Świat) 12 września 2014 (Polska)
Ocena: 5/10

     Co powstaje jeżeli bardzo obiecującą książkę przeniesiemy na wielki ekran? Zazwyczaj bardzo przeciętna ekranizacja, która nosi jedynie znamiona pasjonującej lektury, którą przeczytaliśmy. I tak jak zdania odnośnie pierwowzoru „Zostań, jeśli kochasz” są podzielone, tak też i filmowa wersja budzi wiele kontrowersji.
    Mia jest bardzo utalentowaną wiolonczelistką, która marzy o dalszej edukacji na kierunku muzycznym. To zupełnie inna droga, którą wymarzyli sobie jej rodzice- fani rocka. Jej zdolności oraz osobowość przykuwają uwagę młodego rockmana, który świata poza nią nie widzi. Niestety dochodzi do tragedii, w wyniku której dziewczyna zapada w śpiączkę. Uwięziona pomiędzy światem żywych i umarłych będzie musiała zdecydować, czy wrócić do swojego ciała.
    Literatura młodzieżowa miewa swoje lepsze i gorsze chwile. Tak samo zresztą, jak i jej ekranizacje. Najnowszy twór niezbyt popularnego reżysera nie robi tak spektakularnego wrażenia, jakiego można by oczekiwać. Z pozoru mocna historia zamienia się w zwykłą opowieść o ambicjach i miłości. Ciągłe wzniesienia i spadki w życiu nastolatki, to coś niezwykle banalnego. Niemożność dostosowania się do rówieśników, walka z oczekiwaniami rodziców, ale przede wszystkim z własnymi uprzedzeniami, lękami. Nie jest to nic nowego i nic co mogło by nas poruszyć, wręcz przeciwnie- narusza granice ludzkiej cierpliwości w dłużyznach i nużących wywodach. Szkoda, że nie skupiono się bardziej na metafizycznym charakterze historii. To właśnie w tej części tkwił potencjał. Mogłoby wyjść z tego coś naprawdę ciekawego, a tak to pozostaje jedynie mdłym filmem o niczym. Nie oznacza to jednak, że nie ma tutaj chwili na wzruszenia. Cierpienie bohaterki chwyta za serce, choć prawda jest taka, że Moretz w wersji dramatycznej nie jest zbytnio przekonująca. Wypada wręcz karykaturalnie. Nie potrafi oddać siły danej chwili, tak jak perfekcyjnie wychodzi to Keachowi. Jego przemowa do przebywającej w śpiączce Mii rozkleja, autentycznie. Ciężko jest powstrzymać łzy wzruszenia. I tak właśnie powinno się grać. Jedynie ze względu na jego postać, a także całe emocje, które udało mu się włożyć do produkcji, film nie okazał się totalną klapą.