Seria: Spiderman #3
Reżyseria: Sam Raimi
Scenariusz: Alvin Sargent
Na podstawie: komiksów Stana Lee i Steve`a Ditko
Zdjęcia: Bill Pope
Muzyka: Christopher Young
Kraj: USA
Gatunek: Akcja, Sci-Fi
Premiera światowa: 16 kwietnia 2007
Premiera polska: 4 maja 2007
Obsada: Tobey Maguire, Kirsten Dunst, James Franco, Thomas Haden Church, Topher Grace, Bryce Dallas Howard, James Cromwell, Rosemary Harris, J.K. Simmons, Elizabeth Banks
W czasie, gdy kariera Spidermana nabiera obrotów kariera Mary Jane
wręcz przeciwnie, rozpada się. Ze względu na krytykę Mary Jane zostaje
zwolniona z pracy w musicalu na Broadwayu. Przez swoją sławę Peter tego
nie dostrzega. Sprawia to, że między Parkerem a Watson przestaje być tak
pięknie, przynajmniej z jej strony, ponieważ sam Peter pragnie się jej
oświadczyć. Gdy pewnego dnia Peter wraz ze swoją ciocią May dowiadują
się, że prawdziwy zabójca jego wujka, Flint Marco, jest wciąż na
wolności świat Petera przewraca się do góry nogami i zaczyna myśleć
tylko o zemście. Powoduje to, że przybyły na ziemię tajemniczy meteor z
pewnym symbiotem łączy się w nocy z Parkerem dając mu jeszcze większą
siłę i nie tylko. Peter staje się również bardzo agresywny co powoduje
straszliwe skutki. Na domiar złego w mieście pojawia się Hobgoblin,
czyli Harry, który pragnie pomścić śmierć swojego ojca, oraz Sandman,
sam Flint Marco, który po prostu znalazł się w nieodpowiednim miejscu i
nieodpowiednim czasie.
Plusy:
-
fabuła. Rewelacja, zresztą jak zwykle. Wszystkie części Spidermana
były świetne, ale muszę przyznać rację tym, którzy uważają, że ta część
jest najlepsza ze wszystkich. Pełno w niej dramatyzmu, nowych
przeciwników, miłości i śmiesznych sytuacji. Na dodatek wciąga i w ogóle
nie daje się odczuć, że właśnie siedziało się przez 2 i pół godziny
przy tym filmie. Oczywiście idzie to odczuć później, gdy zapalają się
światła w sali kinowej :D po prostu porażenie :P
- humor. W każdej
części było coś śmiesznego, ale to co się działo w tej było po prostu
powalające :D w pewnych momentach myślałam, że popłaczę się ze śmiechu
:P kilka śmiesznych sytuacji: w siedzibie gazety, w której "pracuje"
Peter, jej szef J. Jonah Jameson ma problemy z nadciśnieniem i gdy tylko
mu się podnosi jego wspaniała sekretarka Betty Brant informuje go o tym
w dość niezwykły sposób. Nie wiem dokładnie o co w tym chodziło wiem
tylko, że za każdym razem Jameson podskakiwał na krześle i ruszało się
całe biurko. Jeden wstrząs "uwaga na nadciśnienie", kolejny: "proszę
wziąć lekarstwo". Jameson sięga po tabletki, Betty znowu kolejne
porażenie i: "Nie to!", znowu: "to też nie!". Jameson nieśmiało pokazuje
na trzecią fiolkę, Betty kiwa głową i nagle porażenie i : "Proszę popić
wodą!". Myślałam, że pęknę ze śmiechu. Powalające było również
zachowanie Petera, gdy nosił na sobie strój z symbiotem. Zachowywał się
jak totalny debil. Wywijał tyłkiem i tańczył wychodząc ze sklepu z
garniturami, nie mówiąc już o jego nowym fryzie, który bardziej był
śmieszny niż porażający. Pewnie zastanawiacie się czemu ma to być
śmieszne, a no dlatego, że to całkowicie nie pasuje do Petera. Było to
po prostu takie żałosne, że aż śmieszne.
- dramatyzm i wzruszenia.
Popłakałam się na tym filmie chyba z sześć razy i wzruszałam o wiele
więcej. Niektóre sceny naprawdę chwytały za serce. Gdy okazało się, że
Flint uciekł z więzienia i pierwsze gdzie pobiegł to do swojej chorej
córeczki. Kradł pieniądze, żeby móc ją wyleczyć. Już nie mówię o tym jak
trafił do laboratorium, gdy uciekał i stał się Sandmanem. Bardzo mi się
zrobiło przykro, gdy widziałam jak przybiera jakieś postaci, ale nie
potrafi sobie poradzić, aby nad tym zapanować i się nie rozsypywać, a
już w ogóle miałam się rozpłakać, gdy nie mógł podnieść przywieszki z
serduszkiem od swojej córki z jej zdjęciem. Oczywiście pękłam w
momencie, gdy Mary Jane zerwała z Peterem, a on później mając na sobie
oczywiście kostium z symbiotem postanowił się odegrać i przyszedł wraz z
Gwen Stacey do baru, w którym Mary Jane znalazła pracę jako śpiewająca
kelnerka. Oczywiście po wywijał trochę na parkiecie z Gwen, akurat gdy
Mary Jane miała śpiewać, w dodatku wdał się w bójkę i zrobił coś co po
prostu mnie zszokowało. Moja przyjaciółka do mnie: "Czy... on ją
uderzył?". Nie odpowiedziałam, bo już łzy napływały mi do oczu, ale
widać później, że potrzebne było coś takiego, aby się opanował.
Oczywiście później wiele się działo jeszcze i niestety ktoś zginął, co
również o mało nie doprowadziło mnie do płaczu. No i oczywiście to jak
Spiderman o mało sam nie zginął jak był okładany przez Sandmana
gigantyczną piąchą z piachu, podczas gdy Venom trzymał go przywiązanego
od belki i w ogóle te komentarze, np. komentarz dziennikarki już prawie
zapłakanej: "Nie mogę uwierzyć w to na co właśnie patrzę". Och dużo się
tutaj rozpisywać na ten temat bym mogła.
- miłość. Związek Mary
Jane i Petera przeżywa kryzys i to ogromny w dodatku. Właściwie to bałam
się, że to już koniec ich wielkiej miłości, ale cóż zrobić. Ich
rozstanie było bardzo dramatyczne, ale śmiać mi się chciało z Tobeya jak
płakał. Masakra. Jednak moim zdaniem oboje bardzo się kochają i wrócą
do siebie, chociaż gdy na pogrzebie Mary Jane tak po prostu sobie poszła
to zdeka zwątpiłam w powodzenie mojej teorii, ale koniec oczywiście
daje nam nadzieję. W następnej części zobaczymy co to będzie.
-
efekty specjalne. Tak tutaj jest się czym pozachwycać. Nowi złoczyńcy są
po prostu powalający :) tak pod względem charakteru jak i pod względem
wizualnym chociaż jak dla mnie niektóre zachowania są dość
niezrozumiałe, ale o tym później przy każdej z postaci.
-
Spiderman. Osobiście bardzo podobał mi się jego nowy kostium, ale prawda
jest taka, że wyglądał na mroczniejszego :P więc dobrze, że go zrzucił.
Maguire wciąż mi nie pasuje do tej roli, jest zbyt ofermowaty, ale cóż,
taka wola twórców.
- Venom ;) mój ulubiony :D pewnie
zastanawiacie się jak powstał. A no Eddie Brock nienawidził Petera po
tym jak go upokorzył w gazecie. Chodziło o to, że obaj chcieli jeden
etat i Brock zdobył go podstępem przez fotomontaż. Peter się wściekł, a
że miał na sobie symbiota to nie miał litości. Rozbroił mnie Brock, gdy
przyszedł do kościoła i taki tekst: "Boże... zabij Petera Parkera". No
myślałam, że padnę. Wtedy dostrzegł, że Peter szamota się sam ze sobą,
żeby zedrzeć symbiota, udało mu się, ale symbiot dorwał Brocka no i tak
powstał Venom, który moim zdaniem był świetny :D hihi :D Czarny
Spiderman w najgorszej postaci z wypasionymi kłami i w ogóle był super
:D podobał mi się również sposób w jaki Spiderman załatwił Venoma :D
było to dosyć hmm... pomysłowe, ale i tak cierpiałam, że zginął :( tzn
Venom, a Brocka i tak nie lubiłam :P
- Sandman. Pisałam już o nim
wcześniej jak powstał, teraz pozachwycam się tym jak genialnie został
stworzony. Była to dosyć niezwykła postać, bo raczej trudno jest
przybrać ludzką formę z piasku. Jednak jemu się to udało. Najgorsze było
to, że mógł przybrać dowolną wielkość, wystarczyło, że więcej piasku
sobie zebrał ;p ale według mnie jest kilka dziwnych szczegółów tej
postaci. Na przykład jakim cudem ten eksperyment w laboratorium sprawił,
że człowiek połączył się z piaskiem. Przecież to jest niemożliwe i
proszę mi nie mówić, że to jest tylko film. Poza tym nie pojmuję jak on
mógł latać :| czy to za pomocą wiatru to ja nie wiem, bez sensu moim
zdaniem. Oczywiście nie da się zniszczyć piasku. Spiderman próbował na
wiele sposobów, wodą, ogniem, bronią i nic. Dlatego trzeba było liczyć
na dobre serce złoczyńcy co oczywiście nie było problemem gdyż Flint
ogólnie był dobrym człowiekiem.
- Hobgoblin. Nie jest to postać,
która porażała okrucieństwem, ale zasługuje na chwilę uwagi ze względu
na Harrego :) cieszyłam się, gdy Harry po pierwszym ataku na Petera
stracił pamięć. No trudno, żeby nie jak rąbnął się chyba z 5 razy w
głowę. Niestety oczywiście musiało się stać tak, ze sobie przypomniał co
i jak ;P i było nieciekawie. Znowu była walka, która znowu zakończyła
się klęską dla Harrego. I oczywiście myślałam, że już nic Harrego nie
zmieni, ani jego myślenia, kiedy pojawił się jego lokaj i coś mu
uzmysłowił. Ech... było to niesamowite poświęcenie ze strony Harrego.
Jednak przyjaźń jest niesamowita :)
- zwroty akcji. Było ich pełno
w filmie. Tutaj myślisz, że woda zabiła Sandmana a tutaj guzik i tak
kilka razy z nim było. To samo z Hobgoblinem. Myślicie, że nie żyje a
tutaj chop i udało się go uratować. Normalnie było to męczące dosyć :D
-
zakończenie. Zakończenie, które wprowadza nas do kolejnej części.
Podobno ma być kolejna trójka :D no w końcu złoczyńców jest tylu, że
można to tworzyć jeszcze wiele lat :P wszystko się kończy prawie
szczęśliwie ;]
- zasada trylogii. Pamiętacie jak w 3 części Krzyku
nieżyjący już bohater (nie pamiętam jego imienia) podał nam zasady
trylogii? nie pamiętam ich dokładnie, ale chodziło o powrót do źródeł
itp. Wiec oczywiście ta zasada jest zastosowana. Wracamy do źródeł.
nawet jest zrobiona ku temu specjalna wejściówka. Powracamy do czasu,
gdy zginął wujek Petera, Ben i ojciec Harrego. Ech ta zemsta gubi ludzi.
Minusy:
- niektóre akcje były za szybkie, nie wiadomo było co się dokładnie dzieje.
- absurdalne sytuacje, jak Człowiek Piasek.
Ulubiona scena:
- ostateczna walka Spidermana z Venomem i Sandmanem.
- sceny ze złym Parkerem.