Czarna Pantera
Czarna Pantera powraca! Tym razem jednak wrażenia po ponownym seansie plasują się gdzieś pomiędzy "co ja takiego w tym widziałem?!", a "naprawdę niesamowite zjawisko".
Czarna Pantera powraca! Tym razem jednak wrażenia po ponownym seansie plasują się gdzieś pomiędzy "co ja takiego w tym widziałem?!", a "naprawdę niesamowite zjawisko".
Opowieść o tym jak korzystać z nowinki od Naszej Księgarni, z przymrużeniem oka.
Do tej pory powieści, które wyleciały spod skrzydeł wydawnictwa Szósty zmysł, zaskakiwały swoją niebanalnością. Tym razem wydawnictwo poszło w trochę odmienną stronę i zaserwowało coś, co łączy ze sobą miłość i sport. k jak i nasz w zetknięciu z tą lekturą.
Tytuł oryginalny: Congratulations on your divorce. The road to finding happily ever after
Oryginalny tytuł: The Women
Mary Haines (Meg Ryan) jest szczęśliwą mężatką. Ma także grono sprawdzonych i dobrych przyjaciółek, z których każda jest inna. Alex jest lesbijką (Jada Pinkett Smith), Edie (Debra Messing) to istna fabryka do robienia dzieci, a Sylvia (Annette Bening) to piękna i zabiegana redaktor naczelna jednego z popularnych magazynów. Gdy pewnego dnia Sylvia wybiera się na manicure trafia do Tany`i, która zdradza jej szczegóły pikantnego romansu jej przyjaciółki Crystal (Eva Mendes) z żonatym mężczyzną. Ku ogromnemu zaskoczeniu Sylvi okazuje się być nim nie kto inny jak sam mąż jej najlepszej przyjaciółki- Steven. Sylvia i Edie postanawiają jednak trzymać to w tajemnicy przed Mary. Pech chce, że Mary w poczekaniu na fryzjera także wybiera się do Tany`i i niestety dowiaduje się o romansie swojego męża. Za radą swojej matki postanawia jednak nic mu nie mówić o tym i wyjeżdża na kilka dni wraz z córką- Molly. W międzyczasie jej przyjaciółki nie mają zamiaru stać bezczynnie i wybierają się do SAKS`a, w którym to kochanka Stevena sprzedaje perfumy. Są zaskoczone jej widokiem, ale i tak stawiają sprawę jasno. Niestety, Crystal nie ma zamiaru opuszczać Stevena. Po powrocie i rozmowie z mężem, Mary decyduje o rozwodzie. Okazuje się jednak, że nabranie dystansu do wszystkiego ma na nią zbawienny wpływ.
Kiedy rozpoczęłam seans tego filmu nie wiedziałam dokładnie czego się spodziewać. Miałam jedynie zarysowany ogólny obraz tego filmu. Dopiero pod koniec filmu, dosłownie w ostatnich minutach zdałam sobie z czegoś sprawę: „czy mnie się wydaje, czy w tym filmie nie było żadnego faceta?”. Oczywiście nie wydawało mi się. Jak się okazuje filmowcy zadbali o to, aby na planie filmu nie było żadnych mężczyzn, nawet kiedy kręcono film na mieście. Dlatego też jest to typowo babskie kino obrazujące wszelkie uczucia jakie miotają kobietami. Wszystko przedstawione było w dość zabawny i ciekawy sposób. Dobrze wiem, że po raz setny mam zdanie inne od pozostałych ludzi na ziemi, ale nic nie poradzę, że film mi się spodobał.
W głównej roli zagrała Meg Ryan. Kobieta, której nikomu przedstawiać nie trzeba. Jest piękna, trochę ma zakręcone włosy w tym filmie, a potem całkowicie jej prostuje. W których jej lepiej? Myślę, że proste. Pod względem aktorskim… e, no cóż, ja tam się nie przyczepiam. Ona zresztą zawsze ma taką pewną swoją manierę i ja już przywykłam. Jej najlepszą przyjaciółkę od czasów liceum została Annette Bening. Dość ciekawa postać, taka surowa, a jednocześnie niezwykle sympatyczna. Największym wrogiem Meg stała się sama Eva Mendes. Nic dziwnego, że to właśnie ją wybrali do tej roli. Uważam, że jest niesamowicie piękna i zgrabna. Gdybym mogła zamienić się z kimś na ciało to właśnie z nią. Grała jednak raczej poniżej przeciętnej, no ale przecież nie miała się w czym wykazać jak pojawiła się może w 4 scenach. W filmie wystąpiły także Debra Messing, która niesamowicie mnie bawiła oraz Jada Pinkett Smith, która wyglądała jakby jej lifting nie wyszedł. Ta wspaniała piątka została wyróżniona nominacją do Złotej Maliny. Osobiście nie rozumiem dlaczego tak się stało. Uwierzcie mi-widywałam gorsze wystąpienia (przykł. Kristen Stewart i Edward Pattison „Zmierzch”). Oprócz nich w filmie mogliśmy zobaczyć także takie znane twarze jak Candice Bergen oraz Bette Midler. Obie były fajne, ale jednak lepsze wrażenie zrobiła na mnie Bergen.