NOWOŚCI
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą survival horror. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą survival horror. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 30 lipca 2017

/Xbox #4/: State of Decay, aut. Travis Stout

    
    Gra o zombiakach, tym razem od studia specjalizującego się w tym temacie, Undead Labs. Twór dostępny jedynie przez sieć, a więc nie będzie można zrobić tej gierce ołtarzyka na jednej z półek. „State of Decay” to możliwość poznawania postapo świata, a także starcia się z zombie i to nie byle jakimi. Zabawy przy tym co niemiara, a i nawet znajdzie się czas na dodatkowe emocje. To z czym zapoznałam się podczas rozgrywki demonstracyjnej, całkowicie wyciągnęło mnie z życia na tydzień!
     Rozgrywka rozpoczyna się w okolicach Mount Tanner, gdzie po czasie spędzonym na połowie ryb Marcus i Ed odkrywają straszliwą, nową rzeczywistość. Oto dolina Trumbull zamieniła się w siedlisko krwiożerczych istot, poruszających się z niezwykłą prędkością. Starają się dotrzeć do leśniczówki, licząc na to, że odnajdą tam kogoś żywego, kto wyjaśni im co się stało z ich bezpieczną przystanią.
      I tak właśnie rozpoczyna się cała akcja, która trwa i trwa i trwać będzie tyle ile życzy sobie gracz. Od chwili gdy Marcus i Ed opuszczają bezpieczny, choć lichy kajak zdani będą jedynie na siebie i zadania wytyczane przez twórców gry. Wcielając się w postać Marcusa decydujemy na co patrzeć, gdzie się udać i którego z zombiaków rozwalić kawałkiem drewna, którego skopać na śmierć, a którego po prostu ominąć szerokim łukiem. Akcja, która ma miejsce w Mount Tanner jest dość mocno ograniczona. Tutaj jedyne co możemy zrobić to przeszukać park- w celu odnalezienia jakichś zapasów pomagających przetrwać, ewentualnie podążyć za odgłosami strzelaniny, gdzie znajdziemy ocalałego. To jedyne możliwości- niestety. Szersza gama misji, uzbrojenia, itp. otwiera się przed nami, gdy zdobędziemy radio, gdzie z drugiej strony usłyszymy głos Lily, która pomoże nam dotrzeć do bezpiecznego miejsca. Dopiero wówczas można powiedzieć, że gra rozpoczyna się naprawdę, bowiem kościół w Spencer's Mill, do którego się udajemy jest naszą nową bazą, do której wracać będziemy po każdej misji.
Zadań, o których mowa, jest tutaj bardzo wiele, więc ludziki szybko się męczą, muszą też chodzić spać, gdy zachowany jest system dnia i nocy, a czasem mogą zostać również zranieni. Na szczęście misje wykonywać można różnymi postaciami, co pomoże nam uniknąć wpadek. Misje dzielą się one na kategorie opierające się na konkretnych schematach. Jednym z nich jest poszukiwanie ocalałych. Zazwyczaj opiera się to na tym, że albo ktoś jest w kłopotach i trzeba go wspomóc w walce z zombie, albo jakiś głuptasek zaginie wśród plątaniny umarłych ciał. Wszystko jest wtedy jasne. Rozwalasz bandę zombie, odnajdujesz zaginionego ludka i eskortujesz do bazy. Ja zazwyczaj korzystałam z dodatkowej pary rąk i wykorzystywałam osobę do dodatkowych zadań, bo jakoś nikt nigdy nie chciał mi towarzyszyć! Tego typu misje opierają się na zdobywaniu nowych ludzi. Są też jednak zadania, których celem jest oczyszczenie miasteczka z zombie. Podstawą są zarazy, tzw. Infestacje, czyli zdarzenia, w których na danym terenie, bądź też w konkretnym budynku dochodzi do nagromadzenia całej masy umarlaków, z jednym bądź z dwójką nietypowych zombie- w tym wypadku są to Krzykacze (Screamer), bezrękie, ale straszliwie rozdarte zombiaki, które mogą zwrócić niepotrzebną uwagę za dużej ilości umarlaków. Na tego typu akcje lepiej nie wybierać się w pojedynkę, a już na pewno warto zaopatrzyć się w broń palną (pomaga szybko i skutecznie rozwalać Krzykacza zanim rozedrze się na dobre!) i jakąś siekierkę lubi inne ostre narzędzie do pomocy (pałki są zdecydowanie za tępe i trzeba dużo się namachać, żeby rozwalić zombie). W oczyszczeniu infestacji pomocne są bardzo samochody. Wtedy możemy rozjechać większość wypadających przez okna truposzy, a i zabawa jest wtedy przednia! Kiedy już oczyścimy zainfekowany dom, czeka nas nagroda- możemy go opróżnić ze wszelkich dobrodziejstw i ustawić sobie punkt wsparcia, a takowe są bardzo przydatne. Innym rodzajem misji zombiakowych, typowo schematycznych jest poszukiwanie określonego typu zombiaka. Wtedy dostajemy wezwanie na radio, że widziano gdzieś paskudnego Juggernauta, Ferala lub Bloastera. Ktoś tam już na pewno jest na miejscu i wtedy mamy pomóc rozwalić to utrapienie każdego żyjątka. Przybywamy na miejsce, dogadujemy się z tym kto widział zombie, lokalizujemy, zabijamy, zyskujemy dozgonną wdzięczność i spadamy na chatę. Tak to wygląda mniej więcej zawsze! Oprócz wspomnianych mamy jeszcze zupełnie inne misje. Pomoc innym ocalałym- niestety, często wiąże się z ochranianiem ich zadków, gdy atakuje horda zombie. Zazwyczaj jest to całkiem nietrudne, no chyba, że idziecie na farmę po lekarza. Dzięki tej misji musiałam rozpocząć grę jeszcze raz. Głupi, gruby zombie!
      Jakie jest nasze najważniejsze zadanie? To proste- przetrwać! W skutecznym wykonywaniu tej misji przeszkadza nam jedno- zombie! Zombie są wszędzie. Na szczęście, jest takie magiczne cudo, czyli zombie radar, który wyświetli wam czerwoną kropkę, jakby tak czasem egipskie nocne ciemności nie pozwoliły wam ich dostrzec, a latarka przestała działać (lub po prostu nie umieliście jej włączyć, czyt. ja!). Lepiej unikać sytuacji, kiedy na naszej drodze pojawia się horda zombie. Oj tak, cała masa chodzących lub biegających przyjemniaczków, którzy tylko czekają na to, aby nas wszamać! Jednakże zwykłe zombie to nie problem. Trzeba być niezłym cudakiem (lub zapomnieć wziąć tabsów, tak jak ja!), aby nie ujść z życiem przy spotkaniu z nimi. Większym problemem są zmutowane zombie. Zombie, które na radarku pojawią się jako wielkie czerwone kropki. I jak jeszcze Krzykacza (Screamer) można zabić względnie szybko- jak zwykłego zombie, gdzie liczy się celność i szybki atak zanim krzyknie przyprawiając nas o ból głowy, a Bloastera najlepiej rozwalać jednym strzałem z dalekiej odległości, bo wtedy mniejsza szansa na nawdychanie się jego gazów, które odbierają nam energię i zdrowie, tak spotkanie z Grubasem (Juggernaut) może zakończyć się tragicznie. Jedna najważniejsza rzecz jakiej nauczyłam się podczas tej gry? Jak słyszysz ryk Juggernauta, a jesteś bez wsparcia, spierniczasz gdzie pieprz rośnie i nie oglądaj się za siebie. Gdy jesteś z kimś też się nie zbliżaj, atakuj z oddali za pomocą broni palnej lub samochodem- nie ważne, że przykujesz uwagę zwykłych zombie. Przed nimi się obronisz lub wykorzystasz kombinację klawiszy, aby się uwolnić, ale jak wielka łapa Juggernauta dosięgnie cię, to sorry, ale niestety żadna kombinacja klawiszy nie uchroni cię przed szybką i bolesną śmiercią! Takie akcje, nigdy w pojedynkę! I zawsze przy pełnym uzbrojeniu! Przez tego typa straciłam bardzo dużo ludzi, dobrych ludzi. Każdą śmierć kwitowałam niedowierzaniem i minutą ciszy, która objawiała się wyłączeniem gry ze zdenerwowania.
      Poprzez wykonywanie różnych zadań zdobywamy przede wszystkim respekt otoczenia. Ludzie nas kochają, chętniej towarzyszą nam przy różnego rodzaju akcjach, dają nam prezenty i chętniej przybywają na ratunek. Jak dogadacie się z wojskowymi, to dodatkowo na funkcji radia pokaże się możliwość wezwania SWATu, co jest bardzo przydatne, gdy jesteśmy w terenie sami, a napatoczyło nam się ciężkie zadanie, którego lepiej nie wykonywać w pojedynkę. Poza respektem zdobywać możemy także nowe umiejętności i podnosić je. Myślicie, że Marcus był zabijaką od razu? Nie... wszystko to kwestia wprawy i rozwalenia wielu zombiaków. Takie rzeczy warto rozwijać, bo bardzo przydają się w dalszej rozgrywce. Zdobywać możemy także rzeczy materialne, które pomogą nam w przetrwaniu. Da się to zrobić na dwa sposoby, albo wymieniamy się z innymi ocalałymi (zyskując także ich uznanie i przyjaźń), albo przeszukujemy domy i inne budynki, które wcześniej oczyściliśmy z trupów. Możemy robić to samodzielnie, przy okazji pieszych wędrówek bądź samochodowych przejażdżek, albo poprosić Lily, aby zlokalizowała jakieś surowce.
      Zawsze jak wybieracie się na jakieś uzupełnianie zapasów warto wziąć duży plecak, ograniczyć do niezbędnego minimum jego zawartość i wziąć ze sobą jakiegoś trucka. Wtedy więcej zabierzemy i nie będziemy musieli jeździć w tę i z powrotem. Jest kilka rodzajów zasobów, które ułatwiają realizację zadań m. in. jedzenie- które przy użyciu kuchni może nam podnieść energię wszystkim domownikom, paliwo – wbrew pozorom nie zasilające samochody, a stanowiące podstawę pułapek na hordy przy ustawionych stanowiskach w mieście, ale też i materiały – najbardziej pożądany, bo umożliwiający rozbudowę stref, podnoszenie ich funkcjonalności lub pomagający przy przeprowadzce w nowe miejsce! To jedynie kilka rzeczy, które możemy zdobyć podczas poszukiwań, ale podczas wędrówek zdobywać możemy także asortyment podręczny: jedzenie pomoże nam odzyskać energię podczas walki, leki zregenerują nasze zdrowie, lalki/budziki/petardy świetnie odwracają uwagę, no i oczywiście broń!
      Strzelby, karabiny, miecze, wygięte rury, siekiery, patelnie- innymi wszystko to, czym można rozwalić zombie. Broni palnej lepiej używać tylko w wyjątkowych sytuacjach, np. w starciu z Juggernautem, bo robią zdecydowanie za dużo hałasu. Można go ograniczyć przez używanie tłumików, ale niestety nie zawsze można mieć miejsce w plecaku, aby mieć wykorzystać w odpowiednim momencie. Do cichej walki najlepsze są pałki i innego typu rzeczy, które można znaleźć wszędzie. Ich głównym problemem jest to, że szybko się psują, więc warto chodzić z dwoma egzemplarzami przy sobie, co by w najmniej odpowiednim momencie nie trzeba było rozwalać hordy zombie z kopa. Innym ciekawym akcesorium są samochody. Poza standardowymi korzyściami, czyli przenoszeniem nas szybko na dalsze odległości, bądź dawaniem możliwości przewożenia większej ilości rzeczy w bagażniku/na pace, daje to co polubiłam w tej grze najbardziej – opcję rozjeżdżania zombie na śmierć. Genialnie sprawdza się przy dużej ilości hord zombie, które zbliżają się do naszej bazy, świetnie działa przy oczyszczaniu terenów z infestacji, no i pomaga przy starciu z najgorszymi zombiakami. Niestety, bardzo szybko się niszczą. Kiedy zombie atakują nasz pojazd mogą nam też powyrywać drzwi i niespodziewanie wyciągnąć nas z wehikułu. Jak uderzamy w zbyt dużą ilość zombie spod maski zaczyna unosić się dym, więc jeżeli dalej będziemy jeździć taką bryką i uderzać w umarłych może skończyć się tym, że wybuchnie w najmniej odpowiednim momencie, a my zostaniemy ciężko ranni. Nie jest to przyjemne, ale wszystko zależy od wielkości danego samochodu. Najlepiej przemieszczać się wszędzie pick-upami, bo mają pakowny bagażnik/pakę i są bardziej wytrzymałe.
     Można powiedzieć, że „State of Decay” ma bardzo dużą funkcjonalność. W zasadzie nie ma tutaj rzeczy, której nie moglibyśmy zrobić. W zaciszu bazy można nawet założyć ogród i szkółkę treningową! Niestety, ja nie odkryłam tej niezwykłości, choć bardzo żałuję. Gra symuluje wszelkie możliwe warunki, które mogą powstać podczas zombieapokalipsy, ale szczerze mówiąc jeżeli podczas takowej po ulicach miałyby biegać (podkreślam BIEGAĆ, a nie snuć się w żółwim tempie) takie Juggernauty, czy Ferale, to już wolę, żeby zjedzono mnie od razu. Fabuła pokazuje, że najlepiej trzymać się w grupie, ma się wtedy większe szanse na przeżycie. W szczególności jeżeli możecie się uzbroić po uszy, czy mieć nieograniczony dostęp do leków. W tej grze pomyślano o wszystkim. Wszystko to graficznie wygląda bardzo fajnie. Zombie są bardzo wymyślne i interesujące w swojej budowie, bohaterowie również niczego sobie. Jedyny jej problem polega na całej masie błędów, na które możemy się natknąć. Zombie, który ugrzązł w ścianie lub ogrodzeniu a my nie mamy jak go przez nią rozwalić, to rzecz, do której zdążyłam się przyzwyczaić podczas tej rozgrywki. Jednakże zdarzały się sytuacje, przy których miałam ochotę włosy z głowy rwać. Jestem pod domem, aby skończyć misję- jedna z ocalałych musi wejść tylko do środka. Co się wtedy okazuje? Ocalała się zacięła! Nie da się skończyć tej misji, a spychanie dziewczyny w stronę domu nic nie daje! Efekt? Trzeba zacząć misję od początku, bo przecież gra zapisuje się dopiero po zakończeniu zadania. Pojawia się również problem przy rozpoczęciu gry na nowo. I to jest bardzo dziwna rzecz. Po ponownym rozpoczęciu wszystkie miejsca, które przeszukaliśmy wcześniej, pozostają przeszukane. Gra się nie restartuje! Przynajmniej nie w tej kwestii. Wiadomo, że jak przypadkowo straciłeś wcześniej Marcusa i Mayę to przez restart ich odzyskasz, fabułę też możesz pokierować inaczej, ale niestety... wszelkie zapasy, surowce- zapomnij! W tej sytuacji pojawia się też problem, że choć całe pomieszczenie jest przeszukane, to jego wskaźnik pokazuje, że jednak nadal coś się tam znajduje. Ciekawe jak? Denerwująca rzecz, największy problem tej gry!
      „State of Decay” to gra, która przysporzyła mi jak dotąd najwięcej emocji. Fabuła niby żadna, ale prowadząc rozgrywkę różnymi postaciami szybko można nawiązać z nimi więź. Tak jak inni bohaterowie ich szanują, tak samo duży respekt czujemy i my. Szkoda, że ludziki się męczą i trzeba ich wymieniać, bo tak to całą grę przeszłoby się będąc jedynie Marcusem. Bardzo fajnie wykreowany został tutaj świat, a zombie są naprawdę przerażający! Nie wiem tylko, czy chodzi o sam wygląd, czy o ryki, które wydają. Mrożące krew w żyłach. Do tego dochodzi również soundtrack, który ma niezwykły klimat. Jedynie podsyca uczucie niepokoju i osamotnienia. Pewne jest to, że walka wręcz z zombie jest idealnym sposobem na wyładowanie negatywnej energii, aczkolwiek w tym celu lepiej sprawdza się rozjeżdżanie ich autkami. Taka możliwość daje graczowi bardzo dużo frajdy. Momentami jednak przychodzi zniechęcenie, w szczególności jak kolejny z twoich ludzi ginie z rąk Grubasa. Nieumiejętność przejścia co niektórych misji jest bardzo denerwujące. Jednakże są ludzie dla których to bułka z masłem i chcą jeszcze większych wrażeń. Dla takich właśnie Undead Labs przygotowało dwa rozszerzenia do gry: „Breakdown” i „Lifeline”. To czy po nie sięgniecie zależy od Was, ja osobiście cieszę się, że udało mi się zakończyć finałową misję!

Ocena: 7/10

Oryginalny tytuł: State of Decay / Scenariusz: Travis Stout / Muzyka: Jasper Kyd / Obsada: Drew Hobson, Mariel Neto, Eric Riedmann Lauren Stone, Kirsten Potter, Christopher Corey Smith, Anjelica Wolf / Gatunek: Survival horror, Postapokaliptyczne, Akcja / Typ: TPP, Sandbox / Kraj: USA / Studio: Undead Labs / Wydawca: Undead Labs
Premiera: 05 czerwca 2013 (Świat) 28 kwietnia 2015 (Polska)

sobota, 29 sierpnia 2015

/Xbox #3/: The Walking Dead Season One/ The Walking Dead Season Two, aut. Sean Vanaman, Mark Darin, Gary Whitta

    Historia, która przełożyła się na wielomilionowy sukces świata zombie. Genialne komiksy Kirkmana w końcu dopłynęły na polski rynek, tak samo szybko jak powieści, serial „The Walking Dead”, a teraz gra produkcji Telltale Games. Genialna zabawa, która daje możliwość stworzenia swojego własnego serialu, dzięki opcji wykonywania wyborów, a także utrzymanego w klimacie komiksu. Jeżeli ktoś nie ma dość zombie, propozycja idealna dla niego.
      Kiedy postrzelony Rick Grimes leży w szpitalu świat opanowany został przez krwiożercze bestie. W tym właśnie czasie były pracownik uniwersytecki- Lee Everrett, jest eskortowany radiowozem do więzienia za zabójstwo. Kiedy na ich drodze staje spragniony mięsa zombie dochodzi do wypadku, a Lee cudem uchodzi z życiem. Podczas ucieczki trafia na małą Clementine, której rodzice wyjechali przed wybuchem epidemii. Mężczyzna bierze ją pod swoją opiekę i razem wyruszają w poszukiwaniu azylu.
     „The Walking Dead” nie jest zwyczajną grą. Jest to genialna produkcja o charakterze „wyceluj i kliknij” z możliwością dokonywania własnych wyborów. Pozwala to wczuć się w bohaterów i historię, stworzyć swój świat i spojrzeć na swoje własne życie. Ile razy podczas oglądania serialu zastanawialiśmy się, czy postąpilibyśmy podobnie jak Rick, czy jego towarzysze? Teraz mamy możliwość przekonania się o tym. Czy staniemy się bezdusznym zabójcą, czy przestrzegać będziemy własnych zasad moralnych? Gra zapamiętuje nasze wybory i wykorzystuje je przeciwko nam. Teoretycznie. Na pewno wpływ ma na to, jak będą traktować nas towarzysze podróży, których zdanie zmienia się jak za dotknięciem magicznej różdżki. Decyzje sprawiają, czy ktoś nam zaufa, czy będzie darzył nas szacunkiem, bo sam fakt tego, że jesteśmy umięśnionym czarnoskórym mężczyzną o głębokim głosie nie musi być koniecznie argumentem za. To my podejmiemy decyzję, czy powiemy wszystkim o naszej przeszłości. Będziemy musieli wybrać, którego z dwóch ludzi uratować. To akurat ma największe znaczenie, bo decyzja ta przełoży się na skład finałowej grupy. Inne wybory? No cóż... mają zdecydowanie mniejszą siłę, bowiem nie raz można się przekonać o tym, że bez względu na to, co byśmy nie zdecydowali, to i tak dojdziemy do momentu, który założyli nam twórcy gry. Jedyna różnica jest w tym, że zajmuje nam to dłuższy odcinek czasu, o ten właśnie dodatkowy wybór. Z jednej strony jest to więc ciekawe rozwiązanie, ale z drugiej nie daje nam tyle swobody jakbyśmy oczekiwali. Ciekawa rzecz pojawia się po zakończeniu każdego z epizodów. Zobaczymy nasze osobiste statystyki decyzyjne, a także spojrzymy, w której części ocalałych w zombieapokalipsie, innych graczy się znajdujemy.
     „Point-and-click”, czyli rozgrywka bardzo dobrze nam znana. Za pomocą kursora najeżdżamy na wybrany przedmiot, człowieka, aby wejść z nim w interakcję. Kiedy kolekcjonujemy przedmioty potrzebne do wykonania misji, czy też próbujemy porozmawiać z członkami ekipy nie wydaje się to aż tak naglące w decyzjach. Poza dyskusjami, bo niekiedy trzeba szybko zdecydować jak potoczy się nasza konwersacja. Zły wybór słowa, zła decyzja może zaważyć na losach gry. O dziwo, momentami można też przemilczeć niektóre tematy, choć rozmówca nie zawsze jest tym usatysfakcjonowany. Niestety, czas na podjęcie decyzji jest momentami zbyt krótki i gracz nie zawsze ma czas przeczytać długie zdania, a co dopiero zastanowić się, która odpowiedź będzie najwłaściwsza. Ta metoda gry, w szczególności kiedy zadania są czasowe, jest nieziemskim utrudnieniem, kiedy przychodzi nam wejść w akcję z zombiakami. Wtedy trzeba szybko celować, żeby przeżyć. Nie zawsze jednak wiadomo, w co tak naprawdę należy celnąć, aby nie zostać rozszarpanym na strzępy. Czego przykładem jest scena podczas przeszukiwania jednego z budynków. Masakra! Przy wykorzystaniu tej techniki w drugim sezonie mamy możliwość zacerowania sobie samemu przedramienia. Ciekawa rzecz, choć nie czyni to z nas pielęgniarki! Interesującym rozwiązaniem drugiego sezonu jest tutaj również coś, co nie pojawiło się przy wcześniej, a mianowicie ucieczka przed zombiakami, czyli tzw. „podążaj za czerwoną strzałką”. Wystarczy odpowiednio szybko ruszyć rączką w odpowiednią stronę, a mamy większą szansę na uniknięcie pogryzienia. W pierwszym sezonie rozgrywkę toczymy jako Lee, w drugim następuje zmiana na Clementine- dodatkowe problemy, bo mniejsza, bo słabsza.
     Gra ma styl epizodyczny i składa się z pięciu odcinków. W platformie Xbox Live pierwszy z nich jest darmowy, jest to takie swoiste demo. Za następne trzeba już zapłacić, o dziwo niewielkie pieniądze, więc systematycznie można sobie dawkować emocje i nie zbankrutować przy tym. Fajne jest to, że każdy epizod stanowi jakby osobną opowieść o wspólnym tle. Mamy stworzoną jedną społeczność, która przeżywa najrozmaitsze perypetie. Wizyta na farmie, akcja z pociągiem, rozgrywka w mieście... każda jest wyjątkowa na swój własny sposób i oferująca zupełnie inne wrażenia. Całość fabularna opiera się głównie na relacjach międzyludzkich. Zdarzają się epizody, gdzie nie pojawi się ani jeden zombie. Jednakże dla tych, którzy znają historię nie jest to żadne zaskoczenie, bowiem serial również oferuje takie odcinki. Doświadczymy niesamowitej więzi, która połączy Lee i Clementine, spotkamy również najgorszych zwyrodnialców, którzy w dość nietypowy sposób radzą sobie z apokalipsą, a także pobawimy się w zaufanie odpowiednim osobom, czy będziemy wsparciem dla innych podczas utraty najbliższych. Nie jest więc zaskakującym, że pomiędzy graczem a bohaterami, głównie Lee i Clementine, nawiązuje się niesamowita więź. Jest ona tak mocna, że u finału rozgrywki pierwszego sezonu rozdziera nam serce. Trudno jest podjąć najcięższą z decyzji, gdy niewiele się widzi przez łzy napływające do oczu. Niezwykle mocne zakończenie, które wstrząśnie każdym. Drugi sezon jest już pod tym względem odrobinę gorszy. Tutaj nie mamy swoistego podziału tematycznego odcinków, każdy kolejny jest konsekwencją pozostałego i razem tworzą konkretną fabułę, bez misji pobocznych. Postaci jest zdecydowanie za dużo, za szybka jest ich rotacja poprzez nagromadzenie różnorakich wydarzeń związanych z zombiakami, bądź też ekipą Carvera, która ściga ocalałych. Przez to ciężko jest odczuć jakiekolwiek emocje po stracie któregokolwiek z nich. Co prawda twórcy postawili na zaskakujące rozwiązania, jak chociażby wywołanie instynktu macierzyńskiego w bohaterach, utrata przyjaciela, próby stworzenia rodziny- nawet na siłę, a nawet operowanie sobie samemu ręki, ale to tylko marne podrygi, które ciekawie budują historię, ale nie są tak przejmujące jak w pierwszym sezonie.
     Grafika utrzymana jest w klimacie komiksowym. Nie jest to więc najbardziej opływowa animacja na świecie. To jest jednak cały jej urok! Zachwyca mocną kreską sprawiając wrażenie, jakby komiks zamienił się na film. Kiedy nie musimy podejmować decyzji jesteśmy zostawieni na łaskę klipów, które na szczęście da się przewinąć, ale nie zawsze mamy ochotę. Nic w końcu nie sprawia takiej frajdy, jak tworzenie własnej produkcji filmowej. Wszystko jest tu dopracowane, nie zwróciłam uwagi na większe błędy. Nawet zombiaki wyglądają bardzo przekonująco- przerażająco i obleśnie. Dla podtrzymania klimatu, bardzo mrocznego klimatu, pełnego niepokoju Jared Emerson-Johnson stworzył niezwykłą muzykę. Pięknie się komponuje z całością, dodatkowo podkreśla dramaturgię sytuacji, wszystkie emocje, jakie nami tragają. Daje to bardzo spójną stylistykę całości.
     „The Walking Dead” to pierwsza gra o zombieapokalipsie, którą przyszło mi odgrywać na Xboxie. Możliwość posiadania boskiej mocy, dokonywania najrozmaitszych wyborów, które później kształtują nasze relacje z otoczeniem, ale przede wszystkim świetnie stworzone klipy dają wrażenie, jakbyśmy oglądali serial, który sami sobie stworzyliśmy. Pięknie wyglądający serial o przetrwaniu ludzkości i człowieczeństwa, który ma tak wyrazistych bohaterów, że trudno jest się z nimi nie zżyć. W najbardziej oczywisty sposób tworzy się więź między graczem i dwójką najważniejszych postaci, przez co cierpimy wraz z nimi. Jest to najbardziej trzymająca w napięciu i najbardziej przejmująca gra w jaką przyszło mi kiedykolwiek grać. Nigdy nie sądziłam, że tego typu rozrywka może dostarczyć tak wiele emocji. Naprawdę, niezwykłe zjawisko!

Ocena #1: 9/10
Ocena #2: 8/10


Oryginalny tytuł: The Walking Dead: Season One / Scenariusz: Sean Vanaman, Mark Darin, Gary Whitta / Muzyka: Jared Emerson-Johnson / Obsada: Dave Fennoy, Melissa Hutchinson, Gavin Hammon, Cissy Jones, Max Kaufman, Nicole Vigil, Nikki Rapp, Nick Herman, Terence McGovern, Sam Joan 
Premiera: 24 kwietnia 2012 (Świat) 20 listopada 2014 (Polska)

Oryginalny tytuł: The Walking Dead: Season Two / Scenariusz: Nick Breckon / Muzyka: Jared Emerson-Johnson / Obsada: Melissa Hutchinson, Scott Porter, Andrew Chaikin, Louisa Mckintosh, Michael Madsen, Shay Moore, Dorian Lockett, Gavin Hammon, Julia Farmer, Christine Lakin
Premiera: 17 grudnia 2013 (Świat) 20 listopada 2014 (Polska)

Na podstawie: komiksu Roberta Kirkmana / Kraj: USA / Gatunek: Survival horror, Post-apokaliptyczne, Przygodowe / Typ: TPP, point-and-click / Studio: Telltale Games / Wydawca: Telltale Games / Wydawca polski: dystrybucja elektroniczna