Oryginalny tytuł: Harry Potter and the Chamber of Secrets
Seria: Harry Potter #2
Reżyseria: Chris Columbus
Scenariusz: Steven Kloves
Zdjęcia: Roger Pratt
Muzyka: John Williams
Na podstawie: powieści J.K. Rowling
Kraj: USA / Niemcy / Wielka Brytania
Gatunek: Fantasy / Przygodowy / Familijny
Premiera światowa: 03 listopada 2002
Premiera polska: 01 stycznia 2003
Obsada: Daniel Radcliffe, Emma Watson, Rupert Grint, Bonnie Wright, Tom Felton, Richard Harris, Robbie Coltrane, Alan Rickman, Maggie Smith, Kenneth Branagh, Jason Isaacs
Mam ogromny sentyment do serii książek o Harrym Potterze, które są po prostu rewelacyjne. Z filmami bywa różnią szczególnie z tymi dalszymi. Ten film ma dla mnie szczególne znaczenie, ponieważ w tej części po raz ostatni spotykamy odtwórcę roli Dumbledore`a, ponieważ aktor go grający zmarł przed zdjęciami do "Więźnia Azkabanu". No i dodatkowo jest to ostatni film wyreżyserowany przez Columbusa. Oczywiście w kolejnych filmach da się odczuć jego brak.

Harry Potter (Daniel Radcliffe) powraca po przerwie wakacyjnej do Hogwartu. Jednakże podąża za nim domowy skrzat- Zgredek (Toby Jones), który uważa, że Harry nie może wrócić do Hogwartu, gdyż grozi mu tam niebezpieczeństwo. Pomimo silnych starań Harry wraz z przyjaciółmi powracają do Szkoły Magii i Czarodziejstwa. Wkrótce jednak okazuje się, że ostrzeżenia Zgredka nie były bezpodstawne, gdyż ktoś otwiera Komnatę Tajemnic, która sieje postrach nawet u profesorów ze względu na czające się w niej zło. Szkoła jest o krok od zamknięcia, gdy kolejny młody czarodziej z mugolskiej rodziny zostaje spetryfikowany. Harry postanawia wkroczyć do akcji, gdy okazuje się, że tajemniczy potwór- Bazyliszek, porwał siostrę Rona (Rupert Grint), Ginny Weasley (Bonnie Wright).

Jest kilka rzeczy, których brakuje mi w dalszych ekranizacjach. Jedną z tych rzeczy jest oczywiście quidditch. Nie pamiętam, czy w "Więzieniu Azkabanu" mieliśmy z tym do czynienia, ale z każdą dalszą częścią już od tego odchodzono. Jest to coś pięknego i interesującego. Podczas tych meczy wiele się działo, szkoda, że zabierają fanom coś tak fajnego, ale z drugiej strony jest to zrozumiałe, bo im dalej tym więcej treści do przekazania, tej ważniejszej. Innym elementem jest na pewno Wielka Sala. Bohaterowie coraz rzadziej w niej bywali, a szkoda, bo po niej czuć się dało prawdziwą magię filmu, w szczególności po przydzielaniu pucharu domów, no i imprezy na rozpoczęcie roku. Także jest to kolejny magiczny element, który został nam później odebrany.W ogóle moim skromnym zdaniem ta część jest ostatnim bardzo magicznym filmem. Ma w sobie to coś.

Bardzo dużym plusem filmu, jak i zresztą każdego filmu o Potterze są efekty specjalne objawiające się na każdym kroku. Trudno, żeby nie skoro jest to film magiczny, a w realnym świecie raczej nie występuje. W tym filmie były to przede wszystkim: chochliki kornwalijski, Zgredek, bijąca wierzba, latający samochód, pająki i Aragog, no i oczywiście Feniks Fawkes i Bazyliszek. Było na co popatrzeć. Oczywiście niektóre te postacie wyglądały niczym wyjęte z gry, ale i tak nie było źle jak na tamte czasy ;P:) Mnie i tak się podobało.
Myślę, że na wyróżnienie zasługuje z pewnością nowa postać, która pojawiła się w tymf filmie, czyli profesor od obrony przed czarną magią, Lockhart. Wniósł on wiele uśmiechu do tego filmu. Jego teksty były przezabawne, no i zachowania także:) Najbardziej rozbroiła mnie z nim scena, kiedy wraz z Harrym i Ronem poszli ratować Ginny. Lockhart chciał rzucić czar na Rona jego różdżką, ale zapomniał, że ta jest uszkodzona i rzucił czar sam na siebie. Potem jak się ocknął okazało się, że stracił pamięć :D zrobił taką śmieszną minę i powiedział: "cześć... kim Ty jesteś?". Śmiesznie to wyglądało więc miałam z tej sceny niezły ubaw :D

Wydarzenia, które miały miejsce w tej części były dość ciekawe. Wprawiały z czasem człowieka w przerażenie. Mnie tam momentami ciarki przeszły po plecach, w szczególności gdy pojawiały się te krwawe napisy, no i oczywiście, gdy Harry słyszał głosy, a nikogo nie widział. Nie wspominając już o spotkaniu z setkami pająków.
W tym miejscu nie mogę nie wspomnieć o niesamowitej mimice twarzy Ruperta Grinta. Jak widziałam te wszystkie miny Rona to myślałam, że popłaczę się ze śmiechu. W szczególności w momencie spotkania ze wspomnianymi wcześniej pająkami. Jest w tym naprawdę świetny, mógłby być mimem. Brak mi słów w pozytywnym znaczeniu tego słowa ;P
Mogłabym długo jeszcze pisać o tym filmie, ale napiszę jeszcze o tym czego nie mogłam znieść i pewnie domyślicie się co to jest. Oczywiście, dubbing! Koszmarny! To jest właściwie jeden z tych filmów, do których dubbing dobrany jest beznadziejnie, ale cóż poradzić.
Podsumowując, film bardzo mi się podobał. Był zabawny i jak zawsze pełny przygód oraz efektów. Było na co popatrzeć i czym się pozachwycać. No i oczywiście zauroczyła mnie postać Zgredka i to jak Harry uwolnił go z niewoli swoich właścicieli. Polecam wszystkim fanom przygód Harrego Pottera.