Czarna Pantera
Czarna Pantera powraca! Tym razem jednak wrażenia po ponownym seansie plasują się gdzieś pomiędzy "co ja takiego w tym widziałem?!", a "naprawdę niesamowite zjawisko".
Czarna Pantera powraca! Tym razem jednak wrażenia po ponownym seansie plasują się gdzieś pomiędzy "co ja takiego w tym widziałem?!", a "naprawdę niesamowite zjawisko".
Opowieść o tym jak korzystać z nowinki od Naszej Księgarni, z przymrużeniem oka.
Do tej pory powieści, które wyleciały spod skrzydeł wydawnictwa Szósty zmysł, zaskakiwały swoją niebanalnością. Tym razem wydawnictwo poszło w trochę odmienną stronę i zaserwowało coś, co łączy ze sobą miłość i sport. k jak i nasz w zetknięciu z tą lekturą.
Reżyseria: J.J.
Abrams
Oryginalny tytuł: Aliens
Ripley (Sigourney Weaver) budzi się ze stanu hibernacji, w którym znajdowała się na pokładzie statku, którym opuściła Nostromo. Jednakże od tamtego czasu minęło już 57 lat, dlatego też wszystko co kochała przestało istnieć. Zdając raport z tego co wydarzyło się na Nostromo nikt nie chce jej wierzyć, gdyż na planecie, na której podobno jej ekipa znalazła obcą formę życia od wielu lat żyje kolonia. Kłopoty zaczynają się kiedy stacja traci z nią kontakt i proszą Ripley o pomoc. Ta niechętnie zgadza się pomóc, a towarzyszyć będzie jej załoga komandosów, których celem jest unicestwienie obcych. Sądząc po populacji kolonii ekipa ta spodziewać się może setek obcych. Jednakże nawet to nie przeszkodziło małej dziewczynce imieniem Newt (Carrie Henn) utrzymać się przy życiu. Kiedy Ripley i komandosi ją odnajdują jej celem jest wydostanie się z planety i jej zniszczenie. Niestety, niektórzy mają inne zamiary.
Efekty specjalne, które wykorzystano w filmie były zdecydowanie lepsze od tych z pierwszego filmu.Idealnie pokazały postęp technologiczny. Nic więc dziwnego, że film otrzymał w tej kategorii Oscara. Ponownie wspaniałe ujęcia statków kosmicznych oraz przestworzy. Ponownie wspaniały obcy, nad którym tym razem musiano się bardziej napracować, gdyż było go sto razy więcej. Pokazano po raz pierwszy mamuśkę,która jak dla mnie była rewelacyjna i jeszcze ten respekt ze strony podwładnych obcych. Po raz pierwszy pokazano obcego od strony owada i muszę powiedzieć, że jakoś w tym momencie przestał mnie on już tak zachwycać. Nie mniej każdy szczegół został dopracowany – ponownie, dzięki czemu obcy wyglądają tak a nie inaczej. Atutem jest także scenografia, która także wygląda lepiej niż w pierwszym filmie – widać, że minęło prawie 10 lat od ostatniego filmu. Film został doceniony także za aspekty dźwiękowe. Otrzymał Oscara za montaż dźwięku,ale został nominowany także i za sam dźwięk oraz i muzykę. Muzyka w wykonaniu Jamesa Hornera, człowieka, który tworzy kompozycje do tych wspanialszych dzieł światowej kinematografii. Tutaj także pokazał, że ma klasę dzięki czemu przyjemnie się słucha ścieżki dźwiękowej.
Od czasu kiedy Sigourney Weaver pojawiła się w pierwszym filmie o obcym jej kariera nabrała rozpędu.Zanim wystąpiła w drugim filmie dostawała role w takich filmach jak „Pogromcy duchów” oraz „Naoczny świadek”. Każda rola równie dobra. Potem nadszedł czas drugiej części „Obcego” dzięki któremu pokochali ją nie tylko widzowie, ale i krytycy. Jej postać, zdecydowanie, przeszła pewną wewnętrzną przemianę i pokazała instynkt macierzyński, o którym nikt wcześniej właściwie nie myślał. Była nie tylko twarda, ale także i delikatna jeżeli tego wymagała scena. Jak dla mnie największym fenomenem tego filmu była szeregowiec Vasquez, czyli grająca ją Jenette Goldstein. Kiedy przyszła na casting w ogóle nie wiedziała o czym jest ten film, a jej mylna interpretacja została wykorzystana jako jeden z tekstów w tym filmie. Był to dla niej debiut i co prawda jej kariera nie nabrała po filmie zabójczego tempa, ale jak dla mnie była tu rewelacyjna. Druga część filmu to takie małe składowisko gwiazdek,gdyż możemy zobaczyć tutaj kilka młodych twarzy bardziej znanych nam aktorów.Takim przykładem jest z pewnością Paul Reiser, Bill Paxton oraz Lance Henriksen.Każdy kojarzy także Michaela Biehna, którego zobaczyć mogliście jako ojca Johna Connora w filmie „Terminator”, a którego ja pomyliłam z Johnem Schneiderem –ojcem Supermana w serialu „Smallville”. Obsada dobrana rewelacyjnie, a ekipa komandosów stanęła na wysokości zadania, w szczególności poświęcając się treningom pod przywództwem prawdziwych komandosów.